Blog > Komentarze do wpisu

Slow reading czyli czytanie grubych książek w dobie Internetu

Ostatnio często wydaje mi się, że wszystko robię w pośpiechu. Nie tylko jestem rano wiecznie spóźniona (co zapewne ma związek z tym, że niestety znowu zaczynam zajęcia o 7.30), ale także czytam w pośpiechu. Sporo czasu w ciągu dnia marnuję, a gdy już siadam do czytania, spieszę się, bo przecież tyle nieprzeczytanych książek leży obok. Co gorsza, potrafię czytać szybko. Przedwczoraj przeczytałam „Szeptem” w niewiele ponad godzinę i, szczerze mówiąc, nie czułam się z tym zbyt dobrze. Bo skoro książkę można przeczytać w godzinę, to jej wartość wydaje mi się jakby niższa. Poza tym, jeśli w ciągu godziny poznaję bohaterów, zostaję wciągnięta w ich przygody i docieram do  rozwiązania, to po przewróceniu ostatniej strony czuję się trochę, jakbym właśnie zeszła z rollercoastera. Czasem umiejętność szybkiego czytania się oczywiście przydaje – „Szeptem” przeczytałam w takim tempie, bo miałam tę książkę tylko na chwilę, a zależało mi, żeby ją poznać przed lekturą drugiego tomu cyklu. Niemniej jednak lekki niesmak po tak przyspieszonej lekturze pozostał, a co więcej, uświadomiłam sobie, że dawno już nie czytałam książki powoli, smakując każde słowo. Z pewnością jest w tym także wpływ blogosfery, w której aż roi się od nowości – odwiedzanie blogów skutkuje długimi listami książek, które koniecznie musimy przeczytać. I czasem takie pospieszne, gwałtowne czytanie jest przyjemne. Zasadniczo jednak czytanie książek jest czynnością długotrwałą i powolną, i takie powinno być. Opasłe tomiska wymagają wytrwałości i czasu, tymczasem nasze pokolenie podobno traci umiejętność skupiania się na dłuższych tekstach. Podobno godziny spędzane w sieci niszczą struktury mózgowe odpowiedzialne za przetwarzanie i przyswajanie dłuższych tekstów. Informacje w sieci są połączone całą siecią linków, skaczemy więc od jednego tekstu do drugiego, często czytając tylko nagłówki i kilka pierwszych  zdań. Umiemy przyswoić dużo rzeczy jednocześnie, wydobyć najpotrzebniejsze informacje w krótkim czasie, ale coraz trudniej przychodzi nam czytanie tekstów dłuższych i wymagających skupienia.

Jeśli doczytaliście do tego miejsca tej notki, prawdopodobnie nie jest z wami jeszcze tak źle. Większość czytelników zapewne przeskoczyła już dawno do konkluzji albo wręcz odwiedziła w tym czasie dwa kolejne blogi. A może czytacie dalej, bo tak jak ja tęsknicie czasem za godzinami spędzonymi na powolnym smakowaniu słów? Nie macie całych godzin na lekturę? To może chociaż za chwilami spędzonymi na lekturze, która nie jest pogonią za następną stroną, ale medytacją.

W świecie pełnym pośpiechu, powolny styl życia od dawna ma zwolenników. Popularność zdobyły slow food i slow travel (jestem zresztą gorącą zwolenniczką obu), a ostatnio modne się robi slow reading. Nie jest to bynajmniej żadna nowość. Nietsche uważał się za „nauczyciela wolnego czytania” już w 1887 roku.  Dla naszego pokolenia jednak ta umiejętność wydaje się być szczególnie ważna. Swego czasu zapisałam sobie ciekawy cytat, którego autorem jest Alain de Bottom. Napisał on tak (tłumaczenie moje):

Jednym z najbardziej żenujących wyzwań naszych czasów jest przypomnienie sobie, jak się koncentrować. W minionej dekadzie nasza umiejętność skupienia się na czymś na dłużej została poddane niespotykanemu dotąd atakowi. Usiąść i czytać, nie ulegając pokusie sięgnięcia po jakieś urządzenie, stało się prawie niemożliwe.

Obsesja na punkcie bieżących wydarzeń jest bezlitosna. Wydaje nam się, że w każdym momencie gdzieś na naszej planecie może zdarzyć się coś, co zmiecie stary porządek rzeczy, coś, czego nie możemy przegapić, jeśli nie chcemy stracić umiejętności rozumienia siebie lub innych. Wciąż musimy się mierzyć z nowymi zdarzeniami w kulturze, i nie pozwalamy, aby któreś z nich za bardzo nami zawładnęło. Wychodzimy z kina z postanowienie przewartościowania swojego życia w świetle tego, co zobaczyliśmy przed chwilą. Jednakże następnego wieczoru to doświadczenie jest już rozmyte, jak wiele innych przed nim. (…)

Od studenta kierunku humanistycznego wymaga się niekiedy przeczytania 1000 książek przed ukończeniem studiów. Zamożna rodzina w Anglii w 1250 roku posiadała prawdopodobnie trzy książki: Biblię, modlitewnik i żywoty świętych, i ten skromny zbiorek kosztował tyle, co niewielki dom. Społeczeństwo w epoce przed Biblią Gutenberga nie mogło sobie pozwolić na nieograniczoną ilość książek, a umiar pozwalał lepiej zaangażować się w określone idee.

Dobroczynny wpływ diety jest oczywisty w kontekście jedzenia, i chociaż jest on sprzeczny z naszymi naturalnymi odruchami, warto pamiętać, że w obecnych czasach powinniśmy się nauczyć, jak przejść na dietę w odniesieniu do informacji, ludzi i idei. Nasze umysły potrzebują okresów postu tak samo, jak nasze ciała.

Celowo nie skróciłam tego cytatu… Co o nim sądzicie? Czujecie się czasem zalani przez informacje, nowe książki, nowe filmy, czy raczej was ta obfitość cieszy i czujecie się w niej jak ryba w wodzie? Mnie nadmiar wrażeń nie przytłacza, wręcz przeciwnie, lubię go, ale czasem mam ochotę zwolnić, zatrzymać się, nie czytać już nic nowego. Taka potrzeba ogarnęła mnie wraz z początkiem roku i w związku z tym co wieczór sięgam po książki, które już niejednokrotnie czytałam, wracam do znanych postaci i zdarzeń i czuję tylko lekki wyrzut sumienia na widok piętrzących się wszędzie wokół mnie nowości. I choć na co dzień czytam dość szybko, dość często czuję potrzebę powolnej lektury, która zmusza mnie do wyciszenia się i skupienia. Idealna do tego jest klasyka, eseje i analizy. Cieszę się, że wciąż jeszcze potrafię przeczytać książkę, która ma ponad 1000 stron, ale przyznaję – przychodzi mi to z coraz większym trudem. Za to zauważyłam, że piszę coraz dłuższe notki, ciekawe, czy to też jakaś forma prokrastynacji, odwlekania momentu, kiedy wyłączę komputer i otworzę książkę. Oby nie;)

Jak jest z wami? Umiecie skupić się na długim i poważnym tekście? Zdarza wam się odwlekać lekturę posiadanej książki dlatego, że jest przerażająco gruba, czy wręcz przeciwnie, rzucacie się na nią z tym większą ochotą? Czy Internet zmienił wasze czytelnicze nawyki?

