Blog > Komentarze do wpisu

Zamiast szkoły

   Każdy rodzic chyba obawia się tego momentu, w którym jego dziecko zmieni się w nastolatka. Zatrzaśnie za sobą drzwi do pokoju i do swoich  myśli, a my będziemy już tylko mogli bezradnie przyglądać się z boku. A co, jeśli będzie chciało zmarnować sobie życie? Co, jeśli pewnego dnia wpadnie w złe towarzystwo, albo na przykład przyjdzie i powie, że nie pójdzie już więcej do szkoły?

David Gilmour, dziennikarz i krytyk filmowy, zastosował bardzo niekonwencjonalne i raczej kontrowersyjne rozwiązanie. Uprzedzając fakty, w chwili gdy jego piętnastoletni syn Jesse powiedział, że nienawidzi szkoły, zaproponował mu niecodzienny układ. Jesse może rzucić szkołę, nie musi pracować, ale pod dwoma warunkami - nie sięgnie po żadne narkotyki, i będzie oglądał wraz z ojcem trzy filmy tygodniowo. To będzie jego cała edukacja.

Jesse oczywiście przystaje na to z chęcią, aczkolwiek z pewnymi obawami, i tak zaczyna się trzyletnia przygoda ojca i syna, przygoda, podczas której nie tylko obejrzą dziesiątki filmów dobrych i złych, przedyskutują zagadnienia typu francuska nowa fala czy też charyzma Clinta Eastwooda, ale przede wszystkim przejdą przez bardzo bolesny proces dojrzewania Jesse'ego. Czas, który spędzą razem, okaże się czasem bezcennym, czasem, w którym ojciec nauczy się sporo o własnym synu i o sobie samym. Opowieść ojca to bowiem nie tylko opowieść o dojrzewającym nastolatku, ale także o byciu rodzicem, o rozterkach i obawach, że właśnie łamiesz swojemu dziecku życie, że na skutek twojej decyzji skończy on w rynsztoku. Gilmour jest względem siebie bardzo krytyczny - stracił właśnie pracę i nie potrafi odnaleźć swojego miejsca, zamiast biadolić, skupia się jednak na synu, i z niezwykłą delikatnością i wyczuciem próbuje pomóc mu przejść przez rozterki wieku młodzieńczego.

A jest w czym pomagać. Jesse przeżywa bardzo boleśnie rozstania z kolejnymi dziewczynami, łamiąc obietnicę daną ojcu bierze kokainę, obraca się czasem w dość szemranym towarzystwie. Ojciec nie poddaje się jednak, wytrwale dobiera filmy, które mogą coś wskazać, sprowokować do dyskusji, uleczyć złamane serce, i cierpliwie wysłuchuje, doradza, a nawet usuwa się po prostu na bok, gdy jest to konieczne.

I tak książka, po którą sięgnęłam ze względu na intrygujący pomysł edukacji przez oglądanie filmów, okazuje się subtelnym i intrygującym portretem ojca i syna, mądrym i pełnym czułości. Daje nadzieję, że da się utrzymać więź z dorastającym, trudnym dzieckiem, i podsuwa ciekawe pomysły na wspólne spędzanie czasu. A i wiedzy filmowej w niej nie brakuje - wielu filmów, które David ogląda z Jesse'em, nie znam, i z ciekawością je obejrzę. Jego zachwyt nad pewnymi filmami, aktorami i scenami staje się zaraźliwy, aż ma się ochotę czym prędzej sięgnąć po klasykę kina i obejrzeć kilka dawno nie widzianych obrazów. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to może chciałabym o tych filmach dowiedzieć się trochę więcej - dlaczego właśnie te, a nie inne zostały wybrane, i skąd w ogóle wziął się tak niecodzienny pomysł. Jednak książka raczej zyskuje na tym, że przesadnie na kinie się nie skupia, zostawiając czytelnikowi pole do dalszych lektur i studiów. Zamiast wykładu z historii filmu dostajemy prowokującą, ale i optymistyczną opowieść o relacjach w rodzinie, o szukaniu drogi do siebie za pomocą czynności tak zwyczajnej, a jednak niezwykłej.

Moja ocena: 4,5/6

niedziela, 17 kwietnia 2011, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/04/18 00:22:31
Bingo! Rzadko mi się to zdarza: przeczytałam całkiem niedawno i pisałam dziś o "Klubie filmowym" u siebie. Nie ma kolizji między naszymi odczytaniami. Podobnie jak Ty zastanawiałam się, czy nie odsłona filmowa nie mogłaby być pełniejsza. I jednak nie. Nie tylko ze względu na literackość książki i jej skupienie się na historii Jessego. jest w tym całkiem konkretna wskazówka jak mówić komuś młodszemu (dziecku, uczniowi) o tym, co nas pasjonuje, a co chcielibyśmy ofiarować wraz z bagażem naszych odkryć i odczytań. Gilmour uświadamia mi, że wcale nie trzeba za dużo mówić. Wystarczy umiejętnie podsunąć książkę czy film. Mniej znaczy więcej. Albo może znaczyć. Pozdrawiam.
ren
-
2011/04/18 08:33:13
O, zasadniczo nie czytam książek o wychowywaniu dzieci, ale ta ma smaczek specjalnie dla mnie. Z racji zainteresowania kinem mam dużą szansę znać większość z nich, jestem ciekawa jak je dobrał i co chciał przekazać nimi synowi. A teraz lecę do Tamaryszka przeczytać co o niej napisała ;)
-
2011/04/22 18:55:12
wow, filmy to moja druga pasja wiec z przyjemnoscia poszukam tej ksiazki, dziekuje!



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...