niedziela, 18 stycznia 2015

Podobno jutro jest najbardziej przygnębiający dzień roku. Trzeci poniedziałek stycznia (po angielsku nazywany Blue Monday) to dzień, w którym zdążyliśmy już zapomnieć o świątecznych dniach, a optymiści, którzy robili noworoczne postanowienia, często zdążyli już je złamać (jeśli chcecie przeczytać 52 książki w tym roku, zajrzyjcie tutaj). Do najbliższego urlopu jest bardzo daleko, a pogoda przeważnie nas w tym okresie nie rozpieszcza. Na szczęście my, mole książkowe, zawsze mamy nasze książki, herbatę, a niektórzy mruczącego kota... Jeśli więc dopadnie was zły nastrój, zajrzyjcie do polecanych przeze mnie książek. Gwarantuję, że poczujecie się lepiej!

1. Elizabeth von Arnim "Zaczarowany kwiecień"

Cudna, staroświecka opowieść o czterech Angielkach, które postanawiają wynająć na miesiąc zameczek w Toskanii. Nie znały się wcześniej, zaś pomysł wydaje im się równie egzotyczny jak wyprawa do Amazonii. Anglia jest jednak deszczowa i ponura, a wizja miesiąca w słońcu odmienia je nawet zanim wyjadą. A kiedy już znajdą się w Toskanii, wtedy zaczną się dziać prawdziwe cuda! Wszystko dzieje się w pierwszej połowie XX wieku, jest nieodparcie urocze, zabawne i pełne ciepła.

2. Irena Zarzycka "Dzikuska"

Książeczka, w której zaczytywałam się jako nastolatka. Naiwna historyjka, której bohaterką jest Ita, tytułowa dzikuska, nieokrzesana, zaniedbana dziewczynka, której brat postanowił, że czas ją ucywilizować. Zadania podejmuje się szlachetny młodzian, i oczywiście nie będziecie zaskoczeni, jeśli zdradzę, że wszystko zakończy się wielką miłością. Trącąca myszką, mocno grafomańska powieść, ale gwarantuję wam, że po jej lekturze zrobi wam się przyjemnie i lekko.

3. Maria Rodziewiczówna "Między ustami a brzegiem pucharu"

Skoro zaczęłam od staroświeckich historii, nie mogę zapomnieć o mojej ulubionej powieści Rodziewiczówny. Koniec XIX wieku, zepsuty niemiecki hrabia traci głowę dla całym sercem oddanej swojej ojczyźnie Polki. Początkowo jego zainteresowanie piękną Jadzią jest raczej kaprysem, jednak gdy okazuje się, że panna go nie chce i nim z całego serca pogardza, hrabia zaczyna się zmieniać. Rodziewiczówna napisała nie tylko całkiem zgrabną historię miłosną, ale także naprawdę piękną książkę o patriotyzmie, w dodatku zawierającą wszystkie elementy, które powinny wam poprawić humor w posępny, styczniowy wieczór - są tu namiętne wyznania, pojedynki, kuligi i bale. Wydaje mi się, że czytałam tę książkę ze trzydzieści razy, szkoda, że nie liczyłam.

Niedawno wszystkie książki Rodziewiczówny trafiły do domeny publicznej, "Między ustami a brzegiem pucharu" można więc przeczytać za darmo, legalnie (np. na Wolnych Lekturach).

4. James Herriot "Jeśli tylko potrafiłyby mówić" i pozostałe książki

Cykl "Wszystkie stworzenia duże i małe" został napisany przez weterynarza. Nie byle jaki to jednak weterynarz - James Herriot pracował w niewielkiej wiosce w hrabstwie Yorkshire i musiał się zmagać z zaiste nietypowymi problemami. Odbierał porody w środku nocy, jeździł do nagłych przypadków w śnieżycach i zamieciach, próbował poradzić sobie nie tylko z owcami, ale przede wszystkim z ich właścicielami. Opisał to wszystko z prawdziwie angielskim poczuciem humoru, barwnie i żywo.

5. Gerard Durrell "Kraina szeptów", "Przeciążona arka" i wszystkie inne książki

Jeśli jest Herriot, nie może zabraknąć Durrella. Jego książki są lekiem na wszelkie zło. Niektóre ("Moja rodzina i inne zwierzęta", "Moje ptaki, zwierzaki i krewni", "Ogród bogów") opowiadają o dzieciństwie spędzonym na greckiej wyspie Korfu i przedziwnych perypetiach całej, mocno nietypowej, rodziny Durrellów. Inne dotyczą prowadzenia ogrodu zoologicznego na angielskiej z kolei wyspie Jersey, którego Durrell był założycielem i właścicielem. Kolejne to opowieści z wypraw łowieckich, w czasach Durrella bowiem łowiono zwierzęta, które następnie umieszczano w ogrodach zoologicznych (profesja dobrze znana miłośnikom Tomka Wilmowskiego). Durrell ma cięty język, a właściwie pióro, dar obserwacji i bezgraniczną miłość do zwierząt.


6. Georgette Heyer "Czarna ćma" i inne książki

Myślę, że rozumiecie, iż brak na tej liście "Dumy i uprzedzenia" oraz innych powieści Jane Austen wynika tylko z tego, że nie chcę pisać o tytułach oczywistych. Te lektury są doskonałym lekiem na chandrę. Jeśli jednak czytaliście je już mnóstwo razy i macie ochotę na coś nowego, a zarazem ciągnie was do epoki Regencji, zawrzyjcie znajomość z Georgette Heyer.

