Blog > Komentarze do wpisu

Nie znasz klasyków i się nie przyznajesz? Dowiedz się, jak to zmienić

Dzisiaj po południu przeprowadzam kolejny egzamin z historii literatury amerykańskiej. Kolejny w tym wypadku oznacza kolejny termin warunkowy. Czyli egzaminować będę ludzi, którzy oblali już ten przedmiot przynajmniej trzy razy.

Myślicie, że jestem zołzą i zadaję zbyt trudne pytania? Może mi się to nawet zdarza (komu się nie zdarza?) ale nie tym razem. Nie znoszę tych egzaminów i zawsze czuję się podłamana idąc na nie, toteż staram się pytać o sprawy podstawowe i o lektury najprzyjemniejsze. Jeśli mam do wyboru "Wielkiego Gatsby'ego" i "Wściekłość i wrzask", wybiorę Fitzgeralda, choć osobiście większą miłością darzę Faulknera. A jednak egzamin ten dla wielu studentów jest jakąś przerażającą próbą. Dlaczego? Może dlatego, że przeczytanie książki, całej książki, która ma więcej niż 10 lat, wydaje im się zadaniem ponad siły? Albo zwyczajnie jest ich zdaniem tak nudne, że szkoda im poświęcić kilka godzin swojego życia na to?

Nie wiem sama, wiem jednak, że nawet wśród ludzi, którzy czytają dużo i z przyjemnością, czytanie klasyki bywa bardzo niepopularne. Na grupach czytelniczych na Facebooku padają prośby o polecenie ciekawej książki, ale nie starszej niż pięć lat. Blogerzy książkowi przyznają się bez cienia zażenowania, że nie czytali Dostojewskiego, Dickensa, Bułhakowa albo nawet Sienkiewicza i że wcale tego nie żałują.

Szkoda.

Szkoda, bo sam fakt, że książka została napisana 50, 100 albo, o zgrozo, 200 lat temu nie oznacza, że jej lektura będzie zadaniem trudnym i nieprzyjemnym. Szkoda, bo wypowiadając się o książkach nowych, a nie znając ich poprzedników, nie mamy pełnego obrazu. Szkoda, bo czytanie dobrych książek to zajęcie wyjątkowo satysfakcjonujące, czasem nawet kształtujące, a nie bez powodu jakaś książka jest wciąż wydawana, czytana i dyskutowana 100 lat po jej premierze. Często tym powodem jest właśnie fakt, że jest po prostu, najzwyczajniej w świecie, bardzo dobra.

Na szczęście równie często widuję nieco inne sytuacje. Postanowienia ogłaszane na blogu i na grupach dyskusyjnych o czytaniu tzw. klasyki, o sięganiu po książki, których okładki nie połyskują z półek z bestsellerami. Często zresztą wznowienie jakiejś książki (i akcja promocyjna wydawnictwa) sprawia, że nagle sięgają po nią osoby, które jeszcze pół roku wcześniej o niej nawet nie myślały. To dobrze, oby jak najwięcej takich wznowień się pojawiało! Jak najwięcej nowych, dobrych tłumaczeń, jak najwięcej promocji.

Jeśli skłaniacie się ku tej drugiej grupie i chcielibyście przeczytać coś, co uchodzi za klasykę, mam dla was jedną podstawową radę.

Nie wstydźcie się!

Nie ma osoby, która przeczytała wszystko. Każdy z nas nie przeczytał czegoś, co teoretycznie "powinien". Komu nie zdarzyło się uniknąć jakiejś lektury obowiązkowej? Ja nie przeczytałam "Chłopów" (mam nadzieję, że moja polonistka tego nie czyta). Nie przeczytałam "Miasteczka Middlemarch", mimo podjętych rok temu prób! Nie czytałam "Braci Karamazow", Stendhala, "Pani Bovary", "Iliady" i "Odysei". Uczę o Szekspirze, a nie czytałam wszystkich komedii.

No, zrzuciłam to z siebie!

Italo Calvino (też klasyk) w książeczce o tym, dlaczego warto czytać klasyków, nieprzetłumaczonej niestety na polski, napisał, że często wstydząc, że czegoś nie czytaliśmy, udajemy, że sięgamy po to po raz drugi, by sobie "przypomnieć". Nie ma sensu tego robić! Tak naprawdę powinniśmy się cieszyć, że możemy sięgnąć po coś po raz pierwszy. To cudowne, móc przeczytać najwspanialsze dzieła literatury światowej jako człowiek dorosły, dojrzały, więcej rozumiejący.

Dlaczego by nie zacząć w 2015 przekonywać się na własnej skórze, że ani Stendhal, ani Dostojewski, ani Jane Austen nie gryzą? No dobrze, co do Stendhala pewności nie mam, jako że nie poznaliśmy się osobiście. Za Jane też nie ręczę, potrafi być kąśliwa.

Ja w tym roku mam zamiar (ponownie) poznać mieszkańców miasteczka Middlemarch. Zachęcona przez Marlowa, chcę bliżej poznać Homera. A poza tym mam ochotę na ponowne przeczytanie jednej z lektur, której chyba nie doceniłam jako licealistka.

Tak, ponowne czytanie klasyków też ma sens. Tak naprawdę sięgając po latach po szkolne lektury mam wrażenie, że czytam je po raz pierwszy.

Temat powraca na moim blogu jak bumerang. Pytałam kiedyś, czy lepiej jest czytać więcej czy mniej, a także o to, czy czujecie się oczytani. Wraca, bo wciąż mnie uwiera.

Żeby nie był to marudny tekst o niczym, kilka rad na koniec.

1. Przyznaj się, choćby przed sobą, że czegoś nie czytałeś.

2. Traktuj lekturę jak przygodę.

3. Nie żałuj czasu na to, by wrócić do książek kiedyś przeczytanych - czytanie ich w wieku dorosłym jest zupełnie innym doświadczeniem.

4. Poznaj kontekst. Przed lekturą lub po niej, jak wolisz, spróbuj dowiedzieć się czegoś więcej o danej książce i jej autorze. Często ten kontekst pozwoli ci bardziej docenić książkę, choć oczywiście powinna ona się bronić sama w sobie.

5. Bądź krytyczny, nie musisz padać na kolana przed czymś tylko dlatego, że ma więcej niż 50 lat. Bądź jednak też otwarty i nie uprzedzaj się za wcześnie - w innych epokach pisało się często inaczej.

6. Nie bój się. Wielkie książki mają to do siebie, że potrafią przemówić do czytelnika o kilka pokoleń młodszego. Musisz ich tylko posłuchać. Calvino powiedział, że klasyk to taka książka, która nigdy nie przestała mówić tego, co ma do powiedzenia.

7. Smakuj piękno języka. Ci ludzie potrafili pisać. Zwróć na to uwagę, nie pędź do przodu, by jak najszybciej dowiedzieć się, jak to się wszystko skończy.

