Blog > Komentarze do wpisu

Własna biblioteka

Jakiś czas temu przez internet przetoczyła się fala postanowień dotyczących ograniczenia kupowania książek. Wielu blogerów anglojęzycznych zdecydowało, że przez kilka miesięcy nie kupią żadnej książki. Moda przyszła do Polski, niektórzy, na przykład Agnieszka, wytrwali w niekupowaniu przez cały rok. Także poza blogosferą tendencja jest zauważalna. Wiele moich koleżanek czuje wyrzuty sumienia, gdy kupują kolejne książki, chociaż koło ich łóżek piętrzą się całe stosy nieprzeczytanych tomów. I choć zazwyczaj jestem zwolenniczką minimalizmu i prostoty: nie mam zbyt wielu gadżetów; całymi latami jeżdżę tym samym samochodem, nie ze skąpstwa, ale z niechęci do kupowania nowego, skoro stary wciąż daje radę; garnki wymieniam, gdy odpadło dno; pojemniki po produktach spożywczych przerabiam na doniczki, i tak dalej, to w kwestii gromadzenia książek prezentuję całkowicie odmienną postawę.

Od dziecka chciałam mieć dużą biblioteczkę. A właściwie bibliotekę, nie lubię bowiem zdrobnień, a moje marzenia dotyczyły nie tyle kilku regałów w rogu pokoju, ile odrębnego pomieszczenia wypełnionego książkami. Wychowana w typowym blokowisku nie miałam szans na szybkie ziszczenie się tego marzenia, chociaż jednak nie mogłam mieć oprawy, nic nie stało na przeszkodzie, żeby zacząć kolekcjonować zawartość. I tak mój niewielki pokój zaczął zapełniać się książkami, najpierw grzecznie ustawianymi na półkach, które mój tato zbił z desek, następnie na meblościance, którą rodzice kupili mi gdy miałam 10 lub 11 lat. Meblościanka była dość pojemna, po kilku latach jednak i jej półki i szafki przestały wystarczać, książki zaczęły więc wędrować jeszcze wyżej i wkrótce zapełniły każdy skrawek przestrzeni na meblach, sięgając pod sam sufit. Jako nastolatka kupiłam za własne pieniądze dodatkowy regał i zamontowałam półki okalające pokój pod samym sufitem. Książki stały w dwóch, czasem w trzech rzędach, a jednak zawsze pamiętałam, gdzie co mam. Natrafiłam niedawno na opis jakby żywcem wyjęty z mojego dzieciństwa. Alberto Manguel, pisarz, tłumacz i wielki piewca miłości do książek, pisze tak:

Pamiętam, że jako nastolatek obserwowałem z fascynacją i przerażeniem, jak noc po nocy półki na ścianach mojego pokoju zapełniały się, najwyraźniej bez mojego udziały, aż żaden obiecujący kącik nie pozostał pusty. Nowe książki, położone płasko, jak w dawnych bibliotekach, zaczynały piętrzyć się jedna na drugiej. Stare książki, w ciągu dnia zajmujące przypisane sobie miejsca, podwajały i potrajały swą objętość, trzymając nowe nabytki na dystans. Wszędzie wokół mnie - na podłodze, w kątach, pod łóżkiem, na biurku - kolumny książek powoli wzrastały i przekształcały przestrzeń w saprofityczny las, które pnie zdawały się mnie stamtąd wypychać.

Raz, czasem dwa razy do roku robiłam książkowe porządki. Wyciągałam wszystkie woluminy na środek pokoju, układałam je w stosach na łóżku i na dywanie, wymiatałam kurz ze najdalszych zakamarków, a następnie zaczynałam obmyślać nowy system zapanowania nad chaosem. Czasem układałam je gatunkami, innym razem alfabetycznie. Polskie książki wędrowały na górę, inne na dół, by rok później zamienić się miejscami. Sortowałam je według miejsca pochodzenia autora lub stosownie do tematyki. Niezmiennie, jedna półka przeznaczona była na najukochańsze tomy, a jej zawartość zmieniała się zaskakująco rzadko. Nawet dzisiaj, gdy od lat mieszkam gdzie indziej, a książki z tej wyjątkowej półki częściowo przywędrowały ze mną i zostały rozparcelowane po całym mieszkaniu, byłabym w stanie wyrecytować ich tytuły w kolejności od lewej do prawej. Porządku rzadko kończyły się pełnym powodzeniem. Żaden system nie był w stanie ogarnąć całego tego bogactwa. Kategorie nie pasowały do wielkości półek, a nawet jeśli udało mi się je z grubsza dopasować, konieczne było jeszcze posortowanie w ramach poszczególnych grup. Przeważnie kończyło się na wciskaniu ostatnich książek, gdzie popadło, a z perspektywy najbardziej zadziwia mnie to, że wszystkie te przemeblowania nie przeszkadzały mi w bezbłędnym lokalizowaniu każdej szukanej pozycji w ciągu kilku minut. Umiejętność, której niestety nie zachowałam w dorosłym życiu.

Zawsze wierzyłam, że gdy będę miała swoje mieszkanie, co najmniej jeden pokój będzie w całości zabudowany regałami na książki. Rzeczywistość oczywiście wygląda całkiem inaczej, choćby dlatego, że nie jest łatwo przekonać partnera, który nie ma skrzywienia na punkcie domowej biblioteki do "zagracenia" nowego, przestronnego mieszkania setkami książek. Zresztą, nigdy na to nie nalegałam. Wiedziałam, że książki będą przybywać z czasem, nauczona doświadczeniami z dzieciństwa wiedziałam, że pojawiają się samoistnie i anektują kolejne fragmenty przestrzeni. Manguel pisze: "W bibliotece, żadna pusta półka nie pozostaje pusta długo. Podobnie jak Przyroda, biblioteki nie znoszą próżni." Kupiliśmy więc kilka regałów i czekaliśmy spokojnie. Po kilku latach dokupiliśmy kolejny, U zamontował kilka półek, a ja zaczęłam ponownie wdrażać coraz to nowe systemy organizacji, które po kilku miesiącach przestawały działać. Półka przeznaczona na reportaże szybko się zapełniła, kolejna także, poezja, początkowo zajmująca połowę najniższej półki zaczęła wędrować po różnych regałach. W tej chwili razem trzymają się chyba tylko albumy, które z racji swojego rozmiaru mieszczą się tylko na dwóch półkach specjalnie dla nich dopasowanych (chociaż ostatnio przyłapałam dwa opasłe albumy fotograficzne leżące poziomo w zupełnie obcym miejscu, jakby chciały się tak rozpłaszczyć dla niepoznaki). Udaje mi się też utrzymać powieści osiemnastowieczne na jednej półce, chociaż inne książki dotyczące tej epoki niepokojąco się rozpełzły.

Próbuję je jakoś trzymać w ryzach, ale nie mam zamiaru z tym przesadzać. Biblioteka powinna żyć. Książki, które przypadkiem znajdą się obok siebie, mogą naprowadzić czytelnika na nieoczekiwany trop. Jedna lektura prowadzi do drugiej, a szukając przestawionego gdzieś tomu możemy przypadkiem odkryć inny, którego szukaliśmy, sami o tym nie wiedząc, a nawet nie pamiętając, że go mamy.

Posiadanie wielu książek daje niezwykłą wolność. Jest to szczególnie widoczne, gdy czytamy nie tylko dla rozrywki, ale także używamy ich do pracy, do napisania czegoś, do poszerzenia wiedzy. Doświadczyłam tego podczas pobytu w Chawton, najbardziej niezwykłego miesiąca w moim życiu. W malowniczym starym domostwie na angielskiej wsi, należącym ongiś do brata Jane Austen, stworzono prawdziwe sanktuarium literatury osiemnastowiecznej. Główna biblioteka przechowuje bezcenne manuskrypty i pierwsze wydania zapomnianych już przez świat powieści, poradników i listów. Oprócz tego jednak w Chawton jest też pokój służący jako czytelnia, czy też swego rodzaju obszerny gabinet. Gdy przebywałam tam jako stypendystka fundacji Chawton House Library, w tym gabinecie właśnie spędzałam całe godziny każdego dnia. Donoszono nam tam książki z głównego księgozbioru, a gdy potrzebowałyśmy sprawdzić coś w opracowaniach, słownikach, biografiach i wszelkich innych źródłach, wystarczyło podejść do ściany i przejrzeć książki na półkach. Było tam dosłownie wszystko, czego może pragnąć doktorant zajmujący się wczesnymi pisarkami angielskimi. Biografie osób, o których nawet nigdy nie słyszałam. Fascynujące, niedostępne nigdzie w Polsce opracowania o życiu guwernantek, o wychowaniu dzieci, o podróżach, o przenośnych bibliotekach funkcjonujących na angielskiej wsi, o życiu na dworze królewskim i w londyńskich slumsach, o kobietach pracujących w męskim przebraniu, o piratkach, pisarkach i prostytutkach, o haftowaniu, rodzajach tańców i dobrych manierach. Do tego wszystkie chyba istniejące współczesne wydania powieści osiemnastowiecznych, listy i pamiętniki z epoki, encyklopedie, słowniki i kompendia. Gdy pisząc lub czytając natrafiałam na cytat, który dobrze byłoby zweryfikować, nie musiałam zastanawiać się, jak to zrobić - odpowiednie źródło stało za mną na półce. Podobny komfort pracy można mieć, gdy pisze się w wielkiej bibliotece, takiej jak British Library. Jednak w British Library książki trzeba zamawiać z katalogu i czekać na ich dostarczenie, a jeśli ma się pecha i tak jak ja zajmuje dość niszowym tematem, czas oczekiwania często wynosi ponad dobę. W Chawton niezbędny księgozbiór mieścił się w jednym, niezbyt obszernym pomieszczeniu.

"Moje" biurko w Chawton.

W czytelni w Chawton - fragment tego zdjęcia widać na co dzień w sekcji "O mnie" na blogu.

Miesiąc w Chawton jeszcze bardziej rozbudził we mnie pragnienie zgromadzenia biblioteki, które umożliwiałaby mi podobny komfort pracy. Biblioteki, w której nie tylko znalazłyby się książki, o których wiem, że będą mi potrzebne, ale też takie, które mnie kiedyś zaskoczą. Które odkryję po latach, znajdując w nich inspirację, której potrzebowałam.

Miejsce, w którym jesteśmy otoczeni książkami, zapewnia spokój. Virginia Woolf we "Własnym pokoju" pisała, że aby pisarz mógł przekazywać swoje doświadczenia w pełni, niezbędna jest wolność, ale także prywatność i spokój. A gdzie możemy czuć się bardziej wolni, a zarazem odosobnieni, niż w swojej własnej bibliotece? Manguel powołuje się na Senekę i greckie pojęcie euthymii, czyli spokoju wewnętrznego - jego zdaniem chwila tylko dla siebie, w intymnym otoczeniu własnych książek, umożliwia nam osiągnięcie tego pożądanego stanu.


