sobota, 06 października 2007

Jadę szukać jesieni... Koło mnie jej prawie nie ma, trzeba więc wyruszy na poszukiwania. Mam nadzieję, że gdy jutro wrócę, Myśliwski albo Szczygieł będą już mieli Nike, a ja dla Was wrażenia ze świetnych "Dzieci cesarza", których nie mam kiedy skończyć, ale dzisiaj przy kominku powinno się udać:)

I jeszcze mój ulubiony jesienny wiersz:

John Keats

 

 

 

„Oda do jesieni”

 

 

 

 

Pora mgieł i dojrzałych plonów

Bliska krewna słońca w porze popołudnia

Razem z nim jest karmicielką ludzkich domów

Pod strzechą pnie się wzwyż jak soczyste winogrona

W sadach zgina urodzajem gałęzie jabłoni

I napełnia każdy owoc dojrzałością aż do rdzenia

By nabrzmiały dynie, śliwki i orzechy w łupinach

Ze słodkim jądrem; przyszłe pąki przyszłych kwiatów zawiązuje do kwitnienia,

By wciąż dużo było kwiatów dla pszczół już następnej wiosny,

Choć wciąż jeszcze wszyscy wierzą, że to lato się nie skończy,

Bo ono kwitnie przepychem w płodnych, wilgotnych godzinach.

 

 

 

Kto jeszcze ciebie nie dostrzegł wśród tego dobrodziejstwa?

Czasami kto szuka daleko, może cię odnaleźć

Siedzącą beztrosko na podłodze spichlerza,

W powiewach wiatru, gdy miękko będzie ci włosy targać,

Albo na polu w porze żniw  pogrążoną we śnie,

Uśpioną zapachami maków, kiedy twoja ostra kosa

Oszczędza wielkodusznie zboże i wszystkie w nim kwiaty:

I czasem, tak jak żniwiarz trzymasz ospale

I leniwe ciężką głowę patrząc w strumienia fale

Lub jak cydrem upojona, cierpliwie wpatrzona

Obserwujesz jak płyną ostatnie letnie godziny.

 

 

 

Gdzież się podziały świeże pieśni wiosny? Ach, gdzież one są?

Daj już spokój, nie myśl o nich. Wsłuchaj się w swój własny rytm,

Kiedy chmury przepływają nad gasnącym dniem w słońcu kwitnąc.

A zielone równiny przesłania różowy wieczór jak dym.

Wtedy w zawodzącym chórze płaczą rzewliwie komary

Nad rzeka spokojną, wysoko wzlatując

Lub znoszone w toń lekkim wiaterkiem żyją, albo umierają;

Jagnięta beczą już ze wzgórz chcąc wrócić na noc do zagrody;

Cykają świerszcze; a teraz miękkim dyszkantem śpiewając

Rudzik brzmi przy domu, gdzieś się w ogrodzie chowając;

I jaskółki  piszczą i ćwierkają, gdy  nisko w pogoni za owadami latają.

 

 

 

Przekład: Tomasz Krzykała

 

 

piątek, 05 października 2007

Niecałe dwa tygodnie przez przyznaniem nagrody Bookera, w Wielkiej Brytanii zrobiło się głośno o wynikach badań rynkowych, które wykazały, iż sprzedaż powieści modelki Jordan piszącej pod pseudonimem Katie Price przewyższyła sprzedaż wszystkich książek nominowanych do Bookera... Nie pomogło skrócenie listy nominowanych ani kampania w mediach promująca nagrodę, najwyraźniej jakość tej literatury jest przeszkodą nie do pokonania dla brytyjskich czytelników. "On Chesil Beach", powieść najpopularniejszego z nominowanaych autorów Iana McEwana, sprzedała się w liczbie 113,606 egzemplarzy, podczas gdy "Crystal" Katie Price 144,489 egzemplarzy. I to pomimo iż książka McEwana jest naprawdę krótka, ma chwytliwy temat związany z seksem, a sam autor jest akurat na tzw. fali w związku z ekranizacją "Pokuty"...

