na zakupach

czwartek, 03 grudnia 2015

Ktoś mi zabrał spory kawałek jesieni. Chętnie przyjęłabym go z powrotem, ale powiedzmy, że wystarczy mi, jeśli zima okaże się mniej męcząca i da mi trochę więcej na czytanie i blogowanie!

Całkiem niedawno dotarło do mnie, że zaginięcie listopada oznacza, że niepostrzeżenie nadszedł czas kupowania prezentów gwiazdkowych! Przypomniały mi o tym maile z pytaniami o książki pod choinkę i z prośbami o polecenie czegoś dla dziecka / mamy / przyjaciółki. Chociaż więc urósł mi pokaźny stos przeczytanych książek, które proszą się o wzmiankę na blogu, zacznę od listy prezentowej, w międzyczasie układając sobie w głowie to, co myślę o swoich ostatnich lekturach.

Zacznijmy od książek dla kogoś, kto na pewno się z nich ucieszy, ale nie znaczy to, że łatwo mu taki prezent kupić. Jeśli macie w rodzinie mola książkowego, zapewne boicie się kupować mu książki. Przecież taka osoba wszystko ma, wszystko czytała, a poza tym ma pewnie dość konkretny gust... Rozumiem to, bo wiem, z czym zmaga się moja rodzina, chcąc kupić książkę dla mnie! O podpowiedzenie książki dla kogoś, kto bardzo dużo czyta prosiło mnie ostatnio kilka osób. Przygotowałam więc małą ściągę, wykorzystując dwie metody - po pierwsze, wypisałam tytuły, które sama chętnie znalazłabym pod choinką, a po drugie, przepytałam kilku zaprzyjaźnionych blogerów książkowych. Jeśli macie w rodzinie zapalonego czytelnika, być może ucieszy się z którejś z poniższych książek:

Wisława Szymborska "Wszystkie lektury nadobowiązkowe" Wyd. Znak

 

 

Pozycja najczęściej wymieniana. Jest tak pokaźna pod względem objętości, że zapewne niejeden mól książkowy odłożył jej zakup na później, zdając sobie sprawę, że szybko jej nie przeczyta. Jednocześnie każdy chyba chciałby ją mieć, bo kto nie lubi czytać o książkach? Zwłaszcza, jesli błyskotliwie i niebanalnie opowiada o nich sama Wisława Szymborska?

 

 

 

Jan Potocki "Rękopis znaleziony w Saragossie", tłum. Anna Wasilewska, Wydawnictwo Literackie

 

Podobnie jak z Szymborską - książka gruba i niezbyt tania, jest więc spora szansa, że dana osoba jej jeszcze nie ma. A że jest piękna, na nowo przetłumaczona i ogólnie kusi, to może być dobrym prezentem.

 

 

 

 

 

 J. K. Rowling "Harry Potter i Kamień Filozoficzny", tłum. Andrzej Polkowski, Wyd. Media Rodzina - wydanie ilustrowane

 

Dziwna propozycja? Moim zdaniem wcale nie - to przepiękne wydanie z ilustracjami Jima Kaya, który naprawdę dobrze wywiązał się z zadania. W książce jest ponad sto ilustracji, całość jest na papierze kredowym, w twardej okładce z obwolutą. To praktycznie album, idealny dla każdego miłośnika Harry'ego Pottera. Warto też zastanowić się, czy to nowe, ilustrowane wydanie nie jest dobrym pretekstem do tego, żeby sprawić komuś (lub sobie) wersję anglojęzyczną? Równie piękna, właściwie identycznie wydana, do kupienia na przykład tutaj (choć cena mało atrakcyjna).

Brandon Stanton "Humans of New York. Ludzie Nowego Jorku", tłum. Bartosz Czartoryski, Wyd. SQN

 

Przepiękny album, który jest efektem pasji jednego człowieka. Brandon Stanton od lat fotografuje mieszkańców Nowego Jorku. Zdjęcia wraz z krótkimi historiami zamieszcza na facebookowym fanpage'u, a 400 z nich tworzy ten album. Myślę, że wielu zapalonych czytelników ucieszy się z takiego prezentu - kto nie kocha Nowego Jorku?

 

 

 

 

Salman Rushdie "Dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy", tłum. Jerzy Kozłowski, Wyd. Rebis

 

Ten wybór podyktowany jest przede wszystkim datą wydania - nowa, bardzo intrygująca książka Rushdiego ukazała się tak niedawno, że istnieje spora szansa, że nasz rodzinny mól książkowy nie zdążył jej sobie kupić. A kupić na pewno warto, bo po pierwsze Rushdie ciekawym i dobrym pisarzem jest, a po drugie, recenzje angielskie są bardzo zachęcające. Piękne wydanie, w sam raz pod choinkę!

 

 

 

 Agnieszka Wójcińska "Perspektywa mrówki", Wyd. Czarne

 

Kolejna świeżynka, wydana pod koniec listopada. Wcześniejszy zbiór rozmów z reporterami ("Reporterzy bez fikcji") cieszył się wielką popularnością, miłośnicy reportażu na pewno więc ucieszą się z jego kontynuacji. Zresztą jeśli chodzi o reportaże to jest w czym wybierać! Z nowszych tytułów na pewno dobrym wyborem będą "Wszyskie ziarna piasku" Bartka Sabieli (Wyd. Czarne) albo "Wielki gracz" Maxa Cegielskiego (Wyd. Karakter).

 

 

 

 

 Zbigniew Herbert "Wiersze zebrane", Wydawnictwo a5

 

To może nie jest standardowa propozycja, ale moim zdaniem nie jest też całkiem kiepska. Poezję kupujemy raczej rzadko, ale wiersze takie jak Herberta bronią się same. Można po nie sięgać od czasu do czasu, przeżywać je potem, przypominać sobie, wypisywać takie, które są dla nas ważne. Taki prezent łatwo też opatrzyć osobistą dedykacją.

 

 

 

 

Propozycji może być jeszcze wiele. "Eseje wybrane" Virginii Woolf, wydane niedawno przez Karakter, to piękna i mądra książka. Jeśli chcielibyście podarować komuś dobrą powieść to trochę bez echa przeszła również niedawno wydana książki Jhumpy Lahiri "Zagubieni wśród hiacyntów" - nagradzana i wciągająca. Świetna jest także debiutancka powieść Nathana Filera "Zapytaj księżyc", której narratorem jest chory na schizofrenię chłopak. Wielbiciele opasłych powieści historycznych powinni ucieszyć się z "Nowego Jorku" Edwarda Rutherfurda - bardzo obszernej, przypominającej cegłę powieści o historii tego niezwykłego miasta. Wszystkie te tytuły ukazały się na rynku całkiem niedawno, a że jesień obfitowała w atrakcyjne nowości wydawnicze, jest szansa, że mól książkowy, którego chcecie obdarować, nie zdążył sobie jeszcze tych pozycji kupić!

Dorzucicie coś do mojej listy? Co dalibyście osobie, która czyta dużo i różnorodnie? Albo innymi słowy - co sami chętnie znaleźlibyście pod choinką?

wtorek, 18 grudnia 2012

Szczerze mówiąc, w tym roku nawet nie myślałam o tym, czy chciałabym jakieś książki pod choinkę - mam takie ilości nieprzeczytanych książek i taki deficyt miejsca na półkach, że dokładanie kolejnych jest szaleństwem. Z drugiej strony, to że książka jest dla mnie zawsze idealnym prezentem, rozumie się samo przez się:) Pozazdrościłam więc dziewczynom robiącym spisy książek, które chętnie znalazłyby pod choinką (ciekawe listy znajdziecie np. u Kasi.eire, Dabarai i postanowiłam, że też sobie zrobię - ku pamięci, a może komuś się ta lista przyda w ramach inspiracji przy szukaniu prezentów dla bliskich:)

1. W ostatnich miesiącach wydaje się u nas trochę klasyki angielskiej - wydania są naprawdę ładne, często są to nowe lub wręcz pierwsze tłumaczenia. Chętnie uzupełniłabym sobie biblioteczkę o te pozycje i sądzę, że ucieszyłyby niejednego mola książkowego.