Każda prywatna biblioteka jest niepowtarzalnym zapisem pasji, przypadkowych decyzji i przemyślanych wyborów. Jest zwierciadłem, w którym może przejrzeć się jedynie osoba, która ją stworzyła, inni mogą jedynie zgadywać, na podstawie znajdujących się w niej tytułów, jej układu, a nawet umeblowania, co grało w duszy jej właściciela. Dlatego tak fascynujące bywa oglądanie bibliotek znanych ludzi, zwłaszcza naszych ulubionych pisarzy. Chciwie wpatrujemy się w rzędy książek na ich półkach, zastanawiając się, jak na nich wpłynęły, dlaczego wybrali takie, a nie inne pozycje, które należały do ulubionych, a które znalazły się tam przypadkiem, na przykład przywędrowawszy jako niechciane prezenty. Nieczęsto niestety biblioteka zachowuje swój kształt po śmierci właściciela. Często zostaje rozparcelowana na części, a jeśli nawet ktoś zadba o zachowanie całości, nie zawsze możliwe jest zachowanie jej w pierwotnym jej położeniu. Książki będące ongiś własnością kogoś, kto je czule przeglądał, podczytywał, przestawiał, trafiają do magazynu muzeum lub większej biblioteki, z rzadka jedynie wystawiane na widok publiczny w zimnych gablotach. A iluż bibliotek nigdy nie poznamy? Bardzo chciałabym wiedzieć, jakie książki miała na swojej półce Jane Austen lub co czytywała do poduszki Fanny Burney, ale niestety! Pozostały jedynie strzępy informacji, zachowane w pamiętnikach i listach.

Oczywiście, nikt nie spodziewa się, że jego biblioteka będzie po jego śmierci cenna dla potomnych. Jednak jeśli uda nam się zebrać sporo książek z jakiejś konkretnej dziedziny, nasz księgozbiór może stać się unikalny. Amerykański poeta dziewiętnastowieczny, Oliver Wendell Holmes, powiedział, że "każda biblioteka powinna być pełna w jakiejś dziedzinie, choćby była nią historia szpilek." No bo kto, jak nie my, miałby zgromadzić kolekcję książek o interesującej nas dziedzinie?


Oczywiście, gromadzenie książek wiąże się przeważnie z niemożliwością przeczytania ich wszystkich - zazwyczaj kupujemy szybciej, niż czytamy. Gdy ktoś pyta mnie, czy przeczytałam wszystkie książki, które mam w domu, nie mam oporów przed przyznaniem, że nie. Umberto Eco opisał uroczy sposób radzenia sobie z podobnymi sytuacjami:

Znam kilka sposobów udzielenia odpowiedzi osobie, które przebywając po raz pierwszy u kogoś z wizytą i zauważając okazałą bibliotekę, zdobywa się jedynie na pytanie: "Przeczytał pan je wszystkie?". Jeden z moich kolegów odpowiadał wówczas: "O wiele więcej, proszę pana, o wiele".

Jeśli o mnie chodzi, mam przygotowane dwie odpowiedzi. Pierwsza: "Nie. Są tu tylko książki, które muszę przeczytać w przyszłym tygodniu. Te, które już przeczytałem, znajdują się na uniwersytecie". I druga: "Nie przeczytałem żadnej z nich. W przeciwnym razie po co miałbym je tutaj trzymać?'.

Samuel Johnson czytał książki, które posiadał, bardzo wyrywkowo. Jeśli, na przykład, jakieś strony były nierozcięte, pomijał je, twierdząc, że nie sądzi, iż "to, co jest na stronach nierozciętych jest bardziej wartościowe niż to, co znajduje się na tych, które mam otwarte".

Nieco bardziej serio, Eco pisze, że "wszyscy mamy w swoich domach dziesiątki, setki, a nawet - jeśli nasza biblioteka jest imponująca - tysiące książek, których nie czytaliśmy. Ale pewnego dnia weźmiemy je do ręki, by uświadomić sobie, że już je znamy." Dzieje się tak, bo książki, które mamy obok siebie, przechodzą przez nasze ręce wielokrotnie. Kartkujemy je, czytamy inne, które się do nich odnoszą, czasem czytamy rozdział czy dwa, by je potem odłożyć. A one tam są, czekają cierpliwie, gdybyśmy kiedyś właśnie ich potrzebowali. Manguel pisze o tym pięknie: " Nie mam poczucia winy w stosunku do książek, których nie czytałem i być może nigdy nie przeczytam. Wiem, że moje książki mają nieograniczoną cierpliwość. Będą czekały na mnie do końca moich dni."

Mimo to wiele moli książkowych nieco wzbrania się przed kupowaniem książek, a widok nieprzeczytanych książek wzbudza w nich poczucie winy. Być może przeważają tu względy praktyczne - mało kto może pochwalić się taką przestrzenią życiową, która pozwalałaby mu na stworzenie biblioteki swoich marzeń. Książki zabierają nam cenną przestrzeń, gromadzi się na nich kurz, a poza tym, jakby na to nie patrzeć, są poniekąd dobrem luksusowym - w końcu ich zakup nie jest koniecznością, a biblioteki są ogólnie dostępne. Ja jednak nie potrafię oprzeć się potrzebie zgromadzenia ich wokół siebie, i nawet nie chcę. Oczywiście - jestem wybiórcza. Wielu książek, które znajdują jakoś drogę do mojego domu, ostatecznie nie zatrzymuję. Jednak konsekwentnie gromadzę książki z interesujących mnie dziedzin - albumy z fotografią przyrodniczą, które ze względu na cenę i gabaryty zamawiam nie częściej niż raz w roku z jakiejś zagranicznej księgarni, powieści, których akcja toczy się na chłodnych i odludnych wyspach, a przede wszystkim wszystko, co dotyczy życia kobiet w osiemnastym wieku. W tej dziedzinie zresztą już posiadam zbiór literatury, który jest moim zdaniem dość wyjątkowy, i przyznam, że ciężko mi pisać poza domem, bo mam tu księgozbiór prawie wystarczający. Do zbiorów czytelni w Chawton jeszcze mi daleko, ale pierwszy krok już został zrobiony:-)

Bakcyla gromadzenia, układania i hołubienia książek łyknęła też moja córka, która ostatnio także zaczęła robić generalne porządki na półkach i przestawiać je według sobie tylko znanego systemu. Nad łóżkiem ma półkę, na której mieszczą się jej najukochańsze lektury, i powoli zaczyna narzekać na brak miejsca. A zaletą gromadzenia księgozbioru przez pokolenia jest to, że na jej regałach stoją też książki kupione przez moich rodziców dla mnie, te same, które ja niegdyś katalogowałam i przestawiałam. Czytamy teraz "Tajemniczy ogród" i Ola zaintrygowana spytała, dlaczego co kilka stron w jakimś miejscu jest kolorowa kreska narysowana kredką. Roześmiałam się i wyjaśniłam, że była to jedna z pierwszych książek, które czytałam samodzielnie, i żeby nie zapomnieć, gdzie kończyłam lekturę, stawiałam taką właśnie kreskę. Ciągłość zostaje zachowana, a kto wie, czy moja córka nie przekaże niektórych moich książek swoim dzieciom?

Wiadomo, że kupowanie książek wiąże się z wydatkami. Ale my, mole książkowe, wiemy, że to nie jest prawdziwa przeszkoda. Wyprzedaży i promocji jest wiele, zwłaszcza na stronach wydawnictw, są księgarnie taniej książki, aukcje internetowe i systemy wymiany. Większym problemem jest brak miejsca na nowe książki. A jednak ja opowiadam się po stronie tworzenia własnych bibliotek, czy choćby biblioteczek. Nasz dom będzie cieplejszy, przyjaźniejszy, bardziej przytulny, gdy będą w nim książki.

Po której stronie się opowiadacie? Wolicie książki pożyczać i nie kłopotać się ich przechowywaniem? Śladem Seneki kupujecie tylko najstaranniej wyselekcjonowane tytuły i wyśmiewacie tych, którzy poprawiają sobie samopoczucie półkami pełnymi książek? Nieprzeczytane stosy wywołują w was wyrzuty sumienia? Czy też radośnie chomikujecie kolejne tytuły z myślą o wakacjach, urlopie czy nawet emeryturze? Chętnie poznam wasze opinie!

Cytaty z Alberto Manguela pochodzą z książki "The Library at Night", tłumaczenie moje.

Cytaty z Umberto Eco pochodzą z "Nie myśl, że książki znikną", tłum. Jan Kortas.

Inne cytaty z moich notatek zgromadzonych w miejscach różnych;)

Zdjęcia z Chawton własne, pozostałe zdjęcia bibliotek ze strony The Captive Reader.


