Blog > Komentarze do wpisu

Boczne drogi Toskanii

Właściwie mieliśmy jechać gdzie indziej. Pierwotny plan był bardziej dla nas typowy - Anglia, najchętniej Lake District, może ewentualnie Szkocja. A w wersji leniwej - standardowo Kotlina Kłodzka. Ale gdy tak się zastanawiałam, na co się zdecydować, mój wzrok jak zwykle błądził gdzieś po półkach z książkami i zauważyłam niepozorną książeczkę, która stała wciśnięta tam od tak dawna, że o niej zapomniałam. Tytuł brzmiał "Droga do Sieny", a mi natychmiast przypomniał się nasz nigdy nie zrealizowany plan, żeby pojechać wiosną do Włoch. A że my zawsze kierujemy się naszymi własnymi przesłankami, które często okazują się dość nietypowe, powodem, dla którego chcieliśmy odwiedzić Włochy wczesną wiosną, nie była tęsknota za słońcem, dobrym jedzeniem i zabytkami, ale marzenie zobaczenia na własne oczy kilku gatunków storczyków, które u nas nie rosną.

U, który zazwyczaj woli północną część Europy, na wzmiankę o storczykach zareagował pozytywnie, decyzja została zatem podjęta. Wyjazd z namiotem nie wymaga żadnych wcześniejszych przygotowań - wystarczy kupić mapę, zapakować sprzęt kempingowy i wyruszyć. Co więcej, samochód nie ogranicza ilości zabranych książek, mogłam więc zaszaleć. Przejrzałam więc własne półki, zajrzałam do kilku księgarni i zgromadziłam dość eklektyczną biblioteczkę na drogę.

Osoba szukająca włoskich lektur dostanie zawrotu głowy, zaglądając na stronę Zeszytów Literackich. Ich podróżnicza seria obfituje w kuszące tytuły, z których znaczna część dotyczy właśnie Włoch. Ostatecznie zabrałam ze sobą cztery ich książki, każdą inną, a jednocześnie w jakiś sposób wszystkie do siebie podobne. Napisane w sporych odstępach czasu, opowiadają o podróżach niespiesznych, bocznymi drogami, podróżach, których istotą jest kontemplacja jakiegoś wycinka rzeczywistości - fresku w wiejskim kościółku, samotnego drzewa na wzgórzu, gwarnego placu.

Czytałam te książki fragmentami, rozdział z jednej, kilka z innej, potem wracałam do pierwszej. Gdy zbliżaliśmy się do jakiegoś miasteczka, sprawdzałam, czy któryś z autorów o nim pisze. Później doczytywałam fragmenty o miejscach, do których nie udało nam się dotrzeć. "Drogę do Sieny" Marka Zagańczyka otwierałam chyba najczęściej, nie dlatego, że jest najlepsza, ale dlatego, że to właśnie prowincja Siena, którą upodobał sobie Zagańczyk, najbardziej przypadła nam do gustu.

Zagańczyk opowiada prostym, ładnym językiem. Często relacjonuje swoje lektury, pisze, co o danym miejscu mówili inni, którzy byli tam przed nim. Niektórym czytelnikom może to przeszkadzać - mnie się podobało. Sama lubię porównywać swoje wrażenia z relacjami wielkich pisarzy, więc rozumiem jego nastawienie. Oprócz wrażeń z lektur, Zagańczyk fascynująco opowiada historie. To za jego namową pojechaliśmy do ruin opactwa San Galgano, aby zobaczyć miejsce, w którym zakochany lekkoduch, Galgano Guidotti, spada z konia, a następnie ma objawienie. Nawrócony, modli się, ale brak mu krzyża, którego nie potrafi sklecić z patyków. Zdenerwowany, ciska mieczem o ziemię, miecz wbija się w kamień i zmienia w krzyż. Galgano zostaje w tym miejscu, buduje sobie pustelnię, a wreszcie zakłada zakon. Dzisiaj jest tam kaplica i ruiny wspaniałego opactwa, wyglądające, jakby je żywcem przeniesione z północy Anglii.

