Blog > Komentarze do wpisu

Dryft

   Recenzję tej książki pisałam już kilka miesięcy temu dla Archipelagu. Okazuje się, że jest to jedna z powieści, które wytrzymują próbę czasu, bo nadal mam ją w pamięci ze szczegółami, dlatego chciałam, aby zaistniała także na blogu. Może dlatego, że tło wydarzeń jest dokładnie takie, jak lubię - mała wioska na wybrzeżu Irlandii, dzikie wybrzeże i ocean, wyrzucający na brzeg przeróżne przedmioty. Nie wiadomo, co fala przyniesie ze sobą, na brzegu leżą zarówno rzecz drobne, zniszczone i zapomniane, jak i niegdyś opłakiwane pamiątki cudzej przeszłości.

Bohaterka powieści, Lara, ma co opłakiwać. Ostatnie kilka lat spędziła w Ameryce Południowej, stale przenosząc się z miejsca na miejsce. Koczowniczy tryb życia prowadziła z mężczyzną, którego kochała i z synkiem. Pewnego dnia jednak, na gwarnym targowisku w Brazylii, rączka synka niepostrzeżenie wysunęła się z jej dłoni i zanim Lara zorientowała się, co się stało, chłopczyk znikł. Zrozpaczona matka desperacko przemierzała kontynent, szukając go, aż wreszcie, złamana i pozbawiona nadziei, wróciła do rodzinnej Irlandii.

Lecz i tutaj dopadają ją wspomnienia, zarówno te z ostatnich kilku lat, jak i wcześniejsze, sprzed wyjazdu. Lara spotyka mężczyznę, którego kiedyś z wzajemnością kochała, a który teraz jest mężem jej kuzynki. "Dryft" nie jest jednak tanim romansidłem i choć dawne uczucie ponownie się odezwie, to jednak nic nie będzie takie jak wcześniej, i nic nie będzie takie, jak czytelnik się spodziewa.

Gillece składa swoją opowieść z okruchów, drobiazgów wyrzucanych na brzeg przez fale, i prowadzi ją zaskakująco miękko i płynnie. Swój głos zyskują poszczególni bohaterowie dramatu - Lara, jej dawny ukochany Christy i jego żona Sorcha. Każda z tych opowieści tak samo przykuwa uwagę i wszystkie są tak samo nieprzewidywalne.

Wciągająca, delikatna powieść, słusznie nagrodzona European Union Prize for Literature. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, zajrzyjcie do ostatniego numeru Archipelagu (polecam oczywiście cały magazyn!), zaś jeśli zachęciłam Was do lektury, to Wydawnictwo Stopka ufundowało dla czytelników Miasta Książek jeden egzemplarz. Aby go otrzymać, należy w komentarzu odpowiedzieć na pytanie: 

Dlaczego niewielkie miejscowości na pustkowiu tworzą tak sugestywne tło literackie?

Jedna z odpowiedzi zostanie nagrodzona egzemplarzem "Dryftu". Macie czas do środy do godziny 20, zapraszam do zabawy!

Update: Jako że książka będzie mogła być wysłana dopiero za tydzień, przedłużam czas trwania konkursu do kolejnej środy!

