|
Blog > Komentarze do wpisu
A little boring stranger
Osadzona na głębokiej, angielskiej prowincji, w czasie wyjątkowym, czasie zmierzchu starego porządku, w scenerii nieco wyblakłej i melancholijnej, między popadającym w ruinę domostwem a niewielką, pracowitą wioską, napisana z dziewiętnastowiecznym rozmachem powieść Sary Waters "The Little Stranger" (polski tytuł "Ktoś we mnie") powinna mi się podobać. Wszystkie składniki należą do moich ulubionych. Autorka także. A jednak coś nie zagrało. "The Little Stranger" zamiast mnie porwać, znużył mnie nieco i znudził. Waters wraca do epoki, która stanowiła tło jej poprzedniej powieści. "Night Watch" rozpoczyna się w roku 1947, aby następnie cofać się w czasie. Akcja "The Little Stranger" toczy się w roku 1948, słyszałam też, że autorka ma zamiar napisać jeszcze jedną powieść o tej epoce. Waters drobiazgowo odmalowuje powojenną Anglię, zaś jej obraz epoki jest najmocniejszą stroną tej książki. Zmierzch starej arystokracji, symbolizowany przez upadek rodziny Ayresów oraz rozpad ich domostwa, ścieranie się klas i nieuchronny postęp i modernizacja są odmalowane przejmująco. Tak naprawdę, wystarczyłoby mi, gdyby to o tym właśnie traktowała powieść Waters. Niestety, jak sama autorka przyznała, zaczęło jej brakować pomysłów na fabułę i stąd wziął się duch, a powieść z melancholijnej powieści realistycznej zaczęła zmierzać w stronę gotyku. Ten zabieg mógł być udany. Podobały mi się aluzje do klasyków tego gatunku - nieprzypadkowe imiona bohaterów (Roderick i Madeleine to imiona rodzeństwa z "Zagłady domu Usherów Edgara Allana Poe - w "The Little Stranger" mamy Rodericka i Caroline), liczne odniesienia do "Poskromienia złośnicy" Henry'ego Jamesa. Nastrój grozy, zagrożenia czającego się gdzieś w nas samych, który tutaj powinien także dominować, został zniszczony. Waters bowiem postawiła sobie wysoko poprzeczkę, za narratora obierając bohatera nie tylko skrajnie przyziemnego, ale przede wszystkim nudnego. Tej poprzeczce chyba nie sprostała, a doktor Faraday zabija tę powieść. Rozumiem zamierzenie - niesamowite wydarzenia w Hundreds Hall zderzone z rzeczową analizą narratora powinny stać się tym bardziej tajemnicze i zagadkowe. Niestety, Faraday jest zbyt przyziemny, szybko zaczyna irytować, zaś jego ciągłe próby wyjaśnienia tego, czego wyjaśnić nie można w końcu nudzą. Jego postać mogłaby być ciekawa - jako człowiek wywodzący się z nizin społecznych, a mający szanse trafić na sam szczyt, jako mąż arystokratki i pan wielkiego domu, patrzy na świat z perspektywy niedostępnej większości bohaterów. Ma możliwość porównań, analiz, jest lustrem, w którym każdy może się odbić. Jednak jest nudziarzem i nic na to nie może poradzić, i ja także nudziłam się w jego towarzystwie. Co więcej, pozostali bohaterowie też nie porywają i nie budzą sympatii. Caroline jest chłodna i oschła, Roderick, jedyny bohater z temperamentem, szybko zostaje usunięty z pierwszego planu. Ciekawe są postaci drugoplanowe - inni lekarze, służąca, ale za mało ich w powieści. Historia miłosna także nie przekonuje. Żadne z kochanków nie jest wiarygodne, właściwie oboje wiążą się z sobą niejako z wyrachowania, trudno nam więc zaangażować się w ich losy. Zastanawiam się też, czy inaczej patrzyłabym na tę książkę, gdybym nic o niej nie wiedziała. Może informowanie czytelników na prawo i na lewo, że mają do czynienia z opowieścią o duchach, uczyniło tej książce lwią przysługę? Nie wiedząc, czego się spodziewać, mogłam zostać kilka razy zaskoczona, być może nawet przez chwilę miałabym wątpliwości, czy to, co dzieje się w Hundreds Hall, jest faktycznie natury nadprzyrodzonej. Być może nawet doktor Faraday zdołałby mnie raz czy dwa razy przekonać. Skoro jednak wiedziałam, że będzie duch, to na niego czekałam. Zaskoczenie zostało zdławione w zarodku, a z nim napięcie. Szkoda, bo "The Little Stranger" to jednak dobrze napisana książka. Wielki plus dla autorki za to, że nie boi się podejmować wyzwań i próbować swoich sił na polu coraz to konwencji. Wielu osobom jej najnowsza powieść z pewnością się spodoba. Ja także przeczytałam ją szybko i ze sporą przyjemnością, czerpaną jedna głównie z opisów zderzenia klas i zmierzchu arystokracji angielskiej, a nie z fabuły. Moja ocena 3.5/6 wtorek, 10 listopada 2009, padma
TrackBack
Komentarze
2009/11/11 14:06:00
A ja się nie nudziłam z doktorem Faradayem :) bardzo ładnie mi kontrastował z niesamowitymi mieszkańcami dworu i właściwie nie wiem czemu tyle recenzji określa go przymiotnikiem "nudny". Podobał mi się jego racjonalizm i próby wyjaśnienia dziwnych zdarzeń, a z drugiej strony mam wrażenie, że to on mógł być, nieświadomie, katalizatorem czy "wzmacniaczem" tego, co się działo.
