Blog > Komentarze do wpisu

Dziecko i podróże - jak zacząć?

Spędziliśmy właśnie cały tydzień w górach, jeżdżąc na nartach (w Zieleńcu śnieg jest zawsze, serio!), czytając książki, grając w planszówki i wędrując po polach i lasach. Dzisiaj w pracy koleżanka spytała mnie, czy nie baliśmy się złej pogody i tego, że nasza córka będzie się nudzić. Nie bardzo wiedziałam, co odpowiedzieć.

Jeździmy z Olą po świecie od zawsze. Kiedy miała kilka lat, wchodziła z nami na górskie szczyty w Norwegii i wstawała w środku nocy, żeby zobaczyć wschód słońca nad indonezyjskim wulkanem. Bez mrugnięcia spędza 12 godzin w samochodzie albo dwa dni w pociągu. Je rzeczy, ktorych nie potrafi nazwać, nie boi się spróbować czegoś nowego, zjada potrawy tak ostre, że wiele osób nie potrafiłoby ich przełknąć. Potrafi wymienić dziesiątki stolic, rzek, wie, jak pachnie dżungla i umie siedzieć bez ruchu, by zobaczyć szczekuszkę lub sóweczkę.

Myślicie, że mamy szczęście? Że trafiło nam się cierpliwe i zainteresowane światem dziecko? Tak uważa wiele moich koleżanek, które powtarzają, że ich dzieci nigdy by tego nie wytrzymały, zanudziłyby się, a cały wyjazd byłby męczarnią. Nie umiem stwierdzić, czy tak rzeczywiście by było, wiem jednak, że nasza córka nie urodziła się z umiejętnością jedzenia curry i spędzania wielu godzin w niewygodnym pojeździe. Nauczyliśmy ją tego.

I także ta nauka zaczęła się od książek. Książek, zabawek, map, kolorowanek - wszystkiego, co pomaga rozbudzić w dziecku zainteresowanie światem. Nawet długa podróż nie będzie nudna, jeśli dziecko będzie wiedziało, przez jakie okolice jedzie, co ciekawego czeka na nie u celu i co można zobaczyć po drodze.

Książki o podróżach

My zaczęliśmy od książek dość prostych i kolorowych. Seria o Neli, małej podróżniczce, to taka literatura podróżnicza w wersji pop. Nela jeździ po świecie i opowiada o egzotycznych miejscach. Nic szczególnego, ale dla kilkuletniej dziewczynki odkrycie, że inna dziewczynka w jej wieku może mieć takie przygody, było czymś niezwykłym. Na drugi ogień poszedł Bear Grylls w wersji dla dzieci - seria "Misja: przetrwanie" rozbudza wyobraźnię i pomaga przekształcić męczące przeżycia w ekscytujące przygody. Cudowne książki Łukasza Wierzbickiego poszerzały horyzonty, zwłaszcza kiedy przekonałyśmy się, że ten autor prowadzi niesamowicie inspirujące spotkania z czytelnikami.


Oprócz książek o podróżach, w biblioteczce mojej córki pojawiało się też wiele encyklopedii przyrodniczych i atlasów. Czytaliśmy je razem i rozmawialiśmy o tym, dokąd trzeba pojechać, żeby je zobaczyć, jak trudno się tam dostać i co zrobimy, żeby sobie z tymi trudami poradzić.

Może to zabrzmi dziwnie w moich ustach, ale książki to jeszcze nie wszystko. Tu mnie macie - mam w domu coś oprócz książek!

Puzzle, gry, kolorowanki

Rzadko widuję mój stół kuchenny w całej okazałości. Przeważnie leżą na nim setki puzzli, co zresztą spostrzegawczy czytelnicy mogli zauważyć na niektórych zdjęciach na tym blogu. Układamy całą rodziną, często angażując znajomych. Te puzzle mamy od niedawna, ale już wiemy, że będziemy je układać często, bo dawno żadna układanka nie sprawiła nam tyle radości!


