Blog > Komentarze do wpisu

Intryga małżeńska zdekonstruowana

   Jeffrey Eugenides wie, jak przykuć uwagę czytelnika. Skoro trzymam jego książkę w ręku, można założyć, że lubię czytać. A skoro lubię czytać, chętnie też przeglądam półki u znajomych. "Intryga małżeńska" zaczyna się właśnie od zaproszenia do przejrzenia cudzych półek.

Najpierw rzut oka na jej książki. Były tam powieści Edith Wharton, ułożone nie według tytułów, lecz chronologicznie według daty wydania; były wszystkie dzieła Henry'ego Jamesa z serii Modern Library, prezent od ojca na dwudzieste pierwsze urodziny; studenckie lektury w miękkich oprawach, z pozaginanymi stronami, sporo Dickensa, odrobina Trollope'a, a także solidne porcje Jane Austen, George Eliot i znamienitych sióstr Brontë.

Trudno nie polubić od razu bohaterki, widząc, jak podobne są nasze biblioteczki. Sprytny zabieg, który zarazem sugeruje, że odniesienia do innych powieści będą grały niebagatelną rolę w książce o, było nie było, dość staroświeckim tytule - gdyby dorzucić odpowiednio długi podtytuł, spokojnie mógłby posłużyć jakiejś osiemnastowiecznej pisarce angielskiej.

Eugenides kazał długo czekać na swoją trzecią książkę. Jego debiutancka powieść, subtelna, intrygująca i nieznośnie intensywna, wydana niegdyś jako "Samobójczynie", zaś niedawno ponownie jako "Przekleństwa niewinności", ukazała się w 1993. Na kolejną powieść czekaliśmy aż do 2002 - wtedy ukazało się "Middlesex", wielopokoleniowa saga nagrodzona Pulitzerem. Po kolejnej dziewięcioletniej przerwie autor powraca z "Intrygą małżeńską", jeszcze inną, równie ciekawą jak poprzednie. O ile jednak "Middlesex" opowiadało o losach trzech pokoleń, tutaj poznajemy jeden rok ledwie z życia trójki bohaterów: Madeleine, właścicielkę imponującej biblioteczki, Leonarda, w którym jest zakochana, i Mitchella, który jest zakochany w niej.

Jest rok 1983, a trójka bohaterów właśnie skończyła studia na Brown University - sam Eugenides został absolwentem tego uniwersytetu rok później, opisuje więc środowisko dobrze mu znane. Poznajemy ich w chwili niepewności - nie wiedzą, jaką ścieżką powinni podążyć teraz. Madeleine myśli o dalszych studiach na anglistyce i o pracy magisterskiej na temat intrygi małżeńskiej w powieści wiktoriańskiej. Leonard dostaje stypendium do prestiżowego laboratorium genetycznego, zaś Mitchell planuje wyjazd do Europy, a następnie do Indii. Zanim jednak prześledzimy ich losy, Eugenides cofa nas w czasie i pozwala nam przyjrzeć się ich studenckim czasom. Obserwujemy z fascynacją, jak Madeleine zapisuje się na niezwykle modne seminarium poświęcone semiotyce. Nagle jej biblioteczka wydaje się staroświecka i nudna - inni studenci zaczytują się w Derridzie i Barthesie. Na zajęciach Madeleine spotyka Leonarda, który, choć studiuje biologię, także uległ modzie i chce poszerzyć swoje horyzonty. Czytają "Dyskurs miłosny" i "O grammatologii", zaś Madeleine jest coraz bardziej rozdarta - jej dawne lektury wydają się równie płaskie, jak nieatrakcyjni stają się inni mężczyźni w porównaniu z posępnym i mrocznym Leonardem.

Najmniej atrakcyjny wydaje jej się Mitchell. On jeden nie ulega modzie na francuskich myślicieli. Idzie własną ścieżką, zapisując się na seminaria dotyczące kolejnych religii. Coraz bardziej pochłaniają go religijne rozważania, nie na tyle jednak, aby mógł wyrzec się marzeń o Madeleine, która widzi w nim tylko przyjaciela.

Tradycyjna opowieść o miłosnym trójkącie wydaje się próbą odpowiedzi na pytanie, które nurtuje Madeleine - czy w świecie, w którym istnieją postmoderniści, jest jeszcze miejsce na tradycyjną powieść, której centrum byłaby intryga małżeńska? "Miłosne problemy Madeleine zaczęły się w czasie, gdy tak zwana French theory, którą studiowała, zdekonstruowała samo pojęcie miłości," zauważa Eugenides. Gdy Madeleine wyznaje Leonardowi miłość, on odpowiada jej cytatem z Barthesa: "Je t'aime. Kocham cię", co przyprawia ją o zawroty głowy ze szczęścia, niestety, wtedy Leonard dodaje z cynicznym uśmieszkiem "Po pierwszym wyznaniu kolejne "kocham cię" nie znaczy już nic." Cynizm i poparcie francuskich filozofów nie sprawią, że miłość i miłosny zawód znikną - gdy wściekła Madeleine go rzuca, on popada w depresję i ląduje w szpitalu psychiatrycznym.