slow reading

środa, 12 stycznia 2011, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/01/12 21:22:33
Przyznaję, że nieco utknęłam pod koniec roku na około 800-tnej stronie "Lodu" Jacka Dukaja, ale pierwsze 600 przeleciałam z ogromnym zainteresowaniem, może to książka zwolniła wraz z wykańczaniem wątków? Niebawem w kolejce czeka na mnie 1200 stronicowy "Cryptonomicon" i bardzo się na niego cieszę, tym bardziej, że "Peanatemę" połknęłam błyskawicznie, mimo objętości. Grube książki mogę być bardzo "chude", jeśli są wciągające, a chude książki mogą się ciągnąć jak flaki z olejem, można je cedzić po jednej kartce dziennie i mogą się wydawać "nie do skończenia". Pozdrawiam!
-
2011/01/12 21:25:43
"Jednym z najbardziej żenujących wyzwań naszych czasów jest przypomnienie sobie, jak się koncentrować"- bardzo trafne spostrzeżenie. Niestety, prawdziwe:(
Czytam bardzo dużo i szybko, ale internet i jego możliwości odbierają mi kawał czasu...czytałabym więcej, zdecydowanie. Ja lubię różnorodność- czasem opasłe tomisko, czasem lekturę -167 stron. Polecam ci ksiązkę "THE GIFT" Cecelii Ahern, jest też na rynku polskim, ale uważam, że w oryginale czyta się ją cudownie. Ta książka właśnie porusza kwestie CZASU, ile go mamy, ile chcemy go mieć i jak wygląda to najczęściej...a wszystko to w pięknej historii z delikatną magią..
-
2011/01/12 21:39:10
myślę, że liczba osób, które są w stanie skupić się na długim tekście, nie zmieniła się. po prostu coraz więcej ludzi w ogóle umie czytać, tak samo jak coraz więcej ludzi studiuje. a to, że teksty są coraz prostsze i krótsze, a poziom na większości uczelni coraz niższy? jak zwykle, równamy w dól i tyle.
-
2011/01/12 21:40:46
Bardzo o mnie ten wpis, bardzo. Ale przeczytałam do końca nie omijając ani słówka, więc nie jest tak źle ;) Nie wiem, jak bardzo wiąże się to u mnie z dobą internetu i papki informacyjnej, ale też mam poczucie, że czas pędzi i z niczym nie mogę zdążyć. A im mniej mam czasu, tym chętniej sięgam po literaturę lekką, łatwą i przyjemną. Dziś co prawda przeczytałam za jednym posiedzeniem 500 stron, ale był to kryminał, z tych wciągających, ale niespecjalnie wymagających umysłowo.
Mam jednak zamiar wprowadzić zmiany w tym roku. Obiecałam sobie sięgać częściej do klasyki, zamiast rzucać się na nowości, które pojawiają się na blogach. Tak, blogi zdecydowanie przyspieszyły mój styl czytania. Odkąd dołączyłam do blogosfery stosy nieprzeczytanych książek zaczęły się piętrzyć jak oszalałe, a czas na spokojne delektowanie się słowem pisanym skurczył - bo przecież one czekają i trzeba się spieszyć, i recenzję trzeba napisać, a do tego przestudiować notatki na 50 zaprzyjaźnionych blogach... Ech. Nie ma szans na powrót do tych, które zachwyciły i do których wracać warto. Czas na zmiany... Tylko się uporam z tymi stosami najpierw, rzecz jasna...
-
2011/01/12 21:44:05
brahdelt - to prawda, jeśli książka wciąga, to ilość stron nie ma znaczenia. Ale co z książkami, które trudno okreslić przymiotnikiem "wciągające", a które chciałoby się czasem czytać - eseje, prozę poetycką. Co z lekturami ambitnymi, które niby wciągają, ale wymagają uwagi, i czasem przez kilkadziesiąt stron nie oferują żadnej akcji? Z tymi może już być czasem problem, przynajmniej ja mam z nimi w ostatnich latach problem.
-
2011/01/12 21:48:24
Mnie, niestety, komputer kradnie dużo czasu. Na przełomie roku obiecałam sobie czytanie książek o książkach i pisarzach, w tym dzienników i przyznam, że szczególnie te ostatnio idą mi trudno, bo powoli. Mam wyrzuty sumienia wobec innych książek.
-
2011/01/12 21:49:00
lotta-n-s - nie czytałam nic tej autorki, a ciągle jej nazwisko obija mi się o uszy, więc będę ją miała na uwadze!

porzadek_alfabetyczny - nie jestem pewna. U siebie zauważyłam spadek koncentracji w ostatnim czasie, natomiast zdecydowanie mi się to poprawia, gdy na kilka-kilkanaście dni wyjeżdżam gdzieś, gdzie nie ma dostępu do sieci. Oczywiście to prawda, że więcej ludzi studiuje, ale kiedyś jednak większość studentów była w stanie czytać i studiować opasłe tomiska, w tej chwili wśród kilku tysięcy studentów, którzy przewinęli się przez moje zajęcia, odkąd pracuję na uczelni, nie przypominam sobie więcej niż kilkunastu, którzy nie narzekaliby, gdy zadawałam do przeczytania esej na kilkanaście stron. Nie mówię nawet o takich lekturach jak "Moby Dick", wolę nie wiedzieć, ilu moich studentów go faktycznie przeczytało, ale każdy nieco bardziej wymagający tekst, któy ma więcej niż 20 stron, staje się problemem. Pewnie ma na to wpływ dużo innych czynników, ale na pewno nie bez znaczenia jest zanik tej umiejętności czytania tekstów długich i trudnych.
-
2011/01/12 21:50:37
mbmm - poruszyłaś problem, który mnie także dotyka - wyrzury sumienia, kiedy czytam coś, co zajmuje mi dużo czasu. To jest chyba minus prowadzenia bloga - czuję się winna, gdy czytam jedną książkę kilka tygodni i nie mam nowych recenzji do napisania. I potem produkuję takie teksty jak ten dzisiejszy;)
-
2011/01/12 21:52:14
lilybeth - bardzo dobrze to opisałaś, i podoba mi się Twoja konkluzja;) No nic, posiadanie stosów nowych książek też jest miłe, ale mam zamiar walczyć ze sobą i poświęcać czas także tym książkom, które nie krzyczą na mnie z półek i stron internetowych;)
-
2011/01/12 22:00:10
Ach, ja zawsze miałam za mało czasu na czytanie książek. Od dziesięciu lat chyba zmagam się z zaległościami. Czytam dużo i szybko, ale książek zawsze będzie mi przybywać...

To, jak czytam, zależy od mojego nastroju. Jeśli jestem w dużym dołku, bardzo zajęta i zestresowana, czytam utwory lekkie, łatwe i przyjemne, a takie ksiązki zawsze czyta się szybciej, zwłaszcza, że zwykle są przeciętnej grubości, . Jeśli jestem zrelaksowana, mam więcej czasu, sięgam też po książki grubsze, bardziej wymagające i takie nad którymi trzeba się bardziej skupić.

Z książek pojawiających sie na moim blogu wynika, że od roku jestem zestresowana... :D
-
2011/01/12 22:00:54
Ja uważam, że są książki które czyta się jednym tchem np. dla mnie taką jest literatura Musso, a są książki, które czytam długo powolutku np. obecnie Aronson u mnie .
To zależy od literatury, od stylu pisania autora i od treści. Jeżeli ma służyć tylko mojej rozrywce to czytam szybko :) czasem za szybko, a jak czytam coś dla siebie, żeby z tego treści wyciągnąć to czytam wolniej, czasem wracam do niektórych rozdziałów, czy wszystko dobrze zrozumiałam.
-
2011/01/12 22:04:28
Ujęłaś w słowa moje myśli. Coraz częściej odczuwam presję, by czytać szybciej, bo tyle ksiązek mam w stosie a jeszcze więcej chcę przeczytać. Ciągle więc licze ile stron do końca, co będę czytać potem, a rozkosz czytania mi umyka. Mam mnóstwo blogów w ulubionych ale zaglądam tylko, by sprawdzić jakie nowe recenzje się ukazały ale w większości ich nie czytam!! Zaczęłam się już dawno nad tym zastanawiać ale nie potrafię się zmienić. Do tego długie ksiązki odkładam na później i marnuję czas przy Internecie:(
-
Gość: mistralka, *.fbx.proxad.net
2011/01/12 22:11:02
Padmo, jak zawsze doczytałam Twój wpis do końca z ogromnym zainteresowaniem i skupieniem ;) Trafność Twoich spostrzeżeń zawsze mnie zaskakuje.
Ja co prawda nie prowadzę bloga książkowego, ale jestem wiernym czytelnikiem wielu świetnych blogów i znajduję tam mnóstwo inspiracji czytelniczych. Na pisanie już chyba nie znalazłabym czasu ;) Faktem jest jednak, że w zalewie tylu nowości nie sposób przeczytać wszystkiego, a do tego czytam coraz mniej klasyki...
Zauważyłam np u siebie taką manierę czytelniczą, że sprawdzam, jak długi jest rozdział i ile jeszcze zostało mi do jego zakończenia, albo porównuję grubość książki, by sprawdzić, ile już przeczytałam... To chyba wynika z chęci jak najszybszego doczytania książki i przejścia do kolejnej, najlepiej jeszcze żeby to był kryminał skandynawski, z zagadką w tle i rozwiązaniem na końcu. A jak nie ma zagadki, to nie mam ochoty tego czytać, bo pewnie mnie nie zainteresuje. Myślę, że to też jest związane z masą informacji i plotek w mediach, które codziennie przetrawiam. I co gorsza nie wiem, jak to zmienić... Naprawdę trudno jest mi teraz znaleźć książkę, która mnie wciągnie maksymalnie i niekoniecznie będzie kryminałęm. Ale jestem zwolennikiem grubych ksiąg, które szybko się nie kończą i z którymi mogę spędzić długie godziny ;)
Pozdrawiam serdecznie ;)
-
2011/01/12 22:11:13
No, akurat na "Szeptem" szkoda tracić więcej czasu:). Nie wyrobiłam się co prawda w godzinę, ale jeden wieczór na tę powieść wystarczył.

Subskrybuję sporo blogów książkowych i zawsze się dziwię, że autorzy niektórych z nich tak strasznie ubolewają, że życie jest zbyt krótkie, żeby przeczytać wszystkie arcydzieła itd. Przecież to tylko książki. Ile z nich odmieni nasze życie? Jedna na milion? Lepiej przeczytać dziesięć wartościowych niż dwieście średnich lub złych. Lepiej przeczytać ze zrozumieniem jedną wartościową niż po łebkach dziesięć.

