Blog > Komentarze do wpisu

Bibliotek czar

Spędzam ostatnio dużo czasu w różnych czytelniach, głównie w Czytelni Ogólnej Biblioteki Uniwersyteckiej, i zauważyłam, że wywiera to na mnie dziwny wpływ.

Po pierwsze, w takiej czytelni czas płynie inaczej. Nie idzie się tam, aby spędzić pół godziny czy godzinę nad książką. Czuję się dziwnie wychodząc nawet po dwóch godzinach - ludzie, którzy siedzieli, gdy przyszłam, nawet nie drgną, najwyraźniej zamierzając tam spędzić resztę dnia. Gdy już uda mi się znaleźć więcej czasu, nie zauważam jego upływu. Ze zdziwieniem patrzę na zegarek, nie mogąc uwierzyć, że faktycznie jest już tak późno.

Co więcej, w czytelni potrafię pisać ręcznie! Przykre to, lecz prawdziwe - ręczne pisanie stało się dla mnie rzadkim wydarzeniem. Zwykle wszystkie notatki robię na laptopie, i w czytelniach za granicą laptop też najbardziej mi pasuje. W Poznaniu jednak często wpadam do czytelni w przerwie między zajęciami, uzbrojona jedynie w notes i długopis (o dziwo, w naszej czytelni można korzystać z długopisów, co za granicą jest coraz rzadsze), i przestało mi to przeszkadzać. Oczywiście, część notatek i tak później muszę przepisać, ale przynajmniej znowu potrafię notować ręcznie!

Co najważniejsze jednak, w czytelni ponownie obudziła się we mnie potrzeba posiadania rozbudowanego księgozbioru, którą to skutecznie w sobie stłumiłam po przeprowadzce do nowego mieszkania. Nauczyłam się cenić przestrzeń, tłumacząc sama sobie, że wszystko, czego potrzebuję, mogę znaleźć w sieci. Jednak gdy siedzę w czytelni, a na półkach wokół mnie stoją wszystkie książki, które mogą mi się przydać - leksykony, kompendia, Encyklopedia Britannica, słowniki wszystkich języków, historie wszystkich państw, czasopisma naukowe, słowem, wszystko, co tylko w pracy naukowej może być potrzebne, czuję się jakoś bezpieczniej. Wiem, że w przeciwieństwie do Wikipedii, książkom wokół mnie mogę ufać. W ich otoczeniu łatwiej się myśli, a wiele nieoczekiwanych pomysłów pojawia się znienacka podczas wertowania przypadkowych tomów lub choćby w trakcie kontemplacji zakurzonych okładek.

Chciałabym mieć taki księgozbiór w domu. Chciałabym i wiem, że raczej go mieć nie będę. To już chyba nie te czasy, a na pewno nie to mieszkanie... Niby wszystko można znaleźć w kilka kliknięć, ale dlaczego nie działa wtedy ta sama magia?

Jak sądzicie? Warto gromadzić taki zakurzony, romantyczny księgozbiór? Kupujecie głównie literaturę piękną czy także tzw. reference books - słowniki, podręczniki, książki naukowe?

Nasza biblioteka nie jest aż tak piękna, jak ta ze zdjęcia (Biblioteca Angelica w Rzymie), ale równie klimatyczna.

