Blog > Komentarze do wpisu

Niedzielna dziesiątka - książki, które uchodzą za trudne

Czytacie trudne książki? Trudne, czyli takie, które czyta się nie tylko dla rozrywki, ale po to, żeby poszerzyć sobie horyzonty i dowiedzieć się czegoś nowego o tym, jak można pisać. Takie, których lektura stanowi prawdziwe wyzwanie i którym czasem, mimo szczerych chęci, nie możemy sprostać. Wyzwania dotyczące liczby przeczytanych w ciągu roku książek są bardzo popularne, ale dlaczego nie mielibyśmy spróbować czegoś innego? Może to właśnie w tym roku uda nam się przeczytać książki, których lekturę od zawsze odkładamy na później? Dla tych, których ten pomysł kusi, przygotowałam listę dziesięciu książek uważanych za trudne, z którymi na pewno warto się zmierzyć.

Oczywiście, książka może być trudna dla jednego czytelnika, a przystępna dla innego. „Trudność” nie jest mierzalna i może podlegać dyskusji. Wybrałam książki, które mogą uchodzić za trudne z wielu powodów – czasem ze względu na objętość i zawiłą fabułę, czasem zaś z powodu eksperymentalnego stylu. Nie ujęłam tu książek, które mogą być trudne, ponieważ dotykają ciężkich, zasmucających tematów – uważam, że stanowią oddzielną kategorię. Na liście znalazły się zarówno książki, które czytałam i z pełnym przekonaniem stwierdzam, że warto się z nimi zmierzyć, jak i takie, których lekturę dopiero planuję. Może właśnie w tym roku?

1. William Faulkner „Wściekłość i wrzask”

Nie czytałam wszystkich książek Faulknera, jednak z tych, które czytałam, największe wrażenie zrobiła na mnie właśnie ta i wracam do niej od czasu do czasu. Trudność leży w sposobie narracji, prowadzonej momentami w formie rasowego strumienia świadomości. Co gorsza, narratorów jest trzech, a pierwszym z nich jest upośledzony psychicznie chłopiec, który nie potrafi snuć spójnej opowieści. Czy jednak warto się z taką lekturą zmierzyć? Zdecydowanie tak – to niesamowita, wielopłaszczyznowa książka, która powoli odkrywa swoje tajemnice. Po przewróceniu ostatniej strony będziecie czuli potrzebę przeczytania całości jeszcze raz.

2. Gabriel Garcia Marquez „Sto lat samotności”

Mój wielki wyrzut sumienia – mam tę książkę chyba od zawsze i od zawsze planuję lekturę. Podobno to powieść totalna, zaś trudność polega między innymi na tym, że wielu bohaterów nosi to samo imię – Aureliano. Wiem już, że podczas czytania powinnam rysować sobie drzewo genealogiczne rodu Buendiów. Historia tej rodziny to zarazem metaforyczna opowieść o ludzkim losie. Trudno się zdecydować na lekturę, bo prawdopodobnie będzie wymagała sporo czasu i skupienia, jednak nieznajomość tej książki bardzo mnie gryzie!

3. Herman Melville „Moby Dick”

Z tą książką z kolei dzielę skomplikowaną przeszłość. Na studiach jej nie zrozumiałam, a że nie była lekturą obowiązkową, to przekartkowałam ją raczej niż przeczytałam. Potem sama zaczęłam uczyć historii literatury amerykańskiej, wypadało więc się zapoznać z jednym z najważniejszych tekstów z sylabusa. Poświęciłam na tę lekturę trzy letnie tygodnie i się w niej zakochałam. Czytałam ją potem jeszcze kilkukrotnie, za każdym razem odkrywając coś nowego. Studentom jednak pozwoliłam na lekturę wybranych rozdziałów, nie wymagając znajomości całego tekstu. Dlaczego? Na arcydzieło Melville’a składają się bardzo różne fragmenty. Autor nie oszczędza czytelnika i poświęca część rozdziałów na opisy biologii wielorybów, na wprowadzenie do wielorybnictwa i wiele innych zagadnień, które nie mają bezpośredniego związku z fabułą. Jest nawet kazanie! Dlatego na początek można ominąć niektóre rozdziały, ewentualnie tylko je przekartkować, a gdy się już łyknie bakcyla i pokocha tę nietypową powieść, przeczytanie całości przestanie być problemem.

4. J. R. R. Tolkien „Silmarillion”

Tę książkę, która dość często pojawia się w zestawieniach lektur, przez które ciężko przebrnąć, swego czasu przeczytałam w ekspresowym tempie. Nie sprawiła mi żadnego problemu, ale zapewne przyczyną było to, że zakochana byłam wtedy (właściwie nadal jestem) w wykreowanym przez Tolkiena świecie, a kompendium wiedzy na temat historii i mitologii  tego świata wciągnęło mnie bez reszty. Jednak przyznać należy, że nie jest to łatwa lektura – zawiera cały wszechświat, z jego mitami i legendami, z bogami, z historią wojen, opisem zasiedlających go ludów. No i nie ma w niej hobbitów, co może rozczarować niektórych czytelników. Rozmach i drobiazgowość tego dzieła robi jednak ogromne wrażenie, poza tym to prawdziwa skarbnica fascynujących opowieści.

