goście z innych miejscowości

poniedziałek, 13 lipca 2015

Wiecie, z jaką książką kojarzy mi się Bibliomisiek, czyli prywatnie Michał Stanek? Jeśli zaglądacie na jego bloga, to oczywiście wiecie, że z książkami o Dzikim Zachodzie, a zwłaszcza z wciąż nieprzeczytaną przez mnie "Na południe od Brazos", której jest zagorzałym wielbicielem i orędownikiem. Jednak na jego świetnym blogu Za okładki płotem znajdziecie także teksty o wielu innych książkach! Zajrzyjcie tam, jeśli chcecie znaleźć lekturę, która zdążyła się już pokryć antykwarycznym kurzem, ale jest jak najbardziej warta odszukania i przeczytania. Albo po prostu jeśli macie ochotę na dobrze napisaną recenzję o ciekawej książce! Zanim jednak klikniecie link, przeczytajcie, o jakich książkach Michał zdecydował się opowiedzieć na łamach Miasta Książek :)

Dla marginalnego blogera z raptem sześćdziesiątką "obserwujących" i średnią miesięczną postów na poziomie czterech (ostatnio nawet mniej), zaproszenie do Miasta Książek to nie lada nobilitacja. Zwłaszcza, że to jedno z moich ulubionych miejsc w blogosferze, klimatyczne i konsekwentnie kreowane przez lata. Dziękuję więc Padmie za zaproszenie i spróbuję odpowiedzieć na pytania, choć nie udało mi się w żadnym przypadku ograniczyć ściśle do jednej książki. Ale ponieważ od dawna wspominam gdzie tylko się da o Larrym McMurtrym (i opcjonalnie o Jamesie Ellroyu), tym razem celowo postaram się pominąć tych dwóch. :-)

Książka, która zmieniła moje życie

Cóż, gdybym miał sięgać tylko do beletrystyki, to wybrałbym "Tajemnicę Piaszczystego Kanionu" Karola Maya, trójzeszytowe czerwone wydanie KAW z 1987 roku. To nie jest ani dzieło wybitne, ani bardzo znane w dorobku tego popularnego ale przecież najwyżej średniego pisarza, ale to była pierwsza moja podróż na Dziki Zachód. Plus kolejne zeszyty z serii "Biblioteka przygody, podróż i sensacji", w której ukazywały się mniej znane powieści Maya. Później była lektura "Złota Gór Czarnych" Szklarskich, cykl Okonia o Tecumsehu, "Mały Bizon" Fiedlera i nieliczne wówczas książki popularno-naukowe o Indianach. No i, rzecz jasna, dziesiątki filmowych westernów (z tych okołoindiańskich pierwszy był chyba wstrząsający "Niebieski żołnierz"). Fascynacja i pasja, która trwa do dzisiaj, a dzięki której poznałem dorobek (także pozawesternowy) znakomitych pisarzy takich jak McMurtry, Doctorow, McCarthy - i reżyserów (m. in. Ford, Hawks, Penn, Peckinpah, Leone, Eastwood). Stąd też wzięło się zainteresowanie dawną i współczesną kulturą i historią USA, które trwa do dzisiaj (na moim blogu też królują pisarze amerykańscy).

Ale nie o Mayu chciałem tak naprawdę opowiedzieć, tylko mam nadmierną skłonność do dygresji. Książką, która na moje życie wpłynęła w sposób decydujący, to niezbyt obszerna publikacja Philipa Zimbardo, guru psychologii, twórcy słynnego "eksperymentu więziennego". Po eksperymencie tym, zainspirowany przez własnych studentów, zajął się on pionierskimi badaniami nad nieśmiałością. Pionierskimi na tamte czasy, bo książka "Nieśmiałość. Co to jest? jak sobie z nią radzić?" powstała w 1977 roku. Ja trafiłem na nią w 2002 roku, krótko po studiach. I mnie, człowieka przez całe dzieciństwo i młodość koszmarnie zakompleksionego, skrajnie zamkniętego w sobie i chorobliwie nieśmiałego, Zimbardo poprowadził przez coś na kształt autoterapii. Dzięki niemu wydostałem się z więzienia, w którym sam byłem więźniem i strażnikiem (to niebywale trafne określenie autorstwa jednego z owych studentów Profesora). W następnych latach udało mi się powoli zaistnieć między jakimikolwiek ludźmi, znalazłem pracę którą lubię i w której jestem doceniany, odżyły moje kontakty towarzyskie, w końcu założyłem rodzinę i mam wspaniałą córeczkę - i bez cienia przesady mogę stwierdzić, że to wszystko nie udałby się bez książki Zimbardo. Przy czym nie jest to poradnik pseudo-psychologiczny, jakich dziś pełno na półkach księgarskich. To wnikliwa, poparta wieloletnimi badaniami praca jednego z najwybitniejszych psychologów naszych czasów. Nieśmiali wszystkich krajów - czytajcie i uwalniajcie się :-)


 

Mało znana książka, która zasługuje na szerszą uwagę

Tu wybór był niebywale trudny, bo takich książek mam kilka regałów ;) Po namyśle wybieram "Ulverton" Adama Thorpe'a - prozatorski debiut angielskiego poety, kupiony lata temu z głupia frant, pod wpływem niezrozumiałego impulsu (nigdy nie ciągnęło mnie do literatury angielskiej ani wiejskiej). To jedna z elitarnego grona książek, do których wracam regularnie  co kilka lat. Zawiera tuzin opowiadań, których fabuła rozgrywa się w tytułowej wsi - każde z nich to zamknięty epizod z czasów od Cromwella (pierwsze) do końca XX wieku (ostatnie). Każde opowiadanie ma własnego narratora - a właściwie własną narrację, bo Thorpe operuje ustnym wspomnieniem, kazaniem, dziennikiem, korespondencją, protokołem sądowym, notetkami na odwrocie fotografii, a nawet scenariuszem filmowym. Opowieści te, pozornie samoistne, dopełniają się nawzajem, na przykład kości bohaterów ze starszych lat znajdujemy mimochodem wspomniane kilkaset lat później, dzięki czemu rozwiązuje się zagadka pewnego gwałtownego zgonu i na jaw wychodzi pewne sprzedane czytelnikowi kłamstwo narratora. "Ulverton" jest przy tym, jak przystało na dzieło zawodowego poety, pełen przemyconych mimochodem pięknych refleksji o przemijaniu, niezmiennej naturze ludzkich uczuć i relacjach człowieka z otaczającym go miejscem. A wszystko to w wirtuozerskim tłumaczeniu Roberta Sudoła - od lat w moim rankingu translatorskim "Ulverton" zajmuje pierwszą pozycję. Te wszystkie stylizacje, wyczulenie na melodię słowa tak pisanego jak i mówionego, czynią z "Ulvertonu" istną Kaplicę Sykstyńską sztuki przekładu.