niedziela, 14 marca 2010, padma
Tagi: biblioteki

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/03/14 18:48:17
Nigdy nie lubiłam czytelni, były ostateczną ostatecznością podczas studiów, kiedy już zupełnie nie dało się czegoś kupić/wypożyczyć do domu. Zawsze dręczyło mnie to, że czyta się w towarzystwie innych, po cichu, że nie można podczas czytania oddawać się ulubionym czynnościom, jak palenie, jedzenie i picie, że kontakt z książką jest racjonowany przez obsługę. Chociaż czytelnia na obrazku ma w sobie pewien zapraszający klimat.
Wolę kupować. Z racji wykonywanego zawodu kupuję "reference books" czyli wszystkie możliwe słowniki i leksykony biznesowo-ekonomiczno-prawnicze, które stoją zawsze pod ręką, zdarza mi się też kupować pozycje z bibliografii tłumaczonego tekstu, żeby zapoznać się z tematem. I tak np. latem nakupiłam książek o giełdzie i inwestowaniu. Jednak w kwestii odniesień kulturowych itp. zagwozdek w tekstach korzystam z Internetu, ale nie tylko z Wikipedii, która bywa niepewna. Ale głownie jednak kupuję literaturę piękną i popularnonaukową z interesujących mnie dziedzin.

-
2010/03/14 19:32:05
Mam dość obszerną półkę książek związanych z dziedziną, w której się obracam. Mam też sporo słowników. Internet internetem - często z niego korzystam, lecz doświadczenie uczy, że w chwili, kiedy czegoś bardzo potrzebuję, to albo nie otwiera mi się żądana strona, albo połączenie siada, tak że zostaję zdana na tradycyjne źródła informacji. Lepiej mieć je wtedy pod ręką :) Tak jak mdl2, nie lubię czytać w bibliotekach i czytelniach, bo zazwyczaj w czasie czytania jem coś albo popijam, lubię też zwinąć się w kłębek z książką. Poza tym lubię robić notatki na książkach. Staram się to ograniczać, a jeśli już coś czytam i czuję, że muszę te notatki robić, to wtedy kseruję interesujące mnie fragmenty i tam sobie bazgram.
Chciałabym mieć taką dużą bibliotekę :) - tylko może nieco bardziej kameralną. Książki panoszą się teraz w całym domu...
-
2010/03/14 20:14:43
I ja w czytelni nie spędzałam zbyt wiele czasu, wolałam wypożyczać książki do domu. W czytelni tylko siedziałam, gdy nie było możliwości wypożyczenia. Za to zachwycona byłam czytelnią w Staatsbibliothek w Berlinie - tam chetnie siedziałam i pisałam prace mag. Co do słowników i leksykonów. Nagromadziłam sporo gdy tłumaczyłam. Ale teraz tych książek w ogóle nie ruszam, o wiele szybciej znależć dane informacje można w necie, niekoniecznie w Wikipedii. Bardzo sobie to cenię, że nie muszę przekładac kilku cięzkich ksiązek z ręki do ręki, tylko kilkoma kliknięciami znajdę daną informację. Zero sentymentu:)
-
Gość: iris, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/14 20:20:40
Uwielbiam biblioteki! Szczególnie tą w moim mieście, a raczej miasteczku. Mimo, że mała to codziennie można tam znaleźć nowości oraz zamawiać książki, nie tylko literaturę piękną. Niedawno przekonałam się też do BUW-u, kiedyś mnie przerażał, teraz po pralu latach nadal onieśmiela. Kupuję czasem betlerystykę, jedak ostatnio kupuje książki, związane z przyszłym (mam nadzieję) kierunkiem studiów magisterskich. Chrapkę mam też na wydana niedawno Historię Japonii.
-
2010/03/14 20:51:02
W czytelni nie byłam już sporo lat. ;) Spędzałam tam czas głównie na studiach, to chyba oczywiste. Teraz wybieram czytanie w domu. A w bibliotekach nie czytam, bo to nie miejsce do czytania. Tam chodzę, by spacerować między regałami, by dotykać grzbiety i wyciągać co ciekawiej brzmiące tytuły. ;) Książki "naukowe" gromadziłam na studiach, do dziś zostało kilka encyklopedii, słowników, podręczników, które czasami się przydają. No i przypominają czasy studiów i kucia np. gramatyki historycznej, wrrrr..... ;))
-
2010/03/14 22:01:52
Nie lubie ani bibliotek ani czytelni. Lubie czytac wlasne, kupione przez siebie ksiazki. Nie lubie tez pozyczac ksiazek komus ani od kogos. Takie ze mnie dziwadlo...
Kupuje najchetniej literature piekna, choc nam tez sporo ksiazek o tematyce historycznej i "reference". Jezeli ksiazka mi sie podoba to musze ja miec na wlasnosc, jezeli nie to jestem sklonna komus ja podarowac lub wymienic sie z kims na inna.
Mam maly pokoj (8m kw) nazywany szumnie bilbioteka, w ktorym miesci sie wiekszosc moich zbiorow a wszystkie sciany sa szczelnie obstawione regalami, na ktorych w dwoch rzedach stoja ksiazki. Wszyscy domownicy lubia tu przebywac. Ta mini-biblioteka wprost promieniuje cisza i spokojem.
-
2010/03/14 22:01:59
Uwielbiam biblioteki. Niekończące się alejki, szeregi półek z książkami tworzącymi kolorową mozaikę, zapach farby drukarskiej, starości niektórych tomiszczy i wszechobecną chęć zdobywczą widoczną w oczach użytkowników buszujących w tym królestwie.
Czytelni jednak nie lubię. Nie mam cierpliwości do tego, by szukać, by szperać, by czytać na miejscu. Za każdym razem boję się, że czegoś nie zapamiętam, coś mi umknie i nie będę mogła powtórzyć.
Dlatego też preferuję naukę w domu, a jeśli czytam gdzieś poza mym pokoikiem, to w środkach transportu publicznego, czy na korytarzach uczelni, a w czytelni tylko swoją własną literaturę. Tak już mam.

