Blog > Komentarze do wpisu

Książki są niebezpieczne

Czytanie to niebezpieczne zajęcie. Nigdy nie wiadomo, dokąd zaprowadzi nas kolejna lektura. Każda kolejna książka może być tą, która zmieni nasze życie. Skłoni nas do wyjścia z próg i pójścia w nieznanym kierunku.

Ucząc literatury, spotykam się często z obojętnością, znudzeniem i brakiem zrozumienia ze strony studentów. To zresztą zrozumiałe - czytanie jest nie tylko niebezpieczne, ale i wymagające. Zabiera czas, wymusza samotność i skupienie. Prowokuje. Prowadzi w niebezpieczne zakątki. Od czasu do czasu jednak zdarzają się studenci, w których oczach znajduję zrozumienie. Których przeszywa ten sam dreszcz, jaki ja odczuwam, czytając Wielką Literaturę. Zastanawiam się czasem, jak książki, które czytamy, wpłyną na nich. W tym roku, po zajęciach o transcendentalistach amerykańskich, po czytaniu Thoreau i Emersona i wspólnym oglądaniu filmu "Stowarzyszenie umarłych poetów", który wciela w życie filozofię transcendentalistów, grupa studentów założyła swoje stowarzyszenie. Ich własne "Dead Poets Society", w ramach którego dzielą się wierszami, piosenkami, przemyśleniami. Jestem z nich dumna, a jednocześnie trochę się boję, że jak Thoreau któregoś dnia znikną w lesie. Bo czytanie jest niebezpieczne, zasiewa niepokój, rodzi idee. 

Po lekturze "Źdźbeł trawy" Walta Whitmana (kolejny wiersz, którym mieszam w głowach moich studentów), Sylvain Tesson, francuski pisarz i podróżnik, zapragnął zaszyć się na dłuższy czas w jakiejś samotni. Pięć lat później wyjechał nad Bajkał, by spędzić sześć miesięcy w drewnianej chacie, oddalonej o 500 km od najbliższego miasta, o 15 km od najbliższych sąsiadów. Wodę czerpał z przerębla, który musiał mozolnie wykuwać w lodzie codziennie od nowa. Zamiast prądu miał świece, zamiast łazienki banię, zamiast telewizora - okno na Bajkał. Na dworze minus trzydzieści, a on nago biegał po śniegu. Gdy zatęsknił za towarzystwem, zapakował na sanie śpiwór, jedzenie, łyżwy i "Marzenia" Rousseau i powędrował po zamarzniętym jeziorze, dając sobie trzy dni na dojście do chaty znajomego. A wszystko zaczęło się do książki. Sam pisze: "Tamtego październikowego dnia pięć lat temu, kiedy odkryłem Źdźbła trawy, nie wiedziałem, że ta lektura zaprowadzi mnie do syberyjskiej chaty. Niebezpiecznie jest otwierać książki."

Książka, którą napisał nad Bajkałem, jest równie niebezpieczna. Rodzi dziwną tęsknotę za ciszą, samotnością i prostotą. W końcu kto nie chce czuć się naprawdę wolny? A Tesson pisze tak:

Aby osiągnąć uczucie wewnętrznej wolności, potrzeba wielkiej przestrzeni i samotności. Do tego dodać panowanie nad czasem, kompletną ciszę, surowość egzystencji i wspaniały pejzaż wokół. Suma tych zdobyczy równa się życiu w chacie.

Jego życie nad Bajkałem jest, wbrew pozorom, proste. Godziny upływają na lekturze, pisaniu, obserwacji świata wokół siebie. Łatwo zaspokoić zwykłe potrzeby - las dostarcza drewna na opał, trzeba je tylko ściąć i porąbać, w jeziorze zaś jest pod dostatkiem ryb, trzeba je tylko złowić. Początkowo nie jest to proste, Tesson szybko jednak nabiera wprawy. O potrzeby wewnętrzne nie musi się martwić - ma książki i piękno świata wokół siebie. Książki odgrywają zresztą niebagatelną rolę w jego samotnym życiu. Ma ich około sześćdziesięciu, starannie wybranych. Podaje nam zresztą cały spis. Są tu książki innych pustelników, powieści, kryminały, eseje. Jest Robinson Crusoe i zainspirowany nim Piętaszek Tourniera. Są Marzenia samotnego wędrowca Rousseau, Walden Thoreau, Ludzie z ostatniej granicy Grey Owla. Jest trochę klasyki: Tajfun Conrada, Pożegnanie z Afryką, Obietnica poranka, Kochanek Lady Chatterley. Jest kilka sztuk Szekspira, Baśnie z tysiąca i jednej nocy i Opowieści Okrągłego Stołu. I oczywiście Źdźbła trawy. Tesson dzieli się z nami wrażeniami z lektury, komentuje to, co czyta. Równie dużo uwagi poświęca jednak światu wokół niego - sikorkom, przylatującym codziennie na okno, niedźwiedziowi, który krąży wokół chaty. Pisze wiersze na śniegu, rozmawia z brzozami. Czasem także z ludźmi, którzy zjawiają się niespodziewanie w jego samotni - zabłąkani turyści, rosyjscy biznesmeni, urządzający sobie przejażdżki po zamarzniętym jeziorze, rybacy. Pije z nimi wódkę, snuje rozważania o życiu, i choć czasem wolałby, żeby nikt nie zakłócał jego samotności, staje się coraz bardziej tolerancyjny i otwarty na innych. W pewnym momencie dostaje niespodziewany prezent - dwa szczeniaki, które mają odganiać niedźwiedzie - psy stają się jego najbliższymi towarzyszami, a gdy przyjdzie niespodziewany kryzys, to one pomogą mu przetrwać najgorsze chwile.

