Blog > Komentarze do wpisu

Czytać więcej czy mniej?

Blogerzy książkowi to specyficzna grupa społeczna. Podczas gdy większość dorosłych Polaków nie miała książki w ręku w ciągu ostatniego roku, a spora część pozostałych odczuwa lekki wstyd na myśl o tym, że czytają coraz mniej, problemy blogerów książkowych są zgoła odmienne. Po wieloletnich staraniach o to, aby czytać jak najwięcej, niektórzy w ramach noworocznych postanowień obiecują, że w tym roku ograniczą ilość lektur.

Oczywiście, mówimy tutaj o ludziach, którzy czytają po 100 - 200 książek rocznie. I w którymś momencie stwierdzają, może pół żartem, a może całkiem serio, że to chyba za dużo i trzeba czas spędzany na czytaniu ograniczyć. Czytałam właśnie taką dyskusję na Facebooku, i muszę przyznać, wydała mi się w naszej polskiej rzeczywistości uroczo abstrakcyjna!

Źródło: www.haroldsplanet.com

Oczywiście, są też blogerzy czytający po 100 - 200, a nawet więcej książek rocznie, którzy się tym wynikiem chlubią i chcą go jeszcze poprawić. Jak to możliwe? - spytacie. No cóż - przyznaję, że nie wiem. Czasem można zobaczyć, że spora część tych książek to książeczki dla dzieci lub krótkie i proste romanse, czasem ktoś po prostu nic innego w życiu nie robi. Ja czytam sporo, ale też czasu wolnego mam niewiele, a i tak wydaje mi się, że 70 książek przeczytanych w tym roku to jak na mnie bardzo dużo. W czasie poświęconym na lekturę mogłam przecież biegać, sprzątać mieszkanie, spotykać się z przyjaciółmi, uczyć córkę angielskiego, grać w gry planszowe, oglądać filmy i robić milion innych rzeczy.

Jednocześnie jednak zewsząd słychać lament odnośnie stanu czytelnictwa i nawoływanie do czytania więcej i częściej. Ostatnio czytałam artykuł dotyczący badań nad tym, jak czytanie zmienia mózg - podwyższając aktywność w korze skroniowej lewej półkuli mózgu. Czytanie literatury pięknej nie tylko pobudza wyobraźnię, ale także rozwija empatię i umiejętności społeczne - tak, tak, zaczytani w książkach samotnicy też mogą być dobrze rozwinięci społecznie.

Co więc robić, kogo słuchać? Czytać więcej czy mniej? W którym momencie przekroczymy granicę i zaczniemy czytać więcej, niż powinniśmy? Czy w ogóle coś takiego jak "czytanie w nadmiarze" istnieje?

Jestem głęboko przekonana, że warto czytać dużo. Nigdy chyba książki nie przysłoniły mi prawdziwego życia, wręcz przeciwnie - lektura od zawsze inspirowała mnie do działania. Od lat czytam po kilkadziesiąt książek rocznie - przeważnie więcej niż jedną tygodniowo, ale czas spędzony na lekturze to jednak niewielki procent mojego dnia. Potrafię bez żalu odłożyć pasjonującą książkę, żeby pojechać na kawę z przyjaciółką czy pójść pobiegać. I sądzę, że jeśli komuś książki zastępują prawdziwe życie, to nie książki same w sobie są temu winne.

Moim zdaniem warto jest więc czytać dużo. Błędem jest oczywiście skupianie się na ilości przeczytanych książek - powinniśmy raczej starać się zwiększać ilość czasu przeznaczonego na czytanie. Książka książce nierówna i liczenie o niczym nie świadczy - mogę przeczytać w trzy godziny jakiś kryminał, ale gęsto napisany, choć krótki zbiór esejów o Nowym Jorku pochłonął mi bardzo dużo czasu. Statystyki oczywiście prowadzę, bo lubię, ale walczyć chcę nie o ilość tytułów na liście w zakładkach, ale o to, żebym mniej czasu marnowała, a więcej spędzała na czytaniu.

Bo czas na czytanie nie musi być czasem zabranym innym wartościowym zajęciom. Czas na czytanie najpierw warto wykroić z godzin, które spędzamy odświeżając Facebooka i Twittera. Zastanowić się, czy przypadkiem nie za często patrzę się całkiem bezmyślnie w telewizor. Czy kilkugodzinne chodzenie po sklepach, by ostatecznie nie kupić nic, to na pewno najlepsza możliwa rozrywka? I może część tego czasu przeznaczyć właśnie na lekturę?

Źrodło: http://designbyash.wordpress.com

Jestem przekonana, że wiele osób zauważa u siebie okresowy spadek motywacji do czytania. Ciężko nam się skupić na książce, albo wręcz nie chce nam się po nią sięgnąć. To normalne, i czasem trzeba dać sobie odpocząć, ale jeśli zbyt długo będziemy trwać w tym stanie czytelniczego marazmu, coraz trudniej będzie nam sięgnąć po książkę. I coraz trudniej będzie nam skupić się na lekturze, zwłaszcza wymagającej.

Mózg działa tak jak mięśnie - nie używany jest w gorszym stanie. Trenowany - rozwija się, nabiera siły, działa coraz sprawniej. Jeśli uprawiacie jakiś sport i kontuzja zmusi was do przerwy - sami wiecie, jak trudno jest odzyskać formę. Trzeba spędzić długie godziny na mozolnych i męczących treningach, zanim znowu zacznie się odczuwać lekkość ruchu (przerabiam to teraz, po roztrenowaniu biegowym). Jeśli więc przez jakiś czas nie będziecie czytać, nie liczcie, że będziecie w stanie bez problemu zagłębić się w "Ulisessa". Do formy czytelniczej będziecie musieli wrócić powoli i stopniowo.

Jeśli więc od jakiegoś czasu czytacie mniej, niż byście chcieli, albo chcielibyście czytać lepsze książki - klasykę, reportaże, literaturę faktu, ale usypiacie po kilku stronach, może pora rozpocząć program treningowy? Zacząć małymi kroczkami - czytając lekkie i przyjemne czytadła, ale regularnie, codziennie, coraz dłużej. Potem sięgnijcie po coś odrobinę bardziej wymagającego, może po lżejszą klasykę? Nawet się nie obejrzycie, a będziecie późnym wieczorem czytać eseje albo na przykład "Czarodziejską górę". I w dodatku będziecie z tego czerpać przyjemność!

Oczywiście, możecie powiedzieć, że jestem literacką snobką i że nie trzeba czytać klasyki. Zgoda - nie trzeba. Ale jeśli lubicie lody (a kto nie lubi), to będziecie całe życie jeść tylko waniliowe i truskawkowe? Zgoda, są pyszne, może nawet wasze ulubione, ale raz na jakiś czas warto skusić się na poziomkowe, melonowe czy rafaello? Klasyka to takie lody poziomkowe - może odrobinę bardziej wyrafinowane od truskawkowych (w końcu poziomki są mniejsze, trudniej się je zbiera), ale równie smaczne.

Nie wiem, czy to dobre porównanie, ale wiem, że im więcej czytamy, tym bardziej stajemy się wymagający. Nasz mózg najwyraźniej pracuje coraz lepiej - łatwiej nam skupić się na dłuższym tekście i przyswoić bardziej skomplikowane treści. Czytamy z przyjemnością książki, które kiedyś by nas uśpiły po kilku stronach. Doceniamy piękno języka, a nie tylko dajemy się wciągnąć w tok wydarzeń.

Dlatego warto czytać więcej - żeby stać się lepszym czytelnikiem, żeby pogimnastykować mózg i może dzięki temu uniknąć różnych nieprzyjemnych chorób na starość. Ale znowu - z czytaniem jest jak z bieganiem. Dość łatwo jest się wytrenować do tego, żeby przebiec 5 kilometrów. I wiele osób na tym poprzestaje. Biegają sobie te piątki, i nawet chciałyby więcej, ale jakoś nie mogą się zmobilizować. Nie wiedzą, że mogłyby już spokojnie przebiec 10 km, bo nigdy nie spróbowały. Tak samo jest z lekturami - można czytać regularnie, codziennie, ale pobieżnie, odhaczając kolejne pozycje na liście przeczytanych tytułów. Może nawet chciałoby się czasem sięgnąć po coś innego - może jakąś opasłą powieść dziewiętnastowieczną, może szkolną lekturę, której się nie przeczytało? Ale jakoś wydaje nam się, że nie damy rady, zanudzimy się, i łatwiej przeczytać kolejne proste czytadełko. Czytadełka są fajne - oczywiście - ale gdybyśmy spróbowali czegoś innego, zrobilibyśmy sobie i swojemu mózgowi przysługę. I okazałoby się, że 10 km to nic trudnego, że możemy spokojnie przeczytać "Nędzników" i mieć wreszcie własne zdanie na ich temat.