poniedziałek, 10 września 2012, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/09/10 15:07:24
To ja bardzo chętnie, w takim razie będę pierwsza:)
Uwielbiam te małe mieścinki i domy na pustkowiu, bowiem ze względu na brak całej hałaśliwej otoczki wyostrzają wszystkie zmysły. Można wówczas delektować się ciszą, krajobrazem i akcją powieści. To w przypadku tych sugestywnie napisanych powieści. Pustkowia nadają powieści pewien dreszczyk, często dreszczyk grozy. Wywołują również pewną pozorną tęsknotę. Tęsknotę za takim miejscem właśnie, z dala od hałasu, zgiełku i wszelkiego blichtru. Miejsca, w którym bez skrępowania można by zapomnieć o całym świecie.
-
2012/09/10 18:10:56
Jak to czemu? To jest ta sama fascynacja co w czasach Młodej Polski, kojarzycie, "wszyscy żeńmy się z chłopkami, są takie proste i naturalne", po prostu zachwyt nad sielskością, naturą.
-
Gość: Ola, *.elblag.vectranet.pl
2012/09/10 20:26:53
Bardzo lubię powieści, w szczególności kryminały dziejące się w małych miasteczkach, takich jak Fjällbaka w serii Camilli Läckberg, Olandia Johana Theorina, czy Ystad Henninga Mankella. Tu niby wszystko jest oczywiste - wszyscy się znają, panuje spokój, a zdarzenia toczą się utartym torem. Tak jest tylko do czasu, gdy coś ten spokój zakłóci... Wtedy zwykle wychodzą na jaw skrywane tajemnice, popełnione zbrodnie, sąsiedzkie animozje (szczególnie te z przeszłości). Lubię, gdy atmosfera w takich powieściach się zagęszcza, staje się nie do wytrzymania...po to właśnie, aby tajemnice wydobyć na światło dzienne, aby móc mocniej przyjrzeć się bohaterom. Czy byłoby to możliwe, gdyby akacja tych powieści toczyła się w dużych miastach?

Z chęcią przeczytam "Dryf" i pozdrawiam mamę autorki bloga, parę lat temu miałam niewątpliwą przyjemność uczestniczyć w prowadzonym przez nią kursie biblioterapii ;-)
-
Gość: Ola, *.elblag.vectranet.pl
2012/09/10 20:28:16
"Dryft", zjadło mi literę ;-)
-
2012/09/10 20:39:39
Tak mi na myśl przyszła "Tortilla Flat". Odkrył to już Steinbeck - małe miejscowości nie są nachalne, nie odciągają od sedna sprawy, są proste, nieskomplikowane, niewymagające, a ze wszystkim współgrają. Pozdrawiam
-
2012/09/10 20:49:05
Muszę przeczytać, a akurat wczoraj zamówiłam nową dostawę książek, więc ta będzie musiała poczekać:/
Dzięki, że nie zdradziłaś za dużo z fabuły!
-
Gość: Ewa, *.acn.waw.pl
2012/09/10 21:45:29
Otoczenie, gdzie wszyscy sie znaja, maja stwoje tajemnice, wsrod nadmorskiej przestrzeni, kilku chalup, lak i pastwisk. To idealne tlo dla ciekawej powiesci z wartka akcja :)
-
2012/09/11 00:05:27
niewielkie miejscowości na pustkowiu jako jedyne potrafią zmieścić nasz wielki bagaż doświadczeń, nieustannie pozostając maleńkimi.