The Observer opublikował listę porad dla autorów, którzy chcieliby powtorzyć sukces Katie Price. Oryginalny tekst znajdziecie tutaj (polecam gorąco), a ja przedstawię krótkie streszczenie:

- Nie czytaj książek - to strata czasu. Katie Price do powieści nie zagląda. Do innych książek zresztą też nie.

- Zatrudnij ghostwritera. Bestsellery Jordan są w rzeczywistości pisane przez dziennikarkę Rebeccę Farnworth - oczywiście jej nazwiska w książkach nie znajdziecie.

- Poszerzaj zasób słownictwa. Spójrzcie sami: 'As they strolled down Old Compton Street two people sneaked pictures of them with their camera phones. "That's fucking annoying!" Jake exclaimed. Crystal shrugged. "It goes with the territory, I guess. At least I'm not looking minging.'

- Zadbaj o wiarygodność swoich bohaterów. Angel, bohaterka poprzedniej powieści Katie Price, planuje przybyć na swoje wesele w karecie cięgniętej przez sześć białych koni. Faktycznie, bohater Bookerowskiego faworyta, nauczyciel uwielbiający Dickensa, nie może się równać...

- Naucz się odróżniać Gucciego od Prady. Przykładowo czarny charakter musi nosić bieliznę od Hugo Bossa, a jego przeciwnik Calvina Kleina...

- Członek powinien być zawsze "twardy jak skała" - i to wyjaśnia porażkę McEwana, bo kto chciałby czytać o norwowych nowożeńcach, którzy nie potrafią się zabrać do własnej nocy poślubnej... Albo, jak to dosadniej ujęła Crystal: 'No one wants a party sausage inside them.'

The Observer podaje jeszcze kilka punktów, między innymi o bogactwie określeń żeńskich genitaliów, ale sądzę, że już te kilka wystarczy, aby każdy mógł napisać bestseller. W końcu i u nas czytelnictwo dobrej literatury kwitnie, wystarczy zajrzeć do jakiejkolwiek listy bestsellerów ubiegłego roku...

czwartek, 04 października 2007

Moje dziecko wczoraj skończyło 4 latka. Poza wszystkimi oczywistymi konsekwencjami tego wydarzenia, jak łzy mamusi i inne takie chwile wzruszenia spotkało mnie wydarzenie niezwykle absorbujące, a mianowicie kinderbal we własnym domu. Kinderbal w domu, zwłaszcza dla dzieci mniej więcej czeterlotenich, organizują masochiści i szaleńcy;) Ja do tych dwóch przymiotników postanowiłam dodać wzorową housewife i wszystko zrobić samodzielnie, do dekroacji po upieczenie tortu. Skorzystałam z pomocy różnych ciekawych stron typu abcgospodyni.pl (można tam znaleźć rzeczy o których nie śniło się filozofom;)), przygotowałam gry i zabawy, jedzenie, picie, baloniki, słomki i inne gadżety no i prawie nie starczyło mi czasu na kupno prezentu. Ponieważ U jest w kwestii sklepowej bardzo oporny i nie mogłam na niego liczyć, powiedziałam sobie trudno, zamknęłam oczy i zamiast przemyślanej zabawki edukacyjnej i co najmniej kilku książeczek nabyłam wściekle różowego kucyka pony z fioletowymi włosami i zestawem do herbaty w kolorze oczywiście jeszcze bardziej różowym... Dziecko oczywiście wniebowzięte.

Na szczęście okazało się szybko, że nasi znajomi należą do tego zanikającego ułamka populacji, który książki czyta i kupuje i pod wieczór prezenty można było podzielić na dwie kupki - gadżety i książki, z przewagą tych drugich:) Co więcej, dzisiaj kucyk pony leży w kącie, a mała ogląda książeczkę za książeczką. I chociaż część z nich to ukochane przez nią, a znienawidzone przez mnie ilustrowane puchatki Disneya, to i tak cieszę się, że indoktrynacja książkami od najwcześniejszych chwil przynosi zamierzone skutki...