wtorek, 12 lutego 2013, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/02/12 01:32:01
Jako posiadaczka mieszkania o oszałamiającej wielkości dwudziestu metrów kwadratowych kiedyś musiałam powiedzieć: Dość! nie będę więcej kupować książek bo po prostu nie mam na nie miejsca. Cho oczywiście to Dość brzmi blado kiedy okazuje się w księgarni, że na półce stoi coś co strasznie mnie interesuje. Jednak zmuszona koniecznością przyjęłam prostą zasadę - powieści pożyczać z biblioteki albo kupować na ebookach i dopiero po przeczytaniu decydować się na książkę w realnym formacie (jeśli była na tyle dobra, że chce mieć pewność, że będzie ze mną na zawsze). Natomiast kupuję bez zastanowienia książki z trzech kategorii - pierwsza to książki o filmie - pod każdą postacią - to moja pasja, miłość i praca więc nawet jeśli ich nie przeczytam chce je mieć tuż obok (poza tym zgadzam się z Eco - wciąż biorę do ręki nieprzeczytane książki które okazuje się znam), drugi gatunek to poezja - tomiki poezji trzeba mieć własne, niczym się ich nie zastąpi i na całe szczęście są na tyle cienkie, że dużo mieści się w jednym miejscu :) No i wystarczy przeczytać nawet jeden wiersz ze zbioru by nie mieć wyrzutów sumienia. Trzeci rodzaj to książki naukowe które kupuję dla wygody i wygodę tą cenię ponad wszystko bo nie musieć spieszyć się z oddaniem tomu to prawdziwa wolność. Ale jako dziecię wychowane w domach gdzie książki zabierały kuchnie, przedpokoje, parapety, blaty i niekiedy łóżka wiem, że dom bez książek jest psuty i nie wyobrażam sobie by kiedyś znaleźć się w takim mieszkaniu gdzie książki przekłada się z miejsca na miejsce :) No i oczywiście marzę o bibliotece choć mając jeden pokój mogę powiedzieć, że w swojej bibliotece mieszkam :)
-
Gość: salome, 89.218.16.*
2013/02/12 06:03:08
piekny post. Dziekuje bardzo. Teraz wie jak odwiedzic na denerwujace pytania i odwołania partnera: najpierw przeczytaj to wszystko i potem kup nowe!
miejsca co prawda nie ma, trzeba sie powstrzymac ale kiedy mam depressiwny nastroj zawsze ide do ksiegarni. podczytuje, ogladam kartkuje, zawsze kupuje memoire zapiski osiemnastego dziewietnastego wieka, tutaj nie ma mowy o miejscie.
Dziekuje bardzo, latem wyjade do Polski, juz wiem dzieki pani blogu co chze nabyc.
-
2013/02/12 07:23:59
Padmo, z przyjemnością przeczytałam i czuję się w pełni rozgrzeszona:-) Źle się czułam, kiedy na wszystkich blogach akcje, żeby nie kupować książek, skoro ja po prostu lubię je kupować i sprawia mi to radość:-) Ba, ja nawet nie lubię chodzić do biblioteki i wypożyczać:-) ja po prostu lubię mieć swoje:-) A miejsce...na szczęście jeszcze troszkę mam, choć gdybym wiedziała, tak szybko będą zapełniać się regały,nie wpadłabym na pomysł, aby w prezencie ślubnym zamiast kwiatów poprosić o książkę:-) W tym momencie moja biblioteczka zapełniła się o ok. 40 pozycji, które sama wybrałam:-) Od ślubu minęło kilka lat, a niektórych nadal nie przeczytałam. Teraz jednak przyjęłam system,że np. kryminały do których wiem,że nie wrócę kupuję na Kindla.
Uważam też, że w przypadku pracy naukowej - księgozbiór podręczny w domu jest niezbędny, widzę to po sobie. Możliwość sprawdzenia informacji w każdej chwili jest bardzo ważna.
Ja układam książki gatunkami, jakoś ten system od lat mi się sprawdza, ale chyba pora na porządki:-)
Jak zwykle przeczytałam post z przyjemnością:-) Skończyłam właśnie Koronę śniegu i krwi, zachwycona jestem:-) dziękuję za polecenie!
-
2013/02/12 07:40:37
AA, a może byś sfotografowała dla nas swoje zbiory?:-)
-
2013/02/12 08:30:44
Ja, jak już wiesz, z tych nałogowo kupujących :) Lubię mieć, wrócić, zajrzeć, polecić komuś, nie lubię tego uczucia "gdzie ja to czytałam... ach, nie mam tej książki, musiała być z biblioteki...". Oczywiście cierpię na brak miejsca - w 2,5 pokojowym mieszkaniu mam 4 osoby, 2 koty i pewnie ok. 2 tys. książek, które uciekają z regałów na stosy na podłodze, parapecie, wymykają się próbom ogarniania i układania.
Ostatnio kupuję mniej - nie żeby jakieś postanowienie, ale realistycznie zaczęłam zdawać sobie sprawę z braku czasu i jakichkolwiek szans na przeczytanie tych oczekujących. Poza tym chyba nie chcę już kupować czytadełek na raz, których później nikt nie chce, nawet za darmo... Myślałam nawet o uwalnianiu ich w autobusach :) Ale cóż z tego, skoro książek wartościowych też przybywa...
Dzieci mają swoją biblioteczkę, ale starszy coraz śmielej sięga na nasze półki i dobrze, cieszę się, że moje bardzo eklektyczne zbiory otwierają przed nim możliwość wyboru, swobodnego buszowania i odnajdywania czegoś dla siebie. Młodsza niedawno miała przeczytać lekturę, której akurat nie mamy - poszła wypożyczyć, ale nie podarowała sobie komentarza: "Naprawdę możliwe, że nie mamy w domu jakiejś książki?" :)
Zazdroszczę Ci księgozbioru i konkretnej pasji, bo sama takiej nie mam, i raczej nawet o historii szpilek wiele się u mnie nie znajdzie...
-
2013/02/12 08:41:47
I ja często mam wyrzuty sumienia, że kupuję co chwilę książki, mimo, że w domu stoi kilka w kolejce do przeczytania. Rodzina mi mówi, że to uzależnienie. Pewnie i tak. Ale chyba mało szkodliwe i coś cennego po sobie zostawia.

Ach, gdyby nie te ograniczenia finansowe...
-
2013/02/12 09:11:17
Iarhes, ja mam podobnie, stosy nie przeczytanych leżą a ja wciąż dokupuje nowe, a jeszcze książki z biblioteki czekają na przeczytanie :-)
-
2013/02/12 09:13:20
Ja kupuję dość dużo książek, choć raczej staram się kupować te, do których będę chciała wracać - lubię mieć przyjaciół przy sobie :) I co jakiś czas dostawiam nową półkę, a jak miejsce już się kończy, to wtedy robię przegląd i część książek oddaję do najbliższej biblioteki, chociaż przyznam, że robię to niechętnie.
Też marzy mi się biblioteka... najchętniej taka z kominkiem i wygodnym fotelem, niebezpieczeństwo widzę jednak takie, że jeśli już bym taką bibliotekę miała, to pewnie nie chciałoby mi się stamtąd wychodzić...
Pozdrawiam!
-
2013/02/12 09:23:31
Kupuję, czytam wyłącznie swoje własne. Nie znoszę presji czasu, ograniczeń i świadomości, że z tyłu za mną tworzy się ogonek po owe dzieło. Oczywiście z wiekiem robię się rozsądniejsza, kupuję ściśle wytypowane przez siebie książki, ale i tak stos nieprzeczytanych rośnie. Kiedyś układałam tematycznie i autorami, teraz wbijam poszczególne tomy w wolne miejsca i obiecuję sobie i książkom nowe półki.
Nie rzucam deklaracji o abstynencji książkowo-zakupowej, już raz rzuciłam sobie wyzwanie i zrezygnowałam z palenia papierosów, po 4 latach wciąż nie jestem przekonana, czy to była właściwa decyzja. Tak więc nigdy więcej żadnego ograniczania się i odbierania sobie przyjemności:).
-
2013/02/12 09:29:38
Sama wiesz, jak to u mnie wygląda... Przyznaję, że moje nałogowe zbieractwo przybrało na sile po przeprowadzce do Londynu, bo dzięki temu charity shopom było mnie po prostu na książki stać. Kiedy U A i ja zamieszkaliśmy razem też zaczęłam więcej kupować , bo wreszcie wtedy odkryłam, że wreszcie miejsce na książki. Te dobre pożyczam. czasy już się skończyły. Teraz pożyczam książki na prawo i lewo, żeby zrobić miejsce na te trzy stosy na stole. Ale jeszcze się mieszczę, ledwo co, ale jeszcze. Za to odkryłam, że kindle służy do sprawdzania, czy książkę chcę mieć, czy nie. A z bibliotek też korzystam, a jakże. Może nieco mniej ostatnio, ale wciąż coś wypożyczam. A dzięki Umberto Eco już wiem, co powiedzieć, kiedy się mnie będą pytać, czy wszystko już czytałam. Zresztą takie pytania zadają niewtajemniczeni a nie prawdziwe książkochłony. Pozdrawiam i do zobaczenia przy biblioteczkach!
-
2013/02/12 10:00:07
Od pewnego czasu zawęziłam moją bibliotekę do hasła: Indie. Jednak to pojęcie jest ogromnie szerokie: wszystko o Indiach, książki z miejscem akcji w Indiach, książki autorów pochodzących z Indii. Hm, jeszcze bardziej szeroko, bo dołączyły książki o Pakistanie, Afganistanie i innych krajach tamtych rejonów. Książki o kinie indyjskim. i druga pasja książki dla dzieci i młodzieży. Tu starannie wybieram to co podoba się mojemu synowi i mnie. Są też książki, które lubię, do których wracam. No i książki o chorobie nowotworowej u dzieci, książki o śmierci, książki o rodzicach i dzieciach walczących z ciężką chorobą. Jednym słowem i tak brakuje mi na nie miejsca, próbuję zapanować nad nimi i zaczęłam je katalogować. Mogę nie kupić sobie nowych butów, naprawić starą torbę, doszyć łaty na spodniach, ale nie umiem nie kupić książki. Ciągle marzy mi się taki schowek w internetowej księgarni do której mogą zaglądać nasi bliżsi i dalsi znajomi jak nie mają pomysłu co nam kupić w prezencie. Kupują książkę i ona znika z naszego schowka.Mam bogatą przechowalnię w merlinie, prawie zawsze tkwi tam 50 pozycji, robię tam porządek co jakiś czas ale tylko ja mam dostęp i to jest niefajne. Ileż razy zamiast nietrafionych prezentów mogłabym zostać obdarowana czymś o czym marzę.
-
2013/02/12 10:19:58
Kiedyś wypożyczałam książki tylko z biblioteki, ale kiedy nie mogłam wypożyczyć książki bo była oblegana kupiłam ją i tak się zaczęło. W tej chwili mam kilka książek kupionych z wyprzedaży które na mnie czekają. Zawsze wychowywałam się w domu gdzie było dużo miejsca, i mam nadzieję w przyszłości w domu wygospodarować miejsce na moją bibliotekę.
-
2013/02/12 10:32:05
piękny tekst, brakowało mi czegoś takiego, szczególnie dlatego, że ciężko jest wytłumaczyć nawet czytającym znajomym pasję zbierania książek. a mnie one poprawiają humor, kiedy się budzę mój wzrok pada na wypełnione regały i od razu chce się wstać! kiedyś kupowałam bezkrytycznie, teraz staram się bardziej selekcjonować to, co trafia na moje półki, jedyny problem polega na tym, że interesuję się wieloma rzeczami i ciągle ich przybywa! i oczywiście czytam mniej niż kupuję, za czym idą wyrzuty sumienia... ale teraz za każdym razem kiedy kupię sobie nową książkę i przypałętają się do mnie te wyrzuty sumienia, będę mogła je odgonić wracając do Twojego wpisu :)
-
2013/02/12 10:42:54
bezszmer - zwłaszcza, że nigdzie nie ma takich dobrych warunków do kupowania książek, jak w Anglii:) Musiałabyś być z kamienia, żeby się powstrzymywać:) Mnie też książki na półkach zdecydowanie poprawiają humor:)

martyda - jeśli masz miejsce, to tym bardziej nie ma powodu, dla którego miałabyś rezygnować z kupowania książek:) Biblioteki bibliotekami, ale czasem nie chce się czekać na swoją kolejkę, albo po przeczytaniu już stwierdza, że warto by tę książkę mieć...

katarzynabobak - o, książki o Indiach też mogłabym zbierać, zresztą mam sporo literatury azjatyckiej w domu. Co do schowka, to tak działa na przykład wishlista na amazonie - można ją udostępnić publicznie, aczkolwiek chyba książki kupione przez kogoś innego z niej nie znikną, musisz Ty je odhaczyć jako kupione. Jeśli chodzi o polskie strony, możesz zrobić sobie taką listę wymarzonych książek na chce.to (chce.to/), możesz ją udostępnić znajomym, rodzinie i w ogóle każdemu:)

dabarai - myślałam o Tobie, pisząc tę notkę:-) Masz taki sam chaos w książkach jak ja;-) A poza tym jestem zdania, że jeszcze miałabyś gdzie wcisnąć regał lub półki!;-) No i tak jak napisałam przed chwilą do bezszmer - w Londynie kupowanie książek jest tak łatwe, że trudno się powstrzymać, tak samo zbieranie książek o określonej tematyce.
-
2013/02/12 10:56:20
jane_doe_blog - może i masz rację, że jest jakieś podobieństwo między kupowaniem książek, a paleniem;) Ja też nie lubię kolejek i terminów, korzystam z bibliotek, ale gdy mnie jakaś nowość bardzo kusi, nie zastanawiam się długo i wolę kupić, niż czekać.

