Blog > Komentarze do wpisu

Pisarz, mąż, kochanek...

Gdy myślimy o żonach wielkich pisarzy, często wyobrażamy je sobie jako muzy, uwielbiane i czczone, będące natchnieniem i uwiecznione na wieki w literaturze. A przecież nie zawsze tak było. Najsłynniejszy poeta świata, William Szekspir, porzucił żonę i dzieci na wiele lat, a choć pod koniec życia powrócił do swojej małżonki, w spadku zostawił jej tylko łóżko. W dodatku drugie pod względem jakości.

Pisarze, poeci, artyści bywają zapatrzonymi we własne wnętrze egocentrykami. To zrozumiałe, w końcu ich byt zależy od tego, co powstanie w ich głowach, a praca jest niezwykle samotna. Czy u boku ekscentrycznego geniusza jest jednak miejsce dla żony? Jak wyglądało życie kobiet, które spędzały swoje dni w cieniu sławnego małżonka? Dzisiaj one też mogą być celebrytkami, przez sam fakt posiadania znanego męża czy partnera. Jednak sto czy dwieście lat temu, gdy rzeczywistość kobiet wyglądała zupełnie inaczej, życie u boku wielkiego pisarza mogło nie być sielanką. Zwłaszcza w wiktoriańskiej Anglii, w której główną rolą dla kobiety było doglądanie ogniska domowego. Zawsze piękna, zadbana, zrównoważona, pracowita i skromna, była „aniołem w domu” - we wszystkim ustępowała mężczyźnie i dbała o jego zadowolenie. Poniekąd znajoma wizja, lekko przerażająca – na szczęście dzisiaj nikt nie oczekuje od nas, abyśmy były idealne we wszystkim (choć same potrafimy sobie postawić poprzeczkę zbyt wysoko)…

Za tydzień będę mówiła na wykładzie o Dickensie – pisarzu wielbionym przez czytelników za życia i po śmierci, piszącym w nadludzkim  tempie, czytanym do dzisiaj. Oczywiście był żonaty. Książkę zainspirowaną postacią jego żony miałam na liście książek „do przeczytania” od 4 lat, czyli odkąd dostała nominację do Bookera. Przypomniałam sobie o niej, gdy wydano ją niedawno po polsku. „Dziewczyna w błękitnej sukience” Gaynor Arnold to zbeletryzowana opowieść o miłości, małżeństwie i rozstaniu, oparta na losach Dickensa i jego żony, choć ukrytych tutaj pod innymi imionami. Recenzje różne – lepsze i gorsze, ale skoro o Catherine Dickens wiem niewiele, to dlaczego by nie przeczytać?

Zanim otworzę książkę, wyszukuję najpierw jej portret w necie. Delikatne rysy twarzy, loki, lekko pochylona głowa, nieśmiałe spojrzenie. I zrobione wiele lat później zdjęcie mocno puszystej, ponurej matrony o apatycznym wyrazie twarzy. W młodości urocza, później lekko odpychająca, a zmiany w jej twarzy to coś więcej niż tylko upływ lat. Nie wygląda na to, żeby jej życie u boku sławnego małżonka było usłane różami.

Catherine w młodości

Catherine w wieku lat 37.

A wszystko zaczęło się tak pięknie. Dla młodego, nieco romantycznego i bardzo ekscentrycznie ubierającego się Karola, Catherine Hogarth nie była pierwszą miłością. Do szaleństwa zakochany w Marii Beadnell, został przez jej ojca, zamożnego bankiera, odrzucony jako niezbyt obiecujący kandydat do ręki ich córki – był ubogi, zaś jego ojciec miał na koncie wiele długów. Pocieszył się szybko, zakochując się w Catherine, której rodzice, choć równie zamożni, nie mieli obiekcji. Karol jawił im się jako czarujący, pełen życia młodzieniec, który w przyszłości mógł zostać poważnym dziennikarzem i literatem. Okres narzeczeństwa trwał długo, jako że Karol nie miał jeszcze stałego dochodu, i był z pewnością szczęśliwy dla obojga. Catherine stanowiła przeciwieństwo swojego narzeczonego, przez co w początkowym okresie wydawała się być jego dopełnieniem. Niezbyt błyskotliwa, uległa i łagodna, była uosobieniem wiktoriańskich cnót. Być może Karol takiej właśnie żony pragnął – nie partnerki, która dorównałaby mu intelektualnie, lecz cichej towarzyszki, ładnie wyglądającej i nie oczekującej zbyt wiele. W tej epoce mężczyzna musiał mieć żonę, olśniewające muzy jednak nie były w cenie.

