Blog > Komentarze do wpisu

Amy Ewing "Klejnot", czyli czym się kończy podbieranie lektur córce

Nie przyznałam się wam chyba, że na samym początku tegorocznych wakacji spędziłam urocze trzy wieczory nad książkami, które kupiłam córce. Często podczytuję lektury Młodej, aczkolwiek równie często sięgam po nie tylko po to, by je po kilku stronach odłożyć. Tym razie jednak zajrzałam na pierwszą stronę i przepadłam, siłą woli powstrzymując się, by (chwilowo!) poprzestać na trzech tomach. Chcecie wiedzieć, o jakiej serii mówię? Tylko nie miejcie potem do mnie pretensji - mam na mysli cykl Kiery Cass "Selekcja", którego pierwszą częścią są "Rywalki".

Przyznaję - to zdecydowanie seria dla nastolatek. Jest w niej książę z bajki, jest i Kopciuszek, bardzo fajny, nieco buntowniczy. Są ładne sukienki (nie tylko na okładce) i jest dwóch kawalerów. Prosty przepis, który w tym wypadku się sprawdza - namówiłam na tę lekturę kilka koleżanek i wszystkie przeczytały błyskawicznie, choć przyznają, że mają lekkie poczucie winy.

Ja się czuć winna nie zamierzam, bo lektura tej książki była doskonałą rozrywką, a dokładnie tego było mi wtedy trzeba. Dzisiaj jednak to nie o "Rywalkach" chciałam wam opowiedzieć, a o książce, która nawiązuje do serii Kiery Cass nie tylko okładką. Co więcej, jest to książka, którą zdecydowanie można swojej nastoletniej córce podebrać i przeczytać z przyjemnością i bez wyrzutów. "Klejnot" Amy Ewing to bowiem doskonała pod względem warsztatowym dystopia, nad którą warto spędzić kilka godzin.

Zacznę od ciekawostki - książka ta powstała jako praca magisterska na studiach dotyczących literatury dla dzieci i młodzieży. Wyobrażacie sobie, że w ramach magisterki piszecie powieść, która jest potem tłumaczona na wiele języków i trafia na listę bestsellerów New York Timesa? Amy Ewing przytrafiło się właśnie coś takiego, ale po lekturze "Klejnotu" nie dziwi mnie to. Widać, że autorka uważała na zajęciach z kreatywnego pisania. Doskonale buduje napięcie, co jakiś czas kumulując je i rozładowując. Jej bohaterka jest wyrazista i trudno jej nie lubić, zaś to, co ją spotyka, jest na przemian straszne i piękne. Zaś zakończenie... Ale o tym później!

Klejnot to wewnętrzna część miasta, w którym mieszka Violet. Miasto podzielone jest na pięć kręgów, a Violet pochodzi z położonego najbardziej na zewnątrz Bagna. Im bliżej środka, tym bardziej zamożni są mieszkańcy i tym lepiej im się żyje. W Klejnocie mieszka arystokracja, którym nie brakuje niczego. A może prawie niczego, kobiety z Klejnotu nie mogą bowiem rodzić dzieci.

Nie oznacza to jednak, że arystokracja wkrótce wyginie. Odkryto, że niektóre dziewczęta z Bagna są w stanie urodzić dzieci innych kobiet, a w dodatku potrafią w pewien sposób posługiwać się magią. Wszystkie nastolatki z Bagna muszą więc poddawać się obowiązkowym badaniom, a jeśli okaże się, że wykazują te niezwykłe zdolności, są szkolone na Surogatki. Nie wiedzą, co je czeka, kiedy zostaną kupione na Aukcji przez bogate mieszkanki wewętrznych kręgów. Nie wszystkie nawet rozumieją, że Aukcja oznacza, iż staną się niewolnicami.

Jak na rasową bohaterkę dystopii przystało, Violet rozumie sytuację. Nie chce być Surogatką, nie ma jednak wyboru. A kiedy trafi do jednego z najważniejszych domów w Klejnocie, będzie musiała nauczyć się lawirować podobnie jak spędzające życie na plotkach i intrygach arystokratki. Nie po to, by zdobyć sobie pozycję, ale po to, by po prostu przeżyć.

Ewing świetnie buduje swój świat. Klejnot przypomina dwór królewski z epoki regencji - wszyscy knują i spiskują, łatwo nawet stracić życie. Mieszkańcy Klejnotu bywają okrutni, ale potrafią też naprawdę zaskoczyć. Autorka wie zresztą, jak sprawić czytelnikom niespodziankę, i chętnie z tej wiedzy korzysta, dzięki czemu od lektury naprawdę trudno się oderwać. Zaś po przewróceniu ostatniej strony natychmiast zajrzałam na Amazona, by sprawdzić, czy kolejny tom się już ukazał!

Czy "Klejnot" jest kopią "Rywalek"? Zdecydowanie nie! Wprawdzie widać pewne inspiracje serią Kiery Cass, których nie ukrywa ani autorka, ani wydawnictwo decydujące się na okładkę utrzymaną w stylistyce tamtego cyklu, jednak książka Amy Ewing jest zdecydowanie inna i chyba dojrzalsza. Mniej tutaj strojów i flirtu, więcej budzących dreszcze podejrzeń i niebezpieczeństw.

Doskonała lektura po męczącym dniu, którą z przyjemnością przeczyta zarówno nastoletnia czytelniczka, jak i jej mama. Istnieje ryzyko, że będziecie potem chciały częściej podbierać książki córkom, ale właściwie czemu nie? A jeśli nie macie nastoletniej córki, to nie szkodzi - w końcu kto nam broni poczuć się od czasu do czasu jak nastolatka, niezależnie od wieku? Ja, jak dobrze wiecie, bardzo to lubię. Jeśli zaś macie jeszcze lat naście, to zapewne nie potrzebujecie nawet mojej zachęty!