prosperiusz, larhes - to tylko musicie się pozbyć wyrzutów i będzie Wam od razu lepiej, i tak przecież nie przestaniecie kupować książek;) Ograniczenia finansowe to bardzo dobra rzecz, jedyny hamulec;) Chociaż w sumie nie jedyny, jeszcze lepszym jest brak miejsca;)

gania76 - poruszyłaś ważny temat - kupowanie książek wiąże się z wracaniem do nich. Jeśli należałabym do osób, które nigdy nie wracają do raz przeczytanych książek, gromadzenie ich faktycznie nie miałoby sensu, ja jednak lubię wracać. A zbyt wygodny fotel, kominek i książki pod ręką to faktycznie pewne zagrożenie, zwłaszcza dla zdrowia;) W ogóle czytanie zdrowe nie jest, mam zamiar kiedyś o tym napisać;)

mdl2 - Twoja córka ma całkiem ostry język:-) Ja czekam na to, aż mi zacznie buszować po półkach, sama tak robiłam w dzieciństwie i pamiętam to do dzisiaj:) Ja wystawiam czasem książki na tzw. Miejskie regały, które pojawiły się jesienią w Poznaniu, aczkolwiek nie jestem z tego całkiem zadowolona, bo mam wrażenie, że jestem jedną z nielicznych osób, które to robią... Ale to i tak lepiej niż w autobusie;) Poza tym przypuszczam, że jakbyś swoje "polarne" książki zebrała do kupy, to też by się utworzył całkiem ciekawy zbiór?

Ola_83 - może kiedyś sfotografuję, kto wie:) Chociaż moje książki są strasznie upchane, stoją w kilku rzędach, co nie jest zbyt fotogeniczne... A z książkami zamiast kwiatów to znakomity pomysł:)

salome - zgadza się, kupowanie książek to taka sama terapia jak dla niektórych kupowanie ciuchów:)

ratyzbona - przypuszczam, że kupujesz też duże ilości dvd, chyba o tym kiedyś pisałaś, więc faktycznie, z miejscem może już być krucho;) Nie jedź, moja droga, do Londynu, bo jak wejdziesz do antykwariatu, to książkami o brytyjskim kinie zapełnisz sobie resztę przestrzeni;) Podpisuję się obiema rękami pod poezją, i faktycznie, nie jest to zły argument, że przeczytanie jednego wiersza to już jest przeczytanie;)
-
2013/02/12 10:58:11
Własna biblioteczka to taki wspaniały luksus :) Ja przeprowadzając się do nowego mieszkania zaprojektowałam mnóstwo miejsca na książki, cieszyłam się, ze starczy mi go na długo. Nie mogłam być w większym błędzie :) Po kilku miesiącach osiągnełam już stan w którym upycham już gdzie tylko mogę...i co teraz? Muszę obmyślić jakiś plan. Choć przyznam szczerze, że lubię jak ksiązki są wszędzie...
-
2013/02/12 11:31:21
Pięknie napisałaś o swojej pasji:) Wszystkie mole odnalazły tu fragmenty dotyczące właśnie ich :) U mnie też biblioteka spora, zakładana w latach wczesnego dzieciństwa. Mimo ciągłego odwiedzania biblioteki osiedlowej zapragnęłam swoich własnych książek. I ta pasja trwa do dziś, choć kupuję już z rozmysłem. Natomiast rozstań z książkami musiałam się dluugo uczyć, bo to dla mola nie jest łatwe. Wciąż bronię się przed czytnikiem, bo na co będę patrzeć z przyjemnością? Czym będę zaskakiwana przy następnych porządkach? Jak pożyczać e-booki? Naprawdę nie mam dla nich serca.
Co innego moi papierowi przyjaciele, oni są ze mną zawsze :)

ps. ciekawe znalazłaś odpowiedzi na irytujące pytania, muszę je zakonotować :)
-
2013/02/12 11:47:59
@padma - w marcu jadę do Londynu, już zaczęłam wyrzucać ubrania by zrobić miejsce na nowe książki o kinie ;) DVD w porównaniu z książkami to pikuś zwłaszcza jeśli się je przechowuje w specjalnych szafkach wedle specjalnych systemów ;)
-
Gość: barakuda, *.itsa.net.pl
2013/02/12 12:00:45
Ja zdecydowanie mam naturę chomika, jeśli chodzi o książki, ale dotyczy to tylko książek, które mi się podobały. Te, które mnie nie zachwyciły, oddaję lub sprzedaję bez bólu, a resztę lubię mieć "na widoku". Niedawno z bólem serca musiałam część wynieść na strych, bo już sie nie mieściły (naprawdę się nie mieściły - ksiązku trzymamy nawet w półce na wino zamiast wina), ale w tym roku zaczynamy bodowe domu i w tym nowym domu będziemy mieli bibliotekę! Jak już ją swtorzę, wrzucę zdjęcia na swojego bloga: barakudatoja.blogspot.com/
-
2013/02/12 12:32:14
Staram się nie kupować ze względów finansowych i metrażowych. Przeszłam przez fazę namiętnego gromadzenia, po czym odkryłam z niepokojem, że przyjemność kupowania nowych tytułów zaczyna być większa niż przyjemność czytania. Zamiast sięgnąć po coś nowego, co miałam na półce, wolałam nabyć kolejna nową. Poza tym uwielbiam biblioteki, wizyty tam są dla mnie o wiele przyjemniejsze niż wizyty w księgarni, działają antydepresyjnie. No i kończyło się tak, że kupowałam stosy książek, a czytałam tylko to, co przynosiłam z biblioteki. "Poszłam na odwyk", kiedy poczułam, że nie bawi mnie już kupowanie książek, a potem układanie ich w pokrywający się kurzem stos, co do którego mam niemal pewność, że poleży tak miesiące, a raczej lata...
Obecnie staram się kupować tylko te książki, które już czytałam i wiem, że będę do nich wracać oraz autorów, którzy mnie na pewno nie zawiodą. Czasem mnie skusi coś nieznanego, jeśli czytałam jakąś bardzo pozytywną opinię na temat. Powieści na raz, których nie mam skąd pożyczyć, staram się nabywać w postaci nakindlowej.
-
2013/02/12 12:41:49
Och, jak Ty pięknie piszesz o książkach - uwielbiam do Ciebie zaglądać właśnie przez takie notki.:)

Cóż, jeśli o mnie chodzi, gromadzę sporo książek - ale zostają u mnie tylko te ściśle wyselekcjonowane. Pozostałe rozlosowuję, wynoszę do biblioteki albo wymieniam na te, które koniecznie chcę mieć. To, co zostaje najchętniej zgromadziłabym w jednym pomieszczeniu, takim, w którym zgromadziłabym też wszystko, co niezbędne do kultywowania także innych moich pasji. Ciągle mam nadzieję, że kiedyś sobie taki pokoik zorganizuję.:)
-
2013/02/12 13:14:12
Ja jestem niestety (albo stety) taką osobą, która uwielbia chomikować w notesie nowe tytuły książek do przeczytania.
Na ten rok obiecałam sobie nie dopisywać nowych tytułów przynajmniej dopóki nie przeczytam większości książek z mojego notesu. Myślisz,że potrafię się powstrzymać? E tam! No, ale jak mam się powstrzymać jak w internecie tyle ciekawych recenzji, jak np: na Twoim blogu.
Pozdrawiam i zapraszam do mnie: www.szeptyduszy.blog.onet.pl
-
2013/02/12 13:38:01
Kiedy bylam biedna studentka a potem jeszcze biedniejsza bibliotekarka z oczywistych wzgledow musialam sie ograniczac. Kupno ksiazki bylo swietem wyczekiwanym i starannie planowanym. Zdumiewalam wtedy moich znajomych. Kupowalam tylko i wylacznie ksiazki ktore juz znalam i wiedzialam ze bede je czytac wielokrotnie. Klasyczne, jakze meczace pytanie "ale po co ci ksiazka, ktora juz czytalas?" pojawialo sie regularnie. Nie stac mnie bylo na jednorazowki. Staralam sie je wypozyczac z biblioteki. Zaszokowalam kiedys ochroniarza w ksiegarni (dluga historia....) wyjmujac z plecaka osiem bibliotecznych ksiazek, niektore pokazne.
Potem kiedy moja sytuacja materialna ulegla niejakiej poprawie rozbawilam serdecznie mojego meza w empiku. Weszlam, uswiadomilam sobie, ze moge kupic sobie ksiazke, ba - nawet dwie!! TRZY!!! i nie bede musiala oszczedzac na jedzeniu - i lzy stanely mi w oczach. Potem nie mozna bylo mnie juz zatrzymac. Ale te biedne czasy bardzo sobie cenie, wlasnie dlatego ze nauczyly mnie rozrozniac jednorazowki od przyjaciol. Przyznaje ze mam wyrzuty sumienia kupujac wlasnie ksiazki o ktorych wiem, ze przeczytam je tylko raz. Zastanawiam sie wtedy zawsze bardzo dlugo. Po co zagracac polki? Ale po angielsku czytam jednak wolniej i biblioteczne ksiazki rzadko zdaja egzamin. Jesli jest ebook to czytadla zawsze kupuje w takiej formie. Z drugiej strony - i to jest osobne zagadnienie - stwierdzilam ze smutkiem, ze coraz wiecej jest jednorazowek, trudno znalezc przyjaciol a czasem mozna sie bardzo pomylic. W zasadzie na papierze tylko klasyke powinnam kupowac, bo te ksiazki przetrwaly probe czasu... Jakis Anglik (nie pamietam nazwiska niestety) powiedzial, ze kupuje wylacznie ksiazki wydane przed co najmniej piecdziesieciu laty. Cos w tym jest.
Nie mam natomiast wyrzutow z powodu nieprzeczytanych ksiazek. Jak to powiedzial Pawel Hertz moja biblioteka jest potencjalna, zawiera w sobie wiele sciezek ktore czekaja.
-
2013/02/12 13:53:02
Och! Dzięki za ten tekst! Tak mi się spodobał, że pozwoliłem sobie go "tweetnąć". Uwielbiam takie osobiste wyznania na temat bibliotek i gromadzenia książek - nigdy nie mam ich dość. Zwłaszcza, że najczęściej wyrażają i mój punkt widzenia.

