wtorek, 16 grudnia 2014

Jane Austen możemy być wdzięczni nie tylko za doskonałe lektury, ale także za filmy, które na ich podstawie powstały. Nasz świat byłby smutniejszy, gdyby nie było na nim Colina Firtha w mokrej koszuli lub Alana Rickmana w roli pułkownika Brandona. Dzisiaj jednak chciałabym przewrotnie pokazać wam Jane w prawdziwie współczesnej szacie, często tak przebraną, że trudno ją rozpoznać, choć bystre oko fana z pewnością nie przeoczy jej wkładu. Oto lista filmów i seriali, których twórcy potraktowali powieści Jane z przymrużeniem oka, bawiąc się z widzem i puszczając do niego oko. Przeróbki, luźne nawiązania lub wręcz parodie, nie wszystkie oczywiście udane, da się jednak znaleźć wśród nich kilka niezłych filmów zapewniających otwartemu na popkulturę wielbicielowi Jane doskonała rozrywkę na jakiś smętny i ciemny wieczór.

Duma i uprzedzenie (Bride and Prejudice) 2004

"Duma i uprzedzenie" w wersji Bollywood! Zamiast Fizwilliama Darcy'ego i Elżbiety Bennet mamy Williama Darcy'ego i Lalitę. William jest bogatym Amerykaninem, do Indii wybiera się wraz ze swoim przyjacielem Babrajem, który ma być świadkiem na czyimś ślubie. Podczas przyjęcia zostają zauważeni przez panią Bakshi, matkę czterech córek na wydaniu. Resztę właściwie znacie, choć niektóre szczegóły są inne niż w wersji Jane. Darcy sugeruje, że Hinduski wychodzą za mąż za Amerykanów, by dostać zieloną kartę. Lalita czuje się tym oczywiście urażona i odtrąca jego zaloty. Chce być niezależna i zrobić karierę. W istocie mocno przypomina Lizzy - jest tak samo rezolutna, tak samo łatwo poddaje się uprzedzeniom, i tak samo budzi sympatię widza. Jak to w Bollywood, film nie grzeszy realizmem, ale jest z pewnością przyjemny do oglądania, a fanów oryginalnej "Dumy i uprzedzenia" może momentami rozbawić do łez. Piękne kostiumy i przyjemne dla oka sceny taneczne.

Słodkie zmartwienia (Clueless) 1995

"Emma" przeniesiona w realia ekskluzywnej szkoły w Beverly Hills. Grana przez Alicie Silverstone bohaterka o imieniu Cher jest nowoczesnym, ale wiernym wcieleniem Emmy, wścibskiej, nie rozumiejącej świata i przekonanej o własnej wyższości, ale przecież nie pozbawionej uroku i dobrego serca nastolatki. Twórcy filmy wyraźnie inspirowali się powieścią Austen, ale nie trzymali się jej zbyt wiernie, próbując raczej oddać jej ducha, moim zdaniem z sukcesem. Przykładowo, w sytuacji podobnej do tej, w której Emma wyobraża sobie swój związek z Frankiem Westonem, który - jak się okazuje - jest zaręczony z inną, Cher wplątuje się w relację z chłopakiem, który wydaje jej się szaleńczo w niej zakochany, podczas gdy w rzeczywistości jest gejem. W efekcie dostajemy całkiem zgrabną komedię, która dobitnie świadczy o tym, że powieści Jane są ponadczasowe i świetnie dają się zaadaptować do oczekiwań współczesnych, nastoletnich widzów.

Dziennik Bridget Jones (Bridget Jones Diary) 2001

Film i książka o perypetiach niejakiej Bridget Jones, zakompleksionej trzydziestolatki, która zakochuje się w niewłaściwym mężczyźnie, są tak dobrze znane, że nie trzeba o nich pisać. Warto jednak przypomnieć, jak mocno fabuła jest zainspirowana "Dumą i uprzedzenie", czego autorka zresztą nie kryła, dając głównemu bohaterowi nazwisko Darcy. W sumie dobrze, że oszczędziła go w kwestii imienia, Fitzwilliam w swetrze z reniferami byłby jeszcze bardziej dziwaczny niż Mark. Daniel Cleaver to wcielenie Wickhama, uroczego łajdaka bez skrupułów. Bridget jest wprawdzie mniej zaradna od Elżbiety, ale równie łatwo ulega uprzedzeniom i jest równie uparta. Jest zdecydowanie zbyt trzpiotowata, przypomina raczej Lidię, ale za to Mark jest prawdziwym wcieleniem pana Darcy'ego. Twórcy filmu pokusili się na genialny żart, zatrudniając do tej roli Colina Firtha, który podbił wcześniej serca milionów fanek jako pan Darcy w kultowej ekranizacji "Dumy i uprzedzenia".

Prada albo nic (From Prada to Nada) 2011

"Rozważna i romantyczna" przeniesiona do współczesnego Los Angeles. Ojciec Mary i Nory umiera, dziewczęta dowiadują się, że nie zostawił nic oprócz długów, w związku z czym muszą porzucić dekadencki tryb życia i przenieść się do ciotki. Ciotka mieszka w dzielnicy zamieszanej przez emigrantów z Meksyku, co spowoduje sporo napięć. Niestety, nie przypadł mi ten film do gustu. Mary jest przedstawiona jako płytka rasistka, której ulubioną rozrywką są zakupy. Nora odrzuca Edwarda, ponieważ chce dostać pracę. Niektóre posunięcia bohaterów są żywcem skopiowane z powieści Jane Austen, przez co film traci na wiarygodności.

Raczej głupi niż zabawny, film ten ma jednak sporo zwolenników - sama znam kilka osób, które go bardzo lubią. Może nie będę was zniechęcać. Jeśli macie ochotę, sprawdźcie sami, czy może wam przypaść do gustu.

W świecie Jane Austen (Lost in Austen) 2008

Do tego serialu podchodziłam tak sceptycznie, jak moje koty podchodzą do propozycji czesania. Sami pomyślcie - Amanda Price, obsesyjna wielbicielka pana Darcy'ego znajduje w swojej toalecie portal, za pośrednictwem którego trafia do domu państwa Bennet. Zamienia się miejscami z Lizzy, która w ten sposób ląduje we współczesnym Londynie. Czy taki początek może oznaczać coś dobrego?

A jednak! Składający się z czterech odcinków miniserial jest zaskakująco zabawny, przynajmniej ja miejscami wybuchałam głośnym śmiechem. Ingerencja Amandy w fabułę "Dumy i uprzedzenia" jest momentami absurdalna, jednak nie można nie docenić tego, jak sprawnie twórcy serialu żonglują motywami z powieści i jak uroczo puszczają do widza oczko. Oczywiście, idealnie nie jest. Sama Amanda jest wyjątkowo irytująca, niektóre sceny miały być śmieszne, ale są raczej żałosne. Wciąż jest są to jednak trzy godziny nie najgorszej rozrywki, choć trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś nie znający powieści bawiłby się równie dobrze.

Takich inspirowanych powieściami Jane Austen filmów i seriali jest mnóstwo. Wielu z nich nie oglądałam. Niektóre zirytowały mnie tak, że nie chcę o nich nawet pamiętać (na czele tej listy byłby zeszłoroczny film "Austenland"). Kiedy mam ochotę na obejrzenie jakiegoś inspirowanego moimi ulubionymi powieściami filmu, sięgam po te bardziej wierne adaptacje - "Dumę i uprzedzenie" w wersji BBC, "Perswazje" z 1995 lub z 2007 roku (nie umiem zdecydować, która wersja podoba mi się bardziej), lub po "Rozważną i romantyczną" w reżyserii Anga Lee. Od czasu do czasu jednak lubię obejrzeć ekranizację zrobioną z przymrużeniem oka, ciesząc się z tego, jak bardzo aktualne są wciąż opowieści ułożone i spisane ponad 200 lat temu przez pewną starą pannę żyjącą na angielskiej prowincji.

Macie swoje ulubione filmy i seriale oparte na książkach Jane Austen?


sobota, 13 grudnia 2014

James Gillray Fashionable contrasts źródło: Wikimedia Commons

Zawsze wam się wydawało, że w książkach Jane Austen jest tyle samo seksu, co w książce kucharskiej, i to bynajmniej nie tej autorstwa Nigelli Lawson? Otóż jesteście w błędzie - bohaterowie Jane także uprawiają seks, małżeński i nie tylko. Wprawdzie na tle innych autorek z epoki, zwłaszcza tych wcześniejszych, Jane Austen była wyjątkowo powściągliwa w opisywaniu życia erotycznego swoich postaci (w literaturze osiemnastowiecznej gwałty są na porządku dziennym), ale też wyjątkowo wyrafinowana i nowoczesna. To przecież jedna z jej bohaterek uprawia seks z mężczyzną, który nie jest jej mężem, a mimo to nie zostaje wyrzucona poza nawias społeczeństwa - wręcz przeciwnie, udaje jej się tegoż mężczyznę doprowadzić przed ołtarz, rzecz niespotykana w literaturze tamtego okresu. Mowa oczywiście o Lidii Bennet, której małżeństwo wprawdzie trudno uznać za szczęśliwe - "jego uczucie do niej szybko przeszło w obojętność - jej przywiązanie trwało trochę dłużej", ale tak czy inaczej Lidii udało się cudem zachować reputację!
Ich przykład jest też dowodem na to, że uprawianie seksu nie było wcale łatwe dla niezwiązanych więzami małżeństwa par - w domu rodzinnym było praktycznie niemożliwe. Lidia i Wickham uciekają do Londynu, gdzie zatrzymują się w cieszącej się kiepską reputacją okolicy i mogą cieszyć swoim towarzystwem. Nie znaczy to jednak, że seksu pozamałżeńskiego nie uprawiano. Przykładów u Jane Austen jest wiele, aczkolwiek pisarka niekoniecznie nazywa rzeczy po imieniu. Mistrzyni ironii potrafi w jednym zdaniu zasugerować coś, czego możemy się jedynie domyślać, a co dla dziewiętnastowiecznych czytelników musiało być całkiem dobrze zrozumiałe. Przyjrzyjmy się zatem tym mniej lub bardziej zawoalowanym wzmiankom o seksie w powieściach Jane Austen.