Henry James "Opowiadania nowojorskie"

Henry James "O czym wiedziała Maisie"

Anne Brontё "Agnes Grey"

Anne Brontё "Lokatorka Wildfell Hall"

2. Moim zdaniem, dobrym prezentem jest zawsze dobry reportaż, można nadrobić zaległości, bo naprawdę dużo świetnych rzeczy się u nas w tej dziedzinie wydaje! Na liście nie może też zabraknąć książek podróżniczych, bo kiedy, jak nie w długie zimowe wieczory najprzyjemniej snuje się plany dalekich podróży?

Andrzej Dybczak "Gugara"

Mirosław Kowalski "Szkatułka pełna Sahelu. Subsaharyjska ballada"

3. Coś z historią w tle też się dobrze czyta zimą...

Laurel Corona "Córka markizy"

4. Nie wspominając o kryminałach.

Åke Edwardson "Pokój numer 10"

Tomasz Bochiński, Agnieszka Chodkowska-Gyurics "Pan Whicher w Warszawie" - przyznam, że trochę zachłysnęłam się na widok tej książki, bo to jest o TYM panu Whicherze! Ktoś z Was czytał i poleca?


A poza tym chciałabym taki szalik:) Z fragmentem "Dumy i uprzedzenia". "Perswazje" też mogłyby być:)



piątek, 03 sierpnia 2012

Właściwie stosik częściowo tylko jest z Yorkshire, ponieważ część książek kupiłam w Londynie, gdzie spędziłam kilka dni w zeszłym tygodniu. Jak zwykle miałam zamiar się ograniczać, i choć patrząc na zdjęcia trudno to będzie zauważyć, tym razem nawet mi dość wychodziło;) Nie wiecie nawet, ile świetnych książek brałam do ręki, przeglądałam i odkładałam... Tak czy inaczej, bardzo jestem z nabytków zadowolona, zrobiłam nawet trochę czystek na półkach, dzięki czemu większość będę miała gdzie upchnąć... Na początek tradycyjnie z Lucy, która normalnie fotografować się nie bardzo daje, ale jak widzi obiektyw skierowany w stronę książek, to się sama pcha;)

I zbliżenia, w dwóch częściach:

A Country House Companion to właściwie zbiór cytatów i ciekawostek na temat życia w wiejskich rezydencjach. Mark Girouard to nie tylko znawca tematu, ale także świetny gawędziarz (o innej jego książce pisałam tu i tu), jego książki biorę w ciemno.

The English Gentlewoman Flory Fraser to książka mi już dobrze znana, ale nie miałam swojego egzemplarza - to taka przekrojowa historia społeczna kobiet z wyższych sfer, trochę ogólnikowa ze względu na skalę tematu, ale wciągająca i dobrze napisana.

Peter Ackroyd z kolei to bardzo znany autor, który wprawdzie napisał sporo powieści, ale specjalizuje się w biografiach. Na swoim koncie ma kilka biografii bardzo nietypowych - biografia Londynu (rewelacyjna, i w dodatku wydana niedawno po polsku przez Zysk i S-ka), biografia Wenecji, biografia Tamizy. Jego najnowszy projekt jest chyba najbardziej ambitny - historia Anglii w kilku tomach. Pierwszy ukazał się nie tak dawno temu - miałam zamiar go zamówić, a tymczasem wypatrzyłam dosłownie za grosze na jakiejś wyprzedaży.

Wierni i uważni czytelnicy Miasta Książek pewnie już zauważyli, że z wielu wyjazdów przywożę książki Petera Matthiessena. To mój ukochany autor książek o przyrodzie. Rzadko o nich piszę, bo też i rzadko czytam je od deski do deski (wyjątkiem jest "Śnieżna pantera", którą czytam prawdopodobnie przynajmniej raz w roku). Zazwyczaj podczytuję je od czasu do czasu, ciesząc się pięknem języka. Tutaj piękne, albumowe wydanie książki o Antarktydzie, kupione w sklepie typu "Wszystko za funta"... I jak tu nie kochać Anglii?

Kolejny tytuł jest typowo akademicki, ale nie macie pojęcia, jak się z tego znaleziska ucieszyłam! "Women of quality: Accepting and Contesting Ideals of Femininity in England, 1690 - 1760", na Amazonie kosztuje nieprzyzwoicie dużo, jak to książki akadmickie niestety. Wypatrzona za cenę wielokrotnie niższą w małej księgarni w Sedbergh, gdzieś pomiędzy wzgórzami Yorkshire Dales.

Dalej kolejna opowieść o jednym z Jerzych, przyda się przy przygotowywaniu kolejnej edycji wykładów osiemnastowiecznych:) "Georgian delights" - w tym samym temacie, a konkretnie czym się zachwycali i jak bawili poddani królów Jerzych. I z powodu mojej nieuwagi lekko obcięte listy niesłychanie interesującej kobiety, której sylwetka kiedyś pojawi się w moim cyklu dotyczącym pierwszych pisarek angielskich - Lady Mary Wortley Montagu - z tej samej księgarni z Sedbergh, w dodatku w moim ulubionym wydaniu Everyman's Library.

W drugiej części stosiku aż trzy książki, które zdobyły nagrodę Ondaatje, o której niedawno pisałam. "The places in between" o pieszej podróży przez Afganistan, "Hearing birds fly" o uczeniu angielskiego w wiosce w Mongolii, i tegoroczna laureatka, "The sly company of people who care", indyjski pisarz piszący o Gujanie. Oprócz tego fantastyczne znalezisko - pierwsza książka od dołu to osiemnastowieczna powieść wydana w bardzo trudno dostępnej serii, Mothers of the Novel. Chciałabym mieć cały komplet, a nawet nie wiem, jakie książki wchodzą w skład, jako że nie ma oficjalnej strony wydawnictwa. Prawdopodobnie najpełniejsza lista jest tutaj, wynika z niej, że w serii tej ukazało się 20 tytułów, ja do tej pory miałam dwa, ten jest trzeci. Kilka innych mam w innych wydaniach niestety... Co ciekawe, są to książki tak niszowe, że gdy kupowałam ten właśnie egzemplarz (w uroczej księgarni w Yorku), księgarz zagadał mnie na jej temat i po chwili odkryliśmy nie tylko wspólne zainteresowania literackie, ale nawet wspólnych znajomych. Najwyżej leżąca książka oczywiście także dotyczy mojej ulubionej epoki, jest jednak dość nietypowa, jako że jest to pamiętnik słabo wykształconej żony farmera - przeczytanie jej będzie pewnym wyzwaniem z uwagi na język:) Osiemnastego wieku dotyczy też oczywiście "Enlightenment" Roya Portera, świetna książka o kulturze Oświecenia.

Trzy książeczki w pastelowych kolorach: "Henrietta's War", "Henrietta Sees it Through" i "Love's Shadow" to seria reprintów wydawanych przez Bloomsbury. Są to przedruki książek przede wszystkim dwudziestowiecznych, z różnych powodów zapomnianych. Co ciekawe, seria ta jest moim zdaniem przykładem niezwykle skutecznego wykorzystania potencjału blogerów książkowych. Już w momencie planowania wydawnictwo skonsultowało się z kilkunastoma najbardziej popularnymi blogerami angielskimi, prosząc ich o sugestie, jakie tytuły ich zdaniem powinny się w tej serii znaleźć. Sugestie zostały uwzględnione, jako że część blogerów proponowała dokładnie te książki, które znajdziecie na moim zdjęciu. Po wydaniu pierwszych tytułów rozpoczęto sporą kampanię na blogach i w klubach książki, myślę, że z dobrym skutkiem - mało jest osób czytających angielskie blogi, które te książki przegapiły, w dodatku recenzje są raczej entuzjastyczne. Ja natrafiłam na nie w antykwariacie po raz pierwszy i mam zamiar zabrać się za lekturę, gdy będę potrzebowała jakiegoś pocieszacza:)

Ostatni tytuł, "The Very Thought of You", to powieść nominowana przed dwoma laty do Orange Prize. Pisanie o nominacjach na blogu coś jednak daje, bo gdy tylko zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że o niej pisałam i że ją chcę;) Mój opis sprzed dwóch lat: Anglia, 31 sierpnia 1939, świat na krawędzi wojny. Z Londynu ewakuowane są tysiące dzieci. Ośmioletnia Anna Sands zostaje oderwana od matki i wraz z innymi dziećmi ulokowana w posiadłości w Yorkshire, której właścicielami są Thomas i Elizabeth Ashton, tajemnicza, bezdzietna para. Wkrótce Anna zostaje uwikłana w ich tajemniczy związek, widząc rzeczy, które nie są przeznaczone dla jej oczu i będąc świadkiem i wspólniczką w romansie, które konsekwencje będą nieoczekiwane.