Zagańczyk kocha okolice Sieny, brunatne pola, miasteczka rozłożone wysoko na wzgórzach, cień wulkanu Monte Amiata, który widać z każdego niemalże miejsca w okolicy. Odwiedzał te same miejsca, w których się zatrzymywaliśmy - małe miejscowości prawie pozbawione turystów, przynajmniej teraz, w maju - Montalcino, Greve, Pitigliano. Boczne drogi Toskanii są wyjątkowo urokliwe poza sezonem, gdy zarówno w miasteczkach, jak i na wzgórzach jest dość pusto, wszystko zaczyna się dopiero zielenić, w powietrzu pachnie słońcem i wilgocią.

"Pamięć Włoch" Wojciecha Karpińskiego wydaje się być nieco poważniejszą książką, czyta się ją jednak równie dobrze. Karpiński wędruje przez Włochy śladami dawnych mistrzów. Pasjonująco opowiada o mniej lub bardziej znanych artystach. Wiedziałam, że nie zdołam zobaczyć wszystkiego, o czym pisze, ale na szczęście miałam okazję odwiedzić katedrę w Sienie, a w niej serię fresków, którym Karpiński poświęcił cały rozdział. Libreria Piccolomini, niewielka sala, do której wchodzi się z mrocznego wnętrza katedry, olśniewa blaskiem, światłem i kolorami. Wszystkie ściany pokrywają freski opowiadające historię życia Eneasza Sylwiusza Piccolominiego, który został papieżem i przybrał imię Pius II. Ten pochodzący ze Sieny chłopak przeżył fascynujące życie pełne przygód - wyruszył ze Sieny jako ubogi młodzieniec, a udało mu się gościć na dworach królewskich w całej Europie. Został poetą, pisarzem, a wreszcie papieżem. Odwiedził Szkocję, Anglię, Niemcy, korespondował z polskim biskupem. Freski Pinturicchia są równie barwne i fascynujące, jak życie ich bohatera, i można przyglądać im się godzinami, wciąż odkrywając nowe szczegóły.

O sieneńskiej katedrze pisze także Zbigniew Herbert. Jego książka to już klasyka i warto po nią sięgnąć, jeśli choć trochę interesuje nas historia sztuki. Toskanii w "Barbarzyńcy w ogrodzie" jest niewiele - właściwie tylko Siena, ale za to Siena opisana bardzo osobiście i emocjonalnie.

Herbertowi w Sienie podoba się wszystko - gospoda Pod Trzema Dziewuszkami (na ścianie której jest dzisiaj zresztą wmurowana tablica pamiątkowa), niezwykły plac w kształcie wachlarza - Piazza di Campo, dynamiczne wnętrze pasiastej katedry, freski w Palazzo Publico. Oprócz wrażeń z podróży, Herbert pisze także o przeszłości odwiedzanych miejsc - bardzo podobała mi się jego opowieść o burzliwej historii Sieny, o wiele ciekawsza niż ta, którą można znaleźć w przewodnikach.

Herbert zauważa też coś, co jest cechą wspólną autorów wszystkich czterech czytanych przeze mnie książek - podróż to patrzenie, uważna obserwacja, chłonięcie świata, a nie zaliczanie atrakcji. Niewiele się od jego czasów zmieniło:

"Wychodzę z katedry na rozgrzany i oślepiający plac. Przewodnicy krzykliwie poganiają stada turystów. Spocenia farmerzy z dalekiego kraju filmują każdy kawałek muru, który wskazuje objaśniacz, i posłusznie wpadają w ekstazę, dotykając kamieni sprzed kilku wieków. Nie mają zupełnie czasu na oglądanie, tak bardzo pochłonięci są fabrykowaniem kopii. Włochy zobaczą wtedy, gdy będą u siebie, kolorowe, ruchome obrazy, które nie będą w niczym odpowiadały rzeczywistości. Nikt już nie ma ochoty studiować rzeczy bezpośrednio. Mechaniczne oko niezmordowanie płodzi cienkie jak błona wzruszenia."

Muszę jednak przyznać, że o ile to już kolejny wyjazd, podczas którego ograniczam sobie robienie zdjęć, to dochodzę do wniosku, że świadome, przemyślane fotografowanie nie zakłóca przeżywania. Kilka dni, które spędziłam w Angkor Wat, upłynęły pod znakiem zdjęć - zrobiłam ich wtedy setki, ale były robione z rozwagą, uważnie komponowane. I dzisiaj uważam, że to miejsce przeżyłam, że je pamiętam, że nie zobaczyłabym więcej, gdybym po prostu tam była, nic nie robiąc. Z drugiej strony jednak, czasem lubię pozbyć się aparatu i zamiast utrwalać obrazy na kliszy, notować to, co widzę.