Staram się skupić, kiedy czytam książki dobre, bez względu na ich objętość; w czytadłach śledzę tylko fabułę i nie mam z tego powodów wyrzutów sumienia.

Zalew informacji to rzeczywiście problem. Media robią wszystko, żeby każda z nich wydawała się niesamowicie ważna, co przytrzyma widzów przez telewizorami i internautów na danej stronie. W ubiegłym roku niby tyle się działo, a przecież i tak zapamiętamy tylko katastrofę smoleńską.
-
2011/01/12 22:23:32
Uważam, że czytanie książek na ilość w jak najkrótszym czasie jest przedsięwzięciem zabijającym sens czytania. Uświadomiłam sobie to w momencie, w ktorym nie potrafiłam przypomnieć sobie zakończenia książki, którą tydzień wcześniej skończyłam czytać. A i tak uważam sie za osobę, która nie czyta zbyt szybko. Od pewnego czasu odpuściłam sobie wyścig. Niedawno rozpoczęłam ponowną lekturę "Czarodziejskiej Góry" i nie zamierzam jej tak szybko skończyć, bo jak pisze Tomasz Mann na samym początku:
"Nie załatwimy się zatem szybko z historią Hansa Castorpa. Nie starczy na nią ani siedmiu dni tygodnia, ani nawet siedmiu miesięcy. Najlepiej nie zakreślać sobie z góry, przez jak długi czas ziemski ma nas ona trzymać w swych więzach. Chyba, na miłośc boską, nie potrwa to aż siedem lat!".

Zresztą jaki sens ma pospieszne czytanie? Czym jest literatura? Jest jakąś formą refleksji nad sobą i nad życiem, a refleksja sama w sobie musi być "slow". Inaczej jest gdy jest się recenzentem, studentem bądź wykładowcą, wtedy, niestety, wiele książek należy znać. Dla tych jednak, którzy traktują czytanie hobbystycznie, nie może być wyścigiem, gdyż szybkie czytanie niesie ze sobą ryzyko nie-uważności, pominięcia pewnych kwestii zawartych w tekście. Oczywiście dotyczy to pewnego typu książek, nie wszystkich, trylogii Suzanne Collins bowiem nie da sie smakować, akcja jest zbyt szybka a ciekawość rwie do przodu.
Dlaczego by nie urządzić wyzwania jedna książka w jeden rok? Dlaczego CZYTANYCH książek miałaby wyznacznikiem książek PRZECZYTANYCH, a więc przeżytych, przemyślanych, takich, które na długo wniknęły w nas samych.

Rozpisałam się, co mi się rzadko zdarza, temat ten jednak od dłuższego czasu zajmuje moje myśli. Jestem jak najbardziej za slow reading. Za perwersyjnym powolnym czytaniem.

A co z powtórnym czytaniem? Wracaniem do książek? Czy ma to sens, skoro jest ich tyle do przeczytania? Owszem - MA! Bo lepiej PRZECZYTAĆ jedną książkę NAPRAWDĘ, niż CZYTAĆ wciąż i wciąż dziesiątki książek rocznie.

Niech żyje SLOW READING!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-
2011/01/12 22:35:39
A ja lubię grube książki, skomplikowane wątki, zawiłe fabuły, szczegółowe opisy. Bardzo często czytam po to, żeby "odlecieć", zupełnie zapomnieć o rzeczywistości i opasłe powieści nadają się do tego znacznie lepiej niż cienkie, choć oczywiście nie objętość jest miarą wartości książki. Po prostu przy długiej powieści ma się pewność, że przyjemność przebywania w innym świecie będzie trwała dłużej. Marzyłaby mi się też wieloodcinkowa ekranizacja choć jednej z moich wielu ulubionych powieści - na przykład "Villette" Ch. Bronte albo "Opętania" A.S. Byatt - nie taka, w której szybko dąży się do konkluzji i wycina poboczne wątki jak to się dzieje na ogół, ale taka, w której każda scena jest celebrowana, nawet jeśli nie jest jakoś szczególnie ważna dla całości. Na razie najbliżej ideału takiej ekranizacji jest dla mnie "Duma i uprzedzenie" BBC, ale gdybym mogłą, to też wydłużyłabym ją o jakieś 5 odcinków:-) PS. Bardzo ciekawa notka!
-
2011/01/12 22:44:29
Niedawno pisałam u siebie o tym, jak to potrzebuję dużo czasu na czytanie notatkicoolturalne.blogspot.com/2010/12/struktura-odbioru-czyli-dlaczego-czytam.html Tak już mam, kiedy robię to w pośpiechu, to tak jakbym oglądała film na szybkim przewijaniu. Wolę slow reading. Próbowałam szybkiego czytania i nie podoba mi się. Mam cierpliwość do czytania tekstów dłuższych, długich wpisów, o ile są dobre, długich zawiłych artykułów. Jeszcze mam. Zwróciłaś mi uwagę na to, że można tę umiejętność stracić, więc skupię się na tym, że jednak nie. Internet pochlania mi dużo czasu, ale też i daje dużo radości. No, ale ja nie mam tutaj bardzo rozbudowanego życia towarzyskiego, a w pracy też nie rozmawiam o tym, co mnie najbardziej interesuje, rekompensuje sobie to więc w sieci
-
Gość: Sesolello, *.multi-play.net.pl
2011/01/12 22:51:14
Ależ Ty umiesz zarzucić tematem Padmo ;)To zbyt skomplikowany temat, żebym go całkowicie rozwinęła, ale uważam, odkąd mi to Dukaj przekazał ;), że mam zguglowany mózg. Czytam nerwowo, lubię sprawdzać, ile jeszcze zostało mi tekstu, nieustannie też się odrywam od książek. Coraz ciężej też czyta mi się tekst obcojęzyczny/naukowy. Nie jestem też w stanie czytać przy włączonym komputerze (nie wiem, czy ty czytałaś ten tekst Dukaja z "Tygodnika Powszechnego"). Zgadzam się z tym, że współczesne teksty np. Larsson, są już podawane w takiej formie i czyta się je błyskawicznie. Ale są też ksiązki tak gęste, że czytać szybko nie dam rady- i te przynoszą mi najwięcej satysfakcji :) Nie mam zaufania do cienkich książek. Ale jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mogę sobie pozwolić na lekturę, bo faktycznie na studiach humanistycznych czytałam praktycznie tylko lektury, właściwie je łykając, a jeszcze miałam wyrzuty, że nie znam głośnej nowości, o której mówią na korytarzach. Teraz z nowościami mam w zasadzie opóźnienie ponad roczne, ale czas je weryfikuje. Festina lente! Całe życie się łudzę, że w końcu zacznę tak żyć ;)
-
2011/01/12 23:06:55
Telepatycznie chyba wywołałam ten wpis, bo ostatnio o tym myślałam. Zadziwia mnie czasami częstotliwość, z jaką wpisy pojawiają się na wielu blogach. Trochę mnie to nawet zestresowało ;), że ludzie tak dużo i szybko czytają, że u nas jest o wiele mniej regularnie... Ale już mi przeszło, pisanie ma mi sprawiać przyjemność, a nie stresować - tylko wtedy ma to sens. Oficjalnie zostaję zwolenniczką "slow writing" ;)

A jeśli idzie o czytanie, to potrafię czytać bardzo szybko, czasem myślę, że za szybko. Ale czytam bardzo różnie, to zresztą wymusza na mnie moja praca. Nie da się moim zdaniem "szybko" przeczytać esejów czy prozy poetyckiej, o których piszesz, nie da się również szybko czytać tekstów krytycznoliterackich czy o teorii literatury, z którymi bez przerwy mam do czynienia. Są również powieści, których po prostu nie chcę szybko czytać, niekoniecznie jest to klasyka. Ale są również takie, które pochłaniam błyskawicznie, choćby fantastyka i kryminały. No nie potrafię wolno, muszę się jak najszybciej dowiedzieć jak to się skończy :)