Zastanawiając się nad odpowiedzią na pytanie rozważałem jeszcze książki E. L. Doctorowa, gdyż pisarz ten jest moim zdaniem mocno w Polsce niedoceniony, a dla mnie ciekawszy niż np. Roth. Jego bogaty i różnorodny dorobek jest interesującym zapisem "małej" historii Ameryki (zwłaszcza Nowego Jorku), z jej specyficzną pop-mitologią, mrocznymi epizodami (rasizm, gangsterzy, ubóstwo, sprawa Rosenbergów), i swoistą mgiełką - mimo wszystko - romantyzmu. Odradzam jedynie trudno przyswajalne opowiadania, a z dziesięciu wydanych u nas powieści szczególnie polecam "Ragtime".

Natomiast z polskich pisarzy wymieniłbym Jerzego Sosnowskiego, który poruszając się w obrębie różnych konwencji przynależnych literaturze popularnej niestrudzenie zgłębia te aspekty życia psychologicznego, które nie poddają się racjonalnej analizie. Interesuje go życie emocjonalne z elementem metafizycznym, choć nie chodzi tu o przeżycia religijne. Na pierwszym miejscu stawiam "Prąd zatokowy" - powieść m. in. o Przybyszewskim, reinkarnacji i radzeniu sobie z rozpaczą. W jednym. A to nie wszystko, co się w niej mieści.

Książka, której nie należy sądzić po okładce

Larry'emu McMurtry'emu wielką krzywdę uczynił Wojciech Pogonowski wydając w latach 90. cztery jego powieści w niebywale wręcz kiczowatych okładkach, przez co - taką mam teorię - spalił tego pisarza na rynku polskim. Ale miało nie być o McMurtrym. 

Będzie więc o "Z psich pazurów" Dona Winslowa. Okładka sugeruje mało ambitny "sensacyjniak", co w połączeniu z objętością (ponad 600 stron) zadziałało zapewne odstraszająco zarówno na miłośników prostej sensacji (bo grube) jak i tej ambitnej (bo okładka). A książka to prawdziwa epopeja, opisująca ćwierć wieku wojny z kartelami narkotykowymi na pograniczu amerykańsko-meksykańskim i walk o władzę w samych kartelach. Sensacyjna fabuła to wcale nie największy jej atut; nie brak tu precyzyjnie rozpisanej psychologii, scen autentycznie wstrząsających, i dużej dawki wiedzy o zjawisku, które stanowi do dziś czarną kartę współczesnego cywilizowanego świata. Książka mocna, bezkompromisowa, w wielu miejscach ocierająca się o wybitność w swoim gatunku. Autor wie jak operować makabrą (po przeczytaniu pierwszego zdania odłożyłem książkę do następnego dnia), i ma styl gęstością treści przypominający jako żywo Jamesa Ellroya (a to u mnie wyjątkowy komplement). Jestem przy tym pełen uznania dla tłumaczy, którzy znakomicie poradzili sobie z tą niełatwą i najeżoną slangiem narracją (skądinąd jednym z tłumaczy jest Piotr Chojnacki, znany szerzej jako Zacofany w lekturze). "Pazury" stoją u mnie tuż obok "Ojca Chrzestnego" i nie ustępują mu jakościowo. Szerzej i głębiej pisałem o tej książce na blogu i tam wyjątkowo odsyłam, przez wzgląd na tą niedocenioną pozycję.



Natomiast gdyby mnie ktoś pytał o poezję, to w tej kategorii wymieniłbym "Zamieć w Massachusetts" Josifa Brodskiego - z wierzchu pozbawiony w zasadzie grafiki szarobury zeszyt, skrywający niebywale klimatyczną kolekcję "zimowych" wierszy rosyjsko-amerykańskiego Noblisty, w wyborze i przekładach nieocenionej Katarzyny Krzyżewskiej. W rożnych nastrojach sięgam po różne tomiki mojego ukochanego Poety (mam komplet polskich wydań), natomiast zimą zawsze po "Wiersze bożonarodzeniowe" i właśnie po "Zamieć...". Co roku wracają jak refren.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Znacie książki, o których pisze Michał? I czy jestem jedyną osobą, która bardzo chętnie przyjrzałaby się bliżej jego domowej biblioteczce? :D Dziękuję Michałowi, a Was zapraszam serdecznie na jego bloga!

poniedziałek, 16 marca 2015

Z Pauliną, moją imienniczką, nie znamy się osobiście, wydaje mi się jednak, że kiedy się wreszcie spotkamy, będziemy miały wrażenie, że jesteśmy starymi znajomymi. Dlaczego? Ponieważ bardzo często czytamy te same książki, a to dokładnie tak, jakbyśmy miały wspólnych przyjaciół!

Znana jako Viv, Paulina to krakowianka całym sercem i duszą. Jej blog, Krakowskie czytanie, to nie tylko zbiór świetnych recenzji - sporo tam tekstów o Krakowie i o książkach, w których pojawiają się krakowskie wątki. To taki klasyczny blog książkowy, z autorką, która daje się poznać przez swoje teksty, ze stosikami, wyzwaniami, recenzjami, relacjami z targów książki. Warto zaglądać!

Zapraszam do przeczytania o książkach, o których opowiada Viv!


Książka, która odmieniła moje życie

 

Czy była taka książka, które odmieniła całe moje życie? Chyba nie. Za to wiele lektur wpłynęło w większym lub mniejszym stopniu na część mnie – na to, jak postrzegam świat wokół, i jak kształtuję ten wewnętrzny, na moje plany na przyszłość i sposób, w jaki radzę sobie z przeszłością. Na moje zainteresowania, i na moją ignorancję – zabierając mnie w zupełnie nieznane regiony i stawiając przez obcymi mi dotąd problemami (choćby ostatnio, czytając Śmierć w Amazonii po raz pierwszy zetknęłam się z problemami ochrony środowiska w puszczy Amazońskiej).

 

Książką, która zaważyła na całym moim życiu był… Kubuś Puchatek. Pierwsza przeczytana przez mnie własnoocznie książka. Zajęło mi to trzy miesiące, i byłam z siebie strasznie dumna, że tak szybko! Czytanie jako czynność spodobała mi się tak bardzo, że czytam do dziś. Już trochę szybciej.

 

Mało znana książka, która zasługuje na szerszą uwagę

 

Niedawno przez mnie czytana powieść młodzieżowa autorstwa Benjamina Alire Saenza Inne zasady lata (Oryg. Aristotle and Dante discover the secrets of the universe).  Książka bardzo znana w Stanach Zjednoczonych, ale zupełnie pominięta u nas. Winę za to osobiście przypisuję zerowej informacji medialnej, że to u nas w ogóle wyszło, zmianie tytułu i okładki, i to tak diametralnej i na niekorzyść, że łzy mi płyną do oczu, ilekroć na nią patrzę.

 

 

Ta krótka i oszczędna powieść opowiada o dwóch nastolatkach, mieszkających  w El Paso w Teksasie gdzieś w latach 80. Ubiegłego stulecia. Obaj mają nietypowe imiona, obaj pochodzą z latynoskich rodzin, ale sami ze swoim meksykańskim pochodzeniem  nie mają wiele wspólnego, obaj dorastają. Autor w wyjątkowy sposób zdołał bez pietyzmu, bez zbędnych dramatów, ale i bez upraszczania opisać ten trudny okres w życiu. Na dwustu stronach mówi o rodzinie, o akceptacji tego, kim się jest, o tym, że nie zawsze jest łatwo, o przyjaźni, miłości, samotności. To pod każdym względem wyjątkowa książka, daleko wykraczająca poza etykietę „literatury młodzieżowej”;  jeśli tak wygląda współczesna literatura skierowana do nastoletniego odbiorcy, to nie mamy się co martwić o przyszłość ludzkości.

