Blog > Komentarze do wpisu

Wizyta u dentysty i inne przyjemności współczesnego świata

   Dawno nie szłam do dentysty z taką przewrotną radością jak wczoraj. I to niezależnie od faktu, że wiedziałam, że prawdopodobnie skończy się ona niezbyt korzystnie, zarówno dla moich zębów, jak i kieszeni, bo długo leczony ząb będę musiała wyrwać. Jako że jednak wizyta ta nastąpiła w trakcie lektury "Stulecia chirurgów" Thorwalda, nie mogłam nie delektować się znieczuleniem, jednorazowymi rękawiczkami noszonymi przez panią doktor, o telewizorze nad głową i troskliwym podejściu nie wspominając.

Po książkę Thorwalda sięgnęłam dlatego, że lektura "Becoming Queen" pozostawiła po sobie sporo pytań z historią medycyny się wiążących. Po przeczytaniu dramatycznej historii śmierci przy porodzie księżniczki Charlotte, zaczęłam zastanawiać się, kiedy właściwie zaczęto stosować cesarskie cięcie i znieczulenie. Mogłam to oczywiście sprawdzić w necie, ale chciałam dowiedzieć się nie tylko, kiedy to się stało, ale przede wszystkim, jak do tego doszło. Potrzebowałam książki, a nie Wikipedii. I wtedy przypomniałam sobie o "Stuleciu chirurgów" Thorwalda, niedawno wznowionym przez Znak.

"Stulecie chirurgów" to książka, która rozwiewa wszelkie marzenia o życiu w minionych epokach. Wszystkich romantyków, którym wiek XIX jawi się jako epoka walca, dżentelmenów i dobrze ułożonych panien, epoka wielkich odkryć i postępu, epoka pełna staroświeckiego czaru, książka Thorwalda obedrze ze złudzeń. Bo czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach chciałby przenieść się w świat, w którym chirurdzy operowali we frakach sztywnych od krwi i ropy, w których prosto z sekcji zwłok szli odbierać poród, zaś mycie rąk uważali za fanaberię? "Stulecie chirurgów" cofa się zresztą jeszcze dalej w przeszłość. Oczami swojego dziadka, Henry'ego Stevena Hartmanna, postaci autentycznej, Thorwald opowiada nam historię początków chirurgii, zaczynając od pierwszego udanego rozcięcia brzucha, a kończąc na operacji serca. Hartmann, amerykański chirurg, poświęcił życie badaniu historii medycyny. Jeździł po całym świecie, odwiedzając ludzi, dzięki którym dokonywał się postęp. Zapiski z tych spotkań wykorzystał wnuk, który dziadka uczynił narratorem swojej powieści.

Trzeba przyznać, że nie jest to książka dla ludzi o słabych nerwach. Niejednokrotnie miałam ochotę zamknąć jak najszybciej książkę, jednak niezwykle wciągający, wręcz sensacyjny sposób prowadzenia narracji sprawia, że wbrew sobie nie możemy się oderwać. Z niezdrowymi wypiekami czytałam o człowieku, który jako pierwszy odważył się otworzyć ludzki brzuch, wycinając ogromnego guza na jajniku kobiecie, która przez całą operację śpiewała, a właściwie wywrzaskiwała psalmy. Pod oknami gromadził się tłum, gotowy powiesić na najbliższym drzewie lekarza, który dopuścił się tak straszliwego czynu. Ledwie przebrnęłam przez opisy operacji prowadzonych bez narkozy, amputacji kończyn i piersi całkowicie na żywca. Odetchnęłam, gdy dobrnęłam do odkrycia znieczulenia wykonywanego za pomocą gazu rozweselającego.

"Stulecie chirurgów" to nie tylko fascynująca historia postępu, ale także, a nawet przede wszystkim, historia ludzkiej głupoty, zawiści i zadufania. Jakie setki lekarzy wyśmiewały Ignaza Semmelweisa, który twierdził, że mycie rąk przed operacją może zapobiec gorączce pooperacyjnej. Iluż profesorów uważała, że bakterie to tylko wymysł! Wyrostek robaczkowy można wycinać dopiero, gdy pęknie, zaś dotknięcie żywego serca prowadzi do natychmiastowej śmierci pacjenta. Cesarskie cięcie natomiast uważano za możliwe tylko przy jednoczesnym wycięciu macicy. Lekarze odważni, śmiało podejmujący się rzeczy uważanych za niemożliwe, spotykali się z ostracyzmem naukowego towarzystwa, byli wyszydzani i nierzadko popełniali samobójstwo. Na szczęście znajdowali się kolejni, gotowi podjąć ryzyko, przełamać kolejne tabu.