Najbardziej oddalonym w czasie podróżnikiem jest Muratow, który pisał o Włoszech na początku XX wieku. Miałam ze sobą tylko jeden tom jego wspomnień i żałuję, muszę koniecznie kupić pozostałe, zwłaszcza ten o Toskanii i Umbrii. Po "Obrazy Włoch" sięgnęłam jadąc do Florencji. I tak jak Herbert fascynująco opowiada historię Sieny, tak Muratow potrafi przybliżyć czytelnikowi dzieje Florencji, zwłaszcza epokę quattrocenta. Lektura tej książki obudziła we mnie żal, że nie mogłam więcej czasu spędzić w tym mieście - wrócę do niej, gdy będę mogła pojechać do Florencji na dłużej, żeby spokojnie obejrzeć galerie, muzea i kościoły.

Wszyscy ci autorzy ciekawie się uzupełniają. Zagańczyk czyta Herberta i Karpińskiego, Karpiński inspiruje się Muratowem. Miejsca pominięte przez jednego odwiedza inny. Czytając ich na przemian, łatwo zapomnieć, że ich podróże oddalone są często w czasie o kilkadziesiąt lat.

Najważniejszą lekcją wyniesioną z lektury nie jest jednak wiedza, co i gdzie warto zobaczyć. Bardziej istotne jest przesłanie, że podróż nie musi być celowa. Że warto zboczyć z wyznaczonej trasy, skręcić w ścieżkę, której końca nie widać, i odkryć coś dla siebie, czego nie ma w żadnym przewodniku. Toskania jest przytłaczająco piękna i bogata w zabytki. We Florencji istnieje wręcz choroba, na którą zapada kilka - kilkanaście osób rocznie, a która wiąże się z nadmiarem emocji wywołanych przez piękne widoki. Zamiast frustrować się niemożnością zobaczenia wszystkich wielkich dzieł sztuki, lepiej skupić się na danej chwili - wypić gęstą kawę, posiedzieć na krawężniku, posnuć się po wąskich uliczkach, zatrzymać za miastem i zrobić piknik pod cyprysem.

Nasza Toskania była właśnie taka. Za to kocham wyjazdy z namiotem - można wyjść rano na wilgotną od rosy trawę, spojrzeć na porośnięte oliwkami wzgórza, na unoszącą się nad doliną mgłę - tego nie zobaczy się z okna większości hoteli.

Zagańczyk pisze tak:

Wiosną w dolinie dobrze jest wyjść rano przed dom, gdy mgła spowija wzgórza a słońce, zapowiadając piękny dzień, tka mleczną zasłonę. Zieleń traw i pszenicy jest wówczas najpełniejsza, omyta rosą, wolna od kurzy piaskowych dróg. (...) Ostre figury cyprysów coraz wyraźniej znaczą swoją obecność, choć ciągle widać zaledwie ich zarys. Niebawem wszystko okryje prażący blask, ale teraz, w tej chwili przesilenia, gdy przyroda zdaje się wahać, kształty są jeszcze rozmyte. Mam wrażenie, jakbym przyglądał się japońskim sztychom. Mgła przetacza się w dolinę, schodzi na łąki, okrywa dachy domostw. Jest cicho i nawet ptaki dopiero budzą się do lotu.

To są właśnie moje ulubione chwile, kiedy świat się zatrzymuje i zauważamy, jaki jest piękny.

Dobrze być wiosną w Toskanii, pisze Zagańczyk, i trudno się z nim nie zgodzić.

A storczyki? - spytacie. Oczywiście, znaleźliśmy je. Nie było to trudne. Wystarczyło zatrzymać się na poboczu i przyjrzeć uważnie trawie. Albo wyjść kilka kroków przed namiot, prosto do gaju oliwnego. To nie jest sprawiedliwe, że oprócz takiej ilości pięknych budowli i wielkich dzieł sztuki, ten kraj dostał także obfitość rzadkich i wyjątkowych kwiatów;) Jeśli będziecie wiosną we Włoszech, poszukajcie ich - są często malutkie, ale z bliska zachwycające .