Niech was nie odstraszą kiczowate okładki. Georgette Heyer pisała wprawdzie romanse, nie są jednak tak koszmarne, jak mogłoby się wydawać. Wręcz przeciwnie - to całkiem zgrabne, utrzymane we właściwej konwencji opowieści wzorowane na powieściach z epoki. Sporo przygód, szczypta romantyki, bohaterowie, których da się lubić. W Wielkiej Brytanii Georgette Heyer ma szerokie rzesze miłośników, jej książki są często wznawiane, a nawet poddawane analizom krytycznoliterackim. Nie nastawiajcie się na nic szczególnego, ale jeśli lubicie romanse historyczne, to dlaczego nie?

7. Winifred Watson "Miss Pettigrew lives for a day"

Książka niestety nie wydana po polsku, ale warto spróbować poćwiczyć na niej swój angielski. Bajka o Kopciuszku w realiach Londynu lat trzydziestych ubiegłego wieku. Panna Pettigrew, samotna guwernantka, przeżywa najbardziej niezwykły dzień swojego życia. Cudna bajka, po przeczytaniu której świat wydaje się piękniejszy.

8. Peter Mayle "Rok w Prowansji" / Ferenc Máté "Winnica w Toskanii"

Książek o ludziach, którzy kupili stary dom gdzieś na południu Europy, nauczyli cieszyć życiem i delektować dobrym jedzeniem, jest mnóstwo. Dobrze sprawdzają się w roli poprawiaczy humoru, nie mogło ich więc na tej liście zabraknąć. Zdarzają się wśród nich lepiej i gorzej napisane pozycje - te dwie polecam z czystym sumieniem. Autorzy mają poczucie humoru, potrafią też śmiać się z samych siebie, jednocześnie zaś nie piszą tylko o sobie i swoich rozterkach. Ich książki to całkiem urocze zbiory opowieści o ich sąsiadach, o starych domach, w których zamieszkali i o całym zamieszaniu związanym z przeprowadzką.

9. Astrid Lindgren "My na wyspie Saltkrakan" (wydana też pod tytułem "Dlaczego kąpiesz się w spodniach, wujku?")

Jedyna książka z tej listy, której nie mam - muszę to koniecznie nadrobić, bo z przyjemnością sięgałabym po nią częściej. Takie "Dzieci z Bullerbyn" dla nieco starszych czytelników - pięcioosobowa rodzina spędza wakacje na niewielkiej wyspie. Mają różne przygody, smucą się i żartują, cieszą życiem i swoim towarzystwem. Przeurocza i zabawna książka.

10. Frances Hodgson Burnett "Sekret markizy" i inne książki

Myślę, że nie ja jedna sięgam do dawnych lektur, gdy mam ochotę poprawić sobie nastrój. "Mała księżniczka" i "Tajemniczy ogród" to pewniaki, ale F. H. Burnett napisała dużo więcej książek. "Sekret markizy" to kolejna wersja bajki o Kopciuszku, podobnie jak inne pełna czaru i optymizmu. Stara panna (młodsza ode mnie, ha ha) niespodziewanie wychodzi za mąż za markiza (mi to nie grozi), ale wbrew pozorom to dopiero początek jej kłopotów. Paskudna polska okładka, lepiej obejrzyjcie angielską (tu).


Już dziesięć? Mogłabym bez trudu przygotować kolejną dziesiątkę - nie zmieściło się mnóstwo książek, mniej lub bardziej oczywistych. Napisałabym jeszcze o "Zamczysku w Otranto", przezabawnej powieści gotyckiej. Napisałabym o "The Diary of the Provincial Lady", gdyby nie to, że to kolejna książka nie wydana po polsku. Przypomniałabym o "Zdobywam zamek" Dodie Smith. Ale może Wy podzielicie się swoimi propozycjami poprawiających humor książek?

piątek, 16 stycznia 2015

Dzisiaj po południu przeprowadzam kolejny egzamin z historii literatury amerykańskiej. Kolejny w tym wypadku oznacza kolejny termin warunkowy. Czyli egzaminować będę ludzi, którzy oblali już ten przedmiot przynajmniej trzy razy.

Myślicie, że jestem zołzą i zadaję zbyt trudne pytania? Może mi się to nawet zdarza (komu się nie zdarza?) ale nie tym razem. Nie znoszę tych egzaminów i zawsze czuję się podłamana idąc na nie, toteż staram się pytać o sprawy podstawowe i o lektury najprzyjemniejsze. Jeśli mam do wyboru "Wielkiego Gatsby'ego" i "Wściekłość i wrzask", wybiorę Fitzgeralda, choć osobiście większą miłością darzę Faulknera. A jednak egzamin ten dla wielu studentów jest jakąś przerażającą próbą. Dlaczego? Może dlatego, że przeczytanie książki, całej książki, która ma więcej niż 10 lat, wydaje im się zadaniem ponad siły? Albo zwyczajnie jest ich zdaniem tak nudne, że szkoda im poświęcić kilka godzin swojego życia na to?

Nie wiem sama, wiem jednak, że nawet wśród ludzi, którzy czytają dużo i z przyjemnością, czytanie klasyki bywa bardzo niepopularne. Na grupach czytelniczych na Facebooku padają prośby o polecenie ciekawej książki, ale nie starszej niż pięć lat. Blogerzy książkowi przyznają się bez cienia zażenowania, że nie czytali Dostojewskiego, Dickensa, Bułhakowa albo nawet Sienkiewicza i że wcale tego nie żałują.

Szkoda.