8. Rozmawiaj o książce. Zrozumiesz ją lepiej, wymieniając z kimś opinie.


Dorzucicie coś od siebie?


piątek, 16 stycznia 2015, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2015/01/16 10:50:34
Dziękuję za kolejną mądrą notkę, pod którą mogę się podpisać! Uważam, że warto czytać klasyków, właśnie choćby po to, by mieć szerszy kontekst czytelniczy (a nawet: kulturowy). My, filolożki, chyba już tak mamy (ja skończyłam polonistykę) ;)

PS. Też nie czytałam Stendala. I "Gron gniewu", "Hrabiego Monte Christo", "Wojny światów" Wellsa. I wielu innych. Mam zamiar to nadrabiać, bo to przeważnie są po prostu świetnie napisane historie :)
-
2015/01/16 10:53:41
Homera koniecznie! Szalenie to ciekawe, jeżeli się przebrnie przez trudy wersyfikacji ;) A potem ze dwa utwory Katullusa na złagodzenie bitewnych szałów i wędrówek, a oddać się porywom serca. :)
Ille mi par esse deo videtur ... gdy parafrazował Katullus Safonę nie wiedział pewnie, że tak piękna melodia zachowa się w jego wersach, iż samą królową ówczesnej wyzwolonej poezji będzie próbował detronizować. :)
Bożena sięgnie po Panią Bovary wkrótce, bo sobie to obiecała (z powodów skomplikowanych), ale Chłopów jej proszę darować ;) Naście lat po skończeniu liceum wystarczy, że w końcu dotarł do niej Kafka i Gombrowicz, nawet Orzeszkowa w pewnym wymiarze. Ale na przykład de Amicis'a i jego Serca Bożenia nie zdzierżyła :D Także są takie rejony, które pozostają niestrawialne (mimo starań).
Jakby takiego wirusa wpuścić na fejsbuki, żeby czytano 52 książki w roku, jak to jest podobnież modnie, ale niech to robią w bibliotece przynajmniej w procencie, w oparciu o dorobek przodków, bez znajomości którego jesteśmy ubodzy niczym te kościelne gryzonie.
-
2015/01/16 11:01:44
Ja właśnie skończyłam czytać "Pana Tadeusza" - tak jak piszesz, miałam wrażenie, że czytam to od nowa. Bardzo lubię klasykę i na nowy rok mam postanowienie, żeby przynajmniej jedna książka w miesiącu to była klasyka. A mam co nadrabiać: Sienkiewicz, Reymont, Balzac, Dostojewski...
Swoją drogą, jeśli jeszcze nie czytałaś "Chłopów" to gorąco polecam. W liceum nie mogłam przebrnąć, a rok temu to był mój hit. Polecam wydanie BN z licznymi przypisami, które ułatwiają zrozumienie tego hermetycznego języka.
-
2015/01/16 11:03:30
Do "Miasteczka..." podchodziłam trzy razy i nie wyszłam po za pierwszy tom. I nie wstydzę się tego. Natomiast klasyka rosyjska - rewelacja. :)
Staram się co roku sięgnąć po coś z tzw. klasyki. Jeśli mi "nie podejdzie" to próbuję znowu po jakimś czasie - wydaje mi się, że do niektórych książek trzeba dorosnąć.
-
2015/01/16 11:09:22
U mnie na liście "WIELKICH NIEPRZECZYTANYCH" jest Trylogia. Inne Sienkiewicza mogę, a tego nie. Chociaż, może jakby odczarować i spróbować po latach to kto wie, kto wie:-)

Dzięki za dobry tekst:-)

-
2015/01/16 11:15:55
Oj, ja też mam spore braki z klasyki! Co prawda nigdy nie rozumiałam niechęci do "starych" książek, kiedyś namiętnie czytałam klasyków francuskich, szczególnie Balzaca i Stendhala, ale na przykład nigdy nie sięgałam po klasykę angielską. To od jakiegoś już czasu chciałabym nadrobić, ale, podobnie jak Tobie, nie udało mi się dokończyć "Miasteczka Middlemarch" - może w tym roku nam się uda? Również brak znajomości klasyków rosyjskich (poza Bułhakowem i "Zbrodnią i karą") jakoś mi ciąży, szczególnie chciałabym lepiej znać Dostojewskiego. Jedyną moją wymówką jest to, że chciałabym go przeczytać w polskim tłumaczeniu, a do tego dostęp mam na razie utrudniony!
-
2015/01/16 11:18:26
Amen. Chyba też w końcu przeczytam to Middlemarch. I Ivanhoe.
-
2015/01/16 11:24:37
To ja jestem jakaś inna, bo z chęcią sięgam po klasyki i wiele z nich jest moimi ulubionymi a do współczesnych czytadeł podchodzę jak pies do jeża. Nędzników czytałam z 10 razy, a Hrabiego Monte Christo czytamy razem z 12-letnim synem. Cieszę się, że wiele jeszcze przede mną, bo na odkrycie Czekają "Wichrowe wzgórza" i Jane Austeen.
A Pani Bovary jest świetna.
Moja rada dla bojących się klasyki? Trzeba spojrzeć na bohaterów, jakby stali z nami twarzą w twarz. To tacy ludzie jak my, przeżywają te same uczucia, mają te same problemy, a że żyli trochę dawniej... to nie ma znaczenia.