Ophrys bertolonii

Ophrys insectifera - wygląda trochę jak mały kosmita;)

Anacamptis papilionacea

Zdjęcia: Łukasz Stępień

czwartek, 09 maja 2013, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/05/09 11:50:27
Ależ ślicznie napisałaś o książkach i wrażeniach z podróży. Tak, właśnie takie zwiedzanie nieśpieszne kocham:) A niestety Herberta tylko przeczytałam, choć Muratowa skubnęłam kiedyś, acz w innym wydaniu. Teraz owe książkowe wydania jego zapisków są bardziej poręczne.Pozdrawiam serdecznie
-
2013/05/09 12:03:20
ach, pięknie napisane! i o książkach, i o podróżach. Twoje zapiski o Sienie przypomniały mi mój własny pobyt, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tyle pamiętam, bo to było kilka ładnych lat temu :) zgadzam się z Tobą, że fotografowanie potrafi być wartością dodaną w podróży, pomaga zobaczyć więcej, ale jeśli robi się to z uwagą i skupieniem, i wie, kiedy odłożyć aparat. jak zawsze - trzeba umieć znaleźć złoty środek :)
widzę, że książki Zeszytów nie zawodzą :) nic tylko zabrać się do lektury!
-
2013/05/09 12:09:22
Przepiękny wpis :)
-
2013/05/09 12:09:35
Dobrze, że ostatnio psioczyłem na książki o Prowansji :P Świetne połączenie wyjazdu z lekturą. Szczerze zazdroszczę :D
-
Gość: Libreria, *.maius.amu.edu.pl
2013/05/09 13:50:11
sama klasyka, wspaniale!
-
2013/05/09 14:00:21
Piękny wpis! Choć nigdy mnie jakoś szczególnie nie pociągała Toskania, to teraz mam ochotę wskoczyć w jakikolwiek środek transportu z Herbertem w plecaku i ruszyć Waszymi śladami :)
PS. Pochodzę z Kotliny Kłodzkiej i zawsze miło mi się czyta Twoje dobre wrażenia z tych miejsc :)))
-
2013/05/09 15:44:45
Zielenieję z zazdrości. :-)
-
Gość: pietia, 95.149.1.*
2013/05/09 15:51:18
Przecudnie! Ten wpis zacząłem czytać naprędce, ale po chwili zwolniłem tak jak zwolnić trzeba gdy zboczy się z utartych ścieżek turystycznych, by przeżyć piękno tego co nas otacza. Cudownie było się zatrzymać choć na chwilę i zapomnieć o goniącej rzeczywistości, przenieść się tam gdzie byłaś. Bardzo inspirujacy jest Twój blog! Italię w tym roku nie odwiedzę ( z tego wpisu z przyjemnością skorzystam za rok), ale do sierpniowej wizyty w Bretanii chcę się dobrze przygotować przez odpowiednie lektury. By zwiedzać niespiesznie: wyczulony na piękno, a nie kolekcjonowanie niezliczonej ilości fotek. Dziekuję za cudną podróż tego popołudnia Padmo!
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2013/05/09 16:29:09
Temat, jak wiesz bliski memu sercu i czytając go niemal chciałam odpowiedzieć ci takiej samej długości wpisem. Ale będę się streszczać. Zwiedzanie którego pretekstem jest kwitnienie storczyków to cudowny pomysł. Czytam (słucham) Iwaszkiewicza Podróże do Włoch, gdzie pisze, iż każdy powinien znaleźć ważny dla siebie powód do odwiedzin; dla jednego będzie to ulubiony malarz, pisarz, rzeźbiarz, architekt, a może też podróżować śladem kwitnienia kwiatów (on wybrał glicynie). Ja również staram się za każdym razem wybrać swój temat przewodni podróży; raz jest to Botticelli, innym razem Michał Anioł, czasem Bernini, czasem średniowiecze, kiedy indziej gotyk, choć jest to raczej pewien drogowskaz a nie ściśle wytyczony szlak, który modyfikuję w zależności od okoliczności, pogody, humoru. Bardzo lubię tę serię Zeszytów literackich, które wydały, jak zauważyłaś imponującą ilość ciekawych i jeszcze ciekawszych pozycji na temat Włoch. Brakuje mi takich książek o innych krajach. Czyżby jedynie Włochy były godne utrwalania wrażeń w literackiej formie. Uwielbiam takie drogowskazy, kiedy pisarz - podróżnik dzieli się swoimi wrażeniami, uwielbiam te odniesienia do świata sztuki i literatury. I rzeczywiście niemal każdy piszący przywołuje swych poprzedników, a Muratow, jako jeden z tych wcześniejszych bywa często cytowany. Patrząc na freski Pinturicchia można poznać gust papieża Borgii (Aleksandra VI), którego był ulubionym malarzem. Czytałam Muratowa kilka lat temu, teraz wracam do jego książek, czytałam Herberta. Karpiński i Zagańczyk - te pozycje jeszcze przede mną. Na twój aneks do komentarza czekam cierpliwie. A czy znasz może książki podobne w stylu, pomyśle, wykonaniu do cytowanych we wpisie w odniesieniu do Londynu. Czy któraś z poleconych jest zbliżona do opisywanych? Udało ci się obejrzeć kawałek Toskanii, który zapewne nigdy nie będzie moim udziałem (bez samochodu i prawa jazdy ciężej dociera się do bocznych dróg, pozostaje mi zatem Toskania głównymi drogami. Jednak choć żałuję tego, co niemożliwe, to cieszę się, z tego, że Florencja otworzyła przede mną wiele swoich oblicz, a każda wizyta to kolejne odkrycie; kolejna galeria, świątynia, posąg, obraz, malarz, to także nowa tratoria, gelateria, pasticeria, nowe widoki, nowe wrażenia. Dziękuję za przepiękny wpis jakże bliski memu sercu. Bardzo chciałaby umieć spojrzeć w ten sposób na Londyn -miejsce bliskie twemu sercu. Może zamiast szukania książek zbiorę sobie twoje wpisy z odniesieniami do Londynu i znajdę jakiś drogowskaz i zrobię sobie dzień szlakiem bliskim padmie :)
-
2013/05/09 17:11:45
Szalenie inspirujący wpis, nie miałam bladego pojęcia,że oprócz ksiażek F. Mayes i F. Mate
o Toskanii Umbrii jest ta seria zeszytów literackich, czytam w necie fragmenty i już lubię tego Zagańczyka:) Dzięki
-
2013/05/09 21:34:18
montgomerry - a ja właśnie się zastanawiam, czy sobie Muratowa w tym starym wydaniu nie sprawić. Fakt, że nowe jest bardziej poręczne, pasuje do plecaka i do torebki, ale lubię serię ceramowską. A akurat Muratow to jedyna z tych książek, którą miałam pożyczoną, więc muszę nabyć swój egzemplarz, a najlepiej wszystkie części.