2009/11/11 20:45:36
Nie miałam jeszcze okazji spotkać się nigdy z książkami Waters i ciekawa jestem jak ja bym je oceniła, a muszę podkreślić, że jestem wręcz przeczulona na punkcie wykreowanych w lekturach bohaterów.
Chciałabym nawiązując do Twoich poprzednich wpisów serdecznie podziękować Ci za wskazanie najlepszych Twoim zdaniem księgarni w Londynie, gdyż planuję wyprawę do stolicy Anglii, pierwszą w mym życiu i pragnęłabym przywieźć coś niecoś z obcojęzycznych zasilaczy dla mojej biblioteczki :) Pozdrawiam serdecznie. 2009/11/12 01:19:50
Chyba pierwsza negatywna opinia o tej książce. Myślałam o jej zakupie, ale się wstrzymam. Mam "Niebanalną więź" z bibiolteki, jak mi się spodoba, zainwestuje w nudziarza;)
2009/11/12 10:35:13
liczne odniesienia do "Poskromienia złośnicy" Henry'ego Jamesa czy do "W kleszczach lęku" Henry'ego Jamesa? Na pewno przymierzę się do nowej Waters, bo przeczytałam dotychczas wszystko co wyszło po polsku. Ale jest pisarką, której powieści albo mnie zachwycają ("Złodziejka") albo rozczarowują ("Muskając aksamit"). Ciekawe jak będzie tym razem...
2009/11/13 10:30:54
Przeczytałam tylko Muskając aksamit, niemniej uważam, że to dobra pisarka... ma wiele przed sobą, a tematy, które porusza, nawet jeśli komuś nie leżą, wydają się plastycznie ujęte i nie trącą myszką :)
pozdrawiam z blogspota :) 2009/11/14 17:26:43
hmmm to ja sie zastanowie zanim ją kupie.. bo generalnie lubię Waters.
2009/11/15 21:18:45
ja-madzik - obawiam się, że za dużo książek jest na świecie, żebym mogła sobie pozwolić na sięganie tylko po te, o których nie słyszałam;) wolę jednak mieć rozeznanie:) Co do Sarah Waters, to jest to bardzo ciekawa autorka, warto się z nią zaznajomić. Nie wiem, czy akurat ta książka jest najlepsza na początek, ale może? Bezdyskusyjnie najlepszą z jej książek jest "Złodziejka" - rewelacyjna! Ale jeśli po nią sięgniesz na początku, może już potem nic Ci się nie będzie aż tak podobało?;)
mdl2 - czytałam Twoją recenzję jeszcze zanim napisałam swoją:) Czytałam też i zachwyty i krytykę w recenzjach angielskich, jak widać książka ta wywołuje skrajne uczucia, co już z pewnością czyni ją godną zainteresowania! Zagadzam się z Tobą, że Faraday chyba był katalizatorem wydarzeń. Z drugiej strony, jego racjonalizm na pewno nieco ograniczał możliwości narracyjne. A może po prostu był zbyt przewidywalny w swoich wytłumaczeniach? Ale wciąż zastanawiam się, czy gdybym nie wiedziałą, że to będzie opowieść o duchach, nie odebrałabym go inaczej. Wtedy jego tłumaczenia mogłyby przedłużyć moje wahanie, dodać suspensu... Cóż, skoro o duchu wiedziałam, zanim jeszcze książka się ukazała w Anglii:( 2009/11/15 21:25:03
claudete - cieszę się, że pomogłam, daj znać, jak wrócisz! Ciekawa jestem, do których księgarni dotrzesz! Co do Waters, to podkreślę, że ja tę autorkę lubię i polecam! Po prostu ta książka spodobała mi się mniej niż poprzednie. "Złodziejka" jest jednak genialna, lubię też bardzo "Night Watch".
anaman - a ja "Niebanalnej więzi" nie czytałam jeszcze, chociaż mam ja od lat... matkazbud - a, racja, pomieszałam polskie tytuły, zapomniałam że po polsku "The Turn of the Screw" to "W kleszczach lęku". To właśnie miałam na myśli! Jeśli przeczytałaś wszystkie powieści Sary Waters (po polsku chyba ukazały się wszystkie), to bardzo ciekawa jestem, jak ocenisz najnowszą! anhelli-anhelli - z pewnością nie trącą myszką:) pozdrawiam też:) mary - kupuj, nie zastanawiaj się! Na pewno warto ją przeczytać, a i sama lektura przyjemna jest:) 2009/11/16 14:29:01
Witam :)
Całkowicie zgadzam sie z Twoja recenzją mimo, że nie znałam treści wczesniej. W ogóle niczego nie wiedziałam o tej książce a jednak odczucia mam podobne. Czegoś zabrakło, żeby okrzyknąć książkę bestsellerem. Niby dobrze się czyta ale do niczego ciekawego to nie prowadzi. Inne ksiązki tej autorki były ciekawsze. |
|
Zastanawiające jest jednak to, jaki wpływ na nasz odbiór książki ma przeczytanie o nich recenzji, zobaczenie wywiadu z autorem etc. Może każdy powinien sięgać po lektury o których nie słyszła? Tylko po co wtedy powstawały by nasze blogi? ;-) pozdrawiam