Co do czytania blogów, to znowu jest różnie. Są takie notki, które czytam od początku do końca, są takie, do których wracam, i są takie, które tylko skanuję. Żeby przeczytać wszystko dokładnie zabrakło by mi doby :)
-
2011/01/12 23:11:49
U mnie szybkość czytania zależy od tekstu - tzn. staram się wyczuć, jak dana książka "chce być czytana" :)
Jak za szybko połykam, to niewiele mi w pamięci zostaje, niestety :) Teraz czytam "Opętanie", idzie wolno, bo smakuję dosłownie każde zdanie. Pojawia się wprawdzie myśl, żeby pogonić, napisać coś o tym, tyle książek czeka jeszcze na mnie. Ale po chwili przypominam sobie, że ostatecznie nie biję czytelniczych rekordów, nie czytam na akord, nie ścigam się z nikim pod tym względem :)
Mam wrażenie, że w coraz mniejszym stopniu nadążam za dzisiejszym światem. Im bardziej on przyśpiesza, tym bardziej ja zwalniam - nie tylko w czytaniu, ale w innych dziedzinach życia też. Chyba mi się odechciało wszelkich wyścigów po tym jak kilka razy złapałam zadyszkę.
-
2011/01/12 23:22:06
P.S. Padmo, nie miej wyrzutów sumienia, że piszesz takie notki jak ta, zamiast recenzji. Przecież to Ty decydujesz o tym, co piszesz. Lubię tematy tzw. okołoksiążkowe - i szukam ich też na innych blogach. O zwyczajach czytelniczych, o poglądach na różne sprawy. Mam wrażenie, że dzięki temu lepiej poznaję ludzi, którzy danego bloga piszą.
-
2011/01/12 23:35:02
Widząc grubą książkę ulubionego autora mam przyspieszony puls i rosnący ślinotok... Mam tak w księgarniach i wybranych sklepach z butami... Na tym ajbardziej cierpią moje walizki bo przed każdymi wkacjami usiłuję dopchać kolanem wszelkie zaległe tomiska i nie przekroczyć limitu kg na osobę - najczęściej się udaje :).
-
2011/01/12 23:54:46
O grubaśnych książkach świetnie pisał w felietonie Jacek Dukaj i w pełni się z nim zgadzam: on lubi takie pisać, a ja czytać. A jak się czyta szybko nawet w tempie spacerowym, to potrzeba grubych powieści staje się szczególnie paląca.
-
2011/01/13 07:37:35
Właśnie uświadomiłam sobie, że nie zachęcają mnie grubaśne tomy:) Na ich widok myślę zawsze, że w tym samym czasie przeczytam więcej "chudszych" książek:).
-
2011/01/13 08:10:37
Gruba książka jedna drugiej nie równa. W zeszłym roku czytalam pod rząd któryś tom milelnium i "Zasypie wszystko zawieje" Odojewskiego. Pierwszą 2 dni, drugą 2 tygodnie, objętośc porównywalna.
Jeśli chodzi o metodę czytania- tak jak impresje- inaczej czytam pop-książki, a inaczej nieco poważniejsze rzeczy. Co widać na powyższym przykładzie.
-
2011/01/13 09:29:48
Bardzo ciekawa notka i bardzo interesujący temat. Nie spotkałam się wcześniej ze zjawiskiem "slow reading" i muszę przyznać, że bardzo mnie ono ucieszyło - do tej pory byłam bliska nabawienia się kompleksów, bo w porównaniu z większością blogowych koleżanek czytam dużo wolniej. A zawsze rodzina i znajomi tak się ekscytowali moją szybkością czytania! Cóż za degradacja ;) A na poważnie już - zawsze muszę czytać słowo po słowi, linijka po linijce, koncentrując się na tym, inaczej zdarza mi się, że musze przeczytać fragment jeszcze raz. Nie wiem, czy internet wpłynął na moją koncentrację, ale na pewno ogranicza mnie czasowo, dużo czasu mu poświęcam i niestety dużo marnuję skacząc głupio po stronach. Kiedyś czytałam prawie non stop w czasie wolnym, teraz np. dużo czytam o książkach, ale książek mniej. W tym roku mam nadzieję sytuację trochę poprawić i ograniczyć marnowanie czasu. Oby się udało :)
-
Gość: Sesolello, *.multi-play.net.pl
2011/01/13 10:00:30
Tak się też zastanawiam czy poza czytaniem nie tracimy też umiejętności zwykłego nudzenia się, bez tego nerwowego pędu, bo trzeba szybciej, więcej. Czy nie trzeba w ogóle odnaleźć w sobie takiej umiejętności jak slow-doing-anything;) Ja np. składam czasem origami, ale tak sie przy tym niecierpliwię, że mi to krzywo wychodzi ;) A są ludzie, którzy potrafią się skupić czy to na lekturze czy to na robieniu na drutach swetra (któż to dziś robi). Jestem głęboko soba zaniepokojona, bo nie potrafię się całkowicie skupić na 1 rzeczy, tylko robie kilka naraz.
-
2011/01/13 10:47:49
To wszystko prawda co napisalaś, zgadzam się również z p. Bottomem.
Karuzela zycia kręci sie coraz szybciej co spowodowane jest szaloną eksplozją rozwoju informatyczno-medialno-technicznego. Prorokuję, że za jakis czas Homo sapiens bedzie zmuszony sam zeskoczyć z tej karuzeli. Ale póki co, ma tylko wiekszy zawrót glowy.
Ja chetnie siegam po grubsze ksiązki ale stawiam warunek, musi to być naprawdę zajmująca lektura. Przemyslana selekcja przewodzi moim lekturom i to jest, w moim przypadku, znak czasów. pozdr.
-
2011/01/13 12:30:17
Im grubsza książka, tym lepiej. Lubię takie opasłe tomiska, zwłaszcza że szybko czytam, i nieraz zdarza mi się zrezygnować z zakupu jakiejś książki, bo jest za cienka i wiem, że przeczytam ją w godzinę-dwie (wtedy lepiej wypożyczyć z biblioteki).
-
2011/01/13 12:55:08
Padmo, czytałaś może ten artykuł autorstwa Dukaja? tygodnik.onet.pl/33,0,51179,1,artykul.html Od czasu, gdy to przeczytałam, widzę coraz więcej dowodów prawdziwości tego, co napisał. U siebie też. Całe szczęście, że nadal lubię czytać opasłe tomiszcza, zwłaszcza klasykę. Dla mnie to oznacza więcej dobrego.
Z recenzjami mam natomiast odwrotnie, wolę te krótsze. Poza tym mało czytam na komputerze, męczy mnie to i właśnie trudno mi się skoncentrować. Dlatego też zdarza mi się drukować sobie dłuższe teksty i czytać je w innym pokoju, bez włączonego peceta.
-
2011/01/13 13:57:15
Tak, czytalam nawet gdzies ten artykul Dukaja, jak to struktury naszego mozgu i sposob przyswajania informacji ulegaja dramatycznej zmianie pod wplywem internetu i znacznego przyspieszenia przeplywu informacji. I naprawde trzeba sie nauczyc ograniczac ten naplyw, to chyba ta slynna bomba megabitowa :)

Najlepsza w tym celu jest klasyka oczywiscie, im grubsza tym lepiej.
To chyba John Sutherland tez o tym mowil - kiedys dni wydawaly sie dluzsze i ludzie musieli miec wiecej czasu zeby czytac te Anny Kareniny. Na poparcie tezy cytuje wlasnie fragment z Anny Kareniny, jak to Anna sadowi sie w wagonie kolejowym i przygotowuje do lektury. Ma oczywiscie wlasny, wygodny fotel, lampke, sluzaca gotowa na kazde skinienie podniesc ksiazke czy przyniesc cos do picia (this, I remind you, is a railway carriage...). Ale tez ona robi z tego caly ceremonial. Wspolczesny czytelnik np. scisniety w metrze moze sobie tylko pomarzyc - wzdycha Sutherland.
-
Gość: n..., *.leon.com.pl
2011/01/13 14:33:19
Proszę Koleżanki! :) Jak można tak nagle zmienić front?;) Kiedy ja lecząc się z kompleksów wolnego czytania dałam gaz do dechy i zaczęłam sobie zakładać listy, robić spisy i wytyczne:) I co się okazało?
Czytam wolno bo się spieszę - jak napisałaś - coś trzeba szybko, zmęczenie, panika, ogrom materiału dostępnego w necie pogłębia świadomość własnej niewiedzy, sieć linek, w które można się zaplatać;
czytam wolno bo czytam podręczniki i tanie książki - czyli lektury obowiązkowe w wydaniu ekonomicznym - małe i zgrabne, oszczędność papieru i tuszu, literki jak morówki i bez interlinii.
I czytam wolno bo lubię książki ponadczasowe, z których prawie każde zdanie nadaje się do tego, aby przepisać je sobie na ścianę ew. wyhaftować, oprawić i się modlić do niego;) I świadomość, że jest kilkaset stron tych mądrych zdań wcale nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Można je czytać w całości albo na wyrywki, odkrywać po latach... Ale dzięki Tobie postanowiłam spróbować przeczytać sobie ot powieść jakąś nie na temat, którą zawsze chciałam ale w sumie nie musiałam a jak nie musiałam to nie miałam na nią czasu i kiedy choroba zagoniła mnie do łóżka - znów światełko: okazało się, że są książki, które można przeczytać w jeden, dwa wieczory i nie są one czytadłami, zapadają w pamięć i zmieniają optykę bez konieczności ośmiogodzinnych medytacji nad każdym zdaniem - a to ci heca;) (Co to było nie powiem bo się wstydzę, że już pewnie wszyscy to czytali itd., jakoś tak zawsze te zasłaniane okładki to był ostatni osobisty przyczółek; wiem - na blogu książkowym brzmi to kretyńsko, muszę jeszcze nad tym popracować:)
Ale moje czytelnicze odkrycie roku 2010 to spostrzeżenie, że wcale tak wolno nie czytam. Roku - bo od roku nie pracuję - i dopiero po roku jestem w stanie się na tyle odstresować, żeby sobie poczytać? Więc to może nie tylko wina internetu i klikania ale tempa życia - pracy "w stresie i pod presją czasu" (i w nadgodzinach), ciągłej gonitwy, wrzasku i migotania mediów i ulic, walki ze zmęczeniem, gwałtu na swoim organizmie, który przecież ma jakieś fizyczne granice. I gdzie tu miejsce na jakieś wyższe ideały? Jakoś tak się dziwnie składa, że większość pisarzy zaszywa się w domku na prerii i nie ma nawet telefonu. Ale to już trochę inny temat. Ale się rozgadałam;)
-
2011/01/13 15:47:39
Haha, a już się zastanawiałam, czy powinnam popaść w kompleks zbyt wolnego czytania. Twój blog przypomina gejzer, podczas gdy mój można porównać raczej z zastałym bagienkiem. Czytam, czytam, czytam, ale nie zawsze mam ochotę podzielić się refleksją na temat tego co właśnie przeczytałam. Dlatego wpisy na moim blogu pojawiają się z rzadka.
A w kwestii szybkiego czytania krótkich tekstów - ja z wiekiem wybieram coraz grubsze tomy, a moja dziesięcioletnia córka właśnie skończyła się delektować czwartą częścią Harrego Pottera :)
-
2011/01/13 18:34:18
dabarai - na odstresowanie to najlepsze są zakupy;) oczywiście wiadomo w jakim sklepie;)