A teraz trzeba to gdzieś rozlokować na półkach, tudzież podłodze, i czekać na dłuższy urlop;)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Jako że śledziłam zapowiedzi wydarzeń na Światowy Dzień Książki w sieci, nie miałam specjalnych oczekiwań, wychodząc dzisiaj z pracy i kierując się w stronę księgarni. Mimo to jednak byłam mocno rozczarowana, a jeszcze bardziej zdziwiona, że można odwiedzić kilka księgarni w centrum miasta i nie zorientować się nawet, że dzisiaj jest jakieś książkowe święto. Tyle się mówi o spadku czytelnictwa w Polsce, organizowane są różne akcje, ale jeśli osoby, które powinny być najbardziej zainteresowane tym, czy Polacy czytają i kupują książki, czyli księgarze, nie korzystają z tak doskonałej okazji, aby sprzedać więcej, to chyba powinniśmy się przestać dziwić. W Wielkiej Brytanii, gdzie książki czyta znacznie większy procent społeczeństwa, w Światową Noc Książki rozdaje się tysiące darmowych egzemplarzy, przy każdej (KAŻDEJ) okazji księgarnie zachęcają ciekawymi promocjami, wystawami tematycznymi, Dzień Książki jest zaś szeroko reklamowany w prasie. U nas zaś promocje owszem, są, ale głównie z księgarniach internetowych. A to chyba chodzi o to, aby przypadkowy przechodzień poczuł się skuszony informacją, że jest święto książki i że można coś kupić po promocyjnej cenie, a w księgarni internetowej o przypadkowego przechodnia raczej trudno.

W każdym razie rozczarowana brakiem jakiejkolwiek informacji o tym, że dzisiaj jest takie święto wróciłam do domu z pustymi rękami, w ramach poprawy humoru zamówiłam sobie kilka książek w księgarniach online (niewiele, bo nie lubię kupować książek na odległość), a na odtrutkę postanowiłam opowiedzieć o moich ulubionych księgarniach świata. Nie będzie to ranking księgarni najlepszych czy też najpiękniejszych, ale moja czysto subiektywna lista miejsc, do których koniecznie trzeba zajrzeć, będąc gdzieś w pobliżu.

1. Barter Books, Alnwick, Anglia

Wiele lat temu, gdy spędzałam wakacje w północnej Anglii i w Szkocji, odkryłam po razu pierwszy urok angielskiego antykwariatu. Wcześniej zdarzyło mi się odwiedzać sklepy z używanymi książkami, ale chyba źle trafiałam, tym razem jednak było inaczej. W Londynie trafiłam do słynnego antykwariatu The Quinto, jeszcze w starej lokalizacji, zaś jadąc na północ przeczytałam w przewodniku o Barter Books, i zapragnęłam tam trafić. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić, bo na poprzednim kempingu zostawiłam mapę i jechałam tylko po drogowskazach, których akurat było jak na lekarstwo. Zaczęłam więc wypytywać ludzi w mijanych miasteczkach, ale gdy pytałam o Alnwick, napotykałam na puste spojrzenia. Gdy byłam już bliska rezygnacji, uratował mnie pewien młody chłopak, na tyle błyskotliwy, by zorientować się, w czym leży problem - otóż Alnwick wymawia się bardziej jak "anyk" lub "enyk". Gdy w końcu trafiłam we właściwie miejsce, od razu wiedziałam, że warto było błądzić. Barter Books to magiczne miejsce. Ulokowany w budynku wiktoriańskiego dworca kolejowego antykwariat jest jednym z największych w Anglii i na pewno jednym z najpiękniejszych.

Wnętrze wypełniają książki, sentencje, zaś pod sufitem jeździ mały, zabawkowy pociąg. Jest kafejka, wygodne kanapy i tysiące woluminów.

Zdjęcia z sieci: 

2. The Strand, Nowy Jork

Księgarnia - legenda. Podobno mieści 18 mil półek, gdy więc weszłam do środka i zobaczyłam, jak niewielką zajmuje przestrzeń, byłam nieco zdziwiona i przekonana, że 18 mil jest jednak przesadą. Gdy jednak po godzinie buszowania nie udało mi się przejrzeć dwóch regałów, zdałam sobie sprawę, że ciasno ustawione wysokie regały kryją w sobie nieprzeliczoną ilość książek. Dawkowałyśmy sobie Strand, ponieważ miała świadomość, że gdybym nie narzuciła sobie ostrej dyscypliny, mogłam tam wejść w poniedziałek i wyłonić się w piątek, trochę bledsza i nieco wychudzona, nie obejrzawszy w Nowym Jorku niczego więcej. Zaglądałam więc na godzinkę lub dwie codziennie, czasem co drugi dzień, i przez dwa tygodnie nie udało mi się przejrzeć w całości nawet jednego piętra.

Strand nie jest zbyt tani, ale można wyszukać książki kosztujące 2-3 dolary. Trudno się po nim poruszać - jest tak ciasno, że wszyscy się potrącają, czasem trzeba też stoczyć walkę o drabinę, która jest absolutnie niezbędna, jako że znaczna część książek stoi bardzo wysoko. Ma jednak niesamowitą atmosferę i ma się tam poczucie, że da się tam znaleźć dosłownie wszystko. A w charakterze wisienki na torcie występuje obsługa, znakomicie zorientowana, oczytana i błyskotliwa.

3. Bookarest, Poznań

Nie ma się co oszukiwać, Poznań nie jest mekką dla moli książkowych. Pomimo wspaniałych tradycji targowych, nie mamy targów książki, najbardziej klimatyczne księgarnie zostały zamknięte lub stoją na krawędzi. Mimo to, w samym sercu miasta, którym, o zgrozo, stało się centrum handlowe (przyznaję - wyjątkowo piękne centrum handlowe), prężnie rozwija się ambitna i przyjazna czytelnikowi księgarnia. Bookarest ulokowany jest w Starym Browarze, co z pewnością wpływa niekorzystnie na wysokość czynszu, za to pozytywnie na ilość klientów. Jest przestronny, nowoczesny, jasny - czyli jest przeciwieństwem tego, co w księgarniach lubię. A jednak czuję się tu dobrze, chłodna kolorystyka jest zrównoważona przez wielokolorowe grzbiety książek, obsługa zna się na książkach, a tytuły wystawione na stolikach są bardzo starannie wybrane. Gdy chcę się dowiedzieć, co ciekawego pojawiło się na rynku - idę do Bookarestu. W dodatku jest to miejsce przyjazne, otwarte na czytelnika - możemy mieć wpływ na przykład na to, jakie tytuły będą sprzedawane po cenach promocyjnych w danym miesiącu!

Zdjęcie: www.bookarest.pl

4.The Bookshop, Wigtown, Szkocja

Wigtown to szkockie miasto książek. Mniej znane niż walijskie Hay-on-Wye, ma przewagę w postaci dużo niższych cen. Jest tu około dwudziestu księgarni, najbardziej znana ma najprostszą nazwę - The Bookshop. Trafiłam tu zupełnie przypadkiem, i oczarowana spędziłam długie godziny. To tutaj po raz pierwszy widziałam antykwariat całkowicie samoobsługowy - był to po prostu otwarty na oścież dom, pełen książek. Nie było w nim nikogo - można było wejść, pobłądzić po wąskich korytarzykach, wejść na piętro, do piwnicy, wszędzie zaś były dziesiątki regałów z książkami. Wychodząc, zostawiało się należność na talerzyku postawionym przy drzwiach. Ciekawa jestem, czy wciąż tak samo to funkcjonuje - byłam tam ponad 10 lat temu...


