<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>miasto książek</title>
    <link>http://miastoksiazek.blox.pl/html</link>
    <description>Książki i życie wśród nich.</description>
    <lastBuildDate>Mon, 7 May 2012 20:17:10 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>Raz lepiej, raz gorzej</title>
      <link>http://miastoksiazek.blox.pl/2012/05/Raz-lepiej-raz-gorzej.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Ostatnio różnie trafiam z lekturami. Zazwyczaj wybieram książki na tyle starannie, że nie rzadko zdarzają się wpadki, czasem jednak sięgam po coś pod wpływem impulsu, albo w celu wyjścia poza swoją strefę komfortu. Najpierw był bardzo dobry kryminał. "Niebo to &lt;img style="float: right; margin: 3px;" src="http://miastoksiazek.blox.pl/resource/niebo_to_miejsce_