Mapa świata podzielona na 1500 elementów? Okazało się, że to świetna okazja do przyjrzenia się z bliska różnym krajom, jeziorom i wysepkom. Nie dopasowujemy na ślepo, tylko analizujemy nazwy widoczne na każdym kawałku. Przy okazji jest to niezłe ćwiczenie lingwistyczne - trzeba zastanawiać się, czy dana nazwa brzmi po hiszpańsku czy raczej po rosyjsku? Wcześniej układaliśmy nieco prostsze układanki, które są świetne do nauki geografii - kto potrafi bezbłednie umiejscowić wszystkie europejskie kraje? A jeśli Europa nie stanowi wyzwania, to może Azja? Poszczególne elementy mają kształt danych państw.


Kiedy puzzle się znudzą, można sięgnąć po grę planszową. Graliście kiedyś w Faunę? Najlepsze jest w niej to, że dorośli wcale nie mają większych szans na wygraną! Moja córka lubi także kolorować, wpisuje się zresztą doskonale w panującą właśnie modę. Mam nadzieję, że dzięki tej kolorowance zapamięta wreszcie, gdzie leży Sandomierz, a gdzie Zamość.


Planując podróż, zawsze włączaliśmy Olę w przygotowania. Studiowała ze mną mapy, zaznaczając miejscowości o śmiesznych nazwach. Przeglądałyśmy zdjęcia miejscowych dań, zastanawiając się, jak będą smakować. Przed każdym wyjazdem zakładałam nam obu dzienniki podróży. Na pierwszej stronie zamieszczałyśmy listę rzeczy do spakowania, a potem ja zapełniałam swój zapiskami z drogi, a Ola rysunkami. Czy jechałyśmy nad Biebrzę, czy do Toskanii, czy do Chin - Ola zawsze wiedziała, co tam warto zobaczyć i podobnie jak my, miała swoją listę rzeczy, które chce zrobić i zobaczyć. Jestem przekonana, że to właśnie dzięki temu dziennikowi i dobremu przygotowaniu dawała sobie radę nawet podczas długich i męczących tras. Oczywiście, miewała kryzysy - opowieść o jej pierwszym trekkingu w dżungli, kiedy przewróciła się na glinie i upadła na kolczasty krzew, a potem chlipała przez godzinę, pomrukując pod nosem: A mogłam jechać z dziadkami nad morze, by w sekundę zapomnieć o swoim zmęczeniu, kiedy zobaczyła wśród gęstwiny tapira, zyskała już w rodzinie status legendy. Wiadomo, że wyjazdy są męczące, dla dzieci i dla dorosłych. Ale czy to znaczy, że nie warto?

Kiedy byłam mała, o podróżach mogłam tylko pomarzyć. Godzinami obracałam globus, wyobrażając sobie, że pływam żaglówką między wyspami Mikronezji albo że wspinam się na himalajskie szczyty. Teraz świat jest inny, podróżowanie jest proste. Może warto przełamać swoje lęki i zainteresować dziecko światem? Wiadomo, nie każdy chce jechać na koniec świata, jeśli jednak wizja wyjazdu nad morze przeraża was i nie wiecie, jak zająć dziecko w trakcie kilkugodzinnej podróży, może spróbujcie przygotować je już wcześniej? Zaraźcie je miłością do świata i przyrody, a każde wakacje staną się prostsze. Trzeba tylko uwierzyć we własne dzieci i w to, że dadzą radę! Zjedzą niedobre jedzenie, jeśli będą głodne i zadowolone z siebie, wejdą na górę, jeśli będą wiedziały, po co to robią, prześpią się po namiotem równie chętnie, jak w ładnym hotelu - dajmy im tylko szansę się na to przygotować.