elizabethgraps.blogspot.com
agnieszkam.19@wp.pl
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/09/11 07:56:09
Małe miejscowości, czy to nad Oceanem, czy z łąkami bezkresnymi wzbudzają nostalgie i tęsknotę.
Oszołomieni przestrzenią i ciszą, zatrzymujemy bieg myśli. Czas zwalnia. Wtedy odkrywamy, że przebywanie ze sobą sam na sam jest fascynujące.
-
2012/09/11 10:24:20
Odludne miejsca, małe miasteczka, ciche, niewielu mieszkańców - są jak czysta kartka, tylko poliniowana, do zapisania przez autora. Od niego zależy, czy zapisze ją gęsto, pośpiesznie, przetykając do tego rysunkami, czy też pieczołowicie wykaligrafuje kilka zdań, czy też zapełni ją jeszcze inaczej. Tyle możliwości! Wspaniałe tło.
-
Gość: Ada, *.tge.pl
2012/09/11 11:12:12
Mała miejscowość na pustkowiu i jej kilku mieszkańców. Jacy są? Dlaczego nie wyjechali? Skąd wrócili? Co im się nie udało? Przed czym uciekli? Skrywają jakąś tajemnicę, czy ukrywają jej brak? Najzwyczajniejsi w świecie. A może wyjątkowi? Mierzą się z bezkresną przyrodą, czy czepią z niej siłę? Świat jak w kropelce wody: niedostrzegalny, a nieskończony. Nas tam nie ma. A może chcielibyśmy być?....
-
Gość: Basia, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/09/11 12:19:09
Przeciętnemu czytelnikowi, zmęczonemu tempem życia w wielkim mieście marzy się przeprowadzka na prowincję. Życie w małej miejscowości, odciętej od reszty świata wydaje się łatwe, proste spokojne i przewidywalne. Taki mikro świat określony przez odwieczny porządek natury, w którym ludzie żyją swoim rytmem i tradycją. Do tego dochodzą zwykłe rekwizyty - wzgórza otaczające miejscowość, doliny, koniecznie jakiś zbiornik wodny; rzeka, jezioro, ocean, choćby jakiś staw, malownicze góry. Czasami przestrzeń krajobrazową tworzy dzika kraina lesistych wzgórz, bagien i moczarów. Mamy zwykle do czynienia z plejadą osobowości, pojawiają się dziwni, oryginalni ludzie, a czytelnik ma możliwość zżycia się ze wszystkimi mieszkańcami.
Powtarzalny repertuar zachowań dyktowany przez przyrodę, tworzenie tradycji specyficznej dla danej społeczności, wzajemne zrozumienie, powszechna życzliwość, pomoc w momentach trudnych, a naturalne żywioły powodują (tornada, burze, zamiecie, lawiny, etc.), że ludzie często są zdani wyłącznie na siebie, muszą sobie pomagać i polegać na sobie - to powoduje, że życie w takim otoczeniu wydaje się atrakcyjne i nad wyraz pociągające istna kraina powszechnej szczęśliwości.
I nagle w tej arkadii pojawia się zło. Wówczas okazuje się, że pod bardzo cieniutką przykrywką poprawności, dobroci, nawet przyjaźni w tyglu wrą emocje i namiętności, niekoniecznie pozytywne. Odżywają dawne zmory, pojawiają się animozje i okazuje się, że świat ten ani sielski ani anielski. Napięcie potęguje fakt odcięcia od reszty świata i dystansowania się od obcych z zewnątrz tego zamkniętego kręgu. Jean Cocteu powiedział, że w dużym mieście można więcej zobaczyć, a w małym więcej usłyszeć i coś w tym jest...
-
Gość: Dosia, *.leon.com.pl
2012/09/11 14:22:15
Na początku chciałam serdecznie pozdrowić Autorkę bloga (proszę tylko nie uznać tego za próbę przekupstwa!). Blog rzeczywiście wspaniały, inspirujący i przede wszystkim zachęcający do czytania, co w XXI wieku powinno być nagradzane! Oj, nie ma to jak szelest kartek...
Dlaczego niewielkie miejscowości na pustkowiu tworzą tak sugestywne tło literackie? Cóż, pewnie dlatego, że nasza wyobraźnia ma wspaniałe pole do popisu. Stajemy się wówczas w pewnym sensie malarzami, z liter tworzymy obraz. Im bardziej tajemniczo, tym lepiej, zwłaszcza że często takiego miejsca nie da się oswoić, żyje własnym życiem, posiada swoja harmonię, rytm, zapach i smak. Zresztą samo słowo "pustkowie" jest przecież tak naładowane emocjami, a poza tym najbardziej kusi to, co nieznane, nieodgadnione, nieokiełznane...
Pozdrowienia dla czytelniczek i czytelników!!!
-
2012/09/11 17:51:20
Wracam kolejny raz, by wziąć udział w konkursie :-)
Niewielkie miejscowości na pustkowiu tworzą sugestywne tło literackie, ponieważ w takich warunkach człowiek ma znaczenie. Wszyscy znają wszystkich i ktoś zawsze obserwuje rzeczy, o których myślimy, że poza nami nie wie o nich nikt. Każda porażka, jak i każdy sukces nabierają wartości. Pojedyncze życie ma znaczenie. Nic nie ginie w przyrodzie, może jedynie pozostać uśpione na lata.
Czytelnika, szczególnie wielkomiejskiego, takie tło literackie fascynuje. Można poczuć się urzeczonym atmosferą intymności, a jednocześnie w duchu cieszyć się własną anonimowością. Nie sposób jednak przejść obok tych uroczych, czasem strasznych małych miasteczek obojętnie.
-
Gość: paulina, *.cpe.ge-0-1-0-1104.raanqu1.customer.tele.dk
2012/09/11 22:53:35
Tak się składa, że mam aktualnie możliwość przebywania w jednym z takich miejsc... mogę to pustkowie "odczuć" na własnej skórze. Morze, las, spokój, cisza. Wydaje się być to wręcz idealnym otoczeniem, gdzie możemy odetchnąć, odciąć się od miejskiego szumu. I tak właśnie jest ale tylko na chwilę... po dłuższym czasie jednak czegoś zaczyna brakować, wyobraźnia zaczyna szukać innych wrażeń, a może nie tylko wyobraźnia... I właśnie mimo pozornego spokoju może dziać się tutaj wszystko. Siedząc teraz i słuchając szumu drzew czuję wręcz to drugie dno... a resztę pozostawmy autorom:)

