Blog > Komentarze do wpisu

Czas na trudne książki

Próbuję wykroić czas na czytanie "Miasteczka Middlemarch" i zastanawiam się, dlaczego nie jest to łatwe. Czas na czytanie mam, ale jest to czas kradziony - między obiadem a sprawdzaniem prac studentów, między popołudniowym bieganiem a robieniem prania. Najspokojniej jest późną nocą, a wtedy łatwiej sięgnąć po coś lekkiego i przyjemnego, zmęczenie nie sprzyja przebijaniu się przez gęstą, wiktoriańską prozę. Niespostrzeżenie, grube tomiszcza coraz częściej odkładam na później, na spokojniejszy czas, który nadchodzi bardzo rzadko. Nie jest to tylko moja przypadłość - żyjemy w czasach, w których wszystko dzieje się szybko. Cenimy sobie klarowność i zwięzłość przekazu. Pisarze zakładają sobie konta na Twitterze, a potem twierdzą, że pomaga im to w pozbyciu się niepotrzebnych ozdobników, w pisaniu prostym i jasnym. My, czytelnicy, licytujemy się na ilość przeczytanych książek, myśląc, że to świadczy o naszym oczytaniu. Blogerzy czują presję, chcą umieszczać nowe recenzje na blogach jak najczęściej, zwłaszcza, jeśli mają całe stosiki egzemplarzy do recenzji. Trudno w tych warunkach poświęcić kilka tygodni na niespieszną lekturę George Eliot, albo innej, trudnej i długiej książki.

Wczoraj zmarł Gabriel García Márquez. Kocham jego książki, ale tej największej, najważniejszej - "Stu lat samotności", nie czytałam. Zawsze bałam się, że nie mam wystarczająco dużo spokoju, żeby przebić się przez gęsto zaludnione uliczki Macondo. Pokochałam kiedyś Faulknera za "Wściekłość i wrzask", ale praktycznie nie sięgam już po jego książki, bo wiem, jak wiele skupienia wymagają. Zresztą, nie trzeba sięgać po klasykę - od kilku miesięcy stoi na mojej półce nagrodzona Bookerem powieść Eleanor Catton "The Luminaries" - 832 strony, gęsto zaludnione dziesiątkami postaci. Wiem, że to będzie dobra lektura, ale nie jest mi łatwo zdecydować się na to, żeby się za nią zabrać.

Ostatnio sporo zamieszania w świecie anglojęzycznym wywołały aplikacje umożliwiające szybsze czytanie ebooków. Spritz umożliwia czytanie nawet do 1000 słów na minutę. Teoretycznie, przy odpowiednim skupieniu, można czytać tak szybko ze zrozumieniem, jednak naukowcy ostrzegają, że sposób czytania proponowany przez Spritz, polegający na zminimalizowaniu ruchów gałki ocznej, nie ma większego sensu. Przesuwanie wzroku po kartce, wracanie do fragmentów wcześniej przeczytanych, to ważne elementy procesu czytania. Tak właśnie uczymy się rozumieć teksty - zatrzymując się, wracając do pewnych słów, błądząc wzrokiem po kartce. Nasz mózg potrzebuje takich przerw.

Spritz to oczywiście dość skrajny przykład, ale stanowi dobrą ilustrację dla opisania tendencji współczesnego świata. Chcemy mieć wszystko szybciej i łatwiej. Nawet jeśli zatrzymamy się w pewnym momencie i stwierdzimy, że pora zwolnić, dążymy wtedy do prostoty. Ta prostota, tak przydatna w życiu codziennym, niekoniecznie jest najwyższą wartością w literaturze. Proste, łatwe w odbiorze książki są przyjemną rozrywką i nie ma powodu, żeby z nich rezygnować. Ale odbieramy sobie coś cennego, bojąc się sięgać po dzieła bardziej wymagające. Nie wszystko w życiu da się opisać prostymi słowami, niektóre rzeczy można ująć tylko w sposób okrężny, niejednoznaczny. Jest taki ładny cytat, przypisywany Einsteinowi: Wszystko powinno być proste, na ile to możliwe, ale nie bardziej.

