książki roku

czwartek, 29 grudnia 2016

Aby tradycji stało się zadość, siadam do podsumowania roku i zdecydowania, które książki wywarły na mnie największe wrażenie. Nie muszę chyba dodawać, że nie jest to łatwe zadanie, co z pewnością wiedzą wszyscy, którzy się go podjęli. Ponieważ jednak sama lubię przeglądać podobne zestawienia, podzielę się także moim, choć z pewnością jest bardzo subiektywne. Co gorsza, nie do końca potrafię policzyć przeczytane książki, ponieważ nie spisuję tych, które czytam w ramach pracy, zwłaszcza że nie zawsze czytam je w całości. Dlatego daruję wam takie podsumowania i przejdę do dziesięciu tytułów, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Kolejność przypadkowa, w nawiasach podaję linki do recenzji.

Helen MacDonald "J jak Jastrząb" (klik)

Ciekawe, jak często najlepsze książki czytam w pierwszych miesiącach roku. Czy wynika to z tego, że zimą mam więcej czasu na czytanie i staranniej wybieram książki, a wraz ze wzrostem temperatury czuję się coraz bardziej rozleniwiona i sięgam po lektury lżejsze, ale nie zapadające w pamięć? Nie wiem, ale nie po raz pierwszy wstawiam do zestawienia książkę przeczytaną w styczniu. "J jak Jastrząb" czytałam w oryginale i przez wiele miesięcy byłam pod wrażeniem tej książki. Jest ucieleśnieniem tego, co szukam w literaturze - pokazuje świat inaczej, otwiera na emocje, o których nie myślałam i nie miałam pojęcia. Relacja z wychodzenia z żałoby poprzez kontakt z dzikim zwierzęciem poruszyła mnie bardziej, niż się spodziewałam, być może dlatego, że sama szukam ratunku w kontakcie z przyrodą. Helen MacDonald pisze surowo, ostro wręcz, a zarazem poetycko, w oryginale jej język zachwyca. Ciekawa jestem tłumaczenia i mam zamiar po nie kiedyś sięgnąć.

Richard Flanagan "Ścieżki Północy" (klik)

Przejmująca i w dość oryginalny sposób napisana książka, nagrodzona dwa lata temu Bookerem, o której trudno pisać, trudno się ją czyta i trudno o niej zapomnieć. Powieść o tym, jaki jest świat, sprawozdawcza raczej niż wartościująca, którą powinno się czytać, żeby nie zapomnieć.

Amin Maalouf "Samarkanda" (klik)

Kolejna powieść, która jest oknem na świat, którego nie znałam. Historyczna powieść o środkowoazjatyckim poecie i tajemniczym manuskrypcie, który zaginął bez śladu. Napisana pięknie, gęsto i sugestywnie, zabiera czytelnika w zapomniany świat perskich poetów, skrytobójców i polityków. Co więcej, to jedna z najpiękniejszych książek o miłości, jakie czytałam. Nie dajcie się jednak zwieść, "Samarkanda" to nie romans. Właściwie trudno tę książkę jednoznacznie sklasyfikować, dla mnie to jedno z ciekawszych odkryć tego roku. Mam zamiar zacieśniać znajomość z tym pisarzem w 2017, kolejne książki już czekają.

Robert McCammon "Magiczne lata" (klik)

Książka McCammona ukazała się kilka lat temu, ale ja odkryłam ją dopiero w tym roku. To opowieść o dzieciństwie, napisana tak, że nie chce się przestać jej czytać. Dwunastoletni Cory próbuje rozwikłać zagadkę pewnej śmierci, przy okazji jednak spełni jedno ze swoich największych marzeń, przeżyje rozczarowania, zawrze nowe znajomości i będzie pielęgnował stare. Jedną nogą tkwi jeszcze w dzieciństwie, z całą jego magią i ekscytacją, drugą wkracza niepewnie w dorosłość. Piękna i mądra książka.

Katarzyna Boni "Ganbare! Warsztaty umierania" (klik)

Pierwszy, ale nie ostatni reportaż w tym zestawieniu (mam dziwne przeczucie, że w przyszłym roku będzie ich dużo więcej). Jeśli chcecie przeczytać naprawdę dobrze napisany reportaż, który w dodatku zostanie w was na dłużej, sięgnijcie koniecznie po książkę Katarzyny Boni. Jej opowieść o skutkach tsunami w Japonii trudno wyrzucić z pamięci, co więcej, Boni pisze nie tylko o ludziach, którzy przeżyli tsunami, ale także, a może przede wszystkim, o specyfice japońskiego społeczeństwa i o trawiących je problemach.

Philipp Meyer "Syn"

Recenzji nie napisałam, staram się bowiem unikać recenzowania książek wydawnictwa, w którym pracuję, bo z pewnością nie jestem obiektywna. Nie byłoby jednak sprawiedliwe pominięcie "Syna" w tym zestawieniu, ponieważ ta książka ma wszystko, co lubię i wywarła na mnie wielkie wrażenie. To ambitnie zakrojona saga, będąca próbą zmierzenia się z historią Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza z tymi jej aspektami, które nie są powszechnie znane w Ameryce. Meyer napisał tę książkę w sposób niesamowicie świadomy, nie tylko czytając wszystko, co zostało wydane, na temat rdzennych Amerykanów, ale także ucząc się przetrwać na prerii. Efekt jest doskonały, widać, że głęboko wszedł w skórę swoich bohaterów, książkę czyta się zaś doskonale.

George Saunders "10 grudnia" (klik)

Wydaje mi się, że po raz pierwszy umieszczam w końcoworocznym zestawieniu zbiór opowiadań. Mam nadzieję, że już samo to jest wystarczającą zachętą dla was do sięgnięcia po tę książkę. Każde z opowiadań Saundersa jest inne i każde poraża. Kilkoma słowami potrafi sprawić, że odkładamy książkę na dłuższą chwilę, zastanawiając się, co właściwie przeczytaliśmy. Niektóre książki zapadają w pamięć, bo otwierają przed nami nowe światy. Inne zadziwiają kunsztem literackim i wirtuozerią autora. „10 grudnia” jest połączeniem obu tych cech.

Paul Kalanithi „Jeszcze jeden oddech” (klik)

Wśród moich lektur ta zdecydowanie nie jest typowa. Rzadko sięgam po książki o chorobach, być może dlatego, że czytałam ich sporo jako nastolatka. Lubię jednak czytać o lekarzach, fascynuje mnie ta profesja i związane z nią dylematy. „Jeszcze jeden oddech” to książka wyjątkowa. Jej autorem jest lekarz, neurochirurg, którzy będąc dopiero u progu swojej kariery, zachorował na złośliwego raka płuc. Po diagnozie zdecydował się jeszcze na dziecko, zmarł, gdy jego córeczka miała kilka miesięcy. „Jeszcze jeden oddech” nie jest jednak tylko zapisem choroby i umierania. To swoista afirmacja życia, mądra i pozbawiona patosu.

Witold Szabłowski „Sprawiedliwi zdrajcy” (klik)

Drugi reportaż w tym zestawieniu, nie mogłam go nie umieścić. Ze względów osobistych do dla mnie jedna z najważniejszych książek roku, poza tym jest to też bardzo dobrze napisany reportaż, który czyta się niczym jednym tchem, w zadziwieniu, że świat nie jest taki, za jaki go mieliśmy.

Herr „Depesze”

O tej książce dopiero napiszę, wydaje mi się jednak, że nie mogę jej pominąć. Podobnie jak Saunders, Herr łączy wirtuozerię stylu z poruszającą treścią. Reportaż doskonały, brawurowo przetłumaczony, czapki z głów!

