Blog > Komentarze do wpisu

5 powodów, dla których warto przeczytać „Opowieść o dwóch miastach” Dickensa

Od dawna trudno było zdobyć "Opowieść o dwóch miastach" Dickensa, ucieszyłam się więc niezmiernie na wieść o nader pożądanym wznowieniu. Cieszę się tym bardziej, że to jedna z mniej typowych powieści Dickensa, którą w dodatku czyta się naprawdę doskonale. Wciągająca fabuła, a także długie i ciemne wieczory, która jakoś tajemniczo sprzyjają lekturze opasłych tworów epoki wiktoriańskiej, powinny wystarczyć, żeby was zachęcić do sięgnięcia po tę książkę. Jeśli jednak nie jesteście przekonani, czy taka staroświecka przecież powieść to coś dla was, przeczytajcie, dlaczego jeszcze warto się przełamać! 

1. Pierwsze i ostatnie zdanie to jedne z najbardziej znanych początków i zakończeń w historii literatury.

Pierwsze zdanie „Opowieści o dwóch miastach” jest tak dobrze znane i tak często cytowane, że mogliście na nie trafić, nie wiedząc nawet, że otwiera ono powieść Dickensa. Trochę szkoda, że Tadeusz Jan Dehnel, tłumacz, zdecydował się z jednego długiego zdania zrobić kilka krótszych. Bez wątpienia po polsku brzmi to lepiej, ale jednak w analizie znaczenia tego wyjątkowo rozbudowanego, pierwszego zdania, nieco to przeszkadza. Obie wersje są jednak intrygujące:

Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków, wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy. Wszystko było przed nami i nic nie mieliśmy przed sobą. Dążyliśmy prosto w stronę nieba i kroczyliśmy prosto w kierunku odwrotnym. Mówiąc zwięźle, były to lata tak bardzo podobne do obecnych, że niektórzy z najhałaśliwszych znawców owej ery widzą w niej dobro i zło takie samo jak dzisiaj, tylko w nieporównanie wyższym stopniu.

W oryginale:

It was the best of times, it was the worst of times, it was the age of wisdom, it was the age of foolishness, it was the epoch of belief, it was the epoch of incredulity, it was the season of Light, it was the season of Darkness, it was the spring of hope, it was the winter of despair, we had everything before us, we had nothing before us, we were all going direct to Heaven, we were all going direct the other way – in short, the period was so far like the present period, that some of its noisiest authorities insisted on its being received, for good or for evil, in the superlative degree of comparison only. 

Nie jest to tylko przypadkowe nagromadzenie hiperboli. Cała powieść zbudowana jest wokół takich zestawień i kontrastów. Akcja toczy się w dwóch metropoliach, w Londynie i w Paryżu, będących swoim przeciwieństwem. W obu miastach toczy się historia, jednak to w Paryżu wybucha Rewolucja. Bohaterowie Dickensa to, jak zwykle zresztą, przedstawiciele różnych klas społecznych, reprezentujący skrajnie różne postawy. Ich poglądy bywają całkowicie odmienne, podobnie jak temperament. Spotykają ich rzeczy straszne i piękne, a lektura powieści to także swoista huśtawka, nawet (a może zwłaszcza) obecnie. Momentami akcja wciąga nas bezlitośnie, ale chwilę potem natrafiamy na trzy strony rozważań odautorskich i zastanawiamy się, czy na pewno damy radę przeczytać całość (dacie, rozważania można szybko przeskoczyć, a akcja toczy się wartko). To rozwlekłe, a zarazem wyjątkowo wpadające w ucho pierwsze zdanie jest doskonałym wprowadzeniem w powieść.

2. Jak na Dickensa, jest to dość nietypowa powieść.

Może to być zarówno plusem, jak i minusem. Z jednej strony, chcąc zawrzeć znajomość z tym najważniejszym chyba angielskim pisarzem wiktoriańskim, powinniśmy przeczytać coś typowego. Z drugiej, czytelnik, który zna już przykładowo Olivera Twista i może Davida Copperfielda, może sięgnąć po „Opowieść o dwóch miastach” bez obaw, że się znudzi. Nie jest to też zła książka na początek, przede wszystkim dlatego, że jest, jak na Dickensa oczywiście, wyjątkowo zwięzła! Wiem, patrząc na ten całkiem pokaźny tom, możecie się zdziwić, ale ma on niecałe 600 stron. Akcja toczy się dość wartko, a liczba postaci jest rozsądna. Nie ma też wielu wątków pobocznych, to po prostu zwarta, wciągająca opowieść o kilku konkretnych bohaterach. Oczywiście, napisano ją dość dawno temu, w stylu tamtej epoki, zdarzają się więc fragmenty będące z naszego punktu widzenia dłużyznami. Nie ma ich jednak aż tak wiele i mają także sporo uroku.