Wpis powstał we współpracy z księgarnią ArtTravel.pl, w której się po prostu zakochałam!  Rzadko polecam tu konkretne księgarnie, ale ta wypełnia pewną lukę i będę do niej często zaglądać, choćby w poszukiwaniu inspiracji czytelniczych :)

* * *

Polecam też wpisy o podróżach z dzieckiem na Innych stronach:

Projekt - parki narodowe

Z dzieckiem do galerii sztuki

* * *

A może polecicie jakieś inne książki podróżnicze dla dzieci, albo zabawki, które pomogą zainteresować dziecko podróżami i światem? Przypuszczam, że pojawiło się mnóstwo nowych rzeczy, których nie znam, bo moja córka jest na nie za duża!

poniedziałek, 01 lutego 2016, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/02/02 07:56:16
Świetny post!
-
2016/02/02 09:29:54
Dziękuję! :D
-
2016/02/02 10:54:51
Kiedy dziecko jest zdrowe, to czemu nie? Gorzej jak się trafi mały alergik. Mnie rodzice nie zabierali w dalekie podróże, a wszystkie atlasy znałam na pamięć :(
-
Gość: azalka, *.internetdsl.tpnet.pl
2016/02/02 13:32:56
Padma bardzo dziekuję za wpis. Kolorowanki już zamówione. Super sprawa.

Jesli chodzi o puzzle to polecam ta mapę w wersji 4000 elementów. My jeszcze z nią walczymy. Trudna jak diabli:-)).
Faunę znamy. Gracie w wersja dla dorosłych czy dla dzieci?
My w tą dla dorosłych.
-
2016/02/02 14:50:09
Kwestia tego, czy dziecko będzie się "zachowywać", czy to w kawiarni, czy w podróży, to kwestia wychowania - jeśli rodzice pozwalają dziecku non stop siedzieć przed komputerem i telewizorem, zarazem chowając go pod kloszem i żyjąc w przeświadczeniu, że zabranie go gdziekolwiek to będzie męczarnia - to zapewne tak będzie. Wydaje mi się, że ważne jest traktowanie dziecka jako partnera, małego dorosłego - jak piszesz włączanie go w przygotowania do podróży, zaciekawienie go - a nie traktowanie go jako uciążliwego dodatku, który na pewno nic z podróży nie wyniesie. Rodzicom się z kolei wydaje, że jak się urodzi dziecko, to oni powinni zrezygnować ze wszystkiego, co do tej pory ich interesowało, w tym z podróżowania. I tak przez 5, 10, 15 lat (a potem się już nie chce...) Nota bene na temat podróżowania z dzieckiem czytałam kiedyś świetną książkę "Pępek świata", w której bohaterowie udowadniają, że z dzieckiem - i to w różnym wieku - można podróżować.
-
2016/02/02 15:01:36
Zainspirowałaś mnie niesamowicie. Co prawda dzieci jeszcze nie ma, ale mogą się pojawić. Też miałam jako dziecko mnóstwo atlasów, książek, map ilustrowanych, które rozbudzały ciekawość. Z rodzicami nie jeździłam w dalekie podróże. Teraz pcha mnie w szeroki świat, ale nie aż tak, żeby się odważyć wyściubić nos poza nasz kontynent. Chciałabym jednak mieć rodzinę, z którą będę mogła odkrywać świat:)
-
Gość: Swierszczowa1, *.adsl.inetia.pl
2016/02/02 18:00:10
Nie mam jeszcze tak dużego dziecka ale czytałam że dziecko "nie może tego wytrzymać " przez bajki, zwłaszcza te hipnotyzujące. Zacytuję Jarka Zylińskiego który opisał co się wtedy dzieje z dzieckiem :"mózg dziecka przyzwyczaja się do tak silnej aktywności. Mózg nastawia się na odbieranie bardzo dużej liczby bodźców w związku z tym czynności, które wymagają koncentracji na jednym bodźcu stają się dlań bardzo trudne. Dziecko w takim stanie nie potrafi zjeść spokojnie posiłku, rysować, koncentrować się na lekcjach i pojedynczych czynnościach. Odczuwa wtedy nudę. Włącz mi bajkę do śniadania czy próby odrabiania lekcji przy telewizorze to norma przy takim stanie."
-
2016/02/02 21:28:03
Swierszczowa - Ciekawy cytat, rozumiem, że chodzi o bajki w telewizji? Ja jestem zwolenniczką równowagi, nie broniłam córce oglądania bajek, ale robiłyśmy też mnóstwo innych, zazwyczaj dużo fajniejszych, rzeczy :)