"W syberyjskich lasach" Tessona to niebezpieczna książka. W moim umyśle, a może bardziej w sercu, już od dawna kiełkuje pragnienie, żeby kiedyś zrobić coś podobnego. Zaszyć się gdzieś w głuszy, za towarzystwo mając jedynie las. Życie w mieście, wygodne i łatwe, staje się w pewnym momencie nudne. Tesson pisze:

Pokusę pustelnictwa poprzedza zawsze ten sam etap. Najpierw trzeba zaznać niestrawności życia w centrum nowoczesnych miast, aby marzyć o chacie ze smugą dymu z komina na leśnej polanie. Dopiero kiedy obrośnie się tłuszczem konformizmu, jest się gotowym na apel lasu.

Ja nie uważam swojego życia za niestrawne. Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze czuję się w swojej skórze, w swoim świecie. A jednak nie da się ukryć, że żyję bardzo konformistycznie. Czasem uciekam, na kilka, kilkanaście dni. Ale chciałabym się odważyć na więcej.

O tym, dlaczego warto, pięknie pisze autor w ostatnich dniach swojego pobytu nad Bajkałem.

Przybyłem tu, nie wiedząc, czy starczy mi sił, żeby zostać, odjeżdżam z pewnością, że wrócę. Odkryłem, że zamieszkanie w ciszy jest radością. Dowiedziałem się paru rzeczy, które są wiadome znacznej liczbie ludzi bez zamykania się w pustelni. Dziewiczość czasu to skarb. Obserwowanie mijających godzin jest bardziej podniecające niż pokonywanie kilometrów. Oko nigdy nie nuży się widokiem piękna. Im lepiej znamy rzeczy, tym stają się piękniejsze. (...) Byłem wolny, bo bez drugiego człowieka wolność nie zna granic. Kontemplowałem poemat gór, piłem herbatę, patrząc na różowiejące jezioro. Zabiłem w sobie pragnienie przyszłości. Oddychałem tchnieniem lasu i śledziłem łuk księżyca. Trudziłem się, chodząc po śniegu, i zapominałem o zmęczeniu na szczytach gór. Podziwiałem wiek drzew, oswoiłem sikorki, zrozumiałem próżność wszystkiego, co nie jest ukłonem w stronę piękna. (...) Nauczyłem się siadać przy oknie. Roztopiłem się w swoim królestwie, czułem zapach porostów, jadłem dziki czosnek i spotykałem niedźwiedzie. Urosła mi broda. Opuściłem grobowiec miast i żyłem przez sześć miesięcy w kościele tajgi. Sześć miesięcy jak całe życie.

Nie znajduję właściwych słów, żeby opisać wrażenie, jakie na mnie wywarła ta lektura. Dość powiedzieć, że dziś w nocy śniłam o zamarzniętym Bajkale. A gdy książka się śni, to znak, że stała się częścią ciebie. Wiem, że będę do niej wracać i że będzie jedną z ważniejszych książek na moich półkach. I kto wie, dokąd mnie kiedyś zaprowadzi?

Moja ocena: 6/6

Autor nakręcił też film, dokumentujący jego życie w chacie. Nosi tytuł "Sześć miesięcy nad Bajkałem" i był emitowany przez telewizję Planete, można go też bez problemu znaleźć w sieci. Obejrzałam po lekturze i uważam, że jest wspaniałym uzupełnieniem, co ciekawe, Tesson pisze tak dobrze, że wszystko, co opisywał, w mojej wyobraźni wyglądało identycznie, jak na filmie.