5. Thomas Mann „Czarodziejska góra”

Kolejna książka, po którą mam zamiar sięgnąć od bardzo dawna. Rozmowy dwóch bohaterów, mityczna przestrzeń sanatorium położonym na czarodziejskiej górze, senna atmosfera i niespieszna narracja, która podobno najpierw usypia, a potem uzależnia. Słyszałam, że nie powinno się czytać tej książki po kawałku, z doskoku – trzeba się jej oddać. Kiedyś spróbuję.

6. Juan Manuell Marcos „Zima Guntera”

Dość niepozorna książka o niespecjalnie pokaźnych gabarytach to podobno jedna z najważniejszych powieści wydanych na przestrzeni ostatnich 40 lat w Paragwaju. Przeczytałam ją niedawno i mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że to doskonały przykład trudnej, choć satysfakcjonującej lektury. To opowieść o podróży pewnego urzędnika i jego żony, ale fabuły tu niewiele. Mamy za to piękny strumień świadomości, liczne retrospekcje i mnóstwo aluzji do historii Paragwaju i innych krajów Ameryki Południowej. Książka o przeszłości i jej wpływie na teraźniejszość, pełna gniewu. Nie sądzę, że ją naprawdę zrozumiałam, brakuje mi wiedzy – być może sięgnę po nią kiedyś ponownie, po lekturze jakiejś porządnej książki dotyczącej tego regionu.

7. James Joyce „Finneganów Tren”

Zastanawiałam się, czy umieścić na tej liście książkę Joyce’a, bo nie mam raczej zamiaru jej czytać, wydaje mi się jednak, że pominięcie jej byłoby niedopatrzeniem. Być może niektórzy z was spodziewali się zobaczyć tu „Ulissesa”, uważam jednak, że ta książka nie jest tak trudną lekturą, za jaką uchodzi. Chcecie się przekonać na własnej skórze? Spróbujcie czytać ją na głos, najlepiej w oryginale, w niewielkich fragmentach. Zdania Joyce’a są tak pełne muzyki, że przyjemnie jest je wypowiadać na głos. „Ulisses” jest zresztą powieścią pełną humoru i naprawdę da się ją przeczytać. „Finneganów Tren” to chyba całkiem inna historia. Jej tłumacz, Krzysztof Bartnicki, pracował nad przekładem przez 10 lat! Krytycy spierają się co do jej wymowy, niektórzy są wręcz zdania, że Joyce napisał ją w formie żartu i że nie ma ona sensu. Nawet ukazanie się polskiego tłumaczenia wzbudziło kontrowersje, a tłumacz musiał zmierzyć się z falą internetowego hejtu. Jeśli więc chcecie zmierzyć się z dziełem naprawdę trudnym, nic bardziej odpowiedniego na mojej liście nie znajdziecie.

8. Virginia Woolf „Fale”

Chyba najtrudniejsza książka pisarki, którą kocham od momentu, kiedy jako świeżo upieczona studentka anglistyki z lekkim drżeniem otworzyłam „Panią Dalloway”. Potem pochłaniam kolejne jej książki, dopóki nie zatrzymały mnie „Fale”. W tej naprawdę eksperymentalnej powieści autorka skupia się na formie, a nie na treści. Akcji praktycznie nie ma – wartość leży w języku, w rytmie słów. Wtedy była to dla mnie za trudna lektura, ale teraz mam ochotę sprawdzić, czy coś się w tej kwestii jednak nie zmieniło.

9. Thomas Pynchon „Tęcza grawitacji”

Na polski przekład tej ważnej powieści postmodernistycznej czekaliśmy prawie 30 lat. To pokaz erudycji autora, który oczekuje, że czytelnik będzie posiadał wiedzę chociażby z dziedziny fizyki. Książka-zagadka, pełna dygresji i wątków pobocznych, która jest dyskusją z historią XX wieku, a być może także z historią literatury. Na temat „Tęczy grawitacji” napisano całe tomy, część z nich zaś poświęcona jest po prostu wytłumaczeniu, o co właściwie w tej książce chodzi! Pynchon to tajemniczy pisarz, który bardzo strzeże swojej prywatności, a jego książki, choć trudne, uważane są za jedne z najważniejszych powieści współczesnych.

10. Fiodor Dostojewski „Bracia Karamazow”

Książka, która odstrasza czytelników samą objętością. Jest to wielowątkowa i bardzo gęsta opowieść, chwilami nużąca, ale bez wątpienia warta poświęconego czasu. Wiele osób uważa ją za jedną z najważniejszych książek, jakie kiedykolwiek zostały napisane, a nawet jeśli nie podzielicie tej opinii, powinniście docenić niezwykły kunszt autora, który buduje swoich bohaterów z niesamowitym wyczuciem. Polecam bardzo soczyste tłumaczenie Adama Pomorskiego!