Seks pozamałżeński i jego skutki

Wiemy już o tym, że Lidia jakoś wybrnęła z bardzo trudnej sytuacji, w którą się sama wpakowała. Nie wszystkie bohaterki Jane Austen miały tyle szczęścia. Najbardziej spektakularnym przykładem są chyba dwie bohaterki "Mansfield Park" - Maria Bertram i  Mary Crawford, ta pierwsza w powodu czegoś, co zrobiła, a druga z powodu swojej akceptacji dla tego, co zrobiła ta pierwsza. Brzmi tajemniczo? Jeśli nie czytaliście "Mansfield Park", omińcie wzrokiem kilka kolejnych linijek! Maria Bertram bowiem, mężatką już będąc, wdała się w romans z niejakim Henrym Crawfordem. Nie zachowała przy tym należytej dyskrecji, narażając się na to, że pokojówka zdradzi jej sekret. Zresztą czy w czasach, w których służba miała wgląd w najbardziej intymne aspekty życia swoich pracodawców taka dyskrecja w ogóle była możliwa? Wszystko się wydało, zaś Maria i Henry z pewnością nie trzymali się tylko za ręce i nie szeptali sobie czułych słówek.

Edmund Bertram, brat Marii, zauroczony Mary, siostrą Henry'ego, doznaje szoku, gdy ta miast potępienia dla swojego brata i jego siostry wyraża jedynie lekką przyganę. W dodatku za najbardziej hańbiący uważa nie sam występek, ale brak dyskrecji, który sprawił, że sprawa się wydała. Tym samym Edmund pozbywa się wszelkich złudzeń co do charakteru Mary, a ta traci bezpowrotnie szansę poślubienia go.

Z pewnością z większym potępieniem spotykają się kobiety uprawiające seks. To, że mężczyzna może mieć kochankę, jest akceptowane przez społeczeństwo. Krążą plotki, że pułkownik Brandon ma nieślubną córkę, ale nie dyskredytuje go to w towarzystwie. Ostatecznie okazuje się, że jest to nieślubna córka jego szwagierki, ale nie jest to specjalnie istotne dla nikogo (może oprócz Marianny). On sam nie prostuje plotek krążących na ten temat - jest na to zbyt honorowy. Nieślubną córkę ma także Willoughby - jego kochanka, Eliza, nie ma tyle szczęścia, co Lidia Bennet. Willoughby nie poczuwa się do poślubienia jej i ostatecznie spotyka ją to samo, co wiele kobiet z tej epoki w podobnej sytuacji - razem z dzieckiem zostaje wywieziona na wieś, z dala od modnego towarzystwa.

Potrzeby mężczyzn

Mężczyźni mają potrzeby seksualne, których Jane Austen w żaden sposób nie neguje. Nawet słynne pierwsze zdanie "Dumy i uprzedzenia" trudno rozumieć opacznie. "Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony" - trudno zakładać, że żona ta jest mu potrzebna do wybierania materiału na koszule i konwersowania przy obiedzie. Pan Collins, Charles Musgrove - obaj nie kryli się z tym, że chcą po prostu mieć żonę. Pan Elton, który był przyczyną niezłego zamieszania w "Emmie", jest opisany jako "młody człowiek, trawiący, acz niechętnie, życie w samotności". Jane Austen niczego nie pisze wprost, ale z pewnością w jej opisach tych młodych mężczyzn kryje się jakaś sugestia dotycząca ich potrzeb. Tym bardziej, że gdy już te żony znajdują, bardzo szybko zaczynają spodziewać się potomstwa. Swoją drogą życie erotyczne pana Collinsa to coś, czego akurat nie chciałabym sobie wyobrażać, i wdzięczna jestem Jane Austen, że gdy oprowadza Lizzy po domku państwa Collins, pozwala Charlotcie pominąć sypialnię, nie zmuszając czytelnika do zastanowienia nad tym, że choć sprytna pani Collins potrafi odseparować się od męża w ciągu dnia, nocami musi dzielić z nim łoże.

Ładna buzia, kiepski związek

Niektórzy panowie dali się w ten sposób zwieść na manowce. Pan Palmer, może niezbyt dobrze wychowany, ale z pewnością inteligentny, żeni się z wyjątkowo niemądrą Charlottą Jennings. Robert Ferrars ulega urokowi Lucy Steele, choć nie jest ona dobrą partią - z pewnością potrafi jednak wykorzystać swoje wdzięki. Najbardziej spektakularny jest zapewne przykład państwa Bennet - pan Bennet "urzeczony młodością, urodą i pozorami pogody, jakie dają zwykle te dwa pierwsze przymioty, poślubił kobietę o miernym rozumie i ciasnym umyśle. W rezultacie uczucie jego dla żony wygasło wkrótce po ślubie. Poważanie, szacunek i zaufanie zniknęły na zawsze, wszystkie wyobrażenia o domowym szczęściu obracając w ruinę". Takich przykładów jest zresztą w książkach Jane Austen więcej.

A co z panem Darcym i pozostałymi?

Jak sądzicie, czy pan Darcy, kapitan Wentworth albo pan Knightley byli w momencie ślubu prawiczkami? A może korzystali z powszechnie dostępnych usług prostytutek? Ta myśl nie jest nam miła, a Jane Austen łaskawie nic takiego nie sugeruje. Wręcz przeciwnie - daje czytelnikowi, a zapewne głównie czytelniczkom, sceny bardzo powściągliwe, a jednak nasycone zarazem romantyzmem i erotyką. Tak jak moment, w którym kapitan Wentworth po raz pierwszy od lat dotyka Anny. Prawie nic się nie dzieje, a jednak! Pomaga jej wsiąść do powozu, a ona czuje, że poddała się nie tylko jego rękom, ale też jego woli.

"Tak, zrobił to. Znalazła się w gigu i czuła, że to on ją tam posadził, że sprawiła to jego wola i jego ręce, że zawdzięczała to temu, iż spostrzegł jej zmęczenie i chciał, by odpoczęła".

Jeden dotyk, ale ile znaczy! "Była to pozostałość dawnego uczucia, był to impuls czystej, choć nieświadomej przyjaźni, był to dowód jego gorącego, dobrego serca, o tym wszystkim myślała przejęta uczuciami, w których ból tak nierozerwalnie splatał się z radością, że nie wiedziała, które z nich przeważa".

Te dziewczęta nie miały wielu możliwości do fizycznego kontaktu z mężczyznami. Nie mogły tak jak oni romansować na boku. Każde dotknięcie było więc roztrząsane i rozpamiętywane, każdy taniec, każdy spacer pod rękę, pomoc przy wsiadaniu do powozu. Dotyk rzadko był przypadkowy. Jane Austen opisuje te cenne momenty bardzo subtelnie. Tak na przykład wygląda początek najważniejszej rozmowy pana Knightleya i Emmy:

"Przez parę chwil nie padło ani jedno słowo i Emma nie podejrzewała, że wzbudziła jakieś szczególne zainteresowanie w swoim towarzyszu, gdy nagle poczuła, że bierze ją za rękę, że przyciska tę rękę do serca i zniżywszy głos, mówi tonem zdradzającym wielkie wzruszenie". Ten gest, jakże wyjątkowy, wywołuje u Emmy "radosne drżenie".

Był więc ten seks czy nie?

Jane Austen żyła w niezbyt pruderyjnej epoce. Romanse, nieślubne dzieci, a nawet rozwody - to wszystko było uznawane za normę wśród arystokracji. Ekscytowała się, gdy na przyjęciu spotkała kobietę, o której wiadomo było powszechnie, że zdradzała męża. Popularne były bardzo obsceniczne rysunki, zaś seks w powieściach był raczej powodem upadku kobiety, zwiedzionej na manowce przez jakiegoś czarującego łajdaka. Ona sama wybrała inne podejście. Na różne subtelne sposoby unikała pisania wprost tego, co z pewnością musiała myśleć, a jednak uważnemu czytelnikowi potrafiła zasugerować bardzo wiele, jednocześnie udowadniając, że rozumie, iż życie erotyczne ma wiele odcieni.

Są krytycy, którzy doszukują się w jej powieściach dużo więcej. Ukryta symbolika, tak lubiana przez krytykę feministyczną, wskazuje, że fakt, iż Willoughby chciał podarować Mariannie konia może mieć ukryte znaczenie, tym bardziej, że zwierzę nosiło imię wróżki, która w "Romeo i Julii" przygotowuje dziewice do życia erotycznego. Jednak nawet nie wnikając w symbolikę można sporo wzmianek o życiu erotycznym bohaterów wyczytać między wierszami, czyli tam, gdzie Jane najczęściej ukrywała to, co chciała powiedzieć.


czwartek, 11 grudnia 2014

Jak tu nie lubić grudnia! Nie tylko zaczyna się moimi urodzinami, a kończy Świętami i tradycyjnym, noworocznym wyjazdem w góry, ale w dodatku w samym środku przypadają urodziny jednej z ulubionych i najważniejszych dla mnie pisarek. Co roku w Mieście Książek otwieramy z tej okazji nie tyle szampana, bo Jane nie pochwalałaby chyba takiej rozrzutności, ale buteleczkę z dobrą, owocową nalewką domowej roboty. A wcześniej piszemy o Jane, czytamy jej książki, oglądamy ekranizację z ulubionym panem Darcym i generalnie zachwycamy się wszystkim, co z nią związane.

