Blog > Komentarze do wpisu

Misja: Miasteczko - księga I

Fotel, herbata, opasła wiktoriańska powieść w ręku - zaczynam (bardzo powoli!) zawierać znajomość z Dorotheą Brooke. Trudno mi było zacząć, nie z braku chęci, ale z braku czasu. Kiedy wreszcie znalazłam chwilę na to, żeby przynajmniej zacząć, bardzo szybko przekonałam się, że to nie będzie trudna lektura. George Eliot pisze bowiem z tak ironicznym dystansem do swoich bohaterów i z takim poczuciem humoru, że momentalnie rozpoznaje się w niej wielbicielką Jane Austen (którą w istocie była). Dorothea Brooke, dziewiętnastolatka, ma bardzo zdecydowane poglądy na życie i małżeństwo. Oczekuje od męża, że będzie on jednostką wybitną, godną podziwu, zdolną nauczyć ją czegokolwiek, choćby hebrajskiego, jeśli będzie miała ochotę. Przystojny baronet, który bezustannie jej przytakuje i przynosi w prezencie miniaturowego pieska, nie wiedząc, jak bardzo nie znosi ona takich zwierzaków, nie ma szans na zdobycie jej szacunku i serca. George Eliot opisuje ich relację jednym zdaniem - "an amiable handsome baronet, who said 'Exactly' to her remarks even when she expressed uncertainty, - how could he affect her as a lover?" (Nie pokuszę się o tłumaczenia cytatów, więc jeśli coś będę wstawiać, będzie to oryginał, bo polskiej wersji nie mam niestety.)

Właściwie już od pierwszego rozdziału, od sceny podziału klejnotów odziedziczonych po matce, zaintrygowały mnie zarówno Dorothea, jak i jej siostra Celia. Wygląda na to, że przynajmniej na razie będzie mi się czytało całkiem dobrze.

Czytanie w odcinkach nie jest dla mnie czymś nowym, choć wielu czytelników nie potrafi się przekonać do takiej formy. Pamiętajcie jednak, że powieści wiktoriańskie tak właśnie były czytane. Ukazywały się w odcinkach, a czytelnicy musieli czasem dość długo czekać na kolejną część. "Miasteczko Middlemarch" podzielone jest na osiem ksiąg i każda została wydana oddzielnie na początku.

Pierwsze wydanie

George Eliot decyzję o napisaniu powieści o życiu w fikcyjnym miasteczku na prowincji zapisała w swoim dzienniczku 1 stycznia 1869 roku. Była to zaledwie jedna pozycja z kilku zadań na nadchodzący rok, można więc uznać, że było to swoiste postanowienie noworoczne. Napisała tak:

1 stycznia - Jasny, mroźny poranek. Oboje mamy się dobrze. Służba dostanie małą niespodziankę, a my idziemy do pana i pani Burne Jones z książka dla ich synka. Zrobiłam listę zadań na ten rok - zastanawiam się, ile z nich zrealizuję? Powieść o tytule "Middlemarch", długi poemat o Timoleonie i kilka mniejszych wierszy.

Poemat o Timoleonie długo zaprzątał jej myśli, ostatecznie jednak go nie napisała. Praca nad "Miasteczkiem Middlemarch" też jednak nie szła łatwo - pierwszy rozdział skończyła dopiero 5-go sierpnia. W połowie września pisała rozdział trzeci i przeżywała chwile zwątpienia, niepewna, czy ta powieść w ogóle ma sens. Ostatecznie jednak udało jej się ukończyć pierwszą księgę w listopadzie. Ukazała się ona 1-go grudnia i świetnie się przyjęła - wyprzedano prawie cały nakład, choć cena nie była bynajmniej niska. Druga księga ukazała się pod koniec lutego, kolejne tak samo, w dwumiesięcznych odstępach, za wyjątkiem ostatnich dwóch, które zostały wydane w odstępie miesiąca. 

Dla czytelników nie była to nowa sytuacja - większość powieści ukazywała się w odcinkach. Te najbardziej popularne czytano więc po wielokroć, w oczekiwaniu na kolejne rozdziały. Czytano je też często na głos i cała rodzina dyskutowała o tym, co się w powieści wydarzyło. Sama George Eliot często czytała na głos swojemu partnerowi (tak - nie była mężatką, mieszkała z żonatym partnerem!) Na głos czytali też, gdy przychodzili goście, była to dość popularna rozrywka. Takiej formy lektury najbardziej im zazdroszczę.