Którą z tych książek powinnam wytypować jako najlepszą? Najchętniej poddałabym się z góry, ponieważ jednak od dziesięciu lat wybieram książkę roku, nie będę tej tradycji naruszać. A jeśli muszę wybrać jedną, musi to być ta pierwsza. Przetrwała próbę czasu, od wielu miesięcy przypominają mi się różne sceny i zdania. Dlatego książką roku 2016 niech będzie "J jak jastrząb" Helen MacDonald.

Ponieważ zaś robię to od tylu lat, przypomnę, jakie książki wywierały na mnie największe wrażenie w ciągu 10 lat istnienia Miasta Książek!

2015 – Michel Faber „Księga dziwnych, nowych rzeczy”

 

2014 – David Mitchell „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta”

 

2013 - Sylvain Tesson "W syberyjskich lasach"

 

2012 - Elżbieta Cherezińska "Korona śniegu i krwi"

 

2011 - David Grann "Zaginione miasto Z"

 

2010 - Johan Theorin "Nocna zamieć"

 

2009 - Rabih Alameddine "Hakawati. Mistrz opowieści"

 

2008 - Cormac McCarthy "Droga"

 

2007 - Khaled Hosseini "Tysiąc wspaniałych słońc"

 



czwartek, 31 grudnia 2015

Ilustracja autorstwa mojej córki Oli

Lubicie podsumowania? Pisanie bloga bardzo je ułatwia, a najlepsze książki roku wybieram już po raz dziewiąty! Manią spisywania swoich lektur zaraziłam zresztą mamę i córkę, które też prowadzą swoje listy - świetne jest ich porównywanie, przypominanie sobie, co nam się najbardziej podobało, sprawdzanie, po jakie lektury w tym roku sięgałyśmy najchętniej.

W tym roku moje czytanie wyglądało trochę inaczej, kilka miesięcy upłynęło mi bowiem pod znakiem jednej książki. Postanowiłam bowiem zrealizować marzenia z dzieciństwa i przetłumaczyłam powieść. Pokochałam ją przy okazji bezgranicznie, a jej trzy bohaterki stały mi się bliższe niż Ania z Zielonego Wzgórza, a to naprawdę coś znaczy! Mam nadzieję, że też je pokochacie i że przeczytacie "Dziewczynę z rewolwerem" Amy Stewart, bo to świetna książka jest! Premiera w lutym.

Udało mi się jednak przeczytać 65 książek, czyli mniej więcej tyle samo, co zwykle. Po raz kolejny prowadzą książki polskich autorów - przeczytałam ich aż dwadzieścia! To właśnie dzięki podsumowaniom zorientowałam się kiedyś, że prawie nie czytam polskich książek. Od tego czasu staram się po nie częściej sięgać, jak widać z dobrym skutkiem. Czternaście z moich lektur to książki autorów brytyjskich, a dwanaście amerykańskich - to również stała tendencja. Żałuję, że w tym roku nie przeczytałam żadnej książki azjatyckiej - to poważne niedopatrzenie! Za to znalazło się kilka tytułów francuskich, które rzadko goszczą na moich półkach.

Nie jestem najwięcej czytającą osobą w mojej rodzinie - moja Mama przeczytała 85 książek! Moja dwunastoletnia córka bardzo przejęła się wyzwaniem 52 książki i dzisiaj skończyła książkę numer 52 :)

A ja, jak co roku wybrałam dziesięć tytułów, które wywarły na mnie największe wrażenie. Łatwo nie było!

Kateřina Tučková "Boginie z Žítkovej"

Na pograniczu Czech i Słowacji żyły kiedyś kobiety, które potrafiły zaklinać pogodę, przepowiadać przyszłość, leczyć. To historia o ostatniej z nich, przejmująca i tajemnicza. Realizm magiczny w czeskim wydaniu.

Sarah Waters "Za ścianą"

W tym roku przeczytałam dwie książki Sary Waters, którą uważam za jedną z najlepszych współczesnych pisarek brytyjskich. Wybieram "Za ścianą", ponieważ tę książkę czytałam po raz pierwszy, ale "Złodziejka" jest równie dobra. To książki, które mamią, by potem roztrzaskać wszystkie złudzenia czytelnika. Mądre i przewrotne, napisane tak, że trudno się od nich oderwać.

Michael Crummey "Sweetland"

Wydawnictwo "Wiatr od morza" rozkochało nas w sobie - nie tylko mnie, ale całe rzesze czytelników. "Sweetland" to kolejna powieść, której nie trzeba nawet reklamować. Przejmujący obraz samotności osadzony w scenerii Nowej Fundlandii, pięknie napisany i z przesłaniem.

Pat Falvey, Pemba Gyalje "Mordercza góra"

Przeczytałam w tym roku dwie doskonałe książki o górach (druga to "Wszystko za Everest" Krakauera). Wydarzenia, o których opowiadają autorzy "Morderczej góry", tkwią gdzieś we mnie i nie wydaje mi się, że o nich kiedyś zapomnę. To nie tylko porywająca historia górska, ale przede wszystkim opowieść o tym, co się może z nami dziać w sytuacjach ekstremalnych, jak cienka jest granica między życiem a śmiercią i jak łatwo ulegamy naszym ambicjom.

Richard Flanagan "Ścieżki Północy"

Zbieram się dopiero do napisania o tej książce, chwalonej przez wszystkich, którzy po nią sięgnęli. Porażający obraz wojny, o jakiej nie pamiętamy, a zarazem traktat o samotności, odwadze i przetrwaniu.

S. C. Gwynne "Imperium Księżyca w Pełni. Wzlot i upadek Komanczów"

To był świetny rok dla literatury faktu. Ukazały się świetne tytuły wydawnictwa "Dowody na Istnienie", doskonała opowieść Magdaleny Grzebałkowskiej o roku 1945, Aleksijewicz dostała nagrodę Nobla. Ja jednak wybiorę tytuł, który ukazał się w świetnej serii Amerykańskiej wydawnictwa Czarne, bo to książka z gatunku, jaki lubię najbardziej. S. C. Gwynne opowiada o losach Komanczów tak, że od lektury trudno się oderwać. Są tu krwawe, często dość drastyczne historie, o jakich nie śniło się czytelnikom "Winnetou", a całość czyta się niczym powieść Cormaca McCarthy'ego. Jednocześnie jest to ciekawy, bardzo wielostronny i chyba dość obiektywny obraz tego, jak wyglądało kolonizowanie Ameryki.

Michel Faber "Księga dziwnych nowych rzeczy"

Faber żegna się z czytelnikami w wielkim stylu (twierdzi, że to jego ostatnia powieść). Piękna opowieść o zetknięciu z obcym, o powołaniu, miłości i pięknie. Książka o mocy słów, o wierze, o wyjątkowości naszej planety, napisana tak, że chciałoby się ją czytać w nieskończoność.

Emily St. John Mandel "Stacja Jedenaście"

Powieść o świecie po apokalipsie i o ludziach, którzy przeżyli, ale to im nie wystarcza. Hipnotyczna elegia o naszej planecie i naszej codzienności, w której losy kilkorga bohaterów splatają się ze sobą w intrygujący sposób.

Elżbieta Cherezińska "Turniej cieni"

Kolejna książka tej autorki, która trafia na listę moich ulubionych lektur roku, i przyznam, że im więcej czasu mija od lektury, tym bardziej jestem przekonana, że to najlepsza powieść Cherezińskiej. Fascynujące tło historyczne, intrygujący bohaterowie, wciągająca akcja, a w dodatku wszystko osnute wokół wydarzeń historycznych, o których wiemy zdecydowanie zbyt mało.

