dzielnica Nobla

czwartek, 08 października 2009

Co roku świat literacki wstrzymuje oddech, czekając na ogłoszenie literackiej nagrody Nobla. Tym razem nie. Na blogu The Literary Saloon już wczoraj można było znaleźć specjalną stronę poświęconą Hercie Müller, dzień przed ogłoszeniem werdyktu Szwedzkiej Akademii. Pisałam też o jej prawdopodobnej wygranej na Forum Książki dzisiaj rano.

Nie trzeba było żadnych cudownych mocy, żeby to przewidzieć, wystarczyło przeanalizować zakłady obstawiane w Wielkiej Brytanii. Ubiegłoroczny laureat J.M.G. Le Clézio początkowo obstawiany był średnio, 14/1, ale w ostatniej chwili jego szanse dramatycznie wzrosły do 2/1. Herta Müller jeszcze kilka dni temu obstawiana była bardzo słabo - 50/1, ale w ostatnich dniach nagle podskoczyła na 7/1. Dziwny zbieg okoliczności...

Wygląda na to, że Szwedzka Akademia ma jakiś przeciek. I to poważny. Wyciekanie informacji drugi rok z rzędu jest moim zdaniem niedopuszczalne. Zwłaszcza, że docierają one nie gdzie indziej, tylko do bukmacherów.

Członkowie Akademii chyba zdali sobie sprawę z sytuacji, ponieważ w ostatniej chwili próbowali ją ratować. Sekretarz Akademii Peter Englund wygłosił przedwczoraj komentarz, w którym stwierdził, że literacki Nobel staje się zbyt eurocentryczny i że wielu pisarzy amerykańskich zasługuje na nagrodę. "W wielu językach są autorzy, którzy naprawdę zasługują i mogliby dostać Nobla, dotyczy to także USA i obu Ameryk." Ciekawe, że rok temu jego poprzednik na stanowisku sekretarz Szwedzkiej Akademii, Horace Engdahl, twierdził coś zgoła przeciwnego, określając literaturę amerykańską jako wyspiarską i zbytnio skoncentrowaną na własnej kulturze masowej.

Englund stwierdził we wtorek, że członkowie Akademii powinni pracować nad swoim eurocentryzmem. Oczywiście od razu po drugiej stronie Atlantyku posypały się spekulacje na temat szans Philipa Rotha i Joyce Carol Oates. Nie znalazły one jednak wyraźnego odzwierciedlenia u bukmacherów i, jak dzisiejszy werdykt wskazuje, członkowie Akademii nie podzielają poglądów Englunda.

Niezależnie jednak od tego, czy podoba nam się coraz bardziej europejski Nobel, Akademia powinna chyba popracować nad tajnością werdyktu. A swoją drogą, chciałabym doczekać czasów, gdy Nobel będzie przyznawany według słów Englunda: "Akademia powinna szerzej interpretować granice między tym, co jest, a co nie jest literaturą." Nobel ma wielką siłę oddziaływania i pomimo wszelkich kontrowersji jest wciąż najbardziej medialną z nagród. Herta Müller z pewnością na nagrodę zasługuje - pisze pięknie, przejmująco, niezwykle trafnie, jednak to znowu literatura zaangażowana, głównie dotycząca życia w społeczeństwie totalitarnym, czyli znowu, jakby nie patrzeć, nieco polityczna. No i oczywiście znowu europejska. A tak chciałabym za sprawą Nobla zobaczyć w naszych księgarniach książki z jakiegoś odległego kraju, napisane świeżo, zaskakująco, inaczej. Chciałabym też zobaczyć nagrodzonego reportażystę, może kiedyś nawet pisarza science-fiction, czemu nie? Cieszę się, że w tym roku nagrodzono niewątpliwie wielką pisarkę, może nawet dzięki temu sięgnę po kolejne jej książki (czytałam tylko "Sercątko), ale w przyszłym roku będę trzymać kciuki za kogoś z innego kontynentu. No, chyba że wygra Adam Zagajewski, to wszystko odwołam;)

czwartek, 09 października 2008

Literacką nagrodę Nobla dostał Jean-Marie Gustave Le Clézio.