 

Książka, którą czytałam wielokrotnie, i którą jednocześnie zabrałabym na bezludną wyspę

 

Któregokolwiek Harrego Pottera J. K. Rowling, najchętniej Zakon Feniksa, bo to moja ulubiona część i jednocześnie najgrubsza (lubię łączyć przyjemne z przyjemnym). To nie jest to, że kocham tę serię, ani nawet że ją ubóstwiam. O nie. Ja to czytam jako literaturę non-fiction. Ostatnio z racji wieku przestałam oczekiwać listu z Hogwartu, wpisującego mnie na listę uczniów, za to zaczęłam na stronie autorki „Pottermore” intensywnie studiować eliksiry i w przyszłości chcę zostać nauczycielką tego przedmiotu. Póki co zaś z dumą reprezentuję Hufflepuff na drodze ku zwycięstwu Pucharu Domów.

 

Nigdy wcześniej, i nigdy później premiera kolejnej część cyklu nie napawała mnie takim podekscytowaniem, jak wtedy, gdy miał się ukazać kolejny Potter. A gdy to już następowało, nie miało znaczenia – test z historii czy sprzątanie pokoju. Nie było mnie dla świata, zanim nie skończyłam czytać. Z Zakonem było o tyle ciężko, że to ciężka książka (w sensie fizycznym), ale i tak pakowałam ją razem  książkami i zeszytami do ośmiu przedmiotów i dawaj na lekcje. A potem chowałam ją za segregatorem i czytałam na matematyce. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, jak bardzo igrałam wtedy z ogniem, bo zła wielkość marginesu na kartce powodowała, że nauczycielka krzyczała przez 20 minut. Jakby mnie wtedy dorwała z tym Potterem… Uff.

******************************************************************

Jak sądzicie? Harry Potter na bezludną wyspę? Nie jest to zły wybór, choć ja wolałabym wydanie, które miałoby siedem tomów w jednym :) Swoją drogą, chyba jeszcze takiego nie ma, a szkoda! Czytania mnóstwo, a w razie potrzeby można się takim opasłym tomiskiem obronić ;) Natomiast Inne zasady lata wpisuję natychmiast na listę książek do zdobycia!

Paulina - dziękuję, że się dałaś zaprosić!



poniedziałek, 09 marca 2015

Kiedy zapraszałam Kasię, nie wiedziałam, o jakich książkach napisze, byłam jednak pewna, że wymieni gdzieś nazwisko Krzysztonia! Jest jego zagorzałą orędowniczką, jeśli więc zastanawiacie się, czy warto sięgnąć po jego książki, koniecznie zajrzyjcie do Mojej Pasieki. Jeśli się nie zastanawiacie, też zajrzyjcie, ponieważ znajdziecie tam mnóstwo książek nieoczywistych, opisanych w sposób wnikliwy i przyjemny w odbiorze.

Uwaga dla alergików - Kasia posiada prawdziwy zwierzyniec - cudne koty, psy i oczywiście pszczoły ;)

Dla urozmaicenia dzisiaj jedno z pytań pojawia się po raz pierwszy!

************************************************************************************

1. Książka, która zmieniła twoje życie

Jestem typowym molem książkowym, w związku z czym mogłabym wymieniać godzinami same tytuły książek, które zmieniły moje życie w mniejszy bądź większy sposób. Było ich naprawdę dużo, ale skoro muszę wybrać jedną, powiem „Pod skórą” Michela Fabera, bo ona wywołała zmianę na całe życie, czyli moje przejście na wegetarianizm (około roku 2007). Nie jest to książka o wegetarianizmie, nie jest to postulat na rzecz zdrowego odżywiania, ani nie ma związku z żadną organizacją, która zajmuje się ochroną zwierząt. Absolutnie nic z tych rzeczy! Otóż w dużym uproszczeniu, jest to swoisty thriller o kobiecie polującej na mężczyzn. Właściwie historia jak jedna z wielu, ładnie napisana, wciągająca, bez zarzutu. A jednak historia (przepraszam, ale żeby wyjaśnić muszę zdradzić) istoty lubiącej zjadać ludzkie mięso, trzymającej człowieka w klatce jak człowiek zwierzęta hodowlane, preparującej to mięso na posiłki, zadziałała mocno na moją wyobraźnię. Oczywiście zgodzę się, że to daleko posunięta analogia do jedzenia zwierząt, ale dla mnie okazała się czymś przełomowym. Od czasu lektury nie sięgnęłam już nigdy po mięso.


2. Mało znana książka, która zasługuje na szerszą uwagę

 

Wiele osób, które mnie zna wie o mojej słabości do literatury polskiej i o słabości do „Obłędu” Jerzego Krzysztonia. Właściwie jestem gorącą orędowniczką jego twórczości w ogóle, ale „Obłęd” to moja powieść życia, to parafrazując Goethego, moja nieświęta biblia świata. Dlatego, mimo że to już pewnie nudne, chciałabym nadal zachęcać do zapoznania się z prozą Jerzego Krzysztonia, bo ciągle jest w moim odczuciu za mało znana i popularyzowana. „Obłęd” to niewątpliwie jego najlepsze i najpełniejsze dzieło, jego opus magnum, historia popadania w chorobę psychiczną, wobec której każda istota ludzka jest kompletnie bezbronna. Porównywana przez samego autora do historii Odysa, pragnącego usilnego powrotu do Itaki, jest relacją trudnego powrotu do stanu „normalności”. Powieść podejmuje próbę przekazania tego, co jest najtrudniejsze to przekazania: stanu świadomości, która odpycha rzeczywistość, buduje nowe realia umysłu i doprowadza do niebezpiecznego momentu, gdy człowiekowi wydaje się, że jest niemalże wszechmocny. To jednak nie tylko opowieść o tytułowym obłędzie. To także bogaty obrazek polskiej przeszłości, opiewający okres PRLu, która w powszechnej wyobraźni wydaje się takim absurdalnym okresem z filmów Barei, podczas gdy ów absurd był podszyty niejednokrotnie inwigilacją i prześladowaniami. Nie bez powodu nieocenzurowana wersja „Obłędu” pojawiła się ponad dwadzieścia lat po pierwszych wydaniach.



3. Książka, którą czytałaś kilka razy

 

Ponownie: jest takich książek bardzo, bardzo wiele! Wybierając tylko jedną zadaję kłam rzeczywistości, bowiem czytam po wielokroć całkiem pokaźną listę tytułów. Pozwolę sobie wymienić dwa: cykl o Rudolfie Gąbczaku Joanny Fabickiej, a dokładnie cztery tomy cyklu:

„Szalone życie Rudolfa” (tom 1)

„Świńskim truchtem” (tom 2)

„Seks i inne przykrości” (tom 3)

„Tango ortodonto” (tom 4)

Powiem w skrócie, cykl o Rudolfie to idealnie remedium na kiepski nastrój, złą pogodę, problemy w pracy i inne smutki, jakie człowieka czasami dopadają, z powodu, lub bez powodu. Ogółem, poprawiacz humoru w mistrzowskim wykonaniu.