Może warto więc, nie tyle w ramach noworocznych postanowień, bo tych nikt nie dotrzymuje, ale jakoś w ramach przemyśleń i planów, spróbować czytać więcej i efektywniej? Sięgając po książki spoza naszej strefy komfortu - może po klasykę, może po coś napisanego przez pisarza z kraju, którego normalnie nie odwiedzamy w lekturach? Może jakiś gatunek, który do tej pory omijaliśmy? Nie ciągle - w końcu czytanie to przede wszystkim przyjemność, ale od czasu do czasu, za to regularnie. I może odkryjemy, że jesteśmy znacznie lepszymi czytelnikami, niż byliśmy, a ilość przeczytanych książek będzie tylko statystyczną ciekawostką?

Ja co roku obiecuję sobie, że nadrobię jakieś braki - przyznaję, że odczuwam nieznajomość ważnych dzieł literackich jako "brak". Od dłuższego czasu nadrabiam tylko braki w literaturze osiemnastego wieku - te dokuczają mi najbardziej. Może jednak pora na to, żeby przeczytać coś z innej epoki, co zawsze chciałam poznać, ale jakoś się bałam? Może w tym roku pora na "Miasteczko Middlemarch"? A potem, dla równowagi i żeby wyjść poza swoją strefę komfortu, coś rosyjskiego? Piękne wydanie "Cichego Donu" czeka na półce już lata całe. Z tym że mnie nie przeraża czytanie klasyki - czerpię z tego przyjemność, bo nauczyłam się tego przed laty i udało mi się tej umiejętności nie zgubić. Nowości jednak kuszą, i przez to rzadziej sięgamy po książki, które czekają już na nas lata całe. Mam zamiar jednak rzadziej w tym roku poddawać się urokowi zapowiedzi wydawniczych. I mam zamiar czytać więcej, a rzadziej zaglądać do internetu. Chociaż wiem, że łatwo mi to nie przyjdzie!

Jak jest z wami? Planujecie czytać więcej czy mniej? Czytacie tylko dla przyjemności, czy macie ambicje zapełnienia luk w czytelniczej edukacji? Łatwo ulegacie błyszczącym okładkom nowych książek? A może macie ochotę przeczytać jakąś osiemnasto- lub dziewiętnastowieczną cegłę razem ze mną?

czwartek, 02 stycznia 2014, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/01/02 23:16:59
Ja też się zastanawiałam, jak przy w miarę zróżnicowanym trybie życia można wybić powyżej 200 książek rocznie, ale już przestałam. Dzisiaj. Otóż przeczytałam dyskusję, która zaczęła się od stwierdzenia jednej dziewczyny, że przeczytała 370 książek. I w tej oto dyskusji padło, że to dobry wynik, ale żadnego szału nie robi, bo można i 500-600. I w tym momencie stwierdziłam "dosyć" :) Najwidoczniej są dwie rzeczywistości i ja żyję w tej drugiej ;)

A swoją drogą, to pewnie, warto czytać dużo, o ile - o czym piszesz - nie przesłania to rzeczywistości, nie staje się substytutem i lekiem na całe zło. A takie postawy widzę u części moich znajomych. No, ale to ich broszka, nie moja.

A moje "postanowienie" czytania mniej (swoją drogą, jestem arcyciekawa, jak to wyjdzie) wynika z prostego przemyślenia - chciałabym żyć "bardziej". I wiem, książki to tysiąc żyć itp., ale jakoś mam ostatnio parcie na przeżywanie jak największej ilości rzeczy samodzielnie. I stąd próba zmiany, zobaczymy.
-
2014/01/02 23:28:36
Widzisz, to może właśnie z tego wynika, że książki Cię zainspirowały :) Przynajmniej częściowo :) Ja na pewno zrobiłabym takie samo, jak Ty, postanowienie, gdybym stwierdziła, że książki stają się ważniejsze od przeżywania swojego życia. Póki co mi to chyba jednak nie grozi, więc mogę sobie postanawiać czytanie więcej, a jeśli nie więcej ilościowo, to przynajmniej uważniej! :)
A dyskusje, o których piszesz, to jakaś totalna abstrakcja. Nie rozumiem i chyba nie chcę. Ja też najwyraźniej żyję w tej drugiej rzeczywistości :)
-
2014/01/02 23:29:13
Ja zamierzam czytać więcej, co w moim przypadku nie będzie takie trudne. Zeszły rok był moim najgorszym rokiem czytelniczym. Zachciało mi się studiować na stare lata, ech
Kiedyś, w zamierzchłych czasach przedstudenckich czytałam gdzieś pomiedzy 65 a 70 książek rocznie. Tak akurat, powiedziałabym. Szczególnie, że większość stron była czytana w różnych środkach transportu.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
-
Gość: Ola_83, 79.139.32.*
2014/01/02 23:35:11
Jak zwykle super notka! Ja mam wrażenie, ze są blogerzy, którzy czytają na ilość, codzienne recenzje od poradników żywieniowych przez biografie, a nawet książki dla ciężarnych, kiedy same nie są w ciąży+ plus miesięczne podsumowania z dokładnymi liczbami to mysle, ze nie o to tu chodzi! Ja w tym roku czytałam mniej przez nadmiar obowiązków ale każda przeczytana ksiazka była świetna. Często sięgałam pod wpływem Twojej recenzji.jestem teraz na etapie mniej ale lepiej i to samo tyczy sie książek, przeciez nie o statystyki tu chodzi:-) pozdrawiam!
-
2014/01/02 23:38:16
Nie wiem jak to jest czytać 200-300 książek rocznie, przy moich skromnych 80, mogę ani chybi zasłużyć na miano lenia:). A pozostając przy bieganiu, to zdaje się istnieje pojęcie "zająca", którego zadaniem jest nadanie odpowiedniego tempa, potem "zając" odpada. I tak się też dzieje/czy będzie działo z naszymi asami książkowymi, powoli się wykruszą, dokumentnie zniechęceni do czytania.

Całe życie czytałam w swoim tempie, ani mniej ani więcej. W międzyczasie potrafiłam sporo nabroić, wyprostować ścieżki życia i znowu je poskręcać, i to wszystko z książką w ręku. Nigdy też nie zagościł we mnie duch rywalizacji, więc te magiczne osiemdziesiąt parę sztuk rocznie, będzie mi towarzyszyć niezmiennie.
-
Gość: Marta, 78.8.106.*
2014/01/02 23:38:39
Te liczby faktycznie nieco abstrakcyjne. Ale ciekawe opinie na temat czytania "trudniejszych" lektur i wypadania z rytmu czytelniczego - bo ze mną jest zupełnie inaczej - to idzie naturalnymi falami. Fala czytadeł lekkich, a nawet fanfików, co pozwala wyostrzyć apetyt, a po tym seria zdecydowanie cięższych lektur - tematycznie bądź językowo, aż do przesytu i sięgnięcia po coś czysto rozrywkowego. Natomiast pasowałoby to, jeśli chodzi o czytanie po angielsku - po przerwie trzeba przestawić się na nowy tryb, co zajmuje jakieś 20-30 stron. A potem już leci :)
-
2014/01/02 23:55:05
A ja czytam tylko, co już jest klasyką - nie zawsze bardzo odległą, ale coś, co już "się uleżało", skoro życia mi nie starczy na to, co jest świetne, po co marnować czas na czytadła? Zła lektura zabija neurony;) Jestem snobką? Tak, ale wyłącznie literacką;)
Nie zazdroszczę kolegom od współczechy, którzy muszą czytać wszystkie nowości - oj, to boli;)
Czytam dużo, a i tak mam kilka BRAKÓW, o których wolę zmilczeć... Ach... Dobieram rozważnie, a - życia braknie... To i smutne, i piękne...
Tylko czasem w tzw. pseudoksięgarniach (odkąd nie ma Kapitałki w Poznaniu, nie ma gdzie "obwąchiwać" dobrych książek), gdy muszę się przedrzeć przez stosy lakierowanych okładek rozmaitych książczydeł, myślę sobie o tym, jaką mamy teraz nadprodukcję bezwartościowych powieścideł, pseudoporadników etc. i... szkoda mi drzew;)
Ostro? Nie tylko, jeszcze prawdziwie...
Dla mnie oprócz samej lektury ważne są wybory, kolejność czytania, nici prowadzące od jednej książki do drugiej, które wciągają w labirynt... Można w roku przeczytać tylko jedną książkę - ale waga tej lektury może być naprawdę gigantyczna.
Miałam kiedyś znajomego, który czytał na ilość i według alfabetu, z lewej strony regału do prawej i z góry na dół - miał wiele sposobów dobierania lektury, które świadczyły o jego głupocie. Gdyby prowadził książkowego bloga miałby zapewne rekordowy licznik, nabity do granic, tylko po co?
Czytać można mądrze i głupio, wszystkim życzę zatem zdrowego rozsądku i własnej czytelniczej drogi;)
Ale elaborat, kurna Felek, ale pajdagogos ze mnie wylazł;) Pozdrawiam Biegaczkę;)
-
2014/01/03 00:04:23
Marta - ale jak długie robisz przerwy od tych tzw. "trudniejszych" lektur? Bo może właśnie takie w sam raz? Ja w sumie sama nie mam tego doświadczenia, też mam takie fale - raz mam ochotę na czytadła, kiedy indziej na "Moby Dicka", ale zauważam, że kiedy czytam bardziej regularnie, to fazy na "Moby Dicka" są częstsze :) I słyszałam od wielu osób, że po dłuższej przerwie ciężko zabrać się za cięższą lekturę...