Sam jestem posiadaczem sporej biblioteczki i też kupuję szybciej, niż czytam: w tej chwili szacuję, że mam ok. 500-600 tomów kupionych i jeszcze nie przeczytanych - mówię zawsze, że to te, które czekają cierpliwie na swoją kolej. Cieszym mnie sam fakt ich posiadania przy sobie, na wyciągnięcie ręki i komfort tego, że zawsze mogę po nie sięgnąć. Chociaż teraz jest to trochę zachwiane, bo od paru lat mieszkam poza domem (ale wciąż "tymczasowo"), gdzie nie mogę trzymać całej swojej biblioteki. Jej rozproszenie jest dla mnie dużym bólem.
Mam zresztą taki system, że tak naprawdę nigdy nie wiem jaka książka będzie tą następną. Po prostu podchodzę do półek i czekam, która do mnie się uśmiechnie i skusi do lektury. Uwielbiam ten moment na granicy niepewności, zaskoczenia i antycypacji.
Jedna rzecz ostatnio zachwiała moje podejście do kwestii biblioteki, a mianowicie to, że sprawiłem sobie iPada. Ta pokusa, żeby mieć przy sobie cały czas tak wiele książek jest duża - i sprawdza się zwłaszcza w podróży. Korzystam z e-booków, czytam książki również w tej formie, ale przekonuję się, że jednak nic nie zastąpi prawdziwych okładek i papieru. Nie wspominając już o tym, że biblioteka to zawsze najpiękniejszy pokój w każdym domu. Jedną z tych, które mnie zachwyciły była biblioteka w pałacu w Łańcucie (normalnie nie wprowadzają tam zwiedzających, co nie znaczy jednak, że nie da się tam wejść, jeśli ci bardzo zależy). Gdy tam wszedłem, wykrzyknąłem "mam nadzieję, że tak będzie wyglądać niebo!". Podoba mi się też ta biblioteka ze zdjęcia, które zamieściłaś (ta biała, ze "szklaną ścianą"), choć jest w pewnym sensie przeciwieństwem tej łańcuckiej.
Trochę się rozpisałem - przepraszam. Ale tak to jest przy tego typu tematach. Pozdrawiam!
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2013/02/12 15:44:30
Udało mi się niedawno zrealizować pewną część mojego marzenia o bibliotece. Prezentowałam zdjęcia u siebie. Nie jest ona może tak okazała, jak biblioteki wielu innych blogerów (czego im zazdroszczę), ale jako zaczątek ucieszyła ogromnie, a tym więcej, że sporo w niej miejsca niewykorzystanego zostało. Dzisiaj, po 3 miesiącach miejscach ubyło, ale jest jeszcze gdzie stawiać książki. Niestety do tej pory nie byłam w stanie odnaleźć każdej z moich książek. Te stojące w drugich a nawet trzecim rzędzie miały szanse odnaleźć się dopiero podczas świątecznych porządków. Teraz, kiedy mam luksus (na razie) przechowywanie książek w jednym rzędzie odnajduję je bez trudu. Co do kupowania - co jakiś czas robię solenne postanowienie - ograniczenia dopóki nie przeczytam przynajmniej dziesięciu książek z półki, ale ... kończy się jak zawsze wielką porażką.
-
2013/02/12 16:08:39
A ja ostatnio zakupiłam trzy nowe półki, mąż zawiesił na ścianie, popatrzyłam na nie z dumą i zabrałam się za ustawianie na nich książek stojących w stosach wszędzie naokoło. Jak łatwo się domyślić - znów nie mam już miejsca na nowe pozycje :/
-
2013/02/12 16:17:25
A ja myślałam, że to zdjęcie z domu na tle książek:))) Świetny wpis! Ja nawet w dobie kryzysu finansowego nie mogę nie kupić książki, w tym przypadku są to używane z allegro i za grosze. Na inne mnie w obecnej chwili nie stać, ale dzięki wydawnictwom, które spełniają moje marzenia i życzenia mogę mieć w większości to co chcę:) Bez ksiązek byłabym martwa, usychała. Mój małż toleruje, ale podobnie jak Twój nie przepada za mieszkaniem w książkach. Te skutecznie przybywają, choć co i raz robię porządki i wynoszę do biblioteki osiedlowej tak zwane jednorazówki czytelnicze:) Inne wielbię, czytam, przeglądam, a niektóre czytam parokrotnie:) po za tym mam otwarte półki i co i raz też przekładam , szukając wolnego miejsca:)) Książki specjalistyczne jak najbardziej - ja z zakresu historii i sztuki i kultury:) tak już mi zostało:) pozdrawiam!
a osobista prośba- pisz więcej o literaturze angielskiej, tej starej:)
-
2013/02/12 16:34:57
Potrzebny mi był ten tekst. Znam wreszcie odpowiedzi na "głupie" pytania - najbardziej podoba mi się ta, że to książki do przeczytania w przyszłym tygodniu :)
Mój dom ma prawdziwą, dużą bibliotekę, z wielkim kominkiem, wielkim oknem, drewnianą podłogą - mogę sobie kupować tomiszcza, bo jest gdzie trzymać - półek co prawda już brakuje, ale od czego podłogi...
-
Gość: ally04203, *.opera-mini.net
2013/02/12 17:06:00
Przepiękny post. Wstawisz zdjęcia swoich zbiorów?
-
Gość: Beem, *.dynamic.chello.pl
2013/02/12 17:37:09
Jaka wspaniała notka (raczej nota, objętościowo i gatunkowo zasługuje na dużo więcej niż miano notki). Z jaką przyjemnością ją czytałam. Ja od pewnego czasu straciłam panowanie nad moimi książkami, dawniej siódmy zmysł prowadził mnie bezbłędnie, teraz już nie zawsze. Dwa rzędy pionowe jeden zakryty drugim, przyciśnięte leżąco poziomo resztą - ile się zmieści. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie. I znajdę - więcej półek, więcej ścian.
-
2013/02/12 17:58:06
Wspaniale piszesz o książkach, naprawdę. Z taką... czułością? Pasją? Co do postu, to sądzę, że wypadałoby ograniczać ich kupowanie, a ze starymi, przeczytanymi należałoby się rozstać i przekazać je innym osobom. Szkoda, że sama się do tego nie stosuję. Łatwo mówić (pisać). Zwykle nie jestem w stanie oddać komuś jakiejś książki, lubię patrzeć na półki w regale uginające się pod ciężarem dziesiątek, setek opasłych tomów.
Taka refleksja.

Pozdrawiam! I zapraszam do mnie (nie lubię i nie chcę spamować, ale po prostu chciałabym się z kimś podzielić moimi przemyśleniami na temat książek).
-
2013/02/12 18:01:06
Ach, poddałam się! Kocham książki i kupuję je. Uwielbiam, jak mnie otaczają i doskonale czuję się w ich towarzystwie. I tak_ czytam je!:))
-
2013/02/12 18:26:12
Osobny pokój - biblioteka w domu to także moje marzenie, które raczej się nie spełni. Z niedostatku miejsca staram się kontrolować swój księgozbiór pod względem ilościowym. Kupuję głównie te książki o których wiem, że będę chciała mieć je na półce i wracać do nich. Jednorazówki rzadko - i bez żalu przekazuję je dalej. Zakupy idą u mnie falami - długie tygodnie trzymam się w ryzach, a potem przychodzi "załamanie" i nabywam kilka tytułów jednocześnie :-).
Niejednokrotnie zdarzyło mi się, że wypożyczyłam książkę z biblioteki, a po przeczytaniu czym prędzej nabyłam własny egzemplarz. Do ukochanych lektur wracam, lubię sięgać od czasu do czasu i podczytywać fragmenty, a nieraz takie podczytywanie kończy się powtórnym czytaniem od deski do deski. Podobnie jak Twoja Ola mam nad łóżkiem półkę z ulubionymi książkami :-). Jej zawartość zmienia się nie częściej niż raz na kilka lat.
-
2013/02/12 18:32:04
Padmo, o tak, moja córka słynie z ostrego języczka :) Mój księgozbiór polarny to pewnie ok. kilkunastu pozycji, połowa nieprzeczytana, na razie nie ma się czym chwalić, może kiedyś uzbieram...
Zazdroszczę Wam Poznaniakom tych regałów, chociaż w Polsce to chyba zawsze działa jak podaj.net - każdy chętnie weźmie coś fajnego za darmo, niewielu chętnie odda...
-
2013/02/12 18:35:57
Ja tam ciągle mam ambitny plan przeczytania moich własnych książek i dlatego zamierzam dalej trzymać się ograniczeń zakupowych.

Chcę przeczytać własne książki + nie mam miejsca + nie mam komu ich zostawić (a nie łudzę się, że za XX lat będą one cennym łupem dla bibliotek i będą rozchwytywane, pójdą niestety do śmieci) + nie chcę odkładać czytania "na emeryturę". I stąd ma prosta decyzja.

Ale pewnie, też chciałabym duże przestrzenie wypełnione książkami. Ale mieć ich nie będę, więc muszę być realistką.
-
2013/02/12 20:03:50
Pozwolę sobie jeszcze napisać jedną refleksję. Ponieważ zajmuję się ziemiańskim księgozbiorem domowym z XIX wieku i jestem na etapie spisywania wszystkich książek, które posiadała ta rodzina, to muszę oddać im hołd. Księgozbiór fizycznie już nie istnieje (uległ zniszczeniu w czasie II wojny światowej, choć nadal mam nadzieję, że odnajdę gdzieś pojedyncze egzemplarze), ale właściciele zadbali o spisanie zawartości, z podziałem na tematykę i język, a jest tego kilka tysięcy. Do dziś w archiwum zachował się katalog pisany odręcznie, który ja teraz (dziś cały dzień:-) próbuje odszyfrować i przepisać. To ostatnia chwila na to, bo grzyb już zaatakował arkusze. Podziwiam ich, że byli na tyle świadomi i w ten sposób dbali o swój księgozbiór, pewnie myśląc o potomnych:-) I tak sobie myślę, że takie skatalogowanie swoich zbiorów również dziś to świetny pomysł:-) Kiedyś miałam taki zamiar, ale na zamiarze się skończyło, niestety:-(
A i dodam jeszcze, że ta prywatna biblioteka służyła okolicznym mieszkańcom jako wypożyczalnia książek, co też jest skrupulatnie odnotowane.
Pozdrawiam!
-
2013/02/12 20:43:02
Absolutnie się zgadzam :) Nie rozumiem akcji nie kupowania książek... W ogóle. Lubię być otoczona woluminami. Od lat je kolekcjonuję, choć z umiarem ( kłania się wzgląd finansowy przede wszystkim). Nie lubię ani e-booków ani audiobooków. Dla mnie książka musi być papierowa. Cenię szelest papieru, ciężar tomu, wygląd okładki, zapach farby drukarskiej i lubię mieć ulubione tytuły w domu. Nie przepadam za bibliotekami. Przytulny, bezpieczny i ciepły dom to dla mnie taki, w którym pachnie świeżo upieczonym ciastem i w którym są książki. Staram się wybierać tytuły rozsądnie, by nie być zawiedziona po lekturze. Przeglądam blogowe recenzje, by wyrobić sobie zdanie. Należę do osób, które wracają do raz przeczzytanych książek, więc tym bardziej chcę mieć swoje.
-
2013/02/12 21:21:47
Ja też nie mogę się oprzeć pokusie kupowania, chociaż drastycznie zaczyna brakować mi miejsca, dlatego też kupuję już także e-booki, chociaż to zdecydowanie nie to samo! Nie kupuję w księgarniach, tylko na Allegro i na różnych wyprzedażach, ale wolę nie liczyć ile pieniędzy miesięcznie wydaję... Ale co ja na to poradzę, że na ciuchy i kosmetyki mi szkoda, a na książki nie? Stwierdzam, że teraz muszę nakupować na ubogą starość, wtedy nie będę kupować tylko czytać, co nie znaczy, że teraz nie czytam, przeważnie własne, bo w bibliotekach nie jest za bogato, nowości brak, a ja wielbicielką polskich autorek jestem! Moim marzeniem też jest prawdziwa biblioteka w domu - czyli wielki pokój zastawiony po sufit półkami pełnymi książek, z kominkiem i wygodnym fotelem, albo jeszcze lepiej - staroświeckim szezlongiem.... ech, szkoda, że marzenia tak rzadko się spełniają! Moje raczej się nie spełni, ale cóż warte życie bez marzeń i bez książek?
-
Gość: pani Katarzyna, *.altnpa.east.verizon.net
2013/02/12 22:00:47
Ten artykuł był tak wspaniały, że miałam nadzieję, że nigdy się nie skończy! Cóż, może najwyższy czas przeczytać "The Library at Night" wspomnianego Manguela, czy chociażby jego "A History of Reading". Nie czytałam jeszcze przebogatych komentarzy do tego posta, zostawiam je sobie na późniejszy deser :)