bezszmer - chętnie poczytałabym o Twoich wrażeniach ze Sieny, ale po latach pewnie nie byłoby łatwo odtworzyć wrażenia... Z aparatem mam wciąż mieszane uczucia - z jednej strony uwielbiam te wyjazdy, kiedy cała jestem skoncentrowana na obrazach - szukam kadrów, obserwuję uważnie, układam sobie zdjęcia w głowie. To jest jednak zawsze tak intensywne, że brak mi czasu na to, żeby usiąść, spisać wrażenia, pomyśleć. Kiedy zaczęłam jeździć z córką, coraz częściej pozbywałam się aparatu, po to, żeby mieć czas na przeżywanie wyjazdu z nią. To też jest piękne i wyjątkowe. Za to gdy wracam, żal mi zdjęć, których nie zrobiłam - patrzę na zdjęcia zrobione przez U, który jest świetnym fotografem, ale to jednak jego spojrzenie, nie moje, i czuję brak pewnych ujęć, które ja bym wykonała... Najlepiej raz jeździć tak, raz tak. A że dziecko załapuje bakcyla, to niedługo ona też będzie kombinowała z kadrami;)
-
2013/05/09 21:37:53
agata744 - dziękuję:)

Bazyl - aż tak nie psioczyłeś;P Nawet mnie zachęciłeś, a myślałam, że do tej akurat serii nikt mnie nie przekona;) Do Prowansji też bym w sumie chętnie kiedyś pojechała, muszę sprawdzić, jakie tam storczyki rosną;)