sobota, 26 stycznia 2013, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/01/26 16:40:53
Książki są niebezpieczne - UZALEŻNIAJĄ. :)
-
2013/01/26 16:41:14
Ależ cię doskonale rozumiem! Mnie tak książki doprowadziły do wyjazdu z Polski w poszukiwaniu tego, co w nich wyczytałam. Z perspektywy czasu wiem już, że to było błogosławieństwo, ale gdy w podróż wyruszałam oprócz głodu zmian i wiedzy, odczuwałam niepokój. Ciekawość i pragnienie konfrontacji marzeń z rzeczywistością były jednak silniejsze.
-
2013/01/26 17:03:52
Zazdroszczę Twoim studentom takiego nauczyciela. W liceum chcieliśmy założyć ze znajomymi z klasy nasze własne Stowarzyszenie Umarłych Poetów, zafascynowani książką i filmem. Nasza nauczycielka polskiego wyśmiała nas i stwierdziła, że to mało oryginalne i żebyśmy wymyślili coś własnego. Nie pozwoliła stworzyć takiego działu w szkolnej gazetce, przeszliśmy do podziemia, ale nie wytrzymaliśmy presji i rozeszło się to po kościach. Tymczasem kazała nam interpretować wiersze wers po wersie, a nie holistycznie, jako cały utwór. Kobieta mordowała literaturę gołymi rękami i z uśmiechem na ustach. Aż się dziś dziwie, że po tym jeszcze mogę tak kochać czytanie...
-
2013/01/26 18:24:04
Tym bardziej się cieszę, że zamówiłam sobie tę książkę do recenzji :) Mnie też jest blisko do takich marzeń.
-
2013/01/26 18:37:44
Jak widac nie ma sie co bac, ze studenci pewnego dnia znikna w lesie - autor najlepszym przykladem. Bac sie mozna, zeby chcieli (i umieli) wrocic.

Bardzo mnie pod tym wzgledem poruszyla Niekonczaca sie historia (nie ten film, tylko ksiazka) - bo ona bardzo realnie ukazuje, ze sa takie bezdroza wyobrazni, na ktorych zbyt latwo sie zagubic, do rozpaczy wrecz.

