sobota, 22 kwietnia 2017

Każdy, kto obserwuje Miasto Książek na Instagramie, wie, że naprawdę zabrakło mi już miejsca na książki (tutaj dowód). Wynoszę książki do biblioteki i na półkę z książkami na wymianę, którą sama zainstalowałam w pracy, ale skoro dwie blogerki (Magda z Save the Magic Moments i Ewelina) zorganizowały akcję wymiany książek w necie, postanowiłam pokonać lenistwo i wziąć udział. Zasady są proste:

  • Akcja trwa od 22.04 do 01.05
  • Książkami się wymieniamy, nie sprzedajemy
  • Ponosimy koszty przesyłki - wysyłamy książki listem poleconym, zapisując jego numer

 

Blogerzy zamieszczają na blogu listę tytułów, którymi chcą się wymienić, czytelnicy, którzy bloga nie posiadają, mogą taką listę podać w komentarzu. Ja zamieszczam niżej zdjęcia z książkami i krótką informacją o stanie każdej. Jeśli pisałam kiedyś recenzję, kliknięcie na tytuł książki przekieruje was do tekstu. W komentarzach dajecie mi znać, jeśli interesuje was któraś pozycja, ja zaglądam do was i sprawdzam, czy interesuje mnie coś z waszej listy. Jeśli tak, dogadujemy wymianę i wymieniamy się mailowo adresami.

Szczegółowe zasady znajdziecie na blogach organizatorek, tam też znajdują się linki do wszystkich blogów biorących udział w wymianie - warto zajrzeć :)

Nie wykluczam, że do 1 maja będę dorzucała nowe tytuły - wróciłam dopiero z trzydniowego zjazdu i nie zdążyłam przejrzeć dokładniej półek!

Oto tytuły, które proponuję:

"Katarzyna Wielka. Gra o władzę" Ewa Stachniak - raz czytana - wymieniona z Czas motyla

"Wayward Pines. Szum" Blake Crouch - nowa

"Sekta egoistów" Erik-Emmanuel Schmitt - nowa

"Vernon Subutex" cz. 1 Virginie Despentes - nowa

"Sześć kobiet w śniegu" Anna Fryczkowska - raz czytana

"Pół wojny" Joe Abercrombie - nowa (to trzecia część serii)

"Byle dalej. Pod stopami słońca" Marta Owczarek, Bartek Skowroński - raz czytana

"Z gitarą przez Antyle" Jacek Jędrzejak - nowa

"Obrazy Londynu" Wojciech Karpiński - raz czytana

"Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji" Anna Wojtacha - raz czytana - wymiana z Okiem Alexa

"O wolnym podróżowaniu" Dan Kieran - raz czytana

"Naga góra" Reinhold Messner - raz czytana

"Empire Antarctica. Ice, Silence and Emperor Penguins" Gavin Francis - kupiona używana w antykwariacie, stan dla mnie dobry, ale na pewno nie nowa (książka po angielsku) - wymienione z Bardziej lubię książki

"Trzeci biegun" Marek Kamiński - raz czytana

"Między frontami" Evelio Rosero - czytana ze dwa razy

"Pieszo przez Indie" Oliver Schulz - raz czytana

"Island Wife" Judy Fairbanks - raz czytana, ale chyba kupiłam używaną, stan dobry (książka po angielsku)

"Ostatni wyścig" Jean Hatzfeld - nowa

 

I kilka bez zdjęcia (zdjęcie dorzucę jutro, ale wszystkie w stanie idealnym):

"Jerzy Giedroyc" Magdalena Grochowska - raz czytana

"Skoruń" Maciej Płaza - raz czytana

"Jeff w Wenecji, śmierć w Waranasi" Geoff Dyer - raz czytana

"Miejsce na ziemi" Umi Sinha - raz czytana

I porcja druga:

Alan Bradley "Ucho od śledzia w śmietanie" - nowa

Wojciech Kurtyka "Chiński maharadża" - raz czytana

Marzena Filipczak "Między światami" - raz czytana

Tomasz Owsiany "Madagaskar. Tomek na czerwonej wyspie" - raz czytana

Dariusz Jędrzejewski "Polska na urlop" - nowa - wymiana z dizajnuch.pl

Meik Wiking "Hygge. Klucz do szczęścia" - raz czytana - wymiana z dizajnuch.pl

Jelena Czyżowa "Czas kobiet" - nowa

Mary Roach "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków" - raz czytana

