Blog > Komentarze do wpisu

Czy jesteś oczytany?

Często słyszę, że jestem oczytana. Ludzie nie pytają nawet, czy coś czytałam, z góry zakładając, że na pewno tak, boją się polecać mi lektury, i w jakiś niewytłumaczalny sposób wierzą, że czytałam całą klasykę. Tymczasem prawda jest taka, że wcale się oczytana nie czuję. Natomiast przyznaję, że chciałabym oczytaną być. I zastanawiam się, jak to zrobić, i co to w ogóle w dzisiejszych czasach znaczy.

Czytuję często, a właściwie wręcz podglądam, zapiski z życia codziennego kobiet osiemnastowiecznych. Wtedy ludzie byli naprawdę oczytani! W listach dotyczących zwykłych spraw codziennych - pogody, zakupów, przemeblowania - cytują Rousseau, Woltera, Johna Locke'a. Czytają wiele godzin dziennie i są świetnie zorientowane we wszystkim, co się ukazuje - czytają poezje, eseje, a ukradkiem powieści. Nie mają wiele innych rozrywek, to prawda, ale są też ambitne - chcą czytać po francusku, znają łacinę i grekę, same piszą poezje, ciężko pracują nad kompozycją swoich listów.

Z drugiej strony, ich wiedza o świecie i literaturze jest znacznie bardziej ograniczona niż nasza. Nie mają dostępu do książek wydawanych za granicą, czytają niby dużo, ale mniej różnorodnie niż my teraz możemy.

W naszych czasach jest teoretycznie łatwiej. Podstawy oczytania zdobywamy, a przynajmniej powinniśmy, w szkole. Moje pokolenie miało naprawdę obszerną listę lektur obowiązkowych - czytaliśmy po kolei dzieła ze wszystkich epok, napisane przez pisarzy z różnych krajów. Mamy dostęp do wszystkich książek, o jakich możemy zamarzyć. A jednak w porównaniu z tymi dziewczętami sprzed dwustu pięćdziesięciu lat możemy czuć się mniej obyci literacko. Zwłaszcza jeśli po zdaniu matury lub skończeniu studiów naszą aktywność czytelniczą ograniczyliśmy do gazet i okazjonalnego kryminału. Mniej nam zależy na tym, żeby ludzie mieli nas za oczytanych. Często wolimy wręcz ukrywać to, że czytać lubimy, bojąc się, że zostaniemy wyśmiani i opatrzeni łatką dziwaka.

Czy więc w ogóle wypada jeszcze chcieć być oczytanym? I co to znaczy? Czy oczytany jest ktoś, kto zna tzw. klasykę literatury? Czytał Homera, wie, kim był król Lir i kto umiera w "Nędznikach"? A może trzeba się raczej orientować w tym, co się teraz wydaje, znać nazwiska popularnych pisarzy, czytać co roku książki kolejnych Noblistów?

Przyznaję, że staram się robić jedno i drugie. Uwiera mi nieznajomość niektórych dzieł, stąd na przykład wciąż nieukończona (niestety!) akcja czytania "Miasteczka Middlemarch". Uważam jednak, że powinnam orientować się w tym, co się w literaturze dzieje współcześnie. I to nie tylko na naszym rynku, ale także za granicą, zwłaszcza na największym rynku anglosaskim. Czy to w ogóle ma sens? Czy nie wychodzę tym samym na jakąś literacką snobkę, która zamiast czytać to, co lekkie i przyjemne, chciałabym dokonać niemożliwego i orientować się ogólnie w literaturze?

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł o blogerach książkowych, w którym wymieniona jest cała grupa ludzi, którzy, tak mi się przynajmniej wydaje, są, a przynajmniej próbują być, oczytani. Niektórzy z nich są z pewnością bardziej oczytani niż ja, zamknięta trochę za bardzo w świecie literatury angielskojęzycznej. Ela czytająca naprawdę różnorodnie i wnikliwie, Piotr, który zawsze potrafi podać dobry przykład pisarza pasującego do kontekstu, Agnieszka, która do niedawna jeszcze czytała chyba ze sto książek rocznie, Jarek, wiedzący co we współczesnej polskiej literaturze piszczy, i dwie Kasie, które czytają masę polskich pisarzy, o których ja nie wiem kompletnie nic. Wszyscy oni, i wielu innych blogerów książkowych, których blogi znajdziecie w zakładkach obok tego postu, są żywym dowodem na to, że oczytanie nie jest całkiem przebrzmiałą wartością. Nie wiem, czy uświadamiają to sobie, ale jestem przekonana, że gdzieś w głębi duszy chcieliby być jeszcze bardziej oczytani, dla samych siebie (a teraz możecie w komentarzach uświadomić mi, jak bardzo się mylę!)

Czy więc oczytanie może jeszcze być wartością? Czy też jestem naiwna i powinnam się cieszyć, że ludzie w ogóle sięgają po książki, a nie płakać, że mało kto myśli o tym, żeby czytać w sposób poszerzający wiedzę i horyzonty? Gandhi powiedział kiedyś, że powinniśmy żyć tak, jakbyśmy mieli umrzeć jutro, ale zdobywać wiedzę tak, jakbyśmy mieli żyć wiecznie. Wydaje mi się to bardzo cenną myślą.

Takie życie nie jest popularne. Widzę to choćby na przykładzie swojej córki, której jakimś cudem udało nam się zaszczepić to przekonanie, że zdobywanie wiedzy jest fajne. No cóż, może i mam chętnie czytające i lubiące się uczyć dziecko, ale na pewno jej życie towarzyskie na tym cierpi. Ale przecież ma koleżanki, które tak jak ona mogą godzinami rozprawiać o minerałach, kosmosie i książkach fantasy.