No ale wszystko co prawdziwe nas zmienia, a przez to jest niebezpieczne, ze tak rzuce truizmem.
-
2013/01/26 18:38:45
Ach, ja też bym tak chciała, zaszyć się w gdzieś w głuszy, przynajmniej na czas jakiś! Żyć, nie spiesząc się nigdzie, za pan brat z przyrodą... Kiedyś tak się schowam w jakichś górach, a tymczasem chyba sięgnę po książkę Tessona. I "Źdzbła Trawy" Whitmana. Dzięki za rekomendację Padmo :)
-
2013/01/26 18:45:25
Chciałabym, żebyś mnie uczyła :) Bardzo! A odkąd zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, chyba nawet na Facebooku wydawnictwa, nie mogę przestać o niej myśleć, wiem, że mi się spodoba! Pewnie już nie zdążę jej przeczytać, kiedy jesteśmy we dwoje, ale z czasem na pewno. Cieszę się, że Ty ją tak dobrze oceniasz, tym pewniejsza jestem, że to nie będzie rozczarowanie.
Pozdrawiam gorąco!
-
Gość: Dead Poets Society, 95.108.103.*
2013/01/26 18:54:32
Życie bez drogowskazów jest trudne, o ile w ogóle możliwe, dlatego dobrze mieć obok ludzi, którzy sami sobą świadczą i wskazują rzeczy, których sami byśmy nie zauważyli... Gdyby nie Kapitan, nie było by DPS ani studentów, którzy chłoną literaturę i chcą więcej, mimo iż zajęcia już się skończyły. Podobno nie można ludzi niczego nauczyć a tylko pomóc, by odkryli to w sobie - może i nasze zaangażowanie od dawna kiełkowało, może i pasja zawsze stukała nas w ramię, ale bez Kapitana by tego nie było. Jak najbardziej można nam zazdrościć wykładowcy ;) Dzięki wykładom czy DPS możemy często siedzieć w lesie, w małym, odrapanym domku nagle słysząc gdzieś obok głos mówiący, że zajęcia się skończyły - zaskakujące jakie to może być rozczarowanie. Jeśli już faktycznie wyruszymy do lasu, to na pewno wcześniej wysyłając naszą własną Hedwigę z zaproszeniem do kontemplacji ;)
-
2013/01/26 19:38:23
To wygląda trochę na współczesną wersję "Dersu Uzały" W. Arsenjewa, który dzięki filmowi Kurosawy wyszedł z zapomnienia - jeśli, książka w połowie jest tak dobra, to rzeczywiście musi być niezła :-)
-
2013/01/26 20:28:38
Cudnie napisałaś o swoich wrażeniach:) Książka jest wspaniała i już zdążyłam do niej powrócić czytając tym razem zakreślone fragmenty.
Pozdrawiam serdecznie
-
Gość: Tora, DPS, *.icpnet.pl
2013/01/26 21:48:40
Oh Captain, my Captain! Próbujemy nie zginąć w lesie, choć nie jest to trudne. Nie dlatego, że las jest wielki i straszny, ale dlatego, że czasami naprawdę chcemy się w nim zgubić, jak każdy. Zgubić się, przystosować do nowego środowiska (a może starego, już nam znanego z czasów, których nie pamiętamy?), zacząć żyć od nowa... To takie kuszące. Ale co by się stało z naszym światem, gdybyśmy wszyscy zagubili się w lasach? Może zgubmy się wszyscy w jednym i utwórzmy nowy, lepszy świat, a potem wyciągnijmy tą rzeczywistość z lasu, niech poznają ją inni ludzie? :)
-
Gość: M - Dead Poets Society, 95.108.103.*
2013/01/26 22:35:05
Najzabawniejsze, że wsłuchując się w to, co ludzie mówią, czytając między wierszami (przynajmniej na tyle, na ile to bezpieczne i dozwolone), odgarniając otoczkę rzeczywistości, która poniekąd więzi wszystkich (dając niektórym schronienie a dla innych będąc klatką) wynika, iż każdy ma ochotę udać się do lasu. Tak różni, tak oddaleni - a wszyscy ostatecznie dążą do wolności. Z jednej strony to pocieszające, z drugiej natomiast powoduje jakiś dziwny niepokój... Tak jakby rozwinięcie skrzydeł czasem nie oznaczało miłego, dalekiego lotu, tylko runięcie na ziemię z impetem. Coś mi się wydaje, że takie z ludzi stworzenia, że tak czy tak potrzebują odosobnienia i dlatego każdy gdzieś biegnie, ucieka albo wraca, bo już kiedyś TAM był i znalazł to, czego szukał. I fajnie. Fajnie też, że nie ma tylko jednego lasu. I że czasem ten las może być dużo bliżej, niż nam się wydaje - np na półce :)
-
2013/01/26 23:30:56
Chyba czas.na delikatną kontrę: książki faktycznie są niebezpieczne, jeśli uwierzyliście, że po 'poczucie wewnętrznej wolności' trzeba się dokądkolwiek wybierać
-
2013/01/26 23:55:12
Waldena mam od dłuższego czasu. Marzy nam się życie w głuszy, ale chwilowo musimy to odłożyć - póki dzieci nie są samodzielne i potrzeba nam szkół w okolicy. Mam jednak nadzieję że zdążymy jeszcze tak pożyć. Może nie nad Bajkałem i nie na końcu świata, ale blisko przyrody, bez wielkich wygód (ale z internetem. z tego nie chcę rezygnować).
Niedawno pisałam, że im jestem starsza, tym trudniej mi uwierzyć, że książka może zmienić czyjeś życie, ale to mówi rozsądek. Emocje pokazują co innego.
"W syberyjskich lasach" dopisuję do listy przyszłych lektur.
-
2013/01/27 02:26:05
Obejrzałam film. Teraz już muszę przeczytać książkę.
(oczywiście przez pół filmu martwiłam się co będzie z psami, jak on wyjedzie :)
-
Gość: wyspa, *.mobius.fr
2013/01/27 10:59:25
Piekny tekst - tak bardzo podoba mi sie to co napisalas i tak bardzo sie z tym zgadzam! Wyznam sekret: po lekturze Pewnej Bardzo Dla Mnie Waznej Ksiazki postanowilam sie rozwiesc i...zrobilam to! Nie zaluje! To bylo dawno. A zupelnie niedawno bylam na spotkaniu z Tessonem, obejrzalam film, zakupilam ksiazke, mam wspaniala dedykacje i ...jeszcze jej nie przeczytalam! Co za wstyd! Zaraz sie zabieram do lektury! Pozdrawiam goraco. Wyspa
-
2013/01/27 15:07:11
Nie będę oryginalna. Książki są niebezpieczne. Znaczy, nie tyle, że można się o nie potknąć i przewrócić. Ich czytanie jest niebezpieczne. Czytanie ze zrozumieniem, no ale... Przecież o tym pisałaś. A ja mogę się jedynie pod tym PODpisać. Co niniejszym czynię.
-
Gość: Ewa, *.dynamic.chello.pl
2013/01/27 20:15:58
Recenzja jest bardzo zachęcająca. Książka została zakupiona, obecnie w trakcie czytania :)
-
2013/01/27 21:27:32
Dobry Wieczór Padmo,
właśnie zagłosowałam na miasto książek. Całkiem niedawno trafiłam na Twój blog,ale juz jestem jego wierną czytelniczką. Uważam, ze jest świetny!I szczerze życzę wygranej.
Ja dopiero stawiam pierwsze kroki w blogosferze.
Ostatnia recenzja skłania mnie od kupna tej ksiazki,a że zblizają się moje urodziny,będzie miłym prezentem.Pozdrawiam!
-
Gość: , 217.173.195.*
2013/01/28 08:01:05
Dziękuję!
-
2013/01/28 12:41:45
obecni studenci to już absolwenci gimnazjów a nie dawnej ośmioletniej szkoły podstawowej :-) Różnie u nich jest z czytaniem ze zrozumieniem :-)
-
Gość: kasia_z_krakowa, *.devs.futuro.pl
2013/01/28 13:27:17
Hmm. Boję się, że mnie zrugacie, ale takie eskapistyczne pragnienia - chociaż i mnie bliskie - uważam za raczej złudne, tzn. niebezpieczne w tym sensie, że można przez nie stracić to, co jest naprawdę ważne. Pamiętacie Jacquesa z "Wielkiego błękitu"? Najbardziej mnie niepokoi teza autora, że - pod nieobecność drugiego człowieka - można się stać naprawde wolnym. Czy aby na pewno? W końcu tischnerowska filozofia dialogu też jest przekonująca, a mówi coś dokładnie odwrotnego - stajemy się wolni w interakcji z drugim wolnym człowiekiem. Taki czysty eskapizm wydaje mi się dosyć buńczuczny - że tez się taki pustelnik nie boi, że zwariuje, że mu nie żal tago, co zbudował w "zwyczajnym" świecie. No i komentator o przydomku "porządek_alfabetyczny ma troszkę racji - skoro ludzie potrafili oddawać życie za innych w obozach koncentracyjnych, to znaczy że wewnętrzna wolnośc jest czymś co siedzi wewnątrz w człowieku, okoliczności przyrody mają na nią średni wpływ.
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2013/01/28 14:15:10
Lubię tego rodzaju niebezpieczeństwo, jakie niesie czytanie. Dla mnie bardziej niebezpieczne są książki, które nie tylko nie wzbudzają emocji, ale nawet nie zataczają kręgów na polach literatury. Czy potrzebna nam nieobecność drugiego człowieka, myślę, że czasami tak, jedni potrzebują jej więcej, inni mniej, ale całkowite i na zawsze odizolowanie się od drugiego człowieka stałoby się męką nie do zniesienia. Dlatego jak ze wszystkim i z tego "dobrodziejstwa" powinno się korzystać w umiarze.
-
Gość: kasia_z_krakowa, *.devs.futuro.pl
2013/01/28 14:55:04
Po prostu martwię się, czy to nie nazbyt łatwe - tak sobie uciec w plener. Ale autor na pewno zamierzał uciekać "DO czegoś", wtedy to ma sens - daje jakąś szansę rozwoju. Ja bym się bała, że tak naprawdę uciekam "OD czegoś" - a to już dużo mniej poetyckie.
-
2013/01/28 16:20:01
Myślę, że on uciekał od czegoś. W filmie mówi, ze miał w sobie od zawsze męczący niepokój i skoro wyczerpujące wyprawy nie pomogły, uznał, ze w samotni odzyska (uzyska?) spokój. Nie wiem czy jego wnioski były słuszne i w pewnym sensie to jest pójście na łatwiznę. A może niedojrzałość - pomysł, że od siebie samego da się uciec przez zmianę okoliczności. Ale chcę przeczytać tę książkę i zobaczyć, co ten facet wymyślił :)
-
Gość: Beem, *.dynamic.chello.pl
2013/01/28 16:47:25
Jedno z moich najdawniejszych marzeń: wakacje w leśniczówce z ogromną biblioteką,w środku puszczy, głusza, ale na tyle luksusowe, żeby sprawy bytu mnie nie musiały interesować. Najlepiej wróżki albo duszki. Dalej bym chciała, marzyć wolno.
-
2013/01/28 19:36:24
Polecam również książkę Jon Krakauer "Wszystko za życie". Ja czytałam ją z niecierpliwością, pasją i łzami. Chris pokazał mi, co w życiu nas mija, kiedy zatrzymujemy się na pieniądzach, sławie, przyjaciołach, którzy nas nie znają, na portalach społecznościowych. A świat dookoła przepływa nam przez palce...