Skrycie marzę o własnej biblioteczce. Takiej stylowej, z pięknym dużym starodawnym biurkiem, miękkim fotelem, niesamowitymi regałami sięgającymi aż do sufitu.
Marzenie ciężkie do spełnienia, ale mnie się uda. Musi się udać :)
-
2010/03/14 22:27:22
Dziękuję Wam za ciekawe wypowiedzi! Nie sądziłam, że tyle osób nie lubi czytelni! Ja na studiach też nie przepadałam za nimi, wolałam wypożyczyć do domu, gdy zaczęłam jednak studia doktoranckie, musiałam się do nich przekonać - korzystam z wypożyczalni międzybibliotecznej, a zamawiane przez nią książki są dostępne jedynie w czytelni. Za to za cenę mniejszej wygody mam książki zza granicy, właściwie wszystkie, jakie tylko sobie wymyślę:) Poza tym łatwiej jest mi się skupić w czytelni niż w domu, ale faktycznie, literatury pięknej wolałabym tam nie czytać, bo i ja muszę przy tym podjadać, kręcić się itp;)
-
2010/03/14 22:45:02
To chyba zależy od czytelni. Uwielbiam tę naszej Biblioteki Uniwesyteckiej, może dlatego, że znajduje się tuż obok regałów z książkami, w każdej chwili można po coś sięgnąć albo po prostu patrzeć na książki (co zawsze poprawia mi humor). Natomiast nasza czytelnia wydziałowa to pokoik z dziurą w jednej ze ścian (no, okienko jest oczywiście lepszym słowem), przez które podawane są książki. Po 15 minutach tam, jedyne czego pragnę, to zdobyć poduszkę i zasnąć natycmiast w miejscu, gdzie siedzę... Tak mnie to miejsce usypia. Taką biblioteczkę jak na zdjęciu pragnęłabym mieć, gdybym miała domek i kupę kasy. Poza literaturą mam też trochę książek powiedzmy naukowych. Głównie to słowniki angielskie i przeróżne ksiązki związane z tym jezykiem. Chcę też mieć słownik poprawnej polszczyzny i słownik ogólnie, a najbardziej marzy mi się piękny atlas świata :)
-
2010/03/14 22:59:37
Ja w czytelni spędzam ostatnio coraz więcej czasu... ponieważ w mojej bibliotece tam organizujemy zajęcia dla dzieci (a właściwie ja organizuję). Czytelnia nie wygląda zresztą jak czytelnia, nie ma tam nawet jednego regału. Są stoliki przy których można usiąść, ale też jest masa zabawek. Raczej wygląda tam jak w bawialni. W tym roku czeka nas remont i ciut się to zmieni (tzn. min. wstawimy regały z księgozbiorem podręcznym, zabawki nie znikną).