Jeff Vandermeet "Unicestwienie" - nowa

Adam W. Chałupski "Dżongło. Niech będzie, jak chce woda" - nowa

Danielle Hermans "Tulipanowy wirus" - raz czytana

Roma Ligocka "Dobre dziecko" - nowa

Ellis Avery "The Teahouse Fire" - używana, w dobrym stanie

Franz-Theo Gottwald, Lothar Kolmer (der.) "Jedzenie. Rytuały i magia" - raz czytana

Henry Hobhouse "Ziarna bogactwa. Pięć roślin, dzięki którym powstały fortuny" - raz czytana

Jim Davidson, Kevin Vaughan "The Ledge" - kupiona używana, w dobrym stanie

 

Piszcie, jeśli coś wam wpadło w oko!

 


środa, 19 kwietnia 2017

Według ornitho.pl – bazy, do której obserwatorzy ptaków wprowadzają swoje obserwacje, w tym roku udało mi się jak dotąd zobaczyć 51 gatunków ptaków. Bardzo słabo w zestawieniu ze statystykami innych osób, nieźle w porównaniu z moimi zeszłorocznymi obserwacjami. A biorąc pod uwagę to, co zrobił Noah Strycker, wypadam gorzej niż dwudziestoletni Golf z rozładowanym akumulatorem obok bolidu Formuły 1.

Noah Strycker pobił bowiem w 2014 roku rekord świata. Słyszeliście o konkursie nazywanym Big Year (Wielki Rok)? Polega on na tym, że ptasiarze starają się zobaczyć jak najwięcej gatunków ptaków w trakcie jednego roku kalendarzowego. Wszystko zaczęło się w latach trzydziestych XX wieku, a konkurs dotyczył tylko terenu Ameryki Północnej. Oparty jest na honorze – dowodem obserwacji jest notatnik, zdjęcia lub inne potwierdzenia nie są wymagane. Nad wszystkim czuwa American Birding Association. Konkurs stał się lepiej znany, kiedy słynna rywalizacja trzech ptasiarzy stała się tematem filmu komediowego „Wielki Rok”.

Ogólnoświatowy Wielki Rok ma nieco krótszą, choć nie mniej pasjonującą historię. Na świecie znanych jest mniej więcej 10400 gatunków ptaków. W 2008 roku para Brytyjczyków zaobserwowała 4341 z nich, ustanawiając tym samym rekord. Na pobicie go porwał się cześć lat później właśnie Noah Strycker. Jego celem było zobaczenie przynajmniej 5000 gatunków, czyli mniej więcej połowy z wszystkich nam znanych. Zaczął od razu po północy 1 stycznia, jako że na Antarktydzie, gdzie wtedy przebywał, panował dzień polarny. Wcześniejszy rekord pobił już 16 września w Indiach. Rok zamknął z imponującym wynikiem – zaobserwował 6042 gatunki ptaków. Wiele z nich uwiecznił na zdjęciach, chętnie też podróżował z innymi ptasiarzami, którzy mogli zaświadczyć o prawdziwości jego obserwacji.

W trakcie swojego Wielkiego Roku Noah odwiedził 41 krajów. Zaczął od Antarktydy, następnie przemierzył obie Ameryki, Afrykę, Azję, następnie Australię, rok zaś zamknął w Indiach. Kilka razy był w niebezpieczeństwie, na przykład wtedy, kiedy w Indonezji natknął się na wojskowych prowadzących obławę na członków Al-Kaidy. Niektóre dni były wyjątkowo udane – w Panamie udało mu się zaobserwować 186 gatunków w ciągu jednej doby. Tylko trzy dni w roku nie przyniosły mu żadnego nowego gatunku.

Co ciekawe, jego niezwykła determinacja pozwoliła mu wprawdzie ustanowić rekord świata z przytupem, jednak już 11 miesięcy później rekord ten został pobity przez Holendra, Arjana Dwarshuisa, który zaobserwował 6833 gatunki. Jak dotąd, nikomu nie udało się tego przebić.