W tle przewija się akademicki światek lat osiemdziesiątych, amerykańskie życie na przedmieściach, ale także nieco mistyczne Indie, przytułek prowadzony przez Matkę Teresę, Paryż, Grecja i nowoczesne laboratorium pełne potencjalnych noblistów. Są nagłe zwroty akcji, niektórych nie powstydziłaby się zresztą brazylijska telenowela, całość jest napisana z lekką ironią, a jednocześnie serio, dowcipnie, lekko, wciągająco.

Tak naprawdę tematem "Intrygi małżeńskiej" nie jest małżeństwo, a nawet nie miłość. Temat jest ten sam, co w poprzednich powieściach Eugenidesa, i są nim trudy i ból dojrzewania. I choć zarówno "Przekleństwa niewinności", jak i "Middlesex" podobały mi się, "Intryga małżeńska" wydaje mi się najlepsza z całej trójki. Bohaterowie są niesamowicie intensywni, prawdziwi, bliscy, a zarazem dziwni. Autor nie jest wobec nich obiektywny - najmniej lubimy Leonarda, ale to właśnie on dostaje chyba najciekawszą rolę i najbardziej wciąga nas w swój świat. Mitchell, poprawny do bólu, kulturalny, układny, idealny chłopak w oczach rodziców młodej dziewczyny, dostaje swoje pięć minut w Europie i w Indiach, ale ostatecznie wypada dość blado. Najlepiej rozwinięta jest postać Madeleine - rozdartej, niepewnej studentki, która dostaje to, czego chciała, ale za wysoką cenę.

Zaczęłam czytać dość niepewnie, choć bowiem wcześniejsze powieści Eugenidesa podobały mi się, miałam co do nich sporo zastrzeżeń. "Intryga małżeńska" jest jednak znakomita, i tak wciągnęła mnie w swój świat, że po przewróceniu ostatniej strony cierpiałam na tak zwanego "książkowego kaca" i nie miałam ochoty na żadną nową lekturę. Polecam!

Moja ocena: 5.5/6



poniedziałek, 11 marca 2013, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: moni-libri, *.adsl.inetia.pl
2013/03/11 22:38:45
a ja głupia zrobiłam sobie postanowienie wielkopostne żeby książek nie kupować;/ przecież powinnam zakazać sobie zaglądania na blogi!!! moja po-postna lista rośnie ;))
-
2013/03/11 22:45:51
Chyba miało być tematem intrygi małżeńskiej nie jest małżeństwo, temat przekleństw niewinności raczej o małżeństwo nie zahacza ;). U mnie Eugenides czeka, i ciesze się, że coraz lepiej się zapowiada.
-
2013/03/11 22:46:04
Chyba miało być tematem intrygi małżeńskiej nie jest małżeństwo, temat przekleństw niewinności raczej o małżeństwo nie zahacza ;). U mnie Eugenides czeka, i ciesze się, że coraz lepiej się zapowiada.
-
2013/03/11 23:02:21
"Tak naprawdę tematem "Przekleństw niewinności" nie jest małżeństwo, a nawet nie miłość."
Nie powinno być "Intrygi małżeńskiej"?


Nazwisko autora nic mi nie mówi, tytuł o tyle, że książkę czyta właśnie koleżanka i na FB właśnie napisała, że zostało jej 50 stron i teraz musi dawkować ;)

Przy okazji, jako, że poniekąd jesteś niechcący sprawczynią tego, że założyłam w końcu blog o książkach (a z zamiarem nosiłam się dłuugo, zapraszam na czytelniczego :)
czytelniczy.blogspot.com/
-
2013/03/11 23:49:07
Nie czytałem jeszcze nic Eugenidesa i ta książka mnie kusiła, ale czekałem na jakieś recenzje. Twoja bardzo mnie zachęciła, więc jest bardzo prawdopodobne, że "Intryga małżeńska" będzie pierwszą książką tego autora, jaką przeczytam. Dzięki! :)
-
2013/03/11 23:51:30
To jakby co, to od której książki najlepiej zacząć przygodę z autorem?
-
Gość: pietia, 91.206.1.*
2013/03/12 02:27:39
Po takiej recenzji biore w ciemno! Zaintrygowal mnie tytul, zachecila baaardzo Twoja opinia, wiec do dziela! Ponadto podzielam niepokoj moni-libri co do zagladania na blogi. Lista ksiazek rosnie w niebywalym tempie:) Tylko czasu jakby mniej...
-
Gość: moni-libri, *.adsl.inetia.pl
2013/03/12 07:43:36
Pietia mi udało się zmniejszyć częstotliwość zaglądania na strony wydawnictw (to sukces!), więc teraz pozostają tylko blogi;) ... tylko czy to w ogóle możliwe?:)))
-
2013/03/12 07:44:35
pietia - ja w zasadzie też podzielam Wasz niepokój ;) Też zaglądam na blogi przecież... Książkę warto brać w ciemno, jak najbardziej!

