środa, 05 września 2007

  Książka Kiran Desai "The Inheritance of Loss", której recenzję znajdziecie poniżej, ukazał się właśnie nakładem wydawnictwa Znak. Polski tytuł brzmi "Brzemię rzeczy utraconych", przetłumaczył Jerzy Kozłowski. Druga dobra wiadomość: w ramach akcji promocyjnej Znak zaprosił autorkę do Polski! Będzie można się z nią spotkać w Warszawie, Szczecinie i Poznaniu, co również jest wyjątkowo miłe, biorąc pod uwagę, że większość interesujących pisarzy, jeśli już pojawia się w Polsce, to ogranicza się do Warszawy. Ja na pewno pojawię się na spotkaniu w Poznaniu:)

Informacja ze strony wydawnictwa:

Laureatka prestiżowej nagrody Bookera 2006 przyjedzie do Polski. Na zaproszenie Wydawnictwa Znak i British Council nasz kraj odwiedzi hinduska pisarka Kiran Desai, autorka powieści Brzemię rzeczy utraconych, za którą w zeszłym roku otrzymała – jako najmłodsza kobieta w historii – nagrodę Man Booker Prize.

Program spotkań:

W sobotę, 15 września o godz. 19.00 zapraszamy do Biblioteki Brytyjskiej w Szczecinie przy ul. Pułaskiego 10. O poszukiwaniu i zagubieniu tożsamości, o stereotypach współczesnej globalnej cywilizacji z Autorką rozmawiał będzie dziennikarz i publicysta Andrzej Skrendo. Spotkanie poprowadzi Artur Knypiński.

W poniedziałek, 17 września, o godz. 19.00 zapraszamy do Księgarnio-kawiarni TARABUK w Warszawie przy ul. Browarnej. 6. W dyskusji z Kiran Desai na temat zderzenia kultur Wschodu i Zachodu oraz roli pisarza w świecie zmieniających się wartości wezmą udział Justyna Sobolewska i Max Cegielski.

We wtorek, 18 września o godz. 19.00 w Bibliotece Brytyjskiej w Poznaniu przy ul. Ratajczaka 39 z Autorką rozmawiał będzie literaturoznawca i krytyk literacki Przemysław Czapliński. Spotkanie poprowadzi specjalizująca się w literaturze postkolonialnej filolog Dagmara Drewniak. Przed spotkaniem zapraszamy również do księgarni Bookarest, mieszczącej się w Starym Browarze, ul. Półwiejska 42, gdzie Kiran Desai będzie podpisywać swoją powieść o godz. 17.30.

wtorek, 04 września 2007

Wczoraj ogłoszono siódemkę finalistów nagrody Nike. Bez niespodzianek chyba:

  1. Maria Janion "Niesamowita słowiańszczyzna", Wydawnictwo Literackie
  2. Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli" Znak
  3. Jerzy Pilch "Moje pierwsze samobójstwo" Świat Książki
  4. Tomasz Różycki "Kolonie" Znak
  5. Mariusz Szczygieł "Gottland" Czarne
  6. Marcin Świetlicki "Muzyka środka" a5
  7. Magdalena Tulli "Skaza" WAB

Myśliwski, Pilch i Tulli - powieści, Janion - esej, Szczygieł - reportaż, Świetlicki i Różycki - poezja, przynajmniej w uproszczeniu. Szkoda, że nie mamy w Polsce porządnej nagrody literackiej tylko dla prozy lub nawet tylko dla powieści, bo jak porównać ze sobą te książki?

No i już wiem, że raczej całej siódemki nie przeczytam, bo Pilcha nie trawię i raczej się nie przemogę. Zresztą w tym roku polską literaturę zaniedbywałam mocno, więc nie czytałąm jeszcze nic z tej siódemki. Po ogłoszeniu listy zajrzałam wczoraj do biblioteki osiedlowej, dzięki czemu mam już na półce Szczygła, po którego najchętniej sięgnę, i Tulli. Myśliwski był niedawno za jakąś śmieszną cenę w księgarni KKKK czy jakoś tak, a co do reszty, to trzeba będzie poszperać w innych bibliotekach. Janion bym sobie nawet chętnie kupiła, ale zdecydowanie poczekam, aż trafi gdzieś do taniej książki lub antykwariatu...