jane_doe_blog - świetne porównanie z tym zającem, bardzo możliwe, że tak właśnie bywa:) Ja właśnie nie mogę się zdecydować, czy te 80 to skromnie czy nie, moim zdaniem to jest w sam raz :)
-
Gość: Agata, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/01/03 00:17:03
W tym roku jestem w gronie blogerów, którzy postanowili czytać mniej. Pod koniec roku naszła mnie taka refleksja, że te kilkanaście książek z 2013 roku mogłam sobie odpuścić, bo nie były warte czasu. Odkąd czytam blogi i sama prowadzę własnego rozwinął się u mnie pęd na czytanie nowości w jak największych ilościach. W 2014 roku chcę mieć czas na rozsmakowanie się w jakiejś powieści, nawet jeśli będzie to oznaczało, że będą ją czytać miesiąc :)
-
2014/01/03 00:22:52
muszę pryznać, że w pewnym momencie książki zaczęły przesłaniać mi życie, zaczęłam nawet unikać spotkań ze znajomymi, bo zabierały mi czas na książki... teraz myślę, że udało mi się znaleźć odpowiedni balans :)
a do wspólnego czytania "Miasteczka Middlemarch" to ja jestem bardzo chętna! :)
-
2014/01/03 00:36:36
Przekraczanie czytelniczych barier - piękne :) Ja kiedyś siedziałam tylko w naszym kręgu kulturowym, bałam się egzotyki, teraz na szczęście trochę z tego wychodzę. Klasyka za to nigdy mi straszna nie była, ale ostatnio jej celowo unikam - Wielka Literatura wymaga sprzyjającego czasu, spokoju, skupienia, a ja prowadzę tymczasowo taki tryb życia, że na czytanie mam najwyżej kilkadziesiąt minut dziennie w autobusie. Tylko czeską klasykę mam na bieżąco, no bo studia :) Może jak skończę wreszcie swoją przygodę ze studiowaniem będzie okazja do długich wakacji z tymi opasłymi tomiskami. "Miasteczko Middlemarch" też, obowiązkowo. Byłoby pięknie!

Za Twoje plany - więcej czytania, mniej internetu - trzymam kciuki, bo u mnie to też trochę jest problem. Czytać mniej o książkach, a więcej książek - tak by było dobrze :)
-
Gość: pietia, 2.25.255.*
2014/01/03 00:36:47
Internet to złodziej czasu! Ale gdyby nie ten złodziej nie trafiłbym na MIasto Książek i na przykład teraz nie czytałbym "The Black House" P. May'a, bo niby skąd miałbym się o tej świetnej książce dowiedzieć?:)
Fakt faktem, że FB jest najokrutniejszym złodziejem czasu. I temu trzeba powiedzieć stanowcze: STOP!
-
2014/01/03 06:13:05
Padmo, jak to się często zdarza przy Twoich notkach na tematy okołoksiążkowe, mogę tylko przyklasnąć i zgodzić się z postawionymi tezami. Osobiście mi forma czytelnicza trochę spadła, bo potrafiłam czytać około 80 książek rocznie, dziś to jest 55, ale zupełnie się tym nie przejmuję. Czytam regularnie i nie boję się wyzwań w postaci trudniejszych pozycji, mam tylko zamiar w tym roku wyeliminować na tyle, na ile jest to możliwe, literaturę kiepską. I rzeczywiście znów sięgnąć do klasyki, którą również bardzo lubię. Bo rzeczywiście ilość nowości, po które sięgam jest spora, a na półkach czekają tytuły, które są moimi osobistymi wyrzutami sumienia. Natchnęłaś mnie, może wreszcie "Braci Karamazow" Dostojewskiego wyciągnę z tylnego rzędu na regale?
-
2014/01/03 07:41:14
Myślę, że dość powszechnym błędem jest porównywanie się na serio z innymi osobami pod kątem liczby tytułów i popadanie z tego powodu we frustrację, podczas gdy każdy z nas czyta innym rytmem, inne książki, w różnych okolicznościach, dysponując określoną ilością wolnego czasu, etc.
Zastanawiam się też, czy osoby, które mają na koncie 300-400 przeczytanych książek w r. 2013, mieszkają w wieżach z kości słoniowej, bo w moim przypadku różne życiowe kłopoty zwykle ograniczają czas na czytanie i w ogóle chęć sięgnięcia po ksiązkę, ale z tym różnie bywa i nie ma reguł.
-
2014/01/03 07:53:26
Nie liczyłam, ale myślę, że w zeszłym roku przeczytałam coś około 70 książek. Moim zdaniem to wynik dobry, nie zmuszam się do czytania, czasami pochłonę 3 w ciągu jednego tygodnia, a czasami czytam jedną przez 10 dni. Fakt, łatwiej ulec pięknym okładkom, sklepowym nowościom i wszelkim promocjom, a klasyka kuci jakoś już mniej.
-
2014/01/03 08:43:27
Witaj Padmo :) Obserwuję tą dyskusję i zastanawiam się, jak jest ze mną. W zeszłym roku przeczytałam 138 książek, z czego około 40 to książki dla dzieci. Wydaje mi się, że w mojej sytuacji życiowej to całkiem dobry wynik. Z jednej strony chciałabym czytać więcej i wiem, że jest to do zrobienia, bo miałam okresy luzu czytelniczego, nie z powodu braku czasu, tylko lenistwa, albo poświęcania czasu na przeglądanie internetów, ot co. Z drugiej jednak strony...czytać mniej? Zastanowiło mnie to zagadnienie, po deklaracji Agi Tatery. Chyba nie dojrzałam do tego, by czytać mniej. Ciągle mam niedosyt książek. Ciągle mam wrażenie, że czegoś tam nie przeczytałam, a warto. I to nie jest tak, że siedzę w domu obłożona książkami. Mam 2 małych dzieci, pracę na cały etat i dom na głowie. "Wydłużyłam" sobie dzień o parę godzin nocnych. Kiedy dzieci idą spać, około 20. czasami nawet do 1.00 poświęcam czas na czytanie lub bloga. Sporo czasu (niestety) spędzam w sieci. Tu zerknę, tam skomentuję i z 10 minut robią się 2 godziny. Jak uda mi się to przeskoczyć, a w zamian tego czytać, będę zadowolona.
-
2014/01/03 09:00:18
Ciekawe rozważania Padmo :)
Ja nie planuję czytać więcej, bo i tak czytam bardzo dużo. Poza tym jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że klasykę mam za sobą. Naprawdę niewiele jest dzieł z tego gatunku, których nie znam. Z doświadczenia wiem, że klasyka najlepiej "wchodzi" w młodości, kiedy szuka się różnych lektur, jest się otwartym na różne nurty literatury. Potem wyrabia się swój gust czytelniczy i świadomie opuszcza pewne lektury, jako mało interesujące i dające mniej przyjemności. Nie zmienia to nastawienia do szukania wciąż czegoś nowego i odkrywczego co nas zainteresuje, w końcu wciąż pojawiają się nowi autorzy w zmieniającym się świecie.
Najważniejsze, żeby w młodym wieku nie dać się zamknąć w jednym gatunku literackim, tylko wciąż i wciąż próbować czytać coś nowego, czyli rozszerzać swoje horyzonty. To zmienia i kształtuje nas samych :)

,
-
Gość: Monika T, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/01/03 09:06:00
Bardzo sie uciesze z klasyki! Z tych cegiel osiemnasto-, dziewietnastowiecznych! Nowosci zalewajace ksiegarnie mnie zniechecaja, jest tego duzo za duzo. CZEKAM NA INSPIRACJE! I z KRK pozdrawiam :)
-
2014/01/03 09:51:54
Na piątym roku polonistyki pobiłam życiowy rekord i przeczytałam właśnie ok. 460 książek. z tym że nie wspominam tego miło. Po którejś setce następuje homogenizacja treści. Po prostu. A potem przez rok po studiach czytałam zdaje się tylko literaturę dziecięcą, żeby ochłonąć po studiach literackich. Miałam ogromny przesyt.
Teraz czytam ok. 70-80 książek rocznie i to jest wersja optymalna. Bo jeszcze dom, dzieci, dobry film, życie. :-)
Artykuł czytałam wczoraj i bardzo mnie podniósł na duchu. Mam nadzieję, że dzięki książkowemu treningowi opóźnię znacznie mózgowy proces starzenia. ;-)
-
2014/01/03 09:52:39
Ja molem książkowym nie jestem, w tym roku przeczytałam tylko dwadzieścia kilka książek. Choć uważam, że nie liczba jest tu ważna.