Jak sądzicie - czy oczytanie może być w dzisiejszych czasach cenioną wartością? I czy w ogóle warto zawracać sobie głowę literackim dokształcaniem się? I kto to właściwie jest człowiek oczytany? Ten, kto czyta wszystko? Ten, kto zna klasykę literatury? A może po prostu ten, kto chce świadomie rozszerzać swoje literackie horyzonty, wychodząc poza strefę komfortu?

środa, 01 października 2014, padma
Tagi: oczytanie

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/10/01 11:31:37
Skądże :)
-
2014/10/01 11:34:11
"jestem przekonana, że gdzieś w głębi duszy chcieliby być jeszcze bardziej oczytani, dla samych siebie (a teraz możecie w komentarzach uświadomić mi, jak bardzo się mylę!)" Nie mylisz się, zupełnie :( Ja bym chciał, chrzanię polską literaturę współczesną, chciałbym skończyć "Boską komedię", bo kiedyś odpadłem w połowie.
-
2014/10/01 12:03:12
Bazyl, ale nie, nie jestem, czy nie, nie chciałbym?;)
-
2014/10/01 12:03:41
Bardzo ciekawy post. I bardzo ważny.
Oczytanie jest wartością. Ale, przynajmniej w mojej opinii ciężko być oczytanym. Bo dobrych książek jest tak dużo, że życia zabraknie. Chciałabym przeczytać tzw. klasykę, zapoznać się szerzej ze współczesną literaturą czy też "odhaczyć książki z listy" - nie dla odhaczania, ale dlatego, że ktoś uznał te książki za bardzo ważne. Wydaje mi się, że oczytanie to nie tylko umiejętność rzucania cytatami czy wiedza o treści książki, ale też umiejętność czytania krytycznego. I to chciałabym w sobie wykształcić. A po GW specjalnie sięgnę, żeby artykuł przeczytać. :)
-
2014/10/01 12:40:33
Ja mam straszny problem ze koncepcją oczytania. Bo z jednej strony czytam dużo, klasyki też trochę znam, ale z drugiej mam mnóstwo dziur i nie udało mi się przeczytać wielu lektur, które czuję, że znać powinnam. Mam też ciągłe poczucie, że nie nadążam za nowościami, że wszyscy naokoło (blogerzy zwłaszcza) są bardziej na bieżąco... Czy teraz jest łatwiej być oczytanym niż kiedyś? Wątpię. Wybór jest ogromny, kanon potężny, i łatwo się w tym zgubić. Podobnie jest z ogólnie pojętym "obyciem" kulturowym, a nawet popkulturowym. Mam wrażenie, że życia mi nie starczy, by choć trochę liznąć wielu rzeczy. Ale mam w sobie potrzebę odkrywania nowych (dla mnie) zjawisk i obszarów, przekraczania własnych ograniczeń (również tych nie związanych z kulturą czy literaturą) i to jest coś co mnie napędza :)
-
2014/10/01 12:52:36
Nie, nie jestem. Owszem, chciałbym :)
Piszesz: Czytuję często, a właściwie wręcz podglądam, zapiski z życia codziennego kobiet osiemnastowiecznych. Wtedy ludzie byli naprawdę oczytani!, ale zwróć uwagę na to, o jakiej grupie społecznej tu mowa. Stare pieniądze, które pozwalają oddać się lekturze bez konieczności zawracania sobie głowy dziećmi (guwerner), obiadem (kucharz), sprzątaniem (służba), czy załatwianiem codziennych spraw (ekonom). Ja czytam i nie jestem ani trochę bardziej oczytany, bo przyznaję ze wstydem, coraz trudniej mi się na lekturze w pełni skupić i coś z niej w głowie zachować. Myśl odlatuje ku troskom dnia codziennego, które dla większości autorek wspomnianych listów oznaczały jak sądzę wybór toalety na proszony obiad. Mylę się? :D
-
2014/10/01 12:54:20
Nie jestem oczytana. Dla mnie w tym słowie tkwi jakaś pełnia - przeczytać, znać, pamiętać tyle książek, by mieć juz dość. Chyba nigdy tego nie doznam. Mam świadomość swoich braków w znajomości klasyki. Wiem, ze co roku ukazuje się kilkadziesiąt nowych tytułów. Zdaję sobie sprawę, ze nie przeczytam wszystkiego co bym chciała. Ale wciąż czytam. Przede wszystkim dla przyjemności...
-
Gość: Magda, *.loedige.com
2014/10/01 12:54:43
Oczywiście, że warto być oczytanym!!! Ja osobiście chciałabym dobrze znać klasykę, ale nie starcza mi czasu na uzupełnienie wielkich braków w tym temacie. Podziwiam ludzi, którzy świetnie się w klasyce orientują, przytaczają cytaty czy robią dygresje w oparciu o literaturę klasyczną. Ja czytam dużo i różnorodnie, staram się poszerzać horyzonty i myślę, że dzisiaj oczytany to właśnie ten, "kto chce świadomie rozszerzać swoje literackie horyzonty, wychodząc poza strefę komfortu". Myślę, że dzisiaj jest łatwiej z wyborem książek, mimo ogromnego ich natłoku. Jest internet, wiele ciekawych i wartościowych blogów. To wszystko ułatwia wybór, bo przecież nie jesteśmy w stanie przeczytać wszystkiego. Pamiętam, że przekonania o tym, że należy czytać, nabrałam jako bardzo młoda osoba. Niestety u mnie w domu nie było zwyczaju spędzania czasu z książką, nie miałam przewodnika przy wyborze lektur. Chodziłam więc do biblioteki, stawałam przed półkami i zupełnie nie wiedziałam co wybrać. Trafiałam na oślep. Często to moje czytanie było drogą przez mękę, bo wybierałam lektury zupełnie dla siebie nieodpowiednie, męczące, wręcz zniechęcające do dalszego czytania. W tym kontekście Twoja córka jest prawdziwą szczęściarą :-). Myślę, że trzeba czytać, sięgać po lektury nie tylko dla przyjemności, ale także dla poszerzenia horyzontów, zgłębienia tematów, które nas interesują, poznania odmiennych punktów widzenia. Po prostu trzeba się rozwijać. A czytanie to właśnie najlepsza droga do tego. Pozdrawiam
Magda
delfaanywhere1.blogspot.de/
-
2014/10/01 14:16:48
Pamietam jak czytalam kiedys Johna Sutherlanda i on twierdzil, ze dawniej po prostu mozna bylo trzymac reke na pulsie literatury, bo ten puls nie bil tak szalenczo jak teraz. Czlowiek byl fizycznie w stanie nadazyc za wszystkimi nowosciami i jeszcze robic sobie przerwy na filozofow czytanych po grecku. Sutherland cytowal nawet fragment Anny Kareniny, ten fragment w ktorym Anna rozsiada sie w przedziale i oddaje lekturze a wierna sluzaca pilnuje wszelkich kwestii technicznych w rodzaju poduszeczki pod plecy, podglowka, ustawienia lampki (a mowa o przedziale kolejowym! przypomina Sutherland), I dodaje cos w stylu ze dzisiejszy czytelnik scisniety w metrze ze swoim paperbackiem raczej nie ma szans na podobne warunki. Tak ze oczytanie bylo latwiejsze technicznie (na kilku poziomach) ale tez psychicznie wydaje mi sie bylo wrecz oczekiwanie, ze bedziesz sobie stawiac wymagania, rozwijac sie i tak dalej. Dzis zostaje to uznane za snobizm. Bo oczywiscie rozwoj jest nudny i nie zawiera w sobie przyjemnosci, przyjemnosc to tylko czytadla. Moim zdaniem to jedna z najwiekszych przeszkod. Nie naglasnia sie, ze czytanie dobrych, wymagajacych ksiazek moze sprawiac przyjemnosc, po prostu inna niz czytadla, a dlaczego odmawiac sobie przyjemnosci?
Jesli o mnie chodzi to bardzo bym chciala byc oczytana i wciaz odczuwam bolesne braki w tej kwestii. Chodzilam do dobrej szkoly i przerobilismy historie literatury w sposob wrecz imponujacy jak na klase matematyczno fizyczna, ale mimo wszystko to takie musniecie bylo. Bardzo mnie draznia moje braki. Bo mam wrazenie ze przy oczytanym spoleczenstwie wzbogaca sie kod porozumienia. Kiedys mozna bylo do kogos powiedziec "mam do ciebie uraze w sensie pickwickowskim" i bylo sie powszechnie zrozumianym, dzis juz niekoniecznie. Kod ubozeje. No i oczywiscie komu setki lat historii literatury nie mowia nic... no a ja nie chce w ciemnosci niewiedzy zyc z dnia na dzien.
-
2014/10/01 17:28:16
Nawet nie wiem ile razy zastanawiałam się nad tą kwestią. Mam wrażenie, że sami w swoich oczach nigdy nie będziemy uchodzić za oczytanych, bo przecież im więcej czytasz, tym wyraźniej widzisz, jak wiele masz jeszcze do przeczytania.
Nie mam pojęcia jak można zdefiniować człowieka oczytanego, ale wiem, co sama chciałabym na tym polu osiągnąć i obawiam się, że to nie możliwe (w każdym razie na pewno wtedy, kiedy ma się jedno życie i pracuje się na etacie w zawodzie z książkami niezwiązanym).
Chciałabym znać twórczość noblistów - oczywiście nie wszystkie książki, ale te najbardziej znaczące (tylko nie każ mi tego definiować. ;). Chciałabym znać twórczość autorów nominowanych do Nike (i jeszcze kilku innych nagród ;). Chciałabym znać klasykę literatury Polskiej i światowej i co ważne - umieć o niej rozmawiać. Tzn. nie o to chodzi, żeby przeczytać "Mistrza i Małgorzatę", ale żeby nawet po latach umieć do tej książki nawiązać (to dla mnie akurat duży problem, bo pamięć mam krótką). Chciałabym być na bieżąco z najważniejszymi książkami ukazującymi się na polskim rynku. A tak zupełnie dla siebie: poznać literaturę hiszpańską i dobrze orientować się w kryminalnej.

