Blog > Komentarze do wpisu

Piękna okładka i piękne wnętrze - "Dzień dobry, północy" Lily Brooks-Dalton

 

Nie każda migocząca i efektowna okładka skrywa wartościowe wnętrze, jednak w przypadku debiutanckiej powieści Lily Brooks-Dalton "Dzień dobry, północy" nie ma się czego obawiać. To książka pięknie napisana i zaskakująco mądra.

Dwoje bohaterów dzielą niewyobrażalne tysiące kilometrów. Augustine przebywa na arktycznej stacji badawczej, Sully jest na statku kosmicznym wracającym z Jowisza, po odbyciu najdalszej podróży, na jaką ludzkość się jak do tej pory porwała. Możliwe, że jest to też ostatnia daleka podróż przedstawiciela ludzkości, ponieważ na Ziemię spada nieoczekiwany kataklizm. Nie wiemy nic na jego temat, wiemy jedynie, że pewnego dnia na stację arktyczną przyleciał samolot, a wszyscy badacze otrzymali rozkaz ewakuacji i powrotu do swoich rodzin. Augustine odmówił wyjazdu, po części dlatego, że nie miał do czego i do kogo wracać. Sully i jej towarzysze zaskoczyło milknące znienacka radio. Podejrzewali awarię, jednak przekonawszy się, że bez problemy odbierają sygnały z rozmieszczonych przez siebie sond, zrozumieli, że to na Ziemi coś się musiało stać. I tak Augustine zostanie zdany sam na siebie w Arktyce, oni zaś muszą przetrwać wiele miesięcy ciszy w eterze, zanim dotrą w pobliże Ziemi i będą się mogli dowiedzieć, czy stało się coś strasznego i czy ich rodziny żyją.

Nie jest to dystopia, mimo że czasami tak właśnie jest ta książka reklamowana. To liryczna i melancholijna opowieść o samotności dwojga ludzi, którzy nie wiedzą, dlaczego świat nagle zamilkł. W dzwoniącej w uszach ciszy zarówno Augustine jak i Sully poczują się zmuszeni do spojrzenia wstecz. Choć do tej pory zdawało im się, że najważniejszą siłą napędową jest dla nich ambicja i pęd do wiedzy, w obliczu potencjalnego końca świata zdają sobie sprawę, że nie wiedzieli o sobie wszystkiego i że popełnili wiele błędów. Oboje regularnie przeszukują kolejne częstotliwości w poszukiwaniu jakiegokolwiek głosu, czytelnik zaś śledzi ich losy w napięciu, czekając na to, żeby udało im się ze sobą porozumieć.

Choć część bohaterów przebywa na statku kosmicznym, "Dzień dobry, północy" nie zawiera zbyt wielu elementów powieści science-fiction. Autorka nie roztrząsa technicznych szczegółów związanych z lotem, nie wyjaśnia też, jak daleko posunęła się ludzkość w swoich badaniach kosmicznych. Podróż na Jowisza jest tylko pretekstem do umieszczenia Sully w środowisku równie odizolowanym od świata, jak stacja badawcza w Arktyce. Nic też nie wiadomo o apokalipsie, i choć czytelnik chciałby zapewne wiedzieć coś więcej, autorka konsekwentnie trzyma się swojego tematu. Pisze o porażkach, o rodzicielstwie, o odpowiedzialności za drugiego człowieka i żalu za czymś, z czego się zrezygnowało.

Nie sądźcie jednak, że cała książka składa się z rozważań i wspomnień. Augustine ma towarzyszkę, której obecności się nie spodziewał - kiedy samolot z jego towarzyszami odlatuje, mężczyzna odnajduje w jednym z pomieszczeń dziewczynkę. Nie jest tym zachwycony, ale nie może się jej pozbyć, ponieważ radio milczy i nikt po małą nie wraca. Obserwuje ją i wraz z nią zaczyna odkrywać piękno świata, który go otacza, a którego do tej pory nie dostrzegał, ciągle wpatrując się w swój teleskop. Nietzsche napisał, że jeśli patrzy się zbyt długo w otchłań, otchłań zacznie patrzeć w nas. Augustine za długo patrzył w gwiazdy, ale teraz odrywa od nich wzrok, żeby patrzeć na bawiące się na śniegu dziecko. Sully również będzie musiała zmierzyć się z praktycznymi i emocjonalnymi wyzwaniami. Pozornie nie dzieje się wiele, jednak od lektury trudno się oderwać, a bohaterowie stają się zaskakująco realni.