Szkoda, bo sam fakt, że książka została napisana 50, 100 albo, o zgrozo, 200 lat temu nie oznacza, że jej lektura będzie zadaniem trudnym i nieprzyjemnym. Szkoda, bo wypowiadając się o książkach nowych, a nie znając ich poprzedników, nie mamy pełnego obrazu. Szkoda, bo czytanie dobrych książek to zajęcie wyjątkowo satysfakcjonujące, czasem nawet kształtujące, a nie bez powodu jakaś książka jest wciąż wydawana, czytana i dyskutowana 100 lat po jej premierze. Często tym powodem jest właśnie fakt, że jest po prostu, najzwyczajniej w świecie, bardzo dobra.

Na szczęście równie często widuję nieco inne sytuacje. Postanowienia ogłaszane na blogu i na grupach dyskusyjnych o czytaniu tzw. klasyki, o sięganiu po książki, których okładki nie połyskują z półek z bestsellerami. Często zresztą wznowienie jakiejś książki (i akcja promocyjna wydawnictwa) sprawia, że nagle sięgają po nią osoby, które jeszcze pół roku wcześniej o niej nawet nie myślały. To dobrze, oby jak najwięcej takich wznowień się pojawiało! Jak najwięcej nowych, dobrych tłumaczeń, jak najwięcej promocji.

Jeśli skłaniacie się ku tej drugiej grupie i chcielibyście przeczytać coś, co uchodzi za klasykę, mam dla was jedną podstawową radę.

Nie wstydźcie się!

Nie ma osoby, która przeczytała wszystko. Każdy z nas nie przeczytał czegoś, co teoretycznie "powinien". Komu nie zdarzyło się uniknąć jakiejś lektury obowiązkowej? Ja nie przeczytałam "Chłopów" (mam nadzieję, że moja polonistka tego nie czyta). Nie przeczytałam "Miasteczka Middlemarch", mimo podjętych rok temu prób! Nie czytałam "Braci Karamazow", Stendhala, "Pani Bovary", "Iliady" i "Odysei". Uczę o Szekspirze, a nie czytałam wszystkich komedii.

No, zrzuciłam to z siebie!

Italo Calvino (też klasyk) w książeczce o tym, dlaczego warto czytać klasyków, nieprzetłumaczonej niestety na polski, napisał, że często wstydząc, że czegoś nie czytaliśmy, udajemy, że sięgamy po to po raz drugi, by sobie "przypomnieć". Nie ma sensu tego robić! Tak naprawdę powinniśmy się cieszyć, że możemy sięgnąć po coś po raz pierwszy. To cudowne, móc przeczytać najwspanialsze dzieła literatury światowej jako człowiek dorosły, dojrzały, więcej rozumiejący.

Dlaczego by nie zacząć w 2015 przekonywać się na własnej skórze, że ani Stendhal, ani Dostojewski, ani Jane Austen nie gryzą? No dobrze, co do Stendhala pewności nie mam, jako że nie poznaliśmy się osobiście. Za Jane też nie ręczę, potrafi być kąśliwa.

Ja w tym roku mam zamiar (ponownie) poznać mieszkańców miasteczka Middlemarch. Zachęcona przez Marlowa, chcę bliżej poznać Homera. A poza tym mam ochotę na ponowne przeczytanie jednej z lektur, której chyba nie doceniłam jako licealistka.

Tak, ponowne czytanie klasyków też ma sens. Tak naprawdę sięgając po latach po szkolne lektury mam wrażenie, że czytam je po raz pierwszy.

Temat powraca na moim blogu jak bumerang. Pytałam kiedyś, czy lepiej jest czytać więcej czy mniej, a także o to, czy czujecie się oczytani. Wraca, bo wciąż mnie uwiera.

Żeby nie był to marudny tekst o niczym, kilka rad na koniec.

1. Przyznaj się, choćby przed sobą, że czegoś nie czytałeś.

2. Traktuj lekturę jak przygodę.

3. Nie żałuj czasu na to, by wrócić do książek kiedyś przeczytanych - czytanie ich w wieku dorosłym jest zupełnie innym doświadczeniem.

4. Poznaj kontekst. Przed lekturą lub po niej, jak wolisz, spróbuj dowiedzieć się czegoś więcej o danej książce i jej autorze. Często ten kontekst pozwoli ci bardziej docenić książkę, choć oczywiście powinna ona się bronić sama w sobie.

5. Bądź krytyczny, nie musisz padać na kolana przed czymś tylko dlatego, że ma więcej niż 50 lat. Bądź jednak też otwarty i nie uprzedzaj się za wcześnie - w innych epokach pisało się często inaczej.

6. Nie bój się. Wielkie książki mają to do siebie, że potrafią przemówić do czytelnika o kilka pokoleń młodszego. Musisz ich tylko posłuchać. Calvino powiedział, że klasyk to taka książka, która nigdy nie przestała mówić tego, co ma do powiedzenia.

7. Smakuj piękno języka. Ci ludzie potrafili pisać. Zwróć na to uwagę, nie pędź do przodu, by jak najszybciej dowiedzieć się, jak to się wszystko skończy.

8. Rozmawiaj o książce. Zrozumiesz ją lepiej, wymieniając z kimś opinie.


Dorzucicie coś od siebie?


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Dawno, dawno temu poniedziałki były miłym dniem w Mieście Książek. Pomyślałam, że początek roku to dobry moment, by wskrzesić tradycję i znowu zacząć w poniedziałki przepytywać różne osoby na temat trzech książek. Dla tych, którzy czytają Miasto Książek od niedawna - Poniedziałkowy Gość opowiada o trzech książkach: książce, która zmieniła jej / jego życie, książce, która jest mało znana, a zasługuje na szerszą uwagę, oraz (to nowość) książce, której nie należy sądzić po okładce. Zestaw pytań będę od czasu do czasu modyfikować, żeby nie było za nudno, zawsze będzie jednak chodziło o trzy książki. Gośćmi Miasta Książek są blogerzy, pisarze, i po prostu interesujący ludzie, którzy mogą ciekawe trzy tytuły polecić. Zapraszam więc w poniedziałki - na pewno nie co tydzień, ale postaram się, by mniej więcej co drugi poniedziałek można było spotkać tu ciekawą osobę!

