Blog > Komentarze do wpisu

Kryminalny styczeń

Nowy Rok rozpoczął się dla mnie z przytupem - pierwszym w życiu, jeśli nie liczyć urodzenia dziecka, pobytem w szpitalu. Ponieważ musiałam zaplanować sobie taką małą przerwę w życiorysie i ogarnąć wszystko w pracy przez zwolnieniem, czytanie ambitnej literatury nie do końca mi wychodziło. Sięgnęłam więc po to, co odpręża i odgania myśli o stresie, czyli oczywiście kryminały! I jak zwykle, jest w czym wybierać!

Na pierwszy ogień poszła oczywiście najnowsza powieść Jørna Liera Horsta. "Gdy mrok zapada" to kolejna część cyklu o Williamie Wistingu, tym razem przenosząca nas do początków kariery komisarza. I choć wydawnictwo przyzwyczaiło nas już do wydawania tej serii w dość przypadkowej kolejności, tym razem dostajemy najnowszą część, choć chronologicznie to od niej cały cykl mógłby się rozpocząć. Wisting wspomina sprawę, dzięki której dostał pracę w wydziale śledczym, angażując się w dochodzenie niejako po godzinach. Niektóre rzeczy udają mu się niejako przypadkiem - przyjaciel prosi go o pomoc w ustaleniu prawa własności do zabytkowego auta, stojącego od lat w starej stodole, a Wisting podczas oględzin dostrzega ślady po kulach. Inne osiągnięcia są wynikiem jego ambicji i uporu. Intryga kryminalna jest bardzo zgrabna i raczej zawikłana, wiąże ze sobą rzeczony samochód, niewyjaśnione zaginięcie sprzed wielu lat i współczesny napad. Nie jest to jednak klasyczne śledztwo, raczej wiązanie zerwanych nici i dopasowywanie pozornie niepasujących kawałków układanki.

Książka jest nieco krótsza niż poprzedni powieści Horsta, wydawać się też może bardziej błaha. To zdecydowanie rzecz dla miłośników serii, nie polecałabym jej raczej na pierwsze spotkanie z autorem. Wisting jest w niej nieco zbyt idealistyczny, a wszechświat chyba zanadto mu sprzyja. Denerwuje to, jak mało uwagi poświęca dwójce malutkich dzieci. Niby przejmuje się tym, że żona jest przemęczona, niby chciałby spędzać z nimi więcej czasu, ale tak naprawdę w głowie ma tylko swoje dochodzenie i karierę.

Całość czyta się jednak znakomicie, a rozwiązanie zagadki potrafi zaskoczyć nawet wytrawnego czytelnika. Trzeba jednak lubić niespieszne tempo książek Horsta i brak spektakularnych zwrotów akcji. Dla tych, których cieszy spokojna opowieść o śledztwie i rozterkach głównego bohatera, będzie to doskonała lektura na jeden lub dwa wieczory.

Akcja książki Ruth Ware dla odmiany pędzi na łeb, na szyję. Fabuła jej debiutanckiej książki "W ciemnym mrocznym lesie" osnuta jest wokół motywu "zamkniętego pokoju", z tym że zamiast pokoju mamy tutaj zasypany śniegiem dom w lesie. Nora, główna bohaterka, jedzie na wieczór panieński swojej dawnej przyjaciółki. Znajomość obu dziewczyn została zerwana w dramatycznych okolicznościach, a zaproszenie na weekend było zdecydowaną niespodzianką dla Nory. Przez sentyment, a może z ciekawości, zgadza się jednak na przyjazd. Na miejscu okazuje się, że nie był to najlepszy pomysł. Atmosfera jest gęsta, w imprezie uczestniczy tylko kilka osób, w większości sobie obcych, a ponieważ czytamy kryminał, nikt nie zdziwi się na wieść o tym, że w pewnym momencie jedna z obecnych w domu osób zakończy żywot.