Nie będę udawać, że wiem, kto to jest. Za to mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Akademia wybrała dokładnie tak, jak chciałam - nieznanego mi pisarza o dużym dorobku, którego z ciekawością będę odkrywać. Cieszą się zapewne też wydawcy, którzy będą mogli wydać po polsku nietłumaczone dotąd 27 powieści.

Przejrzałam pobieżnie informacje dotyczące Le Clézio, i trochę się dowiedziałam. To sześćdziesięcioośmioletni pisarz, którego rodzina pochodzi z Mauritiusa, a on sam mieszkał, lub pomieszkiwał już w Stanach, Nigerii, Meksyku, Maroku i Korei. Jest autorem trzydziestu powieści, z których pierwsze należały do nurtu tzw. nouveau roman, czyli nowej powieści, która eksperymentuje z formą i językiem. Późniejsze powieści odbiegają już od tego nurtu i są bardzo różnorodne. Część została napisana pod wpływem fascynacji kulturą Indian meksykańskich oraz wyspiarzy Oceanu Indyjskiego, część to wspomnienia, są też utopie, eseje i opowiadania. Po polsku jak dotąd ukazały się trzy powieści - "Protokół", "Pustynia" i "Onitsza" (dwie ostatnie od razu zaczęły osiągać niezłe ceny na allegro;)). PIW, który w ciągu zeszłego roku systematycznie wydawał powieści ubiegłorocznej noblistki Doris Lessing, wykazał się zdumiewającą intuicją i jeszcze w tym miesiącu opublikuje powieść Le Clézio "Urania".

Ze strony wydawcy:

Urania to powieść-bajka opisująca ów meksykański palimpsest, gdzie w pęknięciach współczesności, na marginesie świata zysku i wyzysku, racjonalnych wymogów i mizerii duchowej egzystuje zapomniana kraina.
Urania to mityczny świat powstały w wyobraźni małego chłopca. Ów chłopiec, Daniel, dorasta, jako geograf odwiedza Meksyk, by odbyć badania czarnych wulkanicznych ziem. Wówczas marzenie o Uranii powraca. Daniel spotyka Metysa, od którego dowiaduje się o tajemniczym miejscu Campos, zamieszkanym przez ludzi żyjących w harmonii z naturą. Narasta w nim pragnienie poznania tego miejsca.
Tak zaczyna się niezwykła opowieść o Campos, gdzie dzieci nie chodzą do szkoły, ale uczą się życia, nie znają prawideł matematyki, ale poznają prawdę. Mieszkańcy Campos nie używają pieniędzy, zaufanie, miłość zastępują im prawo. Nie mają religii, a może wszystko jest dla nich religią. Campos to przywołany duch dawnych społeczności Michoacanu, uporczywa próba urzeczywistnienia indiańskiego snu na obrzeżach wielkich plantacji. Próba od samego zarania skazana na niepowodzenie. Sen śniony w świecie, który nie śni, który w zuchwały sposób stawia opór marzeniom.

W języku angielskim dostępnych jest kolejne kilka tytułów, sądzę jednak, że polskie tłumaczenia będą się ukazywać regularnie w ciągu roku.

Nie będzie więc chyba w tym roku zarzutów wobec Akademii o przyznanie Nobla według politycznego klucza. Nagrodę otrzymał pisarz ceniony, uznawany za klasyka literatury francuskiej, a jednocześnie, co z punktu widzenia zwykłego czytelnika jest chyba szczególnie ważne, wciąż piszący i publikujący dobre powieści. Jestem go bardzo ciekawa, zwłaszcza tych indiańskich i wyspiarskich inspiracji! Miło jest też mieć przekonanie, wyrobione doświadczeniami z kilku ostatnich lat, że wydawcy zapewne staną na wysokości zadania i za kilka miesięcy zasypią nas kolejnymi tytułami:)

czwartek, 02 października 2008

Do literackiego Nobla jeszcze na pewno ponad tydzień, a tymczasem w anglojęzycznych czasopismach i na blogach, zwłaszcza za oceanem, zawrzało po tym, jak sekretarz Akademii Szwedzkiej Horace Engdahl publicznie wygłosił mocno kontrowersjną opinię na temat literatury amerykańskiej. Muszę przyznać, że aż mnie zamurowało, gdy to przeczytałam, a teraz z niekłamanym rozbawieniem i fascynacją śledzę gorącą dyskusję.