A swoją drogą po tym kinderbalu to powinnam wziąć dwa dni wolnego chyba...

wtorek, 02 października 2007

Już wkrótce zapewne zaczną się zwykłe październikowe spekulacje dotyczące literackiego Nobla. Szwedzka Akademia ogłosi werdykt zapewne w drugi czwartek miesiąca, może trzeci, czyli już niedługo. O wartości literackiej tej nagrody można by dyskutować długo, podobnie jak o laureatach z lat ostatnich, a tymczasem można się pobawić w zgadywanki. Swoją opinię można wyrazić choćby tutaj. Ciekawe rozważania snuje niejaki Croaking Marley, zwłaszcza że na pierwszym miejscu wśród kandydatów umieszcza jakiegoś kompletnie nieznanego środkowoeuropejskiego poetę lub powieściopisarza;)

Oczywiście można już obstawiać swoich kandydatów. Wśród najwyżej obstawianych na Ladbrokes jest tylko jeden Polak, Adam Zagajewski (szanse 100 do 1)... W czołówce są:

Claudio Magris (5:1) - ucieszyłabym się, ale wiadomo, że najwyżej obstawiany autor nigdy nie wygrywa;)

Philip Roth (7:1) - eee...

Thomas Transtromer (7:1), Adonis (8:1) i Amos Oz (9:1) - jak co roku

Haruki Murakami (10:1) - całkiem wysoko, co ucieszy na pewno licznych wielbicieli

Joyce Carol Oates (10:1)

Więcej nazwisk wraz z ich potencjalnymi szansami znajdziecie tutaj. Mnie ucieszyłby autor całkiem mi nieznany, któego odkryłabym z przyjemnością i zdumieniem, że wcześniej go nie znałam, albo ktoś, kto rzadko jest wydawany w Polsce, chociaż jest tego wart... Pamuk był całkiem niezłym wyborem według moich kryteriów, chociaż za "Nazywam się Czerwień" nie mogę sie od kilku miesięcy zabrać...

niedziela, 30 września 2007

Myślę, że gdybym "The Gathering" Anne Enright wypożyczyła z biblioteki czy nawet kupiła zwyczajnie w księgarni, to być może nie przeczytałabym tej książki. Fakt, że mój brat zadał sobie wiele trudu, żeby ją dla mnie zdobyć, zmobilizował mnie. Pomogły w tym recenzje na angielskich blogach, które zgodnie twierdzą, że to świetna książka, ale nie dla każdego, i że docenia się ja raczej pod koniec czytania. Mogę się z tym jedynie zgodzić i cieszyć, że nie rzuciłam jej w połowie.

"The Gathering" opowiada o rodzinie Hegarty, na pierwszy rzut oka bardzo stereotypowej irlandzkiej rodzinie. Opowieść o całej gromadzie braci i sióstr w różnym wieku wychowujących się w Dublinie pod okiem nieco rozkojarzonej matki oraz nietypowej babki słyszymy z okazji śmierci jednego z braci, Liama, który wzorem Virginii Woolf utopił się, napełniwszy kieszenie kamieniami. Veronica, narratorka powieści, to ukochana siostra Liama, młodsza od niego zaledwie o rok. To ona właśnie jest strażniczką rodzinnych sekretów, o których istnieniu reszta rodziny nie ma zresztą pojęcia. Sama Veronica nie jest pewna swojej wiedzy. Swoją opowieść zaczyna tak:

"I would like to write down what happened in my grandmother's house the summer I was eight or nine, but I am not sure if it really did happen."

Ta niepewność towarzyszy całej opowieści. Veronica, dotknięta przez wydarzenia z przeszłości równie mocno, jak jej nieżyjący brat, nie potrafi uporać się z codziennym życiem. Odrzuca swojego męża, sądzi, że on jej nienawidzi, podczas gdy w istocie sama nienawidzi siebie.