Sharon Bolton "Małe mroczne kłamstwa"

Patrząc na listę książek, które przeczytałam w tym roku, doszłam do wniosku, że muszę w tej dziesiątce umieścić jakiś kryminał. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że znowu przeczytałam ich całkiem sporo. "Małe mroczne kłamstwa" to kryminał doskonały, w którym każdy kolejny narrator zmienia nasz sposób postrzegania całej historii. W tle Falklandy, a jak zapewne wiecie, nie potrafię oprzeć się książkom, których akcja toczy się na słabo zaludnionych wysepkach gdzieś na końcu świata.

Nie zmieścił się na liście "Szczygieł" Donny Tartt, którego czytałam bardzo długo i którego nie oceniam wcale zbyt surowo. Nie zmieściła się kolejna monumentalna powieść, głośna za oceanem, czyli "City on Fire" Hallberga - prawie tysiącstronicowa historia o Nowym Jorku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. To był dobry rok dla czytelników! Którą jednak książkę powinnam okreslić mianem Książki Roku? Przyznam szczerze, że w tym roku bardzo trudno mi wybrać, i gdyby nie to, że robię to już od tylu lat, chyba bym się poddała. Ale niech będzie - jeśli może być tylko jedna, to już wiem.


Michel Faber "Księga dziwnych nowych rzeczy"

Za to, że żadnej innej książki nie czytałam z takim zachwytem.

 

Dla ciekawych wstawiam też listę tytułów, które zasłużyły na tytuł Książki Roku od początku prowadzenia bloga.

2014 – David Mitchell „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta”

2013 - Sylvain Tesson "W syberyjskich lasach"

2012 - Elżbieta Cherezińska "Korona śniegu i krwi"

2011 - David Grann "Zaginione miasto Z"

2010 - Johan Theorin "Nocna zamieć"

2009 - Rabih Alameddine "Hakawati. Mistrz opowieści"

2008 - Cormac McCarthy "Droga"

2007 - Khaled Hosseini "Tysiąc wspaniałych słońc"

A Wam wszystkim życzę samych udanych lektur w Nowym Roku! Bardzo chętnie przeczytam też o książkach, które trafiły na listę Waszych najlepszych lektur roku - podzielcie się proszę!

wtorek, 31 grudnia 2013

W ciągu ostatnich tygodni przestawiałam Wam literackie podsumowania autorstwa zaproszonych gości. Tym razem pora na moją własną listę najlepszych, najciekawszych książek, jakie udało mi się przeczytać w 2013 roku. I muszę przyznać, że po raz kolejny naprawdę trudno mi dokonać wyboru tej jednej, jedynej książki roku.

Czytelniczo było w normie. Przeczytałam w tym roku 70 książek, tyle przynajmniej odnotowałam. Jak zwykle, nie zapisuję książek czytanych do pracy, nie zapisuję też książek, które czytam z Olą, umykają mi też często czytelnicze powtórki. Większość książek odnotowałam na blogu, jedna recenzja dopiero się pojawi, jako że książkę skończyłam czytać wczoraj, nie zdążę więc już o niej w tym roku napisać. Wychodzi na to, że od kilku lat co roku czytam trochę więcej, ale nie są to duże różnice. Przy moim trybie życia i pracy nie sądzę, że będę w stanie czytać więcej. Nie wiem zresztą, czy chcę - wolę mieć chwilę na zastanowienie się nad tym, co przeczytałam, lubię też po skończeniu książki pozostać na jakiś czas myślami w jej świecie.

Jak co roku, wśród moich lektur przeważają książki napisane po angielsku. Co mnie jednak zdziwiło, to że w tym roku brytyjskich autorów jest zaledwie ośmiu, zaś amerykańskich dwunastu. Zazwyczaj czytuję dużo więcej brytyjskich książek. Przeczytałam też książki czterech autorów kanadyjskich - za dwóch odpowiada gdańskie wydawnictwo Wiatr od morza, którego powstanie jest niewątpliwie wydarzeniem roku na polskiej scenie wydawniczej!

Jeśli chodzi o książki polskich autorów, to nie od dziś wiadomo, że w tym względzie nigdy nie szaleję. Udało się przeczytać książki dziewięciu rodaków. Odkryciem była chyba Olga Rudnicka i jej pięć Natalii. Odkryciem rodzinnym jest Rafał Kosik i cykl "Feliks, Net i Nika", którym zaczytujemy się obie z Olą i który jeszcze doczeka się notki na blogu.

Poza tym oczywiście sporo skandynawskich kryminałów, pojedyncze książki autorów innych narodowości. Mało urozmaicenia, a szkoda.

Oto więc tytuły, które w tym roku zrobiły na mnie największe wrażenie. Kolejność przypadkowa.

1. Ben Aaronovitch "Rivers of London"

Odkrycie roku - uroczy cykl o londyńskim policjancie uczącym się magii. Wśród jego znajomych są duchy opiekuńcze londyńskich rzek, a sprawy kryminalne zdecydowanie nie należą do zwyczajnych. To wszystko opisane z typowo brytyjskim poczuciem humoru, lekko i uroczo. Do tego Londyn w tle.

 

 

 

 

 

 

2. Tan Twan Eng "Ogród wieczornych mgieł" 

Opowieść o japońskim mistrzu sztuki ogrodnictwa, o wojennych ranach, które się nigdy nie zabliźnią, o wspomnieniach, winie i wybaczeniu. Osadzona w mglistej dżungli półwyspu malajskiego, intrygująca i nastrojowa.

 

 

 

 

 

 

3. Ann Patchett "Stan zdumienia"

Tocząca się w głębi amazońskiej puszczy opowieść o medycynie, korporacjach, poświęceniu i szaleństwie. Wprawia w trans i wprowadza w tytułowy stan zdumienia.

 

 

 

 

 

 

 

4. Eowyn Ivey „Dziecko śniegu”

Baśń dla dorosłych. Wśród śniegów Alaski, bezdzietna para dostaje niezwykły dar - śniegową córkę, która być może jest zwykłym dzieckiem, ale została im zesłana w pewną mroźną noc. I choć zniknie na wiosnę, odmieni ich życie.

 

 

 

 

 

 

5. Michael Crummey "Dostatek"

Jedna z trzech książek walczących o tytuł Książki Roku. Dodam, że druga jest również wydana przez Wiatr od morza. Porażająca rozmachem, oryginalnie skonstruowana opowieść o pięciu pokoleniach mieszkańców pewnej kanadyjskiej wioski. Książka - układanka, w której losy bohaterów przeplatają się jak w jakimś magicznym gobelinie. Nie wolno przegapić.

 

 

 

 

6. Alex Zentner "Dotyk"

Przez kilka dni zastanawiałam się, czy to właśnie nie powinna być moja Książka Roku. Blask "Dostatku" nieco ją przyćmił, a przecież to gwiazdka pierwszej wielkości, która powinna znaleźć się na każdej liście najlepszych książek tego roku. Kolejna kanadyjska saga rodzinna, równie sugestywna i równie dobrze napisana. Opowieść o pamięci i zapominaniu, o wierności, o mrozie, przyrodzie i granicach człowieczeństwa.

 

 

 

 

 

I wreszcie Książka Roku.

Sylvain Tesson "W syberyjskich lasach"

Nie jest to właściwie najlepsza książka, jaką przeczytałam w tym roku. Większość książek wymienionych wyżej jest obiektywnie lepiej napisanych. Jeśli jednak oceniamy książki przez pryzmat ich wpływu na nas, wyciszona, lekko może afektowana, ale inspirująca opowieść Tessona o sześciu miesiącach spędzonych w nadbajkalskiej chacie jest zdecydowanie najważniejszą książką tego roku dla mnie. To książka, która budzi pragnienia, wywołuje tęsknotę. Czyta się świetnie, sporo w niej zapadających w pamięć stwierdzeń. Niektórym recenzentom nie podoba się, że napisał ją Francuz, tak jakby tylko Słowianie mieli prawo zachwycać się prostym życiem nad Bajkałem. Dla mnie Tesson jest inspiracją i choć przeczytałam jego książkę już prawie dwanaście miesięcy temu, to ona tkwi mi w głowie bardziej, niż wiele znacznie świeższych lektur.