Problem w tym, że granice są tak płynne, że nigdy nie będę zadowolona z tego, co już przeczytałam. Bo po przeczytaniu ilu książek można powiedzieć, że zna się klasykę? Zawsze znajdzie się jeszcze jeden wartościowy tytuł do poznania.
-
2014/10/01 17:50:38
Ha, wydaje mi się, że oczytanie jest bardzo zbliżone do nauki, w przypadku której w miarę wydzierania jej kolejnych sekretów, człowiek uświadamia sobie jak wiele pozostało mu jeszcze do odkrycia, do zbadania - na przełomie XIX i XX wieku sądzono, że poznanie całej istoty świata jest już na wyciągnięcie ręki, aż tu nagle pojawił się cały mikroświat z jego atomami, kwarkami, równaniem Schroedingera, nieoznaczonością Heisenberga, itd. Podobnie osobnik mający niewielką styczność z literaturą, często redukuje ją tylko do kilkudziesięciu nazwisk, natomiast prawdziwy mol książkowy w pełni zdaje sobie sprawę, jak niezwykłą rzeczą jest dogłębne zaznajomienie się z klasyką, trzymanie ręki na pulsie i bycie na bieżąco z nowościami oraz śledzenie dokonań w dziedzinie prozy światowej. Wydaje mi się, że prawdziwy erudyta nigdy nie określi się mianem człowieka oczytanego, będzie jedynie usilnie dążyć do tego, by nim się kiedyś stać.
-
2014/10/01 20:59:07
A ja przy oczytanych kobietach osiemnastowiecznych mam wizję jak z Martina Edena. Też mu się wydawało, że ci ludzie z warstwy uprzywilejowanej są tacy oczytani i obyci, a po czasie wyszło jak pobieżna jest to wiedza.
Dziś też wielu wypowiadających się, uważanych za obeznanych, zna książki z opisu kumpla na fb, a mądrości czerpie z leadów.
O tu był niezły tekst na temat: wyborcza.pl/magazyn/1,138949,16110199,Erudyci_z_Twittera.html
-
2014/10/01 22:43:16
Czytam, ale czy jestem oczytania? Raczej nie. Na pewno nie tak, jak bym chciała. Pracuję nad tym, ale i tak łykam sporo nowości, za rzadko przegryzając klasyką. Czas niestety nie jest z gumy, a w drodze wyboru w końcu sięgam po nowość, która mnie czymś zainteresowała. Gdzieś tam w duszy mam to przekonanie, że człowiek oczytany to ten, co trochę klasyki poznał... Ktoś inny może z kolei stwierdzić, że człowiek oczytany trzyma rękę na pulsie jeśli chodzi o współczesny rynek wydawniczy. Ten procent klasyki w oczytaniu bywa różny, zależy, kogo spytać. Myślę też, że w oczytaniu jednym z elementów jest umiejętność odwoływania się do innych książek, które traktują o podobnym problemie, co omawiana książka (np. w powieści X przedstawiono dane zagadnienie tak, a w powieści Y, Z i W opisano to tak, tak i tak.) Tutaj myślę o osobach, które specjalizują się w konkretnym przedziale literatury, np. wojenna.
Wydaje mi się, że stwierdzenie ,,(...) ten, kto chce świadomie rozszerzać swoje literackie horyzonty, wychodząc poza strefę komfortu?" - jest chyba najbliższe definicji człowieka oczytanego.
-
2014/10/01 23:33:25
zakurzona - tekst jest niestety bardzo prawdziwy. Zresztą są przecież nawet poradniki na temat tego, jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało ;) Nie wątpię, że te osiemnastowieczne panny też często udawały erudycję, ale niektóre naprawdę robią wrażenie - dzielą się w listach takimi przemyśleniami i cytatami, że ja się czuję totalnie głupia! Ale one nie często miały czym życia sobie zapełnić, wcale więc im nie zazdroszczę tego czasu na czytanie!
-
2014/10/01 23:41:05
Natalia_Lena - dotknęłaś ciekawego tematu, o którym zapomniałam - można być znakomicie oczytanym w jakiejś konkretnej dziedzinie. I to też jest wartościowe i rzadkie! Ja mam ambicje znać się na tym wieku osiemnastym jak najlepiej i nawet w takiej niby wąskiej, a jednak szerokiej działce okazuje się, że im więcej się wie, tym więcej pozostaje do poznania...
-
2014/10/01 23:51:19
Ambrose - ja tym ludziom z końca XIX wieku zazdroszczę tej wiary, że mogą wiedzieć o czymś wszystko :) Naiwni idealiści :)