Niewątpliwie młodzi byli na początku bardzo zakochani. Karol nazywa różnymi czułymi słówkami, jednak już w trakcie miodowego miesiąca większość czasu spędza osobno. Catherine nie podziela jego pasji do pieszych wędrówek, w dodatku Karol pochłonięty jest pracą nad „Klubem Pickwicka”, i tak schemat ich dni zostaje ustalony – on przemierza pieszo całe kilometry, a następnie pisze, ona zajmuje się domem. Błyskawicznie zachodzi też w ciążę – temperament seksualny jej męża da jej się jeszcze nie raz we znaki.

Pierwsze kłopoty pojawiają się wraz z pierwszym dzieckiem. Catherine cierpi na depresję poporodową, u męża jednak nie znajduje wsparcie. Dzieci będzie jeszcze sporo – łącznie Catherine urodzi dziesiątkę zdrowych, i każdą kolejną ciążę będzie przyjmowała z coraz większą niechęcią i lękiem. Nie jest w tym zresztą odosobniona – po pierwszej trójce Karol także ma dość dzieci. Drażnią go zwłaszcza chłopcy, chociaż gdy są niemowlakami, znajduje dla nich trochę serca, jednak gdy tylko trochę podrosną, zostaną poddani bezlitosnemu musztrowaniu. O kolejne ciąże obwiniania jest Catherine, która w dodatku nie potrafi sobie poradzić z wychowaniem takiej gromadki. Aby wspomóc ją w trudnych chwilach, rodzice przysyłają jej młodszą siostrę. Piętnastoletnia Mary stanie się dla rodziny Dickensów zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Gaynor Arnold potrafi snuć opowieść – pozornie niezbyt ciekawe i zdecydowanie nieszczęśliwe losy Catherine wciągają i fascynują. Historię poznajemy jej oczami, postać pisarza jest więc siłą rzeczy przedstawiona bardzo subiektywnie. Czytelnik mający jednak pewne pojęcie o życiu Dickensa może tak czy inaczej zacząć zauważać w pewnym momencie nieścisłości, a nawet przekłamania. Okazuje się, że kostium, w jaki autorka ubrała swoich bohaterów nie jest tylko zabiegiem kosmetycznym – zmieniając ich imiona, Arnold dała sobie przyzwolenie na ingerencję w ich biografię. Nie są to bardzo znaczące zmiany, ale jednak na tyle istotne, że poczułam potrzebę sprawdzenia wszystkich przedstawionych w powieści faktów. A że przy okazji Roku Dickensa ukazała się nowa biografia, pióra znakomitej pisarki i znawczynie epoki – Claire Tomalin, postanowiłam czym prędzej skonfrontować jej wizję ze zbeletryzowaną opowieścią Arnold. Zresztą, „Dickens: A Life” chciałam kupić od razu po jej ukazaniu się, ale że jest to taka cegła, którą prędzej mogłabym ogłuszyć kogoś, niż zmieścić ją do bagażu podręcznego, zrezygnowałam z natychmiastowego zakupu. Teraz nabyłam wersję na Kindle, przekonana, że przejrzę ją tylko i będę od czasu do czasu zaglądać, po czym usiadłam i przeczytałam całość od deski do deski!

Z porównania obu tych książek wyłania się fascynujący i całkiem niepodręcznikowy obraz tego wielkiego pisarza. Karol zauroczony młodszą siostrą swojej żony, wychodzący z nią na spacer, podczas gdy Catherine rodzi jego pierwsze dziecko. Niby kochający żonę, ale wyrażający publiczne życzenie, żeby pochowano go w jednym grobie ze szwagierką. Karol zapracowany, ogarnięty wręcz szałem twórczym, nie z powodu natchnienia, ale z lęku przed ubóstwem. Piszący dwie powieści jednocześnie, jedną rankami, drugą wieczorami, i tak codziennie. Karol rozpieszczający córki, ale chłodny i surowy dla synów, obrażający się na przyjaciół, ale też wybaczający. Coraz bardziej popularny, coraz zamożniejszy i coraz większy kobieciarz. Ponieważ mówimy o epoce wiktoriańskiej, trudno zarzucić mu fizyczną zdradę, jednak flirt, a nawet namiętne wyznania były na porządku dziennym. Publiczne wyznanie uczuć względem królowej Wiktorii mogło być traktowane jako uroczy żart, jednak związek z żoną szwajcarskiego bankiera, na której Dickens wypróbowywał swoje umiejętności hipnotyczne, wzbudzał wiele kontrowersji, doprowadzając zazwyczaj cierpliwą i wyrozumiała Catherine do szału. Trudno się dziwić – Karol spędzał całe noce w towarzystwie pani de la Rue, rzekomo poddając ją hipnozie celem uleczenia z uciążliwego bólu głowy. Jako że działo się to podczas rodzinnych wakacji we Włoszech, Catherine czuła się zaniedbana i poniżona.