A dzisiejszym gościem jest lubiący prowokować, zawsze pogodny i zawsze mający własne zdanie Janek, czyli Oisaj, jeden z dwóch autorów bloga Tramwaj nr 4. Janek czyta wiele fantastyki, takie przynajmniej odnoszę wrażenie i miałam nadzieję, że właśnie z tej dziedziny jakieś ciekawe tytuły poleci. Zapraszam!


Książka, która zmieniła twoje życie

Jest taki tytuł, może nie do końca zmienił moje życie, ale pozwolił mi nie zrobić pewnej głupoty, co w sumie na jedno wychodzi, bo jakbym ją zrobił to moje życie byłoby zupełnie inne. Ta książka nie jest jakaś przesadnie mądra, zasługująca na gremialną uwagę czy Nobla. To jeden z kryminałów Andrei Camilleriego z serii o komisarzu Salvo Montalbano, ale nie powiem wam który, bo to trochę zbyt osobista sprawa. Ale książka na tyle mocno na mnie wpłynęła, że przez moment myślałem, czy nie warto wytatuować sobie jej tytułu na przedramieniu.

Mało znana książka, która zasługuje na uwagę

Jestem ogromnym miłośnikiem fantastyki i książka należy do tego gatunku. W światku fantastyki sporo ludzi o niej słyszało, ale moim zdaniem zdecydowanie powinna to być lektura obowiązkowa dla wszystkich. Chodzi o Pompę numer 6, której autorem jest Paolo Bacigalupi, to zbiór opowiadań który został w  Polsce wydany wspólnie z Nakręcaną dziewczyną przez wydawnictwo Mag. Wizje świata niedalekiej przyszłości, które maluje autor są przerażające i najgorsze w tym jest to, że zaskakująco prawdopodobne. Ja po kilku opowiadaniach miałem ciary na plecach, choć to nie horror.

Książka, której nie powinno się sądzić po okładce

Tutaj można wybierać do woli, koszmarnych okładek ci u nas dostatek. Mam dwa typy, ale one akurat miały szczęście, są na tyle popularne, że wydano je kolejny raz. Pierwsza książka to Nocny patrol Lukjanienki w wersji z wydawnictwa KiW, czarna okładka z błyszczącym niebieskim ludkiem odstrasza znakomicie. Druga książka to jedno z pierwszych wydań Diuny Franka Herberta które ukazało się nakładem Iskier, gdybym wieki temu w maleńkiej księgarni w Tolkmicku znudzony nie otworzył książki, pewnie jeszcze długo nie poznałbym jednej z najlepszych książek SF na świecie, okładkę zdobi bowiem coś, za boga nie wiem co, ale jest obrzydliwa.




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jankowi dziękuję, że dał się zaprosić, a Was zachęcam do poznania gości z poprzednich lat. Znajdziecie ich tutaj - polecam, padło mnóstwo propozycji interesujących lektur!

piątek, 09 stycznia 2015

Od czasów "Kobiety bez twarzy" jest Fryczkowska jedną z moich ulubionych polskich pisarek. "Kurort Amnezja", jej najnowsza powieść, została przez wielu okrzyknięta najlepszą książką w dorobku autorki. Oczekiwania były więc wysokie. Fryczkowska nie pisze powieści czystych gatunkowo. Chętnie bawi się konwencjami, łamiąc schematy i znane motywy przetwarzając po swojemu. Nie inaczej jest i tym razem - trudno zdecydować, czy "Kurort Amnezja" jest raczej thrillerem psychologicznym, czy powieścią obyczajową.

Mamy dwie bohaterki - jedna jest żoną, która niedawno straciła w wypadku męża, druga kochanką tegoż męża, która w tym samym wypadku została ranna i straciła pamięć. Jedna szuka odpowiedzi na pytanie, kim jest kochanka jej męża i kim właściwie był mąż, o którego zdradzie dowiedziała się już po pogrzebie. Druga nie jest w stanie jej tych odpowiedzi udzielić, ponieważ sama nie pamięta, kim jest, a właściwie kim była. Amnezja jest bowiem w jej wypadku swego rodzaju błogosławieństwem. Nie pamiętając swojego zdecydowanie nieciekawego życia, staje się kimś innym, jakby faktycznie przebywała w tytułowym kurorcie i odpoczywała od trudów codzienności. Chroniona przez nadopiekuńczego narzeczonego, nie jest w stanie się zbyt wiele dowiedzieć, jako że jego opieka przypomina raczej kontrolę, a Marianna jest praktycznie ubezwłasnowolniona.

Akcję skomplikuje dodatkowo morderstwo, w które obie kobiety mogą być, zdaniem policji, zamieszane. Czytelnik wie, że jest inaczej, i z fascynacją obserwuje zarówno policyjne dochodzenie, jak i to, co się między dwoma kobietami dzieje. Obie najpierw dowiedzą się czegoś więcej o sobie, by wreszcie stać się kimś innym.

To bardzo emocjonująca książka, która porusza wiele tematów. Jak bardzo obcy są ludzie, którzy wydają się najbliżsi? I jak obcy możemy stać się sami sobie? Jak pogodzić się ze stratą kogoś, kto był dla nas najważniejszy? Bolesne to i ważne tematy, opowiedziane za pośrednictwem wciągającej historii. Polecam gorąco.