Bardzo zainspirowałaś mnie wspominając o kompletowaniu zbioru odnośnie danej dziedziny! Na chwilę obecną mam sporo książek dotyczących Mexican-Americans (także ich literaturę, przede wszystkim kobiecą), ale również mam już sporo książek o Meksyku (a także, ogólnie, Ameryce Łacińskiej). I chyba w tych kierunkach moja "specjalizacyjna" biblioteczka będzie zmierzać...

Nie mam zbyt wielu wyrzutów sumienia, jeśli chodzi o kupowanie książek. Przestałam się oszukiwać, że kiedykolwiek wytrzymam więcej niż miesiąc bez ich kupowania. Podobnie przestałam się łudzić, że kiedykolwiek wstanę wcześnie rano, sama z siebie, kiedy nie muszę - to się nigdy nie stanie ;D Zresztą książki zazwyczaj kupuję tanio, albo na thriftbooks.com (zazwyczaj $4 za książkę), albo w pobliskiej (pobliska w USA, to znaczy 40 minut samochodem, no chyba że się mieszka w NYC) księgarni z używanymi egzemplarzami (ceny: $3-$12 za książkę - zawsze w doskonałym stanie). Ewentualnie, może dwa razy w roku, robię większe zakupy na Amazonie, a tam książki, choć nowe, są niedrogie (chociaż burzy się moje sumienie trochę na myśl o tym, jak też ten Amazon osiąga równie tanie ceny...). Kupowałam kiedyś w Barnes & Noble (które ostatio podupada), ale po prostu nie mam kasy na kupowanie książek za ich pełną cenę... I jeżeli czuję się winna, to nie dlatego, że kupuję bardzo dużo książek, ale dlatego, że nie kupuję ich wszystkich wspierając zwykłe księgarnie sprzedające nowe książki, albo chociażby takie chains, jak Barnes & Noble, które również niebawem mogą zniknąć :(

A książki mam posortowane na trzy grupy: 1) fiction, 2) non-fiction, 3) poezja. Powieści są poukładane geograficznie - kontynentalno-regionalnie. Non-fiction tematycznie: Meksyk, reszta Am. Łacińskiej, podróżnicze-reportażowe, historia i wydarzenia współczesne i "niezrzeszone cudaki", które nie pasują do pozostałych. A poezja jest sobie i koegzystują Różewicz z Anne Waldman, beatnicy z Nerudą i Plath z poezją imigrancką, w zgodzie i ścisku.

Dzięki za ten artykuł! :)))
-
2013/02/12 22:29:50
Piszesz, że nikt się nie spodziewa, że jego biblioteka nie będzie cenna dla potomnych. A mnie przeraża taka myśl :(
-
2013/02/12 22:33:01
UA zgadza się, że znalazłoby sie u nas miejsce na dodatkowe półki na książki... Chyba nie lubi, jak lądują na stołach w charakterze stosów... Moim marzeniem zawsze była biblioteczka składająca się z pojedynczych rzędów - nie mam, więc i porządku nie będzie, nie ma rady.

Ratyzbona - mogę cię zaprowadzić do słynnej Piwnicy... (chichocze szatańsko i zaciera ręce)
-
2013/02/13 00:53:28
Są takie książki, które muszą stać u mnie na półce.
Jednak nie wszystkie. Te, które chcę poznać powierzchownie, jednokrotnie się z nimi spotykając, wypożyczam z bibliotek.
Klasyka (szeroko rozumiana) koniecznie musi pachnieć antykwariatem.

A trzecia kategoria, to właśnie te, które muszę mieć na półce. Nowe. Bo z całą pewnością zaprzyjaźnione, będziemy często ze sobą rozmawiać. I w tej kategorii są, poza potrzebnymi do pracy i rozwoju zawodowego, wszelkie "inne", które znalazły się na specjalnie tworzonej przeze mnie liście.
Dziękuję za, jak zwykle Padmo u Ciebie, soczysty i smakowity wpis.
-
2013/02/13 01:34:11
Fajnie napisane :) I dłuuuugo:) Ja dziś wróciłam z biblioteki z lekkim plecakiem. Coś w tym jest, jednak:) Pożyczam tylko te które muszę przeczytać, limit 10 na bibliotekę, bibliotek było 3 :) Ograniczyłam się do jednej. Najczęściej ten impuls, że muszę, się potwierdza i po przeczytaniu muszę kupić. Czasami jeśli już wiem z góry, że będę musiała, to kupuję a potem nie czytam bo pierwsze są książki z biblioteki bo przecież trzeba je oddać. Dopiero co się skarżyłam, że nie kupuję książek małemu. I to nie prawda. Nie kupuję na prezent ale robię zakupy, znoszę jak chleb i ziemniaki bo to artykuły pierwszej potrzeby i kupuję nowe w księgarni, reprinty starych wydań. Ale tez te na których i my zjedliśmy zęby. W sumie to młody ma chyba więcej książek niż my:)
-
2013/02/13 07:44:31
Padmo, ja już wyzbywam się wyrzutów sumienia związanych z kupowaniem książek, gdy w domu jeszcze cała masa nieprzeczytanych - ale nadal będę kupował nowe, przecież pieniądze wydane na książki są szczytnym celem :-) Zawsze tłumacze mojemu ojcu, który jest zwolennikiem wypożyczania a nie kupowania, że przecież nie pieniędzy nie wydaję na alkohol :-)
-
Gość: joly_fh, *.garr.pl
2013/02/13 08:58:27
E, a mnie by się raczej wydawało, że kupowanie książek dla moli książkowych powinno być czymś w rodzaju "obowiązku" - w końcu jeśli książki się nie będą sprzedawać, to po co je wydawać? Nie kupowanie książek to w tym przypadku strzał w stopę... Tym że na półkach stoją książki nieprzeczytane raczej bym się nie przejmowała, póki się mieszczą - w końcu przyjdzie na nie czas, a co mieć własną, to własną. Inną sprawą są oczywiście ceny i brak miejsca, dlatego uważam, że bez sensu jest kupować każdą książkę, którą chce się przeczytać, od tego są biblioteki. Ja ostatnio zakupiłam tylko Komedie Szekspira, które od dawna chciałam mieć. Poza tym stwierdziłam - na przekór obecnemu trendowi - że nie będę kupować ebooków: są za drogie, a już kilka razy się nacięłam, kupiony ebook zupełnie mi się nie spodobał i co tu z nim zrobić?
-
Gość: , 81.26.28.*
2013/02/13 09:03:59
jako bibliotekarz z rodziny księgarskiej zawsze musiałam miec koło siebie swoje ukochane Ksiązki, ze względów finasowych i mieszkaniowych co jakiś czas wypraszam niektore, odnosze do antykwariatu, rozdaje, bo może znajdą swoje miesjce. zawsze pozsotaje kilaset ukkochanych, ktore po czystkach rozpychają sie i wyglada,że nic nie zniknęlo!!! i do ktorych nowe dołączają rzadko ale systematycznie. Mam swoją ukochaną półkę z litertura regionalną, gromadzoną przez lata, na aukcjach:)) uwielbiam je przeglądac patrzeć na nie i MIEĆ. Muminki, Jane A, Agatha Ch. ksiązki kucharskie:)) kocia półka...kiedys moje ksiązki sie pobiły. Nie wiem dlaczego z półki powieści obyczajowych Fanny Hill zostala wyrzucona. Musiałam otworzyć półke "dla dorosłych":))
-
2013/02/13 10:59:56
Półtora roku temu wyprowadziliśmy się z bloku do własnego domu. Udało mi się przekonać partnera do stworzenia biblioteki w jednym z pokojów. Kiedy oprowadzamy gości po domu i mówimy: "A tu jest nasza biblioteka...", robi to na nich wrażenie, że ktoś może poświęcić pokój świetnie nadający się na jadalnię, żeby urządzić w nim bibliotekę. Niestety mój księgozbiór nie jest jeszcze tak imponujący, jak bym sobie tego życzyła, ale wciąż nad tym pracujemy - ja wydając oszczędności, a mój partner kupując mi prezenty książkowe na każdą okazję. Z kolei w pokoju na górze, powoli rośnie kolekcja książeczek mojego synka - a ma dopiero 3 miesiące! Mam nadzieję, że uda mi się, tak jak Tobie, zarazić dziecko pasją do czytania i miłością do książek.
-
2013/02/13 14:21:51
U moich rodziców na 60 m2 jest kilka tysięcy książek (w samym moim maleńkim pokoiku pewnie z 500). U siebie, na wynajmowanych 30 metrach, książek papierowych mam może 30-40 i pewnie koło setki ebooków. Po cichu marzę żeby było jak u rodziców. A na razie zainwestuję z czytnik ebooków.
-
Gość: stocki, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/02/13 17:32:05
Żadne tam marzenie. Remontuję budynek z założeniem, że jeden pokój(największy )będzie biblioteką. Pozostałe to kuchnia , sypialnia itp. Nie tylko gromadzę ksiażki, ja je przede wszystkim czytam, Choć mam ich ok. 4 tys. to niewielka ilość czeka na przeczytanie. Gdybym miał pałac i było mnie stać...zapchałbym go książkami.
Wciąż gromadzę, mniej już teraz... raczej uzupełniam. Biografie, listy, dzienniki, to główny dział. Z beletrystyki to co mieści się w szeroko pojętym kanonie ksiażek najlepszych. Trochę staroci, żeby można było wąchać, dotknąć wypukły druk na osiemnastowiecznym papierze. Są też e-booki, ale nie mam nawet czytnika, a ten podarowany okazał się przyczyną przykrości. Kupuję nowe, ale głownie przeszukuję
półki z przeceną. Przekonałem się, że tytuły które mnie interesuja tam najcześciej zalegają. Do tego Allegro i podobne okazje. Nie wyobrażam sobie życia bez książek.
Już teraz strach mnie ogarnia na myśl co się z nimi stanie po mnie. A to już niedługo.
Nie chciałbym by przeszkadzały rodzinie. A następcy nie widać.
Mam też Polski Słownik Biograficzny. KOMPLET !!!. Może ktoś wie o innych
prywatnych posiadaczach. Jest nas niewielu. klon675@wp.pl