O ile „Dziewczyna w błękitnej sukience” jest dość melancholijną i nastrojową opowieści, to biografia autorstwa Tomalin tętni życiem. Rozdział po rozdziale, nowe wątki są rozplątywane, prześledzone jest zarówno powstawanie kolejnych powieści, jak i stopniowe ochładzanie się stosunków małżeńskich aż do ostatecznego, okrutnego zakończenia czegoś, co niegdyś było romantyczną miłością. Pewne przekłamania w powieści Arnold mogą razić, zresztą portret samej Catherine jest moim zdaniem mało wiarygodny – zbyt łatwo zmienia się ona w silną i niezależną kobietę, nie przejmującą się opinią innych. Za to jej obraz samego Dickensa jest świetny, wielostronny i żywy. Okrutny i nieczuły, być może także niewierny mąż, obserwowany przez lata oczyma wciąż wiernej i mimo wszystko lojalnej i kochającej żony – obraz to bardzo niedzisiejszy i bardzo poruszający.

Polecam więc obie książki – powieść Arnold dla tych, którym nie przeszkadzają niewielkie zmiany faktów i którzy lubią historię w formie zbeletryzowanej. Dla tych jednak, którzy chętnie sięgają po biografie, książka Tomalin powinna być jeszcze ciekawsza. Niech was nie przeraża jej objętość – ja przeczytałam ją dużo szybciej niż „Dziewczynę w błękitnej sukience”. Nie ma w niej dłużyzn, nie ma nawet zbyt wiele informacji pobocznych, takich jak tło historyczne. Jest po prostu Dickens – pisarz, mąż, kochanek, pracoholik, fascynujący człowiek.

Moja ocena:

„Dziewczyna w błękitnej sukience”: 4.5/6

„Dickens: A Life”: 6/6

 A jako kolejna czeka na lekturę "Sekretna kochanka Dickensa", również autorstwa Claire Tomalin, o kobiecie, która nie znalazła swojego miejsca w tym tekście, bo zasługuje chyba na oddzielny:)

wtorek, 11 grudnia 2012, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/12/11 22:50:54
No, no, no... Biografię Dickensa kupiłam jak tylko ukazał się paperback, książka Arnold od dawna usycha na półce... Świetne jest takie połączenie prawdy i fikcji literackiej, a zwłaszcza, kiedy obie ksiązki tak smakowicie opisujesz. Z utęsknieniem czekam na wolne dni, muszę wreszcie przerwać marazm twórczo-czytelniczy i wziąć się do czytania wszystkich książek odkładanych na potem...
Padmo, znowu mnie nakręciłaś!!
-
2012/12/11 23:05:23
Czasem potrzebny jest właśnie taki impuls - czyjaś zachęta, przypadkowe zerknięcie na książkę kurzącą się na półce, wykład next week;) Ja ostatnio mam same takie olśnienia, kończę jedną książkę, i zamiast brać coś ze stosika, który jest do przeczytania "na teraz", podchodzę do regału i nagle coś mam w ręce:) Kolejna książka, która się tak właśnie sama do czytania wepchnęła, pochodzi z naszej ulubionej piwnicy i też swoje odczekała:) W bocznej szpalcie ją widać:)
-
Gość: Ewa, *.dynamic.chello.pl
2012/12/11 23:06:38
A czy ta biografia napisana jest w trudnym języku? Na jakim jest poziomie?
-
2012/12/11 23:12:36
Ooooo...!Czekam na sprawozdanie. Tudzież z kolejnej Tomalin. Ja obecnie robię się coraz bardziej głodna, podczytując "O ziemiańskim świętowaniu"...
-
2012/12/11 23:24:38
Tomalin pisze moim zdaniem prostym językiem - oczywiście coś może się trudniejszego zdarzyć, ale nie wydaje mi się zbyt trudna. Można ściągnąć zawsze próbkę wersji na Kindle z Amazona, nawet jeśli nie masz Kindle, możesz przeczytać próbkę na komputerze i sprawdzić, czy dasz spokojnie radę:)
-
2012/12/11 23:25:13
dabarai - oj, ja wieczorami takich książek wolę nie czytać;)
-
2012/12/11 23:26:37
Toż właśnie... Za to aż się robi przyjemnie, a i nastrój świąteczny coraz bardziej...!
-
2012/12/12 00:36:56
A ja właśnie czytam "Drooda" i jak zobaczyłam tytuł posta, od razu skojarzyło mi się z Dickensem, choć przecież nie on jeden pisarz, mąż i kochanek :) Po wszystkich tych lekturach o Dickensie polecam Simmonsa. Niby fantastycznie i z innej strony (to opowieść Wilkie Collinsa o okresie z życia Dickensa po wypadku pod Staplehurst), ale w końcu o tym samym człowieku i z tego, co poczytałam u Ciebie - całkiem trafnie.
-
2012/12/12 09:21:23
Czytałam/słyszałam ostatnio historię Tołstoja i żony. Biedna kobiecina rok za rokiem rodziła mu kolejne dziecko, poprawiała nocami jego rękopisy, martwiła się o byt a ten tylko zapraszał kolegów, prowadził dyskusję a koniec końców chciał cały swój majątek rozdać ubogim. Kobiecina nie miała lekko. Oj nie. I bądź tu żoną literata ;)