Nie będę pisać o swoich wrażeniach z kolejnej księgi "Miasteczka Middlemarch". Czytam ją sobie powoli, ale nie mam nic odkrywczego do powiedzenia. Mam wrażenie, że ta książka odsłoni swoją tajemnicę za jakiś czas dopiero. Coraz lepiej rozumiem bohaterów, ale nie do końca. Ich świat jest inny, trzeba poświęcić mu czas i uwagę. Moim zdaniem warto to zrobić.

Święta to taki okres, kiedy tego czasu mamy więcej niż zwykle. Jesteśmy przemęczeni, niejednego dopadło już wiosenne przesilenie. Będziemy spacerować, rozmyślać, spotykać się z rodziną. I oczywiście czytać. Może to jest dobry moment na sięgnięcie po książkę, którą od dawna odkładaliście, wiedząc, że jest gruba i niezbyt łatwa? Może właśnie "Miasteczko Middlemarch", jeśli jeszcze się nie zdecydowaliście? Albo Faulkner, Steinbeck, Henry James... Ja mam zamiar wreszcie poświęcić uwagę "The Luminaries". Może nie w święta, ale będzie to moja majówkowa lektura. A potem może wreszcie "Sto lat samotności"?


Przy "The Luminaries" nawet "Miasteczko Middlemarch" wygląda całkiem niewinnie.

Jestem przyzwyczajona do czytania grubych książek. Moją zwykłą lekturą są kilkutomowe powieści osiemnastowieczne, często dostępne tylko w formie mało przyjaznych skanów na google books. Mimo to zawsze waham się przed rozpoczęciem lektury kolejnej trudnej i opasłej książki - krótsze pozycje kuszą obietnicą bardziej przystępnej rozrywki. Mobilizuję się jednak, bo nie chcę zatracić umiejętności czytania wolno, uważnie i z namysłem. Kocham prostotę. Bez oporów wyrzucam nieużywane przedmioty, pozbywam się nadmiaru ubrań. Spędzam czas na najprostszym z możliwych sportów - biegając. Wstaję wcześniej, by powoli wypić poranną kawę. Ćwiczę jogę. Ale wiem, że świat prosty nie jest, i nie chcę rezygnować z trudnych, poplątanych lektur, odsłaniających swoje znaczenie bardzo opornie. I zachęcam was do tego samego - w ramach prostego życia, znajdźcie czas na wolne i uważne czytanie. I tego Wam życzę z okazji świąt!


piątek, 18 kwietnia 2014, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/04/18 11:56:57
Nie cierpię czytać w pośpiechu, więc też niestety niektóre książki wiecznie odkładam na później. Ale czasami warto, żeby móc się odpowiednio rozkoszować lekturą :).

Wesołych Świąt!
-
2014/04/18 12:05:29
Mnie też dopadło wiosenne przesilenie... Czytam właśnie The Luminaries. Od ponad dwóch tygodni ale zbliżam się już do końca. Twoje przeczucia, co do tej książki, są słuszne. Trzeba jej poświęcić sporo czasu i skupienia. Bohaterów jest kilkunastu, a ich losy mocno zawikłane. Ale książka jest ŚWIETNA. Jeśli nie zawiedzie mnie zakończenie, to będzie lektura 6/6. A za jakiś czas postaram się przeczytać ją jeszcze raz, na pewno nie jedno jeszcze przede mną odsłoni. Bardzo słuszny Booker.
Życzę Ci spokojnych świąt i dużo czasu na czytanie.
-
2014/04/18 12:12:06
Kobieto, jak Ty rozsądnie piszesz. jak zwykle zresztą :) Do "Miasteczka" się przymierzam, chociaż to "Młyn nad Flossą" leży od kilku miesięcy na biurku... Też nie czytałam "Stu lat samotności" i chyba przez Święta się zbiorę. Kiedy jak nie teraz?
-
2014/04/18 12:27:18
Do Stu lat samotności podchodziłam do tej pory dwa razy. Za pierwszym doszłam do połowy, za drugiem przeczytałam prawie 3/4. Książka jest cudowna i wiem, że będzie do trzech razy sztuka, ale faktycznie wymaga dużo skupienia. Jeśli zdarzy się, że z jakiegoś powodu odłożysz ją na więcej niż dzień, to możesz skończyć tak jak ja, tracąc więź z bohaterami i odkładając ją na "czas nieokreślony"...
Pozdrawiam i życzę wesołych świąt pełnych spokoju i przyjemnej lektury :)
-
2014/04/18 12:36:18
Uwielbiam "Sto lat samotności", choć poznałam tę powieść kilkanaście lat temu, to dzięki niej odkryłam "realizm magiczny". Grube tomiska mają tego plusa, że można się dłużej rozkoszować lekturą.
-
Gość: , 188.95.28.*
2014/04/18 15:11:26
Bardzo mądrze napisane. Podziwiam ludzi, którzy w tym ciągłym biegu współczesności potrafią przystanąć i poświęcić cenny czas czemuś trudniejszemu - dla kształtowania samego siebie. Stale nad tym pracuję, ale jak wiesz: nie zawsze wychodzi.