I mimo że nie czytałam nic jeszcze, to jakoś czuję, że będę rozczarowana jeśli wygra Myśliwski, mimo iż być może zasługuje na to (tak twierdzi wiele osób, które czytały "Traktat..."). Brakuje mi w Nike zaskoczenia. Zbyt często wygrywają faworyci, zbyt rzadko wynik zaskakuje.  No, ale nie ma co uprzedzać wydarzeń, zobaczymy 7 października:)

niedziela, 02 września 2007

Chyba czas pogodzić się z myślą, że nie tylko nie przeczytam całej longlisty Booker'a, ale nie przeczytam nawet jednej pozycji. No, może jedną, jako że "On Chesil Beach" już zaczęłam, a w dodatku jest wyjątkowo cienka. Ogłoszenie shortlisty już w czwartek, a w dodatku jutro lista nominacji do Nike, które mogą okazać się bardziej w moim zasięgu. Na pociechę poczytałam sobie dzisiaj recenzje nominowanych książek na blogach angielskich. Znalazłam pięć blogów, których autorzy dzielnie podjęli wyzwanie przeczytania całej trzynastki. Są to:

Z ich recenzji wyłania się dwójka faworytów: Lloyd Jones "Mister Pip" i Peter Ho Davies "The Welsh Girl". "Mister Pip" zdobył w tym roku Commonwealth Writers Prize, ale i tak u angielskich buchmacherów oba te tytuły są zaskakująco słabo obstawiane. W Empiku oczywiście tylko na zamówienie, czyli można sprowadzić za jakieś 6 tygodni... Jedyna nadzieja ewentualnie w Omnibusie... Mnie intryguje jeszcze Nicoli Barker "Darkmans". Jedyne 840 stron, których w dodatku w żadnej polskiej księgarni internetowej nie mogę znaleźć. Chyba rzeczywiście trzeba się na Nike przestawić;) Ale na razie nie odpuszczam, jedna nagroda drugiej chyba nie wadzi, skoro jeszcze miesiąc takich połowicznych wakacji przede mną. Spróbuję zdobyć te trzy tytuły, a co poza nimi, to już niech czwartkowa shortlista osądzi...

sobota, 01 września 2007

Powoli dochodzę do siebie po powrocie - umyłam się wreszcie, pierwszy raz od tygodni właściwie, rozpakowałam książki - czyli wszystkie najważniejsze czynności wykonane. Oczywiście, przeczytałam w trakcie wyjazdu mniej niż się spodziewałam - zawsze tak jest. I najpierw o lekturze, która najbardziej mnie rozczarowała - "Ogród letni", kontynuacja losów Tatiany i Aleksandra, wyjątkowo zgrabnie i wciągająco opisanych w "Jeźdźcu miedzianym", zwanym przez niektórych (niektóre?;)) najlepszym romansidłem wszechczasów, to napisana na siłę ksiązka o niczym, bez pomysłu, fabuły, a co najwyżej z niewielką dozą wdzięku. Tatiana i Aleksander mieszkają już w Stanach i próbują pozbierać się po przejściach wojennych. Idzie im to oczywiście nielekko, w dodatku Aleksander może być oskarżony o szpiegostwo, jako że zimna wojna trwa. Potem następuje niespodziewany zwrot akcji, traumatyczne przeżycia idą w kąt, a zaczynają się zwykłe kryzysy małżeńskie, kłótnie i zdrada. Dalej, znowu znienacka, wszystkie problemy znikają, a powraca temat wojny i wątek syna Tatiany i Aleksandra, Anthony'ego, który jedzie do Wientamu i przepada bez wieści, a kończy się to wszystko idylliczną sceną pełną dzieci i wnuków. Można by z tego zrobić kilka książek, a najlepiej jedną, ale co najmniej o połowę krótszą. Autorka chciała najwyraźniej sprostać oczekiwaniom fanów i dać im niejako w prezencie kolejną książkę o uwielbianej parze, ale zabrakło jej pomysłu. A może jej także zbyt cięzko było się rozstać z Tatią i Szurą? Na szczęście, mimo tych niekonsekwencji, książka czyta się lekko i przyjemnie, co uczyniło z niej w miarę przyzwoitą lekturę pociągową. A że lekki niesmak pozostał? Trudno, w końcu to tylko czytadło i nie powinnam się chyba niczego więcej po nim spodziewać...