 

Tego, żebyście często natrafiali na inspirujące książki, książki niezapomniane, wywołujące marzenia i dające odwagę do ich spełniania - życzę Wam na ten Nowy Rok.

piątek, 27 grudnia 2013

Święta minęły, udane, spokojne, z rodzinnym śpiewaniem kolęd, książkami pod choinką, wspólnym wyjściem do kina na "Hobbita". Teraz teoretycznie mogłoby nastąpić kilka dni spokoju, ale nic z tego - planowana jest mała rewolucja, która na pewno wpłynie na nasze życie rodzinne. O tym więcej jutro, może pojutrze. Tymczasem zaś koniec roku coraz bliżej, zapraszam Was więc na kolejny odcinek cyklu "Najlepsze książki roku". Dzisiejszego wyboru dokonała kobieta-wulkan, dobra dusza książkowej blogosfery, organizatorka licznych akcji, której doba jest chyba dłuższa niż doba przeciętnego człowieka - Agnieszka Tatera, autorka bloga "Książkowo".

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jak zawsze, gdy zostaję poproszona o wybór najlepszej książki roku, to baranieję. Bo jakże to tak, jedną? Dlatego nie będę w stanie aż tak się ograniczyć - i tak ciosałam tę listę przez kilka dni. W końcu zdecydowałam się na 3 wyróżnienia i miejsce honorowe.

Pierwsze wyróżnienie to przecudownej urody ramotka – „Zdobywam zamek” Dodie Smith. Książka tego typu, których już nikt nie pisze i chyba niedługo też nikt nie będzie czytał, co mocno smuci me serce. Lata trzydzieste ubiegłego wieku, zamek, nastolatka z ubogiej rodziny i jej pamiętnik. To w nim opisuje wszystko, co spotyka ją i jej rodzinę. Zabawne, mocno inspirowane literaturą, ze świetnymi bohaterami. Gdy ją czytałam, to poczułam się jak w młodości, gdy odkrywałam L.M. Montgomery czy też Jane Austen.

 


„W odbiciu” Jakuba Małeckiego to zupełne przeciwieństwo powyższej książki. Powieść pełna ciemnych barw, szaleństwa, stopniowego tracenia poczucia rzeczywistości. Bohater, przeciętny do bólu, powoli wkracza w matnię ułudy. A może taka właśnie jest rzeczywistość? Małeckiego bardzo cenię za te pokręcone, schizofreniczne fabuły!


„Prawda o sprawie Harry’ego Queberta” Joela Dickera to moje niedawne odkrycie. Na początku dałam się wyprowadzić w pole, myślałam, że to będzie taka sobie, nieskomplikowana opowiastka, ale potem dostałam za swoje! Wielowarstwowa powieść o życiu, miłości, o tym, jak łatwo można dać się sterować ludzkim oczekiwaniom, jak trudno jest iść pod „społeczny prąd”. Jedyne, co mi przeszkadzało, to trochę lekko patetycznych wstawek.


And the Oscar goes to… Książką roku została dla mnie powieść Elżbiety Cherezińskiej – „Legion”. Każda książka tej autorki, którą do tej pory czytałam, uzyskała u mnie najwyższą notę. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego jej wydawca nie promuje tak uzdolnionej autorki najszerzej, jak się da. Niesamowity dar snucia opowieści, świetne przygotowanie, barwne światy i dopracowani bohaterowie to jej znak charakterystyczny. A w „Legionie” porwała się na trudny temat – opisanie bękartów II wojny światowej. W swej książce przedstawia w niesamowicie ciekawy i – na ile mogę osądzić – realny sposób losy Brygady Świętokrzyskiej. Ja miałam wrażenie, że jestem tam razem z nimi, widzę, czuję, słyszę to samo, że zaraz zobaczę Żbika i dołączę do tej grupy. Nie umiem pisać bez ochów i achów, wiec tylko dodam: dla mnie jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję przeczytać. A autorkę polecam każdemu!




poniedziałek, 23 grudnia 2013

Jeśli w wirze świątecznych przygotowań znajdziecie chwilę na to, żeby usiąść przy komputerze, zapraszam Was na kolejny odcinek cyklu o najlepszych książkach roku 2013. Dzisiejszym gościem jest pisarka, która wprawdzie sama siebie określa mianem "byłej pisarki", ale nie jestem jedyną fanką jej powieści, która wierzy, że kiedyś jednak wena przykuje ją ponownie do komputera! Antonina Kozłowska, autorka trzech książek i niestety była już blogerka (choć ja znowu nie tracę w tej kwestii nadziei :) ), poleca kilka ciekawych tytułów. I zdradza, że trochę ją do tego przymusiłam ;)

---------------------------------------------------------------------------------------------

Są osoby, którym się nie odmawia, i bez wątpienia należy do nich Padma :)

Bardzo mi miło, że zostałam poproszona o napisanie kilku zdań o najlepszych – moim zdaniem – książkach 2013 roku dla Miasta Książek

Wybór jest trudny, bo o najgłośniejszych nowościach pisali już wszyscy, nie ma więc sensu się powtarzać.

Chciałabym więc napisać parę słów o moich dwóch tegorocznych odkryciach.

Pierwszym z nich jest wydawnictwo Wiatr od Morza, które debiutowało na rynku genialną powieścią "Dostatek" a później poprawiło równie znakomitym "Dotykiem".

"Dostatek" to magiczna saga gęsta od biblijnych nawiązań, której akcja toczy się w niedostępnej i nieprzyjaznej Nowej Fundlandii na przestrzeni dwóch stuleci. Od dawna nie czytałam tak dobrze napisanej, mądrej i przy tym wszystkim wciągającej i ciekawej powieści. To zdecydowanie moja książka roku 2013. "Dotyk" również z dalekiej mroźnej Północy, przegrywa o włos tylko dlatego, że jest tak krótki – zabrakło mi tu co najmniej 200 dodatkowych stron.

Drugim jest polski autor, którego do tej pory nie znałam – Łukasz Orbitowski. Coś w tym jest, że najlepsi autorzy wyrastają z fantastyki i horroru. "Widma" opowieść o alternatywnej rzeczywistości, w której Powstanie Warszawskie się nie wydarzyło, to rzecz dla ludzi o mocnych nerwach, odpornych na brawurową pisarską wyobraźnię zmieniającą Warszawę w rozpadające się piekło, po którym krąży, między innymi, kultowy tragiczny poeta zmieniający się w coś w rodzaju zombie z dziurą w głowie. Warto jednak odkryć wszystkie warstwy tego – pozornie – zakręconego horroru.


"Szczęśliwej ziemi" natomiast bliżej już i do Stephena Kinga i do Joanny Bator. Tutaj elementy nadprzyrodzone są pretekstem do barwnej, często gorzkiej opowieści o losach grupy trzydziestoparolatków z małego miasteczka i o polskich przemianach ostatnich dwudziestu paru lat.

------------------------------------------------------------------------------------------

Jak wam się podobają te propozycje? O Orbitowskim ostatnio głośno, ja się dam chyba skusić. A "Dostatek" prawdopodobnie trafi też na moją listę :)

 



czwartek, 19 grudnia 2013

Zapraszam na kolejny odcinek cyklu, w którym różne interesujące osoby opowiadają o najlepszych książkach, jakie przeczytały w tym roku. Mam nadzieję, że pomoże nam to przypomnieć sobie, co ciekawego ukazało się w ostatnich miesiącach i powstanie przegląd dobrych książek.