PS. Przyznałam Ci Kreativ Blogger Award - szczegóły na moim blogu.
-
2010/03/14 23:05:36
Dla mnie nie ma znaczenia gdzie, może być czytelnia, pociąg, łąka, plaża. Najważniejszy jest cel, w osiąganiu którego tak się angażuję, że tracę poczucie rzeczywistości. I piszę, notuję, czasami na skrawkach papieru myśl, ciekawe zdanie, zasłyszaną wypowiedź, polecany tytuł, dlatego laptop nie wchodzi w grę. Ale swoje czytelnie odwiedzane w życiu wspominam bardzo miło.:)
-
2010/03/14 23:25:12
Czytelnia i biblioteki to ostatnio mam wrażenie mój drugi dom :) Praca licencjacka w toku - postanowienie: dokończyć do połowy kwietnia :)
Z tego względu,że mieszkam z rodzicami to mamy zbiór encyklopedii PWN i Gutenberga, słowniki też są :) i o dziwo - nawet mój brat, który jest obecnie w drugiej klasie gimnazjum z nich korzysta! Nie tylko internet i wikipedia ;)
-
2010/03/15 00:45:18
Bywałam w różnych czytelniach, ze względu na różne miejsca studiów. Na tych zagranicznych rzeczywiście widywało się studentów z własnym laptopem "wpiętym w stolik" - ja oczywiście miałam ołówek ;) Mnie czytelnie raczej pociągają, jeśli są dobrze zorganizowane - pamiętam tą z Uniwersytetu w Eichstaat na Bawarii, gdzie dostęp miało się do wszystkiego, łącznie z kserem w wydzielonej sali.
A co kupuję? Ostatni sporo książek z interesujących mnie dziedzin, ale beletrystyka bezsprzecznie króluje.
-
Gość: Doris, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/15 07:49:48
W sumie to też nie przepadam za czytelniami, ale nie czuję już do nich takiego wstrętu jak na pierwszych latach studiów - może ma to związek z tym, że piszę pracę mgr co wymaga niestety poświęcenia czasu na czytelnię. Jednak mimo wszystko, wolę biblioteki - uwielbiam chodzić do warszawskiej Biblioteki Uniwersyteckiej, gdzie można zwinąć się na uroczo wygodnym krześle w kącie, w którym nikt nie pojawi się przez cały dzień. Pomimo tego, sprawia mi frajdę kupowanie beletrystki i tzw. "reference literature" do własnego użytku. Być może dlatego, że studiując polonistykę, ciężko obejść się bez pewnych słowników i leksykonów pod ręką?
Swoją drogę, twój blog, droga Padme, jest świetny - lubię tu zaglądać i czytać twoje recenzje :-)
-
2010/03/15 09:32:19
W czytelni spędziłam kilka miesięcy przed magisterką, fajnie było znikać tam na kilka godzin, uciec od kłopotów, ale teraz nie chciałabym tam wracać. Pamiętam jak szukałam jakiejś książki, b. popularnej w tamtym czasie. Koleżanka powiedziała mi, że mogę ją przeczytać w czytelni, bo mają, ale popatrzyłam na nią krzywo ;) Czytam w pozycji leżącej, nie da się ukryć, że w czytelni tak się nie da.
W ostatnim roku zmieniłam swoje nastawienie "muszę to mieć", niewiele jest książek, które faktycznie chcę na stałe w swoim domu. Ale biblioteczka mi się marzy w przyszłości, nie na cały pokój, mniejsza.
-
2010/03/15 10:33:55
nie lubię czytelni. męczę się w nich. jakoś perspektywa tego spokoju nie sprzyja przynajmniej dla mnie nauce i tworzeniu. Jeśli nie muszę to nie idę :)