Dom nie jest całkowicie odcięty od świata, nie jest więc wykluczone, że morderstwa dokonał ktoś z zewnątrz. Jednak każda ze znajdujących się w środku osób coś ukrywa i każda może być sprawcą. Od początku wiemy, że coś się wydarzyło - Nora leży w szpitalu i próbuje sobie przypomnieć, co się stało. Wiemy, że ktoś zginął, ale nie wiemy kto, czytamy więc coraz bardziej niecierpliwie, pragnąc jak najszybciej dowiedzieć się najgorszego. Autorka bardzo sprawnie kreuje duszną atmosferę weekendowej imprezy, a domek, w którym wszystko się odbywa, staje się przerażającym miejscem. Akcja jest jednak trochę zbyt przewidywalna, choć lektura bez wątpienia trzyma w napięciu. Postaci są nieco przerysowane, a całość niespecjalnie oryginalna.

Książka przyciągnęła sporą uwagę recenzentów anglojęzycznych, co na pewno zawyżyło moje oczekiwania przed lekturą. Nie jestem przekonana, czy było o co robić tyle szumu. Być może jednak tak już jest z thrillerami psychologicznymi. Każdy wydawca i agent chciałby powtórzyć sukces "Dziewczyny z pociągu", a przecież akurat w tym gatunku trudno jest chyba napisać coś naprawdę odkrywczego. Nie nastawiajmy się więc na żadne olśnienie, ale też nie zniechęcajmy przedwcześnie. Lektura "W ciemnym mrocznym lesie" jest doskonałą rozrywką i tyle. A przecież tego chyba właśnie oczekujemy po książkach tego typu?

I wreszcie lektura zdecydowanie odmienna, choć pod pewnymi względami zaskakująco podobna do poprzedniej. "Zagadka w bieli" J. Jeffersona Farjeona to powieść, która swoją angielską premierą miała równo osiemdziesiąt lat temu, a jej autor należał wówczas do najpoczyniejszych pisarzy brytyjskich. Po latach powieść przypomniała British Library, wznawiając ją w swojej uroczej serii Bristish Library Crime Classics, a ponieważ wznowienie powieści Farjeona sprzedało się wyjątkowo dobrze, wydawnictwo Zysk i S-ka podjęło ryzyko wydania tej mocno niedzisiejszej lektury w polskim tłumaczeniu. Cześć im za to i chwała, bo "Zagadka w bieli", mimo że nieco trąci myszką, to naprawdę przyjemna lektura, która może spodobać się wielu czytelnikom.

Wszystko zaczyna się w pociągu, na dzień przed Bożym Narodzeniem. Kilka nieznających się osób zawiera znajomość w przedziale, wiedząc, że spędzą w swoim towarzystwie kilka godzin. Wyjątkowo silne opady śniegu unieruchamiają jednak pociąg, a grupka podróżnych decyduje się na ryzykowny krok i wyrusza pieszo w stronę położonej w pobliżu stacji, licząc na złapanie innego środka transportu. Szybko tracą orientację i z ulgą pukają do drzwi domu, który nagle wyłonił się ze śnieżnej zadymki. Nikt nie odpowiada, drzwi jednak nie są zamknięte. Nasi bohaterowie wchodzą do środka i ze zdziwieniem stwierdzają, że na kominku płonie ogień, wstawiono nawet wodę na herbatę, ale dom jest najwyraźniej pusty. Nie mają wyboru, na zewnątrz zginęliby marnie. Decydują się rozgościć i zostawić tajemniczemu gospodarzowi pieniądze za wszystko, co zjedzą i zużyją.

Dość szybko orientują się, że w domu musiało zajść coś strasznego, niewykluczone też, że złoczyńca, może nawet morderca, czai się nadal gdzieś w pobliżu. Jest wśród nich niejaki Edward Maltby, starszy pan interesujący się parapsychologią o wyjątkowo przenikliwym umyśle, który we wszystkim dopatruje się działania sił nadprzyrodzonych, ale też potrafi sprawnie kojarzyć fakty. Niczym rasowy spadkobierca Sherlocka, snuje przed swoimi towarzyszami wizje możliwych wariantów zdarzeń, oni zaś odważnie mierzą się z wyzwaniami. Atmosfera jest od początku gęsta, całkiem jak we wspomnianej wyżej książce Ruth Ware, pojawiają się kolejne wątki, zaś w centrum wydarzeń jest cały czas grupka nieszczęsnych podróżnych. Zaczynamy ich lubić, przynajmniej niektórych, choć nie da się ukryć, że wszechwiedza Maltby'ego i jego potrzeba rysowania tła do wszystkich hipotez bywają denerwujące. Mocno przestarzałe wydaje się nie tylko to, w jaki sposób akcja toczy się wokół tłumaczącego wszystko starszego pana, ale także obecność elementów nadprzyrodzonych, z których tylko część daje się wyjaśnić w sposób racjonalny. Czytelnicy z pierwszej połowy XX wieku zapewne lubili takie zabiegi, dzisiaj wydają się one nieco nietypowe.