AnnRK - o, cenna uwaga o pamięci. Mam dokładnie tak, jak Ty - z wielu książek czytanych dawniej, choćby w szkole, nie pamiętam prawie nic... Tak naprawdę lepiej pamiętam lektury dopiero odkąd zaczęłam prowadzić bloga, a i to nie zawsze. Czyli trzeba by jeszcze mieć czas na wracanie do przeczytanych książek...

selkie - z drugiej strony taka Anna Karenina mogła czytać tylko to, co akurat zakupił jej małżonek. Jeśli miała szczęście, mogła sama wybierać lektury, ale wybór bywał ograniczony dostępnością. Nie było recenzji, polegało się na poleceniu znajomych. Współczesny czytelnik może nie ma służącego i poduszek, za to ma czytnik z dostępem do sieci i możliwością ściągnięcia dowolnej książki w trzy sekundy. Mamy biblioteki, księgarnie obcojęzyczne, no i internet z blogami doradzającymi, co warto przeczytać ;)
Masz rację co do tej warstwy psychicznej - oczytanie było swego rodzaju koniecznością, aspirując do klasy wyższej lub będąc jej członkiem po prostu należało inwestować w samorozwój, to był taki obywatelski obowiązek.
Sutherland też interesuje się bardzo tematem oczytania, napisał nawet książkę "How to be well-read", całkiem ciekawą :)
A co do ubożejącego kodu, to niestety, zauważyłam wręcz, że unikam pewnych zwrotów, kiedy mam wrażenie, że rozmówca może mnie nie zrozumieć. Czasem myślę, że w oczach kogoś z boku wychodzę wtedy na niedouczoną idiotkę, która nie wyraża się precyzyjnie, ale trudno - taki jest skutek panicznego szukania w myślach jakiegoś zastępczego słowa czy zwrotu...
Mam wrażenie, że nam by się dobrze rozmawiało :)
-
2014/10/01 23:56:30
Magda - takie czytanie na oślep też bywa ciekawe, możesz trafić na coś, czego rodzice by Ci akurat nie podsunęli :) A poza tym to fajnie, że sama znalazłaś drogę w tym gąszczu :) Z cytowaniem klasyków to w ogóle mam problem, bo ja mam słabą pamięć jednak, i często pamiętam cytat, ale nie pamiętam, skąd jest, albo wiem, że w danej książce było coś trafnego, ale nie pamiętam, co... No cóż, trzeba czytać więcej niż raz...

