Blog > Komentarze do wpisu

Klara Callan

   Mam słabość do powieści kanadyjskich. Właściwie do konkretnego rodzaju powieści kanadyjskich - takich, które opisują niewielkie społeczności gdzieś na rzadko zaludnionej, porażająco rozległej i pustej prowincji. Kanadyjscy pisarze potrafią z niezwykłą elegancją i delikatnością opisać ludzkie dramaty. Może tak jak skandynawski klimat w jakiś tajemniczy sposób generuje świetnych autorów kryminałów, surowy krajobraz Kanady rodzi historie rodzinne pełne stłumionych pasji i niewyjawionych zagadek z przeszłości. Taka jest znakomita powieść Ann-Marie MacDonald "Co widziały wrony", "Wspomnienia przychodzą z deszczem" Mary Lawson czy "Tonąca Ruth" Christiny Schwarz. Dlatego co roku śledzę nominacje do Giller Prize, najważniejszej kanadyjskiej nagrody literackiej, i chętnie zaglądam na blog Kevina z Kanady. Nie jestem jednak pewna, gdzie wpadł mi w oko tytuł "Klary Callan". Zaintrygował mnie zarys fabuły i zachwyty na czyimś blogu. Obawiałam się, że tak jak w przypadku większości powieści kanadyjskich, "Klara Callan" będzie trudno dostępna, jakież było więc moje zdziwienie, gdy znalazłam ją w katalogu swojej biblioteki osiedlowej. I chociaż nie porwała mnie tak, jak wymienione powyżej powieści, to subtelnie napisana, wciągająca historia na pewno warta poświęcenia jej kilku wieczorów.

Książka Richarda B. Wrighta to napisana w formie powieści epistolarnej historia dwóch sióstr, rozważnej i romantycznej, rozpoczynająca się w połowie lat trzydziestych minionego wieku i obejmująca kilka lat prawie do wybuchu II wojny światowej. Klara to stara panna, nauczycielka w wiejskiej szkole gdzieś na północy Ontario. Jej młodsza siostra Nora po śmierci ojca wyjeżdża do Nowego Jorku, gdzie robi karierę występując w słuchowiskach radiowych. Obie siostry wymieniają listy, w których opisują swoje życie codzienne, przemyślenia i nadzieje. O ile jednak Nora jest prostolinijna i szczera, o tyle Klara wyjawia mniej więcej tyle samo, co ukrywa. To, czego nie potrafi lub boi się powiedzieć siostrze, opisuje w pamiętniku. To wszystko plus okazjonalne listy innych osób splata się w fascynującą opowieść o życiu kobiet w latach trzydziestych, gdy bycie singielką było wprawdzie możliwe, ale jednak trudne. Klara i Nora są bardzo zwyczajne, przeciętne wręcz, dzięki temu jednak stają się niezwykle interesujące. W ich życiu jak w lustrze odbija się obraz epoki. Prowincjonalna Kanada, gdzie na pozór nic się nie dzieje, a życie upływa biednie, ale spokojnie i pobożnie, aż kipi od zawiści, sąsiedzkich intryg, plotek, bigoterii. Nastolatki piszą okrutne anonimy, żona pastora ucieka z domu, sąsiedzi podsłuchują swoje rozmowy telefoniczne. Nowy Jork, miejsce wielkich możliwości, jawi się jako miasto przyjazne, gorące, miasto, w którym młoda dziewczyna z prowincji może nie tylko zostać gwiazdą, ale przede wszystkim żyć po swojemu. Jednak i tutaj snute są intrygi, bycie gwiazdą opery mydlanej budzi nie tylko zazdrość, ale też kpiny. I to właśnie tutaj, w pozornie anonimowym tłumie łatwiej znaleźć prawdziwą przyjaźń niż w małym, spokojnym miasteczku.

Spokojna i powolna narracja jednocześnie aż skrzy się od tłumionych emocji. Niby nie dzieje się wiele, ale momentami trudno się oderwać - nudna egzystencja Klary znienacka przerywana jest eksplozjami wydarzeń, zaskakującymi i dramatycznymi. A nawet, gdy akurat życie sióstr toczy się spokojnie, stale mamy wrażenie, że pod powierzchnią ich listów coś się gotuje.