Wesołych świąt ;)
-
2014/04/18 15:26:52
Nawet nie wiesz, jak bardzo się zgadzam. Bardzo doceniam pisarzy posiadających wiedzę, jak pisać, żeby czytelnik nie był w stanie odejść od lektury i mógł ją sobie przeczytać za jednym zamachem. To poważna umiejętność, nabywana latami, przydatna i naprawdę warta docenienia. Ale jednak zbyt często za tym tekstem nie ukrywa się żaden zamysł, żadna celowość. I nie ma w tym nic złego, chociaż fajniej jest - moim zdaniem - jeśli takie czytanie uzupełnia czytanie powolne, dokładne, ze skupieniem i z pozwoleniem sobie na przeżywanie jakiejś historii, czyichś emocji, z próbą zrozumienia autora.
Chociaż jestem też nastawiona, że jeśli tekst idzie zbyt ciężko i zbyt wolno, to autor-dupa i po prostu nie posiadł daru pisania i czasem sobie odpuszczam. To się tyczy oczywiście autorów bardziej współczesnych, którzy nie potrafią się wpasować w mentalność ludzi z tego wieku.
A w ogóle to mam słabość do grubych książek :).
Pozdrawiam
-
2014/04/18 16:13:52
Nie odkladaj czytania "Stu lat samotnosci"- nie warto nie znac swiata Macondo. A sama lektura jest duzo latwiejsza i przyjemniejsza niz np. Faulkner.
-
2014/04/18 16:19:41
wypożyczyłam Miasteczko dzięki Tobie, mam nadzieję, że uda mi się przeczytać
-
2014/04/18 17:06:30
Piękny wpis, zgadzam się. Bardziej docenia się to, co wymaga wysiłku...
Półka - imponująca, bardzo podoba mi się sówka:)

Wesołych świąt!
-
2014/04/18 17:10:19
A ja się zastanawiam nad pewnym nie do końca dla mnie zrozumiałym fenomenem, dlaczego ludzie w święta mają więcej czasu? Bo wolne od pracy, szkoły? To wystarczy?
Nie wiem, jak to jest, ale okres przedświąteczny i świąteczny to u mnie chyba najbardziej zapracowany czas. Z wiekiem coraz bardziej... Nie wiem, czy wpływ na to ma religijność, która sporo tego świątecznego czasu zabiera, czy spotkania towarzyskie/rodzinne, na które w pozostałym okresie jest mniej czasu... Ale generalnie często się łapie na tym często powtarzanym zwrocie "w święta będzie więcej czasu na czytanie/oglądanie filmów" itd., mijają święta, a ja nawet strony nie przeczytałam, bo zwyczajnie w świecie na to czasu brakło.

Tak sobie od Bożego Narodzenia snuję te refleksje... ;)

Wesołych świąt!