Zapraszam do współudziału zarówno tych, którzy brali udział w zeszłorocznym Miesiącu z Jane, jak i nowych gości. W tym roku zaczynamy świętowanie nieco później, zamiast Miesiąca proponuję zatem Tydzień z Jane. Napiszcie coś na jej temat u siebie na blogach, tutaj w komentarzach, albo po prostu, nic nikomu nie mówiąc, spędźcie wieczór z jedną z jej książek. Zapraszam! Urodziny Jane przypadają w najbliższy wtorek, 16 grudnia, możemy jednak tydzień potraktować umownie i przeciągnąć go aż do końca przyszłego tygodnia!

Ja zaś zacznę od napisania kilku słów o książce, którą specjalnie na tę okazję zachowałam - biografii Jane, która ukazała się w tym roku nakładem wydawnictwa W.A.B. Właściwie nie jest to biografia w prawdziwym tego słowa znaczeniu, bardziej portret autorki i nieformalny przewodnik po jej powieściach.

Anna Przedpełska-Trzeciakowska jest tłumaczką, przełożyła na polski powieści Jane Austen, a także wiele innych klasyków literatury angielskiej. Nie jest to też jej pierwsza próba napisania biografii - jest autorką znanej i lubianej książki o siostrach Brontë, "Na plebanii w Haworth". Jej tłumaczenia są znakomite i wcale się nie starzeją, i nawet jeśli ktoś podejmie próbę ponownego przełożenia powieści Jane na język polski, zapewne skorzysta z genialnych tytułów Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, która na trwałe zapisały się już w języku polskim. "Rozważna i romantyczna" to prawdziwy majstersztyk, zwłaszcza że tytuł oryginalny ("Sense and sensibility") nie jest bynajmniej łatwy do przełożenia i kryje w sobie wiele znaczeń.

Przedpełska-Trzeciakowska nie kryje tego, że darzy Jane Austen wyjątkowym sentymentem i w związku z tym nie sili się nawet na obiektywną biografią. Snuje opowieść o pisarce, o której wie bardzo dużo, nie dbając o udokumentowanie przytaczanych faktów lub też o poważniejszą krytykę. Trochę szkoda, bo lepiej udokumentowana książka wypełniłaby lepiej lukę na naszym rynku, a lekkość prowadzenia opowieści nie musiałaby wcale ucierpieć. Dostajemy więc książkę, która do miana akademickiej nie pretenduje, jest jednak miłą opowieścią dla fanów pisarki, a także może stanowić dobre wprowadzenie do studiów nad nią.

Losy Jane opowiedziane są chronologicznie, ale historia życia przeplatana jest rozdziałami analizującymi kolejne powieści. Autorka próbuje pokazać związki między twórczością a życiem Jane, uwypuklając jej stosunek do otaczającego ją świata, wartości, którymi się kierowała. Często cytuje jej listy, a także listy jej bratanic i bratanków, którzy chętnie wspominali słynną ciotkę we wzajemnej korespondencji.

Siłą rzeczy materiał, którym dysponowała, jest nieco ograniczony. Po przedwczesnej śmierci Jane, jej ukochana siostra Cassandra zniszczyła sporą część korespondencji - niektóre listy spaliła, z innych powycinała fragmenty, które jej zdaniem były zbyt osobiste. Sporo jest więc rzeczy, których się nigdy nie dowiemy, zwłaszcza jeśli chodzi o życie uczuciowe pisarki. Wciąż jednak została ogromna ilość materiału, i choć większość listów zawiera mnóstwo trywialnych informacji o cenach guzików i codziennych obowiązkach domowych, o romansach i skandalach znajomych i członków rodziny, to z tych skrawków można wciąż złożyć całkiem interesujący i nieoczywisty obraz życia tej starej panny z prowincji, którą dziewiętnastowieczny krytyk Thomas Macaulay postawił zaraz obok Szekspira, twierdząc, że znajduje się bliżej wielkiego mistrza niż jakikolwiek inny pisarz angielski.

Przedpełska-Trzeciakowska nie do końca wykorzystała dostępny materiał. Jej książka trochę ślizga się po wierzchu, ale też prawdopodobnie taki był zamysł autorki. Opowieść toczy się gładko, a niewtajemniczony czytelnik dowie się, dlaczego nigdy nie wyszła za mąż i czy oznacza to, że nikt jej się nie oświadczył, z kim się przyjaźniła, z kogo wyśmiewała, jak spędzała dnie i kiedy pisała. Czytelnik już znający odpowiedzi na te pytania także przeczyta książkę z przyjemnością, jako że napisana jest w lekkim, gawędziarskim stylu, z pewną czułością i wyraźną sympatią dla pisarki.

Nie dowiemy się tego, co być może jest najciekawsze - jak to się stało, że ta niespecjalnie wykształcona dziewczyna z prowincji napisała książki, które dwieście lat później wciąż są aktualne, wciąż zachwycają, bawią i wzruszają. Na to pytanie odpowiedzi po prostu nie ma. Angielski pisarz G.K. Chesterton tak o tym pisał: "Jane Austen od nikogo nie przejmowała pochodni, nikt też jej na drogę genialności nie wprowadzała - ona po prostu była geniuszem. Jej płomień zapalił się w niej samej - jak płomień pierwszego człowieka, który pocierał dwa suche patyki... Jej talent sprawił, iż to, co tysiące powierzchownie podobnych do niej osób uczyniłoby nudnym - stało się ciekawe."

Szkoda, że nie postarał się redaktor lub korektor i w książce jest kilka żenujących błędów - reżyser "Rozważnej i romantycznej" to Lang Lee (powinien być Ang Lee), Harriet Smith była nauczycielką (nie była), słynne pierwsze zdanie "Dumy i uprzedzenie" wygłosiła pani Bennet (bzdura). Trochę też razi wybielanie Jane na siłę - nie była przecież idealna, mogła kogoś nie lubić, nie trzeba zakładać, że jeśli napisała o kimś źle, to miała tylko zły dzień. Wielka szkoda też, że książki nie zaopatrzono w indeks, jego brak praktycznie uniemożliwia szybkie wyszukanie potrzebnych informacji. Tym niemniej dobrze, że ta książka powstała i przeczytałam ją z wielką przyjemnością. Jeśli jednak szukacie poważnej i szczegółowej biografii, musicie sięgnąć po książki w języku angielskim, na przykład równie lekko napisaną i wciągającą, ale jednak dużo bardziej wnikliwą i lepiej udokumentowaną książkę Claire Tomalin "JaneAusten: A Life", moją ulubioną biografię Jane. 

Moja ocena: 4/6


niedziela, 07 grudnia 2014

Londyn to moje miasto. Uważam, że mogę to powiedzieć, chociaż tam nie mieszkam. Może właśnie dlatego Londyn to dla mnie miejsce wyjątkowe - niezepsute przez codzienną rutynę, męczące dojazdy do pracy, cieknący kran w łazience, tęsknotę za rodziną. Moje londyńskie wspomnienia są zawsze przyjemne, bo też jeżdżę tam dla przyjemności. Zarazem znam to miasto na tyle dobrze, żeby czuć się tam u siebie. Znam parki, sklepy, targi, muzea. Wiem, gdzie wypić wietnamską kawę i gdzie kupić książkę za pół funta. Znam od środka biblioteki i puby. Mój Londyn to miasto wielu twarzy, w którym żywi obcują z umarłymi. Wszędzie wypatruję ulubionych niebieskich tabliczek i dzięki temu wiem, gdzie mieszkali pisarze, odkrywcy, zubożali arystokraci i znani architekci. To miasto tak różnorodne, że właściwie niemożliwe jest wybranie dziesięciu książek na jego temat... Ale jako że już zdecydowanie zbyt dawno nie spacerowałam po brzegu Tamizy, dzisiejsza dziesiątka będzie dotyczyć właśnie Londynu.

1. Wojciech Karpiński "Obrazy Londynu"

Książka, którą podczytuję od kilku tygodni, zabijając tęsknotę za Londynem. Wydana w serii "Podróże" Zeszytów Literackich relacja z dziesięciu wizyt autora w Londynie, niespieszna i gęsta. Londyn Karpińskiego to miasto sztuki, a jego opowieść to przede wszystkim dowód na to, że jest to sztuka wciąż żywa, mająca znaczenie. Mnóstwo interesujących osób przewija się przez kartki tej książki, zaś lektura grozi niepohamowanym pragnieniem natychmiastowego przeniesienia się na schody National Gallery.

2. Ben Aaronovitch "Rzeki Londynu"

Dla równowagi coś lekkiego i tajemniczego - pierwsza część cyklu, który pokochałam miłością bezwarunkową. Bohater, niejaki Peter Grant, jest policjantem, a zarazem adeptem sztuki magii. O swoich zdolnościach, a nawet o tym, że magia w ogóle istnieje, dowiedział się, gdy pełniąc dyżur na miejscu zbrodni dostrzegł ducha. Od tego czasu trafił do specjalnego wydziału londyńskiej policji, nauczył się kilku przydatnych zaklęć, wdał w romans z boginką jednej z londyńskich rzek i zyskał szacunek kilku innych tajemniczych postaci, nie należących bynajmniej do rasy ludzkiej. W tle Londyn, tajemniczy i intrygujący.

