Blog > Komentarze do wpisu

Pierwsze powieściopisarki - Mary Wollstonecraft

Ostatniego lata, w Norwegii, przeżyłam jedną z najbardziej niesamowitych  nocy mojego życia. W dodatku spędziłam ją za kółkiem.

To było małe szaleństwo. Byliśmy na Lofotach, wysuniętym na północ archipelagu, a zmierzaliśmy w stronę półwyspu Varanger, oddalonego o ponad 700 kilometrów. M. jednak marzyła o zobaczeniu wielorybów, które reszta z naszego towarzystwa już wcześniej oglądała. Wieloryby można spotkać jednak zupełnie gdzie indziej, na morzu w okolicach północnego krańca wyspy Andøya, położonej jeszcze 200 kilometrów dalej, w zupełnie inną stronę. Cóż to jednak znaczy przy tych wszystkich tysiącach kilometrów, które już przejechaliśmy - zdecydowaliśmy, że damy radę.

Od początku nie było lekko. Pogoda pogarszała się z minuty na minutę, chmury opadały coraz niżej, aż wreszcie zaczęła się ulewa. Dojechaliśmy do Andenes chwilę po południu. Rejs miał trwać jakieś 4 godziny, a ponieważ ze względu na jego cenę (bagatela, jakieś 800 zł), ci z nas, którzy już wieloryby obserwowali, postanowili zaczekać w jakimś przyjemnym miejscu na łonie natury. Wyprawiliśmy M. na pokład, a sami zaczęliśmy się rozglądać za miejscem na postój. Gdzie jednak na skraju dzikiej wyspy na północnym krańcu Norwegii znaleźć miejsce, które będzie w miarę przyjemne w ulewnym deszczu? Poddaliśmy się i zaczęliśmy szukać jakiejś miłej knajpki. Andenes to jednak żaden kurort i z trudem udało nam się znaleźć coś bardzo marnego do jedzenia w jakimś portowym barze. Po spędzeniu w nim dwóch godzin, pojechaliśmy na objazd okolicy, nie zważając na deszcz.

Czas się dłużył, byliśmy coraz bardziej zmęczeni, deszcz nie ustawał, zaczęliśmy więc, wbrew pierwotnym planom, rozglądać się za miejscem na nocleg. Nic z tego - wszystkie kempingi albo zajęte, albo zarezerwowane. Wtedy przyszedł sms od M., że rejs jednak nie trwa 4 godziny, tylko 6. Załamani, poszliśmy spać w samochodzie - nawet Ola dała się namówić na drzemkę. Gdy M. wreszcie wróciła, po ponad siedmiu godzinach, byliśmy ledwie żywi. Była już prawie 23.00, i przekonani byliśmy, że nie ujedziemy więcej, ni godzinę czy dwie. Wsiadłam za kółko ledwie żywa, nie spodziewając się, że czeka mnie cudowna noc, że sen opuści mnie bezpowrotnie i aż do wczesnego przedpołudnia będę jechała jak w transie, zatrzymując się co kilkadziesiąt kilometrów, żeby kontemplować coraz to nowy świt, który się nie kończył. Taka noc to marzenie fotografa. W dodatku nie ja pierwsza ją przeżyłam. Ktoś opisał ją już przede mną, dokładnie taką samą, pozwolę więc sobie użyć jej słów:

"Zbliżała się północ, które jednak wyglądała tak, że śmiało można by ją nazwać południem nocy. Nie tylko [księżyc], królowa nocy, króluje tu w całym swoim splendorze, chociaż słońce snuje się tuż pod horyzontem, przyozdabiając ją złotym odblaskiem swojego rydwanu... Moi towarzysze podróży zasnęli - na szczęście nie chrapali, a ja kontemplowałam, nie niepokojona pustymi rozmowami, noc, jakiej nigdy wcześniej nie widziałam ani nie czułam, oszałamiającą zmysły, uspokajającą serce. Powietrze było balsamiczne, coraz świeższe, gdy zbliżał się poranek, i moje doznania były coraz bardziej zmysłowe. Ogarnęło mnie dziwne, przyjemne uczucie, gdy całą sobą otworzyłam się na przyrodę."