Pozdrawiam

P.S. Dla mnie Iliada i Odyseja są nie do przejścia... ale kiedyś tak myślałam o Ani z Zielonego Wzgórza. Chyba do każdej lektury trzeba dojrzeć:)
-
2015/01/16 11:57:05
Ręka w górę, kto w młodości czytał według tabeli w Encyklopedii Powszechnej, hasło "Literatura" :) W egzemplarzu moich rodziców do dziś są kropki przy tytułach, które przeczytałem :D
Nie rozumiem tego pędu do czytania wyłącznie książek z ostatnich paru lat. Zaraz mi się przypomina komentarz na moim blogu, w którym pogratulowano mi przeczytania książki wydanej w 1974 (!) roku, bo to musiało być "wyzwanie" :P
-
2015/01/16 12:04:13
Zawsze przyznaję się do nieznajomości książek, tym bardziej klasyków - nie ma co się wstydzić. U mnie to jest tak, że mam kilka list z pozycjami (po kilkadziesiąt tytułów), które koniecznie i obowiązkowo MUSZĘ przeczytać - np. właśnie Faulknera, czy Hardy'ego, i systematycznie nadrabiam klasykę, w międzyczasie zachwycając się innymi gatunkami. Nie ma co się spieszyć - jest całe życie na zaczytywanie się :) Pozdrowienia!
-
2015/01/16 12:34:36
Zaczęłam od klasyki. Ostatnio robiłam ubytki i dublety w bibliotece i odkładałam dużo koszmarnej literatury dla podlotków - chwała Bogu ominęło mnie to - może to za sprawą wychowania, sięgnęłam po klasyków, od Mickiewicza, którego czytanie przynosiło mi prawdziwą przyjemność (wcześniej mama mi czytała m.in. Pana Tadeusza), przez klasykę dziecięca (kochałam Lessie i Adasia z szatana z siódmej klasy!), do powieści podsuwanych przez szkolna bibliotekarkę. Kiedy już byłam podlotkiem sięgałam po Hardy'ego (którego kocham do dziś!), Jamesa, Austen, Bronte, później po klasyków rosyjskich. Oczywiście nie przeczytałam WSZYSTKICH książek, bo mam takie zaległości, że musiałam listę zrobić, ale jestem głodna dobrej literatury. Co nie znaczy, że po współczesnych nie sięgam, bo tak nie jest: odkryłam dla siebie Martina Amisa, czy Roberta McLiama Wilsona.
-
2015/01/16 13:10:06
Gwoli ścisłości: esej Calvino o czytaniu klasyki przetłumaczono na język polski :-) pbl.ibl.poznan.pl/dostep/index.php?s=d_biezacy&f=zapisy_szczeg&p_zapis=420393
-
2015/01/16 13:52:18
To do ilu razy sztuka u Ciebie? :-) Trzy podejścia nie wystarczają? To co Ty tych biednych studentów pytasz? :-)
-
Gość: , *.static.ip.netia.com.pl
2015/01/16 13:54:44
Witaj Padmo. Ja trochę nie na temat. Czytam Miasto Książek regularnie, lecz nie komentuję ponieważ zostawiam to lepszym:). Twoje recencje są dla mnie wskaźnikiem przy wyborze lektury.
Czytam teraz "Botanikę duszy" E. Gilbert i znając jej bestseller : Jedz, módl się..."
jestem w szoku. Oczywiscie pozytywnym. Ponieważ nie znalazłam jej w wykazie pczeczytanych przez Ciebie książek , chciałabym polecić ją Tobie i poznać Twoje zdanie.
Pozdrawiam
Iwona
-
Gość: Barbara, *.dynamic.chello.pl
2015/01/16 14:05:56
Nie twierdzę, że przeczytałam wszystko, ale lista moich lektur jest bardzo długa. Rzecz jasna, mówię o klasykach. Maturę zdawałam w latach siedemdziesiątych, a wtedy obowiązywał ogromny zestaw lektur, brałam udział w olimpiadach polonistycznych, uczęszczałam na tzw. fakultet humanistyczny, na którym również był wymóg zapoznania się z ogromną ilością tytułów. Do tego skończyłam studium bibliotekarskie, studia bibliotekoznawcze i stąd moja znajomość literatury klasycznej - polskiej i obcej. Polską literaturę (wysoką) do lat 60 znam dogłębnie, z obcej znam przynajmniej jedno dzieło każdego pisarza wartego uwagi studentki bibliotekoznawstwa. Uważam, że to nie sztuka "połykać" książki i chwalić się liczbami, książkę trzeba smakować, rozkoszować się czytaniem, językiem, treścią, a tego nie da czytanie prościutkich tekstów, które tylko w zamierzeniu autora i wydawcy mają uchodzić za książkę. Osobiście odczuwam przesyt tym ogromem pojawiających się nowych tytułów, które w zasadzie powielają wątki i tematy, nie wnoszą niczego nowego, pisane fatalnym językiem, często byle jak przekładane na język polski (oczywiście zdarzają się perełki). Dlatego radzę sięgnąć po klasyków i również po uznaną literaturę popularną z XX wieku ( np.: Irwin Shawe - Pogoda dla bogaczy, Młode lwy, Lucy Crown). I jeszcze jedno - nie wszystkie tytuły wymienione przez moich przedmówców należą do klasyki i nie wszyscy klasycy popełniali tylko uznane dzieła, czasami wystarczy przeczytać jeden utwór, a za resztę podziękować.
A co do powtórnego czytania lektur szkolnych w dojrzałym wieku, to różnie z tym bywa. Pamiętam, że byłam zauroczona Orzeszkową, teraz dziwię się jak mogłam przeczytać Nad Niemnem ;), ale Chłopi, Noce i dnie, Lalka, Sto lat samotności to ciągle moje ulubione książki.
-
Gość: Marta, *.ssp.dialog.net.pl
2015/01/16 14:27:05
Ja się przyznaję do nieczytania Dostojewskiego, bo bardzo się nie lubimy, ale gorąco polecam "Pani Bovary" i "Czerwone i czarne" Stendhala, niech trafią na twoją listę obok Homera :)
-
2015/01/16 14:44:08
Czytam klasykę regularnie, bo wtedy mam pewność, ze będzie to dobra ksiazka, mimo ze moze mnie momentami uwierać. W tym roku na pewno skupie się bardziej na klasyce polskiej i rosyjskiej, bo ubytki mam. A co do Middlemarch to też nie skończyłam, ale tym razem nie z mojej winy - zepsulam sobie czytnik, a w bibliotece nie mieli egzemplarza.

Ja się braków nie muszę wstydzić, bo moi znajomi nie czytają, wiec dla nich szokiem jest, ze czytam jakakolwiek książkę.

Dziwne jest też, ze wielu czytających tak na sile jakby zmusza się do czytania klasyki stawiając sobie za cel przeczytanie czegoś z klasyki. A przecież to książki jak każde inne tylko, ze bardzo dobre :)

-
2015/01/16 15:47:21
Ech, nóż się w kieszeni otwiera jak się słyszy podobne bzdury i dyrdymały, że warte przeczytania są jedynie "nowe", tudzież "świeże" książki. W mojej opinii takie podejście fatalnie świadczy o danym czytelniku i o sposobie jego czytania w ogóle. Bo przecież czytanie ma uczyć niezależności myślenia, pokazuje wzorce i mechanizmy według których funkcjonuje świat, tak by łatwiej było je wyłapać w naszej rzeczywistości i nie dać się złapać w ich potrzask jak naiwna muszka wpadająca na lep. Tymczasem wystarczy byle reklama, kilka recenzji będących właściwie tekstami sponsorowanymi danej nowości i już niektórzy ludzie lecą na zabicie do księgarni, byle tylko nabyć coś, co nierzadko okazuje się kompletnym gniotem, któremu towarzyszy świetna medialna oprawka.
-
Gość: Agnesto, *.net.pl
2015/01/16 16:53:45
Bardzo mądry i trafny tekst. Powiem, że ja to chyba tym studentom zazdroszczę, bo chętnie bym się przygotowała na egzamin z literatury amerykańskiej, bardzo lubię twórczość takich autorów jak T.Capote, J. Salinger, W. Faulkner, F. S. Fitzgerald, chętnie poczytałabym więcej Steinbacka.
Też mam swoich "wielkich nieprzeczytanych", wiadomo, wszystkiego się nie da, ale warto próbować, coś wybierać dla siebie z przepastnej półki z klasyką, świetną literaturą.
Stendhal nie gryzie, ręczę za niego. Bardzo mi się podobała "Pustelnia parmeńska", kiedyś sobie nawet powtórzę. przymierzam się zaś do "Braci Karamazow".
Pozdrawiam.
-
2015/01/16 17:25:52
Niestety lub stety urodziłam się i wychowałam na prowincji w domu i w bibliotece nowości nie było, było za to klasyka. W domu miałam wszystkie obowiązkowe klasyczne lektury, które czytałam. Nie przebrnęłam przez Krzyżaków i w pustyni i w puszczy(ale treść zdałam na piątkę - Pustyni, bo za Krzyżaków, cała klasa dostała max 2) I chociaż później próbowałam - no nie mogę!! Chociaż in genere Sienkiewicza kocham... Ale jeszcze wiele klasyki przede mną - raduje się me serce :D :D
-
2015/01/16 17:27:26
też się do klasyki zabieram, łazi za mną "Lalka", bo w liceum przeczytałam tylko jeden tom.
-
2015/01/16 17:52:20
Ja tylko nieśmiało przypomnę, że od ponad czterech i pół lat działa moje bezterminowe wyzwanie związane z klasyką właśnie. Działa bardzo sprawnie, jest spore grono współautorów i całkiem niezła baza recenzji klasycznych powieści bardzo różnych autorów. Ja nie mogę więc powiedzieć, że blogerzy nie czytają klasyki :)