szukamzyjepragne - i to jest zapewne najlepszy sposób, też tak zazwyczaj robię;)

abiela - niestety, ciężko się od tego już będzie chyba odzwyczaić, całe szczęście, że jak nie mam dostępu do netu, to nie czuję się źle...
-
2011/01/13 18:44:53
mistralka - :) ale czytanie blogów zajmuje więcej czasu niż pisanie, więc może kiedyś się jednak skusisz;) Ja nigdy nie sprawdzałam, ile jest do końca rozdziału, być może dlatego, że nie zwracam uwagi na rozdziały i przerywam czytanie w dowolnym momencie. I mam odwrotnie niż Ty, jak już jestem daleko w jakiejś książce, to wolałabym, żeby się nie kończyła, nie lubię zaczynania nowej... Zawsze robię przerwy między książkami, no, może prawie zawsze...

impressje - zgadzam się co do "Szeptem"! Co do oceny zeszłorocznych wydarzeń właściwie też, chociaż mi się wbiły w pamięć może jeszcze ze dwa inne, ale na pewno większość już wyparowała...
-
2011/01/13 18:49:12
annaliwia - bardzo ciekawy komentarz, dobrze że się rozpisałaś! Zgadzam się, że czytanie na ilość to jakieś nieporozumienie. A na angielskich blogach istnieje wyzwanie, aby przeczytać więcej książek, niż w ubiegłym roku - nieważne, ile, ważne, aby więcej. To wyzwanie ma już drugą edycję, i przy poprzedniej niektózy uczestniczy przyznali się, że pod koniec roku czytali jak najkrótsze książki, żeby podnieść sobie statystykę. Co gorsza, w tym roku podejmują to wyzwanie ponownie, czyli nie wyciągnęli wniosków z tego doświadczenia... Nie rozumiem tego, aczkolwiek być może w obliczu takich rzesz ludzi nie czytających, każde działanie promujące czytanie jest dobre...
-
2011/01/13 18:58:25
Panna_Emilka - oj tak, przydałaby się dwa razy dłuższa ekranizacja Dumy i uprzedzenie, pod innymi Twoimi pomysłami też bym się podpisała;)

kasia.eire - czytałam Twoją notkę, bardzo ciekawa! Oczywiście mnie też Internet sprawai dużo radości, ale nie da się ukryć, że mogłabym go trochę ograniczyć. Z szybkim czytaniem jest tak, że jak już się czyta szybko, to generalnie nie bardzo da się czytać wolno, jeśli tekst wciąga. Ale wolne czytanie na pewno jest bardziej uważne i pozwala zauważyć i zapamiętać więcej.
-
2011/01/13 19:12:26
Padmo, u nas też ktoś próbował skopiować to wyzwanie ( a może jest już), tyle wyzwań się namnożyło. Wkrótce każdy blog będzie oferował wyzwanie;)
Podobało mi się wyzwanie, które podejmuje się osobiście, by przeczytać grubą książkę. Na pewno czytałaś relacje z placu boju u dovegreyreader, czyli "Wojny i pokoju" Tołstoja - to jest właśnie czytanie slow i to klasyki. Z preferencją uważnego czytania zetknęłam się w "Zdradzonych testamentach" Kundery, na tę jego wypowiedź zwróciłam szczególną uwagę.
-
2011/01/13 19:53:47
nutta - to fakt, że wyzwań w tym roku mamy naprawdę dużo, ale mnie to akurat cieszy, taki miałam cel, jak robiłam pierwsze wyzwanie, żeby tę modę do nas przenieść:) Mnie również bardzo podobają się akcje czytelnicze Dovegreyreader i nawet myślałam, czy by ich od niej nie ściągnąć:) Na razie jednak czytam tyle klasyki do doktoratu, że boję się zaczynać kolejnej cegły, ale jak już skończę pisać, to poszaleję;) "Zdradzonych testamentów" nie czytałam, muszę kiedyś spróbować.
-
2011/01/13 19:58:08
Sesolello - nie czytałam tego artykułu Dukaja, ja mam z Tygodnikiem Powszechnym taki problem, że nigdy nie wiem, kiedy jest dodatek o książkach i przeciętnie co drugi miesiąc go przegapiam:( Czytałam jednak artykuły o tej tematyce w jakiś angielskich czasopismach i od tego czasu sama siebie z niepokojem obserwuję... Tak jak Ty często się odrywam od lektury, jeśli mam włączony komputer, staram się go przynajmniej wygaszać... Natomiast potrafię się nudzić;) I faktycznie ta umiejętność też zanika. Tutaj paradoksalnie internet potrafi pomóc - wchodząc na blogi takie jak Green Canoe, nabieram ochoty do tego, aby trochę czasu w spokoju i ciszy przeznaczyć na coś bardzo pracochłonnego. Gorzej, że u mnie cienko ze zdolnościami manualnymi...

kornwalia.mikropolis - dziękuję za link, teraz na pewno zajrzę!
-
2011/01/13 20:18:51
Natalia - widzisz, bo trzeba robić wszystko po swojemu i mnie nie słuchać;) Pewnie masz rację, że potrzebny był Ci rok bez stresu, żeby móc znowu dać się wciągnąć książce. Cieszę się, że to nastąpiło, ciesz się zanim znowu wpadniesz w jakiś wir;)

grendella - dokładnie tak samo czytam blogi, jak Ty - często dokładnie, czasem tylko skanuję. I nie ma co się stresować, że rzadko pojawiają się u nas notki, co tam, piszę wtedy kiedy mam ochotę i kiedy mam o czym:) Aczkolwiek podziwiam tych, któzy piszą codziennie i piszą interesująco, chociaż bardzo niewielu takich znam;)
-
Gość: aglod, *.lukman.pl
2011/01/13 20:43:22
Od jakiegoś czasu wyrzucałam sobie, że tak wolno czytam. Dodatkowo stresują mnie niektóre blogi, w których przeczytane książki pojawiają się nawet codziennie. Już od jakiegoś czasu tłumaczę sama sobie, że nie warto dać się zwariować i czytać coraz więcej i szybciej, bo tak wypada.
Na studiach nauczyłam się czytać szybko i tak by wyławiać najważniejsze informacje, ale czy warto w ten sam sposób czytać książki czytane dla przyjemności? Czasem wolę przyjemność wchłonąć, bo taka potrzeba ducha, a czasem się nią delektować i przedłużać.
Zauważyłam też, że nie potrafię skończyć książki i od razu czy tego samego dnia zacząć kolejnej. Tak jakby mój mózg potrzebował czasu, by książkę "przetrawić", przemyśleć.
Czy lubię opasłe tomiska? Nie, bo źle się je czyta w łżku ręka boli, ale podzielone na tomy, jak najbardziej.
-
2011/01/13 21:19:35
aglod - mam tak samo jak ty, jeśli idzie o kończenie jednej książki i zaczynanie kolejnej tego samego dnia. Potrzebuję trochę jeszcze pobyć w świecie tej książki (no chyba, że jest to jakiś cykl - wtedy mogę kolejny tom zaczynać od razu). Im większe wrażenie książka na mnie wywarła, tym dłużej nie sięgam po kolejną, to taki mój intuicyjny miernik jakości :)