A jeśli chodzi o wygląd to w Poznaniu wydaje mi się, że jest nawet ładniejsza czytelnia niż ta ze zdjęcia, dużo bardziej mi się podobała.
-
2010/03/15 10:45:59
Nie lubie czytelni i nigdy nie spedzalam w nich wiele czasu. A poznalam rozne i z roznych korzystalam - najprzyjemniejsza byla ta w Sydney na moim kampusie uniwersyteckim: cala przeszklona, na dwoch pietrach, siedzac przy oknie mialo sie za soba regaly z ksiazkami, a przed soba niczym nie zmacony widok na jezioro w olbrzymim parku, drzewa eukaliptusowe, palmy, papugi... Raj dla oczu zmeczonych literkami :)

Ale lubie miec ksiazki na wlasnosc, lubie czytac wtedy, gdy moge sie najlepiej skoncentrowac, a nie wtedy, gdy czytelnia jest otwarta (choc Gucio ze swojej biblioteki w Oxfordzie mogl korzystac nawet do polnocy). Reference books za duzo nie posiadam, gdybym miala miejsce (i pieniadze, bo takie ksiazki sa drogie) chcialabym miec ich wiecej. Zalezaloby mi na slownikach etymologicznych roznych jezykow, aczkolwiek mam urzadzenia firmy Sharp, malutnie, podreczne, ktore miesci 6 slownikow i lepszej pomocy naukowej/jezykowej nie znam - leciutkie, latwe w korzystaniu, szybciutko mozna znalezc tlumaczenie slow, odpowiedni cytat, synonimy itd.
-
2010/03/15 11:21:02
edith26 - myśle, że masz rację, że poznańska czytelnia może być nawet ładniejsza niż ta ze zdjęcia, ciekawa jestem, czy pozwoliliby mi w niej zrobić zdjęcie do zamieszczenia tutaj...

kornwalia.mikropolis - ja generalnie też podzielam to nastawienie, że niewiele książek muszę mieć na własność, ale jakoś tak, jak się napatrzę na te półki w czytelni, to zaczynam mieć ochotę na więcej książek w domu;)

