Blog > Komentarze do wpisu

Srebrna zatoka

Jeśli jest taki temat, który kusi mnie zawsze i nie mogę mu się oprzeć nawet wtedy, gdy obawiam się, że książka będzie szmirowata, to jest nim motyw zaczynania życia od nowa w zagubionym na końcu świata nadmorskim miasteczku. Zresztą w ogóle kuszą mnie niewielkie miasteczka na uboczu, w pięknej, dzikiej okolicy. Nie mogę powiedzieć, że czuję się nieszczęśliwa w mieście, od czasu do czasu jednak nawiedza mnie myśl o tym, aby wyjechać i zacząć życie gdzie indziej. Takie małe miasteczko nad oceanem wydaje się wtedy idealnym celem.

Gdy więc natknęłam się na "Srebrną zatokę" Jojo Moyes, wiedziałam, że muszę to przeczytać. Trochę obawiałam się, że chociaż temat jest kuszący, to jednak nie do końca będzie tym, o co mi chodzi. Miasteczko z moich marzeń leży nad zimnym morzem gdzieś na północy, w Skandynawii, Szkocji lub Kanadzie, tymczasem Srebrna Zatoka to miejscowość w Australii, owszem, dość odludna, tym niemniej jednak położona w ciepłym klimacie. Ostatecznie przeważyły wieloryby.

Gdybym miała wybrać najbardziej magiczny moment mojego życia, drugi po urodzeniu mojej córki, bo z taką magią nic się równać nie może, byłoby to spotkanie z wielorybem. Było to w zatoce, która może być dość podobna do Srebrnej Zatoki z powieści Moyes, chociaż położona jest na innym kontynencie. Wypłynęliśmy na obserwację wielorybów kutrem, jakim pływają też bohaterki powieści. Wieloryby podpływały do nas blisko - wyglądały na dość ciekawskie. Jeden zamachnął się ogonem tak, że musieliśmy kucnąć, żeby nie oberwać. Inny podpłynął do burty i wynurzył się na powierzchnię. Wychyliłam się w jego stronę i przez kilka chwil patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Wieczorem wyszliśmy na plażę przed domkiem i słuchaliśmy, jak wieloryby się porozumiewają. Głębokie, wibrujące pomruki rozdzielone parsknięciami przy wydmuchiwaniu wody. To była magia.

   Cząstkę tego klimatu odnalazłam w "Srebrnej zatoce". Niech was nie zwiedzie okładka. Nie jest to szmirowate romansidło. Owszem, nie da się ukryć, że jest to typowa powieść kobieca, z obowiązkowym happy endem, jest jednak napisana bardzo dobrze, z wyrazistymi, pełnokrwistymi bohaterami, trzymającą w napięciu fabułą i mocno zaskakującym zakończeniem. Trzy kobiety mieszkają w niewielkim nadmorskim miasteczku - Liza - sterniczka łodzi, jej dziesięcioletnia córka i starzejąca się ciotka. Miasteczko utrzymuje się z turystycznych rejsów i obserwacji delfinów i wielorybów, mieszkańcom jednak nie zależy na wysokich zyskach. Bardziej niż pieniądze cenią sobie ciszę i niespieszny rytm życia. Wtedy do Srebrnej Zatoki przyjedzie Mike - przedstawiciel firmy, która chce zbudować duży, luksusowy hotel, typowy biznesmen z City. Hotel będzie zagrożeniem dla wielorybów, a napływ turystów i rozgłos mogą bardzo zaszkodzić Lizie i jej córce - bardziej, niż ktokolwiek może przypuszczać.

Największą siłą tej książki są wiarygodne i wielowymiarowe postaci, postaci, w których towarzystwie ma się ochotę spędzać czas oraz urok miasteczka, w którym toczy się akcja. Dlatego wszystkim równie zestresowanym jak ja ostatnio polecam podróż do spokojnego świata "Srebrnej zatoki" - nie liczcie jednak na niespieszną, leniwą lekturę - od tej książki nie jest łatwo się oderwać.

Moja ocena: 5/6

Update 17.05.09 - Na prośbę Mandżurii dorzucam zdjęcia wielorybów, autorstwa mojego oraz U. Więcej zdjęć z tego miejsca możecie znaleźć na naszej stronie , w zakładce Galeria-> Valdez

Valdez

 

środa, 13 maja 2009, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/05/13 22:28:44
Widziałaś wieloryba! Och, zazdroszczę straszliwie! Nie wiem, czy widziałaś wystawę "Ziemia z nieba", która objeżdżała kilka miast w Polsce. Na jednym ze zdjęć był wlaśnie ogon wieloryba, niby niewiele było widać, a zaczarowalo mnie to zdjęcie (kupiłam sobie pocztówkę, niestety nie mieli większych kopii). To musiało być niezwykłe przeżycie, widzieć wieloryba na żywo... a nie bałaś się, że przewróci kuter?