-
2011/01/13 21:21:54
padmo - akurat u ciebie notki pojawiają się w idealnej dla mnie częstotliwości. I bardzo lubię te okołoksiążkowe. Może i u mnie się pojawią, bo chodzi mi parę po głowie :)
-
2011/01/13 21:44:40
grendella - w takim razie czekam na nie niecierpliwie, bo też uwielbiam takie czytać!

aglod, grendella - ja mam tak samo, bardzo trudno jest mi przerzucić się od razu z jednej książki na kolejną. I także im lepsza książka, tym dłużej to trwa. Czasami, kiedy się spodziewam, że będzie mi trudno zacząć czytać coś nowego, zaczynam kolejną książkę, zanim skończę poprzednią, w ten sposób łatwiej jest się pogodzić ze zmianą, gdy tą pierwszą skończę;) Tak, wiem, że to trochę chore;)

moniazo - to tylko złudzenie:) Recenzuję trochę ponad 50 książek rocznie, czyli wypada średnio jedna na tydzień. Staram się jednak pisać 2-3 notki w tygodniu, żeby się zdyscyplinować i zachować regularność. Czasem nie wychodzi, ale generalnie jak się wpadnie w rytm, jest dużo łatwiej.

selkie - rozmarzyłam się nad tą Anną Kareniną;) Trzeba by się wybrać w podróż jakimś luksusowym pociągiem przez Azję kiedyś, z książkami, a pewnie raczej czytnikiem, w torbie;)

gania76 - też tak czasem kalkuluję;) chociaż częściej zastanawiam się, czy będę chciała kiedykolwiek do książki wrócić, albo czy będę ją polecać kiedyś swojej córce - jeśli tak, to kupuję.

opty2 - żeby tak wszyscy mieli, to nie byłoby problemu:)))
-
2011/01/13 21:48:04
j.szern - te wyrzuty sumienia były raczej żartem - ja także bardzo lubię tematy okołoksiążkowe i chętnie takie czytam, na moich ulubionych blogach angielskojęzycznych jest ich sporo.

aatlanika - a na wakacjach książki kupujesz w Polsce czy poza? Bo to jest moja największa zakupowa bolączka wakacyjna - fakt, że tyle książek angielskich jest w twardych okładkach. W dodatku one są też od razu większe, grubsze, i zmieszczenie ich do walizki czy plecaka jest koszmarem... I oczywiście zawsze tak się dzieje, że kiedy jakiejś książki bardzo szukam, to znajduję ją w wielkim i ciężkim hardbacku:/ Myślę, że w Polsce jest pod tym względem lepiej, ale za to łatwiej przeładować bagaż ilościowo;)
-
2011/01/13 21:56:00
Jurgi Filodendryta - muszę tego Dukaja przeczytać wreszcie:) Ja lubię grube książki, ale z półki wyciągam lektury według niezbadanego klucza i kilka opasłych tomów czeka już całe lata na swoją kolej...:(

visell - czasem też tak mam, ale walczę;)

izabella_g - to prawda, Milennium mnie nie zniechęciło objętością. Ale tak szybko mi się je czytało, że nie czułam w ogóle tej grubości...

mandzuria23 - to także moje noworoczne postanowienie, możemy się nawzajem dopingować! Ja o slow reading już kiedyś czytałam, ale ostatnio zaczęło mi to pojęcie często wpadać w oczy i skłaniać do refleksji... Przede wszystkim dlatego, że tak jak Ty, coraz więcej czytam o książkach... Albo piszę;)
-
Gość: n..., *.leon.com.pl
2011/01/14 11:39:18
Po swojemu trzeba, dopóki się widzi czy się nie ma klapek na oczach:) A innych trzeba słuchać i czytać, (też w sieci) i uczyć się od nich, inspirować... Może gdyby nie net nie wpadłabyś nigdy na slow reading;) a ja na fast. Chyba ta sfera blogowa jest najzdrowsza bo w przeciwieństwie do mediów nie jest sterowana przez lobbingi i marketingi - jak pisze Pierre Bourdieu;)
p.s. ktoś poruszył "Czarodziejską Górę":) ciesze się bo jako germanistka to tu raczej jestem w mniejszości:) I tu się kłania - czytałam chyba za szybko bo tego zdania nie pamiętałam, a tam o to właśnie chodzi, o ucieczkę w inny czas. A skoro już jesteśmy w lit. niem. to z odkładanych na potem straszaków - bałam się "Gry szklanych paciorków" i ... nie potrzebnie:) I tu znów pomogła zmiana podejścia, nie stawianie czytania w stan oskarżenia...
-
2011/01/14 14:18:42
Bardzo słusznie, że poruszyłaś taki temat :) Zauważyłam, niestety, że u mnie również ostatnio spadła koncentracja, i to głównie za sprawą internetu. Wiadomości przeglądam tylko pobieżnie, głównie nagłówek i parę pierwszych zdań, a to błąd, bo chociaż pobieżnie wiem co się dzieję, to jednak nie do końca potrafię się do tego ustosunkować. Robię tak, bo przecież jeszcze tyle do sprawdzenia/przeczytania/zrobienia. Na początku nie zwracałam ta to uwagi, ale przyszedł taki moment, w którym zadałam sobie pytanie jaki to ma sens. Teraz już staram się tak nie robić, chociaż różnie to bywa. Dotyczy to jednak jedynie rzeczy czytanych w internecie, czytanie z ekranu zdecydowanie do mnie nie trafia, a jak już to na bardzo krótko. Na szczęście mając w rękach książkę, wydrukowaną, z piękną okładką, koncentracja powraca ;).

Cierpię niestety również na ten dziki pęd chęci przeczytania wszystkiego co nowe, bycia na bieżąco, wiedzenia jak jak najwięcej. Kiedyś nawet myślałam nad tym, że przydałby się taki rok wolnego od wszystkiego, tzn. rok bez pojawiania się żadnych nowych książek oraz filmów na rynku, tak aby każdy mógł w jakimś stopniu nadrobić wszystkie swoje zaległości. Wiem, że to pomysł nie do zrealizowania, że samemu trzeba się w pewien sposób od tego wszystkiego odciąć.

No cóż, żyjemy w czasach w jakich żyjemy, problem na pewno nie należy do błahych. Co prawda większość z nas tutaj pamięta jeszcze czasy, kiedy nie było internetu, żyło się nieco wolniej, miało więcej czasu na czytanie. Może dlatego sięgnięcie po grubą, czy też jakąkolwiek książkę nie jest dla nas dużym problemem. Ale co będzie z przyszłymi pokoleniami ? Tymi, które od małego spędzają czas przed komputerem i buszują w internecie ? ;)
-
2011/01/14 14:25:47
I jeszcze mój "internet" , eh , oczywiście "Internet" ;)
-
Gość: mk, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2011/01/14 21:16:42
czasami nie mogę odżałować, że czytam powoli, chociaż to powolne chłonięcie, powolne życie życiem książki jest cudowne. Czasami żałuję, że nie mogę szybciej, więcej. po przeczytaniu rewelacyjnej książki długo nie mogę zacząć kolejnej, muszę poczekać. Ma to swój urok, tylko właśnie, jak widzę tych pochłaniaczy błyskawicznych to czasami im zazdroszczę, czasami na szczęśći nie. I to święta prawda, tę powolność i celebrowanie trzeba pielęgnować :)
Tak samo jest przecież z jedzeniem. Jeden połknie w 3 minuty i smaku nie pamięta, inny chłonie powoli, smakuje, cieszy się smaczną chwilą, do znudzenia i irytacji czekających, którzy zazdroszczą, że dla nich to już przeszłość :D
-
2011/01/15 00:24:50
Oj, bardzo ciekawy temat :) Ja czytam różnie, dużo zależy od książki, raz szybko, raz wolno, czasem męczę się z jakąś strasznie długo. Ale chyba jednak bardziej jestem slow,a co do opasłych tomów, to w ubiegłym roku na czterdzieści kilka przeczytanych książek, około dziesięciu miało ponad 500 stron, plus trafiły mi się naprawdę opasłe tomiska - dwutomowy "Faraon" B. Prusa (ok. 700 str.), dwutomowe "Na wschód od Edenu" (ok. 750 stron) i "Co widziały wrony" (ok. 850! stron) - ich się nie dało czytać szybko - je trzeba było chłonąć :)
Zauważyłam jednak, że czasami próbuje poganiać niektóre książki, ale one się "nie dają", zmuszają do przyjęcia ich niespiesznego tempa, poddaniu się, dopiero wtedy odczuwałam przyjemność z ich czytania (tak miałam chociażby ze wspomnianymi już "wronami").