3. Charles Dickens "Samotnia"

Bez Dickensa lista londyńskich książek nie byłaby pełna. Londyn jest wszędzie w jego powieściach, ale chyba najbardziej sugestywny obraz Londynu znajdziemy w "Samotni". Lektura tej książki może być wyzwaniem - ma ponad tysiąc stron, a czcionka do największych nie należy. Londyn w niej przedstawiony to straszne miejsce - spowijająca go mgła jest metaforą mglistej moralności jego mieszkańców. Dickens trochę chyba przesadził z długością opisów, choć zważywszy, że płacono mu od ilości wierszy, nie powinno to dziwić. Niemniej jednak czyta się to dobrze, a sugestywny opis londyńskich sądów znajdziemy już na samym początku - możecie więc do niego zajrzeć i sprawdzić, czy wam się spodoba.

4. Zadie Smith "Białe zęby"

Słynna książka, od której rozpoczęła się kariera literacka Zadie Smith. To opowieść o wielokulturowym Londynie, której bohaterami są trzy rodziny - małżeństwo brytyjsko-haitańskie i ich córka, rodzina imigrantów z Bangladeszu oraz angielscy intelektualiści pochodzenia żydowskiego. Książka Zadie Smith to lektura obowiązkowa, momentami irytująca, ale dająca do myślenia, a momentami przezabawna.

5. Naomi Alderman "Nieposłuszeństwo"

Skoro na liście pojawiają się "Białe zęby", należy wspomnieć jeszcze o dwóch książkach przedstawiających Londyn jako tygiel kultur. Naomi Alderman pisze o zamieszkujących jedną z dzielnic ortodoksyjnych Żydach i dziewczynie, która nie do końca do swojej społeczności pasuje. Bardzo wciągająca lektura, która przedstawia nieco inne, mniej znane oblicze miasta. Osobom, którym ta książka przypadnie do gustu, polecam także "When we were bad" autorstwa Charlotte Mendelson, kolejną książkę o żydowskiej rodzinie z Londynu, niestety nie wydaną po polsku.

6. Monica Ali "Brick Lane"

Kolejna książka o  londyńskich imigrantach, tym razem opowiadająca o życiu na Brick Lane - ulicy zamieszkanej przez przybyszów z krajów muzułmańskich. Nazneen przyjechała z Bangladeszu, a Brick Lane staje się jej całym światem. To okryta niesławą ulica - tutaj grasował w XIX wieku Kuba Rozpruwacz, a i dzisiaj jest dość obskurna. Monica Ali rozsławiła ją swoją książką, którą trzeba przeczytać, jeśli się chce wiedzieć trochę więcej o życiu kobiet, które do Europy przyjeżdżają niekoniecznie z własnej woli.

7. Gillian Tindall "The House by the River Thames"

Książka niewydana niestety po polsku, a szkoda, bo autorka pomysł miała znakomity. Wybrała sobie jeden londyński dom - pozornie zwyczajny dom stojący nad brzegiem Tamizy, i opisała 450 lat jego historii. Jego mieszkańcy mogli widzieć ze swoich okien Szekspira zmierzającego do pobliskiego teatru The Globe, oglądali też budowę katedry św. Pawła na przeciwległym brzegu. Dom przetrwał wielki pożar Londynu. Być może to właśnie w jednej z jego sypialni pierwszą noc w Londynie spędziła Katarzyna Aragońska, jedna z żon Henryka VIII. Mieszkańcy domu nie należeli jednak do arystokracji. To nie jest i nie była modna dzielnica - mieszkali tu drobni kupcy, mniej zamożni dżentelmeni. Tindall opowiada historię wielkiego miasta przez pryzmat zwykłej budowli, i to naprawdę fascynująca opowieść.

8. Virginia Woolf "Pani Dalloway"

Londynu jest tu może nie tak wiele, ale za to opisany jest w niezapomniany sposób. Pani Dalloway mieszka w Westminster, a gdy pewnego ranka wychodzi po kwiaty, w tle słychać Big Ben. Przeczytajcie, nie tylko dla opisu tego spaceru!

9. Neil Gaiman "Nigdziebądź"

Londyn alternatywny, istniejący pod siecią ulic i placów. Ten Londyn Pod oparty jest na planie londyńskiego metra. Zamieszkują go najdziwniejsze postaci, zaś bohater Gaimana, który trafi tam przypadkiem, będzie musiał pokonać wiele przeszkód, by wydostać się na powierzchnię.

10. Peter Ackroyd "Londyn. Biografia"

Najlepsza chyba na polskim rynku książka o Londynie. Wielkie dzieło Ackroyda opisuje wszelkie aspekty londyńskiej historii. Książka podzielona jest na wiele rozdziałów, z których każdy opisuje jakiś wycinek historii miasta. Opowieść nie jest snuta

chronologicznie, czytamy więc na zmianę o londyńskich sklepach, o wiktoriańskich rzezimieszkach, o teatrach i parkach, o publicznych egzekucjach. Mimo tej różnorodności nie ma tu chaosu, jest raczej mozaikowy obraz miasta, którego nie da się ująć w żadne ramy.

Na zdjęciu widać także trzy książki z kieszonkowej serii, w której znajdziecie najlepsze, moim zdaniem, przewodniki po Londynie. "London's Hidden Walks" (wydano już trzy tomy) to propozycje spacerów po różnych częściach Londynu - spacerów nieoczywistych, zabierających czytelnika w okolice niekoniecznie odwiedzane przez turystów. Relację z jednego ze spacerów opisanych w tej książce znajdziecie tutaj. W tej samej serii wydano także "London's Houses" - opisy dziesiątek interesujących domów, które można zwiedzić w Londynie, "London's City Churches", "London's Parks & Gardens", "London's Monuments" i "London's Cemeteries". Polecam gorąco, jeśli lubicie zboczyć z popularnych, turystycznych ścieżek.

wtorek, 02 grudnia 2014

Historia to nie tylko bitwy, układy i rewolucje. Historia to życie zwykłych ludzi, którzy kiedyś, w jakiś obcych, dziwnych, a przecież wcale nie tak całkiem innych czasach, realizowali swoje marzenia, walczyli o przetrwanie, kochali się, rozstawali, chorowali i cieszyli. Taka historia jest moją pasją i o niej kocham czytać. Pewne epoki i wydarzenia fascynują mnie bardziej niż inne, w jakiś magiczny sposób działając na moją wyobraźnię. Należy do nich wielka wędrówka na zachód przez kontynent północnoamerykański.

Wiem oczywiście, i boleję nad tym, że podbój Ameryki to jednocześnie zagłada żyjących na tym terenie ludów. Jednak szaleńcza odwaga ludzi, którzy pewnego dnia po prostu zapakowali cały swój dobytek na wóz i ruszyli pieszo przed siebie, żeby gdzieś na prerii lub w żyznych dolinach Oregonu zbudować sobie dom, zawsze robiła na mnie wrażenie. Dlatego kiedy na wymianie książkowej zauważyłam okładkę z niewyraźnym rysunkiem wozów i wędrujących osadników, a tytuł książki brzmiał "Droga na Zachód", nie zastanawiałam się długo, tylko zabrałam nieznaną mi wcześniej książkę do domu. Nie zdawałam sobie sprawy, że znalazłam prawdziwy skarb.

"Droga na Zachód" A. B. Guthriego to opowieść o grupie ludzi, którzy w połowie XIX wieku opuszczają swoje domy w stanie Missouri, aby wyruszyć do legendarnego wtedy Oregonu, uważanego za prawdziwy raj na ziemi. Nie są w tym postanowieniu wyjątkowi - od późnych lat trzydziestych do Oregonu wyruszały tysiące osadników. Bohaterowie powieści Guthriego nie są nikim szczególnym - ot, grupa ludzi, jakich wiele, którzy jednak z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu postanowili porzucić bezpieczne życie, aby zostać pionierami w nowym kraju. Są wśród nich Lije Evans i jego żona Rebeka, trzydziestokilkuletni, raczej stateczni, odpowiedzialni i kochający się. Jest ich dorastający syn Brownie. Jest szaleńczo zakochany w swojej żonie i równie szaleńczo nieszczęśliwy Curtis Mack. Jest przebiegły i żałosny McBee, a wraz z nim zahukana żona i prześliczna, tryskająca seksapilem córka. Są wreszcie Fairmanowie, których kilkuletni synek Tod choruje od lat na malarię, jest słabiutki i cichy, a oni wierzą, że w górzystym Oregonie jego zdrowie się poprawi.

Ich przewodnikiem jest Dick Summers, najbardziej chyba fascynująca postać. Dick to taki Włóczykij - dawniej był Człowiekiem z Gór, zna prerię i górskie rzeki jak własną kieszeń. Teraz, po śmierci żony, ciągnie go do dawnych miejsc. Chce znowu zobaczyć indiańskie dziewczyny i bezkresną przestrzeń. Mało mówi, ale dużo rozumie, intryguje nie tylko czytelnika, ale także swoich towarzyszy.

Przeprawa z Missouri do Oregonu to nie byle jaka przejażdżka. Wędrowcy będą musieli pokonać 3500 km, a po drodze czekają na nich pustynie, ogromne kaniony, wartkie rzeki i terytoria niekoniecznie przyjaźnie nastawionych plemion indiańskich. Ich wozy ciągnięte przez woły wydają się niewiarygodnie kruche i malutkie w obliczu tego bezmiaru przestrzeni, który przyjdzie im pokonać. Zresztą oni sami nie rozumieją, z czym przyjdzie im się zmierzyć, dopóki nie staną na skraju pierwszej wielkiej równiny. Tak czuł się Evans, patrząc na ogromną krainę rozciągającą się przed nimi:

Nie podejrzewał nigdy, że równina może być tak płaska, odległości tak niezmierne, świat pusty, a niebo podobnie bezkresne. (...) Miał wrażenie, że dotąd nie oglądał świata, nie znał prawdziwej przestrzeni, bo żył pomiędzy drzewami, w krainie o rozmiarach właściwych dla lalek, gdzie największą odległość stanowiły trzy wołania, a niebo było nie dalej, niż sięgnie karabinowa kula.