Wiele osób uważa, że takie współzawodnictwo wypacza sens obserwacji ptaków i że nie powinno się „zaliczać” kolejnych gatunków. Ważniejsze jest prowadzenie wnikliwych obserwacji i czynna ochrona ptaków. Jednak książka Stryckera, wydana właśnie w języku polskim, jest dowodem na to, że pobijanie rekordów nie przeszkadza w dogłębnym poznawaniu ptasich zwyczajów, zaś szybki rzut oka na relacje obu rekordzistów pozwala stwierdzić, że są oni bardzo zaangażowani w działania na rzecz ochrony przyrody. Zresztą zwyczajem osób biorących udział w Big Year jest podejmowanie działań równoważących szkodliwy wpływ, jaki mają ich liczne podróże samolotowe na środowisko naturalne. Nie ma się więc co zżymać na tę rywalizację – lepiej podziwiać determinację i rozległą wiedzę osób, które podejmują tak ekstremalne wyzwania.


„Rzecz o ptakach” to lektura absolutnie urocza i intrygująca. Autor opowiada w niej o różnych ptasich zwyczajach, starając się je wyjaśnić lub przynajmniej przekazać wiedzę, którą naukowcy zdołali na ich temat zgromadzić. Opisuje na przykład skomplikowane loty olbrzymich stad szpaków, które można obserwować późnym latem i jesienią, próbując przy tym dociec, jakie jest ich znaczenie i w jaki sposób ptaki dają radę wykonać tak skomplikowany układ choreograficzny, nie rozbijając się o siebie. Skrupulatnie relacjonuje próby sprawdzenia, czy ptaki rozpoznają się w lustrze, z humorem opowiadając o srokach, którym na szyi zawieszono kolorowe znaczki. Niejeden rodzic zadrży ze zgrozy, czytając o tym, jak Noah przytargał do ogrodu truchło jelenia, aby przywabić okoliczne sępy.

Podobnie jak autor niezwykle modnego „Sekretnego życia drzew” i „Duchowego życia zwierząt”, Noah Strycker stara się pokazać najbardziej niezwykłe i zastanawiające zjawiska, próbując przekonać czytelnika, że ptaki potrafią więcej, niż nam się wydaje i mają umiejętności lub zdolności, o jakich nie możemy nawet marzyć. Orzechówki zakopują tysiące nasion, po czym po kilku miesiącach bezbłędnie do nich trafiają – tak doskonałą pamięcią pochwalić się mogą tylko nieliczni ludzie. Gołębie wywiezione na inny kontynent bezbłędnie trafiają do domu. Sępniki mogą jeść mięso zakażone najbardziej zjadliwymi bakteriami, na przykład wąglikiem lub jadem kiełbasianym.

Czasami irytowały mnie porównania między ptakami a ludźmi – nie czuję potrzeby odnoszenia wszystkiego do własnego gatunku, często zresztą takie zestawienia wydają mi się nieco sztuczne. Przypuszczam jednak, że wielu czytelnikom się one spodobają, zwłaszcza że faktycznie pomagają uzmysłowić sobie niezwykłość niektórych cech i zachowań. Zabrakło mi jeszcze jednej rzeczy – zdjęć opisywanych ptaków albo przynajmniej kolorowych ilustracji. Przydałyby się zwłaszcza wtedy, kiedy Strycker pisze o gatunkach, które w Polsce nie występują. A skoro już o uchybieniach mowa, zadziwił mnie brak nazwiska tłumacza na stronie tytułowej. Owszem, znalazło się one na stronie redakcyjnej, ale jednak przyzwyczaiłam się już do tego, że tłumacz jest w książce lepiej widoczny i wielka szkoda, że wydawnictwo Muza postanowiło się z tej tradycji wyłamać. Poza tym jednak lektura „Rzeczy o ptakach” to sama przyjemność. Warto przeczytać, albo chociaż podczytywać co jakiś czas kolejne rozdziały, a następnie częściej podnosić wzrok. Ptaków wokół nas jest co niemiara, a to, jak fascynujące bywają ich zachowania, łatwo zauważyć nawet w wielkim mieście.


Moja ocena: 5/6

Noah Strycker "Rzecz o ptakach"

tłum. Michał Radziszewski

Wydawnictwo Muza 2017

wtorek, 11 kwietnia 2017

Od książki Artura Domosławskiego zaczęła się moja przygoda z reportażem.