Od dłuższego czasu przymierzam się do klasyki. Czeka na półce "Anna Karenina", czekają "Bracia Karamazow". I może już wiem, czemu nie mogę się przemóc. Może to właśnie kwestia tego, że muszę sobie zrobić małą rozgrzewkę przed klasyką? Będę musiała to przemyśleć ;)
-
2014/01/03 10:36:10
Ja sobie przyjęłam bardzo proste założenie. Nawet dałam taki podtytuł bloga.Cel - wychodzenie z własnej strefy komfortu i szukania w książkach czegoś więcej niż tylko siebie.
Żeby tak się działo,robię, cały czas aktualizowaną listę książek, które chcę przeczytać.I celowo wrzucam do tego gara wszystko, co mnie zainteresuje i... po co spontanicznie bym nie sięgnęła.Jest więc tam trochę klasyki, są inne kultury, inne, niż mocno mnie interesujące dotychczas tematy.W tym roku nawet postanowiłam sięgnąć po coś z fantastyki, bo, aż może trudno uwierzyć, nie czytałam ani jednej książki z klasyki tego gatunku.
Abym sama ze sobą się nie rozminęła - mam też zasadę, że z premedytacją rzucam w kąt książki, których kompletnie nie jestem w stanie strawić. Póki co - jestem zadowolona z tego systemu, który ustawicznie udoskonalam. Reasumując - staram się być świadomą i elastyczną czytelniczką ;)
-
2014/01/03 10:42:09
Ja nie mam planów związanych z czytaniem na ten roku w tym sensie, ze wiem, że będę czytać. Może okresowo zajmę się czymś innym (marzy mi się wyhaftowanie obrusu na duży stół, od wiosny będzie znów praca w ogrodzie), ale książki są jak narkotyk. Nie biję rekordów ilości, czytam zapewne mniej niż Ty (nie prowadzę statystyk, więc nie liczyłam), ale wiem, ze jest to rzecz, której: a. nie umiem zaplanować, b. nigdy sobie nie odmawiam, gdy mam czas :) Jestem o siebie spokojna i cieszę się, ze w poprzednim roku udało nam sie zaszczepic czytelniczego bakcyla w starszej córce, która bez mrugnięcia okiem łyka kolejne lektury szkolne i nie tylko :)

Padmo, w nowym roku życzę, byś mogła nadrobić jak najwięcej "braków" :)
-
Gość: Czechożydek, *.dynamic.chello.pl
2014/01/03 11:45:50
Ja planuję nadrabiać polskich pisarzy współczesnych, bo w tym ostatnio odczuwam największe braki. Już nawet nie w polskiej klasyce, co ogólnie we współczesnych pisarzach. Znajomi rzucają przy mnie jakimiś nazwiskami i zwykle kojarzę ze dwa, coś trzeba z tym zrobić ;)
Przy czym nadrabianie zaczęłam już ze dwa miesiące temu. Mam listę książek, które od dawna planuję przeczytać i stopniowo co i rusz jakąś wykreślam. Już widać efekty :)
-
2014/01/03 12:24:08
A ja chciałabym w tym roku czytać lepiej. To znaczy lepsze książki, więcej klasyki, po prostu dobrej literatury. Jest tyle dobrych książek, że szkoda mi czasu na czytanie słabych, które niczego po sobie nie pozostawiają. Pomyłek nie uniknę, na pewno potknę się o jakieś czytadło, ale to od czasu do czasu też nie zaszkodzi:) Niniejszym dołączam do opcji "liczy się jakość, nie ilość";)
-
2014/01/03 12:31:37
Ja nie wiem, czy czytanie dużo jest lepsze niż czytanie mało. Na pewno ściganie się z innymi jest bez sensu, bo każdy ma inne priorytety, co innego robi w życiu. Z moich obserwacji wynika, że najwięcej czytają studentki czy licealistki, co jest nawet logiczne - za dużo zobowiązań i obowiązków domowo-pracowych jednak nie mają ;) (bez uogólnienia oczywiście, wiem, że są różne przypadki). Poza tym jest jeszcze coś - fajnie, jak ktoś czyta, ale jednak źle, jeśli przez to zamyka się na innych ludzi, nie chce wychodzić z domu; jeszcze gorzej, jeśli tych innych ludzi zaczyna traktować z wyższością (to mnie chyba najbardziej denerwuje u niektórych "czytających") albo wartościuje innych pod względem tego, co czytają. Czytajmy więc tyle, ile możemy, lubimy, ale nie oceniajmy innych :)

PS - Padmo - wyzwanie klasyczne byłoby dumne, gdybyś zechciała do nas dołączyć :)
a, no właśnie, jeszcze jedno, bo złapałam wątpliwość - Donu czy Dona?
-
2014/01/03 13:21:01
Ja tam w zeszłym roku wyleczyłem się z dziwnego przymusu, który o każdej przeczytanej książce kazał zaraz pisać na blogu. W tym roku być może wyleczę się z jeszcze dziwniejszego przekonania, że mam cokolwiek istotnego do powiedzenia o rzeczach przeczytanych :D A czytam metodą ... no niech jej będzie "Teoria chaosu" :P
-
2014/01/03 13:25:26
Bazyl - ja się z tego wyleczyłam już dawno, głównie dlatego, że czytam takie rzeczy, o których nikt by nie chciał czytać na blogu :D Ale liczę, że jednak całkiem nie zamilkniesz :)
Ja tam w twoim chaosie czasem widzę metodę, ale może mam bujną wyobraźnię :D

maniaczytania - Masz rację, oczywiście Donu, już poprawiłam! Pomyślę o dołączeniu do wyzwania, czemu nie:)

Czechożydek - w tym też mam braki, ale jakoś nie czuję wielkiej potrzeby bycia na bieżąco. Może kiedyś :)
-
2014/01/03 14:47:25
W tym chaosie jest metoda? Dobrze wiedzieć :D A zamilknąć chyba nie zamilknę, bo mam grupkę kibiców, której obecność mobilizuje mnie do równie chaotycznych co plan (buahaha!) czytelniczy, prób pisarskich. No i uwielbiam ich komentarze. Za bardzo by mi ich brakowało :)
-
Gość: moleslaw, *.cable.net-inotel.pl
2014/01/03 18:10:45
Zdecydowanie powinnam przeskoczyć z ilości na jakość :-)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/01/03 18:22:35
Widzę, że nie tylko ja stawiam sobie to pytanie. Zauważyłam też, że w przeciwieństwie do roku 2012, końcówka roku 2013, na blogach książkowych, nie obfitowała w statystyki pozycji przeczytanych. jestem troszkę zawiedziona, bo lubiłam je sprawdzać. choć z drugiej strony, faktycznie niektóre z nich przypominały raczej zawody, czy "walkę" o rekord guinessa. i to chyba jest powodem pytania, które sobie stawiamy, a które głośno zadała Padma. ja doszłam do wniosku, że teraz nie będę się skupiała na ilości przeczytanych książek (choć dotąd stawiałam na ilość dobrych książek, omijając czytadła - ale nie zawsze szeroki łukiem), i w tym roku postanowiłam, że ograniczę wypożyczanie NOWOŚCI z literatury pięknej, a skupię się na zgłębianiu tych kilku dziedzin, które interesują mnie najbardziej.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/01/03 18:48:44
czytam rocznie około siedemdziesięciu książek,nie wiem czy to dużo,czy mało,na więcej nie starcza mi czasu,co lubię najbardziej?klasykę
-
2014/01/03 19:40:55
Heh, mam wrażenie, że napisałaś o mnie, bo ja w "podsumowującym" rok 2013 poście właśnie stwierdziłam że przeczytałam ponad 200 książek i uważam, że to za dużo, bo mam wrażenie, że niektóre książki "zaliczyłam", nie przeczytałam. Postanowiłam sobie czytać "lepiej" - uważniej i jeszcze staranniej wybierać lektury. Nie rzucać się na każdą nowość - w 100% zgadzam się ze słowami Agaty z komentarza wyżej. Kiedyś zastanawiałam się jak inni to robią, że tyle czytają, mając przecież pracę i inne obowiązki - jest oczywiste że coś za coś, że poświęcając czas na czytanie ograniczamy go na inne rzeczy, a przecież nie samym czytaniem człowiek żyje... No chyba że ktoś pracuje jako portier lub doskonali się w sztuce szybkiego czytania. Owszem, zauważam, że po takiej ilości lektur na pewno mam wyrobiony gust i dosyć wysokie wymagania - nie sięgam już po banalne czytadła, bo szkoda mi na nie czasu. I tak to powinno działać - gdybym przeczytała 200 harlequinów, to jaki by to miało sens? A licytowanie się, że "przeczytało" się 350 czy 400 książek już kompletnie mija się z celem...
-
2014/01/03 20:01:07
Bardzo ciekawe i wartościowe rozważania! Szczególnie pod koniec roku, gdy na blogach pojawiają się (według mnie głupie) rozliczenia z ilości przeczytanych książek. A optimum to tyle, ile daje nam przyjemność, a nie przerzucamy stron, żeby móc to opisać na blogu/pochwalić się tym/etc.