-
2013/02/13 20:35:05
Bardzo spodobała mi się wypowiedź Eco - że przeczytał znacznie więcej...- zacznę stosować je w praktyce. Ostatnio mąż zamówił sobie metalowe regały do garażu na narzędzia, więc rodzina jak chce mnie zdenerwować, to twierdzi, że pewnie tam przeniosę nadmiar książek. A gdybym nie mogła ich kupować, miałabym poczucie braku... Jedni chcą nowe sukienki, inni wolą książki - te ostatnie nie muszą bać się u mnie, że je wyrzucę, jak przestaną być modne.
-
Gość: mzet35, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/02/13 20:38:26
Z prawdziwą przyjemnością przeczytałem blog oraz tak liczne komentarze miłośników książek - prawdziwych, "papierowych". Przez kilkadziesiąt lat zbieram książki, co jakiś czas zmuszony jestem do wykonania ostrej selekcji zbioru, gdyż brakuje miejsca na nowe nabytki. Nadwyżki przekazuję do biblioteki publicznej, niech skorzystają z nich inni czytelnicy. Maleńki pokoik spełnia rolę biblioteki. Regały mieszczą tylko dwa tysiące tomów, w tym kilkaset tomów encyklopedii i słowników. Uwielbiam serie wydawnicze oraz zbiory dzieł poszczególnych autorów.

Również mam zmartwienie o los zebranych książek po moim odejściu.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
-
Gość: madgam, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/02/13 21:10:50
Ja też zawsze marzyłam o pokoju przeznaczonym tylko i wyłącznie na bibliotekę. Takim jak na filmach. Olbrzymim, wypełnionym szczelnie książkami, a poza nimi tylko wygodny fotel i lampa, a może lepiej kanapa, bo lubię czytać leżąc. Namiastką takiej biblioteki stała się moja sypialnia. Przybywało książek i półek, aż zapełniły się ściany. W pewnym momencie przeraziła mnie ilość kurzu, które zbierały. No i nadchodził generalny remont domu. Wiele książek pojechało do biblioteki, pojawiła się w domu wielka szafa biblioteczna, druga olbrzymia na strychu, a w sypialni niewielka przeszklona biblioteczka (taka na pół ściany). Nareszcie miałam miejsce na książki! Jednocześnie postanowiłam kupować tylko wyjątkowe, ale to naprawdę wyjątkowe pozycje. Owszem, jak mam zamiar kupić książkę, często sprawdzam w bazie danych, czy jest w okolicznych bibliotekach. Jeśli jest, próbuję wypożyczyć. A poza tym... do tych olbrzymich szaf nie da się już wcisnąć nawet szpilki, na biblioteczce w sypialni piętrzą się 4 stosy pod sam sufit książek nieprzeczytanych, przy łóżku kolejne (o co awantura przy każdym odkurzaniu) i czekam, kiedy strop nie utrzyma ciężaru i zleci mi to wszystko na głowę. Mimo, że dużo książek oddaję do biblioteki, namnażają się w sposób niewiarygodny.
-
2013/02/13 21:40:01
Kilka lat temu zaraziłam męża czytaniem i o ile ja zawsze kupuję na zapas i chomikuję książki, to on w zupełnie niezrozumiały dla mnie sposób czyta jedną, kupuje drugą, przeczyta drugą, dopiero kupuje trzecią...
Natomiast ostatnio koleżanka przywiozła mi dwie swoje już przeczytane. Chciała trochę opróżnić swój składzik, ale tak się złożyło, że wyjechała z czterema moimi ;)
-
Gość: paula, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/02/13 23:21:42
Ojoj dłuuuugi wpis, przyznaję nie doczytałam... ale TAK TAK TAK mam to samo. Ksiegarnie, regaly, porządki. Po prostu bardzo lubię ksiażki. Mogą być używane mogą być nowe. Ale MOJE. Chciałabym lubić pożyczać (bo książki powinny być czytane!!! wszak po to są...) ale niestety też chciałabym żeby do mnie wracały a to bywa trudne. O książkach mogłabym długo. Pozdrawiam.
-
2013/02/14 00:04:32
Witam
Przypadkowo odkryty a już spodobał mnie się Pani blog.
Podziwiam za pasję czytania i wspaniały przekaz pisemny.
Będę poczytywać w wolnej chwili.
Z wyrazami szacunku
-
Gość: magda, *.play-internet.pl
2013/02/14 08:53:04
Polecam tym, którzy nie wiedzą co zrobić z książkami ("nikt ich nie chce") uwalniać je do bibliotek. Tam Panie pięknie odnowiły niektóre książki, które oddałam, a niektóre wystawiły na sprzedaż na regale "za grosiki". Reszta służy innym. Dzięki temu w domu większy ład i miejsce na nowe nabytki ;)

W bibliotekach przyjmują nawet stare, bardzo zniszczone książki. Do tego płyty DVD, CD i gry na kompa i planszowe.Przynajmniej na Ochocie w Warszawie.

Przykro czasami patrzeć co ludzie wyprawiają z książkami - szkoda im oddać i trzymają w takich warunkach, że pleśń je zjada i kurz.

pzdr
M
-
2013/02/14 17:48:34
Jak byłam mała czytałam bardzo dużo książek wypożyczanych z bibliotek. Wiadomo czały łatwe nie było i liczył sie każdy grosz. Jednak jako ,że moja babcia była naprawdę ogromnym molem książkowym i zawsze udawało jej się gdzieś zdobyć jakiś kąsek , książek w domu przybywało. Ja osobiście zawsze marzyłam o tym ,by po pierwsze stac mnie było na to by móc mieć dużo książek po drugie ,by móc miec miejsce w swoim domu na gromadzenie ich.Moje marzenie powoli się spełnia. Zapraszam do mnie do wpisu na ten temat.
Ps. Jak ty to robisz ?Te wszystkie książki, które już przeczytałas , choć zaledwie luty mamy, studia, blog, wychowanie dziecka itd. Kiedy masz na to wszystko czas?Podziwiam- ja bowiem mam sporo czasu , a żadnego pomysłu na jego wykorzystanie.
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2013/02/14 21:04:49
Napisałaś "a przede wszystkim wszystko, co dotyczy życia kobiet w osiemnastym wieku. W tej dziedzinie zresztą już posiadam zbiór literatury, który jest moim zdaniem dość wyjątkowy". Ja też lubię książki z tego okresu i zastanawiam się czy nie podałabyś mi listy swoich książek o kobietach w osiemnastym wieku?? :)
Ps: Uwielbiam czytać twoje notki.
-
Gość: Basia, *.dynamic.chello.pl
2013/02/14 23:04:50
Lubię kupować książki i nie przerażają mnie stosy czekające na swoją kolej. W moim przypadku sytuacja finansowa ma mały wpływ na wielkość książkowych zakupów. Najwięcej kupowałam, kiedy z pieniędzmi było krucho, studiowałam na UW i dwa razy w miesiącu spędzałam weekend w stolicy ;). Czekałam na pociąg i ten czas spędzałam w dworcowych księgarniach, do domu wracałam z duuużo większym bagażem, niż wyjeżdżałam. Paradoksalnie, wtedy najwięcej czytałam, mimo że praca, dom dziecko studia. Moja biblioteka jest ogromna, nawet nie wiem ile woluminów posiadam, a książki, mimo moich usilnych starań żyją na półkach własnym życiem i stoją jak chcą. Jedynie księgozbiór naukowy mam wydzielony - stoi w szafie bibliotecznej, za szybą, jak należy. Mam duży zbiór z zakresu bibliotekarstwa i literatury dziecięcej. W zasadzie, chyba wszystko, co się ukazało w Polsce po wojnie. Od czasu do czasu ogarnia mnie szał selekcji i wówczas rozdaję książki do bibliotek. W wakacje oddałam 3 olbrzymie kartony jakiemuś człowiekowi z ogłoszenia, a potem widziałam moje ksiązki na aukcjach Allegro, nawet policzyłam ile na nich zarobił;)... Z tym przekazywaniem książek do bibliotek, uwalnianiem, jak niektórzy mówią bywa różnie. Czasami ludzie przynoszą wspaniałe tytuły, a czasami po prostu śmieci. Jestem mało asertywna i niestety przyjmuję, chyba że jest to wyjątkowa makulatura, np. stare podręczniki, albo zagrzybiałe, cuchnące tomiszcza - wtedy stawiam veto. W całym swoju życiu jestem otoczona książkami; w szkole pomagałam paniom bibliotekarkom, pracuję w bibliotece i prawie mieszkam w bibliotece. Tak, mam alergię, ale kicham i czytam. I modlę się, żeby wzrok nie odmówił mi posłuszeństwa, bo bez czytania nie wyobrażam sobie życia, a słuchanie audiobooków, to nie to samo. Pozdrawiam wszystkie zakręcone mole książkowe.
-
2013/02/15 07:41:35
Gratulacje z okazji finału BR :) Co do meritum, więcej wypożyczam niż kupuję :)
-
2013/02/15 17:18:30
Zdaje się, że chyba się wyróżniam wśród moli :) Od kilku lat wprowadzam w swoje życie zasady minimalizmu, stąd staram się czytać dużo własnych książek, a jeśli po lekturze nie chcę zatrzymać ich dalej- puszczam je wolno w świat, żeby cieszyły innych. Dla mnie stosy nieprzeczytane to nie kwestia wyrzutów sumienia, tylko uczucie garbu na plecach. Dążę do stanu 10 nieprzeczytanych własnych książek.
Książki nowe kupuję niezwykle rzadko (1-2 w roku), za to co roku dochodzą używane z kiermaszu bibliotecznego i z finty (czyli za 2 zł lub za punkty).
-
2013/02/19 10:31:08
kornwalia.mikropolis - Takie podejście też poniekąd rozumiem, choć go nie stosuję;) Też często wypuszczam książki w świat, ale tak jak pisałam - książki nieprzeczytane są dla mnie radością, a nie ciężarem... Podziwiam, że potrafisz się powstrzymać przed kupowaniem książek!

