Blog > Komentarze do wpisu

Bornholm, Bornholm

   Wyspa, którą historia omija szerokim łukiem. Nawet podczas II wojny światowej, gdy przez okoliczne kraje przetaczał się huragan, stacjonujący na Bornholmie żołnierze niemieccy żyją spokojnym życiem, nadzorując farmerów, budując wieże obserwacyjne, z których nie ma czego obserwować, zabawiając się z miejscowymi dziewczętami. Jednak jeden z bohaterów powieści Huberta Klimko-Dobrzanieckiego opisuje jej niezwykłe właściwości: "ta wyspa działa na tych, którzy się tu urodzili, jak echo. Gdziekolwiek będziesz poza nią, zawsze odbije się echem w twoim sercu i wrócisz, nawet jeślibyś z tym miejscem wiązał najgorsze spojrzenia."

Bornholm odbija się echem w życiu dwóch mężczyzn, o których opowiada ta niezwykła, oszczędnie napisana, porażająca książka. Horst Bartlik żyje nieciekawym, nędznym życiem gdzieś w Niemczech, miotając się między seksualnym niespełnieniem u boku oziębłej, niekochanej i niekochającej żony, a poczuciem bezcelowości i wyalienowania. Gdy desperackie próby odzyskania kontroli nad własnym życiem zaczynają przynosić właściwie odwrotne rezultaty, wybucha II wojna światowa i Horst, ku uldze własnej i żony, dostaje powołanie i trafia do bazy na Bornholmie. Jako nauczyciel biologii, spędzi wojnę równie bezcelowo, pisząc raporty o stanie przyrody na wyspie.

Czterdzieści lat później bezimienny mężczyzna powraca po latach na Bornholm, aby czuwać przy łóżku pogrążonej w śpiączce matki. Przez lata przytłoczony jej zaborczą miłością uciekał, teraz wyrzuca z siebie historię swojego życia w oczyszczającym, bolesnym monologu.

Historie obu mężczyzn splotą się wreszcie, zaś niespieszna fabuła przykuwa nie mniej niż powieść kryminalna. Opowieści obu mężczyzn, jedna pierwszo, a druga trzecioosobowa, przytłaczają. Obaj uwikłani w toksyczne relacje z kobietami, nie potrafią wyzwolić się spod ich wpływu. Krzywdzeni, choć czasem bezwiednie, są przepełnieni goryczą i żalem. Mimo to nie potrafią się od swoich kobiet odciąć, wracają do nich sami sobie się dziwiąc. A może wracają, bo podczas ucieczki udało im się jednak odnaleźć jakąś cząstkę samych siebie?

Żałosne historie nieudanych związków, dusznych relacji, w których mężczyźni są jedynie marionetkami, choć kobiety są równie niezrozumiane i nieszczęśliwe, równoważy piękna historia miłości Olego i Kristine, pary Duńczyków tworzących przybraną rodzinę bohatera, gdy ucieka on od matki do Londynu. Ole także nie potrafi żyć bez swojej żony, ale jego za nią tęsknota jest wywołana przez długoletnie, szczere uczucie. Jednak nawet ich rodzina nie jest idealna - toksyczna jest ich relacja z najstarszym synem, odtrąconym i odtrącającym zarazem.

W tle obu wątków toczy się historia, jednak jej bieg nie dotyka właściwie bohaterów. Ich opowieści są uniwersalne, mogłyby zdarzyć się wszędzie i każdemu - Niemcowi, Duńczykowi, Polakowi. Wszyscy potrafią po cichu nienawidzieć, gryźć w sobie gorycz i żal przez lata, dusić kompleksy tak długo, dopóki ucieczka przed nimi nie stanie się niemożliwa. Klimko-Dobrzaniecki odmalował niezwykle sugestywnie, powściągliwie i wstrząsająco. "Bornholm, Bornholm" - dwie odbijające się echem historie rezonują także w umyśle czytelnika. A w tle wyspa, pozornie nieciekawa, a jednak przyciągająca, nie pozwalająca o sobie zapomnieć.

Moja ocena: 5/6

niedziela, 13 lutego 2011, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: przestrzenkultury, 150.254.104.*
2011/02/13 22:50:26
odnosnie tej ksiazki pisalam juz na jednym blogu. Lubie tego autora przede wszystkim za Kołysanke dla wisielca. Bornholm, bornhilm jeszcze przede mna ale z pewnoscia po nia siegne. pozdrawiam
-
Gość: Natii, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/13 23:24:52
Nieciekawa? Płaska? Chyba byłam na innej wyspie. ;-) A tak na poważnie - książka chodzi za mną od pewnego czasu, natykam się na nią na różnych stronach. Chętnie przeczytam - bo wszystkie recenzje na razie dobre i żeby przenieść się znów na Bornholm.
-
2011/02/13 23:35:42
Natii - jak dla mnie to każda wyspa jest ciekawa, ale jako nieciekawą i płaską przedstawił ją autor książki. Przy czym tylko w pewnym sensie nieciekawą, jako miejsce, którym się nikt nie interesował, natomiast w istocie fascynującą!

przestrzenkultury - nie czytałam wcześniejszych książek tego autora, ale po "Bornholm, Bornholm" nabrałam na nie ochoty. Może zacznę od "Kołysanki dla wisielca", skoro polecasz:)
-
2011/02/13 23:54:51
No dobrze, sprawdziłam i wykasowałam to, że płaska i trochę zmieniłam, żeby nie wyszło, że Bornholm sam w sobie jest nieciekawy;) Nie będę przecież nikogo zniechęcać do skandynawskich wysp, które sama uwielbiam:)
-
2011/02/14 10:52:26
Klimko - Dobrzaniecki osiadły na Islandii zdążył już przesiąknąć klimatem Północy, co bardzo dobrze wpłynęło na jego twórczość. Jest oszczędna, pozbawiona zbędnej afektacji. O sprawach porażających opowiada w sposób beznamiętny i rzeczowy. 'Dom Róży. Krysuvik' wydane przez Czarne, zrobiły na mnie duuuże wrażenie. Zdecydowanie polecam (!)
-
2011/02/14 18:31:24
Dzięki za tę recenzję - książka i autor "chodzą za mną" od jakiegoś czasu ale bałam się rozczarowania. Teraz dopisuję do kolejki :) I marzę o skandynawskich wyspach, ale co roku zostaję przegłosowana przez rodzinę spragnioną upału :(
-
2011/02/14 21:51:30
Przeplywam kolo tej wyspy co najmniej cztery razy w roku! Nie wiem kiedy wreszcie tam specjalnie pojade ale ksiazke na pewno przeczytam!
-
2011/02/16 10:43:04
Bardzo podoba mi się recenzja :).
A książkę na pewno przeczytam :).
-
2011/02/27 20:00:42
Książka kusi mnie w księgarni już od jakiegoś czasu. Zwłaszcza, że wydana przez wydawnictwo ZNAK, z którym zwykle dobrze trafiam. Dziękuję za przekonanie mnie do zakupu. Swoją drogą świetny blog. Odkryłam go dopiero niedawno, chociaż nie czytam za dużo literatury angielskojęzycznej, o której najczęściej piszesz. Z Twoim blogiem przynajmniej będę lepiej wiedziała lepiej co kupować:) Pozdrawiam. Ania
-
2011/05/04 14:40:50
Zachecona Twoja recenzja, kupilam te ksiazke i niestety zupelnie mi sie nie podobala. Draznil mnie nie tylko mizoginizm autora, ale tez jego styl - z jednej strony wulgarny, z drugiej - sentymentalny i pelen zdrobnien. Zawiodlam sie tez na - dobrym przeciez - wydawcy, bo w ksiazce jest sporo redaktorskich bledow - powtorzen lub niewlasciwie uzytych slow. Wielka szkoda, bo z radoscia przyjelabym dobra polska wspolczesna powiesc. Niestety, nawet fakt, ze - jako praca polskiego pisarza - ma u mnie taryfe ulgowa, nie uratowal jej w moich oczach.
-
2011/05/04 21:21:13
Szkoda, zawsze przeżywam stres, że ktoś kupi książkę po mojej rekomendacji i się zawiedzie... Czasem się tak zdarza, nie mamy wszyscy identycznych gustów, mnie styl jakoś specjalnie nie drażnił, wydawał mi się całkiem żywy i prawdziwy. Na błędy przymknęłam oko, nie zauważyłam ich zresztą aż tak wiele. Ciekawe jest też bardzo to, że piszesz, że polscy pisarze mają u Ciebie taryfę ulgową. Zaczęłam się zastanawiać, czy u mnie też, i chyba jednak nie. Nie wiem, czy powinni - niby dobrze byłoby ich promować, z drugiej strony, dlaczego mielibyśmy traktować ich inaczej niż innych? Niech po prostu piszą dobre książki, wtedy taryfa ulgowa będzie zbędna. Ale będę zwracać uwagę na własne nastawienie, bo nie wykluczam, że też ją czasem stosuję;)
-
2011/05/04 22:25:22
Nie przejmuj się padmo, bardzo się cieszę, że kupiłam tę książkę i, że dzięki niej pozostaje na bieżąco ze współczesną polską prozą.
Zdecydowanie zauważam u siebie - choć u Ciebie, jak sama podkreśliłaś, raczej nie - tendencję do innego, bardziej wyrozumiałego traktowania polskich książek. Podobnie zaczynam mieć teraz z francuskimi filmami - za każdym razem, kiedy wybieram się do kina na francuską produkcję, strasznie chciałabym, by okazała się udana i robię wszystko, by uwierzyć, że jednak była :)
-
2011/05/04 22:33:04
Ja się teraz zastanawiam, czy nie mam dokładnie odwrotnie i czy nie jestem zbyt surowa dla polskich autorów;) Szkoda, że nie da się czytać, nie znając nazwiska autora;) Aczkolwiek realia pewnie i tak by wszystko zdradziły... Z francuskimi filmami mam tak samo jak Ty, z polskimi zresztą też:)



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...