Pustka amerykańskich równin i gór napierała na nich, sprawiając, że czuli się coraz mniejsi i coraz bardziej zagubieni. Zanim jednak zdali sobie sprawę, jak ogromne jest ich zadanie, byli już zbyt daleko, by zawrócić. Szli więc dalej, powoli, ale bynajmniej nie spokojnie, a w ich grupie zaczynały się dziać rzeczy coraz bardziej niepokojące.

Nie jest bowiem "Droga na Zachód" po prostu malowniczym opisem wędrówki. Przede wszystkim to historia o ludziach, którzy znaleźli się na wiele trudnych miesięcy w bardzo wąskim gronie i o tym, co jak to odosobnienie wpłynęło na ich życie. Na szlaku bowiem toczyło się normalne życie - kobiety zachodziły w ciążę, dzieci przychodziły na świat, ludzie umierali, ambitni próbowali wybić się i zdobyć pozycję, niezaradni załamywali. Guthrie po mistrzowsku opowiada o tym, co może stać się w człowiekiem w ciągu kilku zaledwie miesięcy, i jak wędrówka na Zachód może go zmienić - załamać lub wzmocnić. Jego bohaterowie nie są papierowi, a czytelnikowi szybko zaczyna się wydawać, że sam jest częścią tej niezwykłej grupy i podobnie jak stateczny Lije Evans zaczyna czuć się odpowiedzialny za swoich towarzyszy.

Co ważne, swoje miejsce w tej opowieści mają także kobiety. Często wyruszały one w tę niewyobrażalną podróż wbrew swojej woli, bo tak postanowił mąż lub ojciec. A przecież radziły sobie doskonale z życiem na szlaku, gotowały na ogniskach, wymyślały różne sposoby na zachowanie prywatności, opiekowały dziećmi. Guthrie dużo miejsca zostawia na historie trzech z nich, całkowicie różnych, fascynujących kobiet.

Guthrie nie tworzy mitu, jego Dziki Zachód nie jest taki, jak ten, który znamy z westernów, pomimo że krajobraz jest równie oszałamiający. Jego opowieść to historia zwykłych ludzi, którzy podjęli się czegoś niezwykłego. Za "Drogę na Zachód" nagrodzono go w 1949 roku Pulitzerem i jest to nagroda w pełni zasłużona. Dawno nie czytałam tak pełnej powieści, rozpisanej na wiele głosów, które się nawzajem uzupełniają. To książka, która pochłania i spod której uroku trudno się wyzwolić. Chciałoby się wiedzieć więcej, poznać dalsze losy bohaterów, z którymi zdążyliśmy się zżyć, dowiedzieć, jak im się powiedzie w wymarzonym Oregonie.

Na szczęście gdy zaczęłam sprawdzać, okazało się, że Guthrie napisał więcej książek o życiu amerykańskich pionierów. "Droga na Zachód" należy do swoistej trylogii, którą tworzą książki, które można czytać niezależnie, ale występują w nich te same postaci. Kolejne trzy książki opowiadają o innych ludziach, ale w tych samych czasach. Niestety, po polsku ukazała się tylko "Droga na Zachód", najbardziej znana ze wszystkich powieści Guthriego, a przecież i tak prawie całkiem zapomniana.

"Drogę na Zachód" można znaleźć za kilka złotych na allegro. Jeśli się zdecydujecie na zakup, będzie to świetnie zainwestowane kilka złotych!


Moja ocena: 6/6

niedziela, 23 listopada 2014

Zanim usiadłam do komputera, zapytałam głośno, jaki temat powinna mieć dzisiejsza dziesiątka. Moja córka zakrzyknęła natychmiast ze swojego pokoju - o smokach! Pomyślałam chwilę i właściwie, dlaczego nie? Smoki to temat, w którym mam sporo do nadrobienia, ale zgodnie z deklaracją uczynioną po zeszłorocznym Pyrkonie staram się powoli nadrabiać braki w literaturze fantastycznej. Moja smocza dziesiątka nie będzie jednak całkowicie fantastyczna!

Źródło: Wikipedia

1. Smaug - Hobbit J. R. R. Tolkien

Zacznę raczej typowo, ale nie mogę inaczej - w końcu Smaug to najczęściej się ostatnio odzywający w moim domu smok. Chwilowo może przebija go Szczerbatek, jako że zakupiliśmy świeżo wydane na DVD "Jak wytresować smoka 2", jednak w długoterminowej perspektywie to właśnie "Hobbita" moja rodzina ogląda naprawdę często. I szczerze mówiąc, odkąd Smaug otrzymał swój złocisty wygląd i głos Benedicta Cumberbatcha, zdecydowanie przebił swój literacki pierwowzór...

2. Smok z banku Gringgota - Harry Potter i Insygnia Śmierci J. K. Rowling

Kolejny smok, którego lubimy oglądać na ekranie. Nie jedyny zresztą to smok w książkach o Harrym Potterze, równie istotną rolę odgrywa mały, ale zdecydowanie trudny do okiełznania Norbert...

3. Saphira - Eragon Christopher Paolini

Umieszczajam Saphirę, choć nie czytałam cyklu Paoliniego. Wiem jednak, że Ola nie wybaczyłaby mi, gdybym pominęła jej ukochaną smoczycę i ulubiony od jakiegoś czasu cykl. Jeśli zastanawiacie się, co kupić pod choinkę lubiącemu czytać dziecku (w wieku między 9 a 11 lat mniej więcej), cykl o Eragonie powinien być strzałem w dziesiątkę. Oczywiście po uprzednim upewnieniu się, że dziecko jeszcze tego cyklu nie zna, bo to przecież żadna nowość nie jest.

4. Eustachy - Podróż "Wędrowca do Świtu" C. S. Lewis

Wiecznie marudzący Eutachy zamieniony w smoka? Nie jest to może moja ulubiona część cyklu, ale akurat ten zabieg fabularny podobał mi się niezmiernie.

5. Smok Wawelski - Porwanie Baltazara Gąbki i Misja Baltazara Gąbki Stanisław Pagaczewski

Odejdę na chwilę od tej klasyki fantasy, aby przypomnieć o smoku, którego chyba większość z was poznała w dzieciństwie. Kto nie poznał, niech czym prędzej zawrze znajomość z dzielnym smokiem, który wyrusza na niebezpieczną wyprawę do Krainy Deszczowców!

6. Diplodok - Podróż Smokiem Diplodokiem Tadeusz Baranowski

A skoro wspominam smoki mojego dzieciństwa, nie mogłabym pominąć równie dzielnego Diplodoka, bohatera przezabawnego, absurdalnego komiksu!

7. Chińskie smoki - Żółty smok. Baśnie chińskie

Moja fascynacja Państwem Środka trwa, ale nawet jeśli Chiny was za bardzo nie interesują, warto sięgnąć po ich baśnie i legendy. Smoki w kulturze chińskiej odgrywają rolę, delikatnie mówiąc, niebagatelną, i właściwie warto byłoby kiedyś o tym napisać oddzielnie. Same baśnie są zaś mądre i dające do myślenia.

8. Harrekki i Yevaud - Ziemiomorze Ursula Le Guin

Smoki żyją w różnych miejscach w Ziemiomorzu. Bywają malutkie, jak Harrekki, który mieści się w dłoni. Bywają interesowne i sprytne, jak Yevaud. Jeśli nie znacie ich świata, koniecznie zawrzyjcie znajomość. Więcej tutaj.

9. Smoki Daenerys - Pieśń lodu i ognia George R. R. Martin

Niesamowite, ile może zmienić obecność kilka smoków w świecie, w którym większość ludzi wierzy, że smoki dawno wyginęły. Bardzo jestem ciekawa i bardzo też się boję, jak też Martin je ostatecznie wykorzysta.

10. Smoki z Komodo - Ostatnia okazja, by ujrzeć Douglas Adams

Nieco przewrotnie, ale przecież smoki żyją i w naszym świecie. Niewiele jednak brakuje, żeby zniknęły, i to bezpowrotnie. Douglas Adams, genialny pisarz science fiction, wyruszył kiedyś w podróż po świecie, szukając najbardziej zagrożonych gatunków. Między innymi dotarł na Komodo i zobaczył prawdziwe smoki. Napisał o tym tak, że trudno się nie śmiać, choć to trochę śmiech przez łzy.

Na zdjęciu jest także książka Naomi Novik "Smok Jego Królewskiej Mości", którą mam zamiar wkrótce przeczytać i którą poleca wiele osób, którym ufam! Brakuje za to Pagaczewskiego i komiksu Baranowskiego, które zawieruszyły się gdzieś w całkiem już bogatym księgozbiorze mojej córki.

Macie swoje ulubione literackie smoki?

sobota, 22 listopada 2014

Nie da się ukryć - spora część mojego życia toczy się w rzeczywistości wirtualnej. Już przez sam fakt bycia blogerką jestem częścią świata, w którym ważne są fejsbuki, twittery i inne instagramy (choć przed tym ostatnim jeszcze się bronię)... Potrafię od czasu do czasu odłączyć się od sieci na kilka dni. Przez pierwszą dobę czuję pewien niepokój - tam gdzieś toczy się beze mnie życie i jakoś podświadomie czuję, że coś mnie omija, jednak szybko przestaję się przejmować i nie brakuje mi komputera. Podczas wakacji odłączam się prawie całkowicie na kilka tygodni i dobrze mi z tym. Jednak po powrocie wystarczą dwa - trzy dni i już - jestem z powrotem wciągnięta i w jakiś sposób uzależniona.

