miejskie wydarzenia

sobota, 22 kwietnia 2017

Każdy, kto obserwuje Miasto Książek na Instagramie, wie, że naprawdę zabrakło mi już miejsca na książki (tutaj dowód). Wynoszę książki do biblioteki i na półkę z książkami na wymianę, którą sama zainstalowałam w pracy, ale skoro dwie blogerki (Magda z Save the Magic Moments i Ewelina) zorganizowały akcję wymiany książek w necie, postanowiłam pokonać lenistwo i wziąć udział. Zasady są proste:

  • Akcja trwa od 22.04 do 01.05
  • Książkami się wymieniamy, nie sprzedajemy
  • Ponosimy koszty przesyłki - wysyłamy książki listem poleconym, zapisując jego numer

 

Blogerzy zamieszczają na blogu listę tytułów, którymi chcą się wymienić, czytelnicy, którzy bloga nie posiadają, mogą taką listę podać w komentarzu. Ja zamieszczam niżej zdjęcia z książkami i krótką informacją o stanie każdej. Jeśli pisałam kiedyś recenzję, kliknięcie na tytuł książki przekieruje was do tekstu. W komentarzach dajecie mi znać, jeśli interesuje was któraś pozycja, ja zaglądam do was i sprawdzam, czy interesuje mnie coś z waszej listy. Jeśli tak, dogadujemy wymianę i wymieniamy się mailowo adresami.

Szczegółowe zasady znajdziecie na blogach organizatorek, tam też znajdują się linki do wszystkich blogów biorących udział w wymianie - warto zajrzeć :)

Nie wykluczam, że do 1 maja będę dorzucała nowe tytuły - wróciłam dopiero z trzydniowego zjazdu i nie zdążyłam przejrzeć dokładniej półek!

Oto tytuły, które proponuję:

"Katarzyna Wielka. Gra o władzę" Ewa Stachniak - raz czytana - wymieniona z Czas motyla

"Wayward Pines. Szum" Blake Crouch - nowa

"Sekta egoistów" Erik-Emmanuel Schmitt - nowa

"Vernon Subutex" cz. 1 Virginie Despentes - nowa

"Sześć kobiet w śniegu" Anna Fryczkowska - raz czytana - wymieniona

"Pół wojny" Joe Abercrombie - nowa (to trzecia część serii)

"Byle dalej. Pod stopami słońca" Marta Owczarek, Bartek Skowroński - raz czytana - wymieniona

"Z gitarą przez Antyle" Jacek Jędrzejak - nowa

"Obrazy Londynu" Wojciech Karpiński - raz czytana

"Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji" Anna Wojtacha - raz czytana - wymiana z Okiem Alexa

"O wolnym podróżowaniu" Dan Kieran - raz czytana

"Naga góra" Reinhold Messner - raz czytana

"Empire Antarctica. Ice, Silence and Emperor Penguins" Gavin Francis - kupiona używana w antykwariacie, stan dla mnie dobry, ale na pewno nie nowa (książka po angielsku) - wymienione z Bardziej lubię książki

"Trzeci biegun" Marek Kamiński - raz czytana

"Między frontami" Evelio Rosero - czytana ze dwa razy

"Pieszo przez Indie" Oliver Schulz - raz czytana - wymieniona

"Island Wife" Judy Fairbanks - raz czytana, ale chyba kupiłam używaną, stan dobry (książka po angielsku)

"Ostatni wyścig" Jean Hatzfeld - nowa

 

I kilka bez zdjęcia (zdjęcie dorzucę jutro, ale wszystkie w stanie idealnym):

"Jerzy Giedroyc" Magdalena Grochowska - raz czytana

"Skoruń" Maciej Płaza - raz czytana

"Jeff w Wenecji, śmierć w Waranasi" Geoff Dyer - raz czytana

"Miejsce na ziemi" Umi Sinha - raz czytana

I porcja druga:

Alan Bradley "Ucho od śledzia w śmietanie" - nowa

Wojciech Kurtyka "Chiński maharadża" - raz czytana

Marzena Filipczak "Między światami" - raz czytana- wymieniona

Tomasz Owsiany "Madagaskar. Tomek na czerwonej wyspie" - raz czytana

Dariusz Jędrzejewski "Polska na urlop" - nowa - wymiana z dizajnuch.pl

Meik Wiking "Hygge. Klucz do szczęścia" - raz czytana - wymiana z dizajnuch.pl

Jelena Czyżowa "Czas kobiet" - nowa

Mary Roach "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków" - raz czytana

Jeff Vandermeet "Unicestwienie" - nowa

Adam W. Chałupski "Dżongło. Niech będzie, jak chce woda" - nowa

Danielle Hermans "Tulipanowy wirus" - raz czytana

Roma Ligocka "Dobre dziecko" - nowa

Ellis Avery "The Teahouse Fire" - używana, w dobrym stanie

Franz-Theo Gottwald, Lothar Kolmer (der.) "Jedzenie. Rytuały i magia" - raz czytana

Henry Hobhouse "Ziarna bogactwa. Pięć roślin, dzięki którym powstały fortuny" - raz czytana

Jim Davidson, Kevin Vaughan "The Ledge" - kupiona używana, w dobrym stanie

 

Piszcie, jeśli coś wam wpadło w oko!

 


niedziela, 08 stycznia 2017

1. Przeczytaj książkę z kraju, o którym nic nie wiesz

Ta rada pojawia się w wielu moich tekstach nie bez powodu. Uważam, że jedną z najważniejszych rzeczy, jakie może nam dać czytanie, jest poznawanie świata, który nie leży w zasięgu naszej codzienności. Czytanie pokazuje, jak żyją ludzie gdzieś indziej, jak wygląda świat oczami kogoś innego. Dlatego warto sięgać po książki pokazujące nam to, co obce. W tym roku szczególnie, ponieważ coraz więcej na naszym rynku różnorodności.

2. Przeczytaj książkę wydaną przez wydawnictwo, którego nie znasz

Różnorodność na rynku wydawniczym jest także efektem pojawiania się coraz to nowych wydawnictw, często z bardzo ciekawą, nieszablonową ofertą wydawniczą. Nie każdy zwraca uwagę na to, kto wydał daną książkę, moim zdaniem jednak warto to robić. Wychowałam się na seriach, które moi rodzice kupowali w ciemno, wierząc, że jeśli coś ukazało się na przykład w czarnej serii PIWu, albo w serii Nike Czytelnika, warto po to sięgnąć. Dzisiaj wielu czytelników podobnym zaufaniem obdarza chociażby wydawnictwo Czarne i jego serię reportażową. Jest też wiele mniejszych wydawnictw, które wybierają naprawdę ciekawe tytuły. Jeśli nie wiecie, od kogo zacząć, polecam zestawienie przygotowane przez Parapet Literacki.