moc pozdrowień, Monika
-
2012/12/12 10:23:40
Epoka wiktoriańska nie była sprawiedliwa wobec kobiet. Ale na pewno była fascynująca. :)
-
2012/12/12 10:56:46
Padmo, z przyjemnością przeczytałam ten post! Bardzo lubię takie około literackie historie. Dziękuję!
-
2012/12/12 12:29:21
Biografia Dickensa - jedna z lepszy biografii jakie miała okazje czytać, polecam :)
-
2012/12/12 16:31:43
A ja polecam w temacie egzystencji żon znanych pisarzy "Pamiętniki Zofii Tołstojowej".

Stwierdzenie, że za sukcesem każdego mężczyzny stoi jakaś kobieta (i to w cieniu), nie jest tylko czczym sloganem...
-
2012/12/12 16:57:56
Czytalam biografie Katherine Mansfield autorstwa Tomalin i rzeczywiscie byla bardzo dobra. Duza empatia bez aroganckiego przekonania, ze "ja wiem lepiej co i dlaczego myslala w danym momencie".
Biografie Dickensa mam na oku od dawna, choc moj z nim zwiazek ma wzloty i upadki :)

W kwestii zon pisarzy zawsze mnie intrygowala Anna Iwaszkiewicz.
-
2012/12/12 20:44:35
selkie - dokładnie tak, jak piszesz - zero arogancji i przypisywania swojemu bohaterowi niczym nie uzasadnionych motywacji i uczuć. Czytałam też biografię Jane Austen pióra Tomalin i też jest świetna. Zaciekawiła mnie biografia Katherine Mansfield, będę ją miała na oku. A - z Dickensem też mam wzloty i upadki, ale generalnie go lubię, a do kilku książek mam ogromny sentyment.
O Annie Iwaszkiewicz nie wiem kompletnie nic:(

Małgorzata - dziękuję za polecenie, kiedyś coś czytałam o żonie Tołstoja, ale nie pamiętam tytułu - chyba coś innego. Faktycznie, to też bardzo ciekawa postać!

jula_sk - :)

Ola_83 - cieszę się, że Ci się podobało:) Ale najciekawsze historie z życia państwa Dickens pominęłam, żeby nie psuć nikomu przyjemności z lektury którejś z książek, więc polecam sięgnąć po nie:)

Zapiekanka kulturalna - tak naprawdę to chyba w żadnej epoce kobietom nie żyło się dobrze, teraz też nie jest idealnie, ale zdecydowanie lepiej niż niegdyś:)

the_book - no więc właśnie, ciężkie życie zdecydowanie miały. O żonie Tołstoja też kiedyś czytałam, faktycznie są podobieństwa z panią Dickens. Jeszcze inny spektakularny przykład to pierwsza żona Naipaula. Pozdrawiam również!

viv-onka - dziękuję za przypomnienie, kupiłam sobie kiedyś "Drood" i gdzieś upchnęłam, muszę tę książkę odnaleźć:)
-
2012/12/14 12:45:07
Przyłączam się do polecanki Drooda - też po tytule wpisu spodziewałam się recenzji tej powieści:) By dodatkowo zachęcić, tutaj napisałam o niej kilka słów:
ksiazki.wp.pl/rid,5473,tytul,Subtelna-groza-mistrzowskich-niedopowiedzen,recenzja.html
A sama zainteresuję sie przy okazji opisana przez ciebie pozycją - dzięki!
-
2014/12/17 16:40:41
Brytyjczycy mieli swojego Dickensa, a my Polacy - Miłosza. Polecam książkę Marii Nurowskiej "Sergiusz, Czesław, Jadwiga", która przypomina mało znany epizod biografii Czesława Miłosza - dramatycznie zakończony romans z młodości pisarza, będący jedną z przyczyn niechęci, jaką żywił dla późniejszego noblisty Sergiusz Piasecki.



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...