Rozkminy Hadyny - z dzieckiem jest fajnie, ma się wymówkę do układania puzzli itp ;) Ja najpierw odkrywałam świat z przyjaciółmi, potem dopiero z rodziną. A innych kontynentów się nie bój, często dużo łatwiej się po nich podróżuje, niż po Europie. Azja Południowo-Wschodnia to idealne miejsce na początek - Tajlandia i Malezja są proste, bezpieczne, łatwo się dogadać, jedzenie jest pyszne, polecam :)

joly_fh - Bardzo zgrabnie to ujęłaś, dokładnie o traktowanie dziecka jak partnera podczas przygotowań do wyjazdu mi chodziło. A książki "Pępek świata" nie znam, ale poszukam, zaciekawiłaś mnie, dziękuję!

azalka - A, nie wiedziałam, że jest wersja z większą liczbą elementów, muszę ją mieć! :) Co do Fauny, to gramy w wersję dla dorosłych, mam wrażenie, że kiedy ją kupowaliśmy, nie było jeszcze wersji dla dzieci, a może jej nie zauważyłam. Ostatnio gramy rzadziej, ale kiedyś to była regularna rozrywka. Przymierzam się do kupna kolejnej gry, Terra, podobno skrzyżowanie Fauny z Timeline, które też lubię :)
-
2016/02/02 21:30:03
aHa - tak, w przypadku choroby sprawa wygląda jednak inaczej, chociaż z wieloma rodzajami alergii też da się podróżować. Ja jestem alergiczką i sobie radzę, ale w przypadku niektórych, szczególnie ciężkich alergii, faktycznie byłoby ciężko... Mnie rodzice nie zabierali, bo się nie dało, dlatego sama się zaczęłam zabierać już jako dorosła :D Pozdrawiam!
-
2016/02/02 22:16:53
Odpowiem przyziemnie- potrzebne są przede wszystkim pieniądze...
-
2016/02/03 17:12:11
montgomerry - Do życia w ogóle są potrzebne pieniądze ;) Naszym wyborem jest, jak je zarobimy i jak je wydamy. Dlatego uważam, że potrzebne są przede wszystkim chęci.
-
2016/02/03 18:21:22
Padmo, tym wpisem przypomniałaś mi jak bardzo jestem wdzięczna moim rodzicom za to, jak rozbudzali we mnie ciekawość świata i uczyli samodzielnego myślenia. Będąc dzieckiem często nie chciało mi się szukać jakiś definicji w słownikach czy encyklopediach a rodzice nękani pytaniami nie chcieli na nie odpowiadać tylko z premedytacją odsyłali mnie do książek. A tych miałam bardzo dużo przeróżne słowniki, leksykony, atlasy, z mnóstwem kolorowych zdjęć, wykresów i ilustracji tłumaczących w prosty dla dziecka sposób wszystkie te skomplikowane rzeczy, których nie rozumiałam :) Wtedy strasznie mnie postawa rodziców denerwowała, teraz jako dorosła osoba widzę sens tych działań :)
-
2016/02/03 18:48:35
Padmo Poznań to nie Ciechanów.
-
2016/02/03 22:01:35
montgomerry - Pewnie nie. Ale jednak nie sądzę, że podróżują tylko mieszkańcy dużych miast. Spotykam w drodze bardzo różnych ludzi, z dużych miast i z maleńkich miasteczek. Przykładem mogą być choćby LosWiaheros, którzy mieszkają na wsi pod Babią Górą i zjechali już pół świata. Ja na wyjazdy zarabiam głównie za pośrednictwem internetu, a to można robić z każdego miejsca, w którym tylko jest zasięg. Dlatego jestem jednak przekonana, że kwestia finansów przeważnie (niestety, wiem, że nie zawsze) może być rozwiązana, jeśli tylko komuś na tym naprawdę zależy.
Poza tym, wpis jest o rozbudzaniu w dzieciach pasji podróżniczej, uważasz, że w dzieciach z Ciechanowa nie warto takiej pasji rozbudzać? Nawet jeśli się samemu nie ma zbyt wielu środków finansowych?
-
2016/02/03 22:04:05