 

Czytaliście którąś z tych książek? A może wszystkie? Zgadzacie się z opinią, że to trudne lektury? A może coś byście do tej listy dopisali? Zabrakło mi miejsca na wiele pozycji, które zapewne powinny się tu znaleźć!



niedziela, 17 stycznia 2016, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/01/18 00:11:44
Tolkiena nie trawię, Marcosa nie znam, Joyce`a może przeczytam, ale wydaje się, że jest przereklamowany. Pozostałe znam a całości prawie wszystkie, tu mi wypadły w komentarzu tytuły, bo nie ma podglądu do wpisu ;-) Czytam tylko trudne książki i te, które muszę zawodowo ;-) Polecam "Śmierć Wergilego" Hermanna Brocha, a swego czasu wielkie wrażenie wywarł na mnie "Doktor Faustus" Manna, o wiele większe niż "Czarodziejska Góra". Ale czy to trudne? Trudno mi ocenić, bo dla mnie były fascynujące.
-
2016/01/18 00:19:13
Mnie Sillmarilion zachwycił od pierwszego czytania, ale ciągle nie mogę przebić się przez "Czarodziejską górę", pierwsze strony mnie pokonują i usypiają.
-
2016/01/18 00:38:12
O, przepraszam, "Tęczy grawitacji" nie znam. To powieść czy naukowa, jak "Krótka historia czasu" Hawkinga?
-
Gość: maj, *.cab.prima.net.ar
2016/01/18 02:04:09
Ja bym jeszcze dodała w Poszukiwaniu straconego czasu...zabieram sie za nią od kilku lat.
-
2016/01/18 05:31:53
Czytałam jedynie "Sto lat samotności" - warto, absolutnie warto, jedna z najlepszych i najpiękniejszych książek jakie czytałam. Reszty niestety nie znam. Zaskoczyłaś mnie z "Zimą Guntera", bo nie słyszałam o tej książce nawet na zajęciach z literatury latynoamerykańskiej, muszę się dowiedzieć więcej :)
-
2016/01/18 08:27:26
archato - "Tęcza grawitacji" to powieść, ale powieść encyklopedyczna, dość specyficzna. "Śmierci Wergilego" nie znam, zapisuję sobie tytuł, ale "Doktora Faustusa" czytałam i też zrobił na mnie wrażenie. I faktycznie, nie uważam, żeby była trudna. A, podgląd wpisu włącza się, klikając na nagłówek Treść wpisu, który znajduje się obok nagłówka Komentarze :)
-
2016/01/18 08:32:06
Agata - ta książka jest chyba bardzo mało znana, prawie nie ma recenzji, a polskie wydanie jest bardzo świeże. "Sto lat samotności" muszę wreszcie przeczytać! :)

maj - myślałam o tym, ale założyłam, że na pewno ktoś tę książkę doda :) Kiedyś ją przeczytam, ale to też trudna decyzja ze względu na ilość tomów :)