Dzisiejszym gościem jest Agnieszka Obrzut, specjalistka ds. promocji książek w wydawnictwie Prószyński i S-ka. Aga jest wegetarianką, lubi łosie, a z zamiłowania jest globtroterką. Oto, co poleciła:

-----------------------------------------------------------------------------------------

PRZEWODNIK  PO WARSZAWSKICH BLOKOWISKACH, Jarosław Trybuś, Muzeum Powstania Warszawskiego

Idealna książka dla tych, którzy gubią się w świecie z betonu, zupełnie nie znając historii ukrytej między wielkimi płytami stolicy. I nagle, to co wydawało się brzydkie, przypadkowe, niebezpieczne, okazuje się być częścią dobrze przemyślanej koncepcji urbanistycznej. Lektura tej książki przypomina, że każde miasto jest opowieścią, którą snują jej mieszkańcy, a powojenna i współczesna Warszawa z onieśmielającym Muranowem, zaskakującym Ursynowem czy rozległym Bemowem na czele, jest nie mniej ciekawa, niż stolica za czasów Poniatowskiego.


 

ZJADANIE ZWIERZAT, Jonathan  Safran Foer, Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Autor skutecznie przypomina nam o tym, że  stek średnio wypieczony, to krowa, która bynajmniej nie spędzała beztroskich godzin na pastwisku  i straciła życie w sposób, o którym nie chcielibyśmy opowiadać naszym dzieciom, a skrzydełka drobiowe w chrupiącej panierce, to efekt krótkiego życia jednej z kur na zatłoczonej  fermie przemysłowej.  Książkę polecam wszystkim, którzy zastanawiają się czy warto przykładać się do cierpienia innych istot, którym przyszło  żyć razem z nami na planecie zwaną Ziemią. Bez epatowania drastycznymi obrazami, w racjonalny i wyważony sposób autor opowiada dlaczego zmienił sposób żywienia. Po przeczytaniu tej książki kotlet będzie smakował inaczej.

------------------------------------------------------------------------------------------

Bardzo ciekawe propozycje. O obu książkach słyszałam, ale ich nie czytałam, mam na to wielką ochotę. Foera trochę się boję, ale uważam, że trzeba. A warszawskie blokowiska mogą być fascynujące nawet dla osób, które Warszawę znają słabo, tak jak ja - może wreszcie zacznę rozróżniać Ursynów od Bemowa ;)



wtorek, 17 grudnia 2013

Zapraszam na kolejny odcinek cyklu Najlepsze książki roku. Dzisiejszym gościem Miasta Książek jest kolejna blogerka, tym razem pisząca na co dzień o książkach. Dabarai, autorka Ex librisu, prywatnie Kasia, mieszka w Londynie i jest odpowiedzialna za sporą część książek na moich półkach. Poznałyśmy się kilka lat temu, kiedy Kasia wpadła do mnie w odwiedziny do Chawton, gdzie mieszkałam w stajniach brata Jane Austen, razem zwiedziłyśmy dom słynnej pisarki, zaiskrzyło i wiedziałam, że znalazłam bratnią od duszę. Od tego czasu była już niezliczona ilość spotkań w Londynie (i niestety tylko jedno w Poznaniu), godziny przegadane nad herbatą i sconesami, kilometry półek przeszukane w londyńskich antykwariatach. Kasia tryska energią i dobrym humorem, czyta bez przerwy, a że ostatnio cierpiała na niedobór motywacji do pisania, postanowiłam, że ją zmotywuję zapraszając do cyklu. Wiedziałam zresztą, że kto jak kto, ale ona na pewno wybierze dla Was ciekawe tytuły. I oczywiście miałam rację - przekonajcie się sami! Oto propozycje Kasi:

-----------------------------------------------------------------------------------------

 

To był bardzo dziwny rok – niespodziewany książkowy zastój sprawił, że jesienią niejako musiałam zacząć ten rok czytelniczy od nowa. Jakim cudem w tych warunkach mam wybrać jedną książkę nie wiem, więc zdecydowałam się na trzy. Z przyległościami.

1.      M. L. Stedman „The Light Between Oceans” („Światło między oceanami”)

-  nastrojowa, lirycznie opisana historia miłości i trudnych wyborów. Książka, która zawiera w sobie moje ulubione elementy – wciągającą historię, klimatyczne miejsce akcji i emocje, które każą czytelnikowi nad książką się zastanawiać na długo po jej przeczytaniu. Polskie tłumaczenie tej debiutanckiej powieści przeszło bez większego echa, ale mam nadzieję, że kogoś jeszcze na tę książkę skuszę.

 

 

2.      Kate Atkinson „Life After Life”

- to z kolei powieść uznanej autorki angielskiej, a moje pierwsze z nią spotkanie. To, co szczególnie przypadło i do gustu w tej książce, to niesamowita wyobraźnia autorki, która widoczna jest nie tylko w niecodziennej kompozycji tej powieści, ale i w jej epickim rozmachu. Mam tylko nadzieję, że książka zostanie przetłumaczona na polski, bo zdecydowanie jest tego warta.

 

 

 

3.      Elżbieta Cherezińska „Saga Sigrun”

- po ubiegłorocznym spektakularnym sukcesie „Korony śniegu i krwi” Cherezińska to jedna z moich ulubionych polskich autorek powieści historycznych. „Saga Sigrun” to opowieść o Wikingach, książka wydana co prawda dość dawno, ale zdecydowanie jedno z moich faworytek w tym roku. Zmysłowa, cielesna, pełna niezapomnianych bohaterów, nieco tajemnicza – powieść Cherezińskiej to początek czterotomowej sagi, której połowa (na szczęście!) jeszcze przed mną.

 

Teraz czas na przyległości. Wśród przeczytanych przeze mnie w tym roku książek znalazło się kilka książek, których na liście polecanych tytułów z różnych powodów zabraknąć nie mogło. Okazuje się, że „najlepsze książki roku” to pojęcie bardzo pojemne, bo znalazło się wśród tych przyległości kilka kontrowersyjnych tytułów, kilka odkryć, nieco książek niecierpliwie przeze mnie oczekiwanych  i coś niespodziewanego.

Przed wszystkim, na liście nie może zabraknąć „Wołania kukułki” („The Cuckoo's Calling”) Roberta Galbraitha czyli J. K. Rowling. Okazuje się bowiem, że Rowling potrafi pisać nie tylko dla dzieci, ale dobrze czuje się też w roli pisarki klasycznych, współczesnych kryminałów, zwłaszcza takich, które toczą się w Londynie. Lektura tej książki sprawiła mi wiele przyjemności i mam nadzieję, że wkrótce autorka znów wcieli się w rolę Galbraitha i napisze kolejny kryminał z Cormoranem Strike'm w roli głównej.

Po drugie wspomnieć muszę tu o nowej powieści Andrzeja Sapkowskiego „Sezon burz”. Powieść, która fanów wiedźmina przyprawiła o bicie serca. I chociaż z kultową sagą nie ma wiele wspólnego (oprócz głównych bohaterów, ma się rozumieć), a przez autora nazwana jest ani sequelem ani prequelem, to zasługuje na uwagę fanów prozy Sapka. Decyzja, by wskrzesić postać ukochaną przez fanów zawsze będzie wzbudzać kontrowersje, ale wydaje mi się, że „Sezon burz” to książka, którą należy przeczytać. Chociażby po to, by samemu sobie wyrobić na jej temat opinię.