Co do "Millennium" i jego grubości - to wyłącznie zabieg marketingowy - grubszy papier, marginesy po obu brzegach i duża czcionka - gdyby to wydać w takim samym formacie i wydaniu jak wspomniane już "wrony" (wiem, wiem, powtarzam się, ale to moja książka roku jest, więc będę ją polecać ile się da :) ! ) - to pewnie wszystkie trzy tomy zmieściłyby się i jeszcze by zostało ;)
-
Gość: blackmilk, *.ip.abpl.pl
2011/01/15 20:44:54
Na szczęście potrafię skupić się na tekście bez problemu i szybko, nieważne czy jest on długi, poważny i trudny, czy coś banalnego i krótkiego. Książki zwykle im grubsze, tym lepsze, bo często zdarza mi się czuć niedosyt po dokończeniu lektury. Niestety, internet zabiera mi dużo czasu na nic nie robieniu, co staram się z nowym rokiem zmienić i znaleźć więcej czasu na czytania :)
-
Gość: blackmilk, *.ip.abpl.pl
2011/01/15 20:46:33
I często łapię się na tym, że wybieram lektury grubsze i właśnie na nie chętniej wydaję swoje pieniądze ;)
-
2011/01/18 11:23:08
Z drugiej strony przypomina mi sie anegdota o Roosevelcie z czasow kiedy byl jeszcze traperem bodajze.
Przylapal kiedys jakichs zlodziejaszkow i wyruszyl zeby ich oddac w rece wladz. Troche to trwalo, kazdego wieczoru trzeba bylo rozbic obozowisko i upolowac kolacje. Co bylo najciekawsze - kontynuowal opowiadajacy dziennikarz - wlasnie w czasie tej podrozy Roosevelt przeczytal Anne Karenine. Zawsze o tym mysle - brzmiala puenta - kiedy ludzie dookola sie skarza ze "nie maja czasu na czytanie"...
-
2011/01/18 23:25:19
selkie - nie znałam tej anegdoty, świetna jest, dzięki:) Bardzo dobrze się wpisuje w temat, o którym ostatnio sporo myślę, a mianowicie, jak to jest z tym "czasem na czytanie";)

blackmilk - zazdroszczę:) Ja lubię być w trakcie grubej lektury, ale boję się ją zaczynać...

maniaczytania - widziałam, że na niektórych blogach angielskich ludzie podliczają sobie ilość stron, któe przeczytali w danym roku, to jest dopiero dokładność:) Ale w przypadku takiego Milenium, które faktycznie jest na wyjątkowo grubym papierze wydrukowane, byłoby to bardziej miarodajne... Nie jestem jednak aż taką fanatyczką, żeby tak dokładnie liczyć;) Faktem jest, że jedna gruba książka potrafi zabrać tygodnie, chociaż na przykład "Co widziały wrony" ja strasznie szybko kiedyś połknęłam. Dobrą stroną tego jest fakt, że dzisiaj już większości akcji nie pamiętam i w sumie mogłabym sięgnąć po tę książkę ponownie:)
-
2011/01/19 13:59:29
Nie umiem szybko czytać. I przyznaję, że mnie to męczy. Nie wiem, czy to nie wynik działań mojej mamy, która kazała nam czytać na głos, byśmy ładnie opanowały tę umiejętność. Codziennie pół godziny. Złapałam książkowego bakcyla, zresztą jak wszystkie moje siostry też czytające głośno podczas gotowania obiadu ale dla dziecka wprawiającego się w czytaniu to ponoć zabójstwo. Tak więc sobie dukam po cichu i dostaję przysłowiowych wielkich ślipiów (to po wielkopolsku :), jak ktoś mówi, że przeczytał w ciągu dnia trzy książki choć wierzę, że to możliwe. Ale nie mogę sobie tego nijak wyobrazić. Na pewno nie popełnię tego z moimi dziećmi. Może nawet pójdą na kurs szybkiego czytania. Może i ja się na niego wybiorę:)
Choć z drugiej strony, lubię tę całą otoczkę, ten fotel, koc i to moje dukanie po cichu, smakowanie słowa. Lubię też slow food, a zgłasza slow food Wielkopolska z panem Markiem Gąsiorowskim, który jest niesamowitym gawędziarzem i o jedzeniu potrafi opowiadać jak mało kto. Wszędzie pośpiech w moim życiu też. Nie wyobrażam sobie czytania na wariata. Ale jak widzę te stosy książek nieprzeczytanych to czuję się przytłoczona. Poważnie Niby się mówi od przybytku głowa nie boli, ale mnie czasem boli.
-
2011/01/19 22:23:59
be.el - ja Cię rozumiem, bo też tę otoczkę lubię, i jak najbardziej podpisuję się pod tym bólem, który odczuwasz na widok stosów nieprzeczytanych książek, jak też tak czasem mam. I chociaż lubię mieć dużo nieprzeczytanych książek to mimo wszystko, są takie momenty, w których wydaje mi się, że przekroczyłam granice przyzwoitości. Później jednak zaglądam na blogi, na których ludzie pokazują swoje nieprzeczytane stosy liczone w setki i robi mi się lepiej;)
-
2011/01/20 19:19:31
Padmo - :) ja tam też mam zamiar ją kiedyś jeszcze raz przeczytać :)
-
2011/02/21 05:14:23
PO liczbie komentarzy widać, że temat ważny dla wielu. Cieszę się, że poruszyłaś go, bo ja u siebie zaobserwowałam zmniejszenie maksymalnego czasu koncentracji gdy przyjechałam do Stanów. Jako imigrant, musiałam przyswoić tak wiele informacji nowych zarówno z nowego, jak i ze starego kraju, że przez pewien czas bardzo mało czytałam. Zdałam sobie wtedy sprawę z tego o czym prawie 30 lat wcześniej pisał Alvin Toffler w pierwszej części swojego tryptyku, pt. Szok przyszłości.
W tej książce mówi o przeciążeniu informacyjnym oraz o umiejętności radzenia sobie z nim jako sytuacji permanentnej w przyszłości.... czyli w teraźniejszości.
Zdałam sobie jednak ostatnio sprawę z czegoś nwoego, że wystarczy wyłączyć telewizor, nawet jeśli ejst tylko tłem dla prac domowych, a czas płynie wolniej.
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2011/03/27 19:58:47
Hanna
Najbardziej zaintrygował mnie fragment
"Wychodzimy z kina z postanowienie przewartościowania swojego życia w świetle tego, co zobaczyliśmy przed chwilą. Jednakże następnego wieczoru to doświadczenie jest już rozmyte, jak wiele innych przed nim"

i chociaż książka daje o wiele wiecej możliwości zrobienia pauzy i zastanowienia się to jednak i tak częśto pędzi się bo jest się ciekawym zakończenia, dalszych losów itp.
Po lekturze z jednej strony jest czas na przemyślenie a z drugiej tak jak po filmie wpada się w wir wielu codziennych spraw

Myślę, że nawet wolne czytanie nie rozwiąże problemu, że jesteśmy zalewani wszędzie informacją, że tempo życia jest ogromne i że wreszcie robimy i postępujemy tak jak nas nauczono, jak się sami nauczyliśmy a wprowadzenie w życie zmian jest po prostu ogromnie trudne (mam namyśli zmian trwałych i zmiany nawyków)
pozdrawiam
Hanna
-
2011/04/28 14:22:43
Dopiero teraz zobaczylam, ze ktos wczesniej polecil juz ten sam tekst tylko pod mniej chwytliwym tytulem ;)
-
2011/04/28 14:27:23
I jeszcze raz ja :)
@j.uk Slowa "internet" w uzytym przez Ciebie kontekscie wcale nie trzeba pisac wielką literą. O samochodzie marki Fiat mozesz przeciez napisac "Karol jezdzi czerwonym fiatem."
-
2011/04/28 15:39:48
katasia_k - zaintrygowałaś mnie tą mała i dużą literą:) Sprawdziłam i faktycznie masz rację - można pisać małą i dużą literą. Internet w rozumieniu globalnej sieci pisało się dużą literą, małą literą pisano internet jako odrębna sieć, lub jako skrót myślowy, ale znalazłam ciekawą wypowiedź pana Macieja Maciejewskiego, który referuje stanowisko Rady Języka Polskiego: "Uważam, że należy pisać: internet (przez małe i) jako nazwę nowego medium tak jak radio czy telewizja, albowiem użytkownik na co dzień nie wnika w to, że korzysta z sieci, która nazywa się Internetem lub intranetem."

A artykuł, który podałaś, czytałam, bardzo ciekawy!
-
2011/04/29 15:31:27
padmo, bardzo sie ciesze, ze pan Maciejewski jest po mojej stronie :) Pamietam, ze jako redaktor malego czasopisma musialam walczyc z korektorka, ktora uparcie zmieniala "internet" w "Internet" :) Nie wiem moze, gdzie stawia sie przecinki, ale przynajmniej tu mialam racje - hurra!