5. Londyn

Londyn jest dla mnie jedną wielką księgarnią - nie potrafię wybrać konkretnego miejsca. Gdy tam jestem, nie mogę nie odwiedzić ulubionych antykwariatów w Bloomsbury - The Scoob i Judd Books. Przy okazji zaglądam też do Oxfamu mieszczącego się naprzeciwko British Museum, często też wypuszczam się gdzieś dalej w poszukiwaniu ciekawych książek - do Notting Hill, Greenwich, czy nawet Stoke Newington, niewielkiej dzielnicy, w której mieści się aż kilka uroczych sklepików z książkami. Nie można zapomnieć też o Daunt Books, pięknego edwardiańskiego budynku mieszczącego książki poukładane geograficznie.

Gdy o tym teraz myślę, okazuje się, że sporo fantastycznych księgarni odwiedziłam przez laty - byłam w bardzo klimatycznym, zakurzonym antykwariacie na Bali, gdzie można było kupić takie książki o Indonezji, których w Anglii próżno szukać, byłam w słynnym walijskim mieście książek, w dziesiątkach malutkich antykwariatów w Anglii. Moje ulubione polskie księgarnie często już nie istnieją, jak choćby poznańska Kapitałka czy wrocławska księgarnia przy ul. Jedności... Ale za to wciąż jest mnóstwo miejsc, których jeszcze nie odwiedziłam, jak choćby słynne Shakespeare and Company w Paryżu, czy antykwariat w starym młynie w Nowej Anglii, reklamujący się uroczym hasłem "Sprzedajemy książki, których nie potrzebujesz, w miejscu, do którego nie uda ci się trafić".

Z okazji dnia książki życzę Wam zatem, abyście trafiali bezbłędnie w takie magiczne miejsca, w których można znaleźć książki, o których nawet nie wiecie, że istnieją, ale które raz kupione, staną się Waszymi najlepszymi przyjaciółmi!

piątek, 06 kwietnia 2012

Pewnie już macie powoli dość moich nowojorskich wpisów, ale nic z tego, jeszcze kilka się tutaj pojawi. Obiecuję jednak jakieś recenzje w międzyczasie! Tymczasem, skoro nadal w nocy spać nie mogę, dochowam wierności tradycji blogowej i pokażę, jakie książki udało mi się upolować w amerykańskich księgarniach - amerykańskich, bo nie wszystkie pochodzą z Nowego Jorku! Muszę jednak zaznaczyć, że choć oczywiście stosik mały nie jest, to jednak zdecydowanie więcej książek przywożę zwykle z Anglii, gdzie są one zdecydowanie tańsze, więcej jest też naprawdę niedrogich antykwariatów. Miałam jednak listę książek, które zostały wydane za oceanem i część z nich udało mi się wyszperać, z czego się bardzo cieszę - zamawianie ich przez internet byłoby dużo droższe i na pewno znacznie mniej przyjemne!

Od góry:

Larry Watson "Montana 1948" - właściwie żałuję, że nie kupiłam od razu więcej książek tego autora, chociaż bowiem nie czytałam dotąd jego książek, to czuję przez skórę, że będą mi się podobały. Na "Montanę 1948" polowałam od czasu przeczytania tej recenzji. Jak się łatwo domyślić, akcja osadzona jest w małym miasteczku w Montanie w roku 1948, bohaterami są dwaj bracia, szeryf i szanowany lekarz i skandal, w który jeden z nich jest zamieszany, a drugi nie jest pewien, czy powinien go wydać. Właściwie nie znalazłam negatywnej recenzji, książka określana jest często jako arcydzieło, więc mam wysokie oczekiwania.

Colson Whitehead "The Colossus of New York" - wypatrzona wśród komentarzy do notki o wyjeździe (dziękuję!), z trudem wyszukana w Strandzie niewielka książeczka towarzyszyła mi przez całe dwa tygodnie. Rewelacyjny obraz miasta w formie poetyckich impresji, krótkich i bardzo celnych.

Amy Waldman "The Submission" - po recenzji Chihiro, która twierdzi, że może to być jej książka roku, wiedziałam, że muszę tę powieść mieć, i że chciałabym ją przeczytać w Nowym Jorku. Prawie się udało, choć skończę ją już w Polsce. Obsypana nagrodami powieść o Ameryce po 9/11, subtelna i porażająca.

"The Best Things to Do in New York" - zwykle tego typu kompilacje mnie odrzucają, ale ta książka ujęła mnie kilkoma uroczymi pomysłami, a że natrafiłam na nią na początku pobytu w Nowym Jorku, postanowiłam dać jej szansę. Jest całkiem fajna, z mnóstwem oryginalnych podpowiedzi, na przykład gdzie znaleźć najwęższy dom w Nowym Jorku, które uliczki widziały najwięcej pisarzy, do których znanych hoteli można wślizgnąć się niepostrzeżenie czy też gdzie były kręcone znane sceny filmowe. 

Laura Ingalls Wilder "Little town on the praire" i trochę niżej "On the banks of Plum Creek" i "On the way home" - nadal czytam serię o małym domku na prerii i jestem zauroczona coraz bardziej - kolejne tomy są jeszcze lepsze. Liczyłam że uda mi się znaleźć jakieś ładne, stare wydania, ale niestety. Te, które kupiłam, kosztowały za to grosze, a najbardziej cieszę się z "On the way home", który jest dziennikiem autorki z jej własnej podróży przez prerię.

Caleb Carr "The Alienist" - książka wydana też po polsku, ale dotąd nie wpadła mi w ręce. Podobno znakomity kryminał z dziewiętnastowiecznym Nowym Jorkiem w tle.

Lillian Schissel "Women's diaries of the Westward Journey" - mój nowy konik, czyli życie kobiet podczas epoki wielkich podróży na zachód Stanów. Ta książka to zbiór relacji z podróży wozami przez wielkie równiny, która niesamowicie wciąga od pierwszej strony. Kupiona w cudownym antykwariacie w Filadelfii, do którego zabrała nas White-Sycamore.

Sarah Waters "The Night Watch" - prezent od White-Sycamore właśnie (bardzo dziękuję!) Oczywiście, czytałam już tę książkę, ale ten egzemplarz jest z autografem autorki, a nie od dziś wiadomo, że uwielbiam książki z podpisami!

Charlotte Smith "The Old Manor House" - trochę perwersyjne jest kupowanie klasycznej angielskiej powieści osiemnastowiecznej w USA, ale w Wielkiej Brytanii nigdy na nią nie natrafiłam. Poza tym to seria, której nie mogę się oprzeć (Mothers of the novel), a bardzo trudno na nią natrafić w antykwariatach.

Emily Barton "Brookland - autorka polecana w komentarzach przez ammbrozyjkę - dałam się skusić bardzo skutecznie. "Brookland" to opowieść o osiemnastowiecznej Ameryce, niezwykłej kobiecie, produkcji ginu i budowie mostu Brooklyńskiego. Recenzje ma znakomite, epoka jak najbardziej "moja":)

Emily Barton "The Testament of Yves Gundron"  - debiut autorki, akcja toczy się na niewielkiej wysepce należącej do szkockiego archipelagu Hebrydów Zewnętrznych. Słowem, kolejna pozycja na mojej wyspiarskiej półce:)

Joanna Stratton "Pioneer Women: Voices from the Kansas Frontier" - bez tej książki miałam zamiar nie wracać:) Od tej recenzji zaczęła się moja fascynacja życiem kobiet na prerii.

Niektóre z tych książek udało mi się już przeczytać, inne niecierpliwie pozaczynałam w metrze, i nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła spokojnie się w nich zagłębić!

