Blog > Komentarze do wpisu

Nie tylko "Hobbit"

Moje czytelnicze wybory bywają dla mnie samej niezgłębioną tajemnicą. Z jednej strony podziwiam wszystkich, którzy potrafią zaplanować sobie lektury na najbliższy czas. Niektórzy blogerzy przygotowują stosiki książek do przeczytania w danym miesiącu i sumiennie się tych planów trzymają. Ja również przygotowuję sobie stosiki - układam je w rozmaitych widocznych miejscach (niewidocznych miejsc już u mnie prawie nie ma, wszystkie są zapchane książkami i papierami). Nigdy nie mam jednak pewności, czy kolejną lekturą będzie coś leżącego na jednej z kupek, czy raczej sięgnę po coś z drugiego rzędu najwyższej półki, czy wręcz jakaś nowa książka wedrze się nieproszona. Ale wiecie co - nie męczy mnie nieprzewidywalność. Uwielbiam te chwile niepewności, gdy staję na środku mieszkania i zastanawiam się, w którą stronę się obrócić i po jaką książkę sięgnąć. I możecie mi wierzyć lub nie, ale czasem słyszę wtedy wyraźne wołanie ze strony którejś z półek;)

Czytelniczo rok zaczął się dokładnie tak - zaskakująco. Ponieważ moja córka przed pójściem do kina zdecydowała się przeczytać "Hobbita" (byłam z niej prawie tak samo dumna, jak wtedy, gdy podsłuchałam jej rozmowę z koleżanką na temat "Władcy Pierścieni". Koleżanka chwaliła się, że dostała właśnie trylogię Tolkiena w prezencie. Na co moja Ola spytała rzeczowo: "Które wydanie? A masz to odpowiednie tłumaczenie?") Tradycyjnie już podbieram jej książki, które czyta, i czytam je sama, gdy ona już zaśnie. Nie inaczej z "Hobbitem" - choć nie miałam tego w planach, to przeczytałam go jako pierwszą książkę w Nowym Roku i zapragnęłam poczytać jeszcze coś z tolkienowskiego świata. Właściwie to miałam ochotę przeczytać po raz n-ty "Władcę Pierścieni", ale stwierdziłam, że nie mam teraz czasu na tak opasłe tomiszcza. Wybrałam się do księgarni z zamiarem kupienia sobie "Hobbita" z komentarzem, albo jakiejś analizy, czegoś o Inklingach, czegokolwiek, czego jeszcze nie mam i nie znam. I wyszłam z ogromnym zbiorem listów Tolkiena.

Ponieważ książka to zaiste opasła, pocieszałam się, że będę ją podczytywać tylko od czasu do czasu. Tak sobie powiedziałam, po czym usiadłam i nie mogłam się oderwać do późnej nocy. Tylko konieczność czytania prac studenckich i pisania materiałów na zajęcia powstrzymała mnie przed przeczytaniem całości w trzy wieczory.

Tolkien spędził życie pisząc, nie tylko książki, opowiadania, artykuły, ale także tysiące listów. Humphrey Carpenter, redaktor tego zbioru, dysponował tak obfitym materiałem, że musiał dokonać poważnej selekcji. Trochę szkoda, ale wybór jest staranny i dla miłośnika Śródziemia fascynujący - znaczna część listów dotyczy bowiem tolkienowskiego świata. Mamy tu trochę zakulisowych opowieści o tworzeniu, sporo dodatkowych analiz i interpretacji, informacje takie jak znaczenie wielu imion i nazw własnych, hipotezy na temat pochodzenia Gandalfa i przewidywania, co działo się z elfami, Frodem i Bilbem, gdy odpłynęli już z Szarej Przystani. Najciekawszą dla mnie częścią był jednak opis zmagań twórczych. Niestety, nie zachowały się listy z okresu powstawania "Hobbita", za to praca nad "Władcą Pierścieni" jest dokładnie udokumentowana. Sukces "Hobbita" był raczej niespodziewany, zarówno dla autora, jak i dla wydawcy. Do jego wydania doszło zresztą dość przypadkowo. Autor pisze o tym w liście do W.H. Audena, poety:

Na temat początków Hobbita pamiętam tylko to, że siedziałem nad pracami egzaminacyjnymi, nieskończenie znużony tym dorocznym obowiązkiem wmuszanym ubogim akademikom mającym dzieci. Na czystej kartce papieru napisałem: "W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit". Ani wtedy, a nie teraz nie wiem, dlaczego to napisałem. Przez dłuższy czas nic z tym nie robiłem i przez kilka lat udało mi się tylko sporządzić Mapę Throra. Na początku lat trzydziestych zrodził się z tego jednak Hobbit, który został w końcu wydany nie z powodu entuzjazmu moich dzieci (chociaż dosyć im się podobał), lecz dlatego, że pożyczyłem go wtedy matce przełożonej z Cherwell Edge, kiedy miała grypę, i zobaczyła go była studentka, która w owym czasie pracowała w biurze wydawnictwa Allen and Unwin.

Wydawca, Sir Stanley Allen, dał książkę do przeczytania swojemu jedenastoletniemu synowi Raynerowi i dopiero pod wpływem jego entuzjastycznej opinii zdecydował się na publikację. Rayner będzie potem recenzował pierwsze rozdziały "Władcy Pierścieni", a po wielu latach to dzięki jego pomocy książkę uda się wydać.

Gdy "Hobbit" stał się bardzo popularny, wydawca zaczął nalegać, aby Tolkien napisał ciąg dalszy. Ten jednak nie bardzo wiedział, o czym miałby pisać - uważał, że o hobbitach opowiedział już wszystko. Próbował w zamian zaproponować "Silmarillion", który jednak został odrzucony. W końcu Tolkien usiadł znowu nad kartką i zaczął pisać o urodzinach Bilba, nie mając kompletnie pomysłu na ciąg dalszy. Działo się to w roku 1937. W lutym 1939 pisał do wydawcy, że dotarł już do rozdziału dwunastego, ma już 300 stron maszynopisu i planuje zakończyć opowieść na kolejnych dwustu stronach i prawdopodobnie jest w stanie zdążyć do czerwca. Całość, oczywiście znacznie bardziej obszerną, ukończył równo 15 lat później.

Największa chyba część powieści powstała w czasie II wojny światowej, a cała praca twórcza genialnego autora jest dokładnie opisana przez niego samego w listach do syna, który stacjonował wtedy z RAFem w Afryce. Te listy są fascynujące. Można w nich śledzić przebieg powstawania dzieła tak kompletnego, że to prawie niemożliwe, żeby było dziełem jednego człowieka. Zresztą w ostatnim roku swojego życia Tolkien przytacza rozmowę z człowiekiem, który powiedział mu, że chyba nie napisał całej tej książki samodzielnie, na co autor przyznał mu rację i jak sam pisze: "Od tego czasu nigdy już tak nie myślałem". Listy do syna opisują powstawanie dzieła jako coś, co po prostu się toczy. Tolkien nie planował fabuły, co więcej, sam był czas zaskakiwany rozwojem wydarzeń. Pisze:

Po drodze (...) napotkałem wiele rzeczy, które mnie zdumiały. Toma Bombadila znałem, ale nigdy przedtem nie byłem w Bree. Obieżyświat siedzący w rogu karczemnej izby był dla mnie wstrząsem i - podobnie jak Frodo - nie miałem pojęcia, kim on jest. Kopalnie Morii były tylko nazwą, a o Lothlorien moje śmiertelne uszy nie słyszały do chwili, kiedy się tam znalazłem. Wiedziałem, że gdzieś daleko, na krańcach Królestwa Ludzi, mieszkają Władcy Koni, ale Las Fangorn okazał się nieprzewidzianą przygodą. Nigdy nie słyszałem o rodzie Eorla ani o namiestnikach Gondoru. Najbardziej niepokojące było to, że nie zostało mi ujawnione prawdziwe oblicze Sarumana i nieobecność Gandalfa 22 września była dla mnie taką samą zagadką, jak dla Froda. Nic nie wiedziałem o palantirach, chociaż w chwili gdy Kamień Orthanku został wyrzucony przez okno, od razu go rozpoznałem.

Czasem pisał, że opowieść wymyka mu się spod kontroli i nie jest już tym, czym miała być, czyli kontynuacją "Hobbita", przeznaczoną dla dzieci. Po jakimś czasie zaczął traktować "Hobbita" jako wstęp, opowieść, która ześlizgnęła się do niego ze świata, którego jeszcze wtedy nie znał.