"What he wants, what my husband has always wanted, and the thing I will not give him, is my annihilation. This is the way desire runs. It runs close to hatred, It is sometimes the same thing."

Unikając współżycia z nim (po raz ostatni uprawiają seks w noc czuwania przy zwłokach Liama), spędza całe noce wędrując po pokojach lub jeżdżąc po osiedlowych uliczkach. W ten sam sposób snuje swoją opowieść - gubiąc wątki, mieszając czasy i miejsca, przeplatając tajemnice, plotki i wymyślone przez siebie wydarzenia z refleksjami na temat siebie i świata. Taka opowieść może znudzić i zirytować, jeśli jednak damy się jej ponieść i wczujemy się w specyficzny, urywany a jednak regularny rytm, możemy nagle stwierdzić, że historia narkotycznie nas wciąga, a Veronica Hegarty jest nam dziwnie bliska. Obrazowy język pomaga identyfikować się z narratorką:

"I was living my life in inverted comas. I could pick up my keys and go 'home' where I could 'have sex' with my 'husband' just like lots of other people did. This is what I have been doing for years. And I didn't seem to mind the inverted comas, or even notice that I was living in them, until my brother died."

O seksie z mężem opowiada tak:

"I place my face against his back and reach around to cup the soft handful of his prick, because I have had a little too much wine, and I think he actually hates me now, I am so much to blame for it all.

And he either turns, or he doesn't.

And in the gap I realise that he is having sex with someone else.

No. In the gap I remember how much he wanted to have sex with someone else, when that someone else was me."

W połowie książki dopiero wybucha bomba, której domyślamy się od samego początku, przeczuwamy ją, a jednak autorka każe nam na nią czekać bardzo długo. Wyznanie o molestowaniu seksualnym nie staje się jednak centralnym punktem powieści, a jedynie kolejnym zdarzeniem w ciągu przyczyn i skutków, które składają się na każdą historię. Anne Enright nie popada w schemat i zamiast łatwych oskarżeń i prostych rozwiązań pokazuje, jak każde wydarzenie zależy od innego, i jak trudno ocenić jest kto zawinił i dlaczego. Jednocześnie wydarzenia nabierają tempa, los Liama jawi się już tylko jako pretekst dla historii Veroniki, a ja odganiam senność, żeby tylko towarzyszyć jej aż do rozwiązania. I choć dla tak skomplikowanej historii nie może istnieć łatwe zakończenie, to kończąc książkę jestem nią zauroczona bardziej niż w jakimkolwiek innym momencie. A ze względu na rozwiązania narracyjne, na płynne i niezauważalne momenty strumienia świadomości, które lekko przechodzą w rozważania filozoficzne lub w klasyczną powieść psychologiczną, oraz ze względu na olśnienia i lęki, które dzieliłam z bohaterką, na pewno przeczytam tę książkę ponownie, może nawet więcej niż raz.

piątek, 28 września 2007

Powoli kończę "The Gathering". Nie wiem wciąż, co o tej książce myśleć. Rozbija mnie na drobne kawałki, których nie mogę poskładać. Najpierw mnie znudziła, potem zirytowała, a teraz wciąga wręcz narkotycznie, aby po chwili zirytować. Opis na okładce i streszczenia są całkiem mylące - to nie jest irlandzka saga rodzinna, a przynajmniej nie taka, jaką wyobrażamy sobie słysząc to określenie. Narratorka i zarazem główna postać, może nawet jedyna istotna, jest także rozbita i pogubiona. I nie wiem sama, dlaczego wciąż odnajduję w niej siebie, chociaż nic mnie z nią nie łączy.

Dzisiaj już pewnie nie skończę. Tak, 22.30 to późna pora dla mnie, nawet przy dobrej książce;) Tymczasem przeczytajcie fragment...

