Blog > Komentarze do wpisu

Rodzinne sekrety inaczej

Myślę, że gdybym "The Gathering" Anne Enright wypożyczyła z biblioteki czy nawet kupiła zwyczajnie w księgarni, to być może nie przeczytałabym tej książki. Fakt, że mój brat zadał sobie wiele trudu, żeby ją dla mnie zdobyć, zmobilizował mnie. Pomogły w tym recenzje na angielskich blogach, które zgodnie twierdzą, że to świetna książka, ale nie dla każdego, i że docenia się ja raczej pod koniec czytania. Mogę się z tym jedynie zgodzić i cieszyć, że nie rzuciłam jej w połowie.

"The Gathering" opowiada o rodzinie Hegarty, na pierwszy rzut oka bardzo stereotypowej irlandzkiej rodzinie. Opowieść o całej gromadzie braci i sióstr w różnym wieku wychowujących się w Dublinie pod okiem nieco rozkojarzonej matki oraz nietypowej babki słyszymy z okazji śmierci jednego z braci, Liama, który wzorem Virginii Woolf utopił się, napełniwszy kieszenie kamieniami. Veronica, narratorka powieści, to ukochana siostra Liama, młodsza od niego zaledwie o rok. To ona właśnie jest strażniczką rodzinnych sekretów, o których istnieniu reszta rodziny nie ma zresztą pojęcia. Sama Veronica nie jest pewna swojej wiedzy. Swoją opowieść zaczyna tak:

"I would like to write down what happened in my grandmother's house the summer I was eight or nine, but I am not sure if it really did happen."

Ta niepewność towarzyszy całej opowieści. Veronica, dotknięta przez wydarzenia z przeszłości równie mocno, jak jej nieżyjący brat, nie potrafi uporać się z codziennym życiem. Odrzuca swojego męża, sądzi, że on jej nienawidzi, podczas gdy w istocie sama nienawidzi siebie.

"What he wants, what my husband has always wanted, and the thing I will not give him, is my annihilation. This is the way desire runs. It runs close to hatred, It is sometimes the same thing."

Unikając współżycia z nim (po raz ostatni uprawiają seks w noc czuwania przy zwłokach Liama), spędza całe noce wędrując po pokojach lub jeżdżąc po osiedlowych uliczkach. W ten sam sposób snuje swoją opowieść - gubiąc wątki, mieszając czasy i miejsca, przeplatając tajemnice, plotki i wymyślone przez siebie wydarzenia z refleksjami na temat siebie i świata. Taka opowieść może znudzić i zirytować, jeśli jednak damy się jej ponieść i wczujemy się w specyficzny, urywany a jednak regularny rytm, możemy nagle stwierdzić, że historia narkotycznie nas wciąga, a Veronica Hegarty jest nam dziwnie bliska. Obrazowy język pomaga identyfikować się z narratorką:

"I was living my life in inverted comas. I could pick up my keys and go 'home' where I could 'have sex' with my 'husband' just like lots of other people did. This is what I have been doing for years. And I didn't seem to mind the inverted comas, or even notice that I was living in them, until my brother died."

O seksie z mężem opowiada tak:

"I place my face against his back and reach around to cup the soft handful of his prick, because I have had a little too much wine, and I think he actually hates me now, I am so much to blame for it all.

And he either turns, or he doesn't.

And in the gap I realise that he is having sex with someone else.

No. In the gap I remember how much he wanted to have sex with someone else, when that someone else was me."

W połowie książki dopiero wybucha bomba, której domyślamy się od samego początku, przeczuwamy ją, a jednak autorka każe nam na nią czekać bardzo długo. Wyznanie o molestowaniu seksualnym nie staje się jednak centralnym punktem powieści, a jedynie kolejnym zdarzeniem w ciągu przyczyn i skutków, które składają się na każdą historię. Anne Enright nie popada w schemat i zamiast łatwych oskarżeń i prostych rozwiązań pokazuje, jak każde wydarzenie zależy od innego, i jak trudno ocenić jest kto zawinił i dlaczego. Jednocześnie wydarzenia nabierają tempa, los Liama jawi się już tylko jako pretekst dla historii Veroniki, a ja odganiam senność, żeby tylko towarzyszyć jej aż do rozwiązania. I choć dla tak skomplikowanej historii nie może istnieć łatwe zakończenie, to kończąc książkę jestem nią zauroczona bardziej niż w jakimkolwiek innym momencie. A ze względu na rozwiązania narracyjne, na płynne i niezauważalne momenty strumienia świadomości, które lekko przechodzą w rozważania filozoficzne lub w klasyczną powieść psychologiczną, oraz ze względu na olśnienia i lęki, które dzieliłam z bohaterką, na pewno przeczytam tę książkę ponownie, może nawet więcej niż raz.

niedziela, 30 września 2007, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/10/03 20:05:35
Bardzo ciekawie się zapowiada, a nie przygnębiająca jest ta historia? Nie czułaś się jakoś, bo ja wiem, przytłoczona tą kiążką?
-
2007/10/03 22:26:44
W trakcie czasem tak, ale narratorka ma sama dystans do swojej traumy, tak jakby z przymrużeniem oka traktuje własne życie i problemy... A zakończenie jest raczej podnoszące na duchu.



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...