Pan Engdahl bowiem, stwierdził, że europejskie pochodzenie większości laureatów literackiego Nobla nie jest przypadkiem, ponieważ:

 "Oczywiście wielkie kultury mają silną literaturę, ale nie da się zaprzeczyć temu, że Europa jest wciąż centrum literackiego świata... nie Stany Zjednoczone."

Dalej stwierdził, że pisarze amerykańscy są zbyt wyczuleni na wszelkie trendy w kulturze masowej, a to obniża jakość ich dzieł.

"Stany są odizolowane, wyspiarskie. Brak wystarczającej liczby tłumaczeń wyklucza ich uczestnictwo w wielkim dialogu literatury. Taka ignorancja ogranicza."

Trudno się dziwić, że na głowę Engdahla posypały się gromy, w przeważającej części pochodzące oczywiście zza oceanu. Harold Augenbraum, dyrektor US National Book Foundation, zaoferował się wysłać sekretarzowi Akademii Szwedzkiej listę lektur, które rozwieją jego własną ignorancję. David Remnik, wydawca New Yorkera, stwierdza, że Akademia, która pominęła wielu wybitnych pisarzy, takich jak choćby Joyce, Proust i Nabokov, nie ma prawa oskarżać nikogo o ignorancję i zły smak. Wielu wybitnych profesorów literatury zabrało głos. Nawet jeśli więc wypowiedź Engdahla była jedynie prowokacją mającą na celu podgrzanie atmosfery przed ogłoszeniem nagrody, prowokacją, dodajmy bardzo udaną, to zapoczątkowała bardzo ciekawą i ważną moim zdaniem dyskusję. Trudno bowiem zaprzeczyć, że literatura amerykańska wywiera ogromny wpływ na literaturę europejską. Dlaczego więc wpływ ten w drugą stronę jest mniejszy? Czy faktycznie Amerykańscy pisarze są gorsi (i według jakich kryteriów mamy to ustalić) tylko dlatego, że nie znają prac swoich kolegów po fachu piszących w językach innych niż angielski?

Takie założenie znakomicie pasuje do opinii o politycznym wymiarze nagrody Nobla. Dlaczego bowiem ma wielka literatura być dialogiem z innymi kulturami? Czy nie jest tak, że literatura wyrasta z lokalnej społeczności, z doświadczenia bliskiego, a przecież trudno zaprzeczyć, że Amerykanie żyją w pewnym oddaleniu od europejskiego "centrum". My, Europejczycy, z łatwością przemieszczamy się między krajami, zwłaszcza obecnie, literatury poszczególnych krajów są tłumaczone na inne języki. Świadczy to jedynie o odrębności europejskich i amerykańskich doświadczeń, a nie o wyższości jednych nad drugimi.

Zresztą, jak wielu krytyków przypomina, Ameryka nie jest odcięta od innych kultur, wręcz przeciwnie, absorbuje je w postaci licznych imigrantów. Nagrodzoną Pulitzerem powieść "Brief nad Wondrous Life of Oscar Wao" autorstwa imigranta z Dominikany Junota Diaza, którą właśnie zaczynam, trudno uznać za odizolowaną i ignorancką, a jest to tylko jeden przykład z wielu.

Na pewno Amerykanie tracą wiele, nie mając dostępu do bogactwa literackiego Starego Świata - powieści napisane w językach innych niż angielski praktycznie nie istnieją na amerykańskim rynku. Nie umniejsza to jednak klasy tworzących tam pisarzy, z których zresztą trójkę - Rotha, Updike'a i J.C. Oates wymienia się od lat jako potencjalnych zdobywców Nobla.