pozdrawiam
badziak_p@interia.pl

-
Gość: Szuszug, 82.177.252.*
2012/09/12 10:31:11
Ja tak poza konkursem - bo książkę już zamówiłam.
Małe miejscowości są jak scena w teatrze z oszczędną scenografią - reflektory skierowane na aktorów. Czytelnik szybko się z tą scenografią zaznajamia, przyzwyczaja i w końcu - czuje się jakby mieszkał tam sam. Zna topografie, wie dokładnie, jak dojść od domu bohatera na pocztę czy do domu doktora X. Trochę jak na urlopie. W moim przypadku wrażenie urlopu potęguje jeszcze fakt, że mieszkam w dużym mieście, więc marzę o małych spokojnych miejscowościach, gdzie nikt nie jest anonimowy, gdzie jest cicho i spokojnie.
Mała miejscowość jest próbówką z przygotowanym materiałem do badań - ograniczona liczba postaci. Można na takiej małej grupie analizować zarówno zachowania społeczności, można wziąc pod lupę konkretne postacie i przyjrzeć im się z bliska. Uświadomić sobbie, że każdy człowiek jest sam w sobbie ogromnym niezbadanym lądem.
-
2012/09/12 13:14:14
Budzi w nas lęk. Czy na pustkowiu znajdziemy kogoś, kto nam pomoże. Jak można przeżyć choćby jeden dzień bez wygodnej, wielkomiejskiej anonimowości. Każdy grzech jest zapisany w czyjejś pamięci. Prawda wychodzi na jaw w najmniej spodziewanym momencie. Strach to idealne tło dla przykucia uwagi czytelnika.
-
Gość: jola88, *.cdma.centertel.pl
2012/09/12 14:33:59
Malownicze pustkowia czarują, roztaczając swoisty urok, ale nie przytłaczają czytelnika. Wspaniale kontrastują z błyskotliwą historią malowaną przez autora, eksponując ją i nadając jej wyrazistości. Wyobraźnia pisarza oraz jego zdolności twórcze otrzymują niezwykle cenną podwalinę do osadzenia na niej opowieści cieszącej zarówno samego twórcę, jak i najbardziej wymagających odbiorców. Przykładem jest historia utkana przez Anne B.Ragde w powieści "Ziemia Kłamstw"; maleńkie Byneset, pięknie położone nad fiordem i saga rodzinna, przy czytaniu której "włosy stają dęba".
-
Gość: Sesolello, *.multi-play.net.pl
2012/09/16 15:40:02
Niewielkie miejscowości to taki świat w pigułce, jak na dłoni, można sobie różne socjologiczne dywagacje snuć, mając wrażenie, że ogarniamy wszystko. Bo wiadomo miasto to chaos, modernistyczny potwór i postmodernistyczny labirynt. Ja osobiście najbardziej lubię historie o internatach i szkołach gdzieś a odludziu (Tajemna historia i Harry Potter ex aequo). Tradycja literacka tez swoją rolę w tym gra, teraz akurat najchętniej się objawia we wszystkich tych skandynawskich kryminałach gdzieś daleko na północy a z drugiej strony mamy wysyp opowieści o urokliwych domkach na prowincji i przemiłych ludziach zamieszkujących te osady. Ja chyba wolę tę mniej naiwną, kryminalna wersję, o czym pisała już Anna Fryczkowska w "Kobiecie bez twarzy". Chociaż kto nie chce raz na jakiś czas oderwać się od swego życia i wyemigrować na zagubioną wyspę :) A w temacie Dryftu to książka nieważne o czym by była- ale z taką okładką przeczytam ją na pewno :) A Tobie Padmo- jeśli jeszcze nie czytałaś- polecam "Kroniki portowe" Annie Proulx- bardzo w temacie.