A gdyby tak odciąć się od tego wszystkiego na dłużej? Odważylibyście się? Dajmy na to na pół roku? I to nie tylko od internetu, ale w ogóle od komputera, a także telewizora, telefonu iPada i tym podobnych urządzeń? A przede wszystkim - odciąć od tego wszystkiego nasze dzieci?

Brzmi raczej nieprawdopodobnie - kto jak kto, ale dzieci, zwłaszcza nastoletnie, nie dadzą się odciąć od czegoś, co stanowi często esencję ich życia. Jest jednak ktoś, kto się na to odważył: Australijka Susan Maushart, samotna matka trójki nastolatków, postanowiła poddać swoją rodzinę eksperymentowi. Odłączyła nie tylko wspomniane wyżej urządzenia, ale nawet, w początkowej fazie, całkowicie pozbawiła całą rodzinę prądu! A potem opisała wszystko w szczerej i pobudzającej do refleksji książce "E-migranci: Pół roku bez internetu, telefonu i telewizji".


Sądzicie, że jej dzieci protestowały, kiedy usłyszały o szalonym pomyśle matki? Otóż nie, nawet nie mrugnęły okiem. Jeśli jednak sądzicie, że trafiło jej się wyjątkowo dojrzałe i odważne potomstwo, jesteście znowu w błędzie. Susan wszystko wyjaśnia:

W ogóle mnie nie usłyszeli. No cóż, w końcu to nastolatki.

Gdy jednak dotarło do nich, co planuje matka, nie do końca wierzyli, że faktycznie będzie w stanie zrobić to im i sobie samej. Ostatecznie jednak przekonanie ich okazało się całkiem banalne - Susan ich po prostu przekupiła. Za udział w eksperymencie dostali od niej zapłatę. Co bynajmniej nie znaczy, że tryskali entuzjazmem lub chociaż uprzejmie nie krytykowali jej pomysłu. Co to, to nie! Sussy, młodsza córka, po prostu wyprowadziła się do ojca, gdy nagle w domu zapanowały ciemności, a kąpiel trzeba było brać w zimnej wodzie (wszyscy się zdziwili, gdy okazało się, że ich gazowy bojler ma elektryczny zapłon). Okazało się jednak, że dla znajomych pozostałej dwójki rodzeństwa, Billa i Anni, pomysł pidżama party w domu oświetlanym świecami wydaje się bardzo ekscytujący i życie towarzyskie całej rodziny zaczęło nabierać rozpędu.

Oczywiście, nie udało się odłączyć od elektroniki całkowicie. Dzieci miały dostęp do komputerów w szkole, chodziły do znajomych, by odrabiać u nich lekcje, albo choćby po to, by pooglądać telewizję. Susan zdawała sobie sprawę z tego, że tak będzie. Liczyła jednak, że samo odcięcie od elektroniki w domu przyniesie spektakularne efekty.

Problemy pojawiły się tam, gdzie Susan się ich nie spodziewała. Najbardziej wrogo nastawieni do jej eksperymentu byli rodzice kolegów i koleżanek jej dzieci. Wydawali się przerażeni tym, co Susan chce zrobić i straszyli, że nic dobrego z tego nie wyniknie, a dzieciaki odcięte od Wikipedii zaczną mieć problemy w szkole. Rezygnacja z telefonu komórkowego wydawała im się całkowitym dziwactwem i wystawianiem dzieci na niebezpieczeństwo - skąd matka miałaby się dowiedzieć, że dzieciom coś grozi lub coś się stało? Na szczęście sekretarka szkoły podeszła do tego zdroworozsądkowo, stwierdzając, że jeśli naprawdę będzie się chciała ze Susan skontaktować, na pewno znajdzie jakiś sposób.

Szybko też okazało się, że to nie internet stanowił największy nałóg niektórych członków rodziny. Znacznie bardziej cierpieli z powodu braku muzyki. Sussy (która po pierwszych sześciu tygodniach wróciła od ojca), narzekała, że nie jest w stanie chodzić do sklepu bez swojego iPhnone'a. Sama Susan zresztą nie mogła się odnaleźć podczas codziennych spacerów z psem po plaży - brak słuchawek w uszach sprawiał, że czuła się nieomal nago.

Czy pół roku bez elektroniki zmieniło coś w życiu rodziny? Myślę, że odpowiedź jest oczywista. Ciekawe jest jednak obserwowanie skali i charakteru tych zmian, a także sposobu, w jaki zachodziły. Rodzina nagle zaczęła częściej jeść razem. Dawniej każdy zabierał talerz z jedzeniem i zaszywał się w swoim kącie, często w oddzielnym pokoju. Teraz bycie samemu stało się dużo bardziej nudne, niż bycie razem. Zresztą nuda właśnie okazała się największym katalizatorem przemian, jakie zaszły zarówno w dzieciach, jak i w matce. Z braku innych zajęć Bill odkurzył saksofon, na którym kiedyś uczył się grać. Zaczął znowu ćwiczyć i tak się w to wciągnął, że nie zarzucił gry nawet po zakończeniu eksperymentu. Wszyscy zaczęli więcej czytać - Bill, wcześniej praktycznie nieczytający, odkrył książki Murakamiego i, ku wielkiemu zdziwieniu matki, która sądziła, że będą dla niego za trudne, zakochał się w nich. Wszyscy zaczęli grać w planszówki i w karty, Anni nauczyła się gotować, wszyscy zaczęli wychodzić do kina i do restauracji. Zaczęli ich częściej odwiedzać znajomi, skuszeni nietypowymi rozrywkami. A przede wszystkim - wszyscy zaczęli ze sobą więcej rozmawiać. Prawdę mówiąc, Anni i Sussy zaczęły też spędzać całe godziny na rozmowach telefonicznych (Susan zainstalowała w domu zwykły telefon stacjonarny), nadrabiając w ten sposób niemożność śledzenia życia znajomych na Facebooku.

Co ciekawe, zmienił się także sposób, w jaki wykonywali różne zadania. Stała obecność w sieci wymusza wielozadaniowość. Sama coś o tym wiem - często oglądam film, jednocześnie podglądając, co się dzieje w sieci, szukam materiałów do wykładu, czytam książkę, słucham muzyki, rozmawiam... Nagły brak dodatkowych bodźców sprawił, że dzieci Susan przestawiły się na jednozadaniowość, i w znaczący sposób odbiło się to na ich wynikach w nauce. Oczywiście pozytywnie. I to mimo, że wszyscy zarzekali się, iż wcale nie uczyli się więcej - wręcz przeciwnie! Nagle wróciła umiejętność skupiania uwagi, a także zdolność myślenia wykraczającego poza chwilę teraźniejszą, co przejawiło się w planowaniu różnych zadań z wyprzedzeniem i wykonywaniu ich w znacznie krótszym czasie, niż wcześniej.

Susan Maushart opisuje te zmiany z zachwytem, ale zachowuje zdrowy dystans. Jej opowieść jest do bólu szczera i żadne przykre sceny nie zostały pominięte. Całość jest jednak przesiąknięta optymizmem, lekkie pióro i poczucie humoru sprawiają, że czyta się to świetnie, mając wrażenie, że słuchamy opowieści bliskiej znajomej. Nie jest to jednak tylko książka o sześciu miesiącach z życia jednej rodziny. Maushart dobrze przygotowała się do swojego eksperymentu. Przeczytała mnóstwo książek i artykułów o tym, co internet, telewizja i inne media robią z naszymi mózgami, a także o tym, jakie właściwie są dzieci urodzone jako "cyfrowi tubylcy". Cytuje te prace obficie, znajdując ciekawe powiązania i przykłady. W rezultacie "E-migranci" stają się mocno stymulującą lekturą, która nie skupia się bynajmniej na oczywistościach (myślę, że łatwo można było przewidzieć, że sześć miesięcy bez internetu i telewizji korzystnie wpłynie na życie rodzinne).

Nie sądzę, żeby wielu czytelników zdecydowało się na podobnie radykalny krok, jak autorka. Jestem jednak przekonana, że lektura tej książki sprawi, że częściej zaczną oni wyłączać komputer, nawet jeśli będą musieli się do tego zmuszać. Co ważne, warto wyłączać ten komputer własnym dzieciom, nawet narażając się na ich gniew i obrażanie się. Przykład tej australijskiej rodziny pokazuje, że po początkowym szoku dzieciaki świetnie potrafią się odnaleźć w rzeczywistości, w której żaden ekran nie rozświetla wieczornych ciemności.

Moja ocena: 5/6

niedziela, 16 listopada 2014

Kolejny już weekend spędziłam w puszczy. Wprawdzie tym razem na skraju, nie zagłębiając się w las, ale za to oglądając go w coraz to innych odsłonach na pięknych zdjęciach. Realizując od kilku miesięcy projekt Parki Narodowe spędzamy ostatnio znowu sporo czasu w lesie, a właściwie - w różnych pięknych lasach - buczynach, grądach, dębinach. I lasy te są coraz częściej gdzieś na skraju mojej świadomości obecne - pojawiają się w snach, w planach, w rozmowach. I oczywiście w książkach! Przedstawię Wam dzisiaj dziesiątkę moich ulubionych książek o lesie.