Libreria - brakuje Iwaszkiewicza, zapomniałam o nim:/

kreskowa - nigdy nie wiadomo, kiedy Cię zacznie pociągać:) Ja tak mam - odkrywam znienacka, że region, który mnie nigdy nie interesował, nagle zaczyna kusić:) Co do Kotliny, to zdecydowanie za mało o niej piszę, ale skoro to blog o książkach, staram się hamować. Muszę jednak kiedyś zrobić porządny research w kwestii książek o Kotlinie Kłodzkiej. Kocham ten region, chętnie bym tam kiedyś zamieszkała. Pochodzisz stamtąd, czy mieszkasz teraz? Zazdroszczę tak czy inaczej!:)
-
2013/05/09 21:41:32
Tak dużo książek na temat Toskanii, bo jest i o czym czytać. Najbardziej lubię - spośród wymienionych tytulów - "Barbarzyńcę w ogrodzie"...
-
2013/05/10 01:24:35
Muratow tyle razy towarzyszył mi w podróżach imaginacyjnych, że jadąc dziesięć dni temu do Rzymu, niosłam go nie w plecaku, ale w pamięci :-) A skoro się spodobał, to koniecznie spraw sobie pełne wydanie. Ale poszukaj wydania z PIW-owskiej serii "Podróże" - mniejszy format, a całość jakaś taka... szlachetniejsza niż wydanie w serii ceramowskiej, może dlatego, że nie ma zdjęć, które w tamtym wydaniu są obcym ciałem (chyba postępowano na zasadzie "wrzućmy przypadkowe zdjęcia dzieł sztuki, nie muszą wiązać się z tekstem").
-
Gość: Dominika, *.leon.com.pl
2013/05/10 08:42:52
Witam! Toskania to moje niezrealizowane jeszcze marzenie, jeszcze, bo mam nadzieję, że wreszcie ją zobaczę. Pozdrawiam serdecznie.
-
Gość: masza, *.centertel.pl
2013/05/10 19:11:12
Padmo cudnie, dzięki za rozjaśnienie tego ponurego poznańskiego dnia.
Guciamal Drogi do Santiago Ceesa Nootebooma ja do dziś po tej lekturze marzę o bocznych drogach Hiszpanii.
-
2013/05/11 19:47:01
Wszystko piękne - i opisy, i zdjęcia. Gratuluję wspaniałego wyjazdu.
-
Gość: aga, *.szczecin.mm.pl
2013/05/11 22:27:51
a gdzie się zatrzymywaliście z namiotem? oficjalne pola namiotowe? czy można tak gdzieś w polu/gaju ;) sobie przenocować?
-
2013/05/17 11:17:51
"Literackie podróże" zawsze mnie fascynowały!Naprawdę mieliście wspaniałą wycieczkę!Włochy są niesamowite, marzę o Toskanii...ale póki co byłam tylko w Rzymie.
Padmo, chciałam nieśmiało przypomnieć o poście na temat Twojej literatury XVIII/XIX- wiecznej. Nie mogę się doczekać kiedy pokażesz swoją półkę. Tym bardziej mam ochotę,że czytam właśnie "Opętanie".
Pozdrawiam!
-
2013/05/18 00:24:48
Zrobiliście sobie cudowną wycieczkę! Tylko pozazdrościć! Ja podróżowałam wielokrotnie po Toskanii, i chyba największe wrażenie zrobiła na mnie Pinakoteka w Sienie. Tych koronkowych złoceń okryć głów, złotych draperii, nie zapomnę pewnie do końca życia. Dziękuję za lektury, poza Herbertem nic nie czytałam.
-
Gość: Libreria, *.maius.amu.edu.pl
2013/05/20 12:03:31
accidenti, powiedziałby Włoch:-) będzie i czas na Iwaszkiewicza:-)
-
2013/05/22 21:05:01
piękny wpis...
-
2013/05/26 08:21:30
Moja kuzynka właśnie wróciła z urlopu w Toskanii, ja się do niej wybieram dopiero w przyszłym roku i z pewnością o Toskanii sobie poczytam :-)
-
2013/06/14 16:06:55
PS. Padmo, jak ja Tobie zazdroszczę tej wyprawy :)



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...