Wcześniej istniały dla mnie tylko dwa nazwiska - Hanny Krall i Ryszarda Kapuścińskiego. Byli dla mnie mistrzami, stanowiącymi klasę samą w sobie. Sięgając po ich książki, nie myślałam o tym, że czytam reportaże. Czytałam Kapuścińskiego i Krall, nie podejrzewając nawet, że mogliby mnie zainteresować inni autorzy tego gatunku. Oczywiście, zdarzało mi się przeczytać jakiś reportaż, ale robiłam to niejako mimochodem, przeważnie dlatego, że zainteresował mnie konkretny temat. I tak, przygotowując się do wyjazdu do Argentyny, sięgnęłam po "Gorączkę latynoamerykańską".

Nie mogłam się od tej lektury oderwać. Domosławski otworzył mi oczy, odmitologizował kontynent, na który się wybierałam. Czytałam przez kilka dni, jednako zadziwiona tym, jak wygląda świat, i tym, że można tak o nim pisać. "Gorączka latynoamerykańska" jest jak Panorama Racławicka, którą, jako wrocławianka, oglądałam po wielokroć. Zadziwia rozmachem i ambicją, w pierwszej chwili przytłacza, ale przyglądając się kolejnym fragmentom, odkrywamy sceny, grymasy, emocje. Ameryka Domosławskiego przeraża. To przesiąknięty korupcją i krwią kontynent, na którym wciąż dzieją się rzeczy niewyobrażalne, autor zaś porusza się po nim w pełni swobodnie, przybliżając nam zarówno polityczne niuanse, jak i problemy środowiska naturalnego. Fawele, lasy deszczowe, gangi, zamachy, rebelianci - dowiadujemy się o nich dużo więcej, niż byśmy chyba chcieli.

Nie sięgnęłam po tę książkę po raz drugi, trochę obawiając się, że nie olśni mnie już sposób, w jaki została napisana. Teraz jednak to zrobię, ponieważ wydawnictwo Wielka Litera wydaje najważniejsze książki Domosławskiego w nowej, spójnej szacie graficznej. W pięknych i poręcznych wydaniach ukażą się w tym tygodniu zarówno "Gorączka latynoamerykańska", jak i trzy inne tytuły: "Kapuściński non-fiction", "Śmierć w Amazonii" i "Wykluczeni".

"Kapuściński non-fiction" to książka, której nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jej losy były wyjątkowo malownicze. Wydawnictwo wypłacające wysoką zaliczkę autorowi, a następnie wycofujące się z wydania, wdowa po Kapuścińskim wytaczająca proces, mający wstrzymać publikację biografii męża, konkurencyjna biografia powstająca mniej więcej w tym samym czasie. Piotr Bratkowski, którego obszerny tekst o całej tej historii został zamieszczony w nowym wydaniu "Kapuścińskiego non-fiction", słusznie zauważył, że dzieje tej książki nadawałyby się na scenariusz hollywoodzkiego filmu. Siedem lat później wiemy już, że w sporze prawnym wygrał autor. Nowe wydanie jest nie tylko pełne, ale nawet rozszerzone. Wzbogacają je liczne materiały na temat kontrowersji, jakie wokół tej biografii narosły.

Wzbogacone o posłowie zostało także nowe wydanie "Śmierci w Amazonii". Przez moment zastanawiałam się, czy to nie najsmutniejsza z czterech książek, wydaje mi się jednak, że sporządzanie podobnego rankingu nie byłoby uczciwe. To historia ludzi, którzy żyją i chcieliby nadal żyć w amazońskiej dżungli, tych, którym to przeszkadza, a także, a może przede wszystkim, tych, którzy próbują stawać w obronie tych pierwszych. To bardzo odległy od naszego świat, ale w opowieści Domosławskiego staje się zadziwiająco bliski. Nie ma tu prostej historii o zagrożonej dżungli i ludziach, którzy ją wycinają. Jest skomplikowany i groźny świat pełen subtelnych zależności i powiązań.

"Wykluczeni" to jedyna książka, której jeszcze nie czytałam, choć fragmenty pochłonęłam zaraz po premierze pierwszego wydania. Tym razem Domosławski przemierza bardzo oddalone od siebie miejsca, oddając głos ludziom z różnych powodów wykluczonym. Czytam powoli, dawkując sobie, nie chcąc zbytnio się spieszyć z lekturą. Nie dlatego, że to, o czym pisze Domosławski, jest trudne do zaakceptowania, choć faktycznie niełatwo czytać o krzywdach, jakie ludzie sobie wyrządzają. Przede wszystkim dlatego, że po każdej historii, każdym temacie, czuję potrzebę ponoszenia go w sobie. Czasem gorączkowo przeszukuję internet w poszukiwaniu petycji do podpisania. Mam poczucie, że powinnam coś zrobić, wyjść z kręgu tych, którzy milczą i nie podejmują żadnego działania.