Tolkien z "Listów" to uroczy, zabawny, nieco marudny starszy pan, który zawsze ma za dużo na głowie, z niczym nie potrafi zdążyć na czas i nie wywiązuje się z żadnych terminów. Gdy się czymś zajmuje, wkłada w to całe serce i nie potrafi przestać, gdy jednak coś go oderwie, czasem wiele miesięcy zajmuje mu ponowne wgryzienie się w tekst. Jest często dość złośliwy, zwłaszcza gdy pisze o książkach, które czyta - mało co mu się podoba i sam przyznaje, że historia literatury oraz powieść współczesna nie bardzo go obchodzą. Jest filologiem z krwi i kości, zakochanym w słowach i językach. Sam przyznaje, że kocha wymyślanie języków i że napisał swoje opowieści, aby "stworzyć świat dla tych języków, a nie odwrotnie". "Dla mnie najpierw powstaje imię, a potem opowieść" - pisze w liście amerykańskiego wydawcy. Ma przy tym duszę romantyka i przyznaje, że gdy czyta własną książkę, wiele fragmentów go wzrusza. "Najbardziej porusza mnie tętent koni Rohirrimów o świcie; największym smutkiem przepełnia to, że w chwili, gdy Gollum miał okazać skruchę, przeszkodził mu Sam".

Dla czytelnika równie wzruszające muszą być opisy zmagań Tolkiena z biedą. Autor, który zajął piąte miejsce w sporządzonym przez Forbesa rankingu najlepiej zarabiających, nieżyjących celebrytów, za życia borykał się z ciągłymi kłopotami finansowymi. Zamiast pisać i pracować naukowo, całe miesiące poświęcał na sprawdzanie prac egzaminacyjnych, ponieważ było to dodatkowo płatne. Sam rysował ilustracje do "Hobbita", robił korekty, pisał notki na okładkę, żeby tylko zmniejszyć koszty. Przez lata nie mógł wysłać nikomu "Władcy Pierścieni" do oceny, ponieważ nie stać go było na zamówienie maszynopisu i dysponował tylko swoim egzemplarzem w rękopisie - ostatecznie samodzielnie przepisał całość na maszynie. Wydawcy zresztą też nie było lekko - cały nakład "Hobbita" spalił się podczas bombardowań Londynu, a gdy po wojnie zaczęła się rysować perspektywa wydania ciągu dalszego, największą przeszkodą był brak papieru. Zresztą współpraca z Tolkienem nie mogła być łatwa - jak można liczyć na autora, który oddaje tekst piętnaście lat po czasie?

Brakuje w zbiorze listów do żony, które zostały uznane za zbyt osobiste, a poza tym nie zmieściły się w i tak obszernym zbiorze. Jest za to list napisany krótko po śmierci żony i jest to jeden z najbardziej wzruszających listów miłosnych, jakie czytałam. Na jej grobie Tolkien kazał wyryć imię Luthien, bohaterki najpiękniejszej historii miłosnej, jaka wyszła spod jego pióra. Pochowano go w tym samym grobie, a dzieci pod jego imieniem na nagrobku umieściły słowo Beren - imię kochanka Luthien, dla którego porzuciła ona swoją nieśmiertelność.

Nieplanowana lektura okazała się nieść ze sobą wiele wzruszeń. To jeden z najciekawszych zbiorów listów, jakie kiedykolwiek czytałam, dla miłośnika Tolkiena lektura absolutnie obowiązkowa. Mój egzemplarz pełen jest już podkreśleń i samoprzylepnych karteczek, do których będę na pewno jeszcze wiele razy wracać. Lektura była tym przyjemniejsza, że książka jest pięknie i starannie wydana, z klimatyczną okładką, porządnie opracowanymi przypisami i starannym tłumaczeniem. Jeśli więc po obejrzeniu "Hobbita" macie ochotę dowiedzieć się czegoś więcej o tolkienowskim świecie, polecam gorąco ten zbiór.