wtorek, 21 sierpnia 2007
Chwilowo zaniedbuje tego bloga, ale tez zbyt wiele sie dzieje wokol mnie, zebym mogla czytac. Zreszta nawet gdybym mogla, to przebywam w takiej dziczy, gdzie Internet jest prawdziwym luksusem. Zapraszam Was tymczasem na bloga z tej wyprawy: http://campeones.blox.pl i obiecuje, ze po powrocie zdam relacje z naszych lektur:)
piątek, 10 sierpnia 2007

   Bieżąca "Polityka" podaje propozycje grubych lektury na wakacje. Temat wielce dla mnie aktualny, skoro dzisiaj w nocy w siadam do pociagu, z którego wysiądę w czwartek rano. Jedzie nas pięcioro, wszyscy czytający, dlatego kwestia wyboru lektur na drogę jest naprawdę poważna.Chcieliśmy wybra książki, którymi będziemy mogli się wymienia, czyli takie, których nikt albo prawie nikt z nas nie czytał, i które mniej więcej trafiają w gusta całej ekipy. Łatwo nie było, ale po długich dyskusjach i targach powstałataka lista:

- Ahdaf Soueif "Mapa miłości"

Z okładki: W 1900 roku Anna Winterbourne, młoda Angielka, zakochuje się w Sharifie, bojowniku o niepodległość Egiptu, i wkrótce, na przekór różnicom kulturowym, poślubia go. Sto lat później Isabel Parkman, jej prawnuczka, podróżuje z Ameryki do Egiptu ze starym kufrem pełnym rodzinnych sekretów: notatników, dokumentów sporządzonych po angielsku i arabsku oraz dzienników Anny Winterbourne, które opowiadają historię jej związku z Sharifem oraz miłości do Egiptu. Isabel, sama zakochana w Amerykaninie pochodzenia egipskiego, postanawia odtworzyć historię prababki i jej niezwykłego małżeństwa. Ahdaf Soueif z uczuciem oddaje dawne i współczesne obyczaje Egiptu, piękno pustyni, wrzawę miast i przenikanie kultur. Opisuje historię dwudziestego wieku tak, jak widzi ją świat arabski. Mapa miłości to subtelna, pełna refleksji opowieść o miłości ponad kulturowymi różnicami i polityką.

Zapowiada się ciekawie, kulturowe różnice i wątek podróży jak najbardziej aktualne, a do tego 520 stron i co najmniej dwie osoby chętne do czytania - nadaje się;)

- Paullina Simons "Ogró letni" - trzecia częś trylogii o Tatianie i Aleksandrze, której pierwsza częś to legendarny już "Jeździec miedziany"

M. zdecydowała się ją zabrac. Cieszy mnie to wielce, ja bym się chyba jednak nie odważyła, bo ciężka jest okropnie, a mnie obiektywy wystarczająco do ziemi przygniatają.

- Hisham Matar "In the Country of Men"

To oczywiście mój wybór, bo skoro nie mogę chwilowo zają się tegorocznym Bookerem, mogę przynajmniej nadrobi braki z zeszłego roku. "In the Country of Men" to opowieś o libijskim chłopcu, który dorasta wśród kłamstw i tragedii, który wśród wojny, w atmosferze terroru, próbuje rozwiązac tajemnice zbyt poważne dla niego, a przy tym ocalic własną rodzinę. Brzmi intrygująco, nominacja do Bookera to tylko potwierdza, a w dodatku jest leciutka i ma drobny druk, więc starczy na doś długo:)

- Richard Feynmann "Pan raczy żartowac, Panie Feynmann"

Zabawna, podnosząca na duchu i nie wymagająca autobiografia genialnego i bynajmniej nie skromnego fizyka. Ja i U. czytaliśmy ją już, ale reszta będzie się pewnie wymieniac.

- Ella Maillart "Od Niebiańskich Gór do Czerwonych Piasków"

Pojawiła się w księgarniach w tym tygodniu, całkiem jak na zamówienie:) Sami spójrzcie (opis ze strony wydawnictwa):

Pierwsza w Polsce książka słynnej szwajcarskiej podróżniczki Elli Maillart (1903-1997).