3. Przeczytaj książkę, którą od dawna masz na półce

Niekoniecznie jedną! Jeśli zalega Ci naprawdę dużo książek, może przyłącz się do facebookowego wydarzenia o nazwie Przeczytam 24 książki, które mam dłużej niż rok. Jeśli zaś masz książki, które czekają na przeczytanie latami, a ty nadal nie masz czasu albo ochoty, żeby po nie sięgnąć, może warto w tym roku puścić je w świat? Wyznacz sobie cel – możesz na przykład określić, ile książek z własnej półki zamierzasz przeczytać w tym roku. Możesz też wybrać konkretne tytuły i umieścić je w widocznym miejscu. W ten sposób nie zapomnisz o tym, że wciąż czekają na lekturę!

4. Załóż sobie konto na Instagramie i przyłącz się do rosnącej, bookstagramowej społeczności

Nie każdy lubi pisać, ale zrobienie zdjęcia wymaga dużo mniej wysiłku. Jeśli nie korzystacie jeszcze z Instagrama, może przetestujecie go w tym roku? Instagram pełen jest profili poświęconych książkom, pięknych, dopracowanych i inspirujących. Łatwo się przyłączyć i pokazywać, co akurat czytacie. Ja założyłam sobie konto w zeszłym roku i wsiąkłam! Znalazłam tam sporo inspiracji czytelniczych z całego świata, a dodatkowo wypisuję co chwilę kolejne miejsca do odwiedzenia. Możecie zacząć od przeglądania popularnych hasztagów, takich jak #bookstagram #terazczytam #igreads #molksiazkowy . I oczywiście zapraszam do obserwowania profilu Miasta Książek. Jako że lubię robić zdjęcia i, nie ukrywajmy, jest to prostsze niż pisanie, pokazuję tam dużo więcej książek niż na blogu.

5. Przeczytaj książkę, która wykracza poza ramy twoich typowych lektur

Bardzo często ktoś w komentarzach u mnie lub na innym blogu pisze: „Ciekawa książka, ale nie dla mnie”. A właściwie dlaczego nie dla ciebie? Zastanów się, dlaczego nie sięgasz po te lub inne książki? Nie interesuje cię tematyka? W porządku, ale może akurat ten konkretny tytuł pokazuje ją w odmienny sposób? Może jakaś wcześniejsza lektura cię rozczarowała i teraz nie chcesz czytać biografii / powieści historycznych / wywiadów / książek o Dzikim Zachodzie itp. Warto przynajmniej raz na jakiś czas przełamać się, poszerzając sobie tym samym czytelnicze horyzonty. Nie wiesz, od czego zacząć? Dokończ zdanie: „Nigdy nie czytałam nic o… / nic z gatunku…”.

6. Wybierz się na randkę w ciemno z książką

Przeczytaj coś, o czym nie wiesz kompletnie nic. Nie wybieraj jednak całkiem przypadkowo. Poproś kogoś o rekomendację – zaufaj blogerowi, koledze z facebookowej grupy czytelniczej albo księgarzowi z małej księgarni. Nie proś o wybranie czegoś specjalnie dla ciebie. Spytaj ich o ich ulubioną książką, jeden tytuł, który w pierwszym odruchu polecą i sięgnij po niego. Jeśli chcesz skorzystać z moich podpowiedzi, wybierz jedną z książek, które wybierałam jako „Książki roku” w ciągu 10 lat istnienia tego bloga. Listę znajdziesz w tym tekście.

7. Czytaj poezję

Rzadko pamiętamy o tym, że literatura to nie tylko teksty prozą. Dramaty i poezje kojarzą nam się ze szkołą i tylko niektórzy z nas sięgają po wiersze, nie mówiąc już o kupowaniu nowych tomików. Rok 2017 miał być rokiem Leśmiana, może warto nie zwracać uwagi na decyzje oficjeli i czytać Leśmiana tak po prostu, dlatego, że to zaskakujący poeta, który potrafił bawić się językiem jak mało kto. A jeśli nie Leśmian, to może ktoś ze współczesnych twórców poezji? Michał Książek, Eugeniusz Tkaczyszyn–Dycki, Jakub Kornhauser – te nazwiska będą się pojawiały na moim stoliku w tym roku. Jeśli nie wiecie, gdzie zacząć, może na początek zapoznać się z laureatami nagrody poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej, nagrody Silesius lub Nagrody Literackiej Gdynia?

8. Przeczytaj jedną lub wszystkie książki Jane Austen

Nie byłabym sobą, gdybym w tym roku nie zaproponowała wam lektury jednej lub wszystkich powieści Jane Austen. W 2017 roku przypada dwusetna rocznica śmierci tej pisarki, w Wielkiej Brytanii rok ten ogłoszono rokiem Jane Austen. Jeśli znacie jej książki, przypuszczam, że nie muszę was namawiać do przypomnienia ich sobie, jeśli ich nie znacie, może właśnie w najbliższych miesiącach sprawdźcie, o co ten cały szum?

Żadna z tych propozycji nie jest specjalnie odkrywcza, wydaje mi się jednak, że warto sobie przypominać o tym, że czytanie może być nie tylko rozrywką i przyjemnością, ale też przygodą, wiodącą nas w nowe, zaskakujące strony. Jeśli chodzi o moje plany czytelnicze na ten rok, są zaskakująco sprecyzowane. Co więcej, jest duża szansa, że przeczytam dokładnie te książki, które mam w planach. 2017 będzie dla mnie bowiem rokiem nowej przygody, zarówno czytelniczej, jak i pisarskiej oraz poznawczej. Od lutego będę uczęszczać do Polskiej Szkoły Reportażu i mam nadzieję, że dalekosiężnym efektem będzie zarówno większa wiedza o literaturze faktu, jak i próba ubrania w słowa tego, co widziałam i słyszałam podczas swoich bliższych i dalszych wyjazdów. Lista lektur, które należy czytać przed kolejnymi zjazdami, jest naprawdę długa! Dobrze, że część z nich już czytałam, niemniej jednak mam zamiar je sobie systematycznie odświeżać w najbliższych miesiącach. Trzymajcie kciuki i nastawcie się na to, że Miasto Książek w tym roku będzie bardzo często Miastem Reportażu! Poza tym mam zamiar też wprowadzać w życie wszystkie z powyższych punktów, zapowiada się więc ciekawy rok.