Czytajcie Domosławskiego, jeśli chcecie zrozumieć to, co dzieje się wokół nas. Jeśli boicie się imigrantów, czytajcie Domosławskiego. Jeśli nie rozumiecie, dlaczego "ekoterroryści" protestują przeciwko wycince drzew w Puszczy Białowieskiej, czytajcie Domosławskiego. Nie poczujecie się lepiej, ale zyskacie wiedzę, zrozumiecie coś, może zmienicie zdanie na jakiś temat, a może utwierdzicie się w swoich przekonaniach. Pewne jest przede wszystkim to, że będziecie odczuwać satysfakcję, jaką przynosi obcowanie z mądrym, ważnym, a do tego doskonale napisanym tekstem.


środa, 05 kwietnia 2017

Odpoczywam ostatnio trochę od bloga, co jest eufemistycznym sposobem powiedzenia, że wzięłam na siebie tyle obowiązków, iż padam z nóg i nie mam siły na pisanie niczego ponad to, co muszę. Tak czasem bywa, ostatnio nawet częściej niż czasem. Zresztą czytelniczo w marcu też nie zaszalałam - tak, jak w styczniu i w lutym czytałam książkę za książką, tak w marcu kilka wyjazdów zajęło mi skutecznie czas i myśli, a wraz z pierwszymi wiosennymi dniami do głowy uderzyło mi słońce, ptaki, spacery i rower. Któregoś pięknego popołudnia usiadłam jednak na balkonie, delektując się tym, że wreszcie znowu mogę czytać na zewnątrz, i wzięłam absurdalnie nie przystającą do tej idyllicznej sytuacji książkę. Przy akompaniamencie pierwszych trzmieli, skuszonym ziołami, które zakwitły właśnie na parapecie, zaczęłam czytać o czarno-białych, zimowych górach, o lodowych szczelinach i soplach na twarzy. Słońce się schowało, a ja przeniosłam się do środka i czytałam dalej, zapominając o tym, że za kilka godzin trzeba będzie wstać do pracy.

"Spod zamarzniętych powiek" czyta się trochę tak, jakby słuchało się długiej opowieści przy ognisku. Adam Bielecki opowiada o tym, jak doszło do tego, że został jednym z najbardziej rozpoznawalnych, odnoszących sukcesy, a zarazem wzbudzającym chyba najwięcej niechęci polskim wspinaczem. Opowiada o swoich sukcesach i porażkach, o ludziach, którzy byli dla niego ważni, a także o tym, jak z jego perspektywy wyglądała zakończona tragicznie zimowa wyprawa na Broad Peak. Miejscami trochę tłumaczy się z tego, jaki jest, wiedząc już dobrze, za co najczęściej jest krytykowany. Całość układa się w fascynującą opowieść o bardzo ciekawym człowieku, który całe życie podporządkował swojej pasji.

Pierwsze kroki

Najciekawsze są chyba początki. A może były najciekawsze dla mnie, bo trudno było mi nie śmiać się, kiedy czytałam o perypetiach nastoletniego Adama, próbującego wydostać się z Kirgizji bez pieniędzy. Pojechał tam, żeby wejść na swoje pierwsze siedmiotysięczniki - Pik Lenina (będący moim marzeniem, które się raczej nie ziści) i Chan Tengri. Zdobył oba szczyty, ale ile przy tym było emocji, ile prowizorki, ile pozytywnego szaleństwa! Zabrakło mu pieniędzy na powrót, ale świat sprzyja marzycielom (zawiało Coehlo, wiem), toteż znalazł się obcy człowiek, który pożyczył sto dolarów, znalazła się prowadnica, która wpuściła go do pociągu bez biletu, znalazł się współpasażer, który potrafił namówić celników do niezauważenia młodego Polaka, jadącego na gapę. Adamowi udało się wrócić do Polski na czas, w dodatku z tytułem najmłodszego zdobywcy Chan Tengri w historii.