-
2014/04/18 17:34:08
ktrya - ja akurat zdecydowanie w święta mam więcej czasu. I to pomimo że spędzam je u rodziny, w dwóch różnych miastach, więc dochodzi jeszcze kwestia przemieszczania się. Ale ja dużo pracuję, w niektóre dni mam zajęcia prawie do 20.00, po powrocie do domu też pracuję zresztą. Często pracuję w weekendy. Dla mnie kilka dni bez zajęć robi dużą różnicę, podobnie zresztą więcej czasu na czytanie mam w wakacje, wystarczy, żeby zajęć dydaktycznych nie było i czuję oddech. Święta są oczywiście krótkie, ale u nas akurat starcza czasu i na to, żeby pójść na mszę, i na rodzinny obiad, i na lekturę :) Spotkań towarzyskich za to w okresie świątecznym nigdy nie uskuteczniamy, więc na tym oszczędzamy czas :)
-
Gość: Agata, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/04/18 18:31:06
Świetny tekst! Moim postanowieniem noworocznym było to, by bardzie smakować książki, stawiać jakość nad ilość. Na razie idzie średnio :/ Odkąd pracuję na pełen etat i spędzam 3 godziny dziennie w podróży cenię książki lekkie, zarówno jeśli chodzi o ilość stron, jak i ciężar gatunkowy. Za nic się nad Faulknerem nie skupię w autobusie. Szkoda, bo sporo fajnych cegieł na mnie na półce czyta, nie mówiąc już o klasyce.
Co do Marqueza - najsmutniejsza wiadomość dnia. "Sto lat samotności" to bez żadnych wątpliwości książka mojego życia. Nie zwlekaj dłużej!
-
2014/04/18 19:02:59
Myślę, że to po części wina czasów, w jakich żyjemy. Pośpiech, pogoń za rzeczami materialnymi, sytuacje stresogenne - kiedy przeciętny Kowalski wykroi już sobie trochę czasu na czytanie, sięga po lektury krótkie, łatwe i przyjemne.
Ja w zeszłym roku rozpocząłem przygodę z Sagą Rodu Forsyte'ów. Jestem po dwóch tomach, 'apetyt' na kolejne jest, tylko w perspektywie kolejnych 8 powieści, wybieram inne, mniej 'pochłaniające' książki.
Wypatrzyłem u Ciebie "Botanikę duszy" oraz "Szepty lasu", które u mnie też czekają na lekturę ! pozdrawiam :)
-
2014/04/18 19:25:08
Dziekuje Padmo. Mam bardzo podobne odczucia wobec wielkich tomiszczy, zwlaszcza teraz, jako matka malych dzieci. Odkladam na nigdy w zalozeniu, ze one wymagaja wygodnego fotela i co najmniej godziny na raz, a o to w moim zyciu teraz trudno. Z drugiej strony przypomnialy mi sie dzienniki Montgomery - kiedy pracowala jako dziennikarka i zaczela pisac w pracy (z typografem huczacym pod podloga, w halasie rozmow i rozmaitych obowiazkow). Przedtem wydawalo mi sie - mowila - ze do pisania niezbedne jest pewne minimum, spokoj i cisza sprzyjajace natchnieniu. Mylilam sie.
Moze wiec warto jednak w te grube tomiszcza wyruszyc nawet jesli ma sie pietnascie minut w danym dniu, w przerwie pomiedzy zabawa w chowanego a szykowaniem obiadu.
Zastanawialam sie nawet czy nie zrobic sobie takiego mini wyzwania w sensie - 24 ksiazki na rok, ale conajmniej dwanascie z nich powyzej 400 stron. Bardzo tesknie za ksiazkami w ktorych mozna zamieszkac, powoli smakowac i tak dalej.
-
Gość: Krzysztof Salwiczek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/04/19 10:24:08
Witam,

Świetny blog, już wyłapałem kilka artykułów, które będę chciał w wolnej chwili przeczytać. Będę tutaj zaglądał regularnie.
Pozdrawiam i Wesołych Świąt życzę.
-
Gość: masza, *.centertel.pl
2014/04/19 18:30:37
Tak spieszymy się, pędzimy, w tym pośpiechu wiele nam umyka. A Marquez cóż ani Stu lat, ani Miłości w czasach zarazy nie kocham tak jak Kroniki zapowiedzianej śmierci, jest krótka, intensywna i jest wprowadzeniem do Macondo. Polecam i pozdrawiam iza
-
2014/04/19 20:37:27
Ja książek lekkich, łatwych i przyjemnych już praktycznie nie czytuję. Teraz jestem w trakcie biografii Steve'a Jobsa - orędownika prostoty i bardzo skomplikowanego człowieka.
-
Gość: filipinka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/04/20 00:34:29
Bardzo trafne spostrzeżenia na temat tempa życia i ogólnej tendencji do jego upraszczania. Dla mnie opasłe tomiska nie są straszne. Na stosiku leżą u mnie między innymi The Goldfinch i Bracia Hioba. Wciąż też czekam w bibliotecznej kolejce do "Miasteczka Middlemarch" :).