„Dzięki żeglowaniu i jeździe na nartach czuję, że żyje” – podkreślała w rozmowach. W wieku 13 lat wygrała pierwszy turniej narciarski, gdy skończyła 20 pływała jako majtek na jachtach opływających Atlantyk. Jednak książka, którą państwu przedstawiamy powstała dzięki trzeciej największej miłości Maillart – kinu. W roku 1930 zafascynowana twórczością reżysera Wsiewołoda Pudowkina, Maillart pojechała do Związku Radzieckiego studiować u mistrza. Podróż, którą zasponsorowała jej wdowa po słynnymi amerykańskim pisarzu Jacku Londonie nie ograniczała się jedynie do Moskwy, a Mailart chcąc lepiej poznać ogromny kraj postanowiła zwiedzić Kaukaz.

Zauroczona jego bezkresnymi stepami dwa lata później wyruszyła w kolejną podróż tym razem przemierzając całą Azję Środkową w nadziei na spotkanie prawdziwych koczowników. Początkowo z czwórką młodych Rosjan przemierzyła konno Kirgizję, potem samotnie wędrowała przez radziecki Turkiestan, gdzie nie wygasło jeszcze wspomnienie krwawo stłumionych buntów baszmaków. Na swojej drodze napotykała nomadów, anarchistyczne komuny, zubożałych arystokratów. Plonem podróży jest niniejsza książka, cenne świadectwo świata, gdzie na drogach wciąż grasują zbójcy, gdzie wybuchają powstania muzułmanów przeciwko niezainstalowanej jeszcze władzy radzieckiej, gdzie na rynkach Taszkientu żebrzą niedobitki rosyjskiej arystokracji.
Znakomicie napisana relacja Elli Maillart jest nie tylko świadectwem niebywałej kobiecej odwagi i siły woli to przede wszystkim wspaniała literatura, która nic a nic się nie zestarzała a w dodatku jej autorce udało się znakomicie uchwycić i opisać piękno Azji, której dziś tak naprawdę już nie ma.

Myślę, że jak do tego dodamy karty, szachy i barykady, a do tego naturalne atrakcje, których po drodze czeka mnóstwo (aż za dużo pewnie), nudzic się raczej nie będziemy. Przez najbliższe dwa i pół tygodnia zbyt często się tu pewnie nie będę pojawiac - wybaczcie i zaglądajcie na Campeones, a po powrocie na pewno zdam relację z wrażeń czytelniczych również:)

 

środa, 08 sierpnia 2007

   Wczoraj ogłoszono tzw. longlistę książek nominowanych do Man Booker Prize 2007 - mojej ukochanej nagrody literackiej. Zwykle znajdowało się na niej ponad 20 książek, w tym roku jednak zredukowano tę liczbę do trzynastu. W ten sposób realne staje się przeczytanie wszystkich nominowanych pozycji, i takie wyzwanie kusi mnie niezmiernie. Niektórzy bloggerzy już ogłosili Bookerthon, czyli czytanie całej trzynastki. Wśród nich jest jedna z moich ulubionych bloggerek, Dovegreyreader. A ja się waham, głównie dlatego, że zostanie mi na czytanie tylko wrzesień, bo w sierpniu już raczej nic z listy nie przeczytam... A poza tym nie tak łatwo zdobyć te książki w Polsce. Oczywiście można zamówić, choćby w Empiku, ale będzie to trwało, a czasu i tak jest niewiele. Jedyna nadzieja, że Omnibus sprowadzi te tytuły w tym czasie, kiedy ja będę tułać się po azjatyckich bezdrożach. Nie sądzę, abym umiała się oprzeć pokusie, jeśli po powrocie wejdę do księgarni, a nominowane książki będą sobie spokojnie czekały na półce...

   Oto lista nominowanych:

Darkmans by Nicola Barker (Fourth Estate)
Self Help by Edward Docx (Picador)
The Gift Of Rain by Tan Twan Eng (Myrmidon)
The Gathering by
Anne Enright
(Jonathan Cape)
The Reluctant Fundamentalist by Mohsin Hamid (Hamish Hamilton)
The Welsh Girl by Peter Ho Davies (Sceptre)
Mister Pip by Lloyd Jones (John Murray)
Gifted by Nikita Lalwani (Viking)
On Chesil Beach by Ian McEwan, (Jonathan Cape)
What Was Lost by Catherine O'Flynn (Tindal Street)
Consolation by Michael Redhill (William Heinemann)
Animal's People by Indra Sinha (Simon & Schuster)
Winnie & Wolf by AN Wilson (Hutchinson)