Jak wam idzie lektura? Łatwo było wniknąć w świat Tipton Grange? Ja jestem wręcz zdziwiona, że tak szybko poczułam się w nim dobrze. Choć przyznaję, że pierwszej księgi jeszcze nie skończyłam, wydaje mi się jednak, że nie zajmie mi to dużo czasu.

Chcąc poczuć się jak czytelnicy z epoki, powinniśmy odczekać aż dwa miesiące do kolejnej księgi. Obawiam się jednak, że nasze czasy cechuje niecierpliwość, dlatego postaram się przeczytać drugą księgę w ciągu kolejnych dwóch tygodni. Kolejne spotkanie w poniedziałek 24.03, i liczę, że jeśli jeszcze nie zaczęliście lektury, lub wahacie się, czy to w ogóle ma sens, do tego czasu będziecie mieli za sobą przynajmniej kilka - kilkanaście rozdziałów!


niedziela, 09 marca 2014, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Kura Mania, *.dynamic.dsl.as9105.com
2014/03/09 23:57:31
Jestem właśnie w połowie drugiej księgi i ciężko mi się od niej oderwać. Co takiego w sobie ma Middlemarch nie wiem, ale czyta się lekko i przyjemnie. Na początku drugiej księgi lekko sie zagubiłam w tym kto jest kim, ale teraz idzie mi coraz lepiej. Nawet za dużego problemu nie mam z językiem, a tego sie najbardziej obawiałam. Bardzo dziękuję za "namówienie" na Middlemarch! Pozdrawiam :)
-
2014/03/10 08:26:59
Gdyby nie koszmarny brak czasu, pewnie bym kończył pierwszy tom, a tak to tkwię w połowie i aż mnie ssie, co będzie dalej:) Portrety całego towarzystwa z Middlemarch są po prostu znakomite, natomiast wnętrza traktowane po macoszemu. No ale nie można mieć wszystkiego :P
-
2014/03/10 08:33:50
Ja muszę przyznać, że jestem zachwycona! "Miasteczko" czytam równolegle w powieściami Jane Austen i jak na razie podoba mi się nawet bardziej - jest zabawniejsze, a bohaterowie jakoś bardziej mnie do siebie przywiązali i chyba są nieco oryginalniejsi, mniej szablonowi. Zaczęłam już drugą księgę (nie mogłam się powstrzymać) i nie wiem czemu o tej ksiażce krążą opinie, że jest trudna. Mi się ją czyta lekko i wręcz trudno się od niej oderwać. Może to dlatego, że w lutym przeczytałam Czarodziejską górę i w tym kontekście niemal każda książka byłaby postrzegana jako lekka i przyjemna:-).
W każdym razie dzięki za zwrócenie uwagi na tę książkę!
-
2014/03/10 09:55:32
Książka jest ciekawa. Moja żona czytała i była zachwycona.
-
2014/03/10 11:02:43
ja jestem już na czwartej księdze, ale zaczęłam nieco wcześniej. na początku jednak nie mogłam się wciągnąć, scena podziału klejnotów mnie bardzo rozdrażniła, a Dorothea nie wzbudziła mojej sympatii, więc przy pierwszym podejściu do tej książki, bardzo szybko ją zarzuciłam. przy drugim Dorothea okazała się być bardziej znośna ;) nie wiem jak można czytać powieść w tak długich odstępach czasu jak dwa miesiące, teraz miałam przerwę tygodniową w czytaniu "Middlemarch" i już się obawiam, że pozapominałam połowy postaci. czytam też powieść Rachel Cusk w "The Paris Review", co obecnie jest chyba najbliższym odpowiednikiem dziewiętnastowiecznej powieści w odcinkach, i zastanawiam się czy za trzy miesiące będę cokolwiek pamiętać z pierwszych części?
-
2014/03/10 17:28:50
Chcę zacząć lekturę "Miasteczka" jak tylko skończę "Shirley", a ostatnio coś mnie przyblokowało. Ale po tym tekście zdecydowałam się, że na pewno wezmę udział w tym wspólnym czytaniu. Przekonałaś mnie ;)
-
2014/03/10 17:59:22
Rzeczywiście, czuje się ten rytm prozy do głośnego, wspólnego czytania. Na początku trzeba jednak wczuć się w rytm tej dziewiętnastowiecznej prozy, inny niż tempo współczesnych powieści.
Czy pierwsze wydanie kolejnych ksiąg było ilustrowane?
-
Gość: , 109.79.240.*
2014/03/10 23:28:19
Dopiero skończyłam trzeci rozdział pierwszej księgi. Przyznaję, że początek mi się dłuży, i ciężkawo się wczuć. To pewnie zasługa rytmu powieśći, o którym wspomniała nutta.
Będę mieć teraz trochę więcej czasu, liczę, że nadgonię.
-
2014/03/11 10:54:26
Kończę pierwszą księgę i już wiem, że dobrze zrobiłam dołączając do wspólnego czytania. Miasteczko jest bowiem pod wieloma względami świetną książką. Po pierwsze czyta się ją bardzo dobrze, po drugie podoba mi się dystans autorki do swoich postaci i ich losów. Te jej wtrącenia i uzupełnienia - cudo! Po trzecie, sama historia wciąga od początku. Gdybym tylko potrafiła polubić Dodę.... nie potrafię i już.
-
2014/03/11 12:13:11
Kończę trzecią księgę. Spowalniam czytanie jak mogę, odmawiam sobie i dawkuję Middlemarch. Bardzo mi się podoba. Narracja jest mistrzowska! Tak ciepło i z poczuciem humoru opisywani są bohaterowie i ich losy. Na początku mnie również drażniła nieco Dorotea ale z biegiem wydarzeń mam dla niej coraz więcej zrozumienia, a nawet sympatii.
Zgadzam się z zacofanym, że niewiele wiemy o tym wyglądał świat zewnętrzny, autorka skupia się na postaciach.