weisse_taube - Też mam takie wspomnienia :) Przypomniałaś mi też o chłopaku z Nowego Jorku, którego spotkaliśmy w zeszłym roku w Chinach. Opowiadał, że kiedy był mały, rodzice zmuszali go do chodzenia w góry, studiowania atlasów, a jego to denerwowało. Teraz jest im wdzięczny - właśnie wracał z miesięcznego pobytu w klasztorze Shaolin, gdzie uczył się kung fu, a my spotkaliśmy go w górach Karakorum, które całkiem dobrowolnie przemierzał :)
-
Gość: Swierszczowa1, *.adsl.inetia.pl
2016/02/03 22:40:42
Tak, o bajki telewizyjne mi chodziło. A zwłaszcza o te które dzieci tak hipnotyzują,
że z dzieckiem oglądajacym taką bajkę nie ma kontaktu. Takie zahipnotyzowane dziecię pozwala się np karmić, chociaż "na trzeźwo" by nie jadło. Nie twierdzę że ja mojemu dziecku nigdy takiej bajki nie pozwolę obejrzeć, ale jeśli ktoś zaobserwuje że dziecko nie daje rady funkcjonować bez dużej ilości bodźców, to warto zwrócić uwagę czy przyczyną problemów nie jest właśnie nadmiar takich bajek. Za to opisane przez Ciebie sposoby spędzania czasu z dzieckiem baaardzo mi się podobają.
-
Gość: Basia, *.dynamic.chello.pl
2016/02/03 22:43:23
Problem nakreślony przez Ciebie Padmo jest o wiele głębszy. Pewnie przez delikatność i dobre wychowanie nie nazwałaś tego dosadnie. Rzecz w tym, że dzieci nie są przez rodziców traktowane podmiotowo. Ot, taki uroczy dodatek, który jest obok. Nie rozmawia się, nie tłumaczy zjawisk, nie rozbudza się ciekawości, nie uczy manier. Nakarmić, ubrać, kupić gadżety, włączyć telewizor i niech się sobą zajmuje. Rodzice nudzących się dzieci powinni przyjrzeć się swojej rodzicielskiej postawie i zacząć wychowywanie od nowa. Na początek - zacząć od siebie.
-
Gość: Demeter, *.play-internet.pl
2016/02/04 07:25:19
A jednak pieniądze są potrzebne. Kocham Twój blog Padmo, ale ilekroć czytam o tym,gdzie byłaś, zastanawiam się, jak to robisz. Oboje z mężem wykształceni i stale się kształcący musimy nieźle się nabędzie, żeby choć na tydzień wyjechać z córką. Książki to dla mnie też wydatek.A rezygnuję z wielu rzeczy.
-
Gość: Honorata, *.opera-mini.net
2016/02/04 16:02:14
Ech, Padmo, piękne jest to, co piszesz, ale myślę, że jednak masz szczęście z córką. Z moim synem wyjazd nad polskie morze czy w góry jest wyzwaniem. W samochodzie potrafi przesiedzieć cierpliwie kilka godzin, ale odreagowuje to potem z nawiązką. O górze jedzenia, które musimy ze sobą wieźć ze względu na moje i syna alergie, nie wspomnę nawet, w małych i średnich miejscowościach większości rzeczy nie kupimy, a o jedzeniu czegokolwiek w lokalnych jadłodajniach nie ma w ogóle mowy. Muszę mieć przynajmniej cztery porządne posiłki dziennie, bo inaczej syn wariuje, nie ma opcji zjedzenia obiadu trzy godziny później, bo tak wyszło. Do tego dochodzą jeszcze problemy rozwojowe mojego dziecka, które nie siedzi przed telewizorem non stop, a mimo to jest nadpobudliwe, zdekoncentrowane i często hałaśliwe. I nie jest to kwestia nauczenia go właściwych zachowań, bo uczę go od lat, tylko tego, jaki się urodził. Nie do końca zdrowy, niestety. Więc powtórzę to, od czego zaczęłam - masz szczęście, nawet nie wiesz, jak duże. Nie wszystkiego da się dziecko nauczyć, nie do wszystkiego można je przyzwyczaić, wychowanie to tylko połowa sukcesu, podstawą jest materiał, z którym się pracuje. Co nie zmienia faktu, że ja się nudy i brzydkiej pogody na wyjazdach z synem nie boję, mimo że zawsze wprowadzam absolutny zakaz korzystania z internetu i telewizora dla wszystkich. Kłopoty są raczej natury organizacyjnej, czas zagospodarować zawsze jakoś można. Tyle tylko, że nam odległe kraje póki co nie grożą.
-
2016/02/04 20:50:47
Swierszczowa1 - A to masz jak najbardziej rację!