Bardzo podoba mi się, że zachęcasz do wychodzenia poza swoje dotychczasowe literackie kręgi zainteresowań - ja regularnie staram się sięgać po "coś innego" i na pewno warto.
-
Gość: Matras Księgarnie, *.dynamic.chello.pl
2014/01/03 20:25:58
Zapraszamy na stronę www.matrasksiegarniebezmariuszarutowicza.pl/ Szczera, brudna prawda o sieci księgarni Matras S.A. Firma "sprzedająca" kulturę, zapomniała o szacunku do własnych pracowników! Karuzela rabatów, piękne aranżację - to wszystko kosztem pracowników, których się zastrasza, wykorzystuje, a na końcu wyrzuca na zbity pysk! Sprawdź kim jest Mariusz Rutowicz! Tyran, który doprowadzi do upadłości Matrasa!
-
2014/01/03 20:50:36
Padmo, jestem zachwycona Twoim wpisem. Przeczytałam go z ogromnym zaciekawieniem :) Proszę o więcej takich. Zwłaszcza urzekło mnie porównanie książek do lodów, a te poziomki... ;)
Jeśli chodzi o mnie, to niedawno, bo zaledwie kilka miesięcy temu, wyleczyłam się z półrocznego zastoju czytelniczego i póki co mam duży zapał. Zaczęłam czytać znacznie więcej fantastyki, po którą wcześniej zerkałam z lekką obawą. Co do klasyki - naszykowałam sobie ostatnio Platona, ale jeszcze nie sięgnęłam po tę książkę, kto wie, może mnie zmotywowałaś, wyjdzie w praniu.
Pozdrawiam serdecznie!
-
2014/01/03 21:57:06
Witaj Padmo,
Ja postanawiam czytać więcej, bo poprzedni rok nie należał do tych obfitujących w lekturę. Nie przeczytałam nawet 20 książek, gdy były lata, w których czytałam po 40 i więcej książek. I dołączam do Twojej akcji przeczytania powieści osiemnastowiecznej. Literatura rosyjska, to teren wciąż dla mnie dziewiczy, poza kilkoma małymi wyjątkami. Podzielam też pogląd, że od czasu do czasu warto sięgnąć do lektur spoza własnej strefy komfortu - w tamtym roku przeczytałam w ten sposób Wańkowicza "Szczenięce lata" i miałam z tej lektury wielką przyjemność.
ciepło i serdecznie pozdrawiam, z życzeniami wielu ciekawych lektur w tym roku :-)
-
2014/01/03 23:22:47
Czytać lepiej i z rozmysłem dobierać literaturę. Różną, zależnie od nastroju... Takie szukanie złotego środka, jest chyba najlepszym wyjściem :)
-
Gość: Basia, *.dynamic.chello.pl
2014/01/03 23:54:25
Jaki może być pożytek z przeczytanych książek w takiej ogromnej ilości? Rok ma 365 dni, książek przeczytanych 400, 500, 600. To więcej niż jedna książka codziennie. Pół biedy, jeśli to kilkustronicowe opowiadanko dla dzieci, bajeczka itp. Czy mózg człowieka jest w stanie pochłonąć taki natłok informacji? Jaki sens ma czytanie, gdy nie ma czasu na przemyślenia, przeżycie i "przetrawienie"? Wybaczcie moje dydaktyczne zapędy, ale zastanawia mnie, co pcha ludzi do takiego "pożerania" książek. To już nałóg, który doprowadzić może do jakiejś choroby. Gdzie czas na normalne życie?
Ja sobie nie wyliczam, że muszę przeczytać tyle i tyle. Bywają takie chwile, że nie odczuwam chęci do obcowania ze słowem pisanym, bywają, że czytam do oporu. Średnio dwie książki na tydzień, góra trzy. Jednak stawiam na jakość czytania, delektowanie się słowem, powolne poznawanie bohaterów, zaprzyjaźnianie się z postaciami. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę wielu odkryć literackich w nowym roku.
-
2014/01/04 00:46:16
he he to się pocieszyłam :) Bo ja poniżej "Czarodziejskiej góry" w oryginale nie schodzę :) Choć czasem mam taką fantazję, żeby sobie czymś cienkim podbić statystykę. Ostatnią taką cieni-zną pod względem grubości było na zachodzie bez zmian czyli Im Westen nichts Neues, a rewolucja to książka z 20 na początku w roku powstania - zasypiam :) Czytadła to mi nie grożą bo boję się zmian w mózgu;) Moje statystyki są niezmiernie ważne aczkolwiek pozostają w kręgu lektur obowiązkowych a opublikowanie tej listy mogło by odsłonić rozmiar dziury, którą trzeba było załatać :) No i nie czytam prawie nic po polsku, choć może to by coś pomogło - na statystykę i ortografię ;)
-
2014/01/04 11:50:32
Najważniejsze, to czytać jak najwięcej książek, na które człowiekowi nie żal poświęconego czasu.
-
Gość: J., *.dynamic.chello.pl
2014/01/04 20:24:46
Mniej (bo muszę skupić się na innych rzeczach), ale lepszych.
-
Gość: monique19771, *.icpnet.pl
2014/01/04 20:33:55
ja nie pamiętam dnia bez książki, inaczej nie zasnę, nawet jak jechałam do szpitala rodzić to w walizce książka była. Później macieżyństwo zredukowało moją ilość przeczytanych książek i szczerze mówić pogubiłam się w natłoku nowości , a w bibliotece nie wiedziałam co wybrać - czytałam więc to co miałam do przeczytania na własnych półkach. W zeszłym roku częściej bywałam na profilu Goldenline , przewertowałam watki w grupie, do której należę czyli "książki" i tak powstał plik z książkami, które chciałabym przeczytać. Na jednym z wątków pojawił się również link do Twojego bloga - i tak odkryłam świat blogów książkowych, a także dzięki temu śledzę - śledzone przez Ciebie nne blogi . W związku z tym mogę napisać, iż od listopada 2013 jestem bardziej świadomą czytelniczką , która czyta coraz więcej.
-
2014/01/04 20:36:48
monique19771 - poruszyłaś ciekawą kwestię - skąd brać informacje o tym, co warto przeczytać. Kiedyś też opierałam się głównie na jednym forum, w czasach przed blogiem :) A jeszcze dawniej to nie mam pojęcia, skąd brałam informacje o książkach! Potem odkryłam blogi i od razu było łatwiej. A teraz to już w ogóle luksus mamy - fora, grupy dyskusyjne, blogi, strony typu Lubimy czytać :) Cieszę się, że do mnie trafiłaś i pozdrawiam!
-
Gość: Pestka, *.adsl.inetia.pl
2014/01/04 21:01:59
W 2013 roku przeczytałam 78 książek. Dla mnie to wynik satysfakcjonujący. Jedyną rzeczą, którą chciałabym poprawić jest właśnie ilość czytanej klasyki. W zeszłym roku było jej trochę mało, ale w tym roku mam zamiar się poprawić. :) Generalnie często mam na półce kilka lub czasami nawet kilkanaście książek, które chciałabym czytać jednocześnie. I sama muszę się przywoływać do porządku. ;) Ostatnio również stwierdziłam, że jest jedno zdanie, którego prawdopodobnie nigdy w życiu nie wypowiem: "Nie mam co czytać!" :)
Nie zaglądam na dużą ilość blogów książkowych, żeby nie wpaść w "czytelniczą gorączkę", ale miastoksiążek mam w zakładce "ulubione" i czytam Pani wpisy, Pani Paulino, regularnie! Z przyjemnością! Przyznaję również, że jest Pani odpowiedzialna, za kilka pozycji w mojej biblioteczce. :)
Pozdrawiam i gratuluję świetnego bloga! :)
-
2014/01/05 09:27:32
Nie wiem ile przeczytałam książek w zeszłym roku, bo po prostu nie zwracam na to uwagi. Czytam tyle na ile mam chęć i to na co mam chęć. Absolutnie nie czuję się uprawniona do tego żeby zwarcać komuś uwagę, że za mało lub za dużo czyta. Każdy z nas ma swoje życie, a czas wolny spędza tak jak lubi. Jeśli woli poczytać niż wdawać się w kolejną jałową dyskusję przy kawie to jego wola. Sama coraz częściej stwierdzam, że mam tak niewiele wolnego czasu, że muszę bardzo starannie wybierać na co go przeznaczę. I najczęściej wybieram książkę. Amen.
-
Gość: Azalka, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/01/05 11:30:12
Na wstępie Padmo bardzo chciałabym Tobie podziękować za tak wspaniałego bloga. To właśnie dzięki Tobie powróciłam do czytania.....tak powróciłam ponieważ kiedyś czytałam bardzo dużo książek, były to czasy szkoły, studiów, potem nastąpił okres kiedy to nie czytałam w ogóle. Teraz od dwóch lat kiedy to goszczę na Twoim blogu, mam juz na koncie przeczytanych kilkanaście dobrych pozycji. To tylko z Twojego bloga czerpię inspirację:-) nie mam czasu na przeglądanie innych, czasami gdzieś zajrzę, w szczególności kiedy szukam czegoś dla dzieci.
Daleko mi do kilkudziesięciu książek w roku, ale jest coraz lepiej. Nie mogę się równać z innymi komentującymi ponieważ nie mam tak imponującej liczby w ilości przeczytanych książkach, ale nie to jest ważne. Najważniejsze , że jest coraz lepiej i że ponownie czerpię z tego niesamowita frajdę.Całe szczęście, ze w okresie kiedy to ja sama sobie nie czytałam, to czytałam swoim dzieciom Uwielbiam im czytać , mamy na koncie mnóstwo wspaniałych książek.Teraz to już one same czytają, ale robi się problem. O ile młodszy siedmiolatek czyta mnóstwo i to różnych książek od historycznych po komiksy tak starsza córka dziesięciolatka, już nie za bardzo chce czytać, ciężko mi ja do czegoś zachęcić, a im bardziej coś podsuwam i polecam tym bardziej się upiera i mówi, że nudne.
Podsumowując jeszcze raz dziękuję za bloga i za czas który nam poświęcasz. A moje postanowienie to oczywiście czytać więcej.
Moc serdeczności
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2014/01/05 11:35:58
Moje trzy grosze a propos 1) statystyka to największe kłamstwo świata, mogę przeczytać nawet dwie książeczki dziennie, ale na I tom Prousta potrzebowałam około miesiąca i bywa tak, że treści tychże książeczek nie będę pamiętać po dwóch dniach, a myślę, że Prousta zapamiętam do końca swych dni. I jaki obraz w związku z tym ma nam dać statystyka i porównywanie się, czy tzw. ściganie, nawet jeśli jest ściganiem samej ze sobą. Liczę sobie książki przeczytane w roku od czasu prowadzenia bloga, ale wyłącznie dla celów porządkowych, orientacyjnych, choć jeszcze trzy lata temu chciałam pobijać własne rekordy, to skończyło się to porażką. 2) Nie wszyscy, gdybyśmy chcieli w tym maratonie - czy wyścigu czytelniczym startować, jesteśmy w takiej samej sytuacji, zawodowej, rodzinnej, społecznej...itp. (nie będę się rozpisywać, bo już o tym pisano, między innymi lirael 3)Poruszyłaś bardzo ważny, jeśli nie najważniejszy aspekt sprawy, czy czytanie jest przyjemnością i wzbogaceniem osobowości, czy jest jakąś rekompensatą i ucieczką od życia, a na to każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. A na tytułowe pytanie czytać więcej czy mniej? odpowiem tak... w tym roku przeczytałam mniej w porównaniu do lat ubiegłych (68-do ponad 100), nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia, czy bodźca do deklaracji o konieczności czytania w większym natężeniu. Będę czytać tyle, ile będę potrzebowała i na ile znajdę czas (facebooka w zasadzie nie muszę odstawiać, bo zaglądam sporadycznie, podobnie z telewizją) i podobnie jak ty, jeśli będę miała do wyboru spotkanie z przyjaciółmi przedłożę je nad czytanie, integrację z koleżeństwem z pracy wybiorę książkę... itd... Pozdrawiam i życzę trafnych wyborów
-
Gość: moleslaw, *.cable.net-inotel.pl
2014/01/05 14:00:52
O na to nawet nie wpadłam a sama "Cichy Don" czytałam dwa miesiące.
-
2014/01/05 17:31:54
Ciekawe refleksje na temat czytelnictwa, zwłaszcza wśród blogerów książkowych. Ja też czasem się zastanawiam, jak to możliwe, że niektórzy czytają tak abstrakcyjne dla mnie ilości książek... bo, niestety czas molom książkowym nie sprzyja. A oprócz czytania trzeba jeszcze "żyć" :)
-
2014/01/05 21:44:24
Wspaniały artykuł! To co mi się nasunęło: po pierwsze wydaje mi się, że większość blogerów nie idzie swoim torem , porównuje siebie do innych. Dominuje: aby więcej zrecenzować, aby z jak największą liczbą wydawnictw współpracować. Nie o to chodzi! Osobiście dzięki blogowi dojrzewam czytelniczo i to z roku na rok. Mam sprecyzowane zainteresowania i tego się obecnie trzymam. Po cięższej lekturze, dla odmulenia umysłu czytam lżejszą. Potem znów wracam, szperam, szukam po historii, sztuce, kulturze. nie trzeba "nie czytać", trzeba na wszystko znaleźć receptę. W minionym roku "zwolniłam" i dobrze mi z tym. Książki to nie wszystko. Są inne pasje, które należy pielęgnować, są dzieci, jest rodzina. Uwielbiam klasykę, ale Proust mnie rozczarował i w życiu już po niego nie sięgnę. Za to polecam "Miasteczko Middlemarch" zarówno ksiązkę jak i serial, choć u mnie było to w odwrotnej kolejności. Serdeczności
-
2014/01/05 21:58:03
Ja już sobie nic nie planuję :) W tym roku przeczytałam ok. 75 książek i jest to najmniej od wielu lat (urodziłam drugie dziecko ;)) - ale dobrze mi z tym. Jak będzie w tym - pewnie podobnie, ale nie wiem, nie wyznaczam sobie żadnych liczb. A studia filologiczne nauczyły mnie, że czytanie "więcej" wcale nie jest takie świetne - z pochłaniałam po 3 książki tygodniowo i bez notatek po dwóch tygodniach nic nie pamiętałam. To po co?
Nowiutkie okładki mnie kuszą, ale ulegam coraz rzadziej :)
-
Gość: Doti, *.net153.okay.pl
2014/01/06 10:53:48
Zaglądam na blogi o książkach, śledzę także te anglojęzyczne, i zawsze ze zdumieniem czytam podsumowania - 200, 300, 350 książek przeczytanych w ciągu roku. I zastanawiam się JAK to jest możliwe? To jeszcze czytanie (ze zrozumieniem, z przeżywaniem, z refleksją) czy już tylko kartkowanie, rzut oka na co drugi akapit, koniec i dopisanie do listy przeczytanych? Oczywiście, zestawienia niewiele mówią o autorach takich czytelniczych maratonów. Często naprawdę niewiele wiemy o prywatnym życiu autorów blogów - czy pracują i co to za praca, czy studiują, a może spędzają kolejne miesiące w łóżku i (niestety) mają czas właśnie na czytanie...
Czytać więcej czy mniej? Oczywiście, zawsze powiem, że więcej. Ale dla siebie, nie na wyścigi. Więcej stosownie do własnych możliwości i ograniczeń, bo życie pisze swoje scenariusze. Nie wiem ile książek przeczytam w tym roku. Wiem, że dobrze by było znaleźć codziennie czas na lekturę, nawet 20 minut wieczorem. Ale wiem też, że nie będzie to łatwe - po całym dniu pisania nie mam ochoty oglądać więcej liter. A zmuszać się do czytania nie będę.
-
2014/01/06 12:12:57
Czytam dużo, nawet bardzo dużo, ale do wyniku "1 dzień=1 książka" bardzo mi daleko. W tym roku przeczytałam 197 książek, w tym 33 to pozycje z literatury dziecięcej, czytane na dobranoc synkowi - siłą rzeczy mają nieco mniejszą objętość i w normalnych warunkach ich czytanie zajęłoby mi godzinkę a nie cały tydzień;) Czyli, gdyby się uparł to wynik byłby dużo wyższy. Tylko czy o to chodzi?