A ponieważ mam szczęście do wspaniałych towarzyszek książkowych zakupów, i tym razem odwiedzałam księgarnie z koleżanką, która tak samo chętnie grzebała godzinami na półkach i kupowała książki jeszcze chętniej niż ja. Dlatego dla ciekawych zamieszczam jeszcze zdjęcie jej stosika, tym razem bez opisów. Książki leżą na wadze, bo oczywiście kwestia spakowania ich była nieco drażliwa. Na szczęście udało nam się zmieścić w limicie kilogramów:)



Mała uwaga - dobrze widzicie, trzecia od góry książeczka jest po polsku i właściwie powinna się znaleźć także na moim stosiku. Jest to tłumaczenie książki profesora, który nas gościł na NY University:) Zaś "The Outlaw Trail" teoretycznie nie powinien się tu znaleźć, bo to lektura przywieziona z Polski, ale najwyraźniej sama się wepchnęła:)



środa, 11 stycznia 2012

No, prawie jednodniowy, bo kilka książek kupiłam w trakcie tygodnia, nie da się jednak zaprzeczyć, że zdecydowana większość została nabyta podczas soboty spędzonej w towarzystwie A., Chihiro i Dabarai w kilku londyńskich księgarniach. I przyznam się Wam po cichu, że trochę mi wręcz głupio, bo panuje ostatnio moda na czytanie książek, które się już ma w domu, a ja w jeden dzień nabywam takie ilości! Ale szczerze mówiąc, mam takie dziwne przeczucie, że gdybyście trafili do ogromnego antykwariatu wypełnionego po brzegi książkami, najróżniejszymi, perełkami sprzed lat i hitami ostatnich miesięcy, a wszystkie za niecałe 3 zł za sztukę, to pewnie też byście jednak swoje półki zasilili... Towarzystwo innych moli książkowych, wykrzykujących co chwilę: "A to znasz? Musisz to wziąć!" było dodatkowym bodźcem. Swoją drogą, zauważyłam ciekawą prawidłowość - każda z nas za punkt honoru wzięła sobie namówienie innych na kupno jak największej ilości książek;) Ciekawe dlaczego;)

Nie wiem, jak to się stało, ale to ja chyba kupiłam najmniej! A i tak nie wiem, gdzie ja to teraz postawię?

Od góry:

Deborah Lawrenson "Songs of blue and gold" - prezent od Dabarai (dziękuję bardzo!), książka, którą wieki temu wypatrzyłam na jakimś angielskim blogu (być może tutaj), opowieść o Korfu, pisaniu, tajemnicy z przeszłości.

Laura Ingalls Wilder "Little House on the Praire" - kolejna część odkrytego przeze mnie ostatnio na nowo cyklu o rodzinie mieszkającej w małym domku najpierw w weilkim lesie, a następnie na prerii właśnie.

Michele Roberts "Daughters of the house" - stary dom w Normandii i dwie rówieśnice, kuzynki, Angielka i Francuzka, które wychowują się w nim po wojnie. Zaintrygowane szeptami i dziwnym milczeniem rodziców i służby, a także dziwnym znaleziskiem z lasu, dziewczęta snują wydumane historie, niechcący ujawniając wstydliwy sekret. Finalistka nagrody Bookera z 1992 roku, kompletnie mi nie znana, ale intrygująca.

Antonia White "Frost in May" - tyle razy już miałam zamiar kupić tę klasyczną powieść pensjonarską, że nie jestem całkiem pewna, czy tego aby nie zrobiłam już. Nie mogę jej jednak odnaleźć na półce, aczkolwiek może kiedyś odkryję, że mam dwa egzemplarze...

Sándor Márai "Embers"  - a tę książkę mam już po polsku (polski tytuł to "Żar" i nawet kiedyś czytałam, ale pomyślałam, że z przyjemnością do niej wrócę, czemu by nie spróbować wersji angielskiej...

Daphne du Maurier "Vaishing Cornwall" - jedna z moich ulubionych pisarek opowiada o Kornwalii, w której spędziła większość życia i która stanowi tło większości jej powieści.

Dorothy Whipple "The Priory" - książka kultowego wydawnictwa Persephone Books, w charakterystycznej, szarej okładce. Dorothy Whipple to jedna z ulubionych autorek wielu osób, które kochają książki Persephone, ja jej jeszcze nie znam, i bardzo cieszę się na tę lekturę. Zwłaszcza że tłem jest znowu stary i majestatyczny,choć nieco podupadający dom na wsi. Recenzja Thomasa z Ganku tutaj.

Jane Smiley "A Thousand Acres"  - książka nagrodzona Pulitzerem, oparta na motywach z "Króla Lira" tragiczna opowieść osadzona na farmie w Iowa (jak widzicie, moja obsesja na punkcie amerykańskich osadników narasta). Świetna, pełna pasji recenzja tutaj.

Nicolas Cickner "Nikolski"  - prezent od Chihiro, kanadyjska powieść nominowana do wielu nagród, historia trzech osób splatająca ze sobą Montreal, Alaskę, morze, tajemniczą książkę i zepsuty kompas. Bardzo się cieszę, bo nie znam tego tytułu, a fascynuje mnie literatura kanadyjska.

Nancy Armstron "Desire and Domestic Fiction"  - wypatrzona w oksfordzkim Oxfamie, jedyna przeczytana książka z tego stosiku, wreszcie po ponad roku będę mogła oddać koleżance pożyczony od niej egzemplarz! Klasyka krytyki feministycznej, traktująca o sferach prywatnej i publicznej oraz o tym, że to właśnie kobiety osiemnastego i dziewiętnastego wieku utorowały drogę do powstania nowoczesnej klasy średniej.

Po lewej:

Kolejny prezent od Chihiro, książka przeze mnie wymarzona od dawna: "A Jury of Her Peers: Celebrating American Women Writers from Anne Bradstreet to Annie Proulx" - pierwsza tak pełna historia pisarek amerykańskich, obejmująca zakres od pierwszych poetek do laureatek Pulitzera z ostatnich lat, świetnie napisana i pięknie wydana - cudowny prezent, dziękuję!

Od dołu:

Benedetta Craveri "The Age of Conversation" - nagradzana i chwalona historia francuskiej klasy próżniaczej w siedemnastym i osiemnastym wieku. O francuskiej arystokracji nie wiem prawie nic, ale wielogodzinne konwersacje na poziomie, prowadzone przez angielskie damy i dżentelmenów są mi jak najbardziej bliskie, od dawna więc planowałam lekturę tej książki w celach poszerzenia horyzontów. Nie mogłam uwierzyć, gdy znalazłam piękny, nowiutki egzemplarz w twardej okładce za śmieszne pieniądze...

Bella Pollen "Midnight Cactus"  - po zachwytach nad "The Summer of the Bear" mam ochotę na kolejną książkę tej autorki. Akcja tej osadzona jest - co za niespodzianka - na amerykańskiej prowincji, dla odmiany w małym miasteczku na skraju pustyni w Arizonie. Alice przeprowadza się tam z Londynu z dwójką małych dzieci. Jej małżeństwo się rozpadło, a ona zamierza odnowić opuszczone miasteczko górnicze na granicy meksykańskiej. Szybko jednak okaże się, że w tym pełnym pyłu, dusznym miasteczku nie wiadomo komu ufać, zaś wszyscy wydają się mieć coś do ukrycia.

Ann Patchett "State of Wonder" - kolejna powieść autorki wielbionego przeze mnie "Bel canto", według innej pisarki, Maggie O'Farrel, jest od tegoż "Bel canto" lepsza, co wydaje się niemożliwością. W głębi amazońskiej dżungli tajemnicza lekarka pracuje nad lekiem, który mógłby zmienić życie kobiet. Prace prowadzone są w sekrecie, nawet inwestorzy nie są informowani o ich przebiegu. Anders Eckman, naukowiec, zostaje wysłany do dżungli, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Wkrótce jednak przychodzi tylko notatka o jego przedwczesnej śmierci. W jego ślady rusza jego koleżanka, niegdyś studentka tajemniczej lekarki, która nawet nie podejrzewa, z jakimi wyzwaniami przyjdzie jej się zmierzyć. Z okładki: "opowieść o nauce, rytuałach, lęku i miłości."

Sarah Moss "Night Waking" i "Cold Earth"  - dwie książki młodej pisarki, mocno promowanej przez jedną z moich ulubionych blogerek, Cornflower. "Night Waking" dzieje się na szkockiej wyspie (moje ulubione tło, plasujące się nawet przed amerykańską prerią). Historyczka Anna Bennett ma napisać książkę, ale jej mąż, ekolog, zabiera cała rodzinę na niezamieszkaną szkocką wyspę, aby liczyć maskonury. Anna, rozdarta między swoim pisaniem a potrzebami dwójki małych dzieci, natrafia w ogrodzie na stary szkielet dziecka. Stopniowo odsłania tajemnicę May, angielskiej pielęgniarki zamieszkującej wyspę w drugiej połowie dziewiętnastego wieku. "Cold Earth" to debiut, prawdopodobnie jeszcze chłodniejszy i mroczny - akcja toczy się na Grenlandii, zaś bohaterami jest odcięta od świata grupka sześciu archeologów.