Moja ocena: 6/6

piątek, 11 stycznia 2013, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Monika Graefling, *.zone16.bethere.co.uk
2013/01/12 00:11:09
Zawsze była Pani dla mnie wzorem jeśli chodzi o literaturę, podczas studiów na WSJO zawsze z wielką przyjemnością chodziłam na Pani zajęcia i nie mogłam doczekać się kolejnych. "Hobbit" to książka mojego dzieciństwa i myślałam ostatnio, żeby nabyć "Listy", jak tylko wrócę do Polski to kupię i wezmę je ze sobą, myślę, że też będą mi towarzyszyć jak sam hobbit. Pozdrawiam serdecznie :)
-
2013/01/12 00:53:52
Oglądałam dzisiaj w Empiku i byłam o krok od kupna, ale zwyciężył rozsądek, bo zaszalałam na empikowych wyprzedażach. Ale myślę, że to tylko kwestia czasu, kiedy "Listy" do mnie trafią. :)
-
2013/01/12 08:25:08
Z czystym sumieniem polecam Ci biografię Tolkiena Michaela White'a. Czyta się bardzo szybko :)
-
2013/01/12 08:50:57
Mam podobnie z planowaniem - nie potrafię, czytanie bywa u mnie dość kapryśne i też nie wiem, z której półki zawoła do mnie która pozycja ;) Choć na ten rok wypisałam sobie 50 pozycji z listy wieloletnich zaległości (gdzie np. oprócz klasyki typu "Pani Boavry" - tak wiem, wstyd - jest również trochę fantastyki jak "Diuna" Herberta czy chociażby "Hobbit") i mam nadzieję, że uda mi się to nareszcie nadrobić - racjonalnie wybrałam 1/3 sumy zeszłorocznej ilości przeczytanych książek, żeby zostawić sobie duży margines na kapryśne lektury ;) A "Listów" Tolkiena jestem zdecydowanie bardziej ciekawa niż trylogii czy "Hobbita"! :)
-
2013/01/12 10:04:23
Och, listy poczytuję sobie od momentu, gdy jeden z moich studentów dość obficie cytował je w pracy licencjackiej. Szczerze mówiąc, korzystam jednak z zasobów internetu. Całe to wydanie bardzo mi się marzy i pewnie niedługo nabędę je drogą kupna, chciałabym po prostu mieć swoje.

Również właściwie nie planuję lektur, bo z mojego planowania lektur na ogół niewiele wychodzi. Muszę być mocno zorganizowana na co dzień, więc czytanie to dla mnie taka spontaniczna odskocznia, która wymyka się wszelkim listom i planom.
-
2013/01/12 10:16:45
Padmo tak piszesz o książkach, że chciałoby się natychmiast rzucić wszystko inne i lecieć do księgarni po "Listy" :) Po seansie filmowym stwierdziłam, że muszę przeczytać "Hobbita" ponownie, wyjęłam książkę z półki i położyłam koło łóżka, niestety zgarnął ją mój tata :) Mam nadzieję, że "Listy" w końcu do mnie trafią, zapisują sobie ne listę "do kupienia".