kasiek - Podobno trzeba mieć naprawdę dobry nastrój do tej książki i wtedy zachwyca. Jeszcze spróbuję :) Silmarillion jest cudowny :)
-
Gość: Gosia, *.press-service.com.pl
2016/01/18 08:33:53
Czytałam 6 i pół pozycji z Twojej listy - dobrnęłam do połowy Silmarilionu i wymiekłam (niestety zaczynając przygodę z Tolkienem od tej książki długo nie wiedziałam co tracę). Jestem całkowitym przeciwieństwem Kasiek - Czarodziejską Górę uważam za cudowną lekturę (mimo że do połowy pierwszego tomu również nie za bardzo mogłam wejść w ten świat, to jak już się 'wdrożyłam', bardzo byłam niezadowolona na końcu drugiego tomu, że to już koniec). Co do Virginii Wolf i Joyce'a - strumień strumieniowi świadomości nierówny ;) Fale przeczytałam z dużą przyjemnością, za to Joyce'a poza Portretem artysty z czasów młodości nie trawię...
Dostojewskiego polecam.
-
2016/01/18 08:37:57
Znam Tolkiena, Marqueza i Manna. Każda inna, nie sposób ich porównywać, choć jeśli wspólnym mianownikiem jest tutaj "trudność", to rzeczywiście mogły znaleźć się w jednym zestawieniu. Żadnej z nich nie odebrałam jako "trudnej", myślę, że znacznie większą przeszkodę stanowiłyby dla mnie powieści eksperymantalne od strony formalnej, choćby "Fale", o których wspominasz.
Chylę za to czoła przed znojem pana Bartnickiego. Nie wiem, czy byłabym w stanie tak totalnie oddać się przekładowi jednego tylko dzieła, by poświęcić nań dziesięć lat życia. Z doświadczenia wiem, jak bardzo absorbująca jest praca nad tłumaczeniem, w tym duchowym sensie. Człowiek zaczyna żyć podwójnie, wchodzi w myśli i emocje autora, staje się nim w pewnym sensie. I oddaje cząstkę siebie. Jest to zaangażowanie totalne, nieodwracalne. Nie wyobrażam sobie pustki, jaka powstaje, kiedy postawi się ostatnią kropkę...
-
Gość: Marta, *.warszawa.vectranet.pl
2016/01/18 09:02:12
"Braci Karamazow" i "Sto lat samotności" przeczytałam jeszcze w liceum, obie mnie zachwyciły. Tej drugiej nie uznałabym za książkę trudną, myślę, że trochę ją demonizujesz ;) Czytałam ją drugi raz po latach i wciąż mi się podobała. Za to sama nigdy nie przebrnęłam przez "Rozmowę w Katedrze" Llosy, chociaż przy drugim podejściu przeczytałam ponad połowę. I podobnie z "Czarodziejską Górą".
-
2016/01/18 09:13:38
Czytałam Marqueza i w ogóle nie wydawał mi się trudny :O Oczywiście, robiłam w trakcie lektury drzewko genealogiczne. Ale czytałam z zapartym tchem i nie mogłam się oderwać :) Poległam na Mannie i Moby Dicku, ale do tego drugiego na pewno wrócę, nawet kupiłam sobie swój egzemplarz. W planach mam też Faulknera, czytałam inne jego książki i faktycznie uważam go za trudnego pisarza, ale wartego poświęconego czasu.
-
Gość: Pigletta, *.static.ip.netia.com.pl
2016/01/18 09:22:14
Sto Lat Samotności czytała już kilkanaście razy i wprost uwielbiam :) Silmarillion chętnie bym przeczytała jeszcze raz, ale niestety pożyczyłam i już do mnie nie wrócił :(, a chętnie bym wróciła do lektury. Pozostałe jeszcze przede mną. Joyce mnie nięci i kusi, ale nigdy nie zdołałam przeczytać Ulissesa, choć może jeśli skorzystam z Twojej rady pójdzie sprawniej. Dostojewskim kiedyś, w czasach liceum, zaczytywałam się namiętnie, ale w sposób tak bezrefleksyjny, że nawet nie pamiętam czy Braci Karamazow przeczytałam... Chyba to znak, że powinnam do nich wrócić... Na szczęście to dopiero początek roku!
-
2016/01/18 09:33:44
Faulkner, Malville i Dostojewski - przeczytane ale nie z własnej nieprzymuszonej woli, tylko z obowiązku studenckiego. Muszę przyznać, że żadna z tych lektur nie przyszła mi łatwo, a Dostojewskiego i Melville'a wspominam niechętnie - zupełnie nie mój styl. Gdyby nie obowiązek to tych dwóch książek nigdy bym nie przeczytała.
Do Sirmarillionu miałam dwa podejścia, jeszcze jako nastolatka i szybko zrezygnowałam. Ale ostatnio przymierzam się do powrotu do książek Tolkiena, wiec kto wie ;)
Ze swej strony mogę dodać książkę Jaume Cabre "Wyznaję" - przeczytałam okołu 100 stron i odpuściłam. Nie lubię czytać na siłę, a tutaj sposób pisania, skoki w czasie i brak spójności skutecznie mnie zniechęciły. Ale wiem, że wiele osób ta książka zachwyciła.
-
2016/01/18 09:39:08
Wiadomości o trudności niektórych z książek przez Ciebie wymienionych można uznać za mocno przesadzone ;-) - w przypadku "Stu lat..." trudność polega w zasadzie na galimatiasie imion, w przypadku "Moby Dicka", na nudnych dłużyznach a "Bracia Karamazow" i "Czarodziejska Góra" klasyfikację zawdzięczają chyba objętości :-)
-
Gość: Ulina, 31.10.165.*
2016/01/18 11:24:47
Dla mie wyzwaniem, ktoremu sie kilka miesiecy temu stawilam sa "Nedzicy" Viktora Hugo. w poczekalni "Sto lat samotnosci" i "Czarodziejska gora" Inne tytuly bede musiala sprawdzic, ale juz dziekuje za pomysly.
Moja przyjaciolka przeczytala kilka late temu z podobnej motywacji "Wojne i pokoj"
No i jakbym mogla zapomniec: "Miasteczko Middlemarch" (dzieki Tobie Padmo) ale utknelam mniej wiecej tam gdzie Ty ;)
-
2016/01/18 12:45:39
"Pielgrzym nad Tinker Creek" Annie Dillard - cudowna, wartościowa książka, której nie mogę dać rady... Tu akurat nie chodzi o objętość ani o trudności w zrozumieniu, ale o rytm opowieści. Czytałam tą książkę jakiś czas temu, codziennie, wieczorami, po pracy i jest to chyba jedyna pozycja, która mnie skutecznie usypiała ;( Dillard pisze naprawdę pięknie, ale język "Pielgrzyma" to coś pomiędzy stylistyką eseju filozoficznego a strumieniem świadomości. Jest taki piękny film Rona Fricke'a - "Baraka" (1992)- opis podróży a właściwie medytacja nad kondycją naszej planety, ekologii itp. Zamiast fabuły i dialogów - obraz za obrazem, mający "pobudzić" przemyślenia widza. U Dillard jest odwrotnie - mnóstwo treści przekładającej się automatycznie na niekończący się ciąg obrazów, od mikrokosmosu po makrokosmos. Trzeba czytać naprawdę uważnie, żeby się nie pogubić... Mam nadzieję, że tym razem dotrwam do końca ;) A książkę oczywiście polecam
-
2016/01/18 13:51:56
Również nie uznałabym "Stu lat samotności" za trudną powieść. Czytałam ją na przełomie liceum i studiów, zakochałam się i wsiąkłam z kretesem. A rysowanie drzewa genealogicznego to w większości sag się przydaje.
-
Gość: Gosia, *.press-service.com.pl
2016/01/18 14:35:49
A ja się zgadzam z Marlowem
-
2016/01/18 14:37:27
nie widzę "Death Kit" Susan Sontag (znanego w Polsce jako "Zestaw do śmierci"), książki wiecznie aktualnej (bo ludzie umierają, jak umierali)
-
2016/01/18 15:18:35
Dzień dobry:). Pragnę się najpierw przywitać, bo piszę po raz pierwszy. Mam zaliczone dwie pozycje z listy - "Sto lat..." (wcale nie takie trudne, bohaterowie tylko mogą się mylić, ale przydaje się narysowanie drzewka) oraz "Moby Dick" (przeczytany w całości i w oryginale, no... to było rzeczywiście wyzwanie). Z innych trudnych lektur chyba "Ulisses" często jest wymieniany jako takie super ambitne wyzwanie - ja na razie nie mam na niego ochoty:).
-
Gość: Moniqa, *.static.ip.netia.com.pl
2016/01/18 17:15:11
Zaczęłam kiedyś czytać Silmarillion, ale niestety na próbie tylko się skończyło ;)
Zapraszam na mojego niedawno otwartego bloga zmolowana.blogspot.pl
-
2016/01/18 17:43:04
Ja czytałam połowę (Marqueza, Melville'a, Manna i Woolf), resztę mam na swojej liście (z wyjątkiem "Zimy Gunthera", o której podobnie jak Agata słyszę po raz pierwszy, ciekawe).