Basia - To dlatego, że wierzę, że nie ma takich rodziców wśród osób, które tu zaglądają :) I oczywiście masz rację, i jest to bardzo smutne, tak czasem bywa... Uważam zresztą, że czasem możemy być nieświadomi tego, że tak robią, bo w codziennej gonitwie nie zauważamy problemu. Ważne, żeby co jakiś czas się zatrzymać i zastanowić...
-
2016/02/04 20:55:01
Honorata - Tak, wiem oczywiście, że mam szczęście, bo moje dziecko jest zdrowe, z dzieckiem z jakimkolwiek schorzeniem lub wadą rozwojową byłoby dużo trudniej. Podziwiam tych, którzy sobie radzą! Ale też nie jest tak, że nie wiem, o czym piszesz - też woziłam ze sobą nie raz górę jedzenia, a w naszej rodzinie to ja muszę jeść co trzy godziny dziennie, bo inaczej się bardzo źle czuję. Nie tylko dziecko może więc sprawiać takie kłopoty :) Ale jak sama piszesz - i tak jeździsz z synem :) A mi właśnie chodziło głównie o to, że trzeba próbować, zwłaszcza że przecież jest mnóstwo rodziców, którzy nie jeżdżą, bo się boją, a nigdy nie próbowali, albo są zbyt wygodni, żeby się umęczyć (wiadomo, że to wszystko jest męczące, nie ma się co czarować). Super, że potrafisz sobie poradzić z alergią synka, podziwiam i trzymam kciuki, żeby zniknęła!

Demeter - Mogę powiedzieć szczerze, jak to robię. Od drugiego roku studiów pracuję na więcej niż etat, od lat praktycznie na dwa etaty, na różne sposoby. Oboje pracujemy bardzo dużo i tyle. Mam to szczęście, że lubię to, co robię, w każdej pracy, więc jakoś daję radę, ale nie da się ukryć, to nie jest łatwe. To nie jest tak, że realizowanie marzeń przychodzi bez wysiłku. Z boku może to tak wyglądać, bo na blogu widać tylko efekty, wyjazd jeden czy drugi, książki, koty, przyjemne życie. A przecież wiadomo, że to wszystko kosztuje, i tego wysiłku codziennego już nie widać. Ale ja też nie chcę się na nim skupiać, jest konieczny, żeby realizować marzenia, i tyle!
A poza tym - wiesz, ile kosztuje wyjazd do Azji? ;) Dużo, dużo mniej, niż się większość ludzi spodziewa. Trzeba jednak włożyć dużo wysiłku w to, żeby był tani - polować na tanie bilety, być gotowym na noclegi w dość prymitywnych warunkach, jeździć lokalnymi środkami transportu itp. Ale jestem przekonana, że płacę za miesiąc w Indonezji mniej, niż wiele osób za dwa tygodnie nad Bałtykiem.
-
Gość: Natalia, *.bartnet.pl
2016/02/04 22:42:34
Jak moje dziecko miało dwa lata, oglądaliśmy razem kolorowy globus. Ja nazywałam kraje, mała za jakiś czas potrafiła je powtórzyć i pokazać. Teraz czytamy dużo książek podróżniczych. Ostatnio kupiłam interaktywną mapę świata Dumel Discovery. Super sprawa.
-
Gość: malami.malami, *.bb.online.no
2016/02/05 10:25:23
Swietny post Padmo! Dzieci to wspaniali towarzysze pozdrozy, z nimi czasem jest pretekst by pojsc i zobaczyc cos na co bysmy sami nie zwrocili uwagi. Wydaje mi sie, ze dzieci ucza sie od nas kopiujac nas, wiec jesli ktos nie jest zainteresowany pozdrozami, czy chocby wyjsciem z domu podczas weekendu wtedy uwaza, ze mu to dziecko utrudnia. Sama to slyszalam wiele razy, a tak naprawde to jesli my mamy taka chec to dla dzieci staje sie to normalne.
Dziekuje za polecenia ksiazek, u nas zaczelismy od przekolorowej MUK w podrozy, MAPY Mizielinskich sa swietne, ale tez czytamy Legendy Europejskie i Mitologie, ktore widze ze zasiewaja w dzieciach ciekawosc swiata. Mamy tez kolorowanki z Malu i Przygoda z Europa z Zuzutoys, ktore sa dwujezyczne i puzzle od nich. Chlopaki lubia tez globusy, mamy taki interaktywny, ktory jest swietna zabawka edukacyjna a przede wszystkim mamy duzo checi, bo podrozowanie nie musi byc od razu na drugi koniec swieta, moze byc do sasiedniego miasteczka, lasu, jeziora, wlasciwie to od tego moze zaczac kazdy, bez wzgledu gdzie mieszka :)
-
2016/02/05 13:24:41
Puzzle edukacyjne i kolorowanka genialne !
-
Gość: abc, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/02/07 21:33:54
Zauważyłem pewną prawidłowość. Wystarczy stwierdzić, że jeździ się dalej niż do Łeby siedzieć na plaży i na pewno wówczas padnie sakramentalne "trzeba mieć pieniądze". Pewnie, że trzeba, ale trzeba też je mieć żeby posiadać nowe ładne auto, piękny dom i inne powszechnie akceptowane oznaki "luksusu". Odnoszę wrażenie, że podróżowanie to hobby którego nie pojmuje znaczna część społeczeństwa. Wiadomo, że jak ktoś był (na przykład) w Boliwii to już musi spać na pieniądzach. To, że ten ktoś uczciwie na to zapracował i zamiast "golfa w dizlu" kupił sobie "egzotyczną przygodę" jest kompletnie nie zrozumiały. A jeszcze fakt że na tej "wycieczce" czasami się marznie albo śpi na podłodze to już czysta fanaberia bogaczy bo nikt normalny Panie nie wydaje tak pieniędzy.
Post lekko odchodzący od tematu ale musiałem sobie ulżyć :)

