Blog > Komentarze do wpisu

Nie lubię Irvinga

Uff, wreszcie to z siebie zrzuciłam;)

Podobno Irvinga albo się uwielbia, albo nie znosi. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy. Nie lubię i już.

Prawdę mówiąc, nie próbowałam wszystkich jego powieści. Zraziłam się już przy "Świecie według Garpa", potem spróbowałam jeszcze przeczytać "Regulamin tłoczni win" i w połowie dałam sobie spokój. Ale teraz skusiłam się raz jeszcze, po przeczytaniu, że "Ostatnia noc w Twisted River" to taki Irving w pigułce, w dodatku na bardzo dobrym poziomie. Zaczęło się znakomicie, wciągnęłam się więc szybko, ale już po mniej więcej setnej stronie zaczęło mi się przypominać, dlaczego nie lubię tego autora. I tak analizując przyczyny swojej niechęci dobrnęłam jednak do końca książki, o dziwo z pewnym żalem rozstając się z bohaterami.

Sam pomysł i fabuła są fantastyczne. Niewielka osada drwali na północy może poszczycić się wyjątkową stołówką, którą prowadzi kucharz z powołania - Dominic Baciagalupo. Dominic wychowuje samotnie syna Daniela, w czym pomaga mu potężna Indianka i nieco ekscentryczny, prostolinijny drwal Ketchum. Matka Daniela zginęła w tajemniczych okolicznościach, w które w jakiś sposób zamieszani są Dominic i Ketchum. Pewnego dnia prawda wyjdzie na jaw, a w tym samym czasie Dominic i Daniel będą zmuszeni opuścić osadę na zawsze. Wydarzenie, które ich do tego zmusza, absurdalne a zarazem tragiczne, wydaje się być bardzo typowe dla pisarstwa Irvinga. Podobno typowych elementów jest więcej, ale są użyte w sposób oryginalny, ja ich nie rozpoznawałam, wierzę na słowo.

Co w takim razie mi się w tej powieści nie podoba, skoro fabuła, miejsce i bohaterowie są znakomicie pomyślani? Cóż, zdecydowanie to, co wielu czytelników uważa za atut tego pisarza - styl. "Ostatnia noc w Twisted River" jest nieprawdopodobnie przegadana. Ilość dygresji i zdarzeń pobocznych przytłacza i momentami usypia. Książka spokojnie mogłaby być krótsza o jedną trzecią bez szkody dla fabuły. Ponadto Irving stosuje specyficzną, wszechwiedzącą narrację, która jest w dziwny sposób oderwana od akcji. Czytając jego powieść, nawet przez moment nie zapominałam, że jest ona tylko powieścią i nie mogłam dać się porwać wydarzeniom. Jako że jest to powieść w dużej mierze traktująca o pisaniu właśnie, sam autor wyjaśnia nam to zjawisko pisząc o Danielu, który zostaje pisarzem, że planuje on całość fabuły, zanim zacznie pisać, że często pisze fragmenty, które dopiero później dopasowuje do całości, bo po prostu uda mu się napisać coś tak świetnego, że później trzeba znaleźć na to miejsce w książce. Wprawdzie nigdzie nie jest powiedziane, że te słowa odnoszą się do sposoby pracy samego Irvinga, ale z pewnością pasują do stylu, w jakim napisana jest "Ostatnia noc w Twisted River". Być może właśnie ten fragmentaryczny sposób pisania powoduje, że tak wiele jest wątków pobocznych.

Mimo momentów zwątpienia doczytałam jednak powieść do końca, i chociaż stwierdzenie z tytułu niniejszego postu jest po tej lekturze wciąż aktualne, nie mogę napisać, że jest to zła książka. Wręcz przeciwnie - jest to bardzo klimatyczna, pełna słodko-gorzkiej mądrości książka o związku ojca z synem i o niezwykłej przyjaźni. I nawet gdy rozwleczony styl zacznie irytować, już po chwili, dosłownie po kilku stronach dzieje się coś, co nie pozwala książki odłożyć i co wywoła na twarzy czytelnika czasem uśmiech, a czasem nawet łzy. Jak mam więc ocenić taką książkę? Najchętniej uciekłabym przed tym obowiązkiem i zostawiła recenzję bez oceny końcowej, ale nie pozwolę sobie na to. I jako że historię Daniela, Dominica i Ketchuma skończyłam czytać już kilka dni temu, a mimo to wciąż są jak żywi w mojej wyobraźni, dam ocenę wyższą niż bym się sama spodziewała!