edyta - czyli jak większość tutaj sama siebie nie nazwiesz oczytaną :) Zapewne są ludzie, którzy uważają, że jesteś bardzo oczytana! Nie da się być na bieżąco z nowościami, dobrze chociaż, że można chociaż znaleźć dość informacji o nich, żeby świadomie wybierać te nieliczne, po które sięgamy... Ja czytam głównie dla przyjemności, ale jednak nie tylko, zwłaszcza że wiem już, że przyjemność różne ma imiona i z czytania trudnej, ale dobrej książki, przyjemność też jest, choć inna niż ta wynikająca z lektury wciągającego kryminału :)
-
2014/10/02 00:07:06
Bazyl - ale to nie był ich wybór. Tak naprawdę nikt z nas by się z nimi raczej nie chciał zamienić, nie wydaje mi się przynajmniej. Owszem, wiadomo, że czytały te, które mogły - wyższa i średnia klasa, ale w sumie mogły czytać powieści gotyckie, a jednak sięgały także po filozoficzne rozprawy. A swoją drogą wybór toalety to poważny problem, może spędzić sen z powiek ;)

grendella - obycie popkulturowe to już w ogóle jest jakiś koszmar! Ja nie ogarniam i nie nadążam kompletnie! Z nowościami też nie, a najbardziej nie nadążam z czytaniem blogów i śledzeniem nowych! Serio - co przeglądam cudze blogrolle, to widzę nowe blogi, a gdy na nie wchodzę, okazuje się, że istnieją już dość długo i są całkiem ciekawe ;) Ale nie poddaję się, w żadnej materii, przynajmniej póki co ;)

Domiika - artykuł nie jest może idealny, wiadomo, że autorka dość tendencyjnie wyselekcjonowała tematy, o których mówili blogerzy. Ale fajnie, że w ogóle taki tekst powstał, ja się cieszę, kiedy wokół książkowej blogosfery robi się szum - może dzięki temu więcej nowych czytelników trafi na blogi, a potem po jakąś książkę sięgnie? :)

zacofany.w.lekturze - Z "Boską komedią" to ja mam w ogóle nie po drodze. Zaczęłam ją swego czasu czytać w oryginale - studiowałam wtedy italianistykę i ambitnie podeszłam do listy lektur ;) Nietrudno zgadnąć, że nie dałam rady, przeczytałam potem jeszcze kawałek w polskim tłumaczeniu, ale czułam, że to porażka i tyle ;) Teraz już mi nie grozi lektura w oryginale, mogłabym więc z czystym sumieniem tłumaczenie przeczytać, ale szybko to pewnie nie nastąpi...
-
2014/10/02 09:38:53
Czym jest oczytanie? Na pewno nie mierzyłabym tego w kategoriach "czytam sto książek rocznie", bo tu, jak wszędzie, liczy się bardziej jakość: co czytamy i co nam po tej lekturze zostaje. Oczywiście w dzisiejszym świecie "oczytanie" w sensie znajomości całej literatury dawnej i obecnej w ogóle nie jest możliwe, ze względu na ogrom tego, co się ukazuje chociażby w ciągu miesiąca. Sądzę, że nawet profesjonalni krytycy literaccy nie są oczytani w tym sensie.
Myślę, że tak jak "wiem, że nic nie wiem", jest wyrazem głębokiej wiedzy, tak "zdaję sobie sprawę, że nie jestem oczytana" też raczej dobrze świadczy o horyzontach myślowych. Dążmy do oczytania, ale nie łudźmy się, że kiedykolwiek uda nam się to osiągnąć.
-
2014/10/02 14:54:30
@padma Nam się po prostu czas mocno zwęził i nie mamy go na oczytywanie się. Znaczy nie mamy albo nie chcemy mieć, bo coraz trudniej walczyć z jego podpierniczaczami: net, tiwi, fejsik na smartfoniku itd. Panie miały wybór między lekturą, a spacerem z nudnym starającym się, to i wybierały lekturę :P A o wyborze toalet to nie ze mną, bo koszulka z krótkim i dżinsy, to szczyt mojego looku :P
PS. Zazdroszczę ludziom, którzy mogą oczytywać się w ramach obowiązków służbowych :)
-
2014/10/02 21:05:22
Może będę nieskromna, ale ja się czuje oczytana. Przeczytałam już tyle - i klasyki, i nowszych książek, ze swobodnie odnajduje się w literaturze i o to chyba chodzi. Nie sypie jednak na codzień cytatami z Homera. Bo dziś bycie odczytanym nie jest już żadna wartością - ostatnio nawet czytałam artykuł o nastolatkach, w którym padło stwierdzenie, ze żeby się z dziewczyny nie śmiali, przestała się uczyć i czytać. No i jak takie pokolenie rośnie, to strach się bać.
-
2014/10/03 11:37:57
Pomimo tego, że Twoi znajomi nie sugerują Ci żadnych książek, odgórnie zakładając, że i tak je znasz, to i tak trochę CI zazdroszczę, bo masz czytających znajomych. Gdyby nie przypadkowi czytacze w pociągu i blogosfera książkowa skłonna bym była uznać, że nikt nie czyta ;(
Chciałabym być oczytana! Są takie dni, że już, już dopuszczam do siebie myśl, że może nie jest tak źle i wtedy słyszę kolejny tytuł, którego nie znam, a z kontekstu wynika, że jest znany szerszej publiczności ;) książkowej.. I tak znowu wracam do punktu wyjścia, że jeszcze długa droga przede mną. Za to jednak jaka piękna :-) Akurat dążenie do tego celu wydaje mi się całkiem sympatyczną misją życiową :-)
-
2014/10/03 11:46:40
Moim zdaniem ktoś, kto poczuje się oczytany straci coś bardzo ważnego - chęć czytania. Ja czuję w sobie ogromny głód czytania i dzięki temu czytam i czytam, i czytam... Nie czuję się oczytany, choć w oczach osób trzecich tak to faktycznie może wyglądać.
-
2014/10/03 14:45:56
Ja też często słyszę coś o oczytaniu. A książek mi się często nie kupuje "bo pewnie już to masz". Najczęściej nie mam. :P Też mam dobrą pamięć, ale krótką. Niestety wiele klasyki czytanej dawniej już nie pamiętam.