pozdrawiam abc

P.S.
Jak wszystko dobrze pójdzie to razem z Małym Człowiekiem lada moment ruszamy:
WAW-SVO-BKK :)
-
Gość: moni-libri, *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/02/11 20:13:54
Kocham Olę! Kocham Was!
Jesteście wielcy, bo zaraziliście Wasze dziecko pasją (poniekąd poświęcając swój czas - nie ukrywajmy). Pięknie jest tak "budować" młodego człowieka aby było nam razem dobrze.
Jesteście wzorem i przykładem :)

Padmo a polecisz mi coś dla 4latka? U nas ostatnio ciężko namówić M.na cokolwiek innego niż muzyka. To jest jakieś szaleństwo, ale na tym świat się nie kończy. Mam niestety nie lada problem z kolorowaniem - awersja jakaś po prostu :( (chociaż może gdyby dać M.kolorowankę z koncertu deep purple ... kto wie? :)
Pozdrawiam
-
2016/02/11 20:58:14
Monia - Wpisałam z ciekawości w wyszukiwarkę "rock concert coloring page" i coś by się dla M. znalazło, sprawdź :D Ja bym poczekała, aż mu się trochę znudzi, u nas też tak było, że Ola miała fazy na coś i nic innego jej nie interesowało. Starałam się wtedy podsuwać jej różne pomysły, które z aktualnym zainteresowaniem się jakoś komponowały. Czyli faza na muzykę, to może z plasteliny ulepimy muzyków i instrumenty, oglądałabym okładki płyt w necie, słuchała listy przebojów wszechczasów i tak dalej, ale pewnie tak robicie :) A w kwestii bardziej geograficznej, to zapewne "Mapy" Mizielińskich znacie? Bo chyba dla czterolatka byłyby odpowiednie. Z nowych koniecznie "Animalium". A w ogóle jeśli chodzi o książki, to kiedy Ola miała mniej więcej 4-5 lat, największym hitem był u nas "Pluk z wieżyczki". Niestety, nie jest chyba łatwo kupić tę książkę, ale z całego serca namawiam do poszukania jej na allegro. Dużo tematów można przy okazji tej lektury poruszać, w dodatku każdy rozdział kończy się tak, że po prostu chce się czytać dalej, niczym w rasowym thrillerze ;)
Jeszcze co do kolorowanek - my głównie rozwiązywaliśmy różne zagadki. Kupowałam wszystkie te książeczki z zadaniami typu "znajdź różnice", "znajdź wyjście z labiryntu" itp. Mam wrażenie, że one są ciekawsze i bardziej rozwojowe, niż same kolorowanki :) A swoją drogą, czterolatek słuchający Deep purple? Czadowo :) Za parę lat, kiedy różnica wieku przestanie być istotna, nasze dzieci się z pewnością dogadają - Ola słucha Iron Maiden :D
-
Gość: , *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/02/11 21:25:29
Padmo dzięki! !!
Te kolorowanki są świetne! Właśnie podziwiamy :)