"Moby Dicka" czytało mi się cudownie i podobały mi się nawet te szczególiki anatomiczne, dla mnie to było fantastyczne, że autor aż z taką skrupulatnością podchodzi do tematu :). Z kolei jeśli chodzi o Manna - ostrożnie nie zgodzę się z Marlowem, przez dyskusje Naphty i Settembriniego brnęłam w mękach, ale nie wiem, czy to też nie kwestia tego, że zabrałam się za tę lekturę trochę za wcześnie. "Fale" wspominam dobrze, to piękna książka, chociaż faktycznie najtrudniejsza Virginii. A co do Marqueza, zgadzam się z innymi komentującymi - nie jest tak trudny, jak Ci się wydaje :). Ale drzewko genealogiczne na pewno nie zaszkodzi, jest bardzo ładne na polskiej Wikipedii (mój znajomy robił).

"Finneganów Tren" czeka u mnie na półce, w oryginale i w przekładzie, narzeczony mi kupił, chyba po to głównie, żeby mnie tą książką dręczyć, bo nie mam najmniejszej ochoty jej czytać :). Nie to, żeby złe doświadczenia z "Ulissesem" - przeciwnie, byłam nim zachwycona (przy okazji polecam tym którzy jeszcze nie czytali - albo czytali i nie zrozumieli - poświęcony mu tekst Nabokova w "Wykładach o literaturze", baaardzo pomaga!), ale po lekturze fragmentów sama mam wrażenie, że "Finnegans Wake" to jakiś okrutny żart :).

Faulknera chciałabym nadrobić w tym roku, co będzie z resztą - zobaczymy.
-
2016/01/18 17:45:43
I wyszło na to że inżynier, a liczyć nie umie ;). Oczywiście nie połowę, a 4/10 :).
-
2016/01/18 19:17:26
Sillmarillion to jest jedna z najgenialniejszych książek jaką zdarzyło mi się czytać. Trudna? Niee
-
2016/01/18 21:43:34
Ja robię bezpieczne podchody do Woolf, bo po paru nieudanych próbach poległam. (Może powinnam ją sobie zostawić na jakiś urlop i czytać przy świetle dziennym wypoczęta i ze świeżym umysłem, bo do poduchy zawsze mnie usypiała, niestety). Ale z takich nowszych pozycji - nie klasyków - to chyba dodałabym "Wyznaję" Cabre... i może nie chodzi mi tu o to, że to niezwykle trudna pozycja, ale z pewnością wymaga uwagi i skupienia od swojego czytelnika. Po raz pierwszy spotkałam się tu z tak cudownie poprowadzoną narracją, w której czasem można się zagubić :)
-
2016/01/18 22:11:39
zabaa - Myślę, że znajomość z Woolf warto zacząć od łatwiejszych tytułów. Wydawnictwo Karakter wydało ostatnio cudowny zbiór esejów Virginii Woolf, mogą stanowić dobry wstęp. Albo któraś z wcześniejszych powieści, albo choćby moja ukochana "Pani Dalloway". A co do Cabre to ciekawe jest, co mówisz - ta książka czeka na mojej półce i zachęciłaś mnie tą uwagą o narracji!