Moja ocena: 5-/6

 

wtorek, 31 sierpnia 2010, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/31 22:22:47
Witaj Padmo po wakacjach :)
Irvinga przeczytałam leżąc na włoskiej plaży, i tak na dobrą sprawę, nie potrafię się zdecydować, czy mi się ta książka podobała, czy też nie. Irytowała mnie właśnie ta rozwlekłość, masa szczegółów, myliły mi się osoby, miejsca i nazwy restauracji. Jest w tym jednak pewien urok, klimat i typowe Irvingowskie absurdalne sytuacje (np. prochy ojca w pojemniku po ziołowej przyprawie).
Stwierdziłabym jednak, że do tego Irvinga, którego pamiętam z Garpa czy "Jednorocznej wdowy", tej powieści jest daleko. Zresztą, autor ma na koncie również powieści mniej udane (vide "Czwarta ręka" - IMHO porażka).
Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze recenzje!
-
2010/08/31 23:16:17
"Nocy w Twisted River" nie czytałam, a Garpa czytałam tak dawno temu, że właściwie pozostało mi po tej powieści tylko wrażenie. Wrażenie, że nie mogłam się zdecydować, czy mi się ta powieść podoba, czy nie. Czytałam to jeszcze w latach studenckich, ale pamiętam, że już, już miałam rzucić książkę w kąt, gdy nagle coś przykuwało moją uwagę i w rezultacie kontynuowałam czytanie... I tak dobrnęłam do końca :)
-
2010/08/31 23:54:37
Organicznie go nie znoszę! Próbowałam Regulamin oraz Jednoroczną Wdowę - po prostu masakra!
-
2010/09/01 01:58:26
A ja go lubię, między innymi właśnie przez te jego dryfy i dygresje :)
Wprawdzie przez "Uwolnić niedźwiedzie" nie przebrnęłam, a długo swego czasu wyczekiwana "Zanim cię znajdę" mnie zawiodła, to inne jego książki, które czytałam (a było ich sześć, dokładnie rzecz ujmując), uwielbiam. A na pierwszym miejscu jest "Hotel New Hampshire", który kocham bezgranicznie i do którego co jakiś czas powracam :) (To jedna z tych nielicznych wyjątkowo osobistych, bliskich mi powieści, które tak mnie poruszyły, tak do mnie trafiły, że teraz są częścią mnie.)
Ale rzeczywiście, Irving jest specyficzny, więc rozumiem te skrajne opinie ;)
-
2010/09/01 02:01:40
* "za te" powinno być, nie "przez te" :)
(W ogóle jakiś taki niegramatyczny, zaplątany wpis mi wyszedł. Już sobie lepiej stąd idę, żeby czasem większego bałaganu nie narobić ;))
-
2010/09/01 07:12:49
Oj jak mi dobrze! Ja też nie lubię Irvinga! Chciałam się skusić na "Ostatnią noc..." ale niestety/na szczęście już nie było w Wydawnictwie. Chciałam tak na przekór, na próbę, a może jednak ... ale widzę, że skończyłoby się jak zawsze:) Dla mnie jest jakiś taki nudny, monotonny - taki, taki ... no nie! Nie odpowiada mi ten styl:!
-
2010/09/01 07:38:39
Ależ dużo sprzecznych opinii ;-) A ja uwielbiam Irvinga z wcześniejszych książek, zwłaszcza "Jednoroczną wdowę" i "Hotel New Hampshire". Za świetnie opowiedziane, niezwykłe hiistorie, wspaniałe portrety psychologiczne, realizm szczegółów - zawsze byłam pod ogromnym wrażeniem erudycji autora, właśnie te liczne dygresje dodawały smaku powieściom. Na pewno skuszę się na "Ostatnią noc...." i wybieram się na spotkanie z Irvingiem w Warszawie, 7 września w kinie Atlantic.