 A wy macie jakieś czytelnicze plany i projekty na ten rok?



poniedziałek, 07 listopada 2016

Od lat czytałam o targach książki we Frankfurcie - o tym, że to największe i najważniejsze targi książki na świecie, że to tam kupowane są prawa do wydania największych hitów, i jeśli pracuje się w branży wydawniczej, po prostu trzeba tam bywać. W tym roku po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć na własne oczy, co to właściwie znaczy. Pracując od półtora roku jako rights manager zdążyłam już trochę się dowiedzieć o tym, jak ten świat wydawniczy działa. Na targi do Londynu pojechałam, nie wiedząc, czego się spodziewać, ale do Frankfurtu pojechałam lepiej przygotowana, przede wszystkim psychicznie. Frankfurckie targi i tak mnie zdołały zaskoczyć, przede wszystkim swoim ogromem. Niby spodziewamy się tego, ale jednak.

Zarówno targi w Londynie, jak i te we Frankfurcie, to targi branżowe. To oznacza, że na stoiskach nie sprzedaje się książek! Tylko ostatni z pięciu dni targowych otwarty jest dla publiczności, choć w halach z wydawnictwami niemieckimi sprzedaż była prowadzona na niektórych stoiskach także wcześniej. Jednak w pozostałych halach i na większości stoisk odbywają się tylko spotkania biznesowe, podczas których wydawcy i agenci kupują i sprzedają prawa do książek. Spotkania prowadzi się także z autorami, ilustratorami i zapewne wieloma innymi osobami, jednak przede wszystkim przegląda się katalogi, omawia ich zawartość, ogląda książki i szuka interesujących tytułów dla swojego wydawnictwa, bądź, będąc po drugiej stronie stołu, szuka wydawców z róznych krajów dla swoich książek.

Typowe stoisko dużej grupy wydawniczej (tutaj Hachette)

Na stoiskach dużych wydawnictw lub agencji nie ma co liczyć na chwilę rozmowy, o ile nie umówiliśmy się wcześniej (naprawdę duuużo wcześniej) na spotkanie. Małe stoiska bardziej przypominają jednak to, co znamy z polskich targów - zazwyczaj jest na nich ktoś, z kim można zamienić parę słów. Spotkania odbywają się wszędzie, przede wszystkim jednak w olbrzymim centrum agentów, które zajmuje cały poziom jednej hali i jest stosunkowo mało przyjemne - panuje tam ciągły hałas, jest gorąco i duszno, spotkania odbywają się w odstępach półgodzinnych, a wszystko to przypomina trochę jakąś halę fabryczną. Niemniej, wiele spotkań przebiega w przemiłej atmosferze, a od notowania kolejnych ciekawych tytułów szybko zaczyna boleć ręka.

Centrum agentów zajmuje jeden poziom, hale są bowiem kilkupoziomowe. Z tego powodu trudno się doliczyć, ile ich właściwie jest. Są jednak tak duże i na tyle od siebie oddalone, że można się przemieszczać między nimi po ruchomych chodnikach, zaś od wejścia do hali humer sześć kursuje minibus. Wszystko jest doskonale oznakowane i zgubić się nie sposób, zmęczyć za to bardzo łatwo.

Osoby, które lubią wiedzieć, co wydaje się w innych częściach świata, mogą się tam poczuć jak w raju. Dwie ogromne hale mieszczą wydawnictwa anglojęzyczne, kolejna przeznaczona jest dla krajów europejskich nieanglojęzycznych. W oddzielnej mieszczą się stoiska wydawców z Azji, a pojedyncze kraje z innych kontynentówmają stoiska rozrzucone w różnych miejscach. Oprócz obejrzenia książek można spróbować potraw charakterystycznych dla danego rejonu, a także obejrzeć różne gadżety. Łącznie we Frankfurcie wystawiają się wydawcy z ponad stu krajów, a liczba stoisk przekracza 7400!

Stoisko wientamskie - książki na stole układają się w kształt Wietnamu

Coś dla miłośników mangi

Wydawcy prześcigają się w pomysłach, chcąc uczynić swoje stoisko bardziej oryginalnym i atrakcyjnym wizualnie. Rzuca się to w oczy zwłaszcza w halach przeznaczonych dla wydawnictw niemieckich. Tam też tłoczy się najwięcej ludzi, nawet w dni, które teoretycznie są branżowe.


I u nas, i w innych krajach, gwiazdami bywają ci sami autorzy.

Całe sekcje przeznaczone są dla książek kucharskich. Odbywają się tam pokazy gotowania, degustacje, a kupić można nie tylko książki, ale także produkty niezbędne do ugotowania niektórych potraw. Na dłużej przepadłam w hali, w której sprzedawano gadżety okołoksiążkowe, oglądając kubki, torby, zakładki, notesiki, etui na okulary, śmieszne prezenty i miliony innych, czasem absurdalnych, a czasem naprawdę pomysłowych rzeczy.


Kapitan Spock spotyka Barda - tylko we Frankfurcie ;)

Przede wszystkim zaś wszędzie są książki, tysiące książek, pięknych, lśniących, intrygujących. Poustawiane na półkach, tworzące ściany, na których tle można sobie robić zdjęcia, leżące w stosach. Zanotowałam tyle tytułów, zrobiłam tyle zdjęć okładek, że choć od targów minęły już dwa tygodnie, jeszcze nie zdążyłam wszystkich sprawdzić!

Jednym słowem, jest na co popatrzeć, jest co robić, a zobaczenie wszystkiego jest właściwie niemożliwe.

Po intensywnych targowych dniach niewiele siły zostaje na zwiedzanie miasta. Możliwe więc, że Frankfurt ma swoje uroki, ja jednak nie zachwyciłam się tym miastem. Spacerowaliśmy po nim długo codziennie wieczorem, mimo naprawdę kiepskiej pogody i zmęczenia. Niestety, nie można powiedzieć, żeby było to urodziwe miasto. Prawie wszystkie budynki zostały zniszczone pod koniec wojny, miasto zostało praktycznie zrównane z ziemią, i nie zostało zbyt ładnie odbudowane. Starówka ogranicza się dosłownie do kilku ulic i jednego placu. Po oswojeniu się jednak z tym, że wszędzie stoją wysokie budynki, dźwigi i niezbyt urodziwe biurowce, można dostrzec, że i we Frankfurcie bywa ładnie, a nawet uroczo.

Najprzyjemniejszą częścią jest trasa spacerowa wiodąca wzdłuż rzeki. Wyobrażam sobie, że latem jest tam tłoczno, można kupić lody albo posiedzieć na trawie. Nawet w jesiennym deszczu przyjemnie się tamtędy chodzi. Po przejściu na południowy brzeg mamy widok na centrum, w którym siedzibę mają najważniejsze banki i instytucje finansowe. Ponieważ rzeka nazywa się Men, po niemiecku Main, dzielnicę tę nazywa się powszechnie Mainhattanem.

Jak w wielu innych miastach, tak i tutaj jest most, który zakochane pary obwieszają kłódkami.