Definicja ze słownika: oczytany taki, który dużo czytał i zdobył tą drogą wiele wiadomości . Czy jestem oczytana? Oczywiście! Czy się tego wstydzę? Bynajmniej. Fakt, że nie wiem wszystkiego (nie da się) nie powinien przekreślać tego, że wiem dużo. Nie należy się krygować, bo gdy my będziemy umniejszać swoją wiedzę, inni tym bardziej będą to robić. Jeżeli blogerzy, nawet z długim stażem, setkami różnorodnych przeczytanych książek będą wiecznie "nie jestem oczytana" nie przyniesie to nic dobrego. Róbcie tak dalej, a na pewno łatwo dostarczycie żeru pismakom podkreślających istnienie infantylnych i nieogarniętych blogerów, którzy na niczym się nie znają.

"Mamy dostęp do wszystkich książek, o jakich możemy zamarzyć." Nie mamy, to tylko twoje rojenia. Nie mamy dostępu do kryminałów indonezyjskich (nawet ściągnięcie jakiejkolwiek książki w wersji indonezyjskiej jest sporym problemem), koreańskiego science-fiction (które może w śladowych ilościach jest przetłumaczone na angielski) czy wielu innych rzeczy. Nie mamy dostępu do wielu rzeczy, a wszelkie "mamy dostęp do wszystkiego" pokazuje tylko ograniczenia horyzontu danej osoby. Sporo rzeczy trzeba wyszukiwać (żeby wiedzieć, że istnieją) i sprowadzać z innych krajów, bo w Polsce nikt nie wpadł na pomysł ich sprzedaży. Dostępność jest ograniczona, a i nielegalne ściąganie nie gwarantuje dostania w swoje ręce tego, co by się chciało.

Ja się cieszę, gdy ludzie czytają cokolwiek. Można im podsuwać inne, rozwijające książki, ale nic poza tym. Podsuwanie różnych książek to założenie mojego bloga.

Nie przywiązuję się do kanonu, czy do list bestsellerów. Jeżeli uważam coś za interesujące to to przeczytam, niezależnie czy jest "wartościowe" czy nie.

Czuję się oczytana, nawet mając świadomość luk, i żadne "nowości" nie są w stanie mnie zaskoczyć ani podkopać mojej samooceny w tej kwestii. Czego i wam życzę, bo skromność nie zawsze jest dobra.
-
2014/10/03 23:03:24
Tak szczerze mówiąc, ratowanie pamięci było jedną z przyczyn założenia bloga. Bo nawet jeśli teraz czegoś nie zapamiętam, to powrót do tekstu o danej książce nieco pamieć odświeża.
-
2014/10/03 23:31:32
Mi pomaga Goodreads. Mogę nie mieć wszystkich książek zrecenzowanych na blogu, ale do listy na GR staram się na bieżąco dodawać.
-
2014/10/04 18:21:47
Dla mnie oczytanie oznacza znajomość klasyki ORAZ orientowanie się we współczesnym rynku wydawniczym, chociaż pobieżne zaznajomienie z Noblistami... umiejętność ogarnięcia jakoś tego ogromu treści. Wiadomo, nie wszystkiego, bo to niemożliwe, ale wyłapywanie kontekstów, nawiązań, kontynuacji tradycji lub jej zaprzeczenia. To wymaga dobrej pamięci przede wszystkim (której nie mam) i odpowiedniego wieku - znalezienie oczytanego nastolatka graniczy z cudem z tej prostej przyczyny (pomijając umiłowanie s-f i paranormal romance), że zwyczajnie nie miał dość czasu, żeby tyle książek przeczytać.
Czy czuję się oczytana? Sama nie wiem. Trochę tak :) Ale jednocześnie chciałabym, oczywiście, znać, pamiętać, wiedzieć więcej. Wszystko przede mną :)
-
2014/10/04 18:25:14
Kama, AnnRK - ja dodaję do LC, ale też zapominam o tym :) Za to od kilku miesięcy prowadzę papierowy (!) dziennik lektur. Nie spisuję wrażeń, to jest na blogu, ale zapisuję tytuły i kilka słów, takie jakby tagi.