1. Stumilowy Las - A. A. Milne Kubuś Puchatek

Podobno czytelnicy dzielą się na tych, którzy w dzieciństwie lubili Muminki, i tych, którzy lubili Kubusia Puchatka. Ja zdecydowanie zaliczam się do tych pierwszych, a Kubuś nigdy nie był moim ulubionym bohaterem literackim. Urok Stumilowego Lasu odkryłam dopiero na studiach, gdy na zajęciach z fonetyki uczyliśmy się intonacji, czytając na głos całe rozdziały z Chatki Puchatka. Ze zdziwieniem odkryłam, że to naprawdę urocza i mądra książka. Przeczytałam więc obie części po angielsku, a Stumilowy Las okazał się przyjemnym miejscem, miejscem przygód, zdobywania doświadczeń i spotykania przyjaciół.

2. Las wokół Aten - William Szekspir Sen nocy letniej

Szekspirowski las zamieszkany jest przez różne dziwne stworzenia. Jeśli się ma pecha, można się w nim natknąć na elfa, która przyprawi nam ośle uszy. Można też wzbudzić w nim sympatię i wtedy zdarzyć się może wszystko - zakocha się w nas mężczyzna naszych marzeń, możemy się odmienić, w sposób straszny i piękny. Bez tego lasu nie byłoby najpiękniejszej chyba z szekspirowskich komedii, pięknej i smutnej zarazem.

3. Las wokół Walden Pond - Henry David Thoreau Walden, czyli życie w lesie

Nie sposób nie wymienić tej książki wśród książek o lesie. Thoreau, amerykański filozof, natchniony naukami swojego mentora, Emersona, przeprowadza się do lasu na dwa lata. Nie ucieka jednak w dzicz - zamieszkuje w drewnianej chatce na obrzeżach swojego miasta, w pobliżu stawu Walden. Chodzi nad staw, obserwuje życie wokół siebie i próbuje dociec prawdy o świecie. Cytat z tej książki stał się osnową filmu "Stowarzyszenie umarłych poetów" - pięknego i smutnego.

4. Lasy nadbajkalskie - Sylvain Tesson W syberyjskich lasach

Tesson zamieszkuje na sześć miesięcy w drewnianej chacie nad Bajkałem. Spędza tam samotnie dni i tygodnie, dużo czyta, trochę pisze, wędruje po lesie i po zamarzniętym jeziorze. Jego książka namieszała mi w głowie jak mało która - ten współczesny Thoreau jest mi bliski i zaszczepia we mnie niebezpieczne idee. Więcej tu.

5. Lasek pod Oslo - Erlend Loe Doppler

Jeśli Thoreau i Tesson wydają wam się zbyt natchnieni, być może spodoba wam się bardziej cyniczne podejście Erlenda Loe. Jego bohater, uderzywszy się w głowę, postanawia zmienić swoje życie. Wyprowadza się do lasku na przedmieściach Oslo, rozbija namiot i próbuje żyć inaczej. Potoczy się to nie całkiem tak, jak się spodziewał, a niewielki las skupi w sobie sporą grupę ekscentrycznych dziwaków. Więcej tu.

6. Lasy Starej Polski - Elżbieta Cherezińska Korona śniegu i krwi i Niewidzialna korona

Książki Cherezińskiej opowiadają o Polsce Piastów, Polsce jeszcze porośniętej gęstą puszczą. W tej puszczy dzieją się rzeczy dziwne i straszne - młodzi książęta sprzedają Polskę, młodzi królowie giną w zasadzce, zielone kobiety słuchają drzew i odprawiają stare rytuały. To Polska niby znajoma, a jednak inna. Wśród drzew, w olsach i brzezinach, kryją się tu ślady starej wiary i wciąż działa magia. Recenzje obu części tutaj i tu.

7. Orzechowa farma - Roger Deakin Notes from a Walnut Tree Farm

Deakin to piszący o przyrodzie pisarz angielski, który większą część swojego życia spędził na farmie położonej wśród drzew orzechowych w Suffolk. Sam odbudował piękny, elżbietański budynek i zadbał o otaczającą go przyrodę. Zaprzyjaźnił się z mrówkami, obserwował lisy i bażanty. Pisał przez całe lata pamiętnik, który opublikowano po jego śmierci. Zawiera on piękne i mądre refleksje o życiu wśród przyrody, o potrzebie jej ochrony, o radości płynącej z życia w harmonii z naturą. Niestety, książka nie została wydana po polsku, ale jeśli lubicie takie nostalgiczne opowieści, warto poćwiczyć na niej swój angielski.

8. Zimowy las - Laura Ingalls Wilder Mały domek w wielkich lasach

Wizja pierwszych amerykańskich osadników mocno działa na moją wyobraźnię. Fascynują mnie ludzie, którzy pewnego dnia spakowali na wóz wszystko, co mieli i po prostu ruszyli przed siebie. Zatrzymali się gdzieś w dziczy - na prerii lub w lesie, i stwierdzili - tutaj będzie nasz dom. Taką historię opowiada w swoich książkach Laura Ingalls Wilder. Jej opowieści o życiu na prerii są lepiej znane, ale wszystko zaczęło się właśnie od domku w lesie. To magiczna opowieść o dzieciństwie, ciężkiej pracy, wierze w to, że można znaleźć idealne miejsce dla siebie i swojej rodziny. Trochę trąci myszką, ale czyta się ją z prawdziwą przyjemnością. Dowiedzcie się więcej tu.

9. Las złowrogi - Alex Zentner Dotyk

Kanadyjską puszczę zamieszkują groźne stwory - wiedźmy, zmiennokształtni. Spotkanie z nimi może skończyć się źle - wierzą w to mieszkańcy niewielkiej osady Sawgamet. Dotyk to opowieść o ludziach, którzy się nie boją. Żyją w środku wielkiego lasu, w miejscu, w którym zima trwa wyjątkowo długo. Wierzą w duchy, walczą o przetrwanie. A Zentner opowiada o nich tak, że od jego opowieści nie można się oderwać!

10. Las ludzi szlachetnych - James Fenimore Cooper Pionierzy i inne książki

Chciałam wymienić jeszcze kilka książek, których akcja toczy się w zimnych i surowych kanadyjskich puszczach, ale pomyślałam, że nie chcę zakończyć tej listy lasem groźnym i strasznym. Niech więc będzie las dziki i pełen niebezpieczeństw, ale jednocześnie romantyczny i zamieszkany przez ludzi odważnych i szlachetnych. W takim właśnie lesie mieszkają bohaterowie powieści Coopera, które uwielbiałam czytać jako nastolatka. Pionierzy, Tropiciel śladów i inne książki z tej serii to wspaniałe powieści przygodowe, nieco może staroświeckie, a jednak wciągające i pięknie budujące etos szlachetnego Indianina. Wprawdzie Winnetou kochałam bardziej, ale jednak to u Coopera był najpiękniejszy i najdzikszy las.

Macie swoje ulubione książki, których akcja przynajmniej częściowo toczy się w lesie? Jeśli nie, spróbujcie sięgnąć po którąś z powyższych!

czwartek, 13 listopada 2014

Zawarłam znajomość z prokuratorem Szackim. I muszę wam powiedzieć, że to dość dziwny związek jest. Łączy się z bezsenną nocą, ale romantyki w nim niewiele. Gniewu też nie czuję, raczej smutek.

Jest bowiem Teodor Szacki bardzo prawdziwym człowiekiem, takim nieco dziwnym kolegą, którego niby się lubi, ale do końca nie wiadomo, co w nim siedzi. A kiedy już się okaże, to żal ściska serce i inne elementy naszego ciała. Żal, że nawet taki szeryf, bezkompromisowy obrońca sprawiedliwości jest tak naprawdę zwykłym człowiekiem. Nawet on może ulec.

Nie jest tajemnicą, że "Gniew" otwiera prolog, w którym prokurator Szacki popełnia morderstwo. Nie zdradzam wam tutaj jakiegoś sekretu - czytamy o tym na drugiej stronie książki, a sam autor mówił o tym jeszcze przed premierą książki. Od początku wiemy więc, że wydarzy się coś, co zmieni szeryfa w przestępcę. Wiemy, kto zabije, ale nie wiemy, dlaczego.

Odpowiedź na to pytanie, ukryta między zgrabnie poprowadzoną, bardzo skomplikowaną intrygą kryminalną, przejmuje czytelnika smutkiem. Tytułowy gniew może ogarnąć wszystkich, a przemoc jest wszechobecna. Używa jej mąż w stosunku do żony, w rodzinie, która z zewnątrz wydaje się całkiem normalna, "zwykli ludzie, żadna patologia. Na podwórku zjeżdżalnia dla dziecka, trampolina, basenik, taki nieduży. Normalny dom." W takich normalnych domach dzieci, kochane przecież przez oboje rodziców, bawią się jak najciszej, żeby przypadkiem nie zwrócić na siebie uwagi, nie wywołać gniewu. Przemoc jest w nas, i nawet prokurator Szacki ulegnie pokusie rozładowania gniewu. Dokonania prymitywnej zemsty, wiedząc, że niczego ona nie zmieni.

Zygmunt Miłoszewski wytyka nam nasze zakłamanie, obnaża niechęć do zainteresowania się człowiekiem, który jest obok i być może potrzebuje pomocy. W przejmującej scenie widzimy wykrwawiającą się na podłodze jednorodzinnego domku kobietę i płaczące obok dziecko, które nie rozumie, dlaczego mama nie wstaje. Płacz ten słyszą przypadkowi przechodnie, nawet zatrzymują się na chwilę, zastanawiając, czy nie zadzwonić do drzwi, ale rezygnują - nie chcą narażać się sąsiadce, która być może jest wykończona płaczem chorego dziecka i zła na cały świat. Obrywa się także prokuratorom i policji, którzy z urzędu są zobowiązani do udzielenia pomocy, ale obojętnieją, nie zauważają człowieka, który przychodzi o tę pomoc poprosić. Seksistowski slang, którym się posługują, przeraża tym bardziej, kiedy wiemy, że jest prawdziwy.