justinehh - Ja też ją uwielbiam, ale znam takich, którzy nie dali rady jej przeczytać :)

naia - Teraz też uwielbiam wszystkie te szczegóły w "Moby dicku", ale podczas pierwszego czytania nie mogłam przez nie przebrnąć :D Ja nie uważam Marqueza za trudnego - nie mam w tej kwestii zdania, bo tej książki wciąż nie czytałam. Za to spotkałam się z wieloma opiniami, że to książka cudowna, piękna itd., ale nie taka łatwa ze względu na wolną narrację i nadmiar osób, dlatego ją umieściłam w zestawieniu :D Muszę wreszcie sprawdzić sama, jak z nią jest...
A Twój chłopak okrutny jest, takimi lekturami Cię obdarowywać :D Cenna uwaga co do "Ulissesa", faktycznie lektura Nabokova powinna bardzo pomóc!
I trzymam kciuki, żebyś znalazła czas na Faulknera!
-
2016/01/18 22:18:08
anniem6 - Miło mi, że się odzywasz :) "Moby dick" w całości i w oryginale przy pierwszym podejściu? Super, gratulacje! :D Co do "Ulissesa" to ja też bym już go chyba nie chciała czytać, ale nie była to jakaś niemożliwa do przeżycia lektura :)

finfri - Ciekawa propozycja! Nie czytałam tej książki Sontag, może kiedyś spróbuję!

madika - Tak podejrzewałam, ale sporo osób twierdzi, że miało z nią problemy. Spróbuję sama i sprawdzę :) Koniecznie z drzewkiem :D

kako - Czytałam książkę Dillard i jest to jedna z ważniejszych lektur w moim życiu, ale masz rację, że nie czytało się jej lekko. Jest bardzo gęsta i trzeba ją czytać w dużym skupieniu. Mnie to zajęło chyba kilka miesięcy, w tym czasie odkładałam ją i ponownie wracałam. A teraz lubię do niej od czasu do czasu zaglądać i czytać fragmenty. Trzymam kciuki, żebyś przez nią przebrnęła! A "Baraka" to piękny film, zgadzam się! Oglądałaś "Samsarę"? To kolejna odsłona tego samego pomysłu, nieco inna, już nie tak świeża jak "Baraka", ale też warto.
-
2016/01/18 22:25:38
Marlow - Takie właśnie przyjęłam kryteria :D Moim zdaniem niewiele jest lektur obiektywnie trudnych, ale czasem książka sprawia trudność choćby dlatego, że narracja jest bardzo niespieszna, książka długa, a czytelnik współczesny niezbyt cierpliwy ;) Ja nie mam problemu z czytaniem powieści eksperymentalnych, ale to prawdopodobnie dlatego, że nauczyłam się, jak je czytać i rozumieć. Wydaje mi się, że na miano "trudnych książek" być może powinny zasłużyć tylko takie książki, do których zrozumienia potrzeba dodatkowej wiedzy, jak na przykład w przypadku "Zimy Guntera", albo "Tęczy grawitacji". Ale subiektywnie trudne może być jednak wszystko, na przykład "Księgi Jakubowe" :)

Ulina - "Miasteczko Middlemarch" to mój wielki wyrzut sumienia :D Po cichu powiem, że wyjęłam je znowu na wierzch i może podejmę próbę numer dwieście piętnaście ;) A "Wojny i pokoju" nie czytałam, nawet cieszę się, że ta lektura jeszcze przede mną!

Magda - Czytanie pod przymusem w ogóle jest mniej przyjemne, ale co zrobić? :) Zacznij Tolkiena jednak od czegoś innego, a "Silmarillion" możesz podczytywać w międzyczasie, wydaje mi się, że to dobra metoda! Co do Cabre, to opinie faktycznie są bardzo podzielone. Podobno inne jego książki czyta się dużo łatwiej. Ja mam na półce "Wyznaję", ale czeka na swój moment :)
-
2016/01/18 22:31:52
Pigletta - Uch, strasznie nie lubię, kiedy pożyczone książki do mnie nie wracają, współczuję więc! Może uda Ci się "Silmarillion" gdzieś zdobyć z dobrej cenie - trzymam kciuki! Co do lektur z czasów licealnych to faktycznie - często warto do nich wrócić po latach, bo wtedy się jednak inaczej czytało. Ja też czytałam sporo Dostojewskiego jako nastolatka, chociaż akurat "Braci Karamazow" nie miałam, więc ich wtedy pominęłam. Ale powinnam kiedyś wrócić do "Zbrodni i kary", "Idioty" i innych... Możemy się zdopingować wzajemnie :)

zielonykot8 - Tak, Faulkner wart jest poświeconego lekturze wysiłku! Co do Marqueza to muszę się wreszcie przekonać :)