Z książkami dla dorosłych jest tak, że niektóre, choćby nie wiem jak grube, czytam jednym tchem - dla przykładu "Grę o tron" Martina przeczytałam w ciągu trzech dni (fakt, że dwie noce były zarwane i chodziłam potem jak zombie). Inne, choć "na oko" mające mniejszą objętość zajmowały o wiele więcej czasu, bo ich ciężar gatunkowy nie pozwalał na szybszą lekturę. Przy okazji przyznam się, że zawsze mam pozaczynane kilka książek i lekturę dobieram do nastroju jaki mam w danej chwili. Kilka dni temu koleżanka z pracy nawet się trochę dziwiła, że mi się nie mylą fabuły - jakoś nie, to trochę jak z oglądaniem seriali, jak ktoś ogląda więcej niż jeden to też raczej pamięta o co w którym chodzi.

Plany na ten rok? Chyba tak jak do tej pory - nie przejmować się ilością, nie planować bicia rekordu ani zmniejszania statystyk. Czytać to na co mam ochotę w danej chwili - u mnie zawsze jest mieszanka, trochę nowości, trochę starszych wydawnictw (ze wskazaniem na te drugie), w dalszym ciągu czytanie dziecku i z dzieckiem (bo kto o niby ma zarazić miłością do książek jak nie mama) i o większości coś tam napisać na blogu. Mam nadzieję, że może moje opinie podsuną komuś jakiś ciekawy pomysł na spędzenie czasu z książką.
Staram się też cały czas uzupełniać braki w znajomości literatury uznanej już za klasyczną - można nie znać ani jednej z wielu twarzy pana Greya, ale historię Anny Kareniny jednak wypadałoby, nieprawdaż? I mam nadzieję arcydzieło Tołstoja sobie w tym roku przyswoić, bo niby fabułę znam z wersji filmowej, ale książka to książka.