"Two years ago, I had a letter from Ernest. He was writing to tell me that he was leaving the priesthood, though he had decided to stay with his little school in the high mountains. Ans his bishop might have a few things to say about this, so he decided not to tell his bishop - he was, in fact, telling no one except friends and family... that it was no longer 'Father Ernest', but just plain old 'Ernest' again. Once a priest always a priest, of course - so he wasn't exactly telling lies by keeping his mouth shut. 'I have no place to live but my own heart,' he wrote, meaning he would conduct his life as before, but on privately different terms.

And I thought this was the stupidest stuff I had ever heard until, sitting on a stool in the Shelbourne bar, I wondered what might happen if I just carried on as usual, told no one, changed nothing and decided no to be married after all.

And I wondered how many people around me are living with and sleeping with and laughing with their spouses on just this basis, and I wondered how sad they were. Not very, by the looks of it. Not sad at all."

Ja też zaczęłam się zastanawiać...

środa, 26 września 2007

Kilka dni temu ogłoszono laureatów Kiriyama Book Prize, nagrody przyznawanej od 1996 roku dla książek o krajach Azji Południowej oraz basenu Oceanu Spokojnego. Nagroda przyznawana jest w kategoriach fiction i non-fiction. W tej pierwszej nagrodę zdobył Haruki Murakami za zbiór opowiadań "Blind Willow, Sleeping Woman", w drugiej Greg Mortenson i David Oliver Relin za książkę "Three Cups of Tea: One Man's Mission to Promote Peace ... One School at a Time". Co ciekawe, Murakami odmówił przyjęcia nagrody, kierując się względami religijnymi? O ile mi wiadomo, nie odmawiał przyjmowania wcześniejszych nagród, choćby nagrody Franza Kafki. Dlaczego więc właśnie nagrody Kiriyama ma jakiś podtekst religijny dla niego?

Przy okazji przejrzałam listę laureatów z poprzednich edyzji i znalazłam sporo ciekawych tytułów. W 2005 nagrodę zdobył Nadeem Aslam za "Mapy dla zagubionych kochanków", w 2004 Shan Sa za "Dziewczynę grającą w go". Obie te książki mam już na półce tak długo, że aż wstyd się przyznać, muszę wreszcie znaleźć na nie czas...

Dla zainteresowanych lista tegorocznych finalistów w kategorii Fiction:

"Brzemię rzeczy utraconych" Kiran Desai - rekomendacji chyba nie trzeba?

"Stick Out Your Tongue" Ma Jian - pisarz nazywany chińskim Kunderą. Mieszka w Anglii, w Chinach publikacja jego książek jest zakazana, podobno właśnie z powodu tej książki. W Polsce wydano "Wytwórcę makaronu".


"Certainty" Madeleine Thien - debiutantka, całkiem nieznana w Polsce. Recenzje brzmią interesująco, mam nadzieję, że ktoś to wkrótce u nas wyda.

"Behold the Many" Lois-Ann Yamanaka - co najmniej intrygująca fabuła - trzy siostry w sierocińcu na Hawajach, dwie umierają a ich duchy nie pozwalają trzeciej odejść z sierocińca i zacząć własnego życia.

Wśród książek non-fiction moją uwagę zwróciła jedna: "Tigers in Red Weather: A Quest for the Last Wild Tigers" Ruth Padel. Wędrówki poetki w poszukiwaniu ostatnich tygrysów azjatyckich - na pewno tej książki poszukam.

poniedziałek, 24 września 2007

Przyjemny czytelniczy weekend za mną. Pojechaliśmy do rodziny i leniliśmy się. Byliśmy na grzybach, na wschodzie słońca, zrobiliśmy grilla i czytaliśmy sobie w słoneczku na tarasie. I czemu ja się dziwię, że potem poniedziałek mi się wydaje niekoniecznie ulubionym dniem tygodnia?