Całość jednak czyta się bardzo dobrze, zwłaszcza że akcja przyspiesza, a niektóre jej zwroty potrafią zaskoczyć. Do samego końca nie wiemy, co dokładnie zaszło w domostwie, choć oczywiście wielu rzeczy możemy się domyślić. Nie sądzę, że jest to lektura dla każdego czytelnika kryminałów, jeśli jednak lubicie klimaty retro, z pewnością przypadnie wam do gustu.

Co ciekawe, wydawnictwo zdecydowało się opublikować książkę w dwóch wersjach. Jedna ma okładkę w stylu retro, będącą kopią okładki oryginalnej, druga jest bardziej współczesna. Obok siebie obie wersje wyglądają tak:

Naszukałam się wersji w okładce retro, ponieważ zdecydowanie bardziej mi się podoba. Byłoby miło, gdyby w podobnej szacie graficznej ukazało się więcej książek z serii British Library (zajrzyjcie tutaj, jeśli chcecie zobaczyć, jak wyglądają pozostałe).

"Gdy mrok zapada" Jørn Lier Horst
Tłum. Karolina Drozdowska
Wydawnictwo Smak Słowa 2016 (11 tom serii o Williamie Wistingu)
Moja ocena: 4/6

"W ciemnym mrocznym lesie" Ruth Ware
Tłum. Ewa Kleszcz
Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2017
Moja ocena: 4/6
 
"Zagadka w bieli" J. Jefferson Farjeon
Tłum. Zbigniew Królicki
Wydawnictwo Zysk i S-ka 2016
Moja ocena: 4.5/6
czwartek, 19 stycznia 2017, padma
Tagi: kryminały

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/01/19 18:55:19
O rany, aż wierzyć mi się nie chciało, że Prószyński mógł wydać coś z tak beznadziejną okładką, aż poleciałam sprawdzić w googlu. W "Ciemnym, mrocznym lesie" wygląda, jakby ktoś wypisał tytuł przy użyciu WordArtów. Ała, moje oczy.
-
2017/01/19 19:19:14
Pierwszą przeczytałam, drugą mam w planach. Trzecią bardzo mnie zaciekawiłaś. Okładka zdecydowanie retro jest fajniejsza:)
-
2017/01/19 19:52:49
Gosia B - Ciekawa jestem, jak Ci się trzecia spodoba, moim zdaniem jest naprawdę urocza!

karolina.ja - Ta okładka jest prawie dokładną kopią okładki oryginalnej, tylko czcionka jest inna... Zgadzam się, że jest okropna!
-
2017/01/19 20:14:19
Jeszcze nie czytałam tych książek, ale od dziś znajdują się na mojej liście ;)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/01/19 22:15:56
Obejrzałam pozostałe okładki z serii i muszę przyznać, że są naprawdę śliczne!
-
Gość: nenneke rzeczoksiazkach.pl, *.centertel.pl
2017/01/20 00:55:01
W ciemnym lesie czytalam w oryginale(okladka ladniejsza niz polska), ale w moim odczucie ksiazka ogolnie kiepska, max 3/6, bohaterka bez wyrazu, calosc pisana "na schemacie".
Horsta mam w planach chronologicznie:)
-
Gość: nenneke rzeczoksiazkach.pl, *.centertel.pl
2017/01/20 00:55:52
PS. Zdrowia:)
-
2017/01/23 18:45:14
Pierwsze zdjęcie intrygujące :-)



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...