Moja ocena: 5.5/6

czwartek, 08 stycznia 2015

Po pierwszy kryminał Błażeja Przygodzkiego sięgnęłam, gdy wygrał w plebiscycie na najlepszą polską powieść kryminalną. Spodobał mi się jego bohater, zrównoważony komisarz Niedźwiecki, spodobało mi się miejsce akcji, dlatego nie zastanawiałam się długo, gdy ukazała się kolejna książka tego autora. Z przyjemnością też stwierdzam, że nie jest słabsza od poprzedniej.

W "Niech strawi cię płomień" wracamy do Wrocławia. Tym razem w spokojnej uliczce w willowej dzielnicy, tej samej, do której chodzę na lody, gdy tylko jestem we Wrocławiu (najlepsze lody w mieście są na Kasprowicza!), zamordowany zostaje kontrowersyjny artysta. Ginie we własnym domu, zaś jego żona wskutek napaści zostaje całkowicie sparaliżowana i nie może mówić. Tropy prowadzą w bardzo wielu kierunkach, ale oczywiście nikomu nie można nic udowodnić. Śledztwo prowadzone przez komisarza Niedźwieckiego wydaje się bardzo odległe od tego, co znamy z amerykańskich seriali - nikt to się nie spieszy, śladów wiele nie ma, a policjanci zdają się błądzić we mgle.

Jednocześnie śledzimy drugi wątek - studentki, która niebacznie oferuje swoje ciało wykładowcy, u którego trudno jest zdać egzamin. Beztroska i przekonana o własnej wyższości, nie spodziewa się, że wykładowca z oferty skorzysta. Początkowy szok przeradza się w chęć zemsty, a dziewczyna zaczyna prowadzić bardzo ryzykowną grę.

Spodziewamy się, że oba wątki w końcu się splotą i tak też się staje. Trochę szkoda, że tożsamość mordercy można odgadnąć chwilę przed tym, jak pisarz decyduje się nam ją ujawnić, nie odbiera to jednak przyjemności z lektury. Przygodzki napisał bowiem bardzo klasyczny kryminał, nieepatujący przemocą, ze starannie opisanym śledztwem, kilkoma ślepymi tropami i całą rzeszą intrygujących postaci w tle. Przede wszystkim zaś w tle jest Wrocław - miasto pełne tajemniczych dzielnic, rozległych parków i wąskich uliczek, intrygujący i piękny. I choćby dla tego Wrocławia warto Przygodzkiego czytać, choć oczywiście jego książki spodobają się każdemu, kto ma ochotę na rasową powieść kryminalną.

Moja ocena: 4/6

wtorek, 06 stycznia 2015

Trzy historie, troje bohaterów. Janka i Staszek krótko po ślubie zostali zesłani na Syberię i do Kazachstanu. Małgosia to ich wnuczka, która wyrusza na wędrówkę ich śladami, przez miasteczka i wioski, których nie ma nawet na Google Maps. Rezultatem tej podróży jest książka, momentami wzruszająca, napisana lekko i ze swadą.

Syberia nie przestaje mnie fascynować, w Kazachstanie kiedyś o mało co nie zostałabym na dłużej, wysadzona z pociągu w środku stepu przez pograniczników, do lektury książek o tych terenach zachęcać mnie nie trzeba. "Zielona sukienka" Małgorzaty Szumskiej nie do końca spełniła oczekiwania, które w tej książce pokładałam, nie żałuję jednak chwil spędzonych na lekturze.

Janka, babcia Małgosi, jest już ponad osiemdziesięcioletnią staruszką. Wyszła za mąż za partyzanta, zesłanego do karłagu, czyli obozu pracy w Kazachstanie, i w rezultacie trafiła na Syberię, gdzie spędziła kilka lat w Mokruszy, wiosce, której do niedawna nie można była znaleźć na mapach. Jej mąż pracował w kopalni, w jednym z najstraszliwszych obozów. Cudem przeżyli i wrócili do Polski, choć na rodzinnej Wileńszczyźnie nie znaleźli już dla siebie miejsca i osiedlili się w Jeleniej Górze.

Ponad pół wieku później Małgosia, córka ich syna, postanawia, że pojedzie zobaczyć miejsca, w których zostawili cząstkę siebie. Nie potrafi wytłumaczyć, po co tam jedzie, co jej przyjdzie z tego, że zobaczy Wilno, Moskwę, Mokruszę, Workutę, Karagandę. Od zawsze wiedziała, że kiedyś będzie po prostu musiała to zrobić. Swoją relację z podróży przeplata opowieścią o dziadkach - o tym jak się poznali, jak Staszek został zdradzony przez kolegę, jak po rodzinę Janki przyszli w środku nocy Rosjanie. To smutna i piękna opowieść, tym bardziej wzruszająca, że przecież wcale nie taka niezwykła, bo losy Janki i Staszka są losami tysięcy innych. Nie oznacza to, że Janka i Staszek nie byli w jakiś sposób wyjątkowi - wierni, zakochani, niesamowicie silni i odważni. Historię ich życia czyta się jak najlepszą powieść.

Nieco słabiej wypada współczesny wątek, czyli Małgorzaty relacja z podróży. Sama wyprawa stanowi fascynujący materiał. Autorce nie brakuje odwagi - nie znając rosyjskiego wyrusza w podróż lokalnymi środkami transportu, śmiało wsiada do samochodów z obcymi ludźmi, odwiedza miejsca, w których turyści nie są częstym widokiem, pakuje się czasem w kłopoty. Jednak potencjał tej podróży pozostaje niewykorzystany, zaś niektóre przemyślenia autorki wydają się boleśnie banalne. Rozwodzi się nad tym, że nie lubi, gdy obcokrajowcy krytykują Polskę, choć sama sobie na to pozwala - nie jest to przecież nietypowa postawa! Przyznaje, że do podróży się nie przygotowała, nie wie, czego się spodziewać, nie zna rosyjskiego. Improwizuje i być może czerpie z tego wiele przyjemności, jednak ten brak przygotowania książce na dobre nie wychodzi. Rozczarowująco płytkie są jej wrażenia z odwiedzanych miejsc, a gdy próbuje o nich coś więcej powiedzieć, wstawia po prostu suche opisy zawierające encyklopedyczne informacje. Trudniejsze pytania rozmówców zbywa stwierdzeniem, że przecież jest blondynką i nie można od niej za wiele wymagać...