Pewnym minusem może być brak humoru, który ożywia większość powieści Dickensa. „Opowieść o dwóch miastach” utrzymana jest w poważnym tonie, jest to jednak powieść tak nasycona dramatycznymi wydarzeniami, że chyba nie da się odczuć braku scen humorystycznych. Tylko zestawiając ją z innymi książkami autora zauważamy, że nieco się od większości z nich różni. Trudno też za to autora nie podziwiać – wypracował już sobie przecież styl, który doskonale się sprawdzał. Mógł ulec pokusie i wyprodukować kolejną, podobną do poprzednich powieść. Oparł się i spróbował czegoś innego, z sukcesem!

3. Obraz Wielkiej Rewolucji Francuskiej jest nad wyraz malowniczy.

Sądzę, że wielu Brytyjczyków właśnie na „Opowieści o dwóch miastach” opiera swoją wizję Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Rewolucja wydaje się tu czymś, czego nie dało się powstrzymać, rzeką, która porywa całą Francję i naszych bohaterów przy okazji. Jest krwawa i brutalna, ale bez wątpienia fascynująca. W dodatku akcja powieści zaczyna się na długo przed wybuchem Rewolucji, tym samym więc czytelnik ma okazję prześledzić wydarzenia, która go niej prowadziły i z tym większą grozą czekać na to, co nieuchronnie nadejdzie.

4. Dwaj bohaterowie płci męskiej intrygująco się uzupełniają.

Główną bohaterką jest niejaka Lucie, istota śliczna, dobra i niewinna, a przy tym oczywiście raczej nudna. Na szczęście w komplecie z Lucie występują dwaj zakochani w niej panowie, Anglik i Francuz. Karol Darnay i Sidney Carton są jak dwie strony monety. Jeden z nich jest dobry i nudny, drugi ma charakterek, ale zboczył na manowce. Literaturoznawcy dopatrują się w nich dwóch stron charakteru samego autora, zwłaszcza że pierwsze litery ich nazwisk tworzą inicjały Dickensa.

Lucie także ma swoje odbicie w krzywym zwierciadle. Niejaka pani Defarge jest dużo ciekawszą bohaterką, nie będę jednak zdradzać na jej temat zbyt wiele. Jestem jednak przekonana, że wywrze na was wrażenie.

5. Zakończenie.

Musicie mi uwierzyć na słowo albo dać sobie zepsuć lekturę moimi wyjaśnieniami. Nie zacytuję więc nawet słynnego ostatniego zdania – i tak zwrócicie na nie uwagę. Być może wyda się wam zbyt egzaltowane. Ale jeśli dacie się uwieść „Opowieści o dwóch miastach”, kupicie całość wraz z zakończeniem i ostatnim zdaniem!

Dickens się zestarzał z wdziękiem, a zimowe wieczory ten wdzięk potęgują. Warto wybrać się z nim w podróż do osiemnastowiecznego Londynu i Paryża, albo przeczytać jakąś inną jego książkę. Jego książki są jak ciepły koc i kubek z herbatą, kiedy wracacie do wyziębionego domu.

Charles Dickens "Opowieść o dwóch miastach"