U czyta "Chłopca z latawcem". Na początku marudził, że dołuje się przy tej książce, ale chyba już mu przeszło - obawiam się, że chwilowo;) A ja oczywiście nie mogłam się zdacydować, zabrałam więc całą stertę książek i ostatecznie zaczytałam się w "The Gathering" Anne Enright. Opis okładkowy sugeruje irlandzką sagę rodzinną, wiadomo więc dokładnie, czego się spodziewać. Jednak już po kilku stronach okazuje się, że wszystkie założenia można wyrzucić w kąt, bo "The Gathering" na pewno nie jest sztampową irlandzką powieścią.  Pierwszą refleksją było, że na pewno poszerzę sobie słownictwo angielskie o najrozmaitsze erotyczne zwroty, jako że narratorka powieści, Veronica Hegarty, ma obsesję na punkcie seksu, którego, nota bene, nienawidzi. Zakładam, że ta obsesja i nienawiść będą wyjaśnione gdzieś dalej, ponieważ akcja rozwija się wolno i krąży wokół tajemniczego zdarzenia, które miało miejsce, gdy Veronica miała 8 lat, a które ostatecznie wiele lat później doprowadziło do śmierci jej ukochanego brata Liama. Tyle wiem na razie. Opowieść toczy się wolno i niezbyt systematycznie. Veronica cierpi na bezsenność i nocami przemierza swój dom, sprząta kolejne pokoje i wędruje po piętrach. Podobnie w swojej opowieści wędruje wśród różnych bohaterów i pokoleń, swobodnie zmieniając temat co kilka stron. Na wakacjach zapewne dałabym się wciągnać jej opowieściom i szybko rozwikłała tajemnicę rodziny Hegartych, teraz jednak, gdy już prawie zaczął się rok akademicki, muszę niestety zająć się powoli pracą i nie mogę jeszcze zdecydować, czy podoba mi się ta książka, czy nie... 

piątek, 21 września 2007

Znalazłam w sieci plakat. Jest to reklama księgarni Anagram Bookshop, autorstwa agencji Kaspen. Czyż nie piękna? Hasło Words create worlds jest proste, ale w swojej prostocie prawie genialne, w każdym razie mi się bardzo podoba.

Tutaj znajdziecie źródło i dwa kolejne plakaty z serii:)

Wczoraj wybrałam się na błyskawiczną wizytę do stolicy. Błyskawiczną, bo wyjechałam wcześnie rano, potem spotkanie za spotkaniem, a potem od razu powrót do domu. Męczące to było okropnie, już chyba jestem za stara na takie maratony, znalazły się jednak także dobre strony medalu. Po pierwsze, przeczytałam całkiem przyjemną książkę w pociągu, a po drugie, zaliczyłam Czułego barbarzyńcę, do którego jakoś nigdy wcześniej nie mogłam się wybrać.

Książka to "Wesele Anny" Natashy Apannah. Jest to cieniutka, zaledwie 160-stronicowa opowieść o matce, która wydaje córkę za mąż. Właściwie nie tyle wydaje, ile bierze całkowicie bierny udział w jej weselu. Anna jest nieślubnym dzieckiem Sonii, owocem młodzieńczej miłości. Ojciec oddalił się w siną dal i nei wie nawet, że ma dziecko. Sonia, niezależna dziennikarka i pisarka wychowała córkę sama i teraz nie może się nadziwić, jak bardzo Anna różni się od niej. Szokuje ją pedantyczność córki, odpycha nudny zięć, nawet koczek, który za radą córki robi sobie u fryzjera, staje się dla niej symbolem sztywnych ram, w które Anna dobrowolnie daję się wtłoczyć. Sonia kocha jednak córkę i postanawia na ten jeden dzień podporządkować się jej regułom i sprostać wszystkim oczekiwaniom. Oczywiście w trakcie wesela dzieje się coś, co wystawi na próbę stosunki między matką a córką i spowoduje, że będą musiały zrewidować swoje wzajemne relacje.