Zapraszam zresztą do czytania, a także współuczestniczenia :)
klasykaliteraturypopularnej.blogspot.com/
-
2015/01/16 18:51:09
Przeczytałem "Ulissesa" i nie muszę już nic nikomu udowadniać ;)
-
2015/01/16 18:55:28
Dużo jest takich tytułów, których nie czytałam, mimo, że powinnam, i sporo autorów, których nie poznałam poprzez nawet krótkie opowiadanie ich autorstwa. Wstydzę się czasem tego, ale nie ukrywam, bo 1. nie ja jedna, 2. mam jeszcze sporo czasu, 3. prawda i tak wyjdzie na jaw. Czuję, że odkąd skończyłam szkołę, mam mniej intelektualnych możliwości czytania klasyki, chociaż teraz czytają Twój tekst, uzmysłowiłam sobie, że zbyt pochopnie przypisałam klasyce trudność w ich czytaniu i rozumieniu. Co roku obiecuję sobie, że zacznę czytać więcej z kanonu, szczególnie, gdy raz po raz natykam się w popularnej kulturze na odniesienia do Prousta, "Anny Kareniny" czy "Gron gniewu". Że o "Wichrowych wzgórzach" nie wspomnę. Nie wiem, czy się uda w tym roku, ale nie ustaję w próbach. :)
-
2015/01/16 19:50:38
Viv - ja mam właśnie wrażenie, że teraz mamy jednej większe możliwości intelektualne, ale w szkole ktoś na po pierwsze zmuszał, a po drugie prowadził za rękę :) Ja też się na Prousta natykam wciąż i kiedyś go przeczytam może ;) Za to trzy pozostałe polecam z całego serca, będą Ci się podobały, na pewno!

dziejaszek - :) Miłe uczucie :D Ale jakby co, to Proust jest dłuższy ;)

maniaczytania - dzięki za przypomnienie, faktycznie, zaglądałam nie raz i na pewno będę zaglądać :) Nie mówię też, że blogerzy nie czytają klasyki, wręcz przeciwnie, sama przyznałam, że wielu czyta i to chętnie. Ale niestety jest też wielu takich, którzy nie czytają i nie chcą... :(
-
2015/01/16 19:55:26
mag - :) "Lalka" podobała mi się bardzo, kiedyś do niej wrócę :)

kasiekas - ha, to jest myśl, musiałabym moją córkę tak gdzieś wywieźć bez dostępu do nowości ;) Ja akurat i "Krzyżaków", i "W pustyni i w puszczy" przeczytałam z przyjemnością, "W pustyni i w puszczy" czytałam wręcz kilka razy. Za to nie zmęczyłam Trylogii...

Agnesto - też się przymierzam do "Braci Karamazow" :) Dzięki za podpowiedź, będę wiedziała, od której książki Stendhala zacząć. Literatura amerykańska jest cudna, różnorodna i fascynująca, ja żałuję tylko, że mamy mocno skrócony kurs i nie mogę omawiać wszystkiego, co bym chciała. Ale większość studentów chyba się specjalnie nie martwi ;)
-
2015/01/16 19:59:58
Ambrose - dokładnie tak, jak piszesz. Często wystarczy poczekać miesiąc i ochota na książkę nagle mija ;) Chociaż ja przyznaję, że sama lubię się orientować w nowościach i czytam ich sporo, ale myślę, że ważne jest, by się w nich nie zamykać...

Kura Mania - bo z "Miasteczkiem Middlemarch" jest ciężko, kupić po polsku nie sposób, a w wielu bibliotekach nie mają, bo oddali albo sprzedali za złotówkę... Wydaje mi się, że ludzie są do klasyki uprzedzeni, ale gdy ukazuje się wznowienie, traktują je jako nowość i nagle się okazuje, że nie było się czego bać :)

Marta - kolejny głos za Stendhalem, muszę sobie kupić jego książki, żeby mieć pod ręką. Zresztą "Czerwone i czarne" chyba mam :) A "Panią Bovary" zachowuję na tzw. czarną godzinę - przyjemnie jest myśleć, że mam nieprzeczytaną genialną powieść :)
-
2015/01/16 20:04:16
Barbara - dziękuję za ciekawy głos! Faktycznie, dawniej czytało się dużo więcej w szkole, ja wprawdzie zdawałam maturę później, ale jeszcze w starym systemie, i też czytałam mnóstwo dodatkowych rzeczy na olimpiady polonistyczne. Książki tzw. popularne, napisane w XX wieku, też powoli klasyką się stają, oczywiście niektóre. Ja akurat nie przepadam za Irwinem Shaw, ale faktycznie dobrze się jego książki czyta!

Gość: , 78-10-176-206.static.ip.netia.com.pl - nie ma "Botaniki duszy" w zakładkach, ponieważ jeszcze o niej nie pisałam, ale czytałam i umieściłam na liście najlepszych dziesięciu książek, które przeczytałam w 2014 :) Faktycznie świetna książka!
-
2015/01/16 20:06:15
Marlow - do skutku ;) I nie wszystkich tyle razy, większość za pierwszym podejściem zdaje ;) Ale jest co roku grupka takich, którzy lubią się ze mną w sesji spotykać najwyraźniej ;)
-
2015/01/16 20:07:49
niedoczytana - dziękuję, nie wiedziałam. Z tym że to jest tylko wstęp chyba do całej książki - książka Calvino (pod tym samym tytułem co otwierający ją rozdział), ma prawie 300 stron i zawiera omówienia różnych dzieł. Przypuszczam, że ten esej to właśnie wstęp do książki, bardzo ciekawy, dobrze wiedzieć, że jest polskie tłumaczenie!
-
2015/01/16 20:11:07
Setna strona - moja mama czytała mi Słowackiego :) Może to jest sposób - czytaj dziecku poetów romantycznych, 20 minut dziennie, codziennie ;) A, Adasia nie pamiętam, muszę przeczytać :D

Wielki Buk - ja mam czasem napady paniki, że mi się tylko zdaje, że całe życie, a przecież nic nie wiadomo ;) Ale szybko się z nich wygrzebuję, zresztą muszę wierzyć w niebiańskie biblioteki, bo jak inaczej ;) Ty pięknie zachęcasz do klasyki, czytam i się inspiruję :)
-
2015/01/16 20:13:26
zacofany.w.lekturze - hahaha, cudnie :D Strach się bać, czym jest lektura takiego np. Don Kichota ;) A w encyklopedii kropek nie robiłam (niezły pomysł, swoją drogą), ale czytałam hasło i lektury wypisywałam sobie :D A, moi rodzice mieli taką fantastyczną encyklopedię literatury polskiej, czytałam ją nałogowo. Muszę ją przejrzeć, dalej u nich na półce stoi :)
-
2015/01/16 20:19:15
cyferki - dobra rada :) A co do Homera, to zajrzyj do tekstu Marlowa, może Cię zachęcił - ze mną mu się udało :) Hrabiego Monte Christo mój tato czytał mi, kiedy byłam mała :)

grendella - amen, ja też przeczytam Middlemarch :) Ivanhoe czytałam, ale mogę drugi raz, pierwszy był chyba w podstawówce jeszcze, nie liczy się :)

bezszmer - fakt, zamówić "Braci Karamazow" pocztą do Anglii to będzie spory koszt, ta książka jest autentycznie grubsza niż cegła ;) Czyli czytałyśmy trochę na odwrót, ja czytałam Anglików głównie, z francuskich pisarzy czytałam głównie Balzaca - to również zasługa mojego taty! Z "Middlemarch" musi się nam w końcu udać, przecież to tylko kwestia mobilizacji :)
-
2015/01/16 20:27:00
mbmm - o, to tak, jak u mnie. Trylogia i "Quo vadis" mi nie podchodzą, reszta może być :)