Ponieważ pisanie o książkach zbliża ludzi, spotkałam się we Frankfurcie z mieszkającą tam Agnieszką, z którą od dawna znamy się internetowo. Dzięki wspólnej przechadzce i wieczorowi w pubie przekonaliśmy się, że Frankfurt jest znacznie ciekawszy, niż na pierwszy rzut oka wygląda. Liczne wydarzenia kulturalne rekompensują brak urody. Miasto zresztą faktycznie tętni życiem, a sąsiadujące ze sobą ulice mają całkiem inny charakter.

Żałuję, że nie udało mi się zwiedzić domu, w którym urodził się Goethe, ale zbyt póxno wychodziliśmy z targów. Obejrzałam go tylko z zewnątrz:

Frankfurt to dziwna mieszanka starego z nowym. Na pierwszy rzut oka nie zachęca, ale nie jest to całkiem nieinteresujące miasto. Targi książki są zaś po prostu fantastyczne, intrygujące i zdecydowanie warte odwiedzenia. No i niewykluczone, że kilka ciekawych tytułów, które tam wypatrzyliśmy, ukaże się w przyszłym roku w Czwartej Stronie i w Wydawnictwie Poznańskim, czekajcie :)


niedziela, 17 kwietnia 2016

Oszałamiający gwar, setki pisarzy, wydawców i agentów, negocjacje, wykłady, seminaria i spotkania towarzyskie, a przede wszystkim książki, tysiące książek - tak wyglądają Londyńskie Targi Książki, czyli druga pod względem rangi książkowa impreza w Europie.

Brzmi zachęcająco? Niestety, London Book Fair to nie impreza dla każdego i każdy, kto bywa na targach w Polsce, będzie zdziwiony. Nasze targi to przede wszystkim wielki jarmark, podczas którego kupuje się i sprzedaje książki czytelnikom. Targi londyńskie to impreza branżowa, podczas której kupuje się nie tyle książki, ile prawa do ich wydania. Większość odwiedzających to wydawcy, agenci, pisarze i inni ludzie związani z rynkiem książki zawodowo. Nie oznacza to, że zwykły czytelnik nie znajdzie tam nic dla siebie.

Żeby opowiedzieć o tym, co robiłam w Londynie, muszę przyznać się do czegoś, o czym tu nie wspominałam. Ponad rok temu już zaczęłam pracę jako redaktor inicjująca w Wydawnictwie Poznańskim, a przede wszystkim w Czwartej Stronie. Może brzmi to tajemniczo, ale oznacza pracę niezwykle przyjemną, czyli wyszukiwanie nowych tytułów do wydania. Do Londynu pojechałam więc na poszukiwania!

Zanim jeszcze targi się zaczęły, wzięłam udział w konferencji a właściwie warsztacie na temat sprzedaży praw. Agenci, wydawcy i specjaliści od prawa wydawniczego opowiadali o różnych kruczkach i metodach. Rok temu przydałoby mi się to bardziej, ale i tak dowiedziałam się kilku nowych rzeczy i uporządkowałam sobie to, czego nauczyłam się w ciągu ostatnich miesięcy.

Od wtorku zaś zaczęło się targowe szaleństwo! Hala Olympia, w której odbywają się targi, jest wprawdzie dość przestronna, ale wszędzie kłębiły się tłumy. Główną część hali zajmowały stoiska największych wydawnictw, zastawione stolikami, przy których nieustannie obywały się spotkania.

 

P

Oprócz stoisk wydawców angielskich na targach obejrzeć można było książki z całego świata.

Polscy wydawcy zgrupowani byli na dużym stoisku Instytutu Książki.


Spotkania z agentami odbywały się na piętrze, które zastawione było stolikami. To, co widzicie na zdjęciu, to zaledwie ułamek przestrzeni.

Muszę przyznać, że współczułam agentom, którzy mieli spotkania co pół godziny od rana do wieczora przez trzy dni... Ci, z którymi spotykałam się w środę po południu, sprawiali wrażenie mocno skołowanych.

W kilku miejscach targów odbywały się ciągle warsztaty, wykłady i spotkania autorskie. Spotkania podzielono na bloki tematyczne, z których jeden poświęcony był tylko Szekspirowi, jako że w tym roku mija 400 lat od śmierci angielskiego barda. Inne koncentrowały się na literaturze dziecięcej, trendach wydawniczych lub na problemach związanych z tłumaczeniami.

Całość mogła wywołać nie tylko zawroty głowy, ale wręcz konkretną migrenę. Na szczęście na mnie nadmiar książek nigdy nie działa przytłaczająco, byłam więc w swoim żywiole, przeglądając, podpytując i zapisując co ciekawsze tytuły.

Brzmi kusząco? Niewątpliwie, jeśli jednak postanowicie się kiedyś wybrać do Londynu, pamiętajcie, że:

  • Londyńskie Targi Książki nie są tanie. Trzydniowa wejściówka kosztuje około 30 funtów.
  • Jeśli chcecie nawiązać jakieś kontakty, musicie to zrobić przed targami. W trakcie targów nikt nie ma czasu na niezaplanowane spotkania, nie da się po prostu podejść do stoiska dużego wydawcy i pogadać.
  • Nie jest to miejsce do kupowania książek. Wprawdzie na piętrze była chyba sekcja z księgarniami, ale nie jest to istotna część targów.

Czy mimo to warto jechać? Oczywiście! Choćby po to, żeby zobaczyć, jakie tytuły są lub wkrótce będą na topie, wiąć udział w seminariach i spotkaniach, albo po prostu podpatrzeć życie międzynarodowego świata wydawniczego.

Ja skorzystałam oczywiście z okazji i odwiedziłam kilka ulubionych zakątków, a że spotkania na targach zajmowały sporą część dnia, po mieście snułam się wieczorami. Należy dodać, że w doborowym towarzystwie!


W londyńskim autobusie nocą. Od lewej: Magda (bulgarka.pl), mój osobisty brat, Kasia (Ex libris) i ja. Nie wiem, jakim cudem umknęło nam zrobienie zdjęcia podczas kolejnego wieczoru, kiedy dołączyła do nas Patrycja (Bezszmer).

Nie zdziwi was zapewne, że przywiozłam górę książek... Jeśli jesteście ciekawi, jakie, zajrzyjcie na instagramowy profil Miasta Książek (tutaj). I wypatrujcie kolejnych wpisów o Londynie, ponieważ udało mi się odbyć uroczą literacką wycieczkę po jednej z dzielnic i mam zamiar wam o niej wkrótce opowiedzieć!

niedziela, 10 kwietnia 2016

Kilka dni temu spytałam jedną z grup studentów, czy wybierają się na Pyrkon. Większość miała puste twarze, kilka osób stwierdziło, że chyba tak, ze trzy osoby przejawiły entuzjazm. A jeden student zapytał z całkowicie nieukrywanym niedowierzaniem:

- Pani też się wybiera?