I sprawa ostatnia - skąd mam czas na czytanie?
Po pierwsze nie oglądam telewizji, bo to jest niesamowity złodziej czasu, a prawdę mówiąc coraz niższy poziom (a właściwie brak poziomu) prezentuje.
Po drugie ograniczam czas spędzony przy komputerze.
Po trzecie zawsze mam ze sobą jakąś książkę w torebce (oczywiście "lżejszego" kalibru) i podczytuję w busie, u lekarza czy w czasie kiedy jestem z Młodym na treningu (dwa razy w tygodniu po 1,5 godziny Piotrek pod okiem trenera kopie piłkę, a ja siedzę sobie na trybunie i czytam).
Po czwarte mieszkam na wsi, więc odpada mi ganianie po galeriach handlowych, bo ile można czasu spędzić w sklepie w którym są cztery półki na krzyż?

Życzę udanego Roku 2014:)
Ania
-
Gość: Sesolello, *.multi-play.net.pl
2014/01/06 12:16:46
Ja niestety nie czytam tyle ile bym mogła, miałam kiedyś lepsze nawyki m.in. czytałam w tramwajach :) a teraz coraz ciężej mi się skupić na dłuższym tekście. chyba mózg mi już się przestawił, jak prognozował kiedyś Dukaj użytkownikom fejsbuka. Tak więc jak akurat postanawiam sobie czytać więcej, bez preferencji jakościowej oraz częściej wylogowywać się :)
-
Gość: frotka, *.rz.izeto.pl
2014/01/06 14:25:19
Średnio czytam 50-70 książek rocznie i uważam, że to całkiem sporo. Plus książki, które okazały się słabe i ich nie skończyłam bo szkoda było mi dla nich czasu - jakieś 10-20 rocznie.
-
Gość: Delfa.Anywhere, *.loedige.com
2014/01/06 15:13:22
Ja czytam bardzo dużo. Codziennie dojeżdżam do pracy pociągiem około 60 km, więc mam czas idealnie nadający się na pochłanianie książek. Staram się dobierać lektury tak, żeby potem nie żałować czasu na nie poświeconego. Ale oczywiście wpadki się zdarzają. Dużo inspiracji czerpię ostatnio z Miasta Książek. Niestety mam spore zaległości w klasyce. Chciałabym je nadrobić, ale moja półka z nowościami nigdy do końca nie jest pusta i jakoś do tej klasyki ciężko powrócić. Może w takim razie w tym roku razem z Tobą Padmo sięgnę po jakąś starą opasłą powieść. Wszystkim życzę udanego roku czytelniczego 2014. Pozdrawiam Magda delfaanywhere1.blogspot.de/
-
2014/01/06 15:49:53
Witam, trafiłem do Ciebie z po poście Molesław'y - Irytacje. Nie wypadało wypowiadać opinii na temat Twojego posta za Twoimi plecami i stąd ten, trochę przydługi wpis. Czytam i oczom nie wierzę, gdy dowiaduję się, że czytanie klasyki jest uznawane za ... objaw snobizmu! Nie od dziś wiadomo, że blogosfera jest medium, na którym literacka tandeta zyskała prawo obywatelstwa ale żeby aż do tego stopnia by z kultury w całym tego słowa znaczeniu robić objaw snobizmu?! To jakaś totalna skucha, to tak jakby uważać, że opery, teatry i filharmonie pełne są snobów a zdrowy, prosty, niczym nie skażony gust panuje w wiejskich remizach na dyskotekach disco polo. Ano cóż, są jeszcze dinozaury, które nie zasmakowały w tandecie - upsss, przepraszam
"popularnych" gustach i po prostu szkoda im na nią czasu. Jak to mawiał zmarły już profesor Świeżawski - "nie czytam dobrych książek bo wówczas nie miałbym czasu na te bardzo dobre" (z tego samego powodu niektórzy nie czytają złych książek) a jeszcze inny, którego przytoczyła Anna - Szczur w antykwariacie, podsumował boleśnie internetową rzeczywistość - "Niestety, bez lektury Joyce`a, Dostojewskiego, Cervantesa, Goethego, Dantego i przynajmniej stu innych autorów nie ma znajomości literatury europejskiej. I nie ma najmniejszych podstaw do wydawania sądów, które mogłyby obchodzić kogokolwiek poza autorem niepoważnych opinii. Dawniej wypisywano je na ścianie, dziś coraz częściej pojawiają się w Internecie, gdzie oczywiście przeczytać możemy, że "Pan Tadeusz" to książka beznadziejna, instrument represji ze strony pedagogów, dzieło niezrozumiałe, trudne i całkowicie zbyteczne." Nic dodać, nić ująć.
-
2014/01/06 16:47:35
Marlow - absolutnie się z Tobą zgadzam, i gdy pierwszy raz przeczytałam u kogoś, że uważa osoby czytające klasykę za snobów, była lekko wstrząśnięta. Mam jednak o tyle szerszy ogląd, że uczę studentów. Co więcej - uczę ich właśnie historii literatury. I widzę, jak wiele szkody robi im szkoła, która pozwala na czytanie fragmentów, a testy nastawione są na proste czytanie ze zrozumieniem, a nie na sprawdzanie wiedzy i dokonywanie głębszej analizy. A jeśli się nie przeczytało nigdy z przyjemnością prawdziwą żadnego wielkiego dzieła, trudno zrozumieć, o co z tą klasyką chodzi. Moim zdaniem jednak większość blogerów książkowych, którzy poważnie podchodzą do blogowania, kiedyś do tego dojdzie - zapragną przeczytać "Annę Kareninę", czy "Panią Bovary", czy cokolwiek innego... A może nie tylko blogerzy.
Miło mi, że do mnie trafiłeś i zapraszam częściej!
-
2014/01/06 17:02:02
A, zaciekawiona, poszłam szukać notki, o której piszesz i chciałam skomentować - niestety, autorka nie dopuszcza wszystkich opcji komentowania po adresie URL:( Trochę szkoda, bo faktycznie czuję się tam wywołana do tablicy, chociaż nie wiem, dlaczego, skoro moja notka nawołuje do tego, żeby czytać więcej ;) Taki przynajmniej był jej zamysł... Ale niestety, głosu zabrać nie mam jak:(
-
2014/01/07 08:30:59
Padmo - dziękuję za zaproszenie, korzystając z niego i rozglądając się u Ciebie, muszę dokonać sprostowania swojego poprzedniego post, bo okazało się, że byłem już tu, o czym "na śmierć zapomniałem", przy okazji "W syberyjskich lasach", tyle że moja ocena książki Tesson'a różniła się od Twojej diametralnie :-).
-
2014/01/07 09:05:28
A ja tak do postu Marlowa dodam, że w ostatnim numerze "Książek" napisano, że Szekspir jest dla snobów - widać więc, że ów pogląd na klasykę się rozpowszechnia. Trochę mi się to kojarzy z komunistycznym podejściem, gdzie co dobre było pochodzenia robotniczo-chłopskiego, a jak ktoś miał wyższe aspiracje, to zaliczano go do warcholstwa i klasy próżniaczej. Teraz też zmierzamy w tym kierunku (lub może ta mentalność nam została), tyle tylko że nie odgórnie, a samoistnie - "kultura dla snobów, a normalny człowiek takimi głupotami się nie zajmuje". Albo analogicznie: prawdziwy facet nie może być zadbany, bo jak jest, to na pewno gej.
-
2014/01/07 16:38:09
Ja zawsze wychodzę z założenia, że czytanie ma sprawiać mi przyjemność. Jeśli nie mogę przez coś przebrnąć, to nie męczę się, bo i po co. W gruncie rzeczy nie ma dla mnie też znaczenia, czy książka uważana jest za arcydzieło, czy nie. Albo mi się podoba, albo daję sobie spokój. Czytam dla siebie, więc nie muszę się też chwalić przed nikim, ile przeczytałam książek i jak bardzo ambitne były. Nawet ich nie liczę, choć właściwie powinnam spisywać, bo potem czasem nie pamiętam, czy coś już czytałam... Kiedyś czytałam więcej klasyki (z chęcią), teraz trochę wypadłam z tego rytmu i głownie zaczytuję się trzymającymi w napięciu thrillerami. Może nie mają wielkich wartości artystycznych, ale ja i tak podziwiam ich autorów, bo napisać coś tak wciągającego też nie jest łatwo.
-
2014/01/08 10:35:28
Ja staram się czytać jak najwięcej, chociaż nie biję rekordów. Czytam we własnym rytmie, nie na siłę, dla relaksu i przyjemności.
-
Gość: Eleonora-jodla, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/01/10 22:14:53
Czytam sporo, ale nigdy na wet przez myśl mi nie przeszło by czytać "na akord" , bić rekordy. Czytam różne pozycje. Często wracam do Jak to nazywam oswojonych pozycji, Pani Bovary, Nad Niemnem, Przeminęło z wiatrem, Macocha (I.Kraszewskiego itd
Mam okres lektur lekkich tzw. czytadeł, potem zabieram sie za np. "Cień wiatru" czy " Gra anioła" Wszystko zależy od nastroju. Czytam po prostu dla przyjemności.
Przyjemnej lektury wszystkim czytającym - Eleonora