Zaczęłam się zastanawiać, czy Europa nie zostanie kiedyś uznana za prowincjonalną i odizolowaną literacko przez jakiś naród azjatycki. Czy naszej kultury literackiej i ciekawości świata wystarczy, aby tłumaczenie książek chińskich, wietnamskich czy malajskich było opłacalne dla naszych wydawców - tylko wtedy przecież będą się one u nas ukazywać. I czy skoro literatura polska, szwedzka, fińska, niemiecka itd. nie przynosi zysków w Stanach, to czy wydawanie jej za pieniądze państwa przyniesie skutek w postaci zwiększonego zainteresowania ze strony amerykańskiego czytelnika?

Temat wydaje mi się dość ciekawy, zaś zażarte dyskusje i polemiki są naprawdę ciekawe - miło widzieć, jak zażarcie Amerykanie bronią swoich literatów. I co najwyżej tylko lekko się ubawiłam, gdy zerknęłam na listę 10 dotychczasowych noblistów amerykańskich, często przywoływanych jako argument w dyskusji. Wygląda ona tak:

Sinclair Lewis, Eugene O’Neill, Pearl Buck, William Faulkner, Ernest Hemingway, John Steinbeck, Saul Bellow, Isaac Bashevis Singer, Czeslaw Milosz, Toni Morrison

Niektórzy przywołują nawet T. S. Eliota, co jest już zdecydowaną przesadą, bo o ile Miłosz i Singer faktycznie amerykańskie obywatelstwo przyjęli, to Eliot porzucił Amerykę całkiem świadomie na rzecz Anglii i wszystkiego, co się z byciem Anglikiem wiąże. Chyba w grobie by się przewrócił, słysząc że jego zasługi dla literatury amerykańskiej są przywoływane w takiej dyskusji.

Atmosfera wkół Nobla zdecydowanie się jednak podgrzała i kto wie, czy w związku z tym nie należy się spodziewać właśnie amerykańskiego laureata;)

czwartek, 11 października 2007

No cóż, chciałam nieznanego pisarza do odkrycia, a mam pierwszą od kilku lat Noblistkę, której książki czytałam. Nie mogę jednak powiedzieć, że sie rozczarowałam i nie dołączę do licznej grupy malkontentów, ponieważ uważam Doris Lessing za dobrą pisarkę, której nie zna niestety nie tylko większość czytelników w Polsce, ale nawet studenci literatury angielskiej. Zresztą jakżebym miała się nie cieszyć z angielskiego Nobla;)

Pokrótce - Doris Lessing urodziła się w Persji (obecnym Iranie) w 1919. Jako dziecko wyjechała z rodzicami do Południowej Rodezji (Zimbabwe), gdzie spędziła dzieciństwo i młodość. Do Anglii przyjechała po raz pierwszo dopiero w wieku lat trzydziestu. Przywiozła ze sobą rękopis swojej pierwszej powieści, "The grass is singing". Książka odniosła ogromny sukces i zapoczątkowała karierę Lessing.

Czytałam tę książkę jeszcze na studiach i chętnie ją sobie odświeżę. Jej bohaterka, Mary, mieszkająca podobnie jak sama autorka w Rodezji, opuszcza rodzinną farmę i przenosi się do miasta, aby zakosztować wolności. Chce być niezależna, ale gdy słyszy od znajomych, że nigdy nie wyjdzie za mąż, ale podświadomie zaczyna szukać mężczyzny. Poznaje Dicka, farmera, wychodzi za niego, tym samym wkraczając w świat, którego nie zrozumie i i który znienawidzi. Nienawidzi swojego małego, dusznego domu, krajowców, upału, samotności, a nawet swojego męża. Lata mijają, ona zapada się coraz głębiej w swoją samotność i frustrację, aż w końcu zwraca się do jedynego człowieka, u którego może znaleźć ciepło i pocieszenie - do tubylczego kucharza. Nie zdaje sobie sprawy, że przekraczając niepisaną granicę między czarnymi i białymi rzuci kamyk, który wywoła lawinę zdarzeń i ostatecznie doprowadzi do tragedii.