W dodatku też mam słabość do małych zimnych miasteczek na końcu świata i jestem w stanie przeczytać największe romansidlo z tym motywem (nie zawsze mi się podoba oczywiście, aż tak bezkrytyczna nie jestem, ale ma u mnie taka opowieść plus już na starcie). Dlatego ta książka strasznie mnie zdążyła zachęcić :) Dzięki za jej opisanie!
-
2009/05/13 22:51:01
:) W takim razie dzielimy te same upodobania:) Mnie oczywiście też nie wszystkie książki z takimi miasteczkami w tle się podobają, ale lubię je czytać i tyle:)
O wielorybach marzyłam i prawdę mówiąc, nadal marzę, chcę jeszcze raz - teraz chciałabym zobaczyc orki... Wieloryby udało nam się zobaczyć podczas wyprawy do Argentyny 4 lata temu. Bałam się, oczywiście, ale jakoś wierzyłam, że skoro dotąd żaden kuter się nie przewrócił, to i my damy radę! W dodatku spotkała nas tam miła niespodzianka, bo okazało się, że właścicielką firmy, która nasz rejs organizowała, jest Polka. Właściwie Polka z pochodzenia, bo urodziła się w Argentynie, ale jej mama była Polką, a ona sama wciąż umie mówić po polsku, z błędami, ale płynnie. W jej miasteczku, Puerto Madryn, jest podobno 6 takich Polek z pochodzenia. Opowiedziała nam, że spotykają się regularnie, żeby rozmawiać po polsku, chociaż żadna z nich w Polsce nigdy nie była. Było to dość wzruszające spotkanie.
-
2009/05/14 12:01:20
Dzięki za tę recenzję. Ja mieszkam w małym, zimnym miasteczku na półnacy Anglii i uwielbiam to miejsce. Wieloryba jeszcze nie widziałam, ale za to daleko na północy na Isle of Skye widziałam rekina. Też spore przeżycie, chociaż z wielorybem chyba nie jest w stanie konkurować. Książkę wpisałam na listę zakupów:)
-
2009/05/14 12:13:16
czytajac Twoja recenzje przyszla mi do glowy "Land's End: A Walk through Provincetown" M. Cunninghama ze wzgledu na leniwe opisy nadmorskiego miasteczka. wlasciwie pamietam tylko tyle z tej ksiazki, bo czytalam ja podczas halasliwych mini-wakacji na lodce ze znajomymi :)
-
2009/05/14 15:15:59
No to rzeczywiście Wam się udało. Uwielbiam takie niezwykłe spotkania. Co prawda dużo bliżej, bo we Włoszech spotkaliśmy z Moim Miłym w trasie pana, którego żona okazała się być Polką. Po polsku nie mówił, ale był tak zachwycony tym spotkaniem, że bardzo nam pomógł i był bardzo gościnny. Bardzo miłe przeżycie.

A masz jakieś zdjęcia tych wielorybów? :)

Widziałam dziś książkę w księgarni, póki co powstrzymałam się od kupna (mam mocne postanowienie nie kupowania noywch książek póki nie przeczytam tych, co mam...), ale kusi kusi...
-
2009/05/17 21:27:19
Zachęciłaś mnie do przeczytania ksiażki. Słyszałam już o niej lecz nie wiem dlaczego nie znalała się na mojej liście książek do przeczytania. Na pewno ją przeczytam x).
Tymczasem zapraszam do siebie na nowy post recensione-libretto.blog.onet.pl
-
2009/05/18 10:38:34
Nie mogę się napatrzeć... Zwłaszcza to zdjęcie, na którym "wypuszczana" woda zamienia się w tęcze - MAGIA!

A może mogłabyś podpowiedzieć mi jakieś inne tytuły o "miasteczkach na końcu świata"? :)
-
2009/05/18 10:44:16
Zdjęcia - cudo zupełne. Gratuluję!!!
-
2009/05/18 12:08:11
Samash - dzięki za zaproszenie, cieszę się, że Cię zachęciłam, bo książka jest warta uwagi:)

mandżuria - wstawiłam moje ulubione tytuły w oddzielnym wpisie! Ja też lubię to zdjęcie z tęczą.

b_aitch - dzięki:) Prawdę mówiąc, my nie jesteśmy z tych zdjęć do końca zadowoleni, ze względu na ostre światło. Niestety, wtedy nie dało się wypłynąć wcześnie rano lub pod wieczór, gdy światło jest lepsze. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócimy i to naprawimy. Albo gdzie indziej, gdzie będą wieloryby:)
-
2009/05/18 16:29:07
Ale Ci dobrze! Nam sie w Kalifornii nie udalo niestety zobaczyc wieloryba, wszystkie sie pochowaly, za to widzielismy foki (ale to zupelnie co innego).
Takie miasteczka tez mnie bardzo kusza, mialam teraz przyjemnosc wiele z nich odwiedzic i pelne sa uroku i piekna.
-
2009/05/19 10:45:53
Miasteczko moich marzeń również leży nad chłodnym morzem ;-) Może to być Borholm, może też jakaś inna Skandynawia... Byle by z okna było widać morze.

Cieszę się, że zachęcasz do tej książki, bo miałam na nią ochotę, ale ze względu na okladkę traktowałam ją "z pewną taką nieśmiałością" ;-)
-
Gość: ammbrozyjka, 136.173.62.*
2009/05/20 11:34:25
motywy miasteczka nad oceanem, 'zaczynania zycia od nowa' i do tego wielkich ryb (wyrzuconych na brzeg) zawiera ksiazka dla mlodziezy 'Moja ciotka jest delfinem'. To powiesc o tzw. trudnych tematach, ale bardzo czarowna, zrobila na mnie wielkie wrazenie.
bardzo mi sie podoba twoj blog, wybory czytelnicze, zdjecia - zagladam tu codziennie, to prawie uzaleznienie...
-
2009/05/20 21:48:48
agnieszka_azj - to jak już któraś z nas taki domek z widokiem na morze będzie miała, to się musimy poodwiedzać:)

ammbrozyjka - dzięki, ciesze się, że Ci sie tutaj podoba:) Ja też mam blogi, od których jestem uzależniona, codziennie od nich zaczynam poranek:) Książik "Moja ciotka jest delfinem", ale liczę, że moja mama będzie znała, jako że jest specjalistką od literatury młodzieżowej.



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...