Dominika - bardzo dobra metoda, ja też ją czasem stosuję :) Przecież często książka musi po prostu trafić do nas we właściwym momencie, nie trzeba się zniechęcać, jeśli akurat moment nie jest właściwy.

Kreskowa - o, dziękuję, dobrze wiedzieć, że "Chłopi" byli wydani w BN. Kupiłam sobie takie właśnie wydanie "Nad Niemnem", na "Chłopów" też przyjdzie czas :) Bardzo dobre to Twoje postanowienie! "Pana Tadeusza" też chcę przeczytać niebawem, aczkolwiek akurat to jest książka, którą dobrze znam, bo czytałam ją ze trzy razy :)
-
2015/01/16 20:31:44
sekretarka.bozeny - ciekawy komentarz :) Wersyfikacja mi nie przeszkadza, zaprawiona jestem w bojach, czytam co roku różne angielskie poematy, i to z przyjemnością :D Katullusa już ktoś mi kiedyś polecał, muszę zapamiętać! A "Serca" też bym teraz nie zdzierżyła, choć zaczytywałam się jako dziecko. Ale to chyba nie jest lektura dla dorosłego człowieka, zwłaszcza współczesnego ;)

tanayah - też mi się wydaje, że studia filologiczne to chociaż człowiekowi wtłaczają do głowy :) I dlatego gnębię tych studentów trochę czasami ;) Pozdrawiam!
-
2015/01/16 21:55:46
Od klasyki nie stronię, w zeszłym roku nawet Stendhala zaliczyłam. Z zainteresowania klasyką wyrosły zresztą wyzwanie o noblistach i Emil Zola. Mam oczywiście spore braki, zwłaszcza chyba w literaturze anglosaskiej (studiowałam germanistykę) ale jeśli mi coś wpadnie w ręce czytam. Cenię blogi koczowniczki i Marlowa, bo oni właśnie sporo starszych książek czytają. A nowszą literaturę zawsze czytam z opóźnieniem:)
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2015/01/16 22:06:45
To chyba tak już jest, że w większości przypadków do klasyki trzeba dorosnąć/dojrzeć. Wtedy jak piszesz można dostrzec jej piękno i wartość. Sama bardzo lubiłam klasykę już za młodu, ale przyznaję, że kiedy czytam dziś coś po raz drugi i trzeci i czasem więcej inaczej na to patrzę, dostrzegam rzeczy, których nie dostrzegałam wówczas, albo też ciekawi mnie to, co opuszczałam za pierwszym czytaniem. Ja mam coś innego, niż chyba wielu blogowiczów, bo trudno mi sięgać po nowości, zbyt często mnie nudzą (choć zdarzają się wyjątki). Nie czuję się oczytana, choć wśród znajomych myślę, że za taką uchodzę. Mam wrażenie, że znacznie jest więcej książek, które przede mną, niż tych za mną, tym bardziej, że lubię literackie powroty. Kilka dni temu zmuszona do przebywania poza domem bez książki wybrałam sobie z biblioteczki mojego gospodarza Lalkę Prusa, zaczęłam czytam i wsiąkłam, mimo, iż mam wrażenie, że znam niemal na pamięć. Kurcze, szkoda, że nie miałam takiej egzaminatorki, więcej niż trzy podejścia ..... choć mój rekord to dwa :) ale chyba wówczas podchodzi się do egzaminu na większym luzie. Może ten luz rozleniwia twoich studentów ... Pozdrawiam
-
2015/01/16 22:13:50
Padmo - wiem :) I szkoda mi również, że niektórzy nawet nie chcą spróbować, tak po prostu z założenia.
Ja sama nie czytam klasyki za często (i tak częściej niż o niej piszę), zazwyczaj dlatego, że czytam nowości oraz jakieś zaległości sprzed kilku lat, które zdobyłam po zachętach na innych blogach, a i tak swoje na półkach odstają ;) Ale uwielbiam zanurzyć się w świat klasyki, te powieści były inaczej pisane, ten klimat jest po prostu wspaniały!
-
2015/01/16 22:37:05
abiela - o, jak napisałaś o germanistyce, to od razu przypomniało mi się, w której z literatur europejskich mam chyba największe zaległości ;) Aż nie wiedziałabym, od czego zacząć, na szczęście pracuję w jednym pokoju z germanistkami, w tym jedną literaturoznawczynią, może je kiedyś poproszę o pomoc :) A może Ty byś kiedyś jakąś listę lektur u siebie zamieściła? :)