Johanna Moran "The wives of Henry Oades" - Australia, dziewiętnasty wiek, angielska rodzina dopiero co przypłynęła, gdy Margaret i czwórka dzieci zostają porwani przez Maorysów. Gdy pięć lat później udaje im się uciec, okazuje się, że Henry, mąż i ojciec, załamany i przekonany, że nie żyją, trzy lata temu wyjechał do Ameryki. Margaret podąża za nim do San Francisco tylko po to, aby się przekonać, że Henry to nie pogrążony w smutku wdowiec (oczywiście) , ale młody mąż i ojciec.

Mary Russel Mitford "Our village" - portret dziewiętnastowiecznej wioski, kupiłam głównie dlatego, że przeczytałam w tym roku zbiór listów tej autorki, który jest zachwycająco dowcipny i ironiczny.

Muszę powiedzieć, że jestem zachwycona swoimi nabytkami - już dawno tyle książek naraz mnie nie kusiło! Wyrzutów nie czuję - wydałam na nie w sumie niewiele ponad 100 zł, a poza tym lubię mieć wybór na własnych półkach. Jedyny problem to miejsce na nich właśnie, ale ten problem nie zostanie zapewne nigdy rozwiązany, jako że bez wątpienia nawet jeśli będę kiedyś miała oddzielny pokój na bibliotekę, zapełnię go zdecydowanie za szybko!

Próbowałyśmy z A. zrobić zdjęcie wszystkich książek, które razem kupiłyśmy, przed zapakowaniem ich do walizki, ale niestety była już późna noc i jakość jest tragiczna. Niemniej jednak, zamieszczam poglądową fotkę, jako że została ona niektórym obiecana. Nie podejmuję się spisać wszystkich tytułów, ale jeśli coś was zaintryguje, to się dowiem, co to:) Po prawej książki, które już powyżej pokazałam, po lewej kupka A. - zwracam uwagę, że wyższa od mojej:)


piątek, 09 grudnia 2011

Ograniczam się ostatnio i prawie nie kupuję książek. Także dlatego, że nie za bardzo mam je kiedy czytać, a poza tym mam takie zapasy, że starczyłyby mi na ładnych kilka lat. Każdy mól książkowy jednak wie, że żadna nowa torebka czy buty nie poprawią humoru tak skutecznie, jak pachnąca nowością, obiecująca książka. No, przynajmniej prawie żadna torebka;)

W każdym razie trochę książek mi oczywiście ostatnio przybyło. Część już dawno rozproszyła się po półkach, zawierając przyjaźnie ze starymi mieszkankami, inne zostały przeczytane i powędrowały w odwiedziny do domów moich rodziców i znajomych. Ta grupka jednak pojawiła się całkiem niedawno i jeszcze nie zdążyła mi nigdzie przepaść, a że połowa ich pojawiła się pod moimi drzwiami dokładnie w Mikołajki, postanowiłam uwiecznić ich przybycie na blogu.

Ten zgrabny stosik przywędrował do mnie właśnie 6-go grudnia z Amazonu. Pretekstem do nabycia go była pomarańczowa książka w samym środku: "Wanderlust. A History of Walking" jest mi pilnie potrzebna do pracy, a wersji na Kindle'a niestety nie ma. No ale nie mogłam przecież zamówić jednej książki - to się nie opłaca, jako że trzeba płacić za przesyłkę. Lepiej dorzucić coś jeszcze z listy życzeń, żeby nazbierać na przesyłkę darmową! Jako że moja lista życzeń na Amazonie jest dość obszerna, nie było łatwo coś z niej wytypować. Przebierałam, wybierałam, aż w końcu, całkiem spontanicznie, zamówiłam całkiem zróżnicowaną grupkę.Od dołu:

"The Food of Thailand" wypatrzyliśmy na lotnisku w Bangkoku. Przejrzałam już wtedy, podobało mi się, przepisy wyglądały zachęcająco, a całość jest ślicznie wydana, ale cena nie była już tak atrakcyjna - teraz upolowałam ją znacznie taniej i jako że kochamy kuchnię tajską, mam zamiar już jutro wypróbować jakiś przepis.

Alan Bradley "I am half-sick of shadows" - kolejna część przygód Flavii de Luce, tym razem zimowa, a polskie tłumaczenie pewnie ukaże się, gdy zimy już dawno nie będzie.

Rebecca Solnit "Wanderlust: A History of Walking" - wspomniana już historia chodzenia, bardzo ciekawie się zapowiada, szkoda tylko, że kiepsko wydana - bardzo mały druczek i malutkie marginesy, ciężko się będzie czytać...

Laura Ingalls Wilder "Little House in the Big Woods" - życie pierwszych amerykańskich osadników fascynuje mnie od dawna. Jest coś niezwykłego w tym, że ludzie z miasta pakowali swój dobytek na wóz i jechali w kompletną dzicz, aby tam zbudować z bali dom i żyć na kompletnym pustkowiu. Jedna z moich ulubionych blogerek angielskich, Book Snob, ostatnio także odkryła tę tematykę i dzięki niej moja lista życzeń na Amazonie znacznie się wydłużyła. Za jej namową zamówiłam pierwszą część popularnego cyklu dla dzieci o domku na prerii - nie wiedziałam nawet, że w pierwszej części rodzina nie mieszkała na prerii, ale w lesie w Wisconsin. Przeczytałam już prawie całą i wkrótce zamówię pozostałe części cyklu, chociaż wolałabym jakieś ładniejsze wydanie niż to, które jest dostępne w Wielkiej Brytanii...

Winifred Holtby "South Riding" - znowu wpływ Book Snob. Już dawno się tej książce przyglądałam, a jej entuzjastyczna recenzja mnie przekonała i nie mogę się doczekać, kiedy zacznę lekturę.

Drugi stosik musiałam fotografować dość pospiesznie, bo Lucy bardzo przypadła do gustu zakładka wystająca z jednej z książek...

Tym razem książki w języku polskim, dość monotematyczne. Jedyne urozmaicenie wprowadza "Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny" Kamili Sławińskiej, który już prawie przeczytałam. Cała reszta to skandynawskie kryminały. Trójpak Åke Edwardsona wygrałam na Facebooku. Nie byłam nastawiona entuzjastycznie, ale zostałam mile zaskoczona - czytam już trzeci tom i recenzja całości już wkrótce. "I tylko czarna ścieżka" Åsy Larsson to kolejna część cyklu o Rebece Martinson, ostatnia podobała mi się z pewnymi zastrzeżeniami, ale lubię wracać do znanych już bohaterów, więc chętnie czytam takie cykle. A zakładka, której pilnuje Lucy, ma na jednym końcu koraliki, a na drugim drewnianą płaszczkę, nie dziwię się, że tak kotu przypadła do gustu;)



wtorek, 26 lipca 2011

Nie da się ukryć, że nie odpoczywam. Wyjazd do Luton jest chyba jedną z większych pomyłek, jakie udało mi się popełnić, zarazem jednak staje się niezłym przyczynkiem do dalszej dyskusji o edukacji. Być może jestem rozpieszczona, bo wszystkie uczelnie, na których studiowałam, miały bardzo dobrą renomę, ale takiej fuszerki, jaką wykonuje właśnie University of Bedfordshire, nie widziałam jeszcze nigdzie. Kurs, który został przygotowany na nasze zamówienie, nie jest w żaden sposób dostosowany do naszych oczekiwań, które były jasno przedstawione dużo wcześniej. Wykładowcy są nieprzygotowani, improwizują, a tematyka zajęć nie wykracza poza zagadnienia, które porusza się u nas na pierwszym roku studiów. Czuję się zażenowana za nich samych, i strasznie mi żal straconej okazji, bo można było naprawdę wiele się nauczyć... Trudno, bywa i tak. Przynajmniej pozbywam się tutaj naszych typowych polskich kompleksów...