Kama - Rozumiem, że mówiąc, że potrafię zdobyć dowolną książkę, udowadniam, że mam wąskie horyzonty? Możesz to rozwinąć? Niby jakim problemem jest ściągnięcie książek po indonezyjsku? Bo ja akurat się tego języka uczę i bez problemu sobie książki po indonezyjsku kupuję. O koreańskim science-fiction się nie wypowiem, ale serio, w dobie internetu? To chyba nie jest problem, żeby zamówić z jakiejś koreańskiej księgarni? Chyba że mówimy o dostępności wszystkiego w języku polskim, ale to jest całkiem inny temat. Chcąc czytać książki indonezyjskie uczę się indonezyjskiego. Potem zamawiam książki przez internet i tyle. I bynajmniej nie mówię o nielegalnym ściąganiu, szczerze mówiąc nie jest to w ogóle coś, co przychodzi mi na myśl w kontekście zdobywania książek. Czego Twoim zdaniem nie jesteśmy w stanie zdobyć?

I nie sądzę, że robię szkodę blogerom mówiąc, że nie czuję się oczytana. Nie zgadzam się z definicją, którą podałaś - zresztą definicji jest wiele, a oczytanie to jedno ze słów, które nie są wcale oczywiste i proste do zdefiniowania. Mam w sobie dość pokory, żeby stwierdzić, że choć czytam sporo, to nie jestem oczytana - taka jest prawda. Nie znam nawet klasyki literatury polskiej. Nie czytałam np. "Popiołów", "Kazań" Skargi, wielu utworów prozą Miłosza... Z niektórych innych utworów, tych, które czytałam w szkole, tak naprawdę niewiele pamiętam. A to tylko literatura polska! A gdzie cały antyk, literatura rosyjska, francuska, hiszpańska. Gdzie najważniejsi pisarze chińscy, japońscy, arabscy? Synonimem słowa oczytany jest według cytowanego przez Ciebie słownika języka polskiego erudyta. Ja znam może trzy - cztery osoby, która patrząc z boku określiłabym takim mianem.
Przyznawanie się do tego, że nie czuję się erudytką, nie jest jednoznaczne z przyznaniem się do głupoty. Wręcz przeciwnie - wiedząc, jaka bogata jest literatura światowa nie wyobrażam sobie, że można bez zadufania stwierdzić, że się ją zna w stopniu wystarczającym.Infantylne jest raczej stwierdzenie, że jestem oczytana, choć nie znam kanonu i nie zależy mi na tym...
-
2014/10/04 18:32:51
Książkozaur - prezentujemy zatem takie samo podejście :) No i fakt, kwestia wieku ma znaczenie, choć z drugiej strony w wieku licealnym mamy chyba więcej czasu na czytanie niż kiedykolwiek później! :)

antyprop - tak, tak, tak :) To, co myślą osoby trzecie, to inna kwestia, z boku widać tylko, że ktoś dużo czyta i dużo wie, a niekoniecznie, ile jeszcze nie wie :)