guciamal - u nas są nudne egzaminy, bo pisemne, ustne z literatury są fajniejsze, można zboczyć z tematu ;) Dla Ciebie powinnam kiedyś napisać tekst odwrotny, że nowości nie gryzą ;) A tak serio, to ja tak samo jak Ty lubiłam klasykę od dziecka, ale też wtedy nic innego nie było! Nowe książki zdobywało się często z trudem, a poza tym często nowościami były właśnie nowe wydania klasyki, choćby tej dziecięcej... Teraz jest inaczej, o czym pisałam niedawno na onecie ( http://ksiazki.onet.pl/dziecko-i-literackie-horyzonty/19x7w ) - muszę się bardzo starać o to, by moja córka czytała coś więcej, niż modne cykle fantasy...
-
2015/01/16 22:38:45
maniaczytania - dokładnie to mnie boli, że z założenia ktoś nie chce spróbować... A i z czytaniem mam tak samo - czytam klasykę rzadziej, niż bym chciała, ale nie tak rzadko jednak...
-
Gość: Czytacz, *.bbtec.net
2015/01/17 05:29:48
Z klasyką bywa pod górkę... Na pewno ma w tym swój udział marketing - nowości po prostu bardziej widać, niektórych zniechęca strach przed przestarzałym językiem. Wydaje mi się, że niezłym sposobem na klasykę może być czytanie razem z jakąś współczesną przeróbką albo interpretacją. Polecany przez Ciebie "Pan Pip" był dla mnie okazją żeby sięgnąć po "Wielkie nadzieje" (pierwsza książka Dickensa, którą przeczytałam), "Klub Dumas"-jedna z moich ulubionych książek, to dobry pretekst żeby przypomnieć sobie/zapoznać się z twórczością Dumasa, itp. A propos, może w niedzielnym rankingu pojawiłaby się kiedyś dziesiątka książek o książkach?
-
Gość: ola, *.092.076.pools.vodafone-ip.de
2015/01/17 06:11:24
Dobry tekst i dużo prawdy. Ja mam dodatkowe wątpliwości co do klasyki, to znaczy - czytać coś czego nie lubimy tylko dlatego że "klasyka i warto", czy jednak pozostać ze swoim. Ja kocham literaturę rosyjską, za to dziękuję Sienkiewiczowi i Austen... tylko pytanie czy jak się czyta tylko to co się to czy się człowiek nie zamyka na nowe horyzonty, pozostając przy własnym guście? Nie wiem, ale gdyby zamiast Sienkiewicza tak czytać Gombrowicza...
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2015/01/17 09:40:20
:) Z ciekawością poczytam o nowościach, które nie gryzą. Nie wątpię, że wśród nowości też trafiają się naprawdę dobre, ciekawe pozycje. Pewnie nawet parę z nich trafiłoby w mój gust, tyle, że ja patrzę na czytanie trochę z innej perspektywy, osoby dojrzałej (znaczy się metrykalnie, bo w głowie mam nadzieję ciągle maj), która ma świadomość, że mniej przed nią niż za nią, a więc czyta zachłannie, aby zdążyć to, co do czego ma (może niesłuszne, ale mocne) przekonanie, iż w książkach klasyków częściej odnajdzie to, co jej w duszy gra, niż w nowościach, które tak często ją rozczarowują, lub zwyczajnie nudzą. A to, że czytałam klasykę to efekt tego, że szkolne biblioteki dysponowały głównie takimi zbiorami, a i więcej się kiedyś wydawało klasyki, choć może nie więcej, ale proporcja klasyki do nowości była inna niż dzisiaj, kiedy klasyka jest w zdecydowanej mniejszości. Ja usiłuję przekonać moich siostrzeńców do książek z okresu mojego dzieciństwa, a oni wolą Gwiezdne wojny :(
-
2015/01/17 12:16:04
Super blog jestem pod wrażeniem :)
Serdecznie też zapraszam na mojego bloga life-in-all-colors.bloog.pl
Mam nadzieje że spodoba sie Tobie ;)
I masz mój głos ;)
-
2015/01/17 12:37:27
Przybijam piątkę, bo Chłopów też nie zmęczyłam do końca. Nie czytałam Faraona Sienkiewicza. I nie skończyłam nigdy Hrabiego Monte Christo. Teraz dopiero nadrabiam Pokój z widokiem, choć od rak dawna się zbierałam. I Salome Wilde'a czeka. Faulkner cały oprócz Światłości w sierpniu. Stendhal w ogóle u mnie leży, tak samo jak Zola, powinnam też podczytać więcej Dickensa, chociażby ten Klub Pickwicka. I Tołstoj czeka prócz Anny Kareniny, która przecież mi się tak podobała. I Dante. I Homer.

Jane Austen jednak czytałam całą i mnie dobija czasem czytanie recenzji jej książek pisanych przez osoby, które nie czytają wiele poza YA o wampirach.

Nie wiem, czy mam się cieszyć, że nie uczę literatury, już wkrótce będą do mnie przychodzić na tłumaczenie. Jednak chyba powinnam, bo jak słucham mojego mężczyzny, niby anglisty, czego nie przeczytał, to mi smutno (tak kocham Tess, a on nawet nie kojarzy). Bardzo smutno.
-
2015/01/17 13:56:22
"ci ludzie potrafili pisać" - o tak, zdecydowanie! Klasyka to jednak klasyka. Sięgam do niej regularnie :)
-
2015/01/17 14:46:54
Ja bym jeszcze dodała: porzuć lęk i frustrację, które towarzyszyły ci w szkole przy czytaniu jakiejś klasycznej pozycji. Bo często jest tak, że w szkole trzeba było coś przeczytać i zupełnie się wtedy tego nie doceniło, bo często się tego nie rozumiało - albo przynajmniej nie chwytało pewnych elementów; zresztą, lektury nienaiwnej też trzeba się nauczyć, a to zajmuje trochę czasu i studiów (często samodzielnych).

Bardzo dobry tekst, zwłaszcza o przyznaniu się do niepopełnionej lektury. Swoją drogą, nie spotkałam się jeszcze z kimś, kto prosiłby o polecenie czegoś do czytania w pewnym określonym wieku. Sama często polecam klasykę, więc może nie zauważyłam błagalnych spojrzeń: "tylko nie takie stare..." ;).
-
Gość: Sesolello, *.multi-play.net.pl
2015/01/17 16:57:16
Ale "Chłopi" to świetna książka :) Dramat, seks i walka charakterów :D Uwielbiam Reymonta, nawet chyba bardziej niż Prusa. Jakkolwiek też, mimo studiów na polonistyce, mam zaległości z klasyki, zresztą- któż przeczytał wszystko z klasyki, chyba tylko profesor Stala (jak twierdzi Pilch). Pierwsza z brzegu zaległość- Proust!
-
Gość: Isadora, *.skybroadband.com
2015/01/17 18:18:14
Według mnie są klasycy i klasycy. P. Bovary, Nanę, Germinal, Annę Kareninę bądź Portret Doriana Graya czyta się łatwo i przyjemnie i można po kilka razy. Ale już Czarodziejską Górę, Braci Karamazow, Absalomie Absalomie dodać do tego nieszczęsnego Prousta bądź Joyce'a, utknęłam choć miałam szczere chęci. A tak poza tym to gdzieś natknęłam się na artykuł, że znani profesorowie od literatury klasyków również nie czytali...to tak na podbudowanie ego.
-
Gość: Kicia, *.beskidmedia.pl
2015/01/17 18:24:09
Ja mam największe zaległości w literaturze obcej, ale kiedyś to nadrobię :) zapraszam do mnie www.bezpiecznywozek.pl/
-
Gość: małgorzata, *.opera-mini.net
2015/01/17 19:21:30
nie przeczytałam Dostojewskiego ani Tołstoja,parę innych rzeczy też się znajdzie. ale mam półkę książek które czytam ,,na okrągło" jej skład się nieco zmienia ale kanon jest.A co do wieku książek to nie ma dla mnie znaczenia,, listy heter '' , wiersze Safony czy Decameron stoją obok Donny Leon i Trzech muszkieterów. Jeżeli nie zna się starszych pozycji umyka pewna warstwa w nowszych książkach nie mówiąc o pastiszach których bez znajomości orginału nie da się czytać.
-
2015/01/17 20:26:09
Co Pani wykłada? Na jakiej uczelni? Cóż za koincydencja, że trafiłam tutaj, kiedy właśnie niedługo mam egzamin z porównawczej historii literatury (zaliczanie różnic programowych). W zasadzie zazwyczaj nie mam oporu, by przyznać, że czegoś nie czytałam i ta zbytnia szczerość może być zdumiewająca, ale nie widzę nic wstydliwego w przyznaniu, że czegoś nie przeczytałam. Jednak mam swego rodzaju kompleks liczby pozycji nieprzeczytanych i jak sobie pomyślę, ile jeszcze chcę i muszę przeczytać, to mam wrażenie, że żyję w wiecznym niedoczasie.
-
2015/01/17 20:27:48
O, przepraszam za ten głupawy nick, kiedyś pisałam bzdurne notki na blogi i automatycznie mnie zalogowało.
-
Gość: jakkam, *.play-internet.pl
2015/01/17 22:05:58
Mam liste 100 ksiazek (klasykow),ktore moze kiedys zdaze poznac. Kilka juz mam za soba. Kusisz mnie Jane Austin od jakiegoś czasu wiec pewnie sie poznamy. Co do "Miasteczka...." udalo sie i bylam zachwycona. Po skonczeniu stwierdzilam, ze musze raz jeszcze, bardziej swiadomie.
-
2015/01/18 09:37:08
"Pani Bovary" to jedna z moich ulubionych pozycji, dlatego gorąco zachęcam do jej przeczytania. Klasyka nie zawsze jest łatwa, ale dobra. Ja staram się przeplatać wydawnicze nowości właśnie nią. Ostatnio wpadła mi np. w ręce Maria Rodziewiczówna "Między ustami a brzegiem pucharu" i naprawdę bardzo mi się spodobała :-) Dostojewski i Trylogia to moje plany na ten rok w tej sferze.
Powyższe rady bardzo dobre i zupełne- dlatego nic więcej nie dodaję :-)
-
2015/01/18 10:17:44
Mnie do klasyki nie trzeba przekonywać, trudniej mnie namówić na przeczytanie modnych nowości. Zawsze z dystansem podchodzę do bestsellerów, czasami niesłusznie. Chłopów polecam bardzo, Panią Bovary również. Trylogia mi się podobała w czasach liceum, ale teraz nie miałabym zapału żeby się za nią zabrać. Miasteczko Middlemarch, dzięki Tobie, przeczytałam w zeszłym roku i było wspaniale. Najbardziej lubię klasykę rosyjską, angielską i amerykańską. Te książki właśnie znalazłyby się na mojej liście Top Ten, gdybym zdobyła się kiedyś na zrobienie takiego rankingu. Każdego roku sięgam po coś z klasyki, w planach na najbliższa przyszłość mam Wojnę i pokój, Moby Dicka, Lokatorkę Wildfell Hall. No i Prousta... Chciałabym po raz drugi przeczytać Ulissesa, w liceum mi się podobało i przez to podejrzewam, ze może czegoś nie zrozumiałam ;) Ale póki co mam bardzo mało czasu na czytanie, a zaczęłam Pieśń Lodu i Ognia... Zejdzie mi pewnie do lata.
-
2015/01/18 10:28:53
senstatoro - fajnie, że przeczytałaś "Miasteczko..." :) Ja też przeczytam wreszcie kiedyś ;) Z bestsellerami różnie bywa, ja jestem ostrożna, czytam recenzje i jeśli cokolwiek mnie zaniepokoi, to raczej nie sięgam, rzadko więc przeżywam rozczarowania. Z klasyką sprawa jest pewniejsza, chociaż nie wszystko przecież się każdemu spodoba. "Wojnę i pokój" też mam zamiar przeczytać! Trzymam kciuki za przygodę z Martinem, to się też świetnie czyta :)