Dwie kolejne książki zasługujące na uwagę to „Gone Girl” („Zaginiona dziewczyna”) Gillian Flynn i nowy Jussi Adler-Olsen, czyli „Redemption”. Pierwsza to majstersztyk czytelniczego zaskoczenia, w czasach, kiedy czytelnikowi zdaje się, że niczym go już nie można zaskoczyć, a druga to długo wyczekana, świetna część trzecia serii o departamencie Q, na którą polskiemu czytelnikowi niestety trzeba będzie jeszcze chyba długo poczekać... Polecam z czystym sumieniem obie. Kolejna polecana i długo wyczekana lektura to „Broken Homes” Bena Aaranovitcha – czwarty tom serii Rivers of London o policjancie Peterze Grancie, która tak zachwyciła mnie w zeszłym roku. Mam nadzieję, że pierwszy  tom zostanie wreszcie wydany po polsku w tym roku, bo zdecydowanie warto się z nią zapoznać.

Z kolei moje tegoroczne odkrycie to Ian Rankin i jego seria o inspektorze Rebusie. Seria, która z książki na książkę podoba mi się coraz bardziej, zaczynając od „Knots and Crosses”. Kto jeszcze nie zna książek Rankina niech się za nie czym prędzej zabierze, bo zdecydowanie warto!

Na koniec – coś niespodziewanego. Otóż ostatnio Ulubiony Anglik kupił przepiękną książkę, którą znalazł w jednym z polskich sklepów w Londynie i która nas oboje zachwyciła – „Miasteczko Mamoko” Aleksandry i Daniela Mizielińskich. „Miasteczko Mamoko” to obrazkowa uczta nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych, opowieść, którą czytelnik może sam rozwijać przewracając kolejne strony i która ucieszy czytelników w każdym wieku. Będzie jak znalazł na przyszły rok...

----------------------------------------------------------------------------------------

Co sądzicie o typach Kasi? Zauważcie, że po raz drugi pojawia się seria Aaronovitcha - polecał ją też Zwierz popkulturalny. "Life After Life" Kate Atkinson króluje z kolei na angielskich listach najlepszych książek roku. Elżbieta Cherezińska to autorka mojej poprzedniej Książki Roku, na pewno sięgnę też po "Północną drogę", której "Saga Sigrun" jest częścią.


czwartek, 12 grudnia 2013

Jak co roku w grudniu, na różnych stronach internetowych i portalach zaczynają się pojawiać podsumowania i spisy najciekawszych książek wydanych (lub przeczytanych) w kończącym się roku. Bardzo te podsumowania lubię - pozwalają sprawdzić, co ciekawego się przegapiło, przypomnieć sobie najlepsze tytuły, uporządkować wrażenia. Co roku oczywiście wybieram własną Książkę Roku i poświęcam temu zadaniu wiele czasu - właściwie już od co najmniej tygodnia rozmyślam, ważę plusy i minusy różnych tytułów. Zanim jednak przedstawię Wam moje typy, postanowiłam wprowadzić trochę różnorodności - w końcu o książkach, które ja czytałam, już na tym blogu mogliście usłyszeć. Zaprosiłam więc różne ciekawe osoby - wydawców, blogerów, autorów i innych interesujących ludzi, i poprosiłam ich o wybranie jednej lub kilku książek, które ich zdaniem w tym roku szczególnie zasłużyły na uwagę. Ich typy będą się ukazywać na Mieście Książek do końca roku, i liczę, że Wy także będziecie opowiadać o swoich najlepszych lekturach w komentarzach!

Pierwszą osobą, która podzieliła się z nami swoją listą, jest blogerka - instytucja, która wie wszystko o świecie filmu, ciągle ogląda, czyta, omawia, gromadząc ogromną rzeszę fanów, równie świetnie zorientowanych w świecie popkultury. Autorka bloga nagrodzonego tytułem Blog Blogerów 2012 - Zwierz Popkulturalny. Jeśli jakimś cudem jeszcze nie znacie i nie czytacie, musicie to jak najszybciej nadrobić. Zwierz, jak to zwierz, nie podał jednego tytułu albo kilku, ale całą dziesiątkę, i jest w czym wybierać! Zapraszam do czytania i komentowania :)

Miało być dziesięć książek z tego roku, więc zwierz wysilił zrolowane zwoje mózgowe i oto proszę:

1. Ben Aaronovitch „Rivers of London” - Londyn i czarodzieje - brzmi jak sztampa, ale co, jeśli czarodziei jest dwóch: mistrz i uczeń, i obaj pracują w londyńskiej policji? A podstawy magii spisał nikt inny jak tylko Isaac Newton. Jeśli do tego dodamy antropomorficznych bogów londyńskich rzek i całkiem interesujący obraz mieszkańców najciekawszej stolicy Europejskiej, to dostaniemy coś przecudownego.


2. David Walliams „Camp David” - musicie wiedzieć, że zwierz ma straszną słabość do autobiografii angielskich aktorów, nawet tych mniej znanych. Zwierz jest po prostu strasznie zakręcony na punkcie brytyjskiej kultury popularnej. Camp David jest ciekawą książką, bo to wspomnienia komika odpowiedzialnego za Little Britain- niesłychanie popularny serial komediowy, którego twórca przez lata zmagał się z depresją. To nie jest wybitna książka, ale jest w niej jakaś szczerość, plus fragmenty, których człowiek zupełnie się nie spodziewał (jak wątek przyjaźni ze znakomitą brytyjską dramatopisarką Sarah Kane).


3.Sylwia Kołos „Nowe kino Szekspirowskie. Adaptacje sztuk Williama Szekspira w kinie lat dziewięćdziesiątych” - zwierz jest absolutnym fanem adaptacji Szekspira i uwielbia o nich czytać. Tu pewnych elementów brakowało, ale nie zmienia to faktu, że jest coś niesłychanie przyjemnego w czytaniu analizy porównawczej filmów, z których wszystkie się widziało. Zwłaszcza, jeśli autorka omawia tak bardzo kochane przez zwierza adaptacje Branagha


4. David Thomson „The Big Screen. The story of the Movies and What They Did to Us" - to nie jest zwykła historia kina - opowiadana trochę nie po kolei, trochę chaotycznie, ale całość to jedna z najlepszych i najciekawszych książek o historii kina, jakie kiedykolwiek zwierz czytał. Czytając rozdział o tym, jak światło Kalifornii wpłynęło na wygląd filmów, zwierz przejechał przystanek.


5. Charlotte Brontë „Dziwne Losy Jane Eyre” - raz na jakiś czas zwierza, podobnie jak wszystkich, dopada takie poczucie, że nie chce czytać nic nowego. Wtedy dobrze wrócić do klasyki. Zwłaszcza kiedy akurat pod ręką jest „Porwanie Jane E.” Jaspera Fforde i pojawia się pokusa, by przeczytać znów obie książki, ciesząc się wszystkimi nawiązaniami.


6. Helen Fielding „Bridget Jones: Mad About the Boy" - nie jest to może najlepsza książka tego roku, ale zwierz jest taki szczęśliwy że mógł powrócić do świata Bridget Jones - nawet jeśli nie wszystkie pomysły autorki się sprawdziły, to nadal jest w książce to, co zwierz lubił u książkowej Bridget, czyli całkiem trafne i sympatyczne obserwacje na temat społeczeństwa i naszego życia codziennego. Reszta to tylko taki dodatek.


7. Miljenko Jergovic „Srda Śpiewa o Zmierzchu w Zielone Świątki” - niesamowita książka opowiadająca o bałkańskim tyglu poprzez pryzmat jednostek, których losy splatają się przypadkowo. Napisana znakomitym językiem, niejednoznaczna, soczysta i głęboka. Zwłaszcza początek jest poruszająco dobry.