Doris Lessing wywołała prawdziwą burzę tę powieścią, w której czystym i donośnym głosem opowiedziała się przeciwko hipokryzji, nierówności, rasizmowi. Mary, którą targają wewnętrzne konflikty, jest ofiarą i sprawczynią jednocześnie, wszystko zaś dzieje się w pięknej scenerii afrykańskiej, opisanej szczegółowo i z pietyzmem. Nie wiem, czy wydano ją po polsku, ale jeśli nie, to mam nadzieję, że na fali zainteresowania pojawi się w pierwszej kolejności.

Najbardziej znaną powieścią jest chyba "The Golden Notebook", wspomniany nawet w uzasadnieniu dzisiejszej nagrody. To dość ekperymentalna powieść utrzymana w konwencji Bildungsroman o powieściopisarce dotkniętej niemocą twórczą. Próbując zapanować nad ogarniającym ją obłędem zaczyna pisać pamiętniki. Pamiętników jest pięć, każdy w innym kolorze: czarny do opisywania swoich zmagań twórczych, czerwony do spraw politycznych, niebieski do codziennych, żółty o związkach i uczuciach oraz złoty, który stanowi klucz do jej wyzdrowienia. Narratorka ma obsesję na punkcie różnych sposobów odczytania tego samego tekstu, a jej pamiętniki są próbą uporządkowania chaosu, w którym żyje.

Doris Lessing to pisarka nierówna, wiele jej powieści zostało dość kiepsko ocenionych przez krytykę i czytelników. Tym niemniej tematy przez nią poruszane oraz ciągłe ekperymentowanie z formą i językiem są niezwykle interesujące, a moim zdaniem jej dość nieudana przygoda z science-fiction świadczy tylko o tym, że szukając swojego głosu nie przejmowała się konwenansami. Chcąc zresztą zwieść krytykę, opublikowała część powieści pod pseudonimem Jane Somers, i podobno świetnie bawiła się recenzjami, których autorzy nie wiedzieli nic o autorce, którą recenzują i przez to skupiali się faktycznie na samym tekście.

To, co mi najbardziej podoba się u Doris Lessing, to jej kompletne oderwanie od jakichkolwiek etykietek. Choćby ostatnia powieść, "The Cleft" - dziwna, jednocześnie antykobieca i antymęska dystopia stawia autorkę w wyraźnej sprzeczności z jej wizerunkiem ikony ruchu feministycznego. Rozpiętość gatunków od realizmu społecznego przez fantastykę do powieści ekperymentalnej i politycznej, autoironia i humor, idealizm polityczny i społeczny - czego chcieć więcej od laureatki nagrody Nobla? Moim zdaniem to całkiem zasłużony laur, który potwierdza tylko wyjątkowo mocną pozycję literatury brytyjskiej w świecie (w ciągu ostatnich sześciu lat, trzech laureatów to Brytyjczycy - Naipaul, Pinter i teraz Lessing). Cóż, Brytyjczycy nie potrafią może gotować, są kiepskimi kochankami, pogodę mają kiepską a temperament nijaki, ale potrafią pisać powieści. I choć większość z tych stwierdzeń to oczywiście stereotypy, ostatnie z nich jest niewątpliwie prawdziwe.

| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
Wyróżnienia
Top 5 najnowszych lektur
Bliskie mi adresy
Najpopularniejsze notki
O mnie
Przeczytane w 2017
Przeczytane w 2016
Przeczytane w 2015
Przeczytane w 2014
Przeczytane w 2013
Przeczytane w 2012
Przeczytane w 2011
Przeczytane w 2010
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2007
Akcje czytelnicze Miasta Książek
Polskie blogi o książkach - polecam!
Blogi różne (polecam!)
Angielskie strony o książkach
Angielskojęzyczne blogi o książkach
Napisz do mnie
Podziel się czytaniem
Szablon pochodzi stąd
Zdarzyło się dziś
Tagi



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...