Blog > Komentarze do wpisu

Poniedziałkowy ranek

Dobra wiadomość na sam początek poniedziałku - księgarnia The Book Depository wreszcie dodała Polskę do obsługiwanych przez siebie krajów. Dlaczego to taka dobra wiadomość? Ponieważ w tej księgarni nie płaci się za przesyłkę! Dla mnie oznacza to koniec kupowania na amazonie, przynajmniej jeśli chodzi o nowe książki. The Book Depository ma dobre ceny, a bez opłat za przesyłkę staje się konkurencyjna w stosunku do wszystkich sklepów, w których kupowałam anglojęzyczne książki!

Nie wiem, czy ta wiadomość poprawi mi humor na długo, niestety, ponieważ wraz z nadchodzącym końcem roku akademickiego i zbliżającą się sesją moje życie zaczyna wyglądać dość zniechęcająco, a główną moją lekturą stają się testy i prace zaliczeniowe. I tak przez najbliższe półtora miesiąca...

Jako przerywnik czytam nominowane do Orange Prize "Scottsboro" Ellen Feldman, i szczerze mówiąc, trochę ciężko mi idzie. Jest to oparta na autentycznych wydarzeniach powieść o grupie czarnoskórych chłopców niesłusznie oskarżonych o gwałt na dwóch białych dziewczynach. Miało to miejsce w latach trzydziestych w Alabamie, a to oznacza, że szanse chłopców na wyjście z tego z życiem są dość nikłe. Lubię książki, które przybliżają historię, zwłaszcza taką, o której wiem niewiele, dlatego sięgnęłam po tę książkę, jednak na razie za bardzo mnie nie wciągnęła. Największa przyjemność płynie jak dotąd z języka, którym jest napisana - przyjemność nieco perwersyjna, bo związana z wysokim stopniem trudności. Narratorką części książki jest jedna z rzekomo zgwałconych dziewcząt, która posługuje się południowym slangiem - czytam z lekkimi trudnościami, ale za to z dużą przyjemnością. Nie wiem, czy to wystarczy, abym przebrnęła przez całość, na razie się jednak nie poddaję.

Być może czytałoby mi się to lepiej, gdyby nie to, że niedawno skończyłam książkę niezwykle wciągającą i świetnie napisaną, od której nie mogłam się oderwać. "Przemów i przeżyj" to kolejny thriller Sophie Hannah, poetki, o której pisałam przy okazji "Twarzyczki". "Twarzyczka" podobała mi się, ta książka jest jednak znacznie lepsza. Temat znowu dość ciężki - główna bohaterka, Naomi, kilka lat wcześniej została zgwałcona w dość perwersyjny sposób. Obecnie jest szaleńczo zakochana w żonatym mężczyźnie. Gdy któregoś dnia jej kochanek przepada bez śladu, Naomi jest tak zdesperowana, aby go odnaleźć, że nie waha się powrócić do swoich strasznych doświadczeń. Nic nie toczy się jednak tak, jak przewidywała, a co ważniejsze, nic nie toczy się tak, jak my to przewidujemy. Sophie Hannah prowadzi fabułę po mistrzowsku, zaskakując nas na każdym kroku. Co ważne, oprócz trzymającej w napięciu akcji mamy też detektywów, którzy mają swoje pokręcone, prywatne problemy i budzą naszą sympatię. Czyta się znakomicie, chociaż trudno nie wspomnieć o łyżce dziegciu, jaką jest polskie tłumaczenie. Wpadek jest sporo, na przykład zdarzają się nieprzetłumaczone terminy angielskie, chociaż istnieją ich polskie odpowiedniki, czasem da się też zauważyć błędnie przetłumaczony idiom. Mnie jednak dobiła informacja, iż jeden bohaterów przyjął nazwisko Haworth, ponieważ tak dalece identyfikował się z pochodzącymi z Haworth siostrami Brontë, zwłaszcza Branwell Brontë, jedną z sióstr! OK, rozumiem, że można nie wiedzieć, iż sióstr było trzy, zaś Branwell był ich bratem, chociaż jest dość prawdopodobne, że tłumacz angielskiego ukończył filologię angielską i raczej powinien takie rzeczy wiedzieć. Jeśli się jednak tego nie wie, sprawdza się! Być może nie wszystkich będzie to kłuło w oczy, jednak zakładam, że wielu, zwłaszcza w połączeniu z innymi wpadkami...

Ogólnie jest to jednak świetna książka. Kilka dni temu ukazała się u nas kolejna książka Sophie Hannah, "Na ratunek", po którą na pewno sięgnę, chociaż być może w oryginale...

Moja ocena: 5/5

poniedziałek, 25 maja 2009, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/05/25 10:37:29
Przy obecnym kursie to i tak pozostaje mi Allegro, ale fakt faktem, że jest np. taniej niż w EMPIK-u. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że u nas jest jednak drogo jeśli chodzi o książkę i nie mówię tutaj tylko o obcojęzycznych pozycjach.
-
2009/05/25 12:53:53
no nareszcie, bo za przesyłkę z UK płaci się 10 razy więcej niż za samą książkę! dzięki za informacje
-
2009/05/25 17:01:51
Nie kupię niestety książek angielskich:) Ale chętnie kupowałabym w Polsce częściej w księgarniach interetowych, jeśli przesylka byłaby za darmo. Najczęściej robię zakupy w Merlinie. Niektóre księgarnie mają limit od 150 albo 190 zł przesyłka a darmo. Toż to rozbój w biały dzień:( Nic to, trzeba czekać na promocje, a takie najczęsciej sa na gwiazdkę.
-
2009/05/26 06:52:01
Nie jest tak źle z kursem teraz. Przykładowo sprawdziłam jedną książkę - "Impostor" Galguta, na którego poluje od jakiegoś czasu, przy dzisiejszym przeliczniku mogę go zamówić z BD za niecałe 35 zł. Myślę, że gdy ukaże się polskie wydanie, będzie kosztowało co najmniej tyle samo, jeśli nie więcej... Oczywiście, na allegro jest taniej, ale nie wszystko jednak da się upolować... Zresztą, gdy kupuję książki angielskojęzyczne na allegro, też zwykle płacę co najmniej 15 zł za książkę, czasem 19, do tego doliczam 8-10 zł na przesyłkę, i nie wychodzi niestety aż tak tanio...
A w Merlinie przestałam kupować, gdy wprowadzili oddzielne przesyłki na różne działy. A ja często kupowałam razem książki i zabawki, teraz mi się przestało opłacać:(
-
2009/05/26 12:37:54
Wielkie dzięki za informację :) Nie słyszałam o tej księgarni, a koszty przesyłki z amazona skutecznie mnie odstraszały. Już nawet znalazłam kilka książek do mojej pracy mgr ;)
-
2009/05/26 21:31:05
padmo, dzieki za info o ksiegarni;)
-
2009/05/27 20:30:34
Dziękuję ogromnie za namiar na księgarnię BD. Już udało mi się znaleźć kilka "perełek" za grosze (tudzież centy, pensy). Wciąż jestem w szoku, że nie będę musiała płacić za przesyłkę. Thanx!



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...