Autorka tych słów podobnie jak my spontanicznie podjęła ryzyko jednodniowego wypadu na północ. Ją również zatrzymały nieprzewidziane okoliczności, i zmuszona była jechać do samego rana. Nie wiedziała jednak, że ta noc utkwi jej w pamięci, że zmieniające się co chwilę piękno północnej letniej nocy, pełnej wielogodzinnego brzasku, sprawi, że ta podróż stanie się cudownym przeżyciem. Niezwykłe było przeczytać, jak o mojej podróży pisze ktoś inny - jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że została ona odbyta 215 lat wcześniej, przez samotną kobietę.

Mary Wollstonecraft znana jest przede wszystkim jako prekursorka feminizmu, autorka głośnego eseju Wołanie o prawa kobiety (A Vindication of the Rights of Women). Jednak jej najbardziej poczytną książką był niewielki zbiór listów z podróży po południowej części Skandynawii - "Letters written in Sweden, Norway and Denamrk". Wydaje wam się, że autorką pomysłu na leczenie złamanego serca poprzez udanie się w egzotyczną podróż jest Elizabeth Gilbert? Nic z tego - w osiemnastym wieku Mary Wollstonecraft, zdradzona przez ukochanego najpierw próbuje popełnić samobójstwo, a gdy zostaje odratowana, wyrusza w podróż po Skandynawii, aby zagłuszyć ból, zająć umysł czymś nowym, a także, no cóż - przysłużyć się mężczyźnie, który ją zawiódł i być może odzyskać jego uczucia. Ukochany Mary, Amerykanin Gilbert Imlay, który doprowadził ją do dwóch prób samobójczych w ciągu czterech lat, i który zdradził ją krótko po tym, jak urodziła mu córkę, zgubił bowiem w Skandynawii statek. Tak, tak, w osiemnastym wieku można było zgubić statek, w dodatku pełen srebra. Mary, obrotna i zaradna, najwyraźniej była dla niego tak godna zaufania i tak skuteczna, że wysłał ją w podróż w poszukiwaniu statku. A może chciał się jej w ten sposób pozbyć, w odzyskanie srebra i tak nie wierząc? W każdym razie Mary wyrusza na północ jedynie z trzynastomiesięczną córeczką i nianią! Dociera w miejsca dzikie i niedostępne, zatrzymuje się u ludzi nie mówiących ani słowa po angielsku, zachwyca dzikim pięknem skał i żywo, szczegółowo i wciągająco komentuje świat wokół siebie.

Listy, które składają się na książkę, są adresowane do Imlaya, ale były one pisane z myślą o umieszczeniu ich w książce - autentyczne listy, których część jest dodana do książki w formie apendyksu, są znacznie krótsze, bardziej osobiste i bardziej rozdzierające. Mary nie potrafiła przestać o nim myśleć, choć w podróży odkryła niezwykłą więź łączącą ją z córką i przyznała, że nie wie, jak mogła myśleć o porzuceniu jej. Z trudem przychodzi jej jednak pogodzenie się z tym, że nigdy nie zrealizuje planów wyjazdu z ukochanym do Szwajcarii zaraz po powrocie z Danii. Faktycznie, Imlay nie czeka na nią w Hamburgu, tak jak obiecał, i Mary załamana i zdenerwowana wraca natychmiast do Anglii, zaś jej książka kończy się dość niespodziewanie.