Czytając "Stulecie chirurgów", nie sposób nie być głęboko wdzięcznym, że przyszło nam żyć w wieku XXI, gdy cesarskie cięcie, przez które przyszła na świat moja córka, jest zabiegiem rutynowym. I nie sposób nie czuć podziwu dla ludzi, dzięki którym stało się to możliwe. A przy okazji dla autora, który solidny kawał historii przekazał nam niczym powieść sensacyjną. Ciekawa jestem jego kolejnych książek i mam zamiar sięgnąć po nie wkrótce.

Moja ocena: 5/6

wtorek, 26 stycznia 2010, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/01/26 22:36:08
Kolejne są równie znakomite :) Thorwald tak pisze, że trudno się oderwać, wg mnie lepsze to od wielu kryminałów.
Tak na marginesie ja to czytałam na kilka dni przed chirurgicznym usuwaniem ósemki (dłutowanie, piłowanie kości, szwy, tego typu atrakcje miałam w perspektywie) i też potem na fotelu błogosławiłam współczesną medycynę :-)
-
2010/01/26 22:58:26
Czyli potencjalni kolejni czytelnicy powinni dobrze rozważyć stan swojego uzębienia przed zaczęciem lektury, bo może to lektura tak na zęby źle wpływa;)
-
2010/01/27 01:31:26
fascynujące. teraz tylko wypad do Muzeum Chirurgów i przemycenie książki z Polski:)
-
2010/01/27 08:20:16
Oj, jak czytam te informacje zaczyna mnie wszystko boleć, ale widzę, że warto.:)
-
2010/01/27 09:38:19
Aż mnie ciarki przeszły od czytania samej recenzji, choć nie wątpię, że to pasjonująca lektura.
-
2010/01/27 09:43:10
Twoje zadanie o cesarce przypomniało mi historię ze wspomnień Emmy Gesten ("Drogi których nie wybieramy" - polskiej Żydówki, która po wojnie nie wróciła do kraju bo nie mogła się repatriować z rosyjskim mężem - poznała go w czasie wojny i którego tuż po wojnie jeszcze kochała:
Gdy w połowie lat sześćdziesiątych kolejny raz wyszła za mąż i zdecydowała się na urodzenie jeszcze jednego dziecka, okazało się że musi mieć cesarskie cięcie - w tym czasie w ZSRR robiono je w miejscowym znieczuleniu i zamiast anestezjologa przy rodzącej stał internista - jego zadaniem było energiczne cucenie rodzącej, gdy ta nieodpowiedzialnie traciła z bólu przytomność. W tym samym czasie rodziła Tierieszkowa, też miała cesarkę. E. Gestem zapytała swojego lekarza, czy ona też tak cierpiała. Odpowiedział: nie, jej przysługiwała metoda zachodnia - ze znieczuleniem
-
2010/01/27 12:31:50
O! W takim razie powinnam przeczytać tę powieść. Na XIX w. ciągle patrzę przez różowe okulary:)

Pozdrawiam
-
2010/01/27 12:38:05
Chyba mam za słabe nerwy do takiej książki, operacje na żywca z kołkiem w zębach sprawiają, że się trzęsę na samą myśl. Ale ogólnie brzmi ciekawie, tylko jednak temat trochę nie dla mnie.
I czy mogłabym prosić o ponowne wysłanie tego linku aktywującego do wyzwania z nagrodami? Bo nie chce zadziałaś.
-
2010/01/27 15:59:08
Ja jestem świeżo po lekturze "Pacjentów" i właśnie chirurdzy czekają na swoją kolej. "Pacjenci" bardzo mnie zainteresowali, głównie dlatego, że opisują historię medycyny z punktu widzenia pacjenta i lekarza zmuszonego podejmować trudne decyzje. Czytało się jak najlepszą powieść sensacyjną :) Mam nadzieję, że i "Stulecie chirurgów" mnie nie zawiedzie.
-
2010/01/27 17:31:38
Naprawdę brzmi to fascynującą. Muszę zapamiętać o tej pozycji!
-
2010/01/27 19:44:41
Mantico dla siebie niedawno kupiła właśnie tę książkę, bo ja jej nie tknę:), a ja sobie kupiłem "Stulecie detektywów. Drogi i przygody kryminalistyki" tego samego autora. Równie dobra pozycja. A niedługo kontynuacja ma się u nas ukazać: "Godzina detektywów" bodajże.
A kto woli jego ,,medyczne" książki to kontynuacją "Stulecia chirurgów" jest "Triumf chirurgów". :)