Odpowiedziałam, że oczywiście, i spytałam, czy go to dziwi. Odparł, że tak, ale nie potrafił powiedzieć, dlaczego. Może to sobie dopowiadam, ale widziałam wyraźnie, że jego zdaniem Pyrkon to rozrywka dla młodzieży i nie wyobraża sobie, co właściwie miałabym tam robić. Poważna wykładowczyni na konwencie?

Otóż, szanowni państwo, życie nie kończy się po trzydziestce. Być może niektórzy sobie tak to widzą - na studiach trzeba się wyszumieć, potem jeszcze rok czy dwa można się poobijać, udając, że się szuka pracy, ale reszta życia upłynie na harowaniu, płaceniu rachunków i odbieraniu dzieci z przedszkola. Na pewno nie zaś na przebieraniu się i spędzaniu weekendu w tłumie roześmianych ludzi odgrywających jakieś scenki, walczących na miecze, grających w quidditcha i w planszówki. Z przyjemnością informuję, że weekend można tak spędzić niezależnie od wieku. Co więcej, znam całkiem dorosłych i poważnych ludzi, którzy tak spędzają całe życie!


W moim domu chodzenie na Pyrkon i ewentualnie na inne konwenty, które odbywają się gdzieś w pobliżu, stało się już oczywistością. Młoda miesiącami planuje przebranie, ja odgrażam się, że w przyszłym roku też do niej dołączę, studiujemy program, czytamy książki zaproszonych gości, żeby wiedzieć, co w trawie piszczy. Oczywiście potem jest zawsze za krótko, za szybko, za mało czasu, żeby się wszystkim nacieszyć, ale to nie szkodzi - wiemy, że za rok będziemy tu znowu.

Przyznam jednak, że w tym roku pyrkonowanie było wyjątkowo trudne, choćby dlatego, że pierwszym zetknięciem większości uczestników z imprezą było to:

Coś chyba w tym roku nie zagrało, bowiem w kolejce po odbiór preakredytacji stało się dłużej, niż trwa obejrzenie jednego odcinka większości seriali. Przypuszczam, problemem była po prostu rekordowa frekwencja. Nie znamy jeszcze ostatecznych liczb, ale podobno do soboty, do godziny dwunastej, na Pyrkonie odnotowano 30 tysięcy gości!

Na szczęście atrakcji było tak wiele, że wspomnienie o kolejce powinno się szybko zatrzeć. Co więc można robić na Pyrkonie, będąc poważną wykładowczynią po trzydziestce? ;)

Można grać w gry planszowe, które chcemy przetestować, zanim zdecydujemy się na zakup.


Można oddać się szałowi zakupów na jednym ze stoisk (podobno było ich ponad 200).


Można pójść na prelekcję o książkach, filmach, fantastycznych stworzeniach i światach, na warszataty rysunku i pisania, na konkurs wiedzy o ulubionym serialu, na wymianę książek.

Można zachwycać się pomysłowością poprzebieranych ludzi i tym, jak dopracowane są ich kostiumy.


Warto zachwycić się wystawą LEGO, na której można było zobaczyć takie cuda, jak maszyna losująca zbudowana z klocków.


Koniecznie trzeba kupić jakąś książkę. My co roku przynosimy coś nowego, powoli odkrywając nowych autorów i nowe serie.

A najlepiej po prostu wtopić się w tłum i cieszyć tym, że wokół jest tyle uśmiechniętych ludzi, którzy na te trzy dni przenoszą się niemalże całkowicie w świat fantazji. Kto by nie chciał od czasu do czasu zamieszkać w jakiejś książce?


Słyszy się czasem narzekania, że Pyrkon zrobił się zbyt wielki, że przychodzą ludzie, którzy nie mają pojęcia o tym, co to jest fandom i czym różni się LARP od RPG. Cóż jednak z tego? Może ci, którzy przyszli tylko popatrzeć, sięgną wkrótce po jakąś książkę fantasy, obejrzą serial, kupią sobie grę? Może ich dzieci będą kiedyś miesiącami przygotowywać imponujące kostiumy? Cieszmy się tym, że tyle osób chce spędzić weekend w świecie fantazji i nie zastanawiajmy, czy są prawdziwymi fanami.

Po więcej zdjęć zapraszam na Facebooka i na Instagram (tak, tak, Miasto Książek dorobiło się wreszcie profilu na Instagramie, zapraszam)! A jeśli też napisaliście coś o Pyrkonie, podzielcie się linkami w komentarzach!

 

wtorek, 14 lipca 2015

Osiem lat temu jednym kliknięciem zmieniłam swoje życie.

A wydawałoby się, że to nie jest możliwe. Jedno kliknięcie, w dodatku nie poprzedzone bynajmniej jakimś rozbudowanym procesem myślowym? A jednak - otworzyłam stronę blox.pl, przesunęłam kursor na pole "Załóż bloga" i kliknęłam.

Rzadko się nad tym zastanawiam, ale skoro zupełnie przypadkiem udało mi się w tym roku tej daty nie przegapić, zaczęłam myśleć o tym, co blogowanie zmieniło w moim życiu. I aż mi dech zaparło, gdy uświadomiłam sobie, jak wiele!

Dzięki blogowi poznałam ludzi intrygujących, otwartych, mądrych i zaczytanych. Kilkoro z nich zostało moimi przyjaciółmi, wielu dobrymi znajomymi. Wciąż docierają do mnie ciepłe słowa, za które jestem nieustająco wdzięczna! Blogowanie pod własnym nazwiskiem sprawiło także, że wielu moich znajomych z niewirtualnego świata zaczęło mnie kojarzyć z książkami. Zaczęli pytać mnie o różne lektury, podsuwać ciekawe tytuły, rozmowy o książkach stały się więc w moim życiu codziennością. Wiecie, jakie to przyjemne uczucie?

Co jeszcze? Nie jestem w stanie zliczyć. Dzięki blogowi przepracowałam ponad rok jako redaktorka portalu Lubimy czytać, co było bardzo ciekawym doświadczeniem. Od niedawna zaś pracuję także w wydawnictwie, i to na najciekawszym z możliwych stanowisk! Piszę dla dużych portali - dla Onetu, dla Allegro, jeżdżę na wykłady do dyskusyjnych klubów książki w różnych miastach, prowadzę spotkania autorskie. W różnych miejscach spotykam ludzi, którzy czytają Miasto Książek (pozdrowienia dla Agnieszki z Filadelfii, dzięki której zwiedziłam to fascynujące miasto)!

Nie piszę tego po to, żeby się chwalić. Piszę, żeby wam powiedzieć, że można robić fajne rzeczy. Że spontaniczna decyzja, jedno kliknięcie, może wywołać lawinę!