Mnie ten artykul troche przygnebil, zwlaszcza ze zauwazylam, ze nie bylam w stanie doczytac go do konca bez zagladania w miedzyczasie na inne strony. Czyli rowniez moj mozg zmienilo google, brr...
-
Gość: pietia, 95.151.43.*
2012/07/15 00:43:49
O tak, pragnę tego!!!! Zwolnić czytanie, nie stresować się coraz dłuższą listą książek, choć z drugiej strony jak mieć coraz więcej czasu na czytanie???
Pocieszam się tym ,że kiedy jakaś lektura mnie wciągnie, potrafię przerwać, odłożyć na bok, przeczekać, bo tak bardzo szkoda żegnać się zbyt szybko z bohaterami:)
-
2013/03/16 14:40:11
Hej. Ja osobiście tak - myślę , że spędzam dużo czasu w internecie na niekoniecznych rzeczach tzw. "pierdołach". Gry, faceboook, ask, itd.
Chciałabym od tego odwyknąc.
To pochłania dosyc dużo mojego czasu.
Niepotrzebnie.
Komputer i telewizor to tak zwane "Pochłaniacze czasu".
Lubię czytac ciekawe książki, ale ostatnio mało czytam. :/
"Brak czasu". Ale na laptopa, fejsa itd. czas się znajduje... :/
No i to jest ten problem.
Mam przed sobą "Krzyżaków".
Odstaszają mnie trochę swoją grubością.
Boję się iż nie przeczytam ich na termin.
Zostało mi zaledwie 3 tygodnie a jestem na 22 stronie :/
Ale jak widac - zamiast czytac czy robic lekcje - ja godzinami surfuję po internecie. :/
"Krzyżacy" to mój aktualny "problem " . :(
Bardzo ciekawy wpis - pozdrawiam :)
-
2013/06/11 13:28:09
-
2013/10/21 16:23:14
Coś w tym jest. Z koncentracją u nas coraz gorzej. Jeśli chodzi o slow reading to zdecydowanie popieram. Zbyt szybko przeczytana książka, to często książka stracona.

www.zakamarek2013.blogspot.com
-
Gość: Lau, *.20-2.cable.virginm.net
2014/06/23 02:19:18
Swietny wpis, przyznaje ze czego takiego wlasnie potrzebowalam. U mnie to juz nie jest brak cierpliwosci (aczkolwiek to tez) ale brak czasu na czytanie! Troche mi zajelo czasu aby zorientowac sie ze internet w pewnym sensie mnie otumania, jest troche jak junk food ktory zaspokaja apetyt ale nie dostarcza zadnych srodkow odzywczych.
Pamietam czasy kiedy internetu jeszcze nie bylo i pozniejsze nieco kiedy byl dostepny ale dla wiekszosci tylko w kawiarniach, czytalam wtedy o wiele wiele wiecej! Nazywam siebie flegmatycznym czytelnikiem, czytam powoli, smakuje postacie, obrazy, smaki i zapachy...i czesto kiedy nie chce sie rozstac z ulubionymi postaciami czytam wtedy jeszcze wolniej. Pomimo tego udalo mi sie w erze przed internetowej przeczytac dosc sporo ksiazek. Teraz oprocz faktu ze przyspieszylam rytm czytania z podobnych powodow o ktorych wspomnialas (bo jest tyle nowych ksiazek, a tak malo czasu!-ciekawe dlaczego ;)) to w efekcie czytam o wiele, wiele mniej.
Ktos powiedzial ze mozna siebie do wszystkiego przyzwyczaic, ja przyzwyczailam siebie do tego aby zaraz po powrocie do domu kierowac sie do komputera...i siedziec przed nim nieraz nawet do pozna w nocy...na ksiazki i inne ciekawe czynnosci, nie pozostaje wtedy juz zbyt duzo czasu. Co gorsze, w okresie w ktorym moj internet nie dzialal, zlapalam siebie sama na uczuciu bezsensu i samotnosci. Pomimo faktu ze na stole pietrzyl sie stosik nie przeczytanych ksiazek, w rogu pokoju stal nie dokonczony obraz, obok skrzypce na ktorych nie gralam juz pare miesiecy, nie tknieta ksiazka do nauki jezyka itp itp. nagle nie wiedzialam co ze soba zrobic. Wszystkie te czynnosci okazaly sie nagle zbyt trudne, wymagajace zbyt wielkiego wysilku i czesto bycia w ciszy i samotnosci bez zadnych zapychaczy. Zrozumialam ze wszystkie te czynnosci wymagaja spowolnienia, zmierzenia sie z roznymi prawdami o samym sobie i praca nad nimi (jak samotnosc, lek przed wysilkiem, lenistwo, brak koncentracji). Internet to wszystko zabiela, zaslania i daje zludne poczucie rzeczywistosci. Oczywiscie nie chce przez to powiedziec ze internet sam w sobie jest zly, wrecz przeciwnie, negatywne jest tylko zle jego uzywanie. Planuje wiec maly post internetowy :)
Tekst Alain de Bottom jest tu bardzo trafny, moge zapytac z jakiego materialu jest ten tekst? z checia poczytalabym wiecej!
-
2014/07/04 17:31:10
Zdziwiło mnie to zdanie: "Od studenta kierunku humanistycznego wymaga się niekiedy przeczytania 1000 książek przed ukończeniem studiów." Skąd autor miał takie informacje? Czy również zetknęłaś się z takim wymaganiem? Chodzi o przeczytanie 1000 książek w ciągu dwudziestu pięciu życia, a nie 5 lat studiów, prawda?
-
2014/07/04 22:22:16
Nie wiem, czy mnie to tak naprawdę dziwi. Przeglądając listy lektur widać, że często są to dziesiątki, a nawet setki pozycji - przynajmniej kiedy mowa jest o lekturach dodatkowych. Może 1000 to lekka przesada, ale wydaje mi się, że na dobrych uniwersytetach kilkaset książek do przeczytania w trakcie studiów to nie jest nic niezwykłego...
-
2014/11/25 12:49:33
Bo liczy się motywacja i koncentracja. Bardzo ciekawy wpis.
-
Gość: Pstrokata, *.1000lecie.pl
2015/10/04 11:40:04
Internet nie, ale życie w biegu tak. Czas na czytanie mam głownie w pociągu i autobusie. Smutne, zawsze na kolanie, brak chwil na rozsiadanie sie z książką w fotelu. Próby wieczorne kończą się... Zasypianiem. Tak więc w komunikacji. No i tutaj selekcja: tej nie wezmę, bo za ciężka, coś lekkiego. Nie lubię czytać z czytników. Też w treści bo przecież na poważnym sie nie skupię a poza tym głupio wciaż przerywać poważną treść i wracać potem w środek zdania. W grudniu zeszłego roku dostałam Księgi Jakubowe. Leżą przy łóżku. To książka, której trzeba poswięcić uwagę i czas, celebrować. Wielka cegła więc nie wlezie do torby. Na jej szczęście. Za to leży od roku i nawet nie zaczęłam. Wstyd mi, ale... Nie mam kiedy. :-/ no tak, mogłabym teaz właśnie. To może ten Internet też... Jako odciągacz uwagi od papieru. Wzdych. Pozdrowienia!
-
Gość: Kikimori, *.centertel.pl
2017/01/19 09:07:40
Jestem tu przypadkowym gościem i czuje, ze odkryłam jakaś marna postać Ameryki. Uświadomiłas mi, ze moje niesamowicie powolne czytanie nie jest niczym innym jak wielkim niedostosowaniem sie do swiata a nie wada ktora mogę skorygować i zacząć zyc szczęśliwie. Zawsze chciałam nauczyć sie szybko czytać, bo to ułatwia chociażby studia na ktorych mam po 400 stron tygodniowo pozadawane - czytając 10 stron na godzinę łatwo policzyć ile czasu musze spędzić na czytaniu. Dlatego nie czytam wszystkiego. Tylko tyle ile dam rade. Użyłam określenia "marna Ameryka" bo spodziewałam sie, ze kiedy zrozumiem na czym polega moj błąd w powolnym czytaniu po prostu go usunę i wszystko sie ułoży a reszta pozostanie niezmienna. Ale skoro mówicie, ze nie smakujecie każdego słowa a tekst sie wydaje płytki, opisy przeskakujecie, pomijacie słowa.. to ja sie pytam: na co takie czytanie? Jaki ono wówczas ma cel? Po co autor sie wysila poszukując pięknych slow i barwnych opisów? Żebyście zjedli książkę w godzinę i bezrefleksyjnie przeszli do swiata żywych stojąc w korku samochodowym czy czytając w międzyczasie pracy i rozmów? To juz rozumiem dlaczego nie potrafię czytać zdawkowo. Musze miec idealna ciszę i duzo wolnego czasu. Moj problem okazał sie łaską i nie chce tego juz zmieniać. Nie chce stracić tego, za czym tesknicie.



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...