Pozdrawiam!
-
2013/01/12 13:38:39
Czułam, że czytasz coś wyjatkowego, nie było wpisów:) tak na marginesie, które tłumaczenie cenisz wyżej Łozinskiego czy Skibniewskiej, Hobbita tez tłumaczyło kilku autorów...Jeśli kupować nowe to które? Pozdrawiam
-
2013/01/12 15:50:47
Musiał wreszcie wyjść ten filmowy Hobbit, bym i ja zaczęła przyjaźń z Tolkienem. Na razie powoli, jestem po lekturze Drużyny Pierścienia (zachwycona, jak oczywiście większość), jednak i na tak pięknie opisane przez Ciebie "Listy" czas się znajdzie.
Może nie w stosiku się one znajdą, ale to tylko dlatego, że i ja nie umiem planować czytania. Niby są równiutko ułożone książki przy łóżku, a i tak wyciągnęłam już coś spoza kolejki;)
-
Gość: koninianka, *.icpnet.pl
2013/01/12 18:45:59
Jeśli chodzi o tłumaczenie polecam przekład Skibniewskiej lub Sylwanowicz i Braiter. Tłumaczenie Łozińskiego jest miejscami zbyt dosłowne ;)
-
2013/01/12 20:38:51
Kupiłam sobie Hobbita, bo mój polski egzemplarz w domu. Listy się ściągna na kindla potem, chyba... Ale to polskie wydanie pięęęęękne!
-
2013/01/12 22:45:02
Ten zbiór listów bardzo zainteresował mnie od momentu, kiedy o nim usłyszałam, ale póki co jeszcze go nie przeczytałam i w najbliższej przyszłości się to pewnie nie stanie, choć... z moimi wyborami czytelniczymi jest często tak, jak z Twoimi - staję przed półką i nagle muszę coś przeczytać, jakaś książka do mnie woła rozpaczliwie, że to jej pora ;) Wprawdzie "Listów" na półce nie mam, ale kto wie, może zawołają tak z biblioteki, może z księgarni, nigdy nic nie wiadomo :) Podoba mi się bardzo obraz Tolkiena, o którym piszesz, a ciężka praca niesamowicie porusza, nie mówiąc o warstwie literackiej, o odniesieniach, uwagach... Przeczytam na pewno, dzięki za świetną recenzję.
-
2013/01/13 13:33:58
Brzmi bardzo ciekawie i zachęcająco, chyba tez się skuszę "Listy".
-
2013/01/13 14:52:25
Jak co roku robię sobie listę książek, które chcę przeczytać... i jak co roku, na pewno nie uda mi się tego zrealizować. Zawsze jakiś ważniejszy tytuł wpadniem mi w ręce, albo inna pozycja zaciekawi po przezczytaniu wpisu. Pozdrawiam serdecznie wszystkich systematycznych "moli książkowych"- ja bym, też tak chciała.:)
-
2013/01/13 18:22:10
Padmo, fantastyczna recenzja:-) Ja nie przepadam w ogóle za taką literaturą jak Hobbit, ale te listy mnie zainteresowały. Zastanawiam się czy jest sens ich czytania, jak się nie czytało choćby Hobbita? pewnie nie...
Nie planuję czytania, mam sporo nowości w domu, ale często to przypadek decyduje i tak jest najlepiej...Teraz kończę Lokatorkę Wildfell Hall, a potem zobaczymy...pewnie znowu coś angielskiego...jak znam życie:-)
pozdrawiam!
-
2013/01/14 18:14:56
Padmo, jak zwykle Twoja recenzja sprawiła, że na pewno po tę książkę sięgnę - raz, że sama uwielbiam Władcę Pierścieni i Hobbita, a dwa, że mój przyjaciel jest fanem Tolkiena, więc to chyba coś w sam raz dla niego... Dzięki za polecenie!
-
2013/01/14 20:14:15
joly_fh - w takim razie koniecznie sięgnij, ciekawa jestem Twojej opinii!

Ola_83 - w sumie nie wiem, czy nieznajomość "Hobbita" jest przeszkodą. "Listy" bardziej traktują o "Władcy Pierścieni", więc jeśli nie znasz tej książki, to pewnie wiele fragmentów wyda ci się nudnych, z drugiej strony, może Cię zachęcą?;) Ja bym jednak najpierw przeczytała "Władcę Pierścieni" - "Hobbit" jest ok, ale "Władca..." to arcydzieło. Trzeba tylko przebrnąć przez dość nużący dla niektórych początek pierwszego tomu, a potem nie można się już oderwać!

ja8oda - e tam, w tej przypadkowości też może tkwić urok:) Ja na razie systematyczna być nie zamierzam! Pozdrawiam więc pokrewną duszę:)

nowikaa - warto!:)

mandzuria23 - jak ją zobaczysz gdzieś, to się zapewne nie oprzesz:) Myślę, że spodoba Ci się, jest tak bogata w różne smaczki, przemyślenia, piękne myśli, że trudno jej nie docenić!

dabarai - to prawda, piękne jest! Równie piękny jest "Hobbit" w wydaniu Bukowego Lasu, z przypisami i ilustracjami, ale na razie mu się opieram;)

koninianka - bardzo oględnie opisałaś tłumaczenie Łozińskiego;) Ja bym bardziej dosadnych słów użyła, ale się powstrzymam;)