   Oczywiście większość tytułów jest mi kompletnie obca... Na półce mam tylko McEwana "On Chesil Beach", zaczęte i na razie odłożone, sama nie wiem, dlaczego. Od jakiegoś czasu planuję też lekturę "Mister Pip", który zebrał entuzjastyczne recenzje na blogach i był nominowany do Orange Prize. Reszty nie znam, na pewno spróbuję przeczytać choć część, a w ostateczności przynajmniej te sześć, które trafią na shortlistę. Jej ogłoszenie już 6 września, więc chyba i tak nie mam szans przeczytać wcześniej zbyt wiele...

poniedziałek, 06 sierpnia 2007

   Przygotowania do wyprawy już się rozkręciły, więc niestety ten blog na tym cierpi... Ale zapraszam serdecznie na relację z Azji, tam się będzie na pewno pojawiało dużo rzeczy przez najbliższe tygodnie, a ja postaram się i tego bloga nie zaniedbywać. I żeby było w miarę na temat, to może parę słów o książkach, które mnie wpędziły w nieuleczalny nałóg wyruszania w siną dal, na pustkowia i bezdroża, czyli

Mój prywatny ranking książek o podróżach cz. 1

1. Peter Matthiessen "Śnieżna pantera", a także "The cloud forest" i "African trilogy".

Absolutny klasyk podróży przyrodniczych. Jeżdżąc po świecie, nie goni za sensacją, lecz odkrywa zapomniane piękno, z przyrody czerpie inspiracje do refleksji folozoficznych i religijnych, a jego angielszczyzna uwodzi i czaruje. "Śnieżna pantera" opowiada o wędrówce przez Himalaje, która z prostej podróży badawczej zmienia się w odkrywanie siebie, w zgłębianie Tajemnicy Wszechświata. Matthiessen, który sam jest buddystą, wprowadza nas prawie niedostrzeżenie w świat buddyzmu zen, a przy okazji skłania do zatrzymania się w podróży i do odkrywania siebie przez kontemplację świata.

2. Gerard Janichon "'Damien.' Góry lodowe i morza Południa", Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1980.

Usłyszałam o tej książce w audycji radiowej. Jacyś polscy żeglarze opowiadali, że wyruszyli w podróż dookoła świata, będąc pod wpływem najpiękniejszej książki podróżniczej świata. Nie usłyszałąm wtedy nazwiska autora, a tytułu nie zapisałam, więc odnalezienie książki było nie lada wyzwaniem. Po kilku godzinach udało mi się wreszcie odszukac w necie tytuł i autora, a kilka miesięcy później odnaleźć tę książkę na allegro. Od tamtej pory czytałam ją już kilka razy i na pewno do niej będę wracać. Jest to opowieść o podróży dookoła Antarktydy, którą w latach siedemdziesiątych odbyli dwaj młodzi francuscy żeglarze. Janichon opisuje nie tylko mrożące krew w żyłach zmagania z wiatrami i falami, ale przede wszystkim swoje duchowe dojrzewanie. Podróż staje się dla niego celem samym w sobie, a przyroda antarktyki zwierciadłem, w którym można zobaczyć prawdę o sobie.

3. Bruce Chatwin "In Patagonia" - wkrótce w Świecie Książki ma się ukazać polskie tłumaczenie.

Chatwin, dziennikarz the Sunday Times, pewnego dnia wysłał swojemu szefowi telegram: "Wyjeżdżam na 6 miesięcy do Patagonii." Książka, która powstała w tej podróży, a następnie zdobyła wiele nagród i zapoczątkowała karierę Chatwina, to mieszanka faktu i fikcji, cudowna opowieść o ludziach żyjących w miejscu, którego nienawidzą, a któe jednocześnie staje się ich jedynym miejscem na ziemi. Chatwin opowiada historie prawdziwe i zmyślone, spotyka ciekawych ludzi i odwiedza ciekawe miejsca, a opisuje to wszystko lakonicznie, ostro i dowcipnie. Cięzko się oderwać, zwłaszcza, jeśli ma się to szczęście czytać tę książkę przmierzając patagońskie pustkowia, co było moim udziałem, a czego i Wam życze:)

4. Nicolas Bouvier "Oswajanie świata"

Niespieszna podróż rozpoczęta w Genewie w roku 1953, wiodąca przez Macedonię, Grecję, Turcję, Iran i Afganistan, staje się Wielką Przygodą, przeżyciem nie tyle podróżniczym, co egzystencjalnym. Czyta się ją wolno, ale zapomnieć nie sposób.

