Blog > Komentarze do wpisu

"Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)" Anny Fryczkowskiej

Wykorzystując formułę zagadki zamkniętego pokoju, Anna Fryczkowska stworzyła udaną powieść psychologiczną z wątkiem kryminalnym. Kilka kobiet umawia się na babski wieczór w domu jednej z nich - mieszkającej na uboczu Zuzi. Pogoda nie zachęca do wyjścia z domu, więc na miejscu zjawia się tylko kilka z zaproszonych osób. Atmosfera jest raczej gęsta. Dwie z koleżanek to rywalizujące ze sobą pisarki, autorki powieści kryminalnych, niezbyt zręcznie się ostatnio czujące w swoim towarzystwie. Wieczór zaczyna się więc raczej nieciekawie, panie trochę się rozchodzą po kątach, a impreza nie ma szansy się rozkręcić, ponieważ nagle okazuje się, że jedna z nich została zamordowana. Dom jest zasypany śniegiem, dookoła domu nie widać żadnych śladów, wszystko więc wskazuje na to, że morderczynią jest jedna z nich.

Nie ma szansy na szybki przyjazd policji, a panie nie wiedzą, co ze sobą począć. Alkohol robi swoje - zaczynają rozmawiać i szybko się okazuje, że nie znały się aż tak dobrze, jak im się wydawało. Zamiast policyjnego śledztwa mamy więc swoistą sesję terapeutyczną, podczas której wychodzą na jaw głęboko skrywane żale, niezaspokojone ambicje i lęki.

Autorka korzysta z ogranych motywów, splatając je jednak w sposób zgrabny i świeży. Widać w tej książce inspiracje zarówno Agathą Christie, jak i Joanną Chmielewską. Fryczkowska pisze lekko i ironicznie, sprawnie prowadzi czytelnika na manowce i wykorzystuje różne rodzaje narracji. Pojawiają się fragmenty powieści pisanej przez jedną z bohaterek, a także wewnętrzne monologi chorującej na autyzm siostry gospodyni domu. Przede wszystkim jednak są rozmowy, z których wyłania się smutny, ale też intrygujący świat kobiet, które żyją jakby na marginesie prawdziwego świata, mimo iż pozornie nic im nie brakuje. Każda z nich dąży do czegoś innego, a cel wydaje się wciąż umykać. Zapatrzone w siebie, dopiero teraz zaczynają dostrzegać, że działając w dobrej wierze, często robiły krzywdę sobie i innym.

Powieści Fryczkowskiej wpisują się w nurt zwany "domestic noir", czyli powieści z wątkiem kryminalnym, w których nie występują policjanci i detektywi. Wszystko rozgrywa się w gronie rodziny i przyjaciół, zbrodnie popełniane są przez najbliższych i to oni też prowadzą amatorskie dochodzenie. Ważniejszy jest aspekt psychologiczny, niż samo śledztwo. Mroczna, gęsta atmosfera z rzadka tylko jest rozwiewana przez cierpki humor. Czyta się to doskonale.

Moja ocena: 5/6

Anna Fryczkowska "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)"

Wydawnictwo Burda Książki 2016

Polecam także inne powieści Anny Fryczkowskiej (recenzje otworzą się po kliknięciu na okładkę):

piątek, 04 listopada 2016, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/11/06 02:08:54
Bardzo się cieszę, że napisałaś recenzję tej książki. Bardzo podobały mi się "Kobieta bez twarzy" i "Kurort amnezja", byłam ciekawa, czy nowa powieść jest podobnie wciągająca. Mam ochotę na mroczny klimat, w jakim były utrzymane poprzednie kryminały, chociaż wspominasz coś o Joannie Chmielewskiej - czyli może być tym razem inny klimat.
Jak byś to skomentowała?
Nie znałam określenia "domestic noir", oto jak człowiek całe życie się uczy :)
Pozdrawiam!
-
2016/11/06 08:02:38
Ciekawa koncepcja śledztwa. W połowie Twojej recenzji pomyślałam - pachnie Agathą Christie, a nawet Herculesem Poirot. Spróbuję :)
-
2016/11/06 12:03:37
Intrygujący tytuł :-)
-
2016/11/06 23:13:19
pani_wu - Jest mroczny, Chmielewska z innych względów mi przyszła na myśl. Kobieca bohaterka, która zmienia się w taką domorosłą śledczą, całkiem bez oporów - jakoś tak Joanna mi się kojarzy. Ale jest zdecydowanie bardziej serio i bardziej posępnie niż u Chmielewskiej.
-
2016/11/08 16:34:28
Mnie do kryminału ostatnio nie ciągnie wcale, ale wstępne założenia tej powieści mi się podobają. Zwłaszcza, że bohaterkami są i pisarki - lubię taką samozwrotność. A do tego motyw zamkniętego pokoju to sprawdzona klasyka.
-
Gość: Mirka, *.internetdsl.tpnet.pl
2016/12/07 16:33:05
Wczoraj zarwałam noc przez tę książkę. Chciałam przeczytać parę stron czegoś lekkiego przed snem - i nie poszłam spać, póki nie skończyłam. Dla mnie mistrzostwo, zwłaszcza w porównaniu z cegłami naszej samozwańczej "królowej kryminału", której Okularnika, mimo najlepszych chęci, nie zmogłam, odpadając po jakichś 400 stronach, z uczuciem, że kompletnie nie obchodzi mnie, jak książka się skończy. Fryczkowska jest w stanie na 160 stronach stworzyć wiarygodne postacie, umiejętnie pozaplatać ich historie, jednocześnie zręcznie myląc tropy. No i początek, gorzki i dowcipny jednocześnie.



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...