A że to wszystko dzięki wam - tym, którzy zaglądają tu po od ośmiu już lat, a także tym, którzy pierwszy raz wpadli wczoraj i dzisiaj wrócili - coś dla was też się w tym wpisie musi znaleźć. Dlatego wybrałam dla was osiem recenzji, po jednej na każdy rok blogowania, które opowiadają o książkach wyjątkowych, takich, które najbardziej utkwiły mi w pamięci, a jednocześnie nie zyskały aż takiego rozgłosu i być może udało wam się je przegapić. Kliknięcie na tytuł przeniesie was do recenzji.

1. "Połówka żółtego słońca" Chimamandy Ngozi Adichie - 2007

Zaczynam właściwie od lekkiego naciągnięcia faktów, bo akurat ta książka nie przeszła całkiem bez echa. Jednak ostatnio Justyna Sobolewska wymieniła ją wśród najważniejszych książek, które umknęły polskim czytelnikom, może więc faktycznie warto o niej przypominać. Jeśli jej nie znacie, potraktujcie ją jako lekturę obowiązkową.

2. "Wspomnienia przychodzą z deszczem" Mary Lawson - 2008

Jest taki typ książki, na który często mam ochotę, i nie jestem w tym chyba osamotniona. Dobra powieść, niezbyt ambitna, ale też niegłupia, z jakąś tajemnicą w tle, wiarygodnymi postaciami, które łatwo polubić i wartką akcją. Słowem - dobre czytadło na poziomie. Jeśli będziecie czegoś takiego szukać, sięgnijcie po książkę Mary Lawson.

3. "Miłość i jej następstwa" Addonia Sulaiman - 2009

Nie dajcie się zniechęcić tytułowi i sztampowej okładce. Sulaiman napisał mądrą i wciągającą książkę, która otwiera oczy na to, że kultura islamu bywa równie opresyjna dla mężczyzn, jak i dla kobiet. Jego książka to okno na obcy i dziwny świat, a zarazem piękna historia miłosna.

4. "Którędy droga" Iain Pears - 2010

Książka - labirynt, która jest dobrze napisaną powieścią historyczną, kryminałem i zagadką dla czytelnika. Autor bawi się formą, wodzi nas za nos, kusi i wyśmiewa. Do tego w tle mamy szesnastowieczny Oksford i całą plejadę barwnych postaci. Świetna lektura na urlop!

5. "7 razy dziś" Lauren Oliver - 2011

Długo się zastanawiałam nad książką z 2011. Najchętniej wstawiłabym tu "Stację Tajga", ale wydaje mi się, że było o niej jednak dość głośno. A że sporo czytelników Miasta Książek to albo młodzież, albo rodzice nastolatków, postanowiłam przypomnieć wam o bardzo dobrej książce dla młodzieży. Lauren Oliver zdobyła serca czytelników swoją trylogią ("Pandemonium" i dalsze części), ale warto pamiętać też o jej wcześniejszej powieści. Pomysł na fabułę prosty i dobry, wykonanie bez zarzutu - doskonała książka, by zachęcić jakąś nastolatkę do czytania.

6. "Brudna robota" Kristin Kimball - 2012

Książka, która mnie zaskoczyła - spodziewałam się słodkiej opowieści o urokach wiejskiego życia, a dostałam dosadną historię trudów i pasji. Idealna dla wszystkich, których niepokoi coraz szybsze życie i którzy denerwują się, odwijając produkty z kolejnych warstw folii. Jednocześnie ostrzegam - ta książka to odtrutka na wszelkie głupie pomysły, które sama miewam, a które sprowadzają się do tego, że na wsi spędzałabym wieczory na tarasie, łuskając groszek i wdychając zapach maciejki ;)

7. "Zdobywam zamek" Dodie Smith - 2013

Robi się trudniej, bo przypuszczam, że książki wydane dwa lata temu pamiętacie całkiem nieźle. Jeśli jednak przegapiliście akurat tę, szybciutko to nadróbcie. Nie będę się nawet specjalnie wysilać - po prostu wiem, że wam się spodoba. W końcu po tych ośmiu latach już was trochę znam!

8. "Jej wszystkie życia" Kate Atkinson - 2014

Wybrałam książkę Kate Atkinson przede wszystkim dlatego, że wkrótce ukaże się jej ciąg dalszy. Dlatego jeśli jeszcze po nią nie sięgnęliście, to chyba nadszedł odpowiedni moment. Nie wierzę, że o niej nie słyszeliście - było wokół niej sporo zasłużonego szumu. Intrygująca wizja historii, która wciąż się powtarza, dająca sporo do myślenia. Nie mogę się doczekać ciągu dalszego!

Jeśli macie książkę, o której przeczytaliście kiedyś właśnie tutaj, a którą szczególnie pokochaliście i polecacie ją innym, podzielcie się tym w komentarzach! Bardzo jestem ciekawa, czy zapadły nam w pamięć te same tytuły! A za osiem lat wspólnie spędzonych bardzo wam wszystkim dziękuję!


piątek, 15 maja 2015

Spotkania z autorami to jedno, ale wiadomo, że chodzimy na targi także po to, żeby kupić książki! Zresztą z tej możliwości mogą skorzystać także osoby, które do Warszawy nie dotrą, wiele księgarni internetowych i wydawnictw oferuje bowiem targowe ceny także przy zakupach przez internet. Nie pokuszę się na wyczerpujący przegląd nowości, które ukazały się w ostatnich dniach, ale powiem wam, które książki sama chętnie zakupiłabym na targach (i które prędzej czy później znajdą się na moich półkach).

Sarah Waters "Pod osłoną nocy", wyd. Prószyński i S-ka

Tu nieco minęłam się z prawdą - mam tę książkę na półce od dawna, z tym że po angielsku. Jedna z bardziej intrygujących powieści Waters - albo ją pokochacie, albo was zirytuje. Tak czy inaczej, warto sprawdzić!

Witold Rybczyński "Dom. Krótka historia idei", wyd. Karakter

Historią domu i życia prywatnego pasjonuję się prywatnie i zajmuję zawodowo, książka Rybczyńskiego bardzo mnie więc cieszy.

Michael Crummey "Sweetland", wyd. Wiatr od morza

Kolejna książka kanadyjskiego mistrza! Nic więcej nie trzeba dodawać, jeśli czytaliście "Dostatek", to na pewno czekacie niecierpliwie na "Sweetland". Dla mnie dodatkowym magnesem jest surowe, północne wybrzeże w tle.

Karl Ove Knausgård "Moja walka. Tom 2", Wydawnictwo Literackie

Tę książkę polecam w ciemno, choć nie czytałam pierwszego tomu. Wiem jednak, że przeczytam, i mam jakieś dziwne przeczucie, że na pierwszym się nie skończy.