Ciąg dalszy nastąpi:)


środa, 01 sierpnia 2007

   Ostatnio panuje moda na epokę wiktoriańską. Wydaje mi się wprawdzie, że w Anglii jest ona zdecydowanie lepiej widoczna, co zresztą jest raczej zrozumiałe, ale i w Polsce sukces "Szkarłatnego płatka..." się chyba do niej przyczynił. Ja się zakochałam w tej epoce już dawno, więc ostatniej modzie poddaję się łatwo i chętnie. W zeszłym roku przeczytałam A.S. Byatt "Opętanie", "Złodziejkę" Sarah Waters, wspomniany juz "Płatek", odświeżyłam sobie też sporo powieści sióstr Bronte. Dlatego od razu, gdy wzięłam do ręki "The House at Riverton" Kate Morton, wiedziałam, że się nie oprę pokusie. Zresztą nawet gdyby nie epoka wiktoriańska, której tak szczerze mówiąc nie jest w tej książce wiele, bo akcja toczy się głównie na przestrzeni dwudziestego wieku, to pewnie i tak uległabym urokowi zdjęcia na okładce. Tak czy inaczej, cieszę się, że uległam, bo mam za sobą prawie 600 stron całkiem przyjemnej lektury.

   Narratorką książki jest Grace, 99-letnia mieszkanka domu starców, matka i babcia, archeolog, a w młodości pokojówka w rezydencji rodziny Hartfordów.  Odwiedziny młodej pani reżyser, robiącej film o Riverton, budzą upiory przeszłości i skłaniają Grace do wyjawienia długo skrywanych sekretów. Grace, nieślubne dziecko byłej służącej, trafia do rezydencji, w której niegdyś pracowała jej matka, i przechodzi długą drogę od pomocy kuchennej do pokojówki i towarzyszki Hannah, najstarszej córki Hartfordów. Przy okazji wprowadza nas w klimat ostatnich lat epoki wiktoriańskiej, portretuje upadek tradycji i zwyczajów i narodziny nowej, swobodniejszej epoki.

   Tym samym w sobie już ciekawym opowieściom towarzyszy tajemnica. W 1924 roku, w samym środku przyjecia w Riverton młody poeta, Robbie Hunter, popełnia samobójstwo. Świadkami są Hannah i jej młodsza siostra Emmeline, oraz, jak się domyślamy już na początku książki, Grace, chociaż jej obecność jest dla wszystkich tajemnicą. Po tym tragicznym wydarzeniu Hannah i Emmeline nie zamieniają już ze sobą ani jednego słowa, a niedługo potem obie umierają. Dopiero 75 lat później Grace decyduje się wyjawić prawdę o tym, co widziała tamtej nocy w Riverton i jaki był jej własny udział w wydarzeniach. Aby jednak poznać tajemnicę, musimy najpierw poznać wszystkie okoliczności oraz całe życia bohaterów, ponieważ Kate Morton zwleka z wyjaśnieniem zagadki aż do ostatnich stron powieści. Ponieważ nauczyłam się ostatnio opierać pokusie czytania ostatnich stron przed czasem, nie mogłam oderwać wzroku od książki. Na pewno jest to kawałek całkiem przyjemnej literatury, idealna lektura na lato - trzymająca w napięciu, a jednocześnie nastrojowa i dobrze oddająca klimat epoki. Dobrze, że w sierpniu ma się ukazać polskie tłumaczenie.

   A teraz mam problem - co dalej? Mam jeszcze trochę ponad tydzień do wyjazdu, a to raczej niewiele, więc powinnam zabrać się solidnie za przygotowania, a tymczasem nieprzeczytane książki mrugają do mnie ze wszystkich półek;) Póki co zagłębiam się w Lonely Planet, ale na pewno do wieczora nie wytrzymam i wyciągnę kolejną lekturę. Trochę zamętu w moje plany czytelnicze wprowadził Świat Książki, wydając kontynuację "Jeźdźca miedzianego", która jest od dzisiaj w księgarniach. Na szczęście moje lenistwo jest chwilowo zbyt duże, żeby jechać specjalnie do księgarni...

poniedziałek, 30 lipca 2007

 Niezbyt podoba mi się lista książek przeczytanych, w której nie otwierają się prawie żadne tytuły, bo brakuje do nich recenzji. Mogłabym je zlinkować z jakąś księgarnią, ale nie za bardzo chcę, więc spróbuję napisać parę słów o książkach, które czytałam wcześniej w tym roku. Nie będzie to dla mnie łatwe, bo nie jestem niestety zbyt uważną czytelniczką - czytam za szybko i niedbale i szybko zapominam, co przeczytałam. Ma to swoje dobre strony, kiedy wracam do książek już przeczytanych, ale generalnie jest denerwujące. Chęć poprawienia jakości swojego czytania była zresztą jednym z powodów, dla których założyłam tego bloga - może będę czytać bardziej uważnie, jeśli będę wiedziała, że czeka mnie opisanie swojej lektury tutaj...