Tłum. Tadeusz Jan Dehnel

Wydawnictwo Zysk i S-ka 2016

czwartek, 08 grudnia 2016, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/12/10 09:57:00
Uwielbiam Dickensa, często wracam do jego powieści. Jest prawdziwym literackim magikiem. Przepadam z nim na długie godziny. Ja również długo szukałam tej powieści. Świetnie, że się pojawiła i to w takim pięknym wydaniu :)
Pozdrawiam:)
-
2016/12/10 12:31:07
Bardzo dziękuję za ten wpis. Twój blog kojarzył mi się zawsze z opasłymi tomiskami, wieczorami, senną atmosferą i pięęęknym kotem. Uwielbiam ten klimat. :) dobrze, że napisałaś o Dickensie, bo wkraczamy w roku 2017 w epokę wiktoriańską dzięki wspomnieniom o Jane Austen! Serdecznie zapraszam do mnie: też piszę o książkach - nieco innych i pod nieco innym kątem: www.karolinaplichta.pl :)
-
Gość: nata, *.bartnet.pl
2016/12/10 13:38:28
Uwielbiam Dickensa, jest moim ulubionym pisarzem wiktoriańskim.
Dziękuję za przypomnienie o jednej z jego wspaniałych książek.
-
2016/12/10 17:40:30
Wiadomość o tym wznowieniu wywołała u mnie wybuch radości, bo widziałam Opowieść... w dziesiątkach zestawień najlepszych powieści wszech czasów i byłam jej bardzo ciekawa, a zdobycie tego starego wydania graniczyło z cudem, nawet w bibliotekach. Nie mogę się już jej doczekać, zwłaszcza że, jak widzę, prezentuje się pięknie! Myślałam, że przyniesie mi ją Mikołaj, ale zapomniał; doprecyzowałam jednak swoje życzenia podchoinkowe, i mam nadzieję, że w Święta będę ją już miała w swoich rękach. A w ramach wprawiania się z Dickensem w świąteczny klimat, przeczytam sobie Świerszcza za kominem :).
-
Gość: jadzik, *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/12/10 22:58:46
Dickens to dla mnie pisarz zapomniany (no, może poza "Opowieścią wigilijną"). Nałogowo czytałam jego książki jako nastoletnia dziewczyna (czyli dekady temu). Dzięki Twojej notce chętnie sięgnę nie tylko po to wznowienie, ale także przypomnę sobie tak chętnie poznawane dawniej powieści.
Pozdrawiam po raz pierwszy, choć buszuję po Twoim blogu już od trzech lat i wiele lektur zawdzięczam zamieszczonym opiniom o książkach. Mamy niezwykle podobny gust.
-
2016/12/11 16:03:08
Cudowny kot. Wstyd się przyznać, ale odkąd skończyłam lektury - "Great expectations" i "Hard times" - nie ruszyłam dalej na dalsze poznawanie najsłynniejszego bodaj autora epoki. Kilka razy próbowałam zacząć "The Pickwick Papers", ale jakoś nie dałam rady iść dalej. Tyle innych lektur czekających w kolejce! Ale "A Tale of Two Cities" muszę kiedyś poznać, koniecznie. Bo to pierwsze zdanie jest naprawdę fantastyczne.
-
2016/12/12 17:21:34
Mi się "The Pickwick Papers" czytało bardzo ciężko przez język - trudną angielszczyzną pisane to było, a bardzo specyficznymi dialogami. Nie dałem rady, gdy jeszcze na studiach próbę podjąłem.

A "It was the best of times, it was the worst of times..." to cytat, który nad Wisła wiele nie powie, ale w Anglii wszedł chyba do języka codziennego, go słyszeć się go da często i pewnie często bez świadomości źródła.
-
Gość: Elwen Rhiannon, *.dynamic.chello.pl
2016/12/12 20:39:40
Nie przepadam za Dickensem, ale dla tej książki robię wyjątek, między innymi za jedno z najpiękniejszych pierwszych zdań, jakie znam. Przekład Dehnela mi nie leży, powieść wciągnęła mnie dopiero w kobiecym, przedwojennym tłumaczeniu Teresy Prażmowskiej (1928):

"Były to czasy najlepsze i były to czasy najgorsze, był to wiek mądrości i był to wiek głupoty, była to epoka wiary i była to epoka ateizmu, był to wiek oświecenia i był to wiek ciemnoty; była to wiosna nadziei i razem zima rozpaczy; wszystko mieliśmy przed sobą i zarazem nic, szliśmy wszyscy prosto do nieba a równocześnie do piekła - słowem, był to okres tak zbliżony do obecnego, że niektóre z głośniejszych powag uważają go za spotęgowaną w najwyższym stopniu, w złem i w dobrem, podobiznę naszych czasów.
-
2016/12/16 17:20:30
Wierzę na słowo.Tobie-zawsze. :-)
-
2016/12/16 22:44:44
Dickensa uwielbiam pod każdą postacią !
-
2016/12/17 12:38:44
Bardzo dobrze, że wznowili "Opowieść o dwóch miastach". Według wielu źródeł jest to największy bestseller angielskiej literatury w całej historii, a w polskich księgarniach nie można było tej książki dostać. Toż to szok! :D Jeżeli ktoś chce poznać angielską literaturę powinien przeczytać parę książek Dickensa, w tym "Opowieść o dwóch miastach".
-
2016/12/19 04:48:25
Ostatni raz czytałem Dickensa w 1994 roku ;)
-
2016/12/20 13:56:22
Ooo po Dickensa sięgnę na pewno .... Ale jak będzie w bibliotece - mam stały problem z miejscem ( musiałam pozbyć się jednego regału - książki są ale w kartonach na strychu,,,) A dopiero jakoś dzisiaj zajrzałam do komentarza poniżej - zazdroszczę Ci pracy w wydawnictwie. Napisz coś kiedyś niej proszę! I Pozdrawiam z drugiego krańca Polski !
-
2016/12/20 20:40:03
larysan - Znam ten problem, ale uparcie go ignoruję. Moje książki stoją w stosach na podłodze, czasem mi nawet z tego powodu przykro, ale co zrobić... A o pracy może kiedyś więcej napiszę, bo jest fascynująca :) Pozdrawiam bardzo serdecznie!
-
2016/12/21 19:55:10
O, jak wspaniale, że tę książkę ponownie w Polsce wydano!
Sprawię ją sobie koniecznie!
Mam do Ciebie pytanie odnośnie "Jądra ciemności" Conrada. Które wydanie / tłumaczenie polecasz? Dostępnych jest kilka i nie wiem, które wybrać...



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...