Na swoje upragnione ośmiotysięczniki czekał naprawdę długo. Zaczął się wspinać już jako trzynastolatek (nie pozwolono mu się zapisać na kurs skałkowy, bo był za młody), ale w najwyższe góry trafił dopiero jako dwudziestoośmiolatek. Teraz ma trzydzieści trzy lata, na koncie dwa zimowe wejścia na niezdobyte wcześniej zimą ośmiotysięczniki, dwa wejścia letnie, a dzisiaj ogłosił, że w najbliższym czasie wyrusza ponownie w Himalaje, aby spróbować wytyczyć nową trasę na północnej ścianie Czo Oju. Trudno się dziwić, że jego sukcesy wzbudzają zawiść. Adam jest szybkim wspinaczem, w góry ubiera się lżej niż inni, chodzi szybciej, łatwiej przemarza, kiedy musi czekać. Tempo, w jakim wszedł na Broad Peak, a następnie z niego zszedł, sprawiło, że zamiast gratulacji z powodu wejścia na szczyt i wyrazów współczucia z powodu śmierci przyjaciół, spotkał się z nienawiścią i oskarżeniami o to, że nie pomógł kolegom. Kiedy jednak już po Broad Peaku rozpoczął zbiórkę na portalu crowdfundingowym, próbując zdobyć w ten sposób fundusze na wyprawę na Kanczendzongę, w godzinę zebrał kwotę, o jaką prosił. Po dwóch tygodniach pieniędzy było dość, żeby sfinansować cały wyjazd i dokupić brakujący sprzęt. Okazało się, że Bielecki ma nie tylko hejterów, ale też fanów, a wielu ludzi jest skłonnych go wspierać, okazując w ten sposób solidarność i poparcie.

Nowe pokolenie himalaistów

Polski himalaizm nie jest już taki, jak niegdyś, za czasów Jerzego Kukuczki, Wandy Rutkiewicz, Krzysztofa Wielickiego, Leszka Cichego i innych. Bohaterowie tamtego pokolenia wspinaczy albo zginęli w górach, albo zajęli się biznesem, odchodząc od wspinaczki wysokogórskiej. Artur Hajzer próbował wskrzesić polski himalaizm zimowy - szkolił młodych, zabierał ich w wysokie góry, wypróbowywał nowoczesne metody treningu. Zginął w Himalajach, ale wygląda na to, że jego idea nie została całkiem zarzucona. Młodzi wspinają się inaczej. Wielu z nich nie postrzega już himalaizmu w kategoriach szlachetnego cierpienia. Wspinają się sportowo, w stylu alpejskim, cenią sobie przejścia trudnych tras równie wysoko, co zimowe wejścia na ośmiotysięczniki. Rozumieją, że aby zdobyć pieniądze, muszą dobrze żyć z mediami.

Adam Bielecki wspina się dopiero od dwudziestu lat. A może już? Trochę to wcześnie na biografię, ale ta książka ma sens. Te dwadzieścia lat wspinania się obfitowało w zdarzenia dramatyczne, ciekawe, czasem niezwykłe. Autorzy musieli dokonać pewnej selekcji, niektórym wyprawom poświęcili dużo więcej miejsca niż innym. Nic nie nie jest to wstawione na siłę, opowieść płynie gładko i potoczyście.

A choć zazwyczaj nie wspominam fizycznej stronie książki, nie mogę się tym razem powstrzymać, żeby nie wspomnieć o tym, jak ładnie została wydana. Poszczególne sekcje oddzielone są rysuneczkami czekanów, przy numerach stron widnieje sylwetka wspinacza, mnóstwo jest też zdjęć z wypraw. Przyjemnie się taką książkę trzyma w ręku, warto więc wybrać właśnie wersję papierową. Bo to, że przeczytać trzeba, to nie ulega chyba wątpliwości?

Moja ocena: 5/6

Adam Bielecki, Dominik Szczepański "Spod zamarzniętych powiek"

Wydawnictwo Agora 2017


| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
Wyróżnienia
Top 5 najnowszych lektur
Bliskie mi adresy
Najpopularniejsze notki
O mnie
Przeczytane w 2017
Przeczytane w 2016
Przeczytane w 2015
Przeczytane w 2014
Przeczytane w 2013
Przeczytane w 2012
Przeczytane w 2011
Przeczytane w 2010
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2007
Akcje czytelnicze Miasta Książek
Polskie blogi o książkach - polecam!
Blogi różne (polecam!)
Angielskie strony o książkach
Angielskojęzyczne blogi o książkach
Napisz do mnie
Podziel się czytaniem
Szablon pochodzi stąd
Zdarzyło się dziś
Tagi



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...