dabarai - to zależy, one się mocno różnią. Ta najnowsza podobała mi się najbardziej, jest chyba najbardziej dopracowana. Ale "Middlesex" też jest niezła, chyba że nie ciekawi cię temat hermafrodytów;)

snoopy_z_bric-a-brac - bardzo jestem ciekawa, czy Ci się spodoba. Myślę, że tak. Ja też często czekam na recenzje niecierpliwie, chyba że już znam autora, tak jak tym razem.

zemfiroczka - dziękuję, masz rację, już poprawiłam! Eugenides to jeden z ciekawszych współczesnych pisarzy amerykańskich, warto się nim zainteresować. I gratuluję bloga, będę zaglądać!

peek-a-boo - racja, już poprawiłam, "Przekleństwa niewinności" faktycznie o małżeństwo się jeszcze nie ocierają. Nie daj mu czekać za długo!

moni-libri - całe szczęście, że post się niedługo kończy;)
-
Gość: moni-libri, *.adsl.inetia.pl
2013/03/12 07:58:18
Padama to tylko taka wymówka - skończy się post, znajdę inne wyjście dla nie-kupowania książek (znajdę choć nie chcę ;/). Np. taki zakaz w ramach wiosennych porządków - nie kupię nowej książki, jeśli nie poukładam tych, które posiadam (to akurat może się nigdy nie skończyć, bo pomimo 20 metrów więcej w niedługiej perspektywie już wiem, że nie zmieszczę się z książkami;/).
Każde postanowienie jest dobre, aby nie dać się zdominować książkom:)
-
2013/03/12 09:08:43
Widzę, że warte przeczytania
-
2013/03/12 09:49:18
I tak działasz Padmo, że człowiek przeczyta Twoją recenzję i zaraz szuka książki. Jako żywy dowód przedstawiam siebie. Od razu Cię informuję, że dodatkowo fakt, że książka w księgarniach internetowych (tych dla mnie dostępnych cenowo) jest niedostępna (w pracy nie mam szansy polecieć i poszukać w księgarniach stacjonarnych) toteż wzrasta chęć posiadania i przeczytania tej książki przez niemożność jej zdobycia.. Musisz zamieszczać ostrzeżenia na blogu.. Beznadziejnie wciąga. Zmusza do poszukiwań książki. A teraz uciekam, może uda mi się jednak wyjść z pracy wcześniej i przeszukać okoliczne księgarnie.. ;)
-
Gość: Jakub Rychlik, *.acn.waw.pl
2013/03/12 09:59:29
Mam mieszane odczucia, co do przeczytania tej książki. Z jednej strony są w niej jakieś dziwactwa, szczególnie postać Madlaine. Do tego dochodzi pretensjonalizm, np. potencjalni nobliści. Natomiast z drugiej strony, autor pisze lekko, wciągająco i z ironią, co by oznaczało, że nie brakuje mu polotu i inteligencji. Nie wiem, może i warto. Jakoś mało przekonany jestem do współczesnej literatury. Przeczytam a później zapominam zarówno autora, jak i tytuł. Jedynie w pamięci utkwiły mi Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki. Fajny portret kobiety. Ciekawi mnie warsztat autora recenzowanej ksiązki. Charakterystka postaci, partie narracyjne, dialogi. Budowa zdań. To teraz nie za specjalnie wychodzi powieściopisarzom.
-
2013/03/12 12:20:58
Nic tego Autora nie czytałam, ale w jakiś piątek Nogaś w Trójce mówił o tej książce w podobnym tonie do Twojego:)
-
2013/03/12 15:49:56
Wprawdzie nazwisko tego autora jest mi mało znane, to sam opis jego książki sprawił, że jeżeli kiedykolwiek wpadnie mi któraś z jego książek (a dobrze by było, gdyby to była właśnie ta), to z pewnością nie pominę jej. Uczę się od Ciebie, bo kiedyś chciałabym tak ciekawie jak Ty dzielić się z innymi, swoimi spostrzeżeniami na temat książek.
-
2013/03/12 18:56:52
Najpierw artykuł w "Książkach", teraz recenzja u Ciebie - chyba nie wywinie mi się ta książka. I zgadzam się z Kasią - niemal wszystkie Twoje wpisy skutkują powiększeniem mojej listy książek do przeczytania! Dzięki za to!
-
2013/03/12 22:30:04
Wygląda to bardzo zachęcająco. "Samobójczynie" to jedna z moich ulubionych książek, natomiast nie dałem rady kolejnej, "Middlesex" był jak dla mnie straszliwie rozwlekły. Po osiemdziesięciu stronach stwierdziłem, że nie odczuwam żadnej przyjemności z czytania, więc zrezygnowałem. Cieszę się, że trzecia jest lepsza niż dwie poprzednie. Wypożyczę. Dzięki za recenzję. :)
-
2013/03/12 23:19:29
:) Kamień z serca :) Mi też postmoderniści namieszali i już miałam się francuskiego zacząć uczyć;) Może ta książeczka pozwoli nabrać dystansu z góry;) Chętnie przeczytam po takiej reklamie.
-
Gość: pietia, 95.149.2.*
2013/03/13 22:22:11
Podobnie jak kreskowa, najpierw trafiłem na recenzję w magazynie "Książki", a dzień później czytałem Twoją:) Podobnie jak u Kasi i Kreskowej, prawie każda opisywana przez Ciebie lektura ląduje na wciąż wydlużającej się liście tych do przeczytania... Padmo, myślę też,że mój niepokój jest nawet większy, ponieważ nie piszę bloga,no inie czytam tak dużo i tak szybko jak Ty, a chciałbym bardzo. Chyba znów muszę wrócić do lektury Twego wpisu "czas na czytanie":)
Czy w tej Anglii czas umyka szybciej, że wciąż go za mało???
-
2013/03/14 12:09:36
OOOOO, teraz koniecznie chcę to przeczytać! A nie mogę, bo nowy Miller czeka ^^