8. „Warszawiacy nie z tej ziemi”, zebrał i opracował Jerzy Kochanowski - choć zwierz wysłuchał książki w formie audiobooka, to zdecydowanie poleca ją także w formie spisanej i drukowanej. Książka opowiada o obcokrajowcach, którzy przed 89 rokiem przyjechali zamieszkać w Warszawie. Ich spojrzenie na nasz kraj, obyczaje, charakter i miasto to niesamowita możliwość spojrzenia na Polskę cudzymi oczami. Czyta się to niesamowicie, a audiobook jest jednym z lepszych jakie zwierz słyszał w życiu.


9. „Gefilte film IV. Wątki żydowskie w kinie”, red. Joanna Preizner - to już chyba niestety ostatni tom znakomitej serii publikującej artykuły o wątkach żydowskich w kinie. Są to doskonałe teksty, zarówno dla filmoznawców jak i po prostu dla przeciętnego czytelnika szukającego ciekawego tekstu o kinie. Zwierz uwielbia tą serię i rzadko czymś się tak zmartwił, jak informacją, że udało mu się zebrać prawie cały zestaw (najlepszego tomu pierwszego znaleźć nigdzie nie może).


10. „Katullus. Poezje wszystkie”, wstęp: Aleksandra Klęczar, tłumaczenie: Grzegorz Franczak - jedna z czytelniczek zwierza jest też znakomitym naukowcem i autorką części tłumaczeń i wstępu do pierwszego tak szerokiego wydania poezji Katullusa. Jej wstęp jest doskonały i żywy, a wiersze Katullusa tak inne od tego, co zwykle kojarzymy z antykiem , że pokazują, iż dobra poezja nigdy się nie starzeje. O tym, że nie tylko ja jestem zachwycona, świadczy cudowny napis na stronie wydawcy, który informuje, że z powodu dużego zainteresowania tytułem trzeba czekać na dodruk.




sobota, 29 grudnia 2012

To był dobry rok:) Mogłabym podsumować go tak właśnie: krótko i zwięźle, ale nie byłabym sobą, gdybym się nie rozpisała. Zaczęłam go wyjazdem na fantastyczną konferencję poświęconą literaturze osiemnastowiecznej - nobliwe mury Oksfordu pokryte szronem, a wewnątrz gorące dyskusje o Fanny Burney, Jane Austen i innych, mniej znanych pisarkach. W lutym czekała na mnie nowa praca, a raczej nowe stanowisko i całkiem nowe obowiązki, a że lubię zmiany, było to dla mnie bardzo ekscytujące i jednocześnie dziwne - w końcu przez tyle lat zajmowałam się jedynie dydaktyką. Marzec minął pod znakiem Nowego Jorku. Zupełnie niespodziewanie dla samej siebie i chyba dla całego mojego otoczenia, zakochałam się w tym mieście bez pamięci - ja, rozmiłowana w wilgotnych londyńskich murach i dzikich północnych górach straciłam głowę dla zatłoczonego, gwarnego, wielobarwnego i lśniącego miasta, które nigdy nie śpi. Staż na New York University nie tylko wiele mnie nauczył, ale także sprawił, że będę stawać na głowie, żeby tylko wracać tam jak najczęściej.

Późna wiosna i wczesne lato minęły nie wiadomo, kiedy, przerwane jedynie krótką wycieczką po Londynie śladami Harry'ego Pottera. W lipcu wyjazd na wrzosowiska Yorkshire nieco przywrócił równowagę w moim życiu. Sierpień nad książkami i komputerem, zupełnie nietypowy i podejrzanie krótki. Jesienią, po wieloletniej przerwie, wróciłam do biegania, odkrywając na nowo, jak przyjemnie jest walczyć z własnym ciałem i umysłem. W pracy nowe zajęcia, nowe wyzwania, czas mija niepostrzeżenie.

Czytelniczo to był także dobry rok. Na liście przeczytanych i opisanych na blogu książek mam 64 tytuły - mniej niż wielu blogerów, ale przy pracy na więcej niż jeden etat, dziecku i kilku innych pasjach, chyba nie jest najgorzej. Zwłaszcza, że jak zwykle, książek przeczytanych było więcej, nie wszystkie jednak trafiły na łamy Miasta Książek. Rok temu przeczytałam 61 książek, w poprzednich latach o kilka mniej, wygląda na to, że czytam mniej więcej tyle samo co roku.

Jakościowo jednak jest zdecydowana odmiana! Rok 2011 upłynął pod znakiem kryminałów, których przeczytałam aż 22. W tym roku chyba poczułam przesyt, bo kryminałów przeczytałam niewiele - zaledwie 9. Za to powoli, ale niezmiennie zwiększam udział literatury rodzimej w moich lekturach - w 2009 przeczytałam tylko 2 książki polskich autorów, w 2010 było ich już 7, rok później 8, a w tym roku polskich książek było aż 13! Cieszę się z tego bardzo. Nie mam złudzeń - literatura anglosaska była, jest i będzie w centrum moich zainteresowań, ale uważam, że powinno się wiedzieć, co słychać na rodzimym rynku, tym bardziej, że staje się on coraz ciekawszy!

Nie dziwi więc liczba książek autorów brytyjskich na mojej liście - w tym roku znalazło się ich aż 28. Książek amerykańskich jest 17, poza tym kilka szwedzkich, jedna irlandzka i to już prawie wszystko. Zwykle moja lista lektur jest bardziej zróżnicowana, w tym roku zabrakło książek z krajów mniej znanych, czego żałuję. Przyznam, że nie miałam ochoty na egzotyczną literaturę w ostatnich miesiącach, być może dlatego, że wiedziałam, iż nigdzie dalej w tym roku nie wyjadę i nie chciałam wzbudzać w sobie tęsknoty?

17 książek przeczytałam w oryginale, resztę po polsku. Czasem czytałam jedną i drugą wersję:) Wolę czytać w oryginale, ale nie jestem przesadnie wybredna, oby tylko tłumaczenie było przyzwoite:)

Czuję, że niecierpliwie czekacie, kiedy przejdę do sedna sprawy i polecę najciekawsze książki tego roku. Wybór to oczywiście całkowicie subiektywny i jak zwykle niełatwy. Na początek najlepsza dziesiątka (kolejność alfabetyczna).

1. Elżbieta Cherezińska "Korona śniegu i krwi"

Wyimek z historii Piastów w prawdziwie epickim stylu.

Monumentalnie, wzruszająco, ze szczyptą magii - to książka, która rozbudza fascynację historią naszego kraju, która pokazuje, że powieść historyczna na Tudorach i Borgiach się nie kończy, a cykle fantasy równie dobrze mogłyby czerpać inspirację z piastowskich legend, jak z podań arturiańskich.

Recenzja tutaj.

 

 

2. Marika Cobbold "Utonięcie Rose"

Pisałam o wersji angielskiej, tymczasem zdążyło ukazać się polskie tłumaczenie. Jeśli je przegapiliście, czym prędzej nadróbcie to. "Utonięcie Rose" to subtelnie napisana powieść o odkrywaniu własnej przeszłości, z tragicznym sekretem w tle. Niespieszna opowieść z mrocznym dnem, która nie pozwoli wam zasnąć, dopóki nie przewrócicie ostatniej strony.

Recenzja tutaj.

 

 

3. Isabel Colegate "The Shooting Party"

Opowieść o świecie, którego już nie ma. Anglia w przededniu I wojny światowej, Anglia wielkich domostw, arystokracji spędzającej czas na polowaniach i przyjęciach, przestrzegającej skomplikowanych reguł życia towarzyskiego. Bohaterowie tej przejmującej książki nie wiedzą, że wyruszają na ostatnie już takie polowanie, że to ostatni sezon beztroski. Fatalistyczny duch unoszący się nad tą historią nie zabija jednak nostalgii nad tym pustym, ale pięknym światem.

Recenzja tutaj.