Mery - Super, że przez film sięgnęłaś po tak dobrą książkę! Kolejne tomy są jeszcze lepsze! A stosiki przy łóżku są po to, aby je omijać;) Ja zaczynam celowo kłaść na nie książki, których i tak nie zamierzam na razie czytać;)

krista - czasem nie piszę, bo się obijam;) Ale tym razem faktycznie czytałam coś wyjątkowego:) Co do tłumaczenia, to klasyczne i uważane powszechnie za najlepsze i jedynie słuszne jest tłumaczenie Skibniewskiej. Wersja Łozińskiego powinna być zakazana - Tolkien w listach bardzo dobitnie wypowiedział się, co sądzi o tak daleko posuniętej ingerencji tłumacza w oryginał i dziwię się, że ktoś jeszcze ośmiela się do tego stopnia łamać wolę autora. Łoziński przetłumaczył imiona i nazwy własne, które autor zabronił tłumaczył, uczynił to w taki sposób, że często ich brzmienie sugeruje nam inny charakter postaci, niż brzmienie nazwy oryginalnej. Tego tłumaczenia więc należy zdecydowanie unikać. Nie znam innych, ale w ciemno mogę polecić przekład Polkowskiego - to tak dobry tłumacz, że na pewno nie wypuścił gniota, osobiście jednak jestem wierna wersji Skibniewskiej!
-
2013/01/14 20:17:50
Agata - bo ja lubię zarażać innych książkami, które mi się podobają:) Tata "Hobbita" szybko skończy pewnie, bo cienki jest:)

grendella - w Internecie jest dostępny większy wybór listów niż ten z książki, ale za to w książce są ciekawie zestawione. Sądzę więc, że warto czytać i tu, i tu!

prosperiusz - dzięki, będę ją miała na oku!

lenkaj - jakby co, to w Matrasie jest przecena na wszystko, "Listy" też są, tańsze o 25%:>

Monika Graefling - bardzo mi miło! Cieszę się, gdy trafiają tu moi byli studenci i pamiętam Panią z zajęć! "Listy" polecam, bardzo przyjemna lektura! Pozdrawiam serdecznie!
-
2013/01/16 14:48:59
Mery stwierdza, że tu aż strach zaglądać... Tak kręciłam się wokół Twojej recenzji, zdążyłam przeskoczyć z jednego tomu WP do drugiego i w końcu się nie powstrzymałam, kupiłam "Listy". Właśnie przyszły, przeglądam i zdecydowanie stwierdzam, że warto, tylko teraz po prostu aż strach czytać nowy wpis, bo znów na zakupy pójdę, a na półce czeka tyyyyle książek (te przy łóżku konsekwentnie omijam).

PS. Dla zniechęconych ceną, polecam księgarnię Kumiko.pl, gdzie "Listy" znalazłam za 25 zł (to nie żart i nie SPAM - raczej radość książkowa;)
-
Gość: masza, *.centertel.pl
2013/01/18 20:56:39
Padmo jak zwykle dzięki za inspirację! Mery dzieki za kumiko, fakt taniej!
Czy ktoś z Was wie jak się ma to nowe wydanie Listów z pruszka do poprzedniego w zysku? Te drugie właśnie wywlokłam z bibliotecznego kurzu i za chwilę sie za nie zabieram, niestety powoli bo druczek malusi a kartki cieniusie jak papier śniadaniowy.
-
2013/01/18 22:22:45
masza - poprzednie wydanie cytuje fragmenty powieści Tolkiena w tłumaczeniu Łozińskiego, które, jak powszechnie wiadomo, jest wyjątkowo kontrowersyjne i generalnie uważane za mocno nieudane. Podobno w "Listach" wydanych przez Zysk i S-ka jest też trochę błędów, ale o ile wiem, to takich, które są zauważalne dla znawców różnych wąskich działek:) Tłumaczenie samych "Listów" jest w obu wydaniach to samo.

Mery - faktycznie, cena znakomita, nawet z wysyłką wychodzi dużo taniej niż gdzie indziej! Dziękuję za info, mam nadzieję, że ktoś skorzysta! Teraz w ogóle okres wyprzedaży, więc można zaopatrzyć się na kilka miesięcy;)
-
2013/01/21 19:31:02
Mery - dzięki za Kumiko! Wszyscy moi przyjaciele skorzystali również :)
-
2013/03/12 09:51:54
Z wyborem książek mam podobnie. Pomimo uprzednio przygotowanej listy i tak sięgam po pozycję, której klimat zgrywa się w danym momencie z moim nastrojem.



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...