Moja ocena: 4.5/6

poniedziałek, 02 listopada 2015, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2015/11/02 22:52:15
Ostatnio dużo czytam takich książek. Teoretycznie jestem tylko trochę na nie za stara, ale i tak na początku mierzyłam się z pewnym poczuciem winy. Już mi przeszło, zbyt dobrze się przy tym bawię ;) "Rywalek" akurat nie lubię - przeczytałam całą trylogię, bo to się "samo czyta", ale... dla mnie jednak za dużo w tym kiecek, za mało dystopii. I nie mogłam po prostu znieść miłosnych rozterek Americi, szczególnie w "Elicie"...
"Klejnot" zapowiada się jednak dość ciekawie, chyba mnie przekonałaś ;) Nie wiem w sumie czy to dobrze, czy źle, ale to wygląda trochę jak taka "Opowieść podręcznej" dla nastolatek. Mam rację? Atwood uwielbiam, w sumie to interesujące, jak podobny pomysł sprawdzi się w takiej konwencji... :)
-
2015/11/03 00:09:09
Ja w ogóle tych ich miłosnych rozterek nie mogę znieść, nudzą mnie :D Przyznam, że w "Klejnocie" wątek miłosny też wydał mi się najmniej interesujący. I tak, można powiedzieć, że to taka "Opowieść podręcznej" w wersji młodzieżowej, choć oczywiście Atwood nieporówywalnie lepsze. Ale inspiracje widać i nie wychodzą one tej książce na złe!
-
Gość: byle do jutra, *.adsl.inetia.pl
2015/11/03 08:50:44
Książki dla nastolatek bardzo lubię i już bez wyrzutów sumienia po nie sięgam ;) w końcu muszę (chcę!) wiedzieć co za kilkanaście lat będą czytały moje córki. Na razie mają 3,5 roku wiec mam szansę dobrze wybadac rynek ;) Dziękuję za polecenie, obie lądują na stosiku!
-
2015/11/03 08:55:35
Ja też podbieram córce książki:D Z reguły sięgam po te, z którymi chodzi po domu, bo wtedy wiem, że są mocno wciągające:) Rywalki czytałam i pierwszy tom nawet mnie wciągnął, natomiast dwa następne mnie męczyły. Na Klejnot mam ochotą, najpierw muszę jednak przetestować na córce:)
-
2015/11/03 16:41:48
Jesli chodzi o Rywalki Keiry Cass to przeczytalam tylko analize na jakims blogu, ubawilam sie setnie i postanowilam, ze nie bede tykac. (Wizja biedy u pani Cass, takiej prawdziwej biedy - to wizja rodziny, ktora musi sie ograniczac z uzywaniem cytryny do herbaty...).
Natomiast Ewing postanowilam sprobowac, kiedy ktos powiedzial, ze to taka Opowiesc podrecznej w uproszczonej wersji dla nastolatek. No wiec moze, moze.
Ja kupuje corce ksiazki, na ktore jest jeszcze za mala (ze niby bedzie na pozniej....)
W ogole ciekawie sie czyta o lekturach dla Oli i nie mialabym nic przeciwko wiekszej ilosci takich inspiracji :)
-
2015/11/03 18:36:07
Wspaniały blog ! Piszesz merytorycznie, ciekawie i
oryginalnym językiem. Pozostaje tylko zapoznać sie
z książką. Pozdrawiam.
P.S.
Zapraszam również do mnie, blog o życiu w więzieniu.

-
2015/11/06 11:32:57
Dzięki za kolejny fajny wpis
-
2015/11/06 19:04:06
Takie podbieranie jest miłe, ja podbieram książki synowi, przynajmniej jestem na bieżąco. Za parę lat zacznę zacznę interesować się lekturami córki. Pozdrawiam
-
2015/11/09 09:52:11
A ja mam w rodzinie nauczycielkę, która ma w domu prawdziwą bibliotekę, także bez problemu znajdę u niej każdą pozycję:)
-
2015/11/09 15:13:22
mamcisnienie - idealnie, fajnie mieć taką osobę w rodzinie :)

dosia1331 - z dwójką masz jeszcze więcej możliwości niż ja :D

mobiwash - proszę bardzo :)

zyciewkrate - dziękuję za miłe słowa, zajrzę!

selkie - hihi, bo "Rywalki" to jest niezła rozrywka, widocznie nawet w formie recenzji :D A co do większej ilości wpisów o lekturach Oli, to czemu nie, choć przyznam, że nie wszystko, co ona czyta, ja dałabym radę przełknąć ;)

Gosia B. - A ja łyknęłam wszystkie trzy i pewnie kiedyś sięgnę po resztę :) Moja nie chodzi z książkami po domu, tylko się zaszywa w kąciku, masz łatwiej :)

byle do jutra - czas szybko leci, badaj rynek i gromadź zapasy :D
-
2017/07/12 21:37:58
Całkowicie się z Panią zgadzam co do recenzji. Książka Amy Ewing, mimo podobieństw do serii "Selekcja", jest intrygująca, wciągająca i urzekająca. Uwielbiam motyw arystokracji, więc byłam dość krytyczna pod tym względem, ale autorka poradziła sobie z tym świetnie. Bardzo mi się podobało samo ich przedstawienie.
Końcówka... WOW. Takiego obrotu spraw się nie spodziewałam. Dzięki temu z niecierpliwością czekałam na kontynuację. Jestem pełna podziwu dla tego debiutu. Coś fantastycznego!
Bardzo dobra recenzja. :)
Pozdrawiam serdecznie.
ksiazkowarecenzownia.blogspot.com



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...