Trochę szkoda, bo pisać potrafi naprawdę dobrze, a "Zieloną sukienkę" czyta się z przyjemnością. Wypada ona znakomicie jako sentymentalna historia rodzinna, może więc nie należy po prostu oczekiwać, że będzie też dobrym reportażem z Syberii i Kazachstanu. Przeczytać jak najbardziej warto, choćby dlatego, że takie historie nie powinny odchodzić w zapomnienie. A ja będę z ciekawością czekać na kolejną książkę tej autorki.

Moja ocena: 4.5/6

niedziela, 04 stycznia 2015

Lubię przeglądać zapowiedzi - wpisuję niektóre tytuły do kalendarza i czekam na nie z utęsknieniem. Czasem to czekanie bywa naprawdę męczące, jak w przypadku kolejnych tomów sagi George'a R. R. Martina (ponieważ nie da się przewidzieć, ile potrwa), albo cyklu Bena Aaronovitcha (jako że lubi on igrać z czytelnikami). Przeważnie jest jednak przyjemne - na brak lektur nie narzekam przecież, mogę spokojnie poczekać na nowe książki ulubionych pisarzy. No, może w niektórych przypadkach nie tak całkiem spokojnie - są tytuły, które wywołują we mnie taką ekscytację, że czuję się jak dziecko czekające na pierwszą gwiazdkę. W ramach niedzielnej dziesiątki przygotowałam więc listę takich tytułów, na które będę niecierpliwie czekać w 2015 roku. Przyznam, że niektóre z nich już mam i planuję wkrótce przeczytać (te, które ukazały się już po angielsku, ale możemy wspólnie poczekać na polskie tłumaczenia), na inne zaś już robię miejsce na półkach!

1. Lena Dunham "Nie taka dziewczyna", Wyd. Czarne

Zacznę od książki, na którą nie trzeba już będzie długo czekać. Co ciekawe, jeszcze kilka miesięcy temu postukałabym się w czoło, gdyby ktoś powiedział mi, że będę niecierpliwie wyglądać książki napisanej przez celebrytkę! A jednak - wszystkie zasłyszane opinie dowodzą, że jest się na co cieszyć, ponieważ Lena Dunham to nie byle gwiazdka - potrafi pisać błyskotliwie, zabawnie i mądrze.

2. Sarah Waters "Za ścianą", Wyd. Prószyński i S-ka

Książka, którą już mam, i gdyby nie to, że przyjechała do mnie w czasie świąt wraz z kilkoma innymi, równie kuszącymi pozycjami, byłabym już zapewne po lekturze. Nowa książka jednej z moich ulubionych pisarek znalazła się na zeszłorocznej liście książek, na które warto czekać. Ja się już doczekałam, a polscy czytelnicy dostaną ją już pod koniec lutego. Akcja toczy się w Londynie lat dwudziestych minionego stulecia. W eleganckiej willi zubożała wdowa - pani Wray i jej córka Frances, która została już uznana za starą pannę, stoją w obliczu wielkich zmian - będą zmuszone przyjąć lokatorów. Pojawienie się Lilian i Leonarda Barberów, nowoczesnej pary urzędników, wstrząśnie ich światem.

3. Donna Tartt "Szczygieł"

Nagrodzona Pulitzerem najnowsza powieść Donny Tartt podobno ukaże się w tym roku po polsku. DOnna Tartt jest znakomitą autorką, a "Szczygieł" to klasyczna bildungsroman, z akcją zawiązującą się przed słynnym obrazem przedstawiającym szczygła, znajdującym się w nowojorskim Metropolitan Museum of Art.

4. Helen Macdonald "H is for Hawk", wyd. Czarne?

Kolejna książka, która ostatnio pojawiła się na moich półkach i nawet zaczęłam już lekturę. Pojawia się tutaj, ponieważ autorka jest już umieszczona wśród autorów wydawnictwa Czarne, co daje nadzieję, że jej nagrodzona prestiżową Samuel Johnson Prize for Non-Fiction książka o jastrzębiu, żałobie i tajnikach oswajania ptaków drapieżnych ukaże się wkrótce po polsku.

5. Kazuo Ishiguro "The Buried Giant"

Dziesięć lat czekaliśmy na kolejną książkę brytyjskiego mistrza. Poprzednia powieść "Nie opuszczaj mnie" zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, tak samo zresztą jak wszystkie poprzednie. Ishiguro był zresztą aż czterokrotnie nominowany do nagrody Bookera, raz zaś ją otrzymał (za "Okruchy dnia"). Najnowsza powieść przeniesie nas w daleką przeszłość, na wyspy Brytyjskie, które właśnie opuścili Rzymianie. Nie mogę się doczekać! Premiera angielska w marcu, ciekawe, czy polska premiera będzie też w tym roku?

6. Kate Atkinson "A God in Ruins"

Kontynuacja doskonałej powieści "Jej wszystkie życia", która trafiła na moją listę najlepszych książek 2014 roku. Tym razem Atkinson uczyni głównym bohaterem Teddy'ego, brata Ursuli, bohaterki poprzedniej książki.