Jakob Wegelius "Legenda o Sally Jones", wyd. Zakamarki

Gdybym miała kupić jedną książkę dla dzieci, wybrałabym zapewne tę właśnie opowieść o gorylicy, którą porwano i sprzedano na targu w Stambule. I obawiam się, że się i tak nie oprę, choć moja córka zdecydowanie już nie łapie się na docelową grupę wiekową.

Donna Tartt "Szczygieł", wyd. Znak

Nagrodzona Pulitzerem, 800-stronicowa powieść Donny Tartt wzbudza dość skrajne emocje w czytelnikach i recenzentach. Ja jestem w trakcie lektury i bardzo jestem ciekawa, czy rozpłynę się w zachwytach, czy raczej rozczaruję.

Wypatrzyliście coś jeszcze na stoiskach? To dla mnie najprzyjemniejsza część targów - wyszukiwanie ciekawych tytułów, których w necie nie wyłapałam, tym bardziej, że nie wszystkie wydawnictwa mają przejrzyste strony internetowe... Na szczęście są w Poznaniu dobre księgarnie, które takie tytuły, nawet te z bardziej niszowych oficyn, potrafią wyszukać i wyeksponować! Ale jeśli pominęłam książkę, dla której specjalnie przeszukiwaliście stoiska, podzielcie się tytułem w komentarzach!

piątek, 03 kwietnia 2015

Podsumowań miesięcznych lub kwartalnych nigdy na tym blogu nie było. I nie wiem właściwie, dlaczego, bo lubię takie podsumowania czytać u innych. W ramach przedświątecznej prokrastynacji i odsuwania w czasie pieczenia mazurków spróbuję coś podsumować, a że jak szaleć to szaleć, podsumuję sobie cały kwartał. A co!

Zacznijmy od przeczytanych książek - według listy w kalendarzu było ich w trzech pierwszych miesiącach roku 20. Prawdopodobnie zapomniałam zapisać kilku tytułów, bywa. Co ciekawe, w tej dwudziestce jest aż dziewięć książek polskich autorów!

Najlepsze książki?

Sarah Waters "Za ścianą" i Kateřina Tučková "Boginie z Žítkovej"

Co poza tym? Jeden dłuższy, bardzo udany, bardzo biały wyjazd w góry, relacja na Innych stronach

Książkowych wydarzeń niewiele, chyba tylko Targi Książki dla Dzieci w Poznaniu. Spędziłyśmy na nich z Olą mnóstwo czasu, ale kupiłyśmy tylko dwie książki, obie na stoisku Multico:

Marzec zaś upłynął przede wszystkim pod znakiem siania i przesadzania, czyli w tym roku uprawy balkonowe zaczynam od nasionek :)

Pomidory

Papryczki chili

W ramach głośnego czytania całą rodziną kończymy właśnie "Kwiat kalafiora" - polecam, "Jeżycjada" doskonale sprawdza się jako lektura na rodzinne wieczory!

Cykle blogowe

W tym kwartale znowu zapraszałam gości w poniedziałki. Poniedziałkowi goście ostatnich trzech miesięcy to:

Janek z Tramwaju nr 4

Ela z Czytam, bo muszę

Sylwia i Marta z Książek mojej siostry

Jarek z Krytycznym okiem

Kasia z Mojej pasieki

Paulina Z Krakowskiego czytania

 

Niedzielne dziesiątki:

Książki do przeczytania w 2015 (jedna przeczytana)

Książki na poprawę nastroju

Książki o pieszych wędrówkach

 

Jak zapewne zauważyliście, czasami piszę też dla Onetu. Teksty z ostatnich trzech miesięcy:

Jak czytać więcej i dotrzymywać noworocznych postanowień

20 najgorszych rzeczy, które mogą przydarzyć się molowi książkowemu

Książki, które wprawią cię w wiosenny nastrój

Książki z fascynującymi dedykacjami

Sporo się działo, a kwiecień zapowiada się jeszcze bardziej interesująco - w najbliższych dwóch tygodniach czekają mnie dwa blogowo-książkowe wydarzenia! Szczegółów na razie nie zdradzę, ale mogę wyjawić, co mam zamiar czytać! Książki leżące na samej górze są wynikiem mojej najnowszej fascynacji kolejnym regionem świata :) Zaś dwa tomy po prawej stronie upolowałam wreszcie na allegro, zainspirowana przez Bibliomiśka!


Muszę chyba przestać udawać, że nie słyszę wołającego do mnie ciasta na mazurki. Życzę Wam spokojnych, zaczytanych i radosnych Świąt!

wtorek, 30 grudnia 2014

Kiedy ją przeczytałam, od razu wiedziałam - nieprędko przeczytam coś równie dobrego. Trochę to nawet smutne, że przez kolejne dwanaście miesięcy się to nie udało. Moją Książką Roku zostaje bowiem pierwsza książka, jaką w tym roku przeczytałam!

"Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" Davida Mitchella to książka doskonała - z przykuwającą uwagę fabułą, niespodziewanymi zwrotami akcji, fascynującym i mało znanym miejscem wydarzeń, wiernie odmalowanym tłem historycznym i bohaterami, którzy są od nas całkowicie inni, a jednak stają się nam bliscy. Jeśli jeszcze jej nie czytaliście, polecam z całego serca!

Dla przypomnienia, moje Książki Roku z poprzednich lat:

2013 - Sylvain Tesson "W syberyjskich lasach"

2012 - Elżbieta Cherezińska "Korona śniegu i krwi"

2011 - David Grann "Zaginione miasto Z"

2010 - Johan Theorin "Nocna zamieć"

2009 - Rabih Alameddine "Hakawati. Mistrz opowieści"

2008 - Cormac McCarthy "Droga"

2007 - Khaled Hosseini "Tysiąc wspaniałych słońc"

Jak co roku podsumowałam też swoje tegoroczne lektury i przeżyłam jedno wielkie zaskoczenie! Niektórzy czytelnicy tego bloga pamiętają zapewne, że przez lata co roku postanawiałam, że będę czytać więcej książek polskich autorów. Przed czasami Miasta Książek polskie książki stanowiły zaledwie ułamek moich lektur.

Podliczyłam więc książki przeczytane w 2014 roku i sytuacja wygląda tak:

Przeczytałam 56 książek, w tym:

Książki angielskie - 15

Książki amerykańskie - 8

Książki polskie - 29!!!! (Ok, w tym 13 takich, które czytałam już wcześniej, ale tych czytanych po raz pierwszy jest 16, czyli i tak najwięcej!)

Po jednej książce autora kanadyjskiego, nowozelandzkiego i chińskiego, jedna książka norweska i dwie szwedzkie (najwyraźniej nie był to u mnie rok kryminałów).

Wśród autorów moich lektur jest 25 kobiet i 17 mężczyzn. Niewiele czytałam w tym roku po angielsku, choć części angielskojęzycznych lektur nie liczę, jako że czytałam je do pracy i nie zawsze zapisywałam.