No i poproszę o recenzję The Luminaries, bo Twoją opinię bardzo sobie cenię.

Wesołych Swiat.
-
2014/04/20 02:11:18
Po przeczytaniu "Stu lat..." zakochałam się w realizmie magicznym i dla amatorów tego rodzaju literatury polecam Angelę Carter i jej czerwonego kapturka. Nie jest to Marquez, ale realizm magiczny u niej jest również magiczny
-
2014/04/20 22:49:27
Bardzo ciekawy wpis... :) Nie ma co się bać większych dzieł, ja np. teraz "zmagam" się z ponad tysiącstronicowym Don Kichotem :)
Radosnego przeżywania świąt wielkanocnych, czyli szczęśliwego Alleluja!
-
2014/04/20 22:58:32
no niestety na przyjemności czas trzeba wykraść z rzeczy mniej przyjemnych
-
2014/04/21 22:05:16
A jak mam taki wręcz odwrotny problem teraz. Bo wielkimi krokami zbliża mi się końcówka ciąży. Kilka dni w szpitalu ale na porodówkach i po porodzie raczej nie ma się siły na ciężkie lektury a nie wyobrażam sobie spędzenia tego czasu na gapienie się w ścianę kiedy dzieci śpią i wszystkie matki naokoło milczą by któregoś przypadkiem nie obudzić. Potrzebuję książki krótkiej, lekkiej i przyjemnej do tego żeby była zabawna. Pewnie jak w pierwszej ciąży dopadnie mnie depresja poporodowa więc nic co dodatkowo próbowałoby wyciskać łzy. A że co chwile się lata po położnych, na badania, na mycie, karmi te dzieci, przewija, śpi, przyjmuje gości lub obchody lekarskie to nie muszę mieć możliwość przerwać ją w każdej chwili bez większego ubytku dla fabuły. Wtedy wzięłam sobie "kot w stanie czystym" Pratchetta a teraz kompletnie brak mi pomysłu na książkę. Pakuję torbę do szpitala a ta pozycja jest ciągle nie odznaczona i boję się że mnie w tym szpitalu normalnie coś trafi. Masz może jakieś pomysły? ;) pozdrawiam
-
Gość: Gosik, 176.221.104.*
2014/04/22 11:54:29
"Sto Lat Samotności" udało mi się przeczytać już dwa razy i uwielbiam tą książkę, choć faktycznie nie jest ona prosta lekturą, Gabriel Garcia Marquez miał tak niezwykły styl pisania, że od jego pierwszej powieści, jaką przeczytałam zakochałam się. W tym roku mam za cel przeczytać wszystkie jego książki. Mam nadzieję że się uda.
A tobie życzę wytrwałości w czytaniu bo warto :)
-
2014/04/22 16:30:22
Piszesz pięknie i rozsądnie, przytakuję Ci po każdym akapicie :)
Sto lat samotności przeczytałam z nabożeństwem już dawno i to naprawdę genialna lektura. Aczkolwiek zawiła i wymaga skupienia, o którym tu mowa.
Ja zwykle na podorędziu mam kilka lektur. Jedną lub dwie "mniej wymagające", które można czytać w autobusie/między praniem a prasowaniem/w kolejce itd oraz jedną z tych "bardziej wymagających", który skłaniają do "błądzenia" po kartkach, uważnego śledzenia losów wielu bohaterów.
-
Gość: monique1012, *.play-internet.pl
2014/04/22 22:57:29
Zgadzam się z Tobą Padmo w stu procentach. Bardzo lubię Twój styl pisania, czytam też Twoje teksty na lubimyczytac, np. ostatnio dziwne nawyki czytelnicze, nie wiem skąd Ty bierzesz pomysły na wszystkie swoje oryginalne wpisy? Jest to chyba trudniejsze od pisania o konkretnej książce. Ja mam teraz sporo czasu na czytanie na urlopie macierzyńskim.