Epistolarna forma powieści sprawdza się tutaj znakomicie. Klara jest oszczędna i zwięzła. Jej zdania momentami przypominają wiersze haiku. Czasem jednak mniej znaczy więcej, więc gdy ich prostota kontrastuje z często dramatyczną treścią, efekt jest porażający.

Richard B. Wright dostał za tę książkę w 2001 roku dwie najważniejsze nagrody kanadyjskie - Governor General's Award i Giller Prize. Być może dzięki temu ukazała się ona i u nas, i na pewno warto ją odnaleźć. Autorowi udaje się wytworzyć niezwykła więź między bohaterką a czytelnikiem. Czytając, czułam się, jakbym sama mieszkała w Kanadzie w latach trzydziestych, czułam zapachy, słyszałam dźwięki, byłam tam. Momentami zżymałam się na postępowanie Klary, nie akceptowałam go, ale je rozumiałam. Myślę, że na długo zapamiętam tę pięknie napisaną książkę.

Moja ocena: 5/6

niedziela, 11 października 2009, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/10/12 07:27:45
Rzeczywiście literatura kanadyjska ma coś w sobie...Kojarzy mi się głównie z ulubionymi moimi pisarkami - Margaret Atwood i Joyce Carol Oates, której książki tematycznie związane są także z Kanadą (np. świetny Wodospad). Kanadyjskie pochodzenie ma chyba również Annie Proulx, której "Kroniki portowe" urzekły mnie kiedyś. Pamiętam klimat "Tonącej Ruth" i "Czułości wilków" Penneya, gdzie tak ważną rolę odgrywała surowa natura, życie ludzi gdzieś na krańcach świata.
Rozejrzę się zatem za "Klarą Callan", cieszę się, że o niej napisałaś.
-
2009/10/12 07:59:03
To coś dla mnie:) Pozdrawiam
-
2009/10/13 08:48:50
awita22 - faktycznie, "Kroniki portowe" też się wpisują w ten klimat, chociaż to amerykańska autorka. Margaret Atwood prawie nie czytałam, większość jej książek jeszcze przede mną. Cieszę się, że Cię "Klarą Callan" zainteresowałam!

montgomerry - :)
-
2009/10/13 13:58:22
Zdecydowanie już po pierwszym zdaniu wiedziałam, że jestem w domu - też urzekają mnie małomiasteczkowe, pozornie senne klimaty z ubiegłego/ubiegłych wieków, które potrafią wciągnąć i zachłannie otulić czytelnika. (No dobra, zazwyczaj czytelniczkę. ;)) Jak tylko odkopię się z zaległych lektur, sięgnę na pewno, zachęciłaś mnie skutecznie - i recenzją i wzmianką o "Kronikach portowych". Dziękuję i pozdrawiam serdecznie. :)
-
2009/10/13 19:58:01
Mmm, brzmi jak lektura idealnie na jesień :) Też lubię takie historie, opisane subtelnie i z wdziękiem. Zdecydowanie dopisuję na swoją listę.
-
Gość: K, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/14 19:43:02
Jeśli o powieści kanadyjskiej mowa, to serdecznie polecam inteligentne i zabawne książki pióra Robertsona Davies'a, zwłaszcza tzw. trylogię cornishowską. Świetnie się czyta, a przy tym bardzo dobry kawałek literatury.
-
2009/10/15 21:49:24
K- nie znam tego autora, ale po krótkim rozpoznaniu już wiem, że chyba warto. Dziękuję za podpowiedź, na pewno sięgnę, zwłaszcza, że jest u mnie w bibliotece.

mandzuria23 - ciekawa jestem, czy Ci się spodoba:)

Lyteratka - w takim razie dzielimy upodobania literackie, mnie także małe miastoeczka przyciągają! Ciekawe, że w normalnym życiu za nic nie chciałabym w takim mieszkać;) No, chyba że na angielskiej prowincji gdzieś;)
-
Gość: Adriana, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/09 20:08:14
Ta książka zaraziła mnie literaturą kanadyjską, której teraz intensywnie poszukuję.



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...