-
2010/09/01 09:51:15
Ja też nie lubię :) chociaż przeczytałam tylko jedną książkę, ale nie mam ochoty na więcej.
-
2010/09/01 12:16:53
Nigdy nic nie czytalam Irvinga i nigdy mnie nie ciagnelo. Nawet od "Swiata wedlug Garpa", ktorym "wszyscy" sie zaczytywali, gdy bylam w okolicach osmej klasy, mnie odrzucalo, najblizej Irvinga bylam trzymajac wlasnie te powiesc 17 lat temu w bibliotece. Od tamtej pory nasze drogi sie nie zeszly i nie planuje zmiany.
-
2010/09/01 12:26:52
Trafiłaś w sedno z tym Irvingiem. W liceum czytałam głównie Hotel New Hampshire i Modlitwę za Owena (nie pamiętam tytułu...), bo porywała mnie aura tajemniczości w zwykłym świecie - która, być może ze względu na własne dziecięce przeżycia w Ameryce Łacińskiej - zupełnie nie brała mnie u pisarzy latynoamerykańskich. A potem nagle stwierdziłam, że najzwyczajniej pod słońcem nie mogę, no nie mogę go więcej czytać. Na dodatek Świat według Garpa mnie zirytował już na wstępie. A zarazem pozostał mi jakiś sentyment do niektórych bohaterów, podziw dla niektórych pomysłów. Do dziś uważam, że Irving jest o niebo lepszy od Whartona i Coelho, ale coś w jego łatwości pisania jest niedobrego. Za gładkie są te książki i zarazem może istotnie zbyt przegadane, zbyt "egoistyczne" - pokazujące nam łopatologicznie "zobaczcie, jaki nasz autor ma świetny warsztat!" No ma. Ma nawet pomysły. Tylko może powinien pisać opowiadanka i wywalić z nich samego siebie...
-
2010/09/01 13:10:49
Och, jak milo sie dowiedziec, ze nie jestem jedyna:) Jest kilku takich pisarzy (np. Irving i Heller), ktorzy nadaja po prostu na innej czestotliwosci chyba. Ubolewam, probowalam sie przelamywac... Moze dam Irvingowi ostatnia szanse, z kompletnie irracjonalnego powodu - podoba mi sie nazwa Twisted River :)
-
2010/09/01 17:33:51
padmo, jak ja się cieszę, że ktoś to za mnie wyartykułował;) hura. To znaczy, że nie jest ze mną coś nie tak. Ufff, ulga wielka;)
Mam jak Ty. "Świat według Garpa czytałam", bez zachwytu, wręcz miejscami z obrzydzeniem. Dwa razy podchodziłam do "Regulaminu tłoczni win" i ...pasuję. Jak i Ty, przerwałam w połowie. Nie jest to autor dla mnie.
-
2010/09/01 19:31:46
Cóż, Irving jest po prostu sprawnym rzemieślnikiem. Wydaje mi się nawet, że nie ukrywa tego - akapity mówiące o tym, jak to jego bohater (w tym wypadku: Daniel) uczy się pisać, mozolnie tworzy własną powieść, odkrywają chyba (chyba!, zaznaczam, że to tylko moje wrażenie) warsztat samego autora. Czytałam kiedyś "Świat według Garpa", a półtora miesiąca temu dostałam w prezencie pozycję opisywaną przez Ciebie. Myślę sobie teraz, że "Świat..." jest jednak lepszy od "Ostatniej nocy...", bo nie ma w nim tylu przeskoków fabularnych.
Tak na koniec: "Podobno Irvinga albo się uwielbia, albo nie znosi." Dobrze napisałaś: podobno. We mnie (i nie tylko we mnie) nie wzbudza emocji.
Pozdrawiam serdecznie!
-
2010/09/01 20:37:14
A ja go lubię. "Świat wg Garpa" to jedna z tych książek, które są wciąż żywe w mojej pamięci. Może po prostu lubię dziwadła:)