 

 

4. Kristin Kimball "Brudna robota"

Pełna humoru opowieść o życiu na ogromnej, acz ekologicznie prowadzonej farmie, a w tle refleksja o współczesnym świecie, pośpiechu, śmieciowym jedzeniu i nadmiarze. Do pośmiania, ale też do przemyśleń, w dodatku napisana niesamowicie barwnie. Książka, w której się zakochałam od pierwszego wejrzenia - autentycznie od pierwszej strony!

Recenzja tutaj.

 

 

 

5. Peter May "The Blackhouse"

Kryminał, który przeczytałam w lutym, a pamiętam go, jakby to było wczoraj. Szkocka wyspa Isle of Lewis w tle, mała, zamknięta społeczność i zbrodnia, o której nikt nie chce mówić. Chyba czas już przeczytać kolejny tom tego cyklu, i zdecydowanie czas na polskie tłumaczenie - w Wielkiej Brytanii książki Petera Maya sprzedają się znakomicie!

Recenzja tutaj.

 

 

 

6. Téa Obreht "Żona tygrysa"

Mroczna, przejmująca, a zarazem wisielczo zabawna podróż przez skomplikowaną historię Bałkanów. Kraj dzieciństwa autorki jest tutaj krainą magiczną, w której zwykli ludzie posiadają wiedzę o życiu i śmierci. To książka, która zaskoczy każdego!

Recenzja tutaj.

 

 

 

 

7. J.K. Rowling "Trafny wybór"

Nie mogło zabraknąć jednej z najgłośniejszych książek sezonu Długo oczekiwana, "dorosła"powieść autorki Harry'ego Pottera nie powinna rozczarować wyrobionego czytelnika. Solidna powieść obyczajowa z zacięciem społecznym - dalej od magicznego świata Hogwartu nie dało się chyba odejść. Brawa dla autorki za odwagę i udowodnienie całemu światu, że naprawdę potrafi pisać!

Recenzja tutaj.

 

 

8. Irene Sabatini "Chłopiec z sąsiedztwa"

Epicka powieść o Zimbabwe i przemianach, które ten kraj przeszedł w ostatnich kilkudziesięciu latach. Na pierwszym planie historia młodości i miłości, niemalże uniwersalna.

Recenzja tutaj.

 

 

 

 

 

9. Amy Sackville "The Still Point"

Historia nieudanej wyprawy polarnej i pewnego zawziętego wiktoriańskiego odkrywcy odkrywana po latach przez cioteczną wnuczkę tegoż. Liryczna i zmysłowa historia niespełnionej miłości sprzed stu lat i psującej się miłości współczesnej.

Recenzja tutaj.

 

 

 

 

10. Louisa Waugh "Hearing birds fly"

Książka, która załapała się dosłownie w ostatniej chwili. Dość nietypowo jak dla mnie jest to jedyny reportaż w całej dziesiątce, ale za to naprawdę znakomity! Historia roku spędzonego w odizolowanej od świata mongolskiej wiosce - zerknięcie w świat dziwny, obcy, a jednocześnie przyjazny i fascynujący.

Recenzja tutaj.

 

 

 

Cała dziesiątka jest znakomita i godna polecenia, aby jednak tradycji stało się zadość, spędziłam sporo czasu próbując wybrać jeden tytuł tylko, który zostanie moją Książką Roku 2012. Tym razem nie miałam większych wątpliwości - Książką Roku musi być "Korona śniegu i krwi" Elżbiety Cherezińskiej.

Za Piastów, za Poznań, za rozbudzenie apetytu na więcej, za udowodnienie, że historia Polski kryje w sobie fabuły dla wielu znakomitych powieści i filmów. Za orły, za szwedzką księżniczkę, za zakurzoną bibliotekę Jakuba Świnki i za to, że wreszcie zaczęłam rozróżniać Bolesławów!

Podzielcie się swoimi odkryciami roku! Jaka książka lub książki wywarły na was największe wrażenie?


---------------------------

Wszelkie odpowiedzi na komentarze zamieszczę dopiero po Nowym Roku, jako że tradycyjnie jadę pożegnać się ze Starym Rokiem i przywitać Nowy w górach, gdzie zasięgu brak:) Życzę Wam więc samych świetnych lektur w Nowym Roku, mnóstwo półek na książki i czasu na czytanie!:) A przede wszystkim dużo radości pozaksiążkowych!

 

 

 


niedziela, 01 stycznia 2012

Sama sobie robię krzywdę zmuszając się do wyboru tej jednej jedynej książki, którą uznaję za najlepszą przeczytaną przeze mnie w danym roku. Po pierwsze, nie jest to łatwe, a po drugie, czasem z biegiem czasu dochodzę do wniosku, że wybrałam nie tę książkę, którą powinnam - w 2007 wahałam się pomiędzy "Tysiąc wspaniałych słońc" Hosseiniego a "Połówką żółtego słońca" Adichie i postawiłam na Hosseiniego, tymczasem to właśnie epicka powieść Adichie jest dzisiaj w czołówce moich książek wszechczasów i planuję do niej wrócić, zaś Hosseiniego wprawdzie pamiętam, ale nie wywarł aż takiego trwałego wrażenia.

Tym razem w finale znalazły się dwa reportaże - niedawno przeczytana książka Barbary Demick "Światu nie mamy czego zazdrościć" o Korei Północnej oraz nieco wcześniejsza lektura o ogarniętym obsesją wiktoriańskim badaczu Amazonii, czyli "Zaginione miasto Z" Davida Granna. Obie znakomite, niezapomniane, napisane z nerwem. Ale chociaż być może to książkę Barbary Demick zapamiętam dłużej, choćby ze względu na pewne wstrząsające obrazy, to jednak zdecydowałam, że palmę pierwszeństwa nie zdobędzie. Moją książką roku 2011 zostaje więc

"Zaginione miasto Z" Davida Granna.

Korea Północna, jako jeden z ostatnich krajów prawie całkiem zamkniętych przed wścibskim okiem zachodnich turystów i reporterów, jest tematem bardzo nośnym, fascynującym, interesującym z założenia. To prawda, że książka Demick jest znakomicie napisana. Jednak autorowi "Zaginionego miasta Z" udało się odkopać historię, o której mało kto dzisiaj wie lub pamięta i opowiedzieć ją tak, że przeglądamy się w niej jak w lustrze. Ekscentryczny angielski dżentelmen sprzed wieku staje się nagle ucieleśnieniem naszych skrytych marzeń z dzieciństwa i z przerażeniem, ale i nadzieją szukamy w sobie rysu szaleństwa, który popycha do wielkich przygód. Zaraźliwy entuzjazm bucha z każdej strony i choć początkowo musimy być nieco sceptyczni - w końcu czytamy o dżungli, robactwie, upale, jadowitych stworzeniach, to z każdą stroną coraz lepiej rozumiemy ludzi, którzy decydują się wyruszyć w takie rejony świata, i budzi się w nas marzące o wielkich wyprawach dziecko. Magiczna opowieść, udowadniająca, jaką siłę potrafi mieć literatura. Jeśli nie czytaliście, polecam z całego serca!

 
1 , 2
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
Wyróżnienia
Top 5 najnowszych lektur
Bliskie mi adresy
Najpopularniejsze notki
O mnie
Przeczytane w 2017
Przeczytane w 2016
Przeczytane w 2015
Przeczytane w 2014
Przeczytane w 2013
Przeczytane w 2012
Przeczytane w 2011
Przeczytane w 2010
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2007
Akcje czytelnicze Miasta Książek
Polskie blogi o książkach - polecam!
Blogi różne (polecam!)
Angielskie strony o książkach
Angielskojęzyczne blogi o książkach
Napisz do mnie
Podziel się czytaniem
Szablon pochodzi stąd
Zdarzyło się dziś
Tagi



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...