Kasia Sawicka - czytający znajomi to jeden z nie tak wielu w sumie bonusów pracy na uczelni na wydziale humanistycznym :) Minusem za to jest ciągłe uświadamianie, że oczytana nie jestem :D Mam w pobliżu kilka osób, zwłaszcza starszych profesorów, którzy są niesamowicie oczytani, mądrzy i elokwentni, i stale sobie przy nich uświadamiam, ile mi brakuje! Ale za to mam wzorce, do których dążę :) No i czytające koleżanki :) I nieczytających studentów ;) Coś za coś ;)
-
2014/10/04 18:35:59
joly_fh - zazdroszczę :) Ja mam tylko czasem takie momenty, kiedy czuję się zadowolona ze swojej książkowej wiedzy, ale to zwykle jest w jakimś konkretnym temacie. Na przykład czuję się dość oczytana, jeśli chodzi o literaturę angielską, ale tak ogólnie, to już raczej nie. Zresztą wszelkie takie uczucia pryskają, kiedy zaglądam sobie do kanonu Harolda Blooma, który to kanon jest bardzo ciekawy, bardzo wszechstronny i w znacznym stopniu mi nieznany.
Co do młodzieży to się zgadzam całkowicie, aczkolwiek zdarza mi się spotykać bardzo fajnych, czytających i mądrych gimnazjalistów i licealistów, kiedy pytam na olimpiadach językowych :)
-
2014/10/04 18:39:12
Bazyl - ja też w kwestii ubioru niewybredna jestem dość, choć pewnie nie aż tak ;) Ale tak sobie myślę, że jak ktoś z tych osiemnastowiecznych też miał takie podejście, to musiał mieć ciężkie życie, a przecież na bank byli i wtedy abnegaci modowi ;)
Co do smartfoników to niestety sama prawda... No ale trudno, pokusy były, są i będą, tylko czasem to będzie przymiarka nowej sukni, a czasem nowy odcinek serialu ;) No i my ich faktycznie mamy dużo więcej jednak :)
-
2014/10/04 18:42:19
Natalia - tak, myślę, że nie ma szans na taką pełną wiedzę, ale zapewne można ją mieć naprawdę dużą. Mój promotor ma taką wiedzę, oczywiście w pewnym zakresie. Ale potrafi rzucać z rękawa informacjami o totalnie dziwnych rzeczach, zadziwiając mnie niebotycznie. W ciągu pół godziny rozmawia o niewolnictwie, o historii kolei, o wiktoriańskim szkolnictwie i pierwszych olimpiadach. I o tym wszystkim wie bardzo dużo! Podziwiam, ale wiem też, że to wynik pisania przekrojowych książek z historii kultury, i wielu, wielu lat wykładania na dobrej uczelni. Dla mnie to póki co stan nieosiągalny, ale podziwiam i po cichu staram się podnosić i sobie poprzeczkę.
-
2014/10/04 19:55:41
Jeśli chodzi o czas, to różnie bywa ;) Moja siostra (licealistka właśnie) nadziwić się nie może, skąd ja mam tyle czasu na czytanie. I jak porównujemy, to zawsze ma przeczytane mniej, a też należy do osób, które wszędzie chodzą z książką. Ja co prawda pracuję jedynie dorywczo, więc jak mam zlecenie, to faktycznie trochę z tym gorzej, ale mam dwoje malutkich dzieci (3 lata i 1,5 roku), bloga, sport, dom do ogarnięcia ;) I chyba nigdy nie czytałam tyle co teraz. No, oprócz studiów polonistycznych, ale to inna kategoria. Inna sprawa, że jedynie studia dały mi tę odrobinę oczytania, którą mam, było warto :)
-
2014/10/04 22:13:59
Mam bardzo podobne rozterki! Nie ukrywam, że lubię być na bieżąco, śledzić nowości. Z drugiej strony uważam, że można mówić o kimś/ o sobie "oczytany" jeśli zna się klasykę. Nie trzeba może rzucać cytatami, ale jednak podstawy należy mieć. Jedyne rozwiązanie to próbować pogodzić stare z nowym, co do łatwych nie należy. No i pamiętajmy, że czytamy także/głównie? dla przyjemności i czasem nie ma co się katować klasykami na siłę. Jest ich tyle, że każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.
No i najważniejsze, dla mnie Padmo jesteś wzorem oczytania :-)
-
2014/10/06 22:59:37
Wg mojej opinii należysz do osób oczytanych. Generalnie bardzo lubię twoje wpisy i na pewno będę tu częściej zaglądał. Pozdrawiam
-
2014/10/07 14:22:42
Czy jestem oczytany... Nie, pomimo, że czytam, dość dużo. Książek jest jednak taki ogrom, że może gdybym przeczytał 70% z nich wszystkich czułbym się oczytany, wtedy nikt nie mógłby mnie niczym zaskoczyć. Jednak obawiam się, że na przeczytanie owych 70% życia by mi nie starczyło. Ale czytać warto, zapewniam.
-
Gość: Agnieszka, *.static.telenet.be
2014/10/09 09:30:44
To "literackie wyjście poza strefę komfortu" nie daje mi spokoju już parę dni (tydzień?). Chyba czuję się zainspirowana, pozdrawiam!
-
2014/10/17 01:03:56
Ja chciałbym być oczytany, ale nie mam kiedy i jak, gdybym jeszcze jeździł do pracy autobusem wtedy można by było nadrabiać braki. Macie jakiś sposób, by godzić 2 in 1? Czy tanie z inną czynnością?
-
2014/10/22 06:38:34
teraz moda na oczytanych
-
2014/10/22 06:39:05
Trzeba tylko okulary zero założyć i do przodu
-
Gość: Dorota, *.warszawa.vectranet.pl
2014/11/05 14:40:32
Podpisuje się pod komentarzem pcguru. To prawda, że jest teraz moda na oczytanych i nie mam nic przeciwko! Co z tego, że pojawiają się co jakiś czas nowinki techniczne, tablety, e-booki, nie zastąpią one szelestu przewijanych kartek czy zapachu świeżo wydrukowanych stron. Książka to książka, dla mnie najwspanialszą rzeczą jest wrócić do domu po ciężkim dniu, usiąść przy kominku i zatracić się czytając książkę.
Odbiegając trochę od tematu, jakiś czas temu postanowiłam otworzyć własny biznes (kupiłam gotową spółkę i zaczęłam działać, dla zainteresowanych wklejam link: mbiuro.com/wirtualne-biuro-za-darmo/) otworzyłam klubo-kawiarnie z regałami wypełnionymi po brzegi książkami i muszę przyznać, że cieszy się dużym powodzeniem. Większość gości to młodzi ludzie. Aż się serce raduje jak widzi się przede wszystkich młodych ludzi, którzy potrafią siedzieć godzinami i wertować strony książek jedna po drugiej. :)
-
Gość: Koteczka, *.dynamic.chello.pl
2016/05/06 23:44:53
Chodzę do 6 klasy.Moje koleżanki czytają bardzo dużo. Nie wiem kiedy dokładnie, że tak to ujmę wkroczyły na tę drogę. Jedna z nich prawie codziennie przynosi do szkoły inną książkę. One wszystkie codziennie przynoszą te książki i w wolnych chwilach na lekcji czytają jak już zrobią zadania. Myślę, że rocznie czytają więcej niż 100 książek. Wiem, ciężko w to uwierzyć, ale tak naprawdę jest. Zazdroszczę im. Chodzę do szkoły muzycznej i wg. mam dużo zajęć, ale kiedyś jak byłam młodsza to bardzo lubiłam czytać, a teraz nie mam na to czasu. Ubolewam bardzo nad tym.
-
2016/05/08 22:48:04
Koteczka - Fajnie mieć czytające koleżanki, chociaż przyznaję, że podziwiam - 100 książek to bardzo dużo :) Szkoła muzyczna na pewno dużo czasu zabiera, ale warto! Spróbuj jednak znaleźć czasem czas na czytanie, bo też warto :) Trzymam kciuki!



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...