Na szczęście życie w akademiku upływa całkiem wesoło, mimo chwilowych momentów załamania podczas wykonywania zadań domowych, które są kompletnie pozbawione sensu. W ramach podnoszenia morale chodzimy, jak to kobiety, na zakupy. Koleżanki kupują buty i torebki, a ja? Tak, wiem, nie muszę mówić!

W niedzielę spotkałam się z Dabarai i razem ugrzęzłyśmy (dosłownie) w pewnej piwnicy. Piwnica była na szczęście niezbyt ciemna i zapełniona książkami. Cztery sale, regały gęsto ustawione, wszystkie tomy w jednakowej cenie wynoszącej zawrotne pół funta, i zero jakiegokolwiek porządku! Chyba wystraszyłyśmy innych kupujących, bo jakoś szybko uciekali, a my buszowałyśmy półtorej godziny, zostawiając za sobą stosy ładnie poukładanych książek, które chciałyśmy sobie nawzajem wcisnąć. Ktoś, kto przyszedł tam po nas, dostał na tacy kilka dobrze dobranych zestawów książek! Adres piwnicy dla zainteresowanych;)

Wczoraj w ramach desperackiej próby wyciągnięcia jakiejś korzyści z pobytu tutaj wybrałam się po południu do pobliskiego Bedford, gdzie mieści się archiwum hrabstwa. Udało mi się w nim wyszperać pamiętnik niejakiej Catherine Talbot - drobnym maczkiem zapisane stroniczki, opowiadające o jej wakacyjnym pobycie w jednej z miejscowych rezydencji. Bardzo ciekawe, choć bezmiar bezczynności, na którą była skazana, nieco mnie przytłoczył. Zajrzałam też do dzienniczka Mary Orlebar, innej osiemnastowiecznej panienki, z okolic Luton, który okazał się jeszcze mniejszy i jeszcze drobniej napisany niż dziennik Catherine. Archiwum jest pełne kurzu, ciemne i staroświeckie, ale atmosfera panuje tam przyjazna, a pracownicy naprawdę znają się na rzeczy! Udało mi się też zajrzeć do antykwariatu w Bedford, co przybiło mnie ponownie, jako że natrafiłam tam na cudowne znalezisko, którego jednak nie kupiłam. W dziale książek przecenionych, pomiędzy całymi stosami makulatury, stoją sobie piękne cztery tomy listów i pamiętników Fanny Burney. Oprawione w skórę, ze złoconymi stronami, wydanie z dziewiętnastego wieku. Za taką cenę, że aż się chce płakać - 8 funtów za całość, po 2 funty za tom. Są jednak tak ogromne i ciężkie, że ich nie wzięłam i oczywiście żałuję, ale żadną miarą nie wepchnęłabym ich do plecaka, zaś wysyłka kosztowałaby majątek. Łamię się jednak trochę i nie wiem, czy tam jeszcze przed weekendem nie wrócę;)

Zobaczcie zresztą sami, dlaczego nie powinnam kupić kolejnych czterech książek - oto, co muszę wcisnąć do plecaka...

Od góry:

"Women Romantics 1785-1832: writing in prose" Jennifer Breen (ed.)

"Journey to the River Sea" Eva Ibbotson - książka dla dzieci, ale ujął mnie opis z okładki

"Ilustrado" Miguel Syjuco - filipiński autor, a książka dostała nagrodę Man Asian Literary Prize

"The Queen of the Tambourine" Jane Gardam - polecona przez Dabarai

"Memoirs of a Highland Lady" Elizabeth Grant - dziewiętnastowieczny pamiętnik, już go czytałam, ale cieszę się z własnej kopii!

"The Spice Island voyage" Tim Severin - podróżnicza książka o wyprawie po Indonezji śladami Alfreda Russela Wallace'a.

Deborah Lawrenson "The Lantern" - od lat szukam innej książki tej autorki, a to jest jej najnowsza powieść, nieco gotycka, i zbiera dobre recenzje.

"Cutting for Stone" Abraham Verghese - Etiopia, Indie i Nowy Jork, a powieść zebrała sporo nagród i od dawna była na mojej liście poszukiwanych.

Alexander Hemon "The Lazarus Project" - kolejna, której zakup planowałam od lat.

"A Gathering Light" Jennifer Donnely - o tej nie wiem nic, ale mnie zaintrygowała, kupiłam więc w ciemno.

"All that is gone" Pramoedya Ananta Toer - opowiadania indonezyjskiego noblisty

"The Anatomy of Murder" Imogen Robertson - kryminał osadzony w osiemnastowiecznym Londynie.

"If Walls Could Talk" Lucy Worsley - świetna książka o historii poszczególnych pokoi i przedmiotów codziennego użytku.

Niestety to jeszcze nie koniec:

Od lewej:

"The Mitfords. Letters between six sisters" Charlotte Mosley (ed.) - prezent od Dabarai, bardzo dziękuję!

"The Secret History of Georgian London" Dan Cruickshaw

"Courtiers. The Secret History of the Georgian Court" Słowo "secret" najwyraźniej podwyższa sprzedaż, zwłaszcza, gdy występuję w połączeniu z przymiotnikiem "georgian". Obie te książki są jednak znakomite, więc moim skromnym zdaniem sprzedałyby się i tak. Ja bym w każdym razie je kupiła.

"Major Pettigrew's last stand" Helen Simonson - hit z blogów angielskich, wszystkim się podoba, a że dzieje się na angielskiej wsi, to czemu nie?

"The Eighteenth Century: Art, Design and Society, 1689 - 1789" Bernard Denvir

Nie powinnam się już pewnie przyznawać, że kilka książek, które kupiłam w poprzedni weekend, mój brat już zabrał do Polski. Jak jednak stali czytelnicy tego bloga wiedzą, mam już spore doświadczenie we wpychaniu pozornie niemożliwych ilości książek do plecaka tudzież walizki, więc zapewne i tym razem się uda. Muszę tylko sprawdzić to zawczasu, żeby w razie potrzeby mieć czas na kupno większej walizki, tudzież rozlokowanie części książek w walizkach koleżanek.

Dla tych zaś, którzy (podobnie jak ja zresztą) odczuwają czasami wyrzuty sumienia z powodu kupowania zdecydowanie zbyt dużych ilości książek, specjalny cytat z książki, którą czytałam przed wyjazdem:

I have no feeling of guilt regarding the books I have not read and perhaps will never read; I know that my books have unlimited patience.  They will wait for me till the end of my days.

Nie mam poczucia winy odnośnie książek, których nie czytałem i zapewne nigdy nie przeczytam; wiem, że moje książki mają nieograniczoną cierpliwość. Będą na mnie czekać do końca moich dni.

The Library at Night Alberto Manguel

Co oczywiście nie znaczy, że nie mam zamiaru ich przeczytać! Ale lubię mieć zapasy, zwłaszcza że obawiam się, że nie zawsze będę mogła tu tak często przyjeżdżać. A teraz uciekam sprawdzić nominacje do Bookera, żebym zdążyła jeszcze kupić co ciekawsze tytuły;)

piątek, 27 maja 2011

Na prośbę kilku zainteresowanych osób zamieszczam stosik dodatkowy, składający się z książek nabytych przez moją przyjaciółkę Agatę. Myślę, że jest interesujący, więc może ktoś sobie coś na nim wypatrzy. Zdjęcie nieco nieostre, więc zamieszczam legendę. Na pewno kilka książek mam zamiar pożyczyć, "Pigeon English" w pierwszej kolejności.

Od dołu:

Stephen Kelman "Pigeon English" - narratorem jest 11-latek, który właśnie przyjechał do Londynu z Ghany, który próbuje rozwikłać zagadkę śmierci innego chłopca.

Maria Rosa Menocal "The Ornament of the World: How Muslims, Jews and Christians Created a Culture of Tolerance in Medieval Spain"

"Something to Declare" Julian Barnes - eseje Barnesa, pisane na przestrzeni dwudziestu lat. O podróżach, o życiu, i oczywiście o Flaubercie.