Pozdrawiam i zapraszam na mój blog: annamatysiak.blogspot.com/
-
2013/01/29 11:10:25
porzadek_alfabetyczny , kasia_z_krakowa - myślę, że zbyt dosłownie odczytujecie tę książkę. Nigdzie nie napisałam, Tesson zresztą też nie, że trzeba się gdzieś wybrać po poczucie wewnętrznej wolności. Podróż to kwestia zmiany perspektywy, a niekoniecznie miejsca. Zresztą guru leśnych eremitów, Henry David Thoreau, który inspirował Tessona, mówił wprost, że powinniśmy podróżować tylko tak daleko, aby nasz intelekt mógł odetchnąć i potępiał tych, którzy sądzą, że ze zmianą miejsca zmienią swoje życie. Ja odbieram tę książkę dużo mniej dosłownie. Owszem - we mnie budzi pragnienie zaszycia się w lesie, dlatego, że to lubię, że mam takie doświadczenia za sobą. Ale samo przesłanie jest inne - że aby osiągnąć spokój, potrzebna jest przestrzeń (wewnętrzna), cisza i wsłuchanie się w siebie. Miejsce, w którym się to osiągnie, jest drugorzędne.
Myślę, że kwestia obecności drugiego człowieka też nie jest aż taka oczywista. Po pierwsze, Tesson często tęsknił za towarzystwem i go szukał, poświęcając się wręcz, żeby do ludzi dotrzeć (3 dni piechotą w jedną stronę!) Zauroczył go las i wizja wsłuchania się w siebie w samotności, ale nigdy nie neguje tego, że bliskość drugiego człowieka jest ważna i że mu jej brakuje. Mam wręcz wrażenie, może wywołane jakimś zdaniem, ale nie mogę go teraz odnaleźć, że sugerował, iż pierwotnie nie miał zamiaru jechać sam, ale że jego dziewczyna postanowiła mu jednak nie towarzyszyć. Może się mylę, to tylko jakieś takie wspomnienie z lektury.
Myślę też, że przykład z obozami koncentracyjnymi jest nietrafiony - to są inne okoliczności, inna skala wydarzeń. Tutaj mowa o życiu codziennym, o zagubieniu w pośpiechu i natłoku obowiązków. Żeby się zatrzymać w takim pędzie i wsłuchać w siebie i swoje potrzeby, trzeba trochę ciszy i samotności, i nie sądzę, że można to zanegować. Natomiast samotność i podróż nie jest niezbędnym wyznacznikiem.