7. Salman Rushdie "Two Years, Eight Months and Twenty-Eight Nights" 

Po skrupulatnym obliczeniu okaże się, że tytułowe dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy daje razem 1001. Jeden z moich ulubionych pisarzy i baśnie z tysiąca i jednej nocy? Cudnie!

8. Joanna Bator "Wyspa Łza", wyd. Znak

Ta książka będzie w księgarniach już wkrótce, nie trzeba więc będzie długo czekać. Joanna Bator i Sri Lanka? Nie muszę wiedzieć nic więcej!

9. Alan Bradley "As Chimney Sweepers Come To Dust"

Kolejna, siódma już część przygód Flawii de Luce. Tym razem bohaterka przenosi się do Kanady, do szkoły z pensjonatem. Ach, chętnie bym sprawdziła, czy w takich okolicznościach będzie równie rezolutna, jak w angielskim Buckshaw, niestety, muszę jeszcze trochę poczekać. Amerykańska premiera już wkrótce, angielska dopiero w kwietniu.

10. Paul Theroux "Deep South"

Na koniec zostawiłam książkę, na którą będę czekała chyba najbardziej niecierpliwie. Kocham Paula Theroux miłością bezgraniczną, co skutkuje nie tylko półką zarywającą się pod ciężarem jego książek, ale także całkowicie beztroskimi i spontanicznymi wypadami do innego kraju tylko po to, by go zobaczyć na żywo. Każda jego nowa książka to dla mnie święto, tym bardziej, że ten pisarz-podróżnik jest już w wieku, który nie sprzyja szalonym podróżom, coraz mniej tych książek się więc pojawia. Tym razem Theroux jedzie na amerykańskie Południe, czyli jedno z miejsc, które mnie fascynują. Niestety, na jego relację z tego regionu poczekam aż do września. Ciekawe, kiedy pojawi się polskie wydanie...

Jest na co czekać, a przecież w międzyczasie mogą pojawić się inne książki - autorów jak na razie mi nie znanych, których być może pokocham, innych, których nie poznałam wystarczająco dobrze, i tych dobrze znanych, którzy na razie nie ujawniają swoich planów. Czekacie na coś wyjątkowo niecierpliwie?



wtorek, 30 grudnia 2014

Kiedy ją przeczytałam, od razu wiedziałam - nieprędko przeczytam coś równie dobrego. Trochę to nawet smutne, że przez kolejne dwanaście miesięcy się to nie udało. Moją Książką Roku zostaje bowiem pierwsza książka, jaką w tym roku przeczytałam!

"Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" Davida Mitchella to książka doskonała - z przykuwającą uwagę fabułą, niespodziewanymi zwrotami akcji, fascynującym i mało znanym miejscem wydarzeń, wiernie odmalowanym tłem historycznym i bohaterami, którzy są od nas całkowicie inni, a jednak stają się nam bliscy. Jeśli jeszcze jej nie czytaliście, polecam z całego serca!

Dla przypomnienia, moje Książki Roku z poprzednich lat:

2013 - Sylvain Tesson "W syberyjskich lasach"

2012 - Elżbieta Cherezińska "Korona śniegu i krwi"

2011 - David Grann "Zaginione miasto Z"

2010 - Johan Theorin "Nocna zamieć"

2009 - Rabih Alameddine "Hakawati. Mistrz opowieści"

2008 - Cormac McCarthy "Droga"

2007 - Khaled Hosseini "Tysiąc wspaniałych słońc"

Jak co roku podsumowałam też swoje tegoroczne lektury i przeżyłam jedno wielkie zaskoczenie! Niektórzy czytelnicy tego bloga pamiętają zapewne, że przez lata co roku postanawiałam, że będę czytać więcej książek polskich autorów. Przed czasami Miasta Książek polskie książki stanowiły zaledwie ułamek moich lektur.

Podliczyłam więc książki przeczytane w 2014 roku i sytuacja wygląda tak:

Przeczytałam 56 książek, w tym:

Książki angielskie - 15

Książki amerykańskie - 8

Książki polskie - 29!!!! (Ok, w tym 13 takich, które czytałam już wcześniej, ale tych czytanych po raz pierwszy jest 16, czyli i tak najwięcej!)

Po jednej książce autora kanadyjskiego, nowozelandzkiego i chińskiego, jedna książka norweska i dwie szwedzkie (najwyraźniej nie był to u mnie rok kryminałów).

Wśród autorów moich lektur jest 25 kobiet i 17 mężczyzn. Niewiele czytałam w tym roku po angielsku, choć części angielskojęzycznych lektur nie liczę, jako że czytałam je do pracy i nie zawsze zapisywałam.

Największa porażka roku? Wiadomo - "Miasteczko Middlemarch"... Misja przechodzi na rok kolejny, ale już wiem, że nie dla mnie czytanie w odcinkach. Trudno mi się zmobilizować, by wrócić do odłożonej książki, chyba jednak przeczytam powieść George Eliot normalnie, w jednym kawałku...