Marta - Myślę, że dla mnie "Sto lat samotności" nie będzie trudną lekturą, ale ujęłam je w zestawieniu, bo wiele osób postrzega tę książkę jako trudną. Chociaż, jak widać po komentarzach, tutaj takich osób nie znajdziemy :D Co do "Rozmowy w katedrze" to dziękuję za przypomnienie - właściwie powinnam była tę książkę umieścić na liście, bo to faktycznie nie jest łatwa lektura, chociaż ja przeczytałam ją kiedyś z wielką przyjemnością. Trafiła na właściwy czas :)
-
Gość: Pozycje Obowiązkowe, *.toya.net.pl
2016/01/18 22:35:08
Uwielbiam trudne książki! A 100 lat samotności jest naprawdę genialne, ja łyknełam w jedną noc ( i może dzięki temu nie pomylili mi się bohaterowie ;) ) .
pozycjeobowiazkowe.blogspot.com/?m=1
-
2016/01/18 22:36:31
Do "Braci Karamazow" na pewno dotrę, a "Sto lat samotności" to jedna z moich ulubionych- absolutnie wg mnie nie trudnych ;-)
-
2016/01/18 22:37:59
dachauka - Też o tym myślałam, i zastanawiałam się, co czuł pan Bartnicki stawiając tę ostatnią kropkę. Pustkę? Ulgę? Smutne jest to, że ten ogromny trud nie został nargodzony uznaniem czytelników... Co do książek, to ja akurat nie mam problemów czytaniem powieści eksperymentalnych, o ile mają rozsądną objętość :D Aczkolwiek masz rację, że są obiektywnie dużo trudniejsze od książek Manna czy Tolkiena :)

Gosia - Jest dokładnie tak, jak piszesz - strumień strumieniowi nierówny :D Zabrzmiało to bardzo tajemniczo ;) Ja kocham wszystko, co wyszło spod pióra Virginii Woolf, za to nie przepadam za Joycem. Nie lubię też "Portretu artysty...", choć to łatwa książka. Nie podoba mi się jednak postać głównego bohatera, nie umiem się z nim zidentyfikować, irytuje mnie. "Ulisses" podobał mi się ze względu na brzmienie i tyle :) Strumień świadomości u Faulknera jest jeszcze inny. I dziękuję za zachęcenie mnie do Manna i Dostojewskiego :)
-
Gość: Isadora, *.skybroadband.com
2016/01/18 23:27:33
Zgadzam się z przedmówcami, Sto lat samotności nie uznałabym za trudną lekturę przeczytałam ją jeszcze jako nastolatka i od tamtej pory to jedna z najlepszych moich książek (inne dzieła Marqueza są znacznie trudniejsze w odbiorze), z ciężkich pozycji dorzuciłabym Kafkę i nie mam na myśli Procesu, ale jego opowiadania, a z Faulknera "Absalomie Absalomie", a co powiecie na Dziady Mickiewicza, no właśnie to nudne czy trudne?
-
Gość: , *.armasan.pl
2016/01/19 18:37:42
Zapraszam na konkurs! Wykaż się swoją kreatywnością i zgarnij książkę!
naprzestrzeniwyobrazni.blogspot.com/2016/01/konkurs.html
-
2016/01/19 19:57:59
Muszę sprawdzić jaki jest hiszpański tytuł "Zimy Guntera" i przejrzeć notatki z wykładów, może gdzieś się znajdę coś więcej na jej temat ;) Co do "Stu lat samotności" to zgadzam się z osobami wyżej, nie jest to trudna lektura, co rok lub dla odnawiam znajomość z rodziną Buendia. Do trudnych lektur zaliczyłabym jeszcze Prousta na którym poległam jako nastolatka.
-
2016/01/19 20:07:57
Właśnie myślałam ostatnio żeby zacząć od "Pani Dalloway" albo od "Latarni morskiej", ale skoro już zaznaczyłaś, że "Pani Dalloway" ukochana niech więc tak się stanie. Akurat twojemu gustowi zawierzam :D W końcu co roku mnie mobilizujesz, żeby jeszcze raz sięgnąć po Jane Austen albo innego zacnego klasyka :)