Drugim tytułem są „Listy” Haliny Poświatowskiej. W sumie nie wiem, czemu tak często do nich wracam, bo nieodmiennie na koniec mam łzy w oczach, a jednak jest coś w tych listach, w samej postaci Poświatowskiej, że przyciągają mnie jak magnes i wystarczy, że zacznę w którymkolwiek bądź miejscu, a przepadam i muszę ponownie przeczytać do końca.

**********************************************************************************

Przyznam, że jestem zaintrygowana zarówno niesamowitym wpływem Fabera, jak i Krzysztoniem. Cyklu o Rudolfie za to nie czytałam i muszę to koniecznie nadrobić! A Wy?

Kasiu, dziękuję, że dałaś się zaprosić!

 



poniedziałek, 23 lutego 2015

Jarek to człowiek - instytucja. Blogujemy mniej więcej tak samo długo, ale pod względem ilości recenzji Krytycznym okiem bije Miasto książek na głowę! Jarek to prawdziwy recenzent, a nie bloger, który czasami tylko się w recenzenta bawi - analizuje i krytykuje, używając pięknej polszczyzny. Czyta dużo literatury polskiej, więc to do niego zaglądam, kiedy chcę wiedzieć, co nowego nasi rodzimi autorzy napisali i czy czegoś dobrego nie przegapiłam. Na blogu wydaje się chłodnym profesjonalistą, prywatnie ciepły i rozmowny człowiek. Oprócz recenzowania bierze też pisarzy w krzyżowy ogień pytań. Seria wywiadów, które publikował na blogu przez cały rok, ukazała się niedawno w wersji książkowej - polecam! Dzisiaj jednak to on odpowiedział na moje pytania dotyczące książek.

Książka, która zmieniła moje życie

Było sporo lektur, które zostawiły pewne niezatarte ślady. Aby napisać o tej dokonującej ważnej zmiany, muszę się cofnąć do czasów licealnych. Mam na myśli opowiadania Tadeusza Borowskiego. Byłem młody, nieświadomy wielu spraw, wtedy się dla mnie otworzyły bramy piekła i naprawdę nic nie było już takie jak dawniej. Potem przeczytałem mnóstwo książek o samym Auschwitz, o Holokauście. Ciągle je pochłaniam z jakąś mroczną obsesją. Wciąż mi mało, choć wiem już tak wiele i nadal nie mieści mi się w głowie, że to wszystko miało miejsce. "Proszę państwa do gazu" to tekst, który wrył mi się w pamięć i rozpoczął te obsesyjne poszukiwania. Niedawno, w wieku 36 lat, poczułem się gotowy na odwiedzenie Auschwitz. Do śladów po Birkenau nie dotarłem, nie dałem rady. Spotkanie z Borowskim rozpoczęło moje spotkanie z Zagładą. Czymś nadal niepojętym.


Mało znana książka, która zasługuje na szerszą uwagę

Tematycznie znowu koszmar wojny, ale nic na to nie poradzę, że tak się złożyło. Przed pięciu laty Korporacja Ha!art wydała niezwykłą publikację. To "Apte. Niedokończona powieść" Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego. Kim był Apte? Obiecujący rysownik, poeta, artysta. Biografia tego człowieka obejmuje jego dzieciństwo i młodość w przedwojennym Krakowie, gimnazjalne wzloty i upadki, fascynację malarstwem oraz poezją. Następnie dramaturgię wydarzeń związanych z ucieczką do Lwowa z zagarniętego przez Niemców Krakowa. Skomplikowane losy Żyda na emigracji, który o mało nie staje się człowiekiem radzieckim i ulega złudzie socjalistycznych utopii. Opowieść o Ryszardzie Aptem jest naprawdę pasjonującym studium życia społecznego przedwojennego Krakowa, Lwowa początku lat czterdziestych minionego stulecia, barwną panoramą mojego miasta, czyli Wieliczki czasu wojny i przejmującym świadectwem Holokaustu w południowej Polsce. Książka zawiera także niezwykły dodatek - kilkanaście mrocznych rysunków artysty.


Książka, której nie należy sądzić po okładce

Przychodzi mi do głowy zbiór opowiadań Huberta Klimko-Dobrzanieckiego "Pornogarmażerka", W.A.B. 2013. Zupełnie nie wiem, jaki cel przyświecał tej koszmarnej okładce. Bo ciało można sprzedawać, ale nie sygnować nim tego zbioru! Jest tam siedemnaście opowiadań, w których autor rozlicza się z kolejnego etapu swojej emigracji, tym razem w Austrii. Mamy  w tej książce garść soczystych opowieści, ironicznych, złośliwych czasami, niejednokrotnie absurdalnych, ale w klimacie tego absurdu nielekkiego. Nad współczesną Austrią zadumał się wagabunda, którego kolejnym domem - między innymi po Islandii - stał się Wiedeń. Skreślił kilkanaście świetnych obrazków, wplatając w nie emigracyjne bolączki i dużą dozę specyficznego humoru. Ale śmiesznie nie jest. Na okładce natomiast jest dramatycznie.

*************************************************************

Dziękuję Jarkowi i zapraszam na jego blog, Was zaś zachęcam do skomentowania Jarkowych odpowiedzi. Ciekawa jestem zwłaszcza Waszych opinii o okładce "Pornogarmażerki" :)


poniedziałek, 09 lutego 2015

Znacie Grendellę i Milvannę? A raczej Sylwię Borowską - Szerszun i Martę Borowską, dwie dowcipne, urocze, zaczytane siostry? Jeśli nie, musicie to nadrobić czym prędzej, koniecznie dzisiaj! Ich blog, Książki mojej siostry, startuje bowiem w konkursie Blog Roku, tym samym konkursie, w którym tak cudownie wspieraliście mnie rok temu i dwa razy we wcześniejszych latach. W tym roku zdecydowałam, że nie startuję - nie obraziłam się na konkurs, ani na organizatorów, po prostu przyjęłam do wiadomości, że w obecnym kształcie Miasto Książek jest dobre, może wejść do finału, ale brakuje mu tej kropki nad i która pozwala na zwycięstwo. Wystartuję ponownie, gdy coś w tej kwestii zmienię, tymczasem wspieram kilka (no dobrze, nawet kilkanaście) blogów w różnych kategoriach, kibicuję, głosuję i regularnie sprawdzam, jak sobie radzą. Oczywiście, przede wszystkim trzymam kciuki za blogi książkowe, które są wciąż niedocenione w tym konkursie.

Książki mojej siostry prawie na pewno w finałowej dziesiątce się znajdą - są w niej od początku głosowania, i to na bezpiecznej pozycji. Jednak w ostatniej chwili wiele może się zmienić, jeśli więc chcecie wesprzeć dobry blog książkowy, zagłosujcie dzisiaj! W tym celu trzeba wysłać SMS o treści J11152 na numer 7122. Koszt to 1,23 zł, dochód z smsów idzie na fundację Dzieci niczyje.

Lubię blog Sylwii i Marty, bo jest pisany z niesamowitą lekkością. Nie ma w nim za grosz zadęcia, jest za to mnóstwo odniesień popkulturowych i sporo dowcipu. Są też książki, których nie znam, a po przeczytaniu tego, co dziewczyny o nich napisały, zawsze mam ochotę je przeczytać.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przeczytajcie, o jakich książkach napisały Sylwia i Marta w odpowiedzi na moje pytania, a potem odwiedźcie koniecznie ich blog i oddajcie głos - z pierwszej dziesiątki wypadły już prawie wszystkie blogi książkowe, niech Książki mojej siostry w niej zostaną!

********************************************************************

Książka, która zmieniła moje życie

Milvanna: Przez chwilę zastanawiałam się, czy takie książki w ogóle istnieją. Jasne, są takie, które wywarły na mnie ogromne wrażenie, ale czy zmieniły życie? Otóż istnieją, nawet dwie. Pierwsza, to „Szósta klepka” Małgorzaty Musierowicz. Podsunięta mi pod nos przez Grendellę, po pierwsze, pozwoliła przetrwać wakacyjną chorobę, po drugie, sprawiła, że pokochałam czytanie. Kto wie, może gdyby nie Musierowicz teraz nie prowadziłabym bloga. Drugim tytułem jest zdecydowanie „Dom duchów” Isabel Allende. To były ostatnie wakacje przed liceum, poznałam właśnie Marqueza i los chciał, że na półce leżała Allende. Wtedy też postanowiłam, że albo będę studiować iberystykę na Uniwersytecie Warszawskim, albo nic. Trzy lata później wyjechałam do Warszawy i mieszkam w niej do dziś. 

Grendella: Długo myślałam, bo każda dobra książka coś w nas pozostawia. Ale jednak „Ania z Zielonego Wzgórza”, bo: 1) jako naturalna blondynka zawsze chciałam mieć rude włosy (albo chociaż kruczoczarne jak Diana) – kilka razy farbowałam się zresztą na rudo, ale zawsze postarza mnie to o minimum pięć lat; 2) zostałam nauczycielką, i to na dodatek literatury angielskiej; 3) od dziecka wyobrażałam sobie siebie studiującą na uniwersytecie w innym mieście; 3) w wieku wczesnej młodości namiętnie czytałam i pisałam poezję (paradoksalnie, studia filologiczne trochę tę miłość stłumiły); 4) wyniosłam z tej lektury głębokie przekonanie, że osoby pozornie chłodne i oschłe, mogą skrywać w sobie pokłady miłości; 5) oraz, że i tak nigdy się nie zadowoli wszystkich, więc trzeba po prostu być sobą!

Mało znana książka, która zasługuje na szerszą uwagę

Milvanna: Znowu lecimy do Ameryki Południowej. Na studiach do jednych z moich ulubionych zajęć należały te z literatury latynoamerykańskiej, dzięki którym poznałam mnóstwo naprawdę dobrych książek. Na długo zapamiętałam „Pocałunek kobiety pająka” Manuela Puiga. Argentyna, czasy dyktatury, mała, więzienna cela, którą dzielą Valentín, rewolucjonista z ideałami, i homoseksualista Molina. Dla zabicia czasu, Molina opowiada towarzyszowi o filmach. Bardzo kiepskich, dodam. Powieść porusza wiele ważkich i ciągle aktualnych kwestii związanych, między innymi, z prawami człowieka, wolnością czy mechanizmami władzy. Na pewno warto po nią sięgnąć. Film na podstawie tej książki jest również świetny.


Grendella: Ja tym razem polecę dwie książki. Po pierwsze, Smok Griaule” Luciusa Sheparda. Nie jest to może książka mało znana w kręgach osób czytających fantastykę, ale moim zdaniem powinna mieć szersze grono odbiorców. Urzeka plastycznymi opisami, ma niesamowity klimat, skłania do refleksji na temat wolnej woli i przeznaczenia. A drugą jest „Diablica” Fay Weldon, bo nie spotkałam jeszcze nie-anglisty, który by ją czytał ;) Jej bohaterka, Ruth, to nieatrakcyjna żona, którą mąż zostawia dla zjawiskowej autorki poczytnych romansów, co zmusza tę pierwszą do przewartościowania dotychczasowych przekonań. Ruth postanawia się zemścić, ale jak się zemścić! Nie chcę wam psuć zabawy, więc powiem tylko, że dużo w tej powieści prawdy i kobiecej siły, groteski i humoru. No chyba, że boicie się słowa feminizm…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Książka, której nie należy sądzić po okładce

Grendella i Milvanna jednogłośnie: Jako osoby zakochane w Peterze Grancie (Milvanna jest o krok od zrobienia scrapbooka o tej miłości), uważamy, że nie należy skupiać się za bardzo na okładce polskiego wydania „Rzek Londynu” Bena Aaronovitcha. Oryginał jest kolorowy, zabawny i, przede wszystkim, związany z Londynem. Polski odpowiednik w najlepszym wypadku może kojarzyć się z jakąkolwiek, przeciętną historią kryminalną. Nuda. Na dodatek, widząc mężczyznę na okładce, nie możemy oprzeć się wrażeniu, że mógł zainspirować Grabaża do stworzenia tekstu piosenki „Ezoteryczny Poznań” (pomińmy, że ramy czasowe troszkę się tu rozjeżdżają). Pozwolimy sobie zacytować: „Ezoteryczny Poznań po godzinach szczytu, cichy skwer. A pod latarniami spacerują dziwni goście. Nic nie noszą pod płaszczami”. Gwarantujemy, że nawet jeśli goście w powieściach Aaronovitcha są nieco dziwni, to w kwestiach garderoby zachowują się zgodnie z powszechnie akceptowanymi normami społecznymi.

 





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*********************************************************************

Zachęcam do przejrzenia innych blogów w kategorii Literackie i kulturalne - może odkryjecie nowe blogi? W pierwszej dziesiątce są jeszcze dwa blogi o tematyce książkowej - Book Reviews by Anita, który jest wideo blogiem, oraz Książki Patiopei, z którą już kiedyś spotkałam się w finale, choć wtedy startowała w kategorii blogów młodzieżowych. Na dwunastej pozycji jest Krytycznym okiem Jarka Czechowicza - jeśli jeszcze kilka osób na niego zagłosuje, może uda mu się wrócić do finałowej dziesiątki (SMS o treści J11231 na numer 7122). Inne blogi, które czytam i lubię, są niestety na dużo dalszych pozycjach - Tramwaj nr 4 w czwartej dziesiątce, Wielki Buk i Myśli i słowa wiatrem niesione w piątej. Głosujcie, czytajcie, trzymajcie kciuki - promocja blogów książkowych to zarazem promocja czytania, a na tym nam wszystkim przecież zależy!

I tak, wiem, że są osoby zdobywające głosy nieuczciwymi metodami. Wierzę jednak, że jedyną metodą walczenia z nieuczciwością jest uczciwe i serdeczne wspieranie tych, którzy walczą fair. To fajny konkurs, ale wykańczający dla blogerów, którzy w nim uczestniczą - wiem coś o tym! Proszenie o głosy, bezsilny gniew na widok tego, jak w ostatnim dniu mało popularne i słabo napisane blogi nagle zyskują po kilkadziesiąt głosów, nerwy związane z kolejnymi etapami - to wszystko jest emocjonujące, ale też stresuje. Nie ma jednak alternatywy, to jedyny liczący się konkurs blogowy, przynoszący nowych czytelników, mobilizujący do coraz lepszego pisania, dlatego chyba nie warto go bojkotować. Jeśli więc z przyjemnością spędzacie czas czytając blogi, poświęćcie chwilę i zagłosujcie, wspierając tych, którzy startują. Głosowanie kończy się jutro w południe!

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Dzisiejszym gościem Miasta Książek jest osoba, która podjęła wyjątkowo odważny krok - mając wyrobioną już w blogosferze markę, zdecydowała się na zmianę nazwy i adresu bloga. Dlaczego? Ponieważ jej wcześniejszy adres, choć charakterystyczny, niekoniecznie kojarzył się z książkami, a autorka musiała często tłumaczyć, o co właściwie w tej nazwie chodzi. I tak oto doskonały, działający od 2004 roku Kombajn zakurzonej we wrześniu 2014 stał się równie dobrym, choć póki co mniej znanym Czytam, bo muszę.


Ela Zdanowska, o której mowa, pisze nadal równie dobrze i uwielbiam czytać jej teksty. Wraz ze zmianą bloga poczuła chyba potrzebę kolejnych zmian i oprócz pisania do swoich pasji dorzuciła vlogowanie - razem z przyjaciółką prowadzi vloga Trochę kurtury. Ja z trudem przekonuję się do takich wynalazków jak vlogi, ale ten akurat oglądam chętnie, często zaśmiewając się do łez. Sprawdźcie sami! Zapraszam do odwiedzin u Eli i do sprawdzenia, o jakich książkach chce nam dzisiaj opowiedzieć!

*********************************************************************

Książka, która zmieniła twoje życie.

Jako dorosły człowiek przestałam wierzyć, że istnieje książka, która jest w stanie diametralnie zmienić czyjeś życie. Pamiętam za to kilka, które odcisnęły na mnie spore piętno.

Po pierwsze Chatka w lesie.

Chatka w lesie to historia o tym, jak matka wysyłała po kolei córki do ojca drwala, by zaniosły mu obiad do lasu.
Wszystkie się oczywiście gubią, trafiają kolejno do domku w lesie, gdzie mieszka staruszek i jego zwierzęta. Dwie pierwsze siostry u staruszka jedzą i zasypiają, nie myśląc ani o starcu, ani zwierzętach. Potem, w nocy, słuch po nich ginie. Najmłodsza najpierw karmi zwierzaki i podaje kolację dziadkowi. Rano okazuje się, że swoim altruizmem odczarowała zaklętego w starca królewicza. Od tamtej pory nie umiem zjeść sama, nim nie nakarmię rodziny i zwierząt. Oto prawdziwy wpływ literatury! Kęs chleba w gardle staje, jak pies na Ciebie patrzy :)

A psy są wiecznie głodne, jak wiadomo.

Po drugie serie Montgomery o Ani i Emilce, które nakładły mi do głowy samych dobrych wartości i marzeń o pisaniu. Od trzydziestu lat nie mogę się tego pozbyć.

I po trzecie Martin Eden Londona (gdyby miał być film, powiedziałabym że Erin Brockovich, wiadomo), bo jak większość ludzi uwielbiam historie cudzego sukcesu. Zwłaszcza wtedy, gdy jest on okupiony wyrzeczeniami, ciężką pracą i determinacją, której mi brakuje. Martin Eden wielokrotnie pomagał mi ruszyć z miejsca. Przy powtórkach kończyłam odpowiednio wcześniej, żeby się nie dołować.  

      

 

Mało znana książka, która zasługuje na uwagę.

Tu Was zaskoczę.

John Yokoyama i Joseph Michelli Kiedy ryby latają.

To książka biznesowa o tworzeniu inspirującego środowiska pracy, ewolucji małej firmy i o tym jak małe stoisko rybne może wyewoluować w firmę, która uczy wielkie korporacje zarządzania zespołem.

Jest może podejrzanie entuzjastyczna, ale wcale nie w amwayowskim stylu. Nie znajdziecie tu pięknego języka czy wielkiej literatury. Za to całkiem sporo prostych rozwiązań, które mogą wiele zmienić. Lubię do niej wracać, bo po cichu marzy mi się stworzenie firmy, w której wszystkim będzie się dobrze pracować. Pod każdym względem.

Książka, której nie powinno się sądzić po okładce.

Caitlin Moran. Jak być kobietą.

Książka z okładką przywodzącą na myśl pospolite romansidła, czy też opowieści o „zwariowanych 30-latkach”.

Kiedy ostatnio czytaliście książkę, przy której przynajmniej raz wybuchnęliście głośnym śmiechem? Przy tej rżałam nieustannie. A jest to książka... o feminizmie! No kto by się spodziewał, patrzą na okładkę.

Moran od jedenastu lat pisze felietony dla The Times, za które w ostatnich latach zgarnęła kilka nagród. Jak być kobietą napisała po to by „przywrócić słowu ‚feminizm’ właściwą definicję i uświadomić wielu kobietom, że są feministkami, nawet nie zdając sobie z tego sprawy*”

Nie jest to książka dla:
1. purystów językowych
2. ludzi bez poczucia humoru
3. osób bardzo pruderyjnych
4. nie tolerujących przekleństw/wulgaryzmów
Jest to równocześnie jedna z lepszych książek jakie w ostatnich latach przeczytałam i dam do czytania mojej córce, gdy dorośnie. Nawet jeśli do tego czasu patriarchat padnie ;)


********************************************************************

Co sądzicie o książkach wybranych przez Elę? Zachwyca mnie obecność na liście "Martina Edena", jednej z ważniejszych książek mojego życia, a do listy lektur obowiązkowych dopisuję "Jak być kobietą"!

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Dawno, dawno temu poniedziałki były miłym dniem w Mieście Książek. Pomyślałam, że początek roku to dobry moment, by wskrzesić tradycję i znowu zacząć w poniedziałki przepytywać różne osoby na temat trzech książek. Dla tych, którzy czytają Miasto Książek od niedawna - Poniedziałkowy Gość opowiada o trzech książkach: książce, która zmieniła jej / jego życie, książce, która jest mało znana, a zasługuje na szerszą uwagę, oraz (to nowość) książce, której nie należy sądzić po okładce. Zestaw pytań będę od czasu do czasu modyfikować, żeby nie było za nudno, zawsze będzie jednak chodziło o trzy książki. Gośćmi Miasta Książek są blogerzy, pisarze, i po prostu interesujący ludzie, którzy mogą ciekawe trzy tytuły polecić. Zapraszam więc w poniedziałki - na pewno nie co tydzień, ale postaram się, by mniej więcej co drugi poniedziałek można było spotkać tu ciekawą osobę!

A dzisiejszym gościem jest lubiący prowokować, zawsze pogodny i zawsze mający własne zdanie Janek, czyli Oisaj, jeden z dwóch autorów bloga Tramwaj nr 4. Janek czyta wiele fantastyki, takie przynajmniej odnoszę wrażenie i miałam nadzieję, że właśnie z tej dziedziny jakieś ciekawe tytuły poleci. Zapraszam!


Książka, która zmieniła twoje życie

Jest taki tytuł, może nie do końca zmienił moje życie, ale pozwolił mi nie zrobić pewnej głupoty, co w sumie na jedno wychodzi, bo jakbym ją zrobił to moje życie byłoby zupełnie inne. Ta książka nie jest jakaś przesadnie mądra, zasługująca na gremialną uwagę czy Nobla. To jeden z kryminałów Andrei Camilleriego z serii o komisarzu Salvo Montalbano, ale nie powiem wam który, bo to trochę zbyt osobista sprawa. Ale książka na tyle mocno na mnie wpłynęła, że przez moment myślałem, czy nie warto wytatuować sobie jej tytułu na przedramieniu.

Mało znana książka, która zasługuje na uwagę

Jestem ogromnym miłośnikiem fantastyki i książka należy do tego gatunku. W światku fantastyki sporo ludzi o niej słyszało, ale moim zdaniem zdecydowanie powinna to być lektura obowiązkowa dla wszystkich. Chodzi o Pompę numer 6, której autorem jest Paolo Bacigalupi, to zbiór opowiadań który został w  Polsce wydany wspólnie z Nakręcaną dziewczyną przez wydawnictwo Mag. Wizje świata niedalekiej przyszłości, które maluje autor są przerażające i najgorsze w tym jest to, że zaskakująco prawdopodobne. Ja po kilku opowiadaniach miałem ciary na plecach, choć to nie horror.

Książka, której nie powinno się sądzić po okładce

Tutaj można wybierać do woli, koszmarnych okładek ci u nas dostatek. Mam dwa typy, ale one akurat miały szczęście, są na tyle popularne, że wydano je kolejny raz. Pierwsza książka to Nocny patrol Lukjanienki w wersji z wydawnictwa KiW, czarna okładka z błyszczącym niebieskim ludkiem odstrasza znakomicie. Druga książka to jedno z pierwszych wydań Diuny Franka Herberta które ukazało się nakładem Iskier, gdybym wieki temu w maleńkiej księgarni w Tolkmicku znudzony nie otworzył książki, pewnie jeszcze długo nie poznałbym jednej z najlepszych książek SF na świecie, okładkę zdobi bowiem coś, za boga nie wiem co, ale jest obrzydliwa.




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jankowi dziękuję, że dał się zaprosić, a Was zachęcam do poznania gości z poprzednich lat. Znajdziecie ich tutaj - polecam, padło mnóstwo propozycji interesujących lektur!

środa, 06 marca 2013

Jeśli tak jak ja lubicie podglądać cudze półki z książkami, a wchodząc do domu czytających przyjaciół marzycie o tym, żeby pobuszować po ich regałach, zapraszam do podejrzenie, jakie też książki stoją na moich półkach. Ada z Wieczoru z książką rozpoczyna na blogu nowy cykl o kuszącej nazwie Projekt Biblioteka, w ramach którego będzie zapraszać różne osoby do pokazania swoich biblioteczek i opowiedzenia o nich. Z przyjemnością informuję, że zostałam poproszona o otwarcie cyklu, za co serdecznie dziękuję, jako że było to czystą przyjemnością:)

Wszystkich ciekawskich zapraszam więc na http://wieczorzksiazka.blogspot.com/2013/03/projekt-biblioteka-miasto-ksiazek.html.

A w ramach uzupełnienia i pod wpływem próśb w komentarzach, niebawem pokażę już tutaj część biblioteczki dotyczącą osiemnastego wieku, która nie zmieściła się już na szczegółowych zdjęciach u Ady.


poniedziałek, 14 listopada 2011

Dobrze się zaczyna ten poniedziałek, mimo że choróbsko mnie dopadło i chrypię okropnie - rano udało mi się wygrać na facebooku zestaw trzech książek Ǻke Edwardsona, mam nadzieję, że odkryję kolejnego skandynawskiego autora, na którego książki będę czekać:) A wieczorem mogę zaprosić Was na spotkanie z kolejnym poniedziałkowym gościem, i jednocześnie kolejną blogerką, którą czytuję regularnie od czasów niemalże niepamiętnych:) Blog Przeczytałam książkę w tym tygodniu będzie obchodził piąte urodziny - wszystkiego najlepszego! Jego autorka, Ania, mieszka w Niemczech i systematycznie przybliża nam ciekawe książki i wydarzenia literackie z rynku wydawniczego naszych sąsiadów. Dzisiaj, tradycyjnie, odpowiada na moje trzy kłopotliwe pytania - zapraszam!

****************************************************

Twoja ulubiona książka.

Najwięcej problemów przysporzyło mi pytanie pierwsze, bo jak wybrać tę jedną jedyną książkę, najbardziej ukochaną, do której ciągle się wraca? Im więcej czytam, tym jest mi trudniej. Zauważyłam, że czytam coraz więcej książek dobrych i wybitnych, ale do żadnej z nich już nie wracam. Poddałam się pędowi czytania więcej i więcej, gdy spoglądam na te wszystkie wspaniałe książki, które czekają na lekturę, nie mam serca wracać do tych już przeczytanych. Myślami jednak wracam do książek, którymi zaczytywałam się w dzieciństwie. Pierwszą książką „od serca“ były „Dzieci z Bullerbyn“ czytane latem, w ogrodzie, jeszcze w wieku przedszkolnym. Pamiętam, że książka Astrid Lindgren niesamowicia oddziaływała na moją wyobraźnię. Potem wiele razy czytałam „Karolcię“, „Anię z Zielonego Wzgórza“, „Podlotki“ Aleksandry Brusztein i „Czarnoksiężnika z Krainy Oz“. Na tę ostatnią książkę polowałam w szkolnej bibliotece, był tylko jeden bardzo zaczytany egzemplarz i do dziś pamiętam radość, gdy udawało mi się go zdobyć.

W czasach studenckich zaś ogromne wrażenie wywarła na mnie powieść „Odkrycie nieba“ Harry'ego Mulischa, którą koniecznie muszę przeczytać jeszcze raz, bo poza cudownymi wrażeniami niewiele zostało w mojej pamięci.

 

Książka, która zmieniła Twoje życie.

Mojego życia nie zmieniła ale na pewno w sporym stopniu zdeterminowała moje literackie wybory przeczytana we wczesnym liceum powieść Emila Zoli „Germinal“. Zapoczątkowała moją fascynację naturalizmem i w jakiś sposób ukierunkowała moją czytelniczą drogę. Po przeczytaniu tej powieści dużo częściej sięgałam po naturalistów i realistów prawdopodobnie kształtując wtedy mój literacki gust. Nawet wybierając temat mojej pracy magisterskiej pozostałam wierna tym upodobaniom.

 

Mało znana książka, która zasługuje na szerszą uwagę.

Na szerszą uwagę zdecydowanie zasługuje Hans Fallada. A jeśli miałabym polecić tylko jedną jego powieść, niech będzie to pierwsza niemiecka powieść rozrachunkowa z nazizmem czyli „Każdy umiera w samotności“. Fallada miał niezwykły talent epicki, bardzo sugestywnie i realistycznie (!) przedstawiał losy swoich bohaterów – naprawdę warto sięgnąć po jego powieści. Jestem niemal pewna, że po przeczytaniu tej książki, każdy nabierze ochoty na poznanie jego innych utworów.

 



poniedziałek, 31 października 2011

Dzisiejszy gość  pojawia się wyjątkowo późno, jako że dopiero udało mi się dotrzeć do komputera. Dzień był nostalgiczny, spędzony na malutkich cmentarzykach zagubionych wśród podwrocławskich pól - nie odwiedzałam ich już chyba z 10 lat i przyjemnie było zobaczyć, iż stare, poniemieckie groby w rogu cmentarza, które zawsze były zarośnięte krzakami i zaśmiecone, są teraz wysprzątane i zadbane. W powietrzu unosi się jeszcze babie lato, cudna polska jesień jest w pełnej krasie. Tak kolorowo i słonecznie było dzisiaj, że zamiast pisać o pełnych grozy, halloweenowych lekturach, tak jak miałam to w planach, zanim nasiąkłam słońcem i zapachem liści, zaproszę was do spotkania z kolejnym poniedziałkowym gościem. Dzisiaj tę rolę zgodziła się przyjąć the_book, czyli Monika, autorka bloga God Save the Book. Monika jest poznanianką i ma pracę, o której marzy niejeden mól książkowy - jest bibliotekarką:) W dodatku prowadzi znakomitego bloga o książkach, a dzisiaj odpowie na te same, kłopotliwe pytania, na które odpowiadają wszyscy poniedziałkowi goście Miasta Książek - zapraszam!

********************************************************

Byłam w pracy, gdy otrzymałam wiadomość od Padmy. Otoczona tysiącami woluminów (jak mawiają bibliotekarze) poczułam ogromną radość, dumę a po chwili refleksji ogromne przerażenie. Bowiem jak wyselekcjonować teksty, które należą do tych ulubionych, najważniejszych, szczególnych?! Sprawa nie była i nie jest prosta. Dlatego moje odpowiedzi starłam się jak najbardziej skondensować – upakować - zminimalizować. A  książki i autorów nie wspomnianych – z góry proszę o wybaczenie! Za emocje towarzyszące, również przepraszam, lecz temat ekscytujący dla każdego mola książkowego. A Padmie bardzo, ale to bardzo dziękuję za zaproszenie.

 

Twoja ulubiona książka

 

Odpowiedź na powyższe pytanie przenika się poniekąd z odpowiedzią na pytanie następne, dlatego niektóre tytuły będą występowały dwukrotnie.

 

Moja ulubiona książka – pierwsza myśl - „Cesarz” Ryszarda Kapuścińskiego. Książka od której rozpoczęła się moja fascynacja literaturą faktu i reportażu (jak najszerzej definiowaną). Czytelnicza iluminacja. Jak wyjście z labiryntu, jak pierwsze promienie słońca po długiej nocy, jak… . To był przełom w moim myśleniu o literaturze w ogóle, który nastąpił w pierwszej klasie liceum. Potem kolejne teksty autora – „Imperium”, „Heban”, „Busz po polsku”, cykl „Lapidariów”. Kapuściński był i pozostaje dla mnie Mistrzem. Konsekwencją fascynacji była praca magisterska poświęcona reporterowi, jak również nauczenie się na pamięć całych fragmentów „Cesarza”…Poza tym – urodziłam się dokładnie tego samego dnia co autor „Szachinszacha”. Czyżby tylko przypadek?!

 

Drugim ulubionym tekstem są „Fikcje” Borgesa. Ta mała niepozorna książeczka wydana przez Państwowy Instytut Wydawniczy zawiera, moim zdaniem, najbardziej genialny tekst jaki został spisany ludzką ręką – „Biblioteka Babel” (przez dłuższy czas nosiła się nawet z zamiarem wytatuowania sobie fragmentu tekstu). Już wspaniale się zaczyna „By this art you may contemplate the variations of the 23 letters…”. Niezwykłe ostrzeżenie przed potęgą słowa pisanego.

 

Ostatnie zaszczytne miejsce przypadło w udziale kobiecie - Lucy Maud Montgomery – cykl o rudowłosej Ani. Szczególnie zaś tom „Ania na Uniwersytecie”. Jakże ja trzymałam kciuki za Gilberta. Takich emocji nigdy przedtem, ni nigdy potem nie dostarczyła mi żadna książka.

 

Książka, która zmieniła Twoje życie

 

To wspomniany już wyżej „Cesarz” Kapuścińskiego, „Fikcje” Borgesa. To także czytana już na studiach literatura dotycząca problematyki Holocaustu. Szczególnie Bauman – tu „Nowoczesność i Zagłada” oraz „Eichmann w Jerozolimie” Hannah Arendt. Te dwie książki pozwoliły mi na lepsze zrozumienie i poznanie mechanizm rządzących Shoah. Świadomość, że za Holocaust byli odpowiedzialne „zwyczajni” ludzie, że świetna organizacja tego bestialskiego procederu była konsekwencją nowoczesności, przeraża i budzi lęk. Bardzo ważne teksty, które przewartościowały moje myślenie o człowieku… Ale nadal, mimo wszystko,  trzymam się kurczowo myśli, że człowiek to jednak dobra istota. Holocaust to również potwierdził.

 

Mało znana książka, która zasługuje na szerszą uwagę

Bez wątpienia najtrudniejsze pytanie. W dobie nachalnych promocji, bestsellerów trudno o niszowe wydawnictwo. Tytuł być może nie należy do kategorii „mało znanych”, ale jest szalenie ważny w kontekście postrzegania naszej rodzimej kultury i poczucia wartości„Wielki tydzień” Andrzejewskiego.  Myślę, że warto się zapoznać.

 
1 , 2 , 3
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
Wyróżnienia
Top 5 najnowszych lektur
Bliskie mi adresy
Najpopularniejsze notki
O mnie
Przeczytane w 2017
Przeczytane w 2016
Przeczytane w 2015
Przeczytane w 2014
Przeczytane w 2013
Przeczytane w 2012
Przeczytane w 2011
Przeczytane w 2010
Przeczytane w 2009
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2007
Akcje czytelnicze Miasta Książek
Polskie blogi o książkach - polecam!
Blogi różne (polecam!)
Angielskie strony o książkach
Angielskojęzyczne blogi o książkach
Napisz do mnie
Podziel się czytaniem
Szablon pochodzi stąd
Zdarzyło się dziś
Tagi



Miasto Książek on Facebook









Blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...