-
2014/01/11 12:30:04
ja czytam prawie wyłącznie klasykę, wyjątki robię dla skandynawskich kryminałów.
Obecnie -kolejny raz- czytam "braci Karamazow", potem mam w planach "Don Kichota".
u mnie problemem jest raczej wracanie do przeczytanej już książki( najczęściej znaczącej objętości). Czy czytać 4raz "Idiotę" czy może coś, czego jeszcze nie przeczytałam?

pozdrawiam
-
2014/01/12 16:08:43
Ja miałam ostatnio spora przerwę w regularnym czytaniu książek. Pochłonął mnie właśnie ten wstrętny internet i wolałam - niestety :( - połazić po stronach, pograć, pogadać z nowo poznanymi ludźmi niż usiąść nad książką. A przecież przedtem czytałam bardzo dużo - oczywiście nie było to kilkaset książek rocznie, bo zawsze czytałam dla przyjemności i nie "zaliczałam" lektur. Teraz fascynację internetem mam już za sobą i wróciły do łask książki. Bardzo sie z tego cieszę, bo to jest z pewnością lepszy nałóg.
-
2014/01/13 00:07:02
Witam! Jestem ze starszego pokolenia,wtedy z braku TV ,o innych mediach nie wspominając, czytało się duzo,bardzo dużo i to przeważnie klasyki.
Cichy Don,o którym wspominasz był w latach 60-tych przedmiotem konkursu literackeigo na jego szczegółową znajomość!!Zajęłam w tej konkurencji drugie miejsce i do dziś mam na pólce jego piękne wydanie.
Teraz czytam mało bo kłopoty z oczyma,pomagają audiobooki,odsłuchuję niektóre znane mi ksiązki i odkrywam szczególy,które mi przy czytaniu umknęły...
Moja refleksja na koniec; "wykarmiona" na klasyce ,mnóstwo wspólczesnych książek traktuję jako stratę czasu...brak mi tej głębi..dziekuję za bloga,dzięki niemu udało mi się przeczytać kilka perełek,mając słaby wzrok i wyrobiony gust jestem już literackim smakoszem-tylko smaczne kąski.
Czytanie tak wielu pozycji rocznie to jak jedzenie fast foodów-))).Cóż ,młodość potrzebuje dużo jedzenia,duzo doświadczeń,wrażeń,doznań,potem,o czym się sama przekonasz kiedyś,już tylko smaczki:-)).Z wyrazami ogromnego uznania i podziwu za styl pisania,piękny!!
-
2014/01/13 09:04:30
Nie wyobrażam sobie życia bez książek, aczkolwiek nie jestem typem "100 książek rocznie or bust". Ale i tak czytam sporo, a w porównaniu do tzw. Polaka statystycznego, to już w ogóle ho,ho,ho. Czas? Cóż - do pracy mam godzinę, więc akurat idealnie, by spędzyć ją na lekturze, zamiast na gapieniu się przez okno :)
Aczkolwiek jestem typem bardziej muzycznym - w setki idzie u mnie ilość przesłuchanych rocznie płyt, co zresztą widać po moim blogu.
-
2014/01/25 09:57:10
Właściwie to powinniśmy liczyć, ile przeczytaliśmy stron (ale po co?). Książki są tak różne, że sama liczba przeczytanych rocznie nie mówi nic. Planuję np. w tym roku przeczytać kilka powieści powyżej albo około 1000 stron, a pewnie każda z nich zajmie mi miesiąc ("Wyznaję" Cabre, "Łaskawe" Littella, "Kwinkunks" Pallisera). Lubię jednak sama dla siebie podsumować rok, przypomnieć sobie co czytałam, aby np. móc polecać książki znajomym.
Moje upodobania literackie są właściwie już ugruntowane i wiem, co powinnam przeczytać w najbliższych kilku latach (na półkach czeka ok. 400 książek). Na profilu w Lubimy czytać zaznaczyłam kilkudziesięciu ulubionych autorów, a przecież wielu z nich pisze nowe książki i umieram z ciekawości jakie one będą (np. Mitchell, Oates, Waters). I jeszcze tyle nowości i odkrycia innych czytelników, o których piszą na blogach i różnych forach! Wybiorę po prostu takie książki, na które będę miała nastrój które wynikać będą z jakiejś wewnętrznej potrzeby. Mam wrażenie, że w danym momencie życia te właściwe same wpadają w ręce... Mam też moją ulubioną metodę wyboru następnej książki: żeby w jakiś sposób łączyła się z poprzednią. Lubię porównywać. Staram się opierać naciskom, modom, żeby w danej chwili sięgać po taką książkę, którą "wszyscy" czytają. Może kiedyś do niej dojrzeję i sama jej zapragnę...
Mam dwa postanowienia, albo raczej myśli, związane z nowym rokiem:
- w ogóle nie czytam polskiej literatury współczesnej, chciałabym zacząć, ale nie wiem od czego? Pilch, Bator, Kuczok - co polecacie? (poza fantasy)
- chciałabym dołączyć do jakiegoś dyskusyjnego klubu książki, może na razie takiego nie spotykającego się realnie (na razie nie mam na to czasu). Wybieramy jedną książkę (lub np. kilka ale jednego autora lub wg jakiegoś klucza) i za 2-3 miesiące dyskutujemy o niej (o nich) on-line. Ciekawe, czy jest teraz taka możliwość w sieci...
-
2014/04/23 19:17:05
jak to możliwe.... to chyba nie mają innego życia - przy studiach, rodzinie, chłopaku, wyjściu od czasu do czasu do kina, kawiarni, teatru, pubu na piwo... jak to jest możliwe?
chyba że mogę sobie dopisać podręczniki cyfrowej optymalizacji czy biologii obliczeniwej...
<a href="trytodesign.blogspot.com/>Try to design</a>
-
2015/03/01 08:17:10
Padmo, nie wiem czy zajrzysz jeszcze pod ten post (wracam po dłuuugiej przerwie i nadrabiam zaległości), ale bardzo bym była ciekawa: w jaki sposób uczysz własną córkę? Czy masz jakieś sposoby na przejście z relacji matka - dziecko (ciocia - siostrzeniec itp.) do nauczyciel - uczeń? Nauczanie ma wyraźne granice od-do (typu: poniedziałki i środy o 15.30), a po lekcji wraca się do normalnych ról, czy może wprowadzane jest niepostrzeżenie, mimochodem, w życie codzienne (np. wspólne czytanie po angielsku)? Kierujesz się jakimś programem (np. semestralnym), czy wszystko się dzieje spontanicznie? W jakim wieku (dziecka) najlepiej zacząć? Dzielisz się czasem doświadczeniami z pracy ze studentami, a dopiero ten post mi uświadomił, że uczysz też córkę! Chętnie poczytałabym więcej. :)

A co do czytania - podobnie jak inni czytam mniej więcej 80 książek rocznie (wspominam na blogu tylko o niektórych, czasem długo po lekturze - nie czuję przymusu odrabiania pracy domowej;)). Wcześniej myślałam, że to niedużo (choć dla mnie 1-2 książki na tydzień to w sam raz), ale chyba dałam się zasugerować statystykom osób czytających 300+. ;)
-
2015/03/01 22:36:18
marigolden - przede wszystkim cieszę się, że wracasz :) A blox pokazuje mi nowe komentarze, więc nie przegapiłam też Twojego :) I czym prędzej prostuję - ja właściwie swojej córki w taki formalny sposób nie uczę. Uczę się z nią, kiedy ma taką potrzebę - przed sprawdzianem chociażby, i czasem, kiedy obie mamy ochotę. Wtedy jest to albo próba konwersacji po angielsku (czyli rozmawiamy przez 20 minut o czymś po angielsku, wybieramy wcześniej temat, raczej prosty), albo - częściej - czytamy wspólnie jakiś tekst po angielsku, tłumaczymy i powtarzamy słówka. Tekst często pochodzą z magazynu National Geographic Odkrywca, który prenumerujemy - są w nim artykuły po polsku i po angielsku, ze słowniczkiem, ciekawe. Polecam. Zdarza się, że tłumaczymy razem słowa jakiejś piosenki, a jeśli Ola ma akurat jakiś temat do przerobienia, to wymyślam czasem jakąś grę - np. czasowników nieregularnych uczyłyśmy się grając w memory, które wcześniej wyprodukowałyśmy.
Natomiast podkreślam - to wszystko jest raczej sporadyczne. Nie do końca chcę wchodzić w rolę nauczycielki, raczej pomagam i pokazuję dziecku, że angielski może być po prostu częścią życia, przydaje się, żeby przeczytać artykuł, zrozumieć piosenkę...
Masz w planach uczenie swojego dziecka? Znam osoby, które to robią, i nie wprowadzają one wyraźnych terminów lekcji, ale dbają o regularność jakoś...
A co do książek, to 80 to zdecydowanie dużo :) Pozdrawiam!
-
2015/03/21 17:31:01
Serdeczne dzięki za odpowiedź! Dla mnie to jeszcze pieśń przyszłości, ale już zbieram sobie pomysły. Pomysł z memory genialny! Sama bym chętnie się tak pobawiła, nawet bez dzieci. :D



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...