Przeżywałam Barthesa na studiach, wydawał mi się bardziej otwarty na czytelnika od innych strukturalistów, a jego "Od dzieła do tekstu" chyba tak mi wpoili, że już nie zapomnę nigdy :P
-
Gość: Kamila, *.215.199.215-internet.zabrze.debacom.pl
2013/03/17 17:11:32
Zgadzam się, że tytuł może być mylący, poza tym to pasjonująca książka, chociaż bez happy endu. Trójka młodych wkracza w dorosłość i to jak widać nie jest ani łatwe ani przyjemne, a do tego nie idzie w parze z dojrzałością. Eugenides dobrze oddał tamte czasy i ten etap w życiu.
-
2013/03/18 19:18:11
Jestem zachwycona powieścią, fragmenty Rolanda Barthes'a pięknie ujmowały miłość w słowa, a fabuła umiejętnie je dopełniała. Konstrukcja i wymowa powieści to prawdziwy majstersztyk. Z pozoru banalna historia młodocianej niespełnionej miłości trzech osób, bo tak naprawdę nikt z nich nie był szczęśliwy w przyjętym układzie, gdzie uczucia grały pierwsze skrzypce. Do tej pory myślę o tym, co wyczytałam W i MIĘDZY wierszami.
-
2013/03/26 09:55:49
Mogłabym się podpisać pod Twoją recenzją!
Również miałam po niej kaca, który zresztą wciąż się utrzymuje;) Znakomita lektura!
-
2013/10/23 11:28:37
A ja chciałam trochę podyskutować nad książką;)

Nie rozumiem, czemu piszesz, że "Leonarda lubimy najmniej". Chyba ma swoich fanów - na forum książki gazeta.pl forumka wymieniła go jako ulubionego bohatera literackiego. I ja sama najbardziej dopinguje Leonardowi i bardzo empatyzuję z nim. Chyba najmniej jednak lubię Maddy z tej trójki, a Leonard budzi u mnie może największą sympatię?

Maddy jest taka bierna, córeczka rodziców, spod których wpływu nie potrafi się wyzwolić. Cały czas musi mieć jakiegoś chłopaka, jakby sama nie potrafiła istnieć. Ok, niby to się ma zmienić, ale znajomi, z którymi o tym gadałam, również jakoś nie są przekonani co do tej przemiany w "niezależność"

Co Ty na to?
-
2013/10/23 11:39:16
To bardzo ciekawe, co piszesz :) Nie wiedziałam, że Leonard wzbudza taką sympatię. Ja mam wrażenie, że autor tak go przedstawił, jakby nie chciał, żebyśmy go lubili, ale tak jak napisałam, jest jednocześnie najciekawszy. Wydaje mi się straszliwie samolubny i jego zachowanie bywa okrutne bez wyjaśnienia, może dlatego go tak odbieram.



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...