badday
-
2010/01/27 19:46:22
Mantico dla siebie niedawno kupiła właśnie tę książkę, bo ja jej nie tknę:), a ja sobie kupiłem "Stulecie detektywów. Drogi i przygody kryminalistyki" tego samego autora. Równie dobra pozycja. A niedługo kontynuacja ma się u nas ukazać: "Godzina detektywów" bodajże.
A kto woli jego ,,medyczne" książki to kontynuacją "Stulecia chirurgów" jest "Triumf chirurgów". :)

badday
-
Gość: Adriana, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/28 09:14:58
Ooo, nie! Nie odważę się!
-
2010/01/28 23:48:10
nie wiem czemu, ale poczułam nagłą chęć i konieczność przeczytania tej książki, już dawno czegoś takiego nie smakowałam - kawałek solidnej wiedzy napisanej z zaangażowaniem, to chyba właśnie "non-fiction"? Przypomniał mi się Greenblatt o Szekspirze, ktory leży na półce prawie nierozdziewiczony. bede musiała pohamować rządze i wrzucic do czekających w kolejce "stosikowych" książek :)
-
2010/01/29 09:38:51
annaliwia - Greenblatt jest świetny, dokładnie to, czego szukasz!:)

Adriana - :)))

nie_ma_przypadku - mam zamiar się kiedys za kolejny tom zabrać, chociaż pierwsi będą pewnie "Pacjenci", bo mam ich w domu w starym wydaniu jeszcze. A na "Stulecie detektywów" mam też wielką ochotę!

ktrya - myślę, że się nie rozczarujesz.

gania76 - świetnie, bo właśnie "Pacjentów" mam, myślę, że nie będą długo czekać!

-
2010/01/29 09:46:36
liritio - w takim razie bardziej by ci się pewnie spodobały inne książki Thorwalda, choćby ta o detektywach.

ine-zzz - to zależy, czy chcesz się ich pozbyć;)

ninga - dzięki za tę historię, nie znam tej książki - to dokładnie taki przypadek, jakie opisuje Thorwald, przerażające nieco...

grendella - trochę tak, jak się gapimy na wypadki na ulicy - niby wiemy, że nie powinniśmy, ciarki nas przechodzą, a jednak każdy się obejrzy...

clevera - moim zdaniem warto, w sumie takie dość drastyczne są tylko pierwsze rozdziały;)

stuffedmice - o, a gdzie jest takie muzeum? Może być ciekawe, chociaż na pewno przerażające;)
-
2010/01/29 21:30:23
Hm..... na przyszły tydzień planowałam wizytę u dentysty, ale z tego, co tu czytam, widzę że chyba powinnam przełożyć ją na inny termin, gdy już przeczytam tę pozycję ;)
-
2010/01/30 15:48:27
ja to sie boje takich ksiązek, ale ciemna strona mojej duszy ich pragnie :D
-
2010/01/31 13:19:21
www.rcseng.ac.uk/museums/ - w Londynie jest tutaj:) Przerażająco ciekawe więc:)
-
2010/02/01 14:32:31
przepraszam, że nie na temat
ale mam pilną sprawę
proszę o przyłączenie mnie do obu wyzwań, to południe szczególnie mnie powaliło na kolana, miałam na studiach literaturę amerykańską i jestem zakochana w Caldwellu :)
orchidea z tococzytam.blogspot.com/
adres gazetowy:
jj-jj@gazeta.pl
-
2010/02/02 13:21:31
Witam i serdecznie zapraszam Cię (jako książkomaniaczkę) do wzięcia udziału w konkursie książkowym - www.artstore.pl/konkurs-walentynkowy
-
2010/02/02 23:11:40
Dziękuję za zaproszenie! Jako że nagroda mnie nie kusi, udziału raczej nie wezmę, ale może ktoś inny tu zajrzy i spróbuje:)
-
2010/02/20 22:40:25
Dzięki Twojemu wpisowi Kupiłam i CZYTAM!! Dziękuję.
-
2014/04/11 00:24:34
Witam, niezwykle zajmujący strona. Cieszę się, że na niego trafiłem. A szukałem informacji, wpisując w przeglądarkę korony porcelanowe, a wpadłem na Twojego bloga. Wyjątkowo zwięzły. Dużo się z niego dowiedziałem. Mam {nadzieję, że będzie tutaj coraz więcej wpisów. Będę coraz częściej tu zaglądał. Pozdrawiam.
-
Gość: pr, *.gdynia.mm.pl
2016/06/02 22:48:09
Henry Steven Hartmann to postać fikcyjna stworzona na potrzeby tej rewelacyjnej książki :)
-
2016/06/07 21:33:26
Serio? No to się dałam nabrać Thorwaldowi :D



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...