Pozdrawiam
-
Gość: monia, *.ssp.dialog.net.pl
2010/09/02 18:31:42
wszystkie jego książki są koszmarnie absurdalne i chyba głównie za to lubie starego dobrego irvinga;) chociaż przyznać muszę że i dla mnie niektóre pozycje, jak nieszczęsna "czwarta ręka", były nie do przejścia. a tej ostatniej jeszcze nie czytałam, bo nie kłuła w oczy na półkach w empiku i przegapiłam. ale kiedyś przeczytam. na bank...;)
-
2010/09/03 11:07:59
Mam te sama przypadlosc: nie lubie jego stylu. Kocham cegly czyli powiesci ciagnace sie setkami stron. Nawet w ksiegarniach najpierw wyciagam z polek i ogladam te najgrubsze;) Niestety Irving jest jak dla mnie typem pisarza gledzacego czyli dokladnie jak piszesz, spore fragmenty nie maja zadnego znaczenia dla calosci. I to mnie od niego odstrasza. Choc z drugiej strony jest jakis taki inny, ze i tak po niego siegam. Wariactwo ;D
Tego tytulu akurat nie kupilam, miedzy innymi ze wzgledu na cene. Tzn. tak to sobie probuje wmowic ;)
-
2010/09/03 16:59:48
Witam. Irving jest jednym z moich ulubionych pisarzy. "Ostatnia noc Twisted River" jest - jak słusznie zauważyła autorka - "Irving w pigułce". Tzn. jest tu wszystko co dla autora charakterystyczne: wątki, sposób narracji, miejsca itd. Jest również świetnie napisana - i spokojnie można ją polecić jako pierwszą, dla czytelników, którzy Irvinga nie znają (tak jak "Zanim Cię znajdę" powinna być w moim odczuciu ostatnią).

Oczywiście nie ma co dyskutować z gustami - albo się komuś podoba, albo nie. Ale trudno jest mi zgodzić się na "rozwlekłość", "narzucanie się autora" i inne tego typu opinie. To właśnie w Irvingu najbardziej pociągające: mnogość poziomów narracji, szczegółowość świata, wielowątkowość. Poza tym - to zawsze opowieści o opowieściach, wchodzące na metapoziom, na którym ważne jest również to JAK się opowiada, nie tylko CO się opowiada.

W każdym razie - Irving sam mówi, że nad Twisted River pracował kilkadziesiąt lat. I już tak na zakończenie: w przyszłym tygodniu będzie w Warszawie. Świetna okazja by go bliżej poznać. Ja miałem tę przyjemność już kilka razy. Warto.
-
2010/09/10 15:32:05
Padmo, nie wiem, czy lubisz się bawić w tego typu rzeczy. Niemniej jednak zapraszam do łańcuszka "10 rzeczy, które lubię".
-
2010/09/10 19:19:24
Ja zaczęłam znajomość z Irvingiem od "Zanim cię znajdę" i... właściwie na tym nasza znajomość się zakończyła. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś nasze drogi (pisarza i czytelnika) się przetną. I również nie powiem, by czytana przeze mnie powieść była nudna, nie, jej fabuła całkiem interesująca była, ale pewnego dnia książkę po prostu odłożyłam i nigdy więcej po nią nie sięgnęłam - a to znaczy, że nie wciągnęła mnie na tyle, bym koniecznie chciała się dowiedzieć, co dalej z bohaterami. Albo nam z Irvingiem nie po drodze, albo ja do niego nie dojrzałam;)

Pozdrawiam!:)
-
2010/09/10 19:35:54
No proszę, a mój Irving czeka az do niego dojrzeję...

Padmo, a gdzie post o Bookerze?! Czekam!!!
-
2011/01/14 13:45:00
"Osobiście nie czytam powieści po to, żeby zachwyciła mnie intelektualnie. Czytam książkę z tego samego powodu, dla jakiego wybieram się do teatru: mam nadzieję, że mnie coś poruszy, zasmuci, przerazi, zaniepokoi." - tak mówi autor, zgadzacie się z nim?
(cały wywiad z Irvingiem: www.polityka.pl/kultura/rozmowy/1508598,1,pisarz-john-irving-dla-politykapl.read)



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...