A co do Cabre to naprawdę polecam. Niech nie czeka dłużej. Ja dość osobiście odebrałam tę książkę i od razu trafiła do moich ulubionych. Sądzę, że trafi ona do każdego kto sobie ceni literaturę, stare rękopisy, naukę języków albo muzykę. A przynajmniej uderzy w którąś czułą strunę.
-
Gość: gość, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2016/01/20 11:20:35
M. Lowry, "Pod wulkanem". Trudna.
-
2016/01/20 11:38:28
Herman Melville Moby Dick - zacząłem ale nie skończyłem
-
Gość: ola, *.physik.uni-bremen.de
2016/01/20 15:37:07
Zaskoczyłaś mnie zupełnie, z tej listy przeczytałam i 'Sto lat samotności', i 'Czarodziejską górę'. Czarodziejska góra na pewno była trudna - wymagała dużo skupienia, by nie stracić wątku, gdyż akcja rozgrywa się często na poziomie abstrakcji, a nie wydarzeń i dialogów.
Ale Sto lat samotności? Nie pamiętam tej książki jako trudnej, pamiętam ją jako cudną, wspaniałą, magiczną. Pokochałam ją całym sercem, tak jak pokochałam Marqueza i realizm magiczny. Ach. Także polecam koniecznie, szczególnie że bardzo ciekawa jestem czy ci się spodoba!
-
Gość: Ala, *.centertel.pl
2016/01/20 19:46:34
Sto lat samotnosci?? Bez przesady. Czytalam to jako nieopierzona nastolatka, wcale nie byla to trudna lektura. Dla mnie obok Zbrodni i Kary to najlepsza ksiazka ever :)
-
Gość: B.T., *.dynamic-ww-4.vectranet.pl
2016/01/20 20:55:09
W "Czarodziejskiej górze" jest tylko dwóch bohaterów? Przeczytałam w wieku 15 lat, byłam zachwycona, chociaż pozycja wymaga obycia intelektualnego i wiedzy z zakresu filozofii, historii idei? Natomiast "Sto lat samotności" potrafi człowieka zmęczyć wybitnym zagęszczeniem wydarzeń i natłokiem postaci. Jakby co, to polecam inne powieści Marqueza np. "Zła godzina", "Kronika zapowiedzianej śmierci" itp. Styl doskonały i specyficzne poczucie humoru. Zadowolenie gwarantowane.
-
Gość: Agata, 192.166.203.*
2016/01/20 22:22:27
Silmarillion! Czytałam w wieku 13 lat i wciągnęła mnie totalnie, chociaż przyznam że zajęło mi dużo czasu żeby się z nią uporać ;) zdecydowanie polecam!
-
2016/01/21 09:04:47
Trochę wstyd się przyznać, ale co mi tam: czytałam tylko "Sto lat samotności". ;)
-
2016/01/21 09:09:37
Za Faulknera kiedyś jeszcze się wezmę, na razie czytałam tylko "Światłość w sierpniu". Mam za sobą jedno podejście do "Stu lat samotności", nieudane. Przeczytałam do połowy i odłożyłam. Może kiedyś jeszcze raz spróbuję, z większą cierpliwością, ale zdecydowanie nie w najbliższym czasie. "Moby Dicka" też tylko kartkowałam i czytałam tylko pojedyńcze rozdziały, ale mówisz, że da się ostatecznie pokochać nawet te o wielorybnictwie? "Silmarilliona" połknęłam jeszcze jako nastolatka:) Moim cichym marzeniem jest przeczytać "Czarodziejską górę" w oryginale, ale coś mi się wydaje, że prędzej przeczytam po polsku jednak.... W tym roku na pewno uporam się z "Ulissesem", "Finneganów Tren" na razie sobie daruję. Swoją drogą Krzysztofa Bartnickiego poznałam osobiście podczas Studenckich Warsztatów Tłumaczenowych, zaprosiliśmy go i o dziwo zjawił się, przeprowadził panel o tłumaczeniu Joyce'a. To było naprawdę szalone przeżycie i ja sobie nawet nie wyobrażam, jak bardzo się ten człowiek namęczył, żeby przetłumaczyć tę książkę w całości. Podczas panelu pracowaliśmy nad ledwie kilkoma zdaniami i było to koszmarne! Ani "Fal", ani "Tęczy grawitacji", ani "Braci Karamazow" jeszcze nie czytałam, wstyd się przyznać, a o tej paragwajskiej powieści nawet nie słyszałam. Chociaż w tym roku zapisałam się na wykład z literatury powszechnej na polonistyce i nadrabiam pomalutku to i owo, jeśli chodzi o ważne i trudne powieści;)
-
Gość: awita22, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/01/25 21:00:41
Marzę o przeczytaniu Faulknera, ale nigdzie nie można go dostać :-(
Za arcytrudną uważam "Adę albo Żar" Nabokova - nie dałam rady i nie wrócę do niej.
Natomiast uwielbiam "Sto lat samotności" oraz "Czarodziejską górę".
Zachęciłaś mnie do przeczytania Moby Dicka - czuję, że mi się spodoba. Dziękuję.
-
Gość: , *.bb.online.no
2016/02/03 14:15:51
Vandrer uwielbia Braci Karamazow i polubił też Moby Dicka, ale zgodzi się, że książka o wielorybie jest trudna. Wymieszanie historii z encyklopedią wielorybnictwa może zamęczyć:) Co zaś sie tyczy Stu lat samotności to czekają cierpliwie na swój godny czas - to nie jest książka, którą można przeczytać od tak sobie:)
-
2016/02/06 00:22:17
Czytałam "Sto lat samotności" ale chyba jeszcze w liceum i NIC nie pamiętam, więc do powtórki. "Czarodziejską górę" czytałam na studiach (nie była przerażająca) ale bardziej Manna podobali mi się "Budenbrookowie".
-
Gość: Aneta Troć, *.bialapodlaska.vectranet.pl
2016/03/22 14:33:41
Nie czytałam, ale sięgnę po którąś:) od jakiej zacząć?
przewodnik-czytelniczy.blogspot.com



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...