Moja mama mi opowiadała, że u niej w domu była taka tradycja głośnego czytania i czasami przychodzili też jacyś znajomi czy sąsiedzi. Zawsze jej tego zazdrościłam. W dzisiejszym świecie trudno byłoby znaleźć takie towarzystwo co by się pasjonowało wspólnie powieścią w odcinkach... Szkoda. Póki co czytam głośno moim mężczyznom, małemu i dużemu.
-
2014/03/11 22:04:00
U mnie na półce stoi na książka, ale właśnie obawiam, że nie dam rady, bo też mam wersję tylko oryginalną. Trudno dostać tłumaczenie, a sama z językiem angielskim mam kontakt bardzo, bardzo ograniczony (w dodatku zakończyłam naukę 4 lata temu). Boję się, że dużo mnie ominie właśnie przez tę barierę językową.
-
Gość: yukiai, *.dynamic.chello.pl
2014/03/11 22:24:24
Czyta się rzeczywiście lekko i przyjemnie, jestem mile zaskoczona bo George Eliot raczej kojarzę z dobrą ale dość przygnębiającą literaturą. Tylko szkoda akurat, że to nie zima i nie mam kominka ;) - czytałoby się jeszcze lepiej.
-
Gość: bibi fudi, *.icpnet.pl
2014/03/12 17:02:49
To co piszecie brzmi na tyle zachecajaco ze zaczynsm sie rozgladac za książka
-
2014/03/13 03:47:54
George Eliot pisze z finezja, delikatnoscia, wlasciwie na granicu ckliwosci, ktora nawet na moment nie gra falszywa nuta, ani nie dazy w strone kiczu. Wszystko to laczy z ironicznym dystansem do swiata i jego wad. Klasa sama w sobie. Mnie zaczarowala i oczarowala. A bronilam sie przed maniakalnie i obsesyjnie.
-
Gość: rewakino, *.icpnet.pl
2014/03/16 12:18:10
Jak tylko przeczytałam,że rozpoczynasz akcję "Middlemarch" postanowiłam, że dołączam się do akcji bezapelacyjnie. Mój Penguin'owy grubas stoi na półce od czasów studiów, ale zawsze było coś ważniejszego do przeczytania. pobrzmiewa we mnie tylko jedna wątpliwość. Obawiam się, że za Tobą nie nadążę ;) Już przeczytałaś pierwszą księgę, a ja.... jeden rozdział. I cierpię katusze bo z chęcią usiadłabym w fotelu z G. Eliot w reku i udawała, że mnie nie ma ale praca zawodowa spędza mi sen z powiek a 3-letni syn dobitnie daje znać, że za mało się z nim bawię ;) Moja misja miasteczko zatem będzie mocno rozciągnięta w czasie.
-
2014/03/16 15:02:48
Podobnie jak kilka innych osób rozpoczęłam czytanie, ale póki co dotarłam jedynie do trzeciego rozdziału, a wszystko przez brak czasu i inne ciekawe lektury.
Do książki podchodziłam ze 3 razy i już myślałam, że polegnę, ale za czwartym tak się wciągnęłam, że pochłonęłam te trzy pierwsze rozdziały.
Scena z klejnotami - przeurocza :)
Dziś po południu sięgnę po "Miasteczko" żeby czytać dalej i troszkę podgonić.
24 marca w końcu już tuż, tuż.
Jak napisała yukiai brakuje jedynie kominka, bo za oknem deszcz i wiatr....



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...