Jeśli chodzi o namawianie M.i ćwiczenie rączki - wszelkie labirynty wywołują ataki szału "nie, nie, nie" :) natomiast łamigłówki, rebusy czy zadania i pisanie to faktycznie - sama radość dla M.
Mizielińskich sobie przypomniałam właśnie dzięki Twojemu wpisowi (bo wcześniej wydawali mi się zbyt poważni, a potem zwyczajnie zapomniałam), , podobnie z puzlami z map! Tak więc wielkie dzięki za przypomnienie :)

Jeśli chodzi o muzykę to my - a już zapewne ja - jesteśmy małe pikuliki do M. Okładki zna na pamięć, każdą płytę pod względem ilości utworów, kolejność ich odtwarzania czy długość (wszystko w liczbach) a bywa, że i rok wydania (mnie to przeraża czasem! :) )
Iron Maiden - ciekawe po kim hihi? U nas jeszcze Metallica, Dire Straits, Rush czy z lżejszych Eric Clapton - i tak od rana. Tak więc nie ma co się dziwić, że ja cały czas w kuchni siedzę hihi

Dzięki za Pluka! Poszukam.

-
Gość: moni-libri, *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/02/11 21:29:57
Animalium!
Teraz, w przerwach między zmienieniem płyty, a wybraniem kolejnej zaczytuje się w Inwentarzach - chyba pójdę właśnie tym tropem (nowych zainteresowań)
-
2016/02/11 22:50:14
Monia - Super, że ma taką pasję, nie słyszałam jeszcze o czterolatku, który by tak się w muzyce orientował, czapki z głów :) A za Iron Maiden to jesteśmy chyba oboje odpowiedzialni, o dziwo :D Skoro Animalium i Inwentarz, to jeszcze dorzucę Anatomię farmy, w której się sama zakochałam :)
-
Gość: moni-libri, *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/02/12 08:36:40
Dziękuję :)
Aha - obydwoje! :)
U nas ewidentnie to "wina" taty.
Czy wiesz, że Anatomię ... mamy - M.niestety coś do niej nie zagląda. Ale podsunę! Próbuję też podsuwać coś przygodowego czy fantasy - "Ronja jest dziwna", a smoki straszne hihi.
Dobrze działają za to albumy z roślinami - Multico jest fajne - chodzimy wtedy do parku i szukamy roślinek z albumu. To działa. Tym bardziej, że te z Multico mają możliwość wklejenia liści czy odrysowania ich kształtu. Widzieliście takie?
Jeszcze w kwestii co, po kim - to niechęć do rysowania czy kolorowania M. ma po nas - wiedząc, że jesteśmy antytalentami w temacie rysunku tym bardziej próbujemy go namawiać ...ale chyba to przegrana sprawa hihi

P. S. już piszę w hałasie Electric Light Orchestra - najnowsze odkrycie M.

-
2016/02/18 09:10:35
Zazdroszczę. Ja w tym roku przystępuję do zwalczania przekazanego w darze zarówno mnie, jak i synom, genu domatorstwa. Co z tego będzie? Zobaczymy :)



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...