56 książek to jak na mnie całkiem sporo. Oczywiście, nie równa się to z wynikami wielu innych blogerów, ale ja od lat staram się czytać mniej, a za to uważniej. Czytam po angielsku, próbuję czytać w innych językach, a to zdecydowanie nie idzie szybko (zwłaszcza próby czytania po indonezyjsku, które niedawno podjęłam). To zresztą w ogóle był dla mnie rok nowych języków - zrobiłam wreszcie zauważalne postępy w chińskim, a indonezyjski wprawdzie cierpi na tym nieco, ale go nie zarzucam, a ostatnio wznowiłam regularne lekcje, nieco nietypowe, bo za pośrednictwem Skype'a :)

Mam nadzieję, że 2015 będzie równie dobrym, a może nawet lepszym rokiem. Rokiem dobrych książek, pięknych podróży, wielu dobrych chwil. Rokiem zdrowia i spokoju. Czego sobie, a przede wszystkim Wam wszystkim życzę, z podziękowaniem za kolejny rok, podczas którego poświęcaliście swój czas na czytanie Miasta Książek!


niedziela, 28 grudnia 2014

Dzisiaj, zamiast niedzielnej dziesiątki, spróbuję tradycyjnie już dokonać niemożliwego i ze wszystkich przeczytanych w tym roku książek wybrać dziesięć, które zapisały się w mojej świadomości złotymi zgłoskami. Z tych dziesięciu wybiorę ostatecznie Książkę Roku, tak jak robiłam to w poprzednich latach. Myślę, że rozumiecie doskonale, że zadanie nie jest łatwe, a wybór jest oczywiście całkowicie subiektywny. Przyznam jednak, że w tym roku nie miałam problemu z wyłonieniem dziesięciu najlepszych - zaznaczałam na kolorowo wybrane tytuły, a gdy doszłam do końca listy, okazało się, że jest ich dokładnie dziesięć! Oto one, w kolejności alfabetycznej (klikając na tytuł przeniesiecie się do recenzji każdego tytuły, oprócz jednego, o którym jeszcze nie zdążyłam napisać).

Ben Aaronovitch "Broken homes" - jedna z dwóch czysto rozrywkowych pozycji na tej liście to, o dziwo, czwarty tom cyklu! Najlepszy ze wszystkich, które dotąd przeczytałam, z zakończeniem, które dosłownie wbija w krzesło czy też inne siedzenie, które macie pod sobą.

Kate Atkinson "Jej wszystkie życia" - intrygująca książka o tym, co by było, gdybyśmy mogli nasze życie przeżyć kilkukrotnie. Czy potrafilibyśmy naprawić własne błędy? Na początku irytuje, a potem wprowadza czytelnika w swoisty trans.

Elżbieta Charezińska "Niewidzialna korona" - nie wymaga chyba wyjaśnień. Poprzednia "piastowska" książka tej autorki została moją Książką Roku 2012. "Niewidzialna korona" jest jeszcze lepsza.

Sonali Deraniyagala "Tsunami" - nigdy nie zapomnę tej książki. W dziesiątą rocznicę tsunami, które nawiedziło moją ukochaną Azję Południowo-Wschodnią patrzyłam na zdjęcia z tamtych okolic i miałam mokre oczy, myśląc o rodzinie Sonali. Najpiękniejsza książka o śmierci, żałobie i pamięci, jaką czytałam.

A. B. Guthrie "Droga na Zachód" - przypadkowo odkryty klejnot. Nagrodzona przed laty Pulitzerem ponadczasowa opowieść o wędrówce przez Stany Zjednoczone po Wielkim Szlaku Oregońskim.

Elizabeth Gilbert "Botanika duszy" - jedyna książka na tej liście, o której jeszcze nigdzie nie pisałam. Prawdopodobnie nie zdążę tego zrobić do końca roku, ale notka na pewno będzie, bo to doskonała powieść. Bohaterką jest dziewiętnastowieczna botaniczka (postać fikcyjna, ale mocno osadzona w realiach epoki). Cudna, mądra i wciągająca powieść autorki bestsellera "Jedz, módl się, kochaj".

Jacek Hugo-Bader "Długi film o miłości" - mocna książka o tym, w jaki sposób doszło do jednej z najgłośniejszych tragedii wysokogórskich ostatnich lat. Próba odpowiedzi na pytanie, po co oni tam właściwie poszli, prowokująca i świetnie napisana.

Marta Kisiel "Nomen omen" - Martę Kisiel albo się kocha, albo wręcz przeciwnie. Jej książki wywołują sporo emocji wśród czytelników. Ja przeczytałam je dopiero w tym roku i od razu stałam się wielbicielką. "Nomen omen" to cudna opowieść o Wrocławiu, starych willach, dziwnych staruszkach. Druga rozrywkowa pozycja na liście.

Andrew Miller "Oczyszczenie" - zauważyłam, że sporo książek na tej liście ma akcję toczącą się w osiemnastym lub dziewiętnastym wieku. Albo nawet dawniej (vide Cherezińska). "Oczyszczenie" to sugestywny obraz Paryża na cztery lata przed Wielką Rewolucją.

David Mitchell "Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" - pierwsza książka, jaką przeczytałam w tym roku, ma wielkie szanse okazać się najlepszą. Nie potrafię jej opisać w jednym zdaniu. Przeczytajcie recenzję, a jeszcze lepiej sięgnijcie po książkę!


Każdą z tych książek polecam z całego serca! Nie wiem, jakim cudem wybiorę tę jedną jedyną. Która z nich? Dowiecie się wkrótce!

środa, 24 grudnia 2014
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 84
| < Styczeń 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Zakładki:
Wyróżnienia
Teraz czytam
Top 5 najnowszych lektur
Bliskie mi adresy
Najpopularniejsze notki
O mnie
Przeczytane w 2015
Przeczytane w 2014
Przeczytane w 2013
Przeczytane w 2012
Przeczytane w 2011
Przeczytane w 2010
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2007
Akcje czytelnicze Miasta Książek
Blogi o książkach i nie tylko - polskie
Blogi o książkach i nie tylko - angielskie
Blogi różne (polecam!)
Polskie strony o książkach
Angielskie strony o książkach
Wydawnictwa
Dla studentów
Napisz do mnie
Podziel się czytaniem
Szablon pochodzi stąd
Zdarzyło się dziś
Tagi



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...