Ta książka jest dość subtelna i nie nachalna, Tesson nie narzuca nikomu swojej wizji. Zresztą zgodnie z Thoreau, który pisał "Chciałbym, ażeby każdy z wielkim staraniem wybrał własną drogę i szedł naprzód właśnie nią, zamiast drogą ojca, matki czy sąsiada." Pisał też "Nie chciałbym, aby ktokolwiek przyswajał sobie mój sposób życia z jakiegokolwiek powodu, albowiem po pierwsze, zanim się tego sposobu względnie dobrze nauczy, ja już mogę sobie znaleźć inny, po drugie zaś, pragnę, aby na świecie było jak najwięcej ludzi o własnych dążeniach."

-
2013/01/29 11:18:31
Anna M - Krakauera znam, to bardzo dobra książka, chociaż przyznaję, że to jeden z przypadków, w których film podoba mi się jeszcze bardziej - oglądałam go wiele razy i zawsze mnie bardzo poruszał! Dziękuję za zaproszenie na bloga!

Beem - ale luksus w środku lasu pozbawi cię radości wynikającej z prostoty, z zatroszczenia się o własne potrzeby:) Z drugiej strony, łatwiej znaleźć agroturystykę w środku lasu, w której ktoś się o ciebie zatroszczy, niż pustą chatę z drewnem do porąbania;)

zakuurzona - Trudno tak naprawdę ocenić, czy uciekał. Z jednej strony, w książce jest trochę o jego związku i problemach, z drugiej - pisze o tym, że ten wyjazd był jego wieloletnim marzeniem, planem, który zrodził się 5 lat wcześniej. Moim zdaniem wyjechał świadomie, ale sam wyjazd wywołał pewną serię zdarzeń, które zmusiły go do wielu zmian. Właściwie jest to logiczne - jakbym teraz oznajmiła rodzinie, że wyjeżdżam na 6 miesięcy do lasu, to też bym się nie spotkała ze zrozumieniem i mogłabym się zdziwić ich reakcją;)

kasia_z_krakowa - tak jak pisałam wyżej - jego wyjazd sprawia wrażenie świadomie zaplanowanego, nie jako ucieczki, ale jako doświadczenia, natomiast reakcje otoczenia niestety wywołały pewien zamęt w jego życiu. Nie napiszę o tym więcej, żeby nie psuć nikomu przyjemności z lektury...

guciamal - zgadzam się z tobą, że samotność jest każdemu potrzebna. Jednemu wystarczy kilka godzin samotnego czytania raz na tydzień, inny będzie chciał dłuższego urlopu bez bliskich, ale każdy czasem potrzebuje takiej chwili...
-
2013/01/29 11:28:41
prosperiusz - wiem... Ale nie poprawia mi to nastroju;) I nie chcę się poddać, stwierdzając, że to takie pokolenie i nic się nie da zrobić. Wolę spróbować im pokazać, co mogą odkryć w książkach, i chociaż im później, tym trudniej kogoś przekonać, to zawsze warto próbować! A że czasem jest to załamujące, to już inna sprawa;)