Amatorka Cooltury - "Między ustami a brzegiem pucharu" to jednak z moich ukochanych książek wszechczasów :) Serio, zaczytywałam się nią kiedyś i teraz też czasami do niej wracam :)
-
2015/01/18 10:30:41
motoryzacjaokiemkobiety - nick faktycznie oryginalny :D Wykładam różne rzeczy ;) Głównie literaturę angielską i amerykańską, historię kultury i takie tam :) Na prywatnej uczelni filologicznej :) Powodzenia na egzaminie, takiego przedmiotu u nas nie ma, może szkoda :)
-
2015/01/18 10:32:48
jakkam - cieszę się, że "Miasteczko..." Ci się podobało :) Sto książek to na pewno dasz radę, są też listy, na których jest z tysiąc pozycji, z nimi już trudniej :D

małgorzata - dokładnie tak, nie da się czasem naprawdę zrozumieć tekstu, kiedy nie zna się innego, starszego. "Dekameron" też bardzo lubię.
-
2015/01/18 10:35:18
Isadora - mnie ci profesorowie, którzy nie znają klasyki, raczej zasmucają, niż podnoszą na duchu ;) A co do tego, że są prostsze i trudniejsze książki, to oczywiście, że tak jest. Ale - na szczęście jest ale - czasem to kwestia wprawy, oczytania, dorośnięcia do nich? Ja kiedyś nie mogłam zmęczyć Faulknera, a teraz go uwielbiam, tak samo było z Moby Dickiem, który na studiach był nie do przejścia. Tak samo z Jądrem ciemności. Może trzeba zacząć od tej prostszej klasyki, a po kilku latach dopiero rzucać się na trudniejszą?
-
Gość: Isadora, *.skybroadband.com
2015/01/18 11:37:34
Może masz rację Padmo, że trzeba dojrzeć, bo ta trudna klasyka to była obowiązkowa na mojej filologii. Zawsze chciałam dać ponowną szansę Faulknerowi, ale do Prousta to mnie nikt nie zmusi. Braci Karamazow musiałam przeczytać 2 razy bo taki był mus i nie wiem, czy po to jeszcze raz sięgnę. Choć muszę przyznać, że kiedyś byłam bardziej ambitna - kochałam dramaty Czechowa, opowiadania Turgieniewa, w wieku 16 lat miałam za sobą Malinowskiego i wiele innych książek z zakresu antropologii kulturowej, Marqueza przeczytałam całego, nie będę się tu wychwalać, a co spowodowało, że teraz u mnie na półce znajdzie się Kryminał/Romans/Kryminał/Romans? Chyba to, że kiedyś jako studentka nie miałam kasy to chodziłam do bibliotek, których półki uginały się od klasyków za to trudno było o nowości. Teraz zakupy robię w Empiku, gdzie tam rzucają się w oczy lżejsze, nowe czytadła. Takie mam głupie wytłumaczenie, ale zainspirowaliście mnie, zacznę czytać klasyków!
-
Gość: moleslaw, *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2015/01/18 13:51:52