   "Wesele Anny" to dość lekka literatura, ale bardzo przyjemna do czytania i nawet nieco zaskakująca. Myślałam, że wiem, co wydarzy się podczas wesela, ale mile się rozczarowałam, gdy moje oczekiwania się nie sprawdziły. Jako lektura na weekend czy do pociągu książka ta sprawdzi się więc idealnie!

Co do "Czułego barbarzyńcy", to kiedy usłyszałam, że jedno spotkanie mamy zaplanowane właśnie tam, ucieszyła się i jednocześnie zmartwiłam. Tyle słyszałam o tym miejscu, że szkoda by mi było się rozczarować. Na szczęście tak się nei stało i całkiem zazdroszczę warszawiakom takiej księgarni. W Poznaniu też mamy bardzo przyjemny Bookarest, ale niestety nie ma w nim aż tak luźnej atmosfery. Niby można posiedzieć i wypić kawę, ale nikt prawie tego nie robi. Może brak tam porządnej kawiarni, takiej jaka jest w Barbarzyńcy. Wybór książek w Bookarescie też wydaje się nieco mniejszy, przynajmniej z dziedzin mnie interesujących, zwłaszcza albumów z fotografią. W Barbarzyńcy jest sporo albumów, które do tej pory widywałam raczej tylko w Borders lub Waterstonie - rzeczywiście aż się prosi, żeby spędzić tam długie godziny przeglądając je i pijąc kawkę. Niestety, wczoraj czasu na to nie miałam, i biorąc pod uwagę to, że ostatni raz byłam tak bardziej towarzysko w Warszawie w liceum, to chyba szybko nie będę miała okazji...

Na pociechę dzisiaj listonosz sprawił mi super niespodziankę - mój brat przysłał mi z Londynu paczkę z książkami:) Oczywiście nie muszę pewnie dodawać, że zawiera głównie nominacje do Bookera:) Szkoda, że się nie dorobiłam jakiejś cyfrowej głupawki, bo taki ładny stosik aż się prosi o to, żeby go tutaj pokazać. Jak tylko będzie okazja, to to zrobię, a tymczasem muszę zdecydować, co czytać najpierw. Do wyboru mam "The Welsh Girl" Daviesa, "Mister Pip" Jones, "The Gathering" Enright i "Out Stealing Horses" Pettersona. "Out Stealing Horses" to zdobywca dwóch dość ważnych nagród: International IMPAC Dublin Literary Award 2007 oraz Independent Foreign Fiction Prize 2006, do której konkurował z "Mercedes-Benz" Pawła Huelle. Widziałam ją gdzieś w zapowiedziach wydawniczych w Polsce, ale pamiętam tylko, że na strasznie odległy termin. Z notki na okładce zapowiada się bardzo ciekawie, ale na pewno będzie musiała poczekać na swoją kolej na półce, ponieważ zdecydowane pierwszeństwo będą miały pozostałe trzy, które byłoby super przeczytać przed 16 października, kiedy zostanie ogłoszony zwycięzca. Oczywiście teraz należy się spodziewać, że skoro mam w domu trzy z sześciu nominowanych tytułów, zwycięzcą zostanie jeden z tych, których nie mam;)

| < Czerwiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
Wyróżnienia
Top 5 najnowszych lektur
O mnie
Przeczytane w 2018
Przeczytane w 2017
Przeczytane w 2016
Przeczytane w 2015
Przeczytane w 2014
Przeczytane w 2013
Przeczytane w 2012
Przeczytane w 2011
Przeczytane w 2010
Przeczytane w 2009
Najpopularniejsze notki
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2007
Akcje czytelnicze Miasta Książek
Polskie blogi o książkach - polecam!
Blogi różne (polecam!)
Angielskie strony o książkach
Angielskojęzyczne blogi o książkach
Napisz do mnie
Podziel się czytaniem
Szablon pochodzi stąd
Zdarzyło się dziś
Tagi



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...