Gość - :)

Gość: , pc195a11.interpc.pl - Dziękuję i powodzenia w blogosferze!:)

Ewa :)

mietowa_kawa - może dlatego moi studenci nie chcą czytać;) Bo wiedzą, że to niebezpieczne:) Pozdrawiam!

wyspa - No to faktycznie, książki wywarły na Ciebie niebagatelny wpływ! :) Zazdroszczę spotkania z Tessonem, mam nadzieję, że wydawnictwo go kiedyś zaprosi do Polski:)

zakuurzona - ja cała książkę martwiłam się, co z psami, i w książce w ogóle to nie jest wyjaśnione! Dopiero film pomógł, chociaż muszę przyznać, że byłam rozczarowana... Co do dzieci, to ja bym moją O nawet była w stanie na pół roku ze szkoły zabrać, ale inne względy przeważają;) Zresztą ja tak naprawdę czuję się w swoim miejskim życiu dobrze i tylko potrzebuję takich kilku tygodni na pustkowiu raz na jakiś czas, żeby zyskać inną perspektywę:)

M - Dead Poets Society - o widzisz, dotknęłaś sedna sprawy - las może być wszędzie nawet na półce:) A poza tym wydaje mi się, że my się tak okopaliśmy w naszych wygodnych mieszkaniach, że musimy czasem czuć tęsknotę za życiem prostszym i bliższym przyrodzie. Choćby podświadomie. Stąd tyle osób takie pragnienie odczuwa, bo nam po prostu brak tego, co całe pokolenia przed nami miały.


-
2013/01/29 11:35:09
ja8oda - o tym to już nawet nie wspominam;)))

martagieks, 83.1.81.7* - rozumiem cię doskonale, bo wprawdzie sama nie wyjechałam i nie zamierzam wyjeżdżać na stałe, ale to właśnie książki pchają mnie w kolejne podróże. Z czystej potrzeby zobaczenia na własne oczy tego, co już widziałam oczyma wyobraźni podczas lektury:)

Viv - szkoda, że trafiłaś na taką nauczycielkę, ale jak widać dałaś radę i nie znienawidziłaś książek:) Ja miałam akurat dwie wspaniałe polonistki, które bardzo na mnie wpłynęły, ale pewnie i tak bym czytała, nawet bez nich:) Wyssałam to z mlekiem matki;)

kornwalia.mikropolis - będę z ciekawością czekać na Twoją recenzję!

selkie - zaciekawiłeś mnie tą Niekończącą się historią, nie czytałam i wygląda na to, ze chyba muszę:)

bezszmer - masz blisko piękne szkockie pustkowia:) Do mnie "Źdźbła trawy" tak nie przemawiają, jak do Tessona, bardziej "Walden". Ale kto wie, może na Ciebie wpłyną tak jak na niego?

-
Gość: Beem, *.dynamic.chello.pl
2013/01/29 12:17:54
Padmo, dzięki, że odpowiedziałaś, ale w tej kniei to luksus (no, moje bardzo przesadne określenie, chodziło o brak trosk) był oczekiwany w postaci choćby kromki chleba czy czegoś tam, suchara np., jasne, że źródlaną wodę i garść poziomek sama bym znalazła.
-
Gość: kasia_z_krakowa, *.devs.futuro.pl
2013/01/29 14:08:04
Tak, ja niestety nie znam się na transcendentalistach, ani na literaturze w ogóle. Dopiero po ostatnim wpisie czytałam w necie o thoreau i emmersonie, stąd nie będę sie spierać z nikim bardziej zorientowanym. Z szacunku dodam tylko, że mówiąc o sytuacji ludzi zniewolonych, np. w obozach, chciałam powiedzieć że niektórzy z nich osiągali wewnętrzną wolność, o jakiej mnie się nie śniło - chociaż w porównaniu z nimi ja mam nieograniczoną przestrzeń wokół siebie. A oni przestrzeni mogli szukać tylko u siebie w środku - to mi imponuje, że mimo to dali radę. Kończąc moją przydługą wypowiedź - jadąc na pół roku do lasu, bałabym sie po prostu, że to nic nie da. Że ograniczenia są we mnie w środku. Wyjaśniasz Padmo, że Thoreau pomyślał równiez o tym, że wcale nie zalecał podróży jako leku na całe zło. Dobrze wiedzieć, dzięki.
-
2013/01/29 16:00:35
Padma można czytać, ale bez przesady. Czytanie to jedna z form przeżywania dóbr jakie serwuję nam kultura. Trzeba też czasem posłuchać muzyki, oglądnąć właśnie dobry film, a może nawet zagrać w jakąś gre? Z tego co piszesz wydawać by się mogło, że nie ma nic poza czytaniem...