Lily Brooks-Dalton wykorzystała w tytule fragment wiersza Emily Dickinson (z tego samego tytuły skorzystała Jean Rhys, której doskonała, mroczna książka Good Morning, Midnight nie została nigdy wydana po polsku). Wydaje mi się, że wiersz Emily też nie ma polskiego tłumaczenia, przeczytajcie więc w oryginale:

Good morning, Midnight!
I'm coming home,
Day got tired of me –
How could I of him?

Sunshine was a sweet place,
I liked to stay –
But Morn didn't want me – now –
So good night, Day!

Ta książka też jest takim spokojnym pożegnaniem ze światem, który był, a którego bohaterowie na własne życzenie się w jakimś stopniu wyrzekli. Kryje w sobie kilka niespodzianek, które czytelnika urzekną i na moment wytrącą z równowagi, odwracając ostatnią stronę będziemy jednak czuli przede wszystkim spokój. Kojąca, piękna powieść, nie do przegapienia.

Moja ocena: 6/6

"Dzień dobry, północy" Lily Brooks-Dalton

Tłum. Magdalena Słysz

Wydawnictwo Czarna Owca 2017




poniedziałek, 20 lutego 2017, padma

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/02/20 23:34:29
Chciałoby się powiedzieć: "żyj tak, jakby jutro miał nastąpić koniec świata".
-
2017/02/21 17:45:08
Chętnie przeczytam, a piękna okładka to dodatkowy atut :)
Dodam tylko, iż jeden z kryminałów z Dalzielem i Pascoe autorstwa ś.p. Reginalda Hilla też był zatytułowany "Good morning, midnight".
-
2017/02/21 19:23:17
Pięknie. Już chcę ją przeczytać. Z twojej recenzji wyczytuję pewne podobieństwa, tylko odrobinę fabularne, głównie nastrojowe, do znakomitej "Stacji 11".
-
2017/02/22 10:17:33
Z Twojej recenzji wynika, że książka jest naprawdę godna polecenia i warta przeczytania. Okładka też jest bardzo ładna i zachęca do czytania. Pozdrawiam i powodzenia w dalszej pracy.
-
Gość: Kasia, *.a137.corp.bahnhof.se
2017/02/24 22:58:22
A czy książka rozwiązuje na koniec zagadkę, co się stało z ludzkością? :)
-
2017/02/25 11:41:32
Nie do końca przekonują mnie takie powieści. Ogólnie staram się trzymać z dala zarówno od pozycji utopijnych jak i dystopii, choć rozumiem, że nie takie tu było zamierzenie. Mimo braku technicznej nomenklatury całość wydaje mi się być jednak książką sci-fi i w sumie szkoda. Nadal będę szukać odpowiadającej mi współczesnej literatury.
-
2017/02/28 21:18:27
Kasia - Nie rozwiązuje... Ale pod koniec czytelnik rozumie już, że to całkowicie nieistotne, bo książka jest o czymś innym :)

ksiazkowepowroty - Hmm, wiadomo, że nie każda książka jest dla każdego czytelnika :) W tym przypadku jednak nie jest to właściwie ani dystopia, ani science fiction. To literatura piękna, której akcja częściowo dzieje się na statku kosmicznym, równie dobrze mogłaby się dziać na okręcie na przykład. Istotne jest tylko to, co się dzieje między bohaterami. Ale faktem jest, że jeśli ktoś zdecydowanie nie lubi elementów fantastycznych, będzie się zapewne męczył...
-
Gość: Angie, *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2017/05/24 10:16:24
Ciekawe spojrzenie na książki, zainspirowałam się do opisywania książek na swoim blogu:) angelaopisuje.blogspot.com/



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...