Bazyl - dziękuję:) Ja ostatnio mało wypożyczam, bo zauważyłam, że jak mi się coś wypożyczonego podoba, to i tak to kupuję;)

Basia - dziękuję za bardzo fajny komentarz! Poruszyłaś ciekawą kwestię - kupowania pomimo braku środków;) Ja też tak zawsze miałam, jak nie miałam na jedzenie, to i tak kupowałam książki;) Aczkolwiek mniej niż bym chciała;) Z tym oddawaniem książek, to zawsze można trafić na kogoś, kto będzie chciał to wykorzystać. To chyba największy problem tzw. Regałów Miejskich w Poznaniu. Niby są to regały do wymiany książek, w praktyce mało kto tam książki dokłada. Ja bym mogła i chętnie dokładała częściej, ale też się powstrzymuję, bo denerwuje mnie, że nigdy nie widzę innych ludzi to robiących, za to często widzę, że ktoś książkę zabiera...

Gość - z podaniem takiej listy nie będzie łatwo, musiałabym ją zrobić;) Może kiedyś, przy okazji większych porządków w książkach. Może kiedyś pokażę zdjęcia moich osiemnastowiecznych półek - nie będą całkiem wyczerpujące, bo część książek wędruje po całym domu, ale zawsze to coś. Tylko chciałabym zaznaczyć, że akurat moja osiemnastowieczna biblioteczka jest właściwie prawie w całości po angielsku...
-
2013/02/19 22:34:07
Dziękuję za świetny wpis, pod którym podpisuję się obiema rękami. Znam każdy dylemat z tej dziedziny: brak funduszy, brak miejsca, niemożność opanowania swojego księgozbioru, który rozchodzi się wszędzie, nieskuteczne choć wielokrotnie ponawiane próby wprowadzenia jakiejkolwiek dyscypliny. Odnośnie męża i jego prób poskromienia moich zapędów w nabywaniu kolejnych pozycji, nie mam tu żadnych wyrzutów sumienia, albowiem jak głosi mądrość ludowa "widziały gały, co brały". Choć zdarzają się spięcia, jak np.: po kilkuletnim pobycie w Anglii połowę naszego dobytku sprowadzanego do Polski stanowiły książki. 200 kilogramów książek i to była zaledwie część - ta mała - mojego ówczesnego księgozbioru. Obecnie, ponownie na obczyźnie, z prespektywą następnych lat tułaczych, serce rozdziera każdorazowa próba wyboru tej żałosnej sierocej garstki, ostatnio 20, książek, które mogę ze sobą wziąć. I zawsze brakuje mi tych właśnie, które zostawiłam w domu. IPad mi niewiele pomaga, ale uczciwie przyznaję, że lepiej jest mieć protezę ręki, niż nie mieć nic wcale. Mogę powtórzyć za słynnym już hodowcą papryki: "jak żyć, panie premierze?" dodając: "bez moich książek!" Pozdrawiam serdecznie!
-
2013/02/22 19:23:47
Witam,
ja miłośniczka książek w postaci fizycznej namawiam do korzystania z bibliotek cyfrowych. W pracy naukowej, szcególnie gdy pracuje sie nad tematami fistoryczbymi jak znalazł. np. www.polona.pl.
Podzielam Twą fascynację czytaniem; ja już jestem na etapie czytania i kupowania tylko tych które mnie najbardziej interesują, albo pewnych rodzajów druków antykwaryczynych. To chyba jest faza kolekcjonerska; bo kupowanie wszystkiego to bibliomania.
Twój post odłożony na półkę Ulubione - do poczytania w spokoju.
Zapraszam czasami do mojego bloga. Też czasami piesze o książkach;) tyle, że tematyka specyficzna.
-
2013/02/22 22:47:07
Padmo,
Co tu dużo mówić, ja też zaliczam się do rodziny "zbieraczy"-od bardzo dawna. Gdy chodziłam jeszcze do liceum, a to było bardzo dawno temu, jeszcze w czasach komunizmu, co miesiąc otrzymywałam pieniądze do rodziców na obiady w szkolnej stołówce. I wówczas raz w miesiącu pędziłam do księgarni po zakupy, które oczywiście były już dobrze przez ten miesiąc wypatrzone. Na studiach, to chyba zbieraliśmy i czytaliśmy wszyscy, ale to były takie czasy, raczej bardzo chude konsumpcyjnie, książka była bardzo cennym towarem, ale można było wówczas znaleźć perełki, zwłaszcza w antykwariatach warszawskich. Później wyjechałam z Warszawy za granicę, wywożąc część mojego księgozbioru i zbierałam nadal...Ale już nie będę nudzić...dość, że przeprowadzając się cztery lata temu z Genewy do Paryża, wzięłam ze sobą tylko najważniejsze książki dotyczące francuskiej literatury i historii (ręce mi odpadały od wynoszenia wszystkiego na strych i do piwnicy- mieszkanie musiałam wynająć) i przyrzekałam sobie, nosząc je, że przez najbliższe 20 lat nie kupię już żadnej książki. I wyobraź sobie, że oczywiście mam już cały pokój! A moim ulubionym miejscem spacerów są paryscy bukiniści...wielu już znam i oni z daleka już mnie poznają, nie ukrywam, że jestem dobrą klientką! Tak już na marginesie, to też mnie fascynuje XVIII wiek i pisanie kobiet) Twój wpis i komentarze pod nim są dla mnie wybawieniem! Bowiem zawsze myślałam, że moje czytanie i zbieranie to jakiś rodzaj choroby i dopiero dzięki blogom takim jak Twój odkryłam, że nie jestem sama...I jeszcze jedno, mój poślubiony ma taką samą pasję jak ja...książki są więc w domu absolutnie wszędzie, czasem tylko kłócimy się (niegroźnie) o miejsce na półkach i nieustannie szukamy nowych bibliotek...
-
Gość: danny, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/03/01 22:03:48
Świetny blog. Żałuję,ze odkryłem go dopiero teraz. A ten post jakby wyjęty z mojego życia:-) Książki kocham, wielbię iszanuję :-)Co do samego zbierania, to bywa różnie, choć z księgarni rzadko wychodzę z pustymi rękoma :-)
-
Gość: liliana, *.internetia.net.pl
2013/06/02 12:17:20
uwielbiam miec ksiazki wokol siebie i nie mam wyrzutow sumienia gdy kupie sobie ksiazke. mam reke do ksiazek i zawsze kupie taka ktora mnie zachwyci. ksiazki w rodzinnym domu mam wszedzie. i nie mam ich poukladanych wedlug gatunku ,autora itp. poniewaz ja wiem gdzie znajduje sie kazda ksiazka. nie mam zadnego problemu z odnalezieniem jakies ksiazki. poza tym ksiazki ktore posiadam czytam nawet po kilka razy... do biblioteki tez chodze i wypozyczam. chcialabym miec swoje wlasne mieszkanie i miec oblozone pokoje ksiazkami.
-
Gość: Słonecznik, *.dynamic.chello.pl
2013/07/15 11:00:10
Dzień dobry,
trafiłam tu przez przypadek, a może nie, może tak miało być. Na pewno będę stałym bywalcem, czasami coś napiszę, jak dzisiaj.
Książki kocham: czytać, dotykać, mieć koło siebie. Biblioteczka to jedno z moich marzeń. Nie mam własnego mieszkania. Książki zapakowane w kartonach przemieszczają się ze mną. Jest ich więcej niż ubrań. Bo o ile mam dylemat co kupić praktycznego i wygodnego dla siebie, tak on znika w przypadku książki. Ostatnio nie kupuję. Jestem wiernym czytelnikiem Biblioteki. Moje kupowanie wynika z ograniczenia finansowego i braku miejsca. Kolejna pozycja, która do mnie trafia jest bardzo przemyślana. Na pewno to się zmieni kiedy znajdę dla siebie to miejsce na ziemi.
Pozdrawiam ciepło i życzę owocnego dalszego pisania...
-
2013/08/08 10:26:48
fajne takie miejsce :)
-
Gość: Iza, 78.9.118.*
2015/10/21 10:41:10
Napiszesz kiedys notke o najlepszych ksiazkach opisujacych zycie kobiet w osiemnastym wieku? Brzmi fascynujaco :-).
-
2015/10/21 11:34:49
Kupuję namiętnie, a co mnie nie interesuje albo jakieś nadwyżki - oddaję do biblioteki - do działu dla dorosłych i działu dziecięcego. W domu mam bibliotekę - choć w planach był garaż. Ostatnio mąż powiedział, że podłoga nam siadła. Faktycznie jest spora szpara tam, gdzie stoją regały. Ponoć nie jest to niebezpieczne dla konstrukcji budynku:))))
-
Gość: magdelika, *.dialup.ice.net
2015/10/21 14:09:25
Wpis jak zwykle wspaniały :) Książki kupuję wtedy, kiedy już nie mogę się powstrzymać, bo tak bardzo chcę/muszę przeczytać upatrzoną nowość. Gdyby było mnie stać, pewnie kupowałabym dużo więcej książek, chociaż muszę przyznać, że uwielbiam wypożyczać książki z biblioteki. Często trafiam tam na tytuły, które kiedyś chciałam przeczytać i nieopatrznie zdążyłam o nich zapomnieć. Uwielbiam chodzić między półkami i namyślać się nad wyborem, książki często same naprowadzają mnie na dobry trop. Lubię też przedłużać ich biblioteczne życie - od dzieciństwa wszystkie zniszczone książki, które przewinęły się przez moje ręce, zostały opatrzone bandażem z taśmy klejącej. Dzięki temu, że po wypożyczeniu, czyszczę i naprawiam okładki, mam wrażenie, że te biblioteczne książki przez czas, kiedy są u mnie, są bardziej "moje" :)
-
2015/10/21 17:59:56
Iza - zbieram się do tego już od bardzo dawna, ale w końcu kiedyś napiszę :)

be.el - faktycznie, brzmi źle ;) Ale skoro nie jest to niebezpieczne, to możesz stawiać kolejne regały ;)

magdelika - ładny pomysł z tymi książkami bibliotecznymi :)
-
2015/10/21 21:10:46
Generalnie wyrzutów sumienia przy kupowaniu książek nie mam, kocham nie tylko czytać, ale i mieć, cieszy mnie to i w sumie na inne przyjemności nie wydaję pieniędzy, więc nie czuję się jakoś specjalnie grzeszna ;) Choć muszę przyznać, że aktualnie jestem od września na odwyku od kupowania, ale ze względów finansowych, nie ideologicznych... Wcześniej też mieszkałam w mieszkaniu o wielkości dwudziestu kilku metrów kwadratowych i miałam już takie techniki upychania książek, że brak miejsca nie stanowi dla mnie problemu :D
Pozdrawiam serdecznie!
-
2015/10/22 13:18:12
Kupuję, oczywiście, że kupuję. Lubię po prostu mieć książki wokół siebie. Biblioteka mi się marzy, ale chyba w strefie marzeń pozostanie. Kupuję i te pozycje, które na pewno chcę mieć i zupełnie przypadkowe pod wpływem impulsu. Czasem robię przegląd i oddaję książki, z którym mogę się bez bólu rozstać, ale i tak więcej przybywa niż ubywa ;)



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...