chihiro2 - fantastyczna wizja:) Mam zamiar wybrać się do Australii na wakacje, być może w przyszłym roku, jeśli mi się uda, to chyba wybiorę się do czytelni tylko po to, żeby poczuć ten klimat:) A urządzeń fimy Sharp nie znam, muszę się zainteresować.
-
2010/03/15 17:17:44
Mam to szczęscie pracować w bibliotece. Pamietam, gdy pierwszy raz zostałam sama na popołudniowym dyżurze to przechadzałam sie między alejkami i chłonełam, chłonełam...i poczułam się strasznie szczęsliwym człowiekim - spełniły się moje marzenia o pracy :)
A ja też często odwiedzam Czytelnie Ogólna w naszej bibliotece UAM- moze się kiedyś minełyśmy? :)
pozdrawiam
-
Gość: aśka, *.static.espol.com.pl
2010/03/15 18:56:11
Biblioteki zawsze lubiłam. Wypożyczalnie i czytelnie - bez różnicy :)
Najlepiej jak są stare i klimatyczne.
I również - jak pracuję w czytelni - to piszę ręcznie. Pamiętam jak kiedyś miałam pokaźną rzecz do napisania. Ciągnęłam ze sobą laptop. Dostawałam szału, gdyż po kliku godzinach i tak widziałam przed sobą pusty monitor. Wkurzyłam się, kupiłam zeszyt i ołówek i udało się. Dziwna rzecz, ale tak jakby moj umysł miał wówczas bliższy kontakt z kartką niż z klawiaturą ;)
-
2010/03/15 19:05:15
Kiedy ja studiowałam - kilkadziesiąt lat temu - nie można się było obejść bez bibliotek i czytelni. A studiując kolejno dwa wydziały, nasiedziałam się w bibliotekach niemało! Miałam trzy, które lubiłam najbardziej: Bibliotekę Narodową (wszystkie w Warszawie), ale tę starą, na Hankiewicza, w okrąglaku. Do dziś pamiętam niesamowite wrażenie, kiedy pierwszy raz, wyszedłszy na rozprostowanie kości poszłam przed siebie i wróciłam w to samo miejsce! Przy każdym następnym pobycie z uśmiechem powtarzałam to wrażenie. Druga to Biblioteka na Koszykowej, biblioteka -legenda. Ale też bywałam jeszcze w starej, dużej sali, w której siedziało się przy ogromnych stołach (jakież to wygodne!), a notatki oświetlały lampy z zielonymi, szerokimi kloszami. Naprawdę dobrze się tam pracowało. I trzecia - najukochańsza - BUW, Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego. Ale też ta stara, pod zegarem (dobry Boże, widzę teraz, że skończyła się epoka starych czytelni), gdzie można było poprosić o ulubione miejsce, jeśli było wolne, gdzie - właśnie zawsze na tych samych miejscach siadywali rozmaici czytelnicy, nie tylko studenci - do tej pory pamiętam przynajmniej trzy takie charakterystyczne postaci! Gdzie zamówione książki wydawał bujnoczuprynny Piotr Matywiecki, znakomity poeta, wówczas jeszcze in spe
Ech, łza się w oku kręci!
Co do własnych zbiorów: cóż, można to określić tak: całe życie wśród książek. Całe niemal mieszkanie podporządkowane książkom. Permanentny brak miejsca i wynikające z tego koszmarne błędy: takim było w starym, mniejszym mieszkaniu ustawienie w przypływie rozpaczy książek na półkach według wzrostu!
Teraz, siłą rzeczy, książek kupuję mniej. Mam zgromadzony kanon literatury polskiej i światowej, książki naukowe i słowniki, potrzebne do pracy w kilku rodzinnych dziedzinach - jeszcze dziś, mimo naprawdę niezwykle bogatego "zbioru" słowników on line, z którego korzystam codziennie, przydają się jakieś zbierane z pietyzmem przez lata. Ostatnio - "Słownik dokładny francuzko-polski i polsko-francuzki podług najlepszych źródeł przez W. Janusza", wyd. Lwów 1866! Naprawdę! Stare znaczenie słowa, już dziś nie występujące w słownikach!
Pozdrawiam czytaczy i mole książkowe :-)
-
2010/03/15 21:04:10
Widzę, że niechęć do czytelni jest wspólna wszystkim studentom. Ja, kiedy jeszcze studiowałem, też nie lubiłem czytelni. Składały się na to po równe niemiłe panie bibliotekarki i naprawdę ohydne wnętrze (sądzę, że to problem wielu czytelni). Teraz czytelnię lubię bardzo. Mam też jak ela.d swoje ulubione miejsce, o które na szczęście nie muszę prosić, bo w mojej uczelnianej czytelni króluje kserowanie, a nie czytanie książek "na miejscu" (tak zawsze pyta pani bibliotekarka - na miejscu czy na ksero?).
Natomiast w przeciwieństwie do pozostałych czytelników lubię nowoczesne biblioteki, dlatego cieszę się strasznie, że niedługo będę miał tak: www.ciniba.us.edu.pl
Co do reference books to nie mam ich zbyt wielu, jedynie te najbardziej podręczne z podręcznych (np. Słownik Języka Polskiego). Jeśli chodzi o pozostałe polegam właśnie na czytelni.
-
2010/03/15 21:47:37
Uwielbiam książki, zwłaszcza te z pięknymi rycinami, takich już obecnie się nie robi. Mam to szczęście, że mam do czynienia ze starymi obiektami - rękopisami, starodrukami, grafikami, mapami - coś pięknego. Jestem w swoim żywiole.
Na studiach spędzałam sporo czasu w czytelniach, w sumie to lubiłam, choć miałam swoje ulubione miejsca i te mniej ulubione. Np. biblioteka, której zdjęcie zamieściłaś jest piękna i bardzo zachęcająca. Jeśli chodzi o kupowanie, to zwykle kupuję literaturę piękną, książki podróżnicze, prace popularno-naukowe i słowniki.
Pozdrawiam :)
-
Gość: Thilien, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/03/15 23:59:17
Ja lubiłam chodzic do czytelni między zajęciami na studiach - tam można było sobie brac książki, czasopisma i prace z regałów samemu. Lubiłam atmosferę skupienia, zwłasza że mam tendencję do łatwego rozpraszania się. Ale fajnie było tylko na jednym z wydziałów UJ, do których chodziłam, gdzie biblioteka była nowa i estetyczna. Natomiast na moim wydziale była bardzo obskurna mała czytelnia z dziurawymi, niewygodnymi krzesłami, w których pewnie coś mieszkało;) W końcu to wydział biologii. Dodatkowo książki wydawał bardzo specyficzny pan w średnim wieku o twarzy pozbawionej emocji. Bardzo pasował do tego obskurnego miejsca, jakby czas dla niego się zatrzymał. Z tej czytelni korzystałam tylko wtedy kiedy musiałam, na szczęście nie za często.
Lubię miec książki na własnośc, jednak obecnie miejsca i pieniędzy brak by gromadzic. Ale kiedyś się to pewnie zmieni :)
-
2010/03/16 15:48:37
W niedzielę oglądałam program o domu który chcą sobie projektanci przebudować , po inspiirację pojechali min. tam:

en.wikipedia.org/wiki/File:Stadsbiblioteket_2008e.jpg

en.wikipedia.org/wiki/Stockholm_Public_Library



-
2010/03/19 03:07:54
Ja też nie przepadam za czytelniami i w ogóle za czytaniem w miejscach publicznych. Mam wrażenie, że ciągle mnie coś rozprasza, a krzesło nigdy nie jest tak wygodne jak mój ulubiony fotel. Ale towarzystwo książek w hurtowych ilościach lubię bardzo. Duże księgarnie mnie relaksują, a kiedy idę do mojego ulubionego dusznego antykwariatu w filadelfijskim Old City to czuję się jakbym wchodziła do świątyni. :)
Generalnie wolę kupować książki niż pożyczać, bo prawie z każdą przeczytaną książką nawiązuję intymną więź. Bardzo lubię "adoptować" książki używane, ponieważ myślę, że jest w nich jakaś mała tajemnica.
Od czasu do czasu staram się urozmaicać mój księgozbiór różnymi leksykonami i książkami historycznymi. Jak trafi mi się coś, co mnie zaintryguje. Tak było z ilustrowanym leksykonem średniowiecznych zamków, "Europą" Davisa, czy "Brief History of Time" Hawkinga. Lubię też słowniki. Jakiś czas temu zainwestowałam w wielki angielski słownik ilustrowany, dzięki któremu będę mogła np. zreperować rower, albo opisać koparkę, bez wątpliwej w tych kwestiach pomocy języka ojczystego ;)
Poza tym, tak jak ktoś już wcześniej wspomniał, mi także marzy się wielki atlas (jako dziecko uwielbiałam podróżować palcem po mapach). Cieszy mnie też bardzo, kiedy uda mi się zdobyć książkę rzadką, albo wiekową.
Pozdrawiam wszystkich zakochanych w zapachu książek! :)
-
2010/03/20 07:56:58
Prócz beletrystyki zdarzyło się kupić podręcznik.
Jakiś czas temu słownik angielski kupiłam.
-
2010/04/06 10:32:37
ja w tej czytelni bez problemu robiłam zdjęcia :)



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...