A jest jakiś przymus czytania klasyków? Nie lepiej czytać to co chcemy, co lubimy i co sprawia nam przyjemność ? Nie przyznawać się ? Niby co to za wstyd ? Zależne jest to oczywiście od wykształcenia innej wiedzy spodziewam się po fizyku , innej po germaniście a jeszcze innej po osobie , która skończyła wiedzę o teatrze. To chyba jasne. Jednak w przypadku blogów i for internetowych zazwyczaj nie wiemy kto kim jest trudno zatem bawić się w oceny. Zresztą po co ? Dla mnie nie ma to sensu. A choćbym całe życie poświęciła czytaniu klasyki podejrzewam że całości i tak bym nie przeczytała.
Poza tym odkryta właśnie przeze mnie strona z wolnymi lekturami jest dla mnie świetnym miejscem z , którego dowiaduję się o istnieniu dzieł o których nie miałam pojęcia , zdecydowanie jestem mało zaznajomiona z klasyką. I miast się wstydzić wolę jeśli już czuję jakieś z tego powody wyrzuty sumienia , wolę zająć się nadrabianiem "braków" .
-
Gość: Isadora, *.skybroadband.com
2015/01/18 15:19:45
Jest przymus, jak studiujesz filologię. Ja również uważam, że książka ma być przyjemnością (stąd też nie chcę się przekonać np. do Prousta), choć wśród ambitnych klasyków można znaleźć prawdziwą rozkosz dla ducha, dlatego warto po takie lektury sięgać przede wszystkim dla siebie, a nie dlatego, że tak wypada.
-
Gość: zaczytany, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/01/18 16:45:12
polecam spojrzeć na bloga
redhead-in-wonderland.blogspot.com/
-
2015/01/19 16:24:19
Przyznaję się w tak doborowym towarzystwie: "Chłopów" nie zmogłam, ale ponieważ moja dobra matka, polonistka, czyta całość raz do roku (takie ma hobby), to mi przy kuchennym stole opowiedziała i zaliczyłam na 5, to w 3 klasie liceum było, czyli, hm, ponad 20 lat temu... Ale za to "Nad Niemnem", "Noce i dnie", o "Lalce" nie wspominając, kocham pasjami, a z Nałkowskiej prawie dawałam korepetycje, "Granicę" czytałam w ciągu paru lat z pięć razy i na maturze cytowałam z pamięci całe fragmenty. Klasyka jest fantastyczna. I zawsze, każdy, nawet najwięcej cztający, będzie mieć zaległości. Ja mam - czeka Stendhal, czeka Dostojewski, czeka Proust. Pamiętam, jak w "Szóstej klepce" Musierowicz dziadek - emeryt postanawia nadrobić zaległości i wypożycza z biblioteki wszystko, czego nie czytał, alfabetycznie. Może to jest jakis pomysł. Bo te "wielkie powieści" ostatnich paru lat jakoś mnie mocno zawodzą, więc chyba to dobry powód, żeby sięgnąć po klasykę. I chwała uwalnianym pozycjom, mój 1% podatku po raz kolejny w tym roku trafi do Wolnych Lektur.
-
2015/01/20 12:47:24
Przyznaje sie, przyznaje.
Calkiem niedawno napisalam na blogu o tym, ze nie przeczytalam niczego Shakespeare'a.
-
2015/01/20 20:02:40
A mi nadal wstyd, że nie czytałam Anny Kareniny... Biegnę do księgarni!
-
2015/01/31 21:21:09
Mi się teraz głupio przyznać, że ja "Chłopów" wręcz pokochałam. Podobnie "Ziemię obiecaną". Czułam, że tam tętniło życie i bardzo mi się podobały ekranizacje. Natomiast Jane Austin ani w ząb i się poprawię :) Dla Ciebie Padmo jako zatwardziałej anglistki miałabym zadanie domowe: trochę literatury niemieckiej :) Klasyka też ale i ta trochę nowsza - klasyka XX wieku. No choćby ten głupi Günter Grass ;)
-
Gość: MagdaMara, *.dynamic.chello.pl
2015/02/04 11:01:39
Ja przyznam, że do klasyki podchodziłam jak pies do jeża. A braki mam niestety ogromne. Pod wpływem tego postu postanowiłam to nadrobić i sięgnęłam po "Dziwne losy Jane Eyre" w formie audiobooka -wrażenia bardzo pozytywne, żałuję tylko że nie przeczytałam tej książki jak miałam 15-16 lat kiedy już wyrosłam z "Błękitnego zamku". Dalej będę się mierzyć z klasyką w planach mam: "Duma i uprzedzenie" "Martin Eden" "Na wschód od Edenu". W liceum bardzo podobała mi się "Lalka" i "Chłopi" a z poza lektur ogromne wrażenie zrobiły na mnie "Lochy Watykanu" Gide i po tą książkę mam ogromną ochotę sięgnąć jeszcze raz. Myślę, że takie posty są bardzo inspirujące dlatego tak lubię ten blog. Pozdrawiam.
-
2015/02/12 12:37:17
Myślę, że gusta zmieniają się z wiekiem. Po wiele książek sięgnęłam już po liceum i to był dobry wybór. Szczerze polecam "Chłopów", przeczytałam jakieś cztery lata temu i byłam zachwycona. Nie tak dawno temu sięgnęłam też po Gatsby'ego, panią Bovary, Cudzoziemkę i były to nader przyjemne lektury. Teraz przeżywam niezwykle silną miłość do Steinbecka, a w kolejce do przeczytania już czai mi się Zola i Dostojewski (w liceum "Zbrodnię i karę" przeczytała ledwo do połowy, bo zaraz przeszliśmy do następnej lektury). Dopiero teraz ci autorzy trafiają w moje gusta. Niektórych za to znielubiłam. Gimanazjalna i licealna ja lubiła Montgomery, Austen i siostry Bronte, których książki teraz wydają mi się trochę o niczym. Człowiek rozwija się i dorasta, to normalny i pożądany stan rzeczy, żeby zmieniały się także jego gusta literackie. Martwić zaczęłabym się, gdybym ciągle czytała tylko takie książki jak dziesięć lat temu.
-
2015/02/27 01:12:35
Chyba też w końcu przeczytam to Middlemarch. I Ivanhoe. Pozdrawiam
-
2015/03/02 13:31:59
Dla wielu "klasyka literatury" jest równoznaczna z lekturą, a jeśli coś jest lekturą to jest fuj. Wydaje mi się, że to częsty pogląd. Sama przyznaje się do braków, ale przecież tylko krowa nie zmienia poglądów i osądy wydane w wieku nastoletnim warto weryfikować ;-)
W ten sposób trafiła w moje ręce "Anna Karenina". Wciągnęła mnie w czasie świąt i na przełomie roku. Czytałam, a właściwie pochłaniałam każdy kolejny rozdział. Zachwycałam się dokładną analizą zachować człowieka, spostrzegawczością, plastycznymi opisami. Nawet opis polowania z perspektywy psa i długie opisy prac w polu nie sprawiły, że przestałam czytać.
Może potrzebowałam czasu, żeby zabrać się za klasyki, również te polskie.
Braki mam duże, nie ma się czym chwalić, ale liczę na to, że kolejne książki będą "tak jakoś" wpadać w moje ręce jak "Anna Karenina" i wtedy przeczytam je z przyjemnością.
-
Gość: nata, *.bartnet.pl
2015/03/09 14:04:32
U mnie akurat odwrotnie. Do niedawna czytałam tylko klasykę, nie wiedząc prawie nic o literaturze współczesnej. Już zaczęłam to zmieniać.
-
2017/02/03 11:59:28
Odkrywam właśnie tego bloga, trochę sobie skaczę po starczych notkach i jestem zachwycona. Kurcze, ale mi się podoba!
Co do klasyki sprawa nie jest prosta. Bo chociaż człowiek w wieku szkolnym czyta całe tony lektur, to z biegiem czasu wyparowują gdzieś one z pamięci...a przymus czasami też działa jak płachta na byka i rodzi opór. Zupełnie inaczej czyta się książki z własnej woli a inaczej na sprawdzian...
ja w końcu dorosłam do czytania biografii, które kiedyś śmiertelnie mnie nudziły. I uwielbiam po przeczytaniu biografii pisarza wrócić do jego utworów. Często znając życiorys, zwracamy uwagę na nowe fragmenty, albo interpretujemy je całkiem inaczej...



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...