Eva Hoffman "Lost in Translation" - autobiograficzna, wielowarstwowa opowieść o życiu w trzech odmiennych kulturowo krajach. Podobno znakomita.

Alan Bradley "The Sweetness at the Bottom of the Pie" - pierwsza książka z serii o Flavii de Luce, czytelnikom tego bloga chyba nie trzeba jej przedstawiać.

Luisa Dillner "The Complete Book of Sisters"- zbiór tekstów o siostrach.

Paul Theroux "The Tao of Travel" i "Dark Star Safari" - te same, które widzieliście już na moim stosiku.

Angela Carter "The Magic Toyshop"- "Magiczny sklep z zabawkami"

Lawrence Goldstone "The Friar and the Cipher: Roger Bacon and the Unsolved Mystery of the Most Unusual Manuscript of the World" - najbardziej tajemniczy manuskrypt świata, to manuskryp Voynicha. Nikt go dotychczas nie rozszyfrował. W 1919 roku odkryto na nim napis: "Do mnie, Rogera Bacona". Książka opowiada o życiu tego trzynastowiecznego naukowca.

Mary Mackie "Dry Rot and Daffodils: Life in a National Trust House"- opowieść o codziennym życiu opiekunów zabytkowej posiadłości Felbrigg Hall.

Charles P. Pierce "Idiot America: How Stupidity Became a Virtue in the Land of the Free"

Alan Bennett "The Clothes They Stood Up In" - pierwsza nowela Alana Bennetta.

Nie jestem pewna ostatniego tytułu, na zdjęciu nie widać, a nie mogłyśmy go sobie dzisiaj w pracy przypomnieć, ale generalnie jest to przeuroczy wiktoriański poradnik dotyczący urządzania popołudniowej herbaty.

Jak widać, nie ja jedna przywożę zdecydowanie za dużo książek;)

czwartek, 26 maja 2011

Bardzo dziękuję za sugestie dotyczące Londynu, które zostawiliście w komentarzach po poprzednim postem! Wszystkie zapisałam i do części się zastosowałam, resztę zostawiam na kolejny wyjazd. Było, rzecz jasna, cudownie. Wiem, że Londyn nie ma tylu miłośników, co inne europejskie stolice, Rzym czy Paryż choćby. A przecież to także niezwykłe miasto, w którym ślady historii są wszędzie, na każdym kroku. Miasto przyjazne i kulturalne, pełne wspaniałych parków i cichych uliczek. Miasto, w którym większość muzeów jest za darmo, pomimo iż można w nich zobaczyć arcydzieła znane na cały świat. Miasto przyjazne i otwarte na inność, w którym na karaibskim lub azjatyckim targu można zobaczyć prawdziwego angielskiego dżentelmena z parasolem. No, a przede wszystkim, to najbardziej chyba rozkochane w książkach i czytaniu miasto świata!

Udało nam się odwiedzić kilka mniej znanych atrakcji londyńskich - trzy rezydencje, które niegdyś były wiejskimi domami letnimi dla arystokratycznych rodzin, a teraz, choć znajdują się w granicach gwarnego miasta, nadal są ostojami ciszy i zachowują swój sielski charakter. Przemierzyłyśmy też dzielnicę Hampstead, wypatrując śladów literatów, którzy ją zamieszkiwali. W środku nocy wracałyśmy przez całe miasto z odwiedzin u blogowej koleżanki Dabarai, i oczywiście byłyśmy na spotkaniu z Paulem Theroux, które było głównym celem wyjazdu. O niezliczonych antykwariatach i księgarniach nawet nie wspomnę;)

Bardzo się tym razem ograniczałam w książkowych zakupach, zdecydowanie za bardzo i już tego żałuję;) Aczkolwiek kiedy wyjęłam wszystkie książki z torby, to U doznał lekkiego szoku, więc może to i lepiej, że część książek, które chciałam kupić, jednak zostawiłam;) Trzeba to było zrobić bardziej dyplomatycznie i wyjmować po trochę, ale i tak by się wszystko na blogu wydało;)

Dalsze relacje i opowieści oczywiście nastąpią, gdy tylko przygotuję zdjęcia, a tymczasem przyznam się, co tym razem przywiozłam (kot tym razem stosiku nie zaszczycił).

Od lewej od dołu:

Jane Austen "Catharine and other writings" - brakowała mi wczesnych tekstów Austen.

William Fiennes "The Snow Geese"- liryczna opowieść o wędrówce ze stadem dzikich gęsi. Autor przemierzył z nimi trasę z Teksasu do Arktyki.

M. Dorothy George "London life in the eighteenth century"- właściwie już to czytałam, pożyczone z biblioteki, ale chciałam mieć swój egzemplarz.

Sarah Fielding "The Governess" - do cyklu Pierwsze pisarki, mało znana siostra bardzo znanego pisarza, Henry'ego Fieldinga.

Paul Theroux "The Happy Isles of Oceania"  - kupiona z powodu recenzji Młodej pisarki.

Lorrie Moore "A Gate at the Stairs" - finalistka Orange Prize 2010, o młodej dziewczynie z amerykańskiej prowincji, która wyjeżdża do większego miasta i zaczyna pracę jako niania.

Susan Abulhawa "Mornings in Jenin"- saga rodzinna z Palestyny, kupiona z powodu recenzji Chihiro.

Paul Theroux "The Tao of Travel"- najnowsza książka Theroux, której poświęcone było wtorkowe z nim spotkanie.

Alberto Manguel "A Reading Diary"- jeden z ulubionych autorów książek o książkach pisze oczywiście o swoich ulubionych książkach.

Prawa strona od dołu:

Adrian Tinniswood "Life in the English Country Cottage" - od dawna chciałam to przeczytać, a najlepiej mieć, a w wypożyczalni międzybibliotecznej nie mogłam się doprosić.

"The Illustrated Virago Book of Women Travellers"- piękny prezent od Chihiro, dziękuję bardzo!

Janet Todd (ed.) "The Collected Letters of Mary Wollstonecraft" - listy zebrane Mary Wollstonecraft, pod znakomitą redakcją.

Paul Theroux "Dark Star Safari. Overland from Cairo to Cape Town"- kolejna książka Theroux, tym razem o podróży przez Afrykę.

Ann Weisgarber "The Personal History of Rachel DuPree" - kolejna nominacja do Orange Prize, powieść o żonie pioniera na zachodzie Stanów Zjednoczonych.

Dale Spender "Mothers of the Novel"- pisałam już o tej książce wcześniej, czytałam ją w Chawton i bardzo się cieszę z własnego egzemplarza.

Alberto Manguel "The Library at Night" - kolejna książka Manguela, tym razem eseje o bibliotekach i ich historii.

Richard Holmes "Footsteps. Adventures of a Romantic Biographer"- autor największej i najwspanialszej biografii S. T. Coleridge'a, jeden z najlepszych współczesnych biografów, pisze o przygodzie, jaką było podążanie śladami wielkiego poety.

Evie Wylde "After the Fire, A Still Small Voice"- nie wiem kompletnie nic o tej książce, kupiłam ją z polecenia Chihiro i Dabarai. Na okładce widzę, że zdobyła John LLewellyn Rhys Prize i była finalistką Orange Prize for New Writers. Powieść australijska, jestem jej bardzo ciekawa.

Nie kupiłam kilku książek, które planowałam kupić, ale zapewne zamówię je z Book Depository lub z Amazon. Póki co na pewno mi lektur nie zabraknie:) Tlko gdzie ja je postawię? Muszę chyba znowu kupić regał... Które tytuły Wam szczególnie wpadły w oko?

 

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Wyróżnienia
Top 5 najnowszych lektur
Bliskie mi adresy
Najpopularniejsze notki
O mnie
Przeczytane w 2017
Przeczytane w 2016
Przeczytane w 2015
Przeczytane w 2014
Przeczytane w 2013
Przeczytane w 2012
Przeczytane w 2011
Przeczytane w 2010
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2007
Akcje czytelnicze Miasta Książek
Polskie blogi o książkach - polecam!
Blogi różne (polecam!)
Angielskie strony o książkach
Angielskojęzyczne blogi o książkach
Napisz do mnie
Podziel się czytaniem
Szablon pochodzi stąd
Zdarzyło się dziś
Tagi



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...