-
Gość: aaggaa, *.96.228.15.tvksmp.pl
2012/09/16 20:33:55
To sceneria, którą przyciąga nas, jak magnes, jak nostalgiczny wzrok za mijanymi z okien samochodu miasteczkami. (Dzięki włodarzom za brak autostrad i obwodnic :)) Czytelnik lubi wejść w świat bohatera, dlatego im jest on mniejszy, tym lepszy. Może to być kuchnia "Kuchnia Franceski", sklep z włóczkami "Piątkowy klub robótek ręcznych" lub właśnie mała miejscowość (ja zaczęłam od Władysławowa w "Spotkaniu nad morzem", a ściślej od domu, który nawet miał nazwę - Pisanka). My czytelnicy szybko przeprowadzamy się tam na kilka wieczorów. Szybko zaprzyjaźniamy się z bohaterem i nawet wydaje nam się, że pitą właśnie herbatę, pijemy właśnie z nim. To daje nam poczucie jedności, a więc atrakcyjności fabuły. Z drugiej strony pustkowia i te zimne skandynawskie, i te ciepłe południowe, dodają pewnej tajemnicy i egzotyki. A jeszcze do tego mała miejscowość... tajemnica, solidarność i wykluczenie, wielopokoleniowość, ekscentryczność. To musi przyciągnąć.
PS Kilka tygodni temu długo stałam na granicy serbsko - węgierskiej. Z wysokiego autokaru obserwowałam ludzi w samochodach. Spali, jedli, oglądali coś na tabletach, szukali nerwowo dokumentów, rozmawiali, grali w łapki. W każdym samochodzie temat na książkę. Czyż ograniczenie miejsca, ale z perspektywą dalszej przestrzeni (tu Węgry:)) nie jest piękne i nie pobudza wyobraźni?
-
2012/09/16 20:52:37
...bowiem siada sie na przyzbie i snuje opowiesc. Plynie ona wolno i leniwie odmierzana obrazami por roku przesuwajacymi sie przed oczami niczym film. Cykl przewidywalny. A w taki wlasnie cykl latwo jest wplesc to co niewytlumaczalne, dziwne, inne; to czego sie nie spodziewamy...
-
Gość: wyspa, *.mobius.fr
2012/09/17 07:37:21
Zdala od miejsciego halasu, tlumow wszechobecnych i nieustannego pospiechu, czyli w malych miescowosciach na pustkowiu, zyje sie inaczej. Dni tocza sie czesto w/g kalendarza przyrody, spokojnie , bez pospiechu. Rytynowe zajecia wypelniaja mieszkancom prawie caly dzien. Ludzi jest tu nieduzo, wiec prawie codziennie spotykamy te same osoby. Przygladamy im sie coraz blizej i blizej i nietrudno jest odkryc jakies wstydliwe tajemnice, sekrety schowane przed swietem od dawna...Ciekawosc rosnie, atmosfera staje sie gesta, a my, czytelnicy, nie mozemy przerwac lektury i dopiero nad ranem zamykamy ksiazke po przeczytaniu slowa koniec. Ale to wcale nie koniec, bo we snie odwiedzaja nas pozegnani przed chwila bohaterowie, a historia toczy sie dalej.....



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...