Aniko, 1 marca urodziłam synka i muszę przyznać, że nadrabiam swoje zaległości czytelnicze. Korzystam karmiąc piersią ale tez jak mały śpi. Jeśli zamierzasz karmić piersią, polecam fasolkę do karmienia,taką poduszkę w kształcie rogala. Rewelacyjna, mały je a ja spokojnie mogę czytać a najważniejsze, że nie boli kręgosłup. Przed porodem czytałam lekkie książki Cecylii Ahern. Np. when rainbows end, polski tytuł to chyba na końcu tęczy, ale zdarzyło mi się też czytać książkę z motywem poronienia i gdyby nie fakt, że byłam pod koniec ciąży to pewnie bym jej nie skończyła. W szpitalu nie czytałam, raz, że byłam w szpitalu gdzie dziecko jest cały czas przy matce, wiec musiałam się nim zajmować, a dwa, że będąc po cc zadaniem ekstremalnym było w ogóle się podnieść. Powodzenia. Pozdrawiam.
-
2014/04/26 12:28:15
To jest to świetnie się czyta ten blog zauważyłem a czas na czytanie trudnej książki można znaleść, ale jak sami wiemy nie zawsze jest na to czas i trzeba trochę zakombinować by mieć przyjemność pochłonąć się zaczytaniem. Ja właśnie jeszcze mam dużo czasu i staram się czytać tyle ile jestem w stanie później gdy pojawi się rodzina i dzieci jako przyszły mąż, będzie mi o wiele trudniej zdobyć się na obczytanie czegoś fajnego. Świetny blog ciekawe tematy są tu poruszone na pewno będę odwiedzał :)
-
Gość: Weol, 80.54.117.*
2014/04/29 14:49:28
Padmo, gdzie kupić taką sowę, lub coś co mogłoby służyć jako ''podtrzymywacz'' na pólce? - Jak to się właściwie nazywa? Jej
-
2014/04/29 22:05:37
Weol - podpórka na książki chyba :) Ja kupiłam niestety ze dwa lata temu w stacjonarnej księgarni w Poznaniu. Ale sporo fajnych podpórek można znaleźć w necie, na lubimy czytać niedawno pisałam na ten temat, z linkami.
-
2014/05/15 23:05:28
"Sto lat samotności" i "Gra w klasy" - te książki zrobiły ze mnie wrażliwego człowieka ...
-
Gość: kasia w., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/05/17 21:32:29
A ja, zachęcona przez Twojego bloga, czytam, właściwie kończę już "Miasteczko Middlemarch". Dość ciężko czytało mi się pierwsze 100 stron, musiałam się wciągnąć w język, sposób myślenia i opisywania bohaterów. Teraz, kiedy już przywykłam - oderwać się nie mogę! Nie spodziewałam się, że będę pożerać strony, niepokojąc się, czy uda się w życiu Fredowi i Mary, Dorotei i doktorowi Lydgate ;) Strasznie mi się ta książka podoba, to takie okno przez które można wsadzić głowę do świata sprzed 200 lat.
Dzięki "miastu książek" przeczytałam ostatnio Cherezińską i przesłuchałam audiobooka z "Tajemnica Abigail" . Jedno i drugie z wielką przyjemnością. Dziękuję! :)
-
2014/05/31 17:14:45
Bardzo jestem ciekawa The Luminaries. 3 dni temu przytulałam ja do piersi w księgarni z książkami z drugiej reki, ale... zawahałam się i odłożyłam. Teraz troche zaluje... Niezła niej "kobyla". Dalas juz jej rade?
-
Gość: Patrycja, *.dynamic.chello.pl
2018/07/18 20:50:14
Świetne spostrzeżenia! Udało ci się skondensować to, co mi chodzi po głowie od kilku miesięcy - choć myślę jeszcze o tym, że teraz jest natłok książek amerykańskich. Tak naprawdę reprezentują wszystkie ten sam światopogląd, i ostatnio omijach ich współczesnych autorów. A z boku mówiąc, czytam właśnie 'Sto lat samotności' :)

Pozdrawiam i zapraszam do siebie na posty o książkach mniej czytanych : zazamknietymiokladkami.blogspot.com



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...