pozdrawiam Cie
-
2013/01/29 20:52:47
kamysto - zauważ, że to blog o książkach;) I staram się trzymać tego głównego tematu, więc trudno, żebym pisała o muzyce, grach i filmach. Nigdy i nigdzie nie twierdziłam, że książki są całym światem, przynajmniej nie dla mnie, ale chcę prowadzić blog, który będzie spójny tematycznie:) Aczkolwiek nawet trafiłeś w temat, który planuję wkrótce poruszyć, a mianowicie relacji książki, a prawdziwe życie:)

kasia_z_krakowa - to bardzo ciekawe spostrzeżenie, bo faktycznie tak jest, że oni osiągali wolność. Recenzowałam kiedyś tu świetną, ale bardzo wstrząsającą książkę: "To oślepiające, nieobecne światło", napisaną na podstawie przeżyć człowieka, który był więźniem politycznym w Maroko i był przetrzymywany pod ziemią, bez żadnego światła, przez 18 lat. I w tych straszliwych warunkach, w których inni tracili rozum, on zachował swoje człowieczeństwo, wiarę w światło i w to, że istnieje inny świat. Był uwięziony w okrutny sposób, ale wewnętrznie pozostał wolny. To piękna książka, polecam Ci ją z całego serca. Recenzja jest tu: miastoksiazek.blox.pl/2009/12/Swiatlo-w-ciemnosci.html No i oczywiście Tessona też polecam, bo ciekawa jestem, co byś powiedziała po lekturze - uciekał, czy nie? :)

Beem - :) Ha, obawiam się, że łatwiej by było o frytki z keczupem niż poziomki:) Ale fakt, też bym je wolała:)
-
2013/01/29 20:58:16
Tora, DPS - niewiem, jak to jest, ale ciągle mi przychodzą do głowy książki, które dobrze komentują różne kwestie;) Jest taka jedna: "Doppler" Erlenda Loe, w której właśnie wszyscy nagle chcą się przenieść do lasu, a biedy bohater chciał być sam;) Ja już chyba wolę, jak jednak większość woli wygodę mieszkania w bloku;)

montgomerry - też mam sporo pozakreślanych fragmentów:)

Marlow - zaciekawiłeś mnie!Ominęłam jakoś tę książkę, ale wygląda na to, że muszę to nadrobić!

mandzuria23 - nie rozczarujesz się, jestem tego pewna! To Wy już niedługo nie będziecie we dwoje? Fajnie:) Czekam niecierpliwie na wieści:)
-
2013/01/30 00:12:19
Proponuję zacząć od filmu :-) - do dzisiaj robi wrażenie, zresztą był doceniony bo Kurosawa dostał za niego Oskara.
-
Gość: kasia_z_krakowa, *.devs.futuro.pl
2013/01/31 10:33:58
Dziękuję Padmo, na pewno przeczytam. Od półtora roku czytam - w dużej mierze - to co Ty, tyle że dużo później:)
-
Gość: Mirena, *.dynamic.chello.pl
2013/02/01 21:38:08
Czytając komentarze mam potwierdzenie że biblioterapia działa.
-
Gość: auris43, 176.112.72.*
2013/02/08 23:14:40
Aktualnie czytam tę książkę. Właśnie takie klimaty uwielbiam. Dziś wieczorem rozpaliłem ogień w kominku, wyłączyłem wszystkie światła i przy zapalonej świecy (tak, tak!) zagłębiałem się w kolejne strony książki Sylvaina Tessona. To była zmysłowa uczta. A na dworze śnieg i mróz...
-
2013/02/11 21:32:27
myślę, że na dobrą książkę nigdy nie szkoda czasu. Niestety świat jest tak zabiegany, że woli oglądnąć film niż w skupieniu poczytać literaturę ehhhh
-
2013/02/19 11:19:19
Nie powiedziałabym że książki są niebezpieczne, ale dostarczają dreszczyku emocji i czasami zmieniają nasz sposób myślenia.
-
2013/08/09 11:11:44
książki pozwalają przeżyć takie emocje, jakich nie daje żadna książka
-
2014/03/16 12:47:17
Po przeczytaniu kilku książek Hugo-Badera miałam uczucia wręcz odwrotne;) Nigdzie nie chciałam wyjeżdżać. Cieszyłam się , że mieszkam w Polsce, a nie w Rosji lub w którejś z byłych republik...
-
2015/09/03 09:41:55
Właśnie skończyłem czytać, super książka bardzo wciąga ...



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...