   Zacznę więc od książki, która pamiętam całkiem dobrze i którą uważam za jedną z ciekawszych lektur tegorocznych. "Doppler" Erlenda Loe to opowieść o mężczyźnie, który porzuca ustabilizowane życie i rodzinę, aby zamieszkać w namiocie w podmiejskim lasku. Dzieje się to po przypadkowym upadku z roweru, po którym Doppler albo zatrzymał się na chwilę w biegu i zapragnął przemyśleć i zmienić swoje życie, albo doznał urazu, który doprowadził go lekiego wariactwa, którą to opcję zapewne preferuje jego żona. Tak czy inaczej, nie zwracając uwagi na konsekwencje, Doppler rozbija namiot i wkracza w świat życie poza społeczeństwem, bez pracy i bez pieniędzy. Aby zdobyć jedyny produkt, na którym mu zależy - mleko UHT, zabija klempę i dokonuje transakcji wymiennej z właścicielem pobliskiego supermarketu. Produktem ubocznym tego polowania jest jednak osierocony cielak, który uznaje Dopplera za doskonałego zastępcę matki. Doppler chcąc nie chcąc przygarnia cielaka do swojego namiotu i nadaje mu imię Bongo. Brzmi absurdalnie? A to dopiero początek! Doppler będzie przechodził przez kolejne stadia wyrzucenia poza nawias, wchodząc w konflikt z żoną, ale odzyskując więź z małym synkiem. ucząc się kraść, rzeźbiąc totem, zaprzyjaźniając z innymi dziwakami i odrzutkami, a nawet tworząc małą leśną społeczność. Wszystko to jest napisane bezpretensjonalnym, prostym językiem, pełne humoru i wdzięku, czyta się lekko i szybko. Ale pomimo tej lekkości ksiązka budzi w takim mieszczuchu jak ja pewien niepokój. Może to świadomość, że chcąc nie chcąc prowadzę dokładnie takie życie od jakiego Doppler uciekł? Może przekonanie, że nie potrafiłabym zrobić tego samego, bo wiem, że jest skazany na porażkę, a mimo to mu zazdroszczę? A może po prostu nasuwające się nieodparcie skojarzenia z Walden, który jest jedną z moich ulubionych książek. Doppler, tak jak Thoreau, uczy się świata na nowo, ale nie ucieka w tym celu na kraniec świata. Thoreau mówi, że nie warto jechać do Zanzibaru aby liczyć tam koty i zamieszkuje w chatce w okolicach swojego rodzinnego miasta, Doppler rozbija namiot nie w dziczy, której w końcu w Skandynawii jest sporo, ale w podmiejskim lasku, wśród biegaczy i rowerzystów.

   Na półce czeka jeszcze jedna książka Erlenda Loe - "Naiwny, super", ale biorąc pod uwagę stertę książek do przeczytania, która robi się coraz wyższa i wyższa, pewnie nieprędko po nią sięgnę. Chyba że znowu poczuję potrzebę uświadomienia sobie, że wpadam w pracoholizm i konsumpcjonizm i że czasem trzeba się jednak zatrzymać, nawet jeśli wszyscy będą cie mieli za wariata;)


| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Wyróżnienia
Top 5 najnowszych lektur
Bliskie mi adresy
Najpopularniejsze notki
O mnie
Przeczytane w 2017
Przeczytane w 2016
Przeczytane w 2015
Przeczytane w 2014
Przeczytane w 2013
Przeczytane w 2012
Przeczytane w 2011
Przeczytane w 2010
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2007
Akcje czytelnicze Miasta Książek
Polskie blogi o książkach - polecam!
Blogi różne (polecam!)
Angielskie strony o książkach
Angielskojęzyczne blogi o książkach
Napisz do mnie
Podziel się czytaniem
Szablon pochodzi stąd
Zdarzyło się dziś
Tagi



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...