Wydawałoby się, że to smutna książka i tak w jakimś stopniu jest. Na szczęście Miłoszewski jest naprawdę doskonałym rzemieślnikiem i potrafi przytrzymać przy sobie czytelnika. Zgrabnie komplikuje intrygę, która zaczyna się niewinnie od znalezienia pozornie starego szkieletu, który okazuje się skrywać w sobie dużo tajemnic. Bawi się konwencją, nadając bohaterom absurdalne imiona i wrzucając ich w stereotypowe sytuacje, tak banalne, że aż śmieszne. Jak bowiem nie parsknąć śmiechem, gdy pojawia się patolog o nazwisku Frankenstein, o rozwichrzonej czuprynie i z dzikim błyskiem w oku? Albo gdy jeden z przesłuchiwanych to Myślimir Szcząchor? Pani doktor psychiatrii nosi nazwisko Zemsta, pojawia się też pan Poniewasz. Jest złośliwa szefowa, piękna asystentka patologa, a także profiler noszący nazwisko Jarosława Klejnockiego, innego polskiego pisarza, prywatnie przyjaciela Miłoszewskiego. Autor zaprasza nad do tej zabawy, zdając sobie doskonale sprawę, że czytelnik kryminałów jest już dobrze zaznajomiony z typowymi motywami i kliszami.

Sama intryga ma kilka słabych punktów - rzeczy, które są nielogiczne i nie zostały w żaden sposób wyjaśnione. Dobrze byłoby o nich podyskutować, jednak w recenzji, która nie powinna zawierać spoilerów, nie ma na to miejsca.

No i zakończenie! Nieco irytujące, niespotykane i zdecydowanie nietypowe! A poza tym, choć Miłoszewski twierdzi, że "Gniew" to pożegnanie z prokuratorem Szackim, furtkę pozostawia jednak dość mocno uchyloną!

Bardzo dobry kryminał, zostawiający czytelnika z wieloma sprawami do przemyślenia. Nie idźcie w moje ślady i nie czytajcie go do późnej nocy - bezsenność jest potem gwarantowana!

Moja ocena: 5/6

Tutaj możecie znaleźć terminy spotkań z Miłoszewskim w różnych miastach, a także zapisać się na newsletter dający zniżkę na zakupy w nowym sklepie internetowym wydawnictwa W.A.B., który ma wkrótce zacząć działalność.


niedziela, 09 listopada 2014

Dawno nie było na Mieście Książek żadnego cyklu. Poniedziałkowy gość czeka na wznowienie (chcielibyście?), pomyślałam więc, że może niedzielny wieczór do dobry moment, by całkiem nowy cykl zapoczątkować.

W chwili, gdy ta myśl przeszła mi przez głowę, wiedziałam, że musi to być Niedzielna Dziesiątka. Pojawiła się nagle, nieproszona, od razu przynosząc z sobą mnóstwo pomysłów. Dlatego też w najbliższe niedziele zapraszam was na listy dziesięciu książek z różnych kategorii. Dziesiątki będą absolutnie subiektywne, wybrane przeze mnie spośród książek, które znam i polecam. Zachęcam do dopisywania innych tytułów w komentarzach!

A na pierwszy ogień - 10 książek o samotnikach. Dlaczego tak? Bo zostałam na kilka dni sama, za oknem jest ciemno i melancholia jesienna puka nieśmiało w szybę.

Samotność Fot: Łukasz Stępień

 

Fot. Łukasz Stępień

 

1. Stevens - Kazuo Ishiguro "Okruchy dnia"

Angielski kamerdyner, który do tego stopnia podporządkował życie pracy, że gdy jego chlebodawca umiera, ten nadal prowadzi mu dom. Piękny przykład bohatera, który żyje wśród innych, rozmawia z nimi, a jednak pozostaje całkowicie samotny.

2. Robinson Crusoe - Daniel Defoe "Robinson Crusoe"

Jeden z najbardziej znanych samotników w historii literatury. Nie lubiłam go jako dziecko, ale teraz doceniam jego niezwykłą determinację. To człowiek, który wie, czego chce i potrafi to dostać, nawet jeśli nie ma prawie nic, a jego przyszłość zależy od garstki zboża. Przerażający w swojej skuteczności, ale na szczęście przechodzi też chwile załamania, które czynią go bardziej ludzkim.

3. Sarah - Sarah Maitland "A Book of Silence"

Sarah Maitland, żona i matka sześciorga dzieci, gdy jej małżeństwo się rozpadło, przeniosła się na szkocką wyspę Skye i postanowiła żyć w ciszy. Czterdziestodniowy eksperyment zmienił się w życiowy projekt - cisza okazała się fascynującym sposobem zmiany swojego życia. Maitland mieszka nadal w Szkocji, nie ma w pobliżu sąsiadów i nadal dużo milczy - jak sama szacuje, około 80% swojego życia spędza w ciszy. Współczesna pustelniczka, pięknie pisząca o wartości ciszy.

4. Chris McCandless - Jon Krakauer "Wszystko za życie"

Przemująca historia, która zdarzyła się naprawdę. Chris, amerykański młodzieniec z dobrej rodziny, rzuca wszystko i ucieka. Rodzina rozpacza, a Chris wędruje przez Stany Zjednoczone, spotykając wielu dobrych ludzi. Gdy dociera na Alaskę, jego młodzieńczy idealizm brutalnie ściera się z trudną rzeczywistością życia w dziczy. Chris nie wychodzi z tej konfrontacji cało, a książka o tym jest jedną z bardziej przejmujących opowieści. Trzeba też dodać, że na jej podstawie powstał film, który, co rzadkie, jest chyba lepszy od literackiego pierwowzoru!

5. Rebeka Martinsson - Åsa Larsson, cykl powieści kryminalnych

W zestawieniu samotników nie mogło zabraknąć skandynawskiego detektywa - są oni wręcz uosobieniem samotności. Wybór był trudny, ale zdecydowałam się na Rebekę Martinsson, ponieważ książki Åsy Larsson są samotnością po prostu przesiąknięte. Samotna jest nie tylko Rebeka, ale też większość ludzi, których spotyka, a miasteczko, w którym mieszka - Kiruna, położone jest samotnie wśród lasów północy.

6. Jacob de Zoet - David Mitchell "Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta"

Jacob to holenderski urzędnik pracujący nie niezwykłej wysepce - położonej u wrót zamkniętej przed światem Japonii Dejimie. Ambitny, pracowity i samotny, w dodatku od chwili przybycia na Dejimę musi skrywać niejeden sekret. Bohater jednej z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku, poważnej kandydatki do Książki Roku. Więcej tu.

7. Emilka Starr - Lucy Maud Montgomerry "Emilka ze Srebrnego Nowiu"

Kochałam Anię z Zielonego Wzgórza, to rzecz oczywista. Ale to właśnie Emilka o szarych oczach, marzycielska poetka i miłośniczka kotów najsilniej zawładnęła moją dziecięcą wyobraźnią. Wiele jej zawdzięczam - dzięki niej zaczęłam bezlitośnie wyrzucam najbardziej grafomańskie utwory, jakie popełniałam w młodości.

8. Sara Crewe - Frances Hodgson Burnett "Mała księżniczka"

Nie mogłabym napisać o Emilce, nie wspominając Sary Crewe. Kolejna ważna postać mojego dzieciństwa, która bez wątpienia była bardzo samotna. Sara potrafiła z samotnością walczyć - jej przyjacielem był nawet szczur, a gdy on i zaprzyjaźnione dziewczynki nie wystarczały, by podnieść biedną Sarę na duchu, pomagała sobie siłą swojej wyobraźni.

9. Nietypowy gąsior - Fred Bodsworth "Odmieniec"

Nie tylko gąsior jest samotny w tej książce, ale to od niego wszystko się zaczyna. Samiec bernikli białolicej zostaje oddzielony od swojego stada i po dramatycznej wędrówce przez ocean trafia do Kanady. Tam łączy się w parę z samicą bernikli kanadyjskiej, będącą przedstawicielką gatunku o odmiennych zwyczajach. Jednak czy taki związek może przetrwać? Na tle tej dramatycznej historii kolejna, równie przejmująca, o Indiance wiążącej się z białym. Delikatna, dobrze napisana opowieść o samotności na wielu poziomach.

10. Muminek - Tove Jansson "Zima Muminków"

Właściwie prawdziwym samotnikiem w krainie Muminków był Włóczykij. Jednak Włóczykijowi samotność nie ciążyła, zaś Muminkowi, gdy obudził się niespodziewanie w środku zimy, tak. Piękna historia o świecie, który niby znany, okazuje się całkiem inny, i o oswajaniu tej inności.

Napiszcie o waszych ulubionych samotnikach! Macie takich, z którymi się identyfikujecie?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 83
| < Grudzień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Blog roku
Wyróżnienia
O mnie
Teraz czytam
Top 5 najnowszych lektur
Bliskie mi adresy
Najpopularniejsze notki
Przeczytane w 2014
Przeczytane w 2013
Przeczytane w 2012
Przeczytane w 2011
Przeczytane w 2010
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2007
Akcje czytelnicze Miasta Książek
Blogi o książkach i nie tylko - polskie
Blogi o książkach i nie tylko - angielskie
Blogi różne (polecam!)
Polskie strony o książkach
Angielskie strony o książkach
Wydawnictwa
Dla studentów
Napisz do mnie
Podziel się czytaniem
Szablon pochodzi stąd
Zdarzyło się dziś
Tagi



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...