Największa porażka roku? Wiadomo - "Miasteczko Middlemarch"... Misja przechodzi na rok kolejny, ale już wiem, że nie dla mnie czytanie w odcinkach. Trudno mi się zmobilizować, by wrócić do odłożonej książki, chyba jednak przeczytam powieść George Eliot normalnie, w jednym kawałku...

56 książek to jak na mnie całkiem sporo. Oczywiście, nie równa się to z wynikami wielu innych blogerów, ale ja od lat staram się czytać mniej, a za to uważniej. Czytam po angielsku, próbuję czytać w innych językach, a to zdecydowanie nie idzie szybko (zwłaszcza próby czytania po indonezyjsku, które niedawno podjęłam). To zresztą w ogóle był dla mnie rok nowych języków - zrobiłam wreszcie zauważalne postępy w chińskim, a indonezyjski wprawdzie cierpi na tym nieco, ale go nie zarzucam, a ostatnio wznowiłam regularne lekcje, nieco nietypowe, bo za pośrednictwem Skype'a :)

Mam nadzieję, że 2015 będzie równie dobrym, a może nawet lepszym rokiem. Rokiem dobrych książek, pięknych podróży, wielu dobrych chwil. Rokiem zdrowia i spokoju. Czego sobie, a przede wszystkim Wam wszystkim życzę, z podziękowaniem za kolejny rok, podczas którego poświęcaliście swój czas na czytanie Miasta Książek!


czwartek, 25 września 2014

Kto śledzi blogi książkowe zapewne już wie, że grupka blogerów wyszła na chwilę ze swoich pełnych książek, kocyków i herbat kącików, aby spotkać się ze sobą, pisarzami i redakcją magazynu Książki w siedzibie Agory. Relacji z tego wydarzenia pojawiło się już kilka, ale i ja postanowiłam coś od siebie napisać. Tym bardziej, że im bliżej początku roku akademickiego i nieuchronnych rozczarowań, że nie wszystkim sonety Szekspira podobają się tak bardzo, jak mnie, a Keats miał zachwycać, ale nie zachwyca, tym bardziej mam ochotę podzielić się niezwykłą radością płynącą ze spotkania z ludźmi, którzy nie mogą sobie wyobrazić milszej soboty niż tej spędzonej na rozmowach o książkach, pisarzach i pisaniu.

A ja przecież narzekać nie mogę. O książkach mogę mówić w pracy do upojenia, i w dodatku niektórzy nawet to, co mówię, o zgrozo, notują! Mam czytających przyjaciół, z którymi też o książkach rozmawiam, i to często. A jednak takie blogerskie spotkanie oznaczało dla mnie praktycznie 16 godzin rozmawiania o książkach! Możecie sobie to wyobrazić? Czysta radość i pozytywne emocje na cały długi tydzień.

16 godzin, bo dzień zaczął się o 6 rano, gdy na dworcu głównym w Poznaniu spotkałam się z Moniką. Miałyśmy zamiar przespać się choć trochę - ha ha, wolny żart. Przegadałyśmy całą drogę. Na dworcu centralnym czekała już na nas Agnieszka, a wkrótce dołączył Zacofany w lekturze, który już w ogóle samymi książkami żyje, bo nawet śniadania jeść nie chciał. Chyba że nasze ploteczki ze świata blogowo-literackiego odebrały mu apetyt!

W Agorze zaś masa ludzi znanych i nieznanych - część nieznanych okazała się całkiem dobrze znana, choć nigdy nie spotkaliśmy się twarzą w twarz. Jednak wystarczyło mi rzucić okiem na karteczkę z nazwą bloga i już wiedziałam, że na przykład Kasia i Ania są moimi dobrymi znajomymi. Wierzcie mi - to niezwykle miłe uczucie!


Zdjęcia: Ann RK

Samo spotkanie ciekawe. Poza oczywistymi atrakcjami, takimi jak wywiad z Ignacym Karpowiczem i prawdziwie uwodzicielski wykład Mariusza Szczygła o uwodzeniu czytelników, dla mnie bardzo interesująca była część, w której redaktorzy magazynu Książki opowiadali o swoim pomyśle na to pismo. Po pierwsze, przekonałam się, że podobieństwo do New York Review of Books nie jest przypadkowe. Po drugie, okazało się, że ich filozofia jest bardzo zbieżna z moimi oczekiwaniami (choć podobno większość czytelników uważa inaczej) - stawiają na poszerzanie horyzontów czytelnika, przybliżając mu ważne i intrygujące książki nie wydane po polsku, opowiadają o tym, co na szerokim świecie słychać, konsekwentnie i na tyle skutecznie, że ukazuje się właśnie czternasty numer magazynu. Jest to zresztą numer nieco odświeżony, pojawiają się w nim nowe działy, zasugerowane przez przepytanych czytelników, i muszę przyznać, że też ich pojawienie się witam z radością. Chętnie będę czytać o książkach dla dzieci, przeglądać nowości kwartału i tematyczne zestawienia książek. Oby tylko nie zniknął dział z książkami, które czyta świat, który po prostu uwielbiam!


Było też trochę wygłupów, fotografowania się przy ściance, którą specjalnie przygotowała redakcja - udało się nawet namówić Ignacego Karpowicza do wspólnych zdjęć!

Na zdjęciu od lewej: ja, Ignacy Karpowicz, Aga

Po spotkaniu część nieoficjalna, kontynuowana w zatłoczonym pociągu, tym razem w szerszym składzie. Myślę, że kiedy wszystkie wyciągałyśmy najpierw magazyn Książki, a potem coraz to kolejne lektury, stanowiłyśmy dość nietypowy (niestety!) widok.

Jeśli macie ochotę zobaczyć, jak wyglądają na żywo pogrążeni na co dzień w książkach blogerzy, obejrzyjcie krótki film, który przygotowali organizatorzy spotkania!


A jeśli też chcielibyście się ze mną i z innymi molami książkowymi spotkać, to wpiszcie do kalendarza poznański Festiwal Fabuły. Tak mi się jakoś dziwnie wydaje, że większość blogerów będzie można spotkać na Zamku 17 i 18 października!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
Wyróżnienia
Top 5 najnowszych lektur
Bliskie mi adresy
Najpopularniejsze notki
O mnie
Przeczytane w 2017
Przeczytane w 2016
Przeczytane w 2015
Przeczytane w 2014
Przeczytane w 2013
Przeczytane w 2012
Przeczytane w 2011
Przeczytane w 2010
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2007
Akcje czytelnicze Miasta Książek
Polskie blogi o książkach - polecam!
Blogi różne (polecam!)
Angielskie strony o książkach
Angielskojęzyczne blogi o książkach
Napisz do mnie
Podziel się czytaniem
Szablon pochodzi stąd
Zdarzyło się dziś
Tagi



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...