Niczym nie umniejsza to jednak jej wartości. Mary Wollstonecraft okazała się rewelacyjną reporterką. Jej obserwacje są fascynujące, miejscami zabawne, znacznie bardziej wciągające, niż się spodziewałam. Obserwuje ona nie tylko przyrodę, ale przede wszystkim ludzi zamieszkujących surowy krajobraz. Wszystkiemu się dziwi - temu, jak wszyscy grzeją w domach nawet w środku lata i nigdy nie otwierają okien, jak kobiety nigdy nie spacerują dla przyjemności, chociaż uwielbiają tańczyć, jak zepsute zęby mają wszyscy Skandynawowie i jak ich ubrania, miasta i nawet skały przesiąknięte są zapachem suszonych dorszy. Zastanawia się, czemu brak u nich zamiłowania do literatury i sztuki, porównuje poszczególne nacje, zachwyca się ich gościnnością i pięknym wyglądem jasnowłosych dziewcząt. Jest przy tym całkiem bezpretensjonalna, szczera i smutna, zawsze refleksyjna, zawsze otwarta na Inne. "Podróżni, którzy oczekują, że każda nacja będzie przypominać ich własną, powinni raczej zostać w domu", pisze Mary, prezentując postawę dość, jak na jej czasy, niezwykłą.

Po powrocie do Anglii Mary, jeszcze raz zawiedziona przez Imlaya, rzuciła się do Tamizy. Znowu cudem odratowana przez przypadkowego wioślarza, trafia pod opiekę innej pisarki, Mary Hays, która przedstawia ją znanemu filozofowi i pisarzowi. Godwin napisał o listach Mary z podróży po Skandynawii: "Jeśli kiedykolwiek jakaś książka została napisana tak, aby czytelnik zakochał się w jej autorce, wydaje mi się, że jest to ta książka". Zgodnie ze swoimi słowami, Godwin oświadczył się Mary, i wbrew swoim wcześniejszym deklaracjom, że nigdy się nie ożeni, poślubił ją w marcu 1797 roku. Małżeństwo to wywołało pewien skandal - Mary miała przecież nieślubne dziecko i powszechnie znany romans na koncie. Mary i William żyli zresztą dość niekonwencjonalnie, utrzymując dwa domy. Ich pożycie nie trwało jednak krótko. Już w sierpniu tego samego roku Mary urodziła kolejną córkę i zmarła krótko po porodzie. Jej córka, Mary, poślubiła Percy'ego B. Shelleya i napisała "Frankensteina".

Oprócz "Listów...", Mary Wollstonecraft napisała także powieść "Mary: A Fiction". Najbardziej znana jest ze swoich esejów, jednak jej mały zbiór listów nie powinien zostać zapomniany. To prawdziwy klejnot literatury podróżniczej, miejscami może staroświecki, nigdzie jednak nie trącący myszką. Oprócz bardzo dobrego wydania w serii Oxford World's Classic, można go bez problemu dostać w formie darmowego ebooka, np. tutaj i tutaj. Polskiego tłumaczenia niestety nie ma.

Tym wpisem mam zamiar wprowadzić kolejną serię na blogu (jakoś mnie naszło ostatnio na cykle), która właściwie już jakiś czas temu została nieoficjalnie zaczęta, a mianowicie cykl wpisów o pierwszych pisarkach. Siłą rzeczy, ponieważ znam się na literaturze angielskiej, będzie głównie o pisarkach angielskich, ale mam nadzieję, że nie tylko. Nie obiecuję regularności, ale wydaje mi się, że tak wiele zawdzięczamy tym kobietom, które dwieście-trzysta lat temu nie zważając na nic chwytały za pióro i pisały wbrew wszystkim przeciwnościom, że warto o nich pisać i warto je czytać. I oczywiście, jako że jest to blog, a nie encyklopedia, notki będą subiektywne, wybiórcze i nieprzewidywalne;) Ale może kogoś zachęcą do lektury, a mnie na pewno zmobilizują do przeczytania zalegających na pólkach powieści osiemnastowiecznych;)

piątek, 11 lutego 2011, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/02/11 12:11:21
Taka noc jest wspaniałym przeżyciem, nie tylko dla fotografa. Nie miałabym nic przeciwko temu, by sama jej doświadczyć, tego zmiennego światła, mgiełki, ustępującego chłodu, tych widoków... Cudo! Niemal mistyczne przeżycie.
Będę podczytywać Twój cykl, choć do tak starej literatury w ogóle mnie nie ciągnie i nie czytam jej. A powiedz, czy Mary znalazła ten statek? Coś mi się wydaje, że nie, ale może się mylę. I skąd ten statek płynął?
-
2011/02/11 12:13:47
Nie tracę nadziei, że Cię kiedyś jednak na te stare książki nawróce;) Statek się oczywiście nie znalazł. Generalnie na tym statku było srebro, które miało trafić do Francji, ale wtedy był zakaz kontaktów handlowych między Anglią a Francją i handlowcy próbowali ten zakaz obejść, na przykład szukając pośredników w Skandynawii.
-
2011/02/11 13:28:55
Bardzo obiecujacy cykl... Chodzilam kiedys na zajecia o wczesnych pisarkach z Nowej Anglii i zaskoczylo mnie, jak dobrze sie jej czyta. Czyzby przynajmniej w formie pisanej panie starzaly sie lepiej niz panowie? :)
-
2011/02/11 14:08:15
Padmo, nadzieja umiera ostatnia, jak to mówią :) Jak można tak zgubić statek? Może go ktoś skradł, porwał, może zatonął i srebro czeka gdzieś na dnie na odkrycie?
-
2011/02/11 14:42:27
Najprawdopodobniej kapitan go zdefraudował;) Ale fakt, że zrobił to tak bez śladu, budzi podziw;) Niestety, nie znam szczegółow, pamiętam tylko, że czytałąm, że był podejrzany, znaczy,że przeżył, czyli raczej nie zatonęli...

katasia_k - być może tak właśnie jest, chociaż taki Robinson Kruzoe nadal czyta się świetnie, więc panom też się zdarza;) Z drugiej strony, duża część tych powieści kobiecych traktuje o sprawach wciąż nam bliskich - miłość, miejsce w społeczeństwie, walka o swoje, intrygi, ploteczki, tajemnice - jeśli tylko nie jest koszmarnie napisane i pełne moralizatorskich wstawek, musi się czytać dobrze:)
-
2011/02/11 22:01:06
Padmo, z całym szacunkiem, ale ślub Mary i Godwina nie mógł się odbyć w roku, który podałaś.

Książka mnie zaciekawiła, dodam do list czekających na przeczytanie.
-
2011/02/12 00:37:01
No faktycznie, trudno by im było, to rok urodzenia mojego brata;) Już poprawiam, dzięki!:)
-
2011/02/12 02:32:08
No, zaczęłaś cykl rewelacyjnie. Będę wyglądać kolejnych wpisów. :)
-
2011/02/12 14:56:40
Bardzo się cieszę, że piszesz o tak mało znanych pisarkach w Polsce:) pozdrawiam serdecznie
-
2011/02/12 23:01:00
Bardzo mnie cieszy ten nowy cykl, wreszcie nadrobie braki w edukacji ;). A na dodatek kobiety piszace w tych czasach mialy z reguly niezwykla osobowosc, inaczej nie dalyby rady przebic sie przez wszystkie społeczne przesądy i konwenanse.
-
2011/02/13 20:38:39
Juz zaczelam na moim Kindelku. Wstep mnie kompletnie rozlozyl. Mam slabosc do kompletnie zbednych detali a moj mozg przypomina wielkie biuro rzeczy znalezionych wiec juz zawsze bede pamietala tego duchownego - nauczyciela Mary, ktoremu jedna para butow wystarczyla na czternascie lat....

Mary poniekad przypominala mi Lucy Maud Montgomery, te z pamietnikow. Nie wszyscy wiedza, ze jej zycie bynajmniej nie bylo uslane rozami, ze bylo pelne najrozniejszych zobowiazan i ciezarow, a mimo to pamieta sie glownie jej szczodra, impulsywna nature. Iluz ludzi kompletnie by zgorzknialo w takich warunkach - nastolatka zmuszona do pracy opiekunki u wyjatkowo wymagajacej staruszki, potem niezlomna starsza siostra, myslaca najpierw o wszystkich za ktorych jest odpowiedzialna - ale ona wciaz zachowala umiejetnosc spontanicznego zachwytu.
Listy tez emanuja jakas taka sila ducha.
Pamietam swoj zachwyt nad Pozegnaniem z Afryka - Karen i jej otwartosc wobec Innosci, prawdziwa tolerancja, nie to tanie slowo wytrych, ktorym sobie wszyscy dzisiaj wycieraja usta. Wiec czytam jak na szpilkach "co bedzie dalej"...
-
2011/02/13 23:40:56
selkie - też mnie to ujęło:) I masz rację, że te listy emanują siła ducha. Nie czytałam pamiętników Lucy Maud Montgomerry, bałam się, że są przepełnione zgorzknieniem i smutne, ale może to błąd? Jeśli są one jednak nie do końca depresyjne, to w końcu po nie muszę sięgnąć.
Co do "Pożegnania z Afryką", to faktycznie jest tu jakieś podobieństwo, chociaż trzeba przyznać, że Karen Blixen była wystawiona na trudniejsze próby, bo i kultura, z którą się mierzyła, była nieco bardziej odmienna. Podzielam Twój zachwyt, zresztą ta książka mnie ukształtowała w dużym stopniu. Mam nadzieję, że listy Mary Ci również przypadną do gustu!
-
2011/02/14 22:15:56
Jeszcze w liceum czytałem powieściową biografię Mary Wollstonecraft-Shelley (po angielsku), ale za Chiny nie mogę sobie przypomnieć ani tytułu, ani autora. Może ktoś mógłby mi pomóc? Co to mogła być za książka?
-
2011/02/14 22:51:48
snoopy - może Muriel Spark "Mary Shelley"? Ale to nie jest ta sama Mary, tylko jej córka. Jeśli chodzi o biografie Mary Wollstonecraft, znam i polecam "The Life and Death of Mary Wollstonecraft" aturostwa Claire Tomalin - nie jest zbeletryzowana, ale bardzo dobrze się czyta.
Z biografii Mary Shelley znalazłam też Dorothy Hoobler "The Monsters: Mary SHelley and the Curse of Frankenstein" (www.amazon.com/Monsters-Mary-Shelley-Curse-Frankenstein/dp/0316066400/ref=pd_sim_b_1) i Anne K Mellor "Mary SHelley: Her life, her fiction, her monsters" (www.amazon.com/Mary-Shelley-Life-Fiction-Monsters/dp/0415901472), może to któraś z tych?
Ja natomiast mam na swojej liście życzeń książkę Janet Todd, którą to autorkę można polecać w ciemno, "Death and the Maidens: Fanny Wollstonecraft and the Shelley circle" - opowieść o Fanny, córce Mary Wollstonecraft, którą wspominam w swoim wpisie - to właśnie ją, 13-miesięczną wówczas, Mary zabrała w podróż po Skandynawii. Fanny popełniła samobójstwo w wieku 21 lat. Żyła w otoczeniu samych sław - jej ojczymem był filozof William Godwin, przyrodnią siostrą Mary, później Mary Shelley, blisko z nimi związani byli Byron i Shelley. Gdy Mary uciekła z Percym Shelley, Fanny popełniła samobójstwo. Ta książka opowiada o niej, jak również o innej kobiecie, która popełniła samobójstwo w tym samym roku - młodziutkiej pierwszej żonie Percy'ego - Harriet. Łamię się od jakiegoś czasu, czy sobie tę książkę zamówić, i pewnie niedługo się złamię;)
-
Gość: grazziella, *.centertel.pl
2011/02/17 10:28:25
Już wkrótce będzie można przeczytać "Wołanie o prawa kobiety" po polsku prababki.blogspot.com/ Nareszcie!:-)
-
2011/02/17 10:40:02
Bardzo ciekawy projekt, dziękuję za link! Trochę szkoda, że tłumaczenie będzie wykonywane przez kilka osób, to zwykle odbija się na jakości, ale dobrze, że w ogóle będzie:)
-
2011/02/23 22:35:38
Kurczę! Mam twardy orzech do zgryzienia. Raczej nie jest to żadna z podanych przez Ciebie książek. Szperam po internecie i póki co nic mi nie pasuje. Nie wiedziałem zresztą, że tego jest aż tyle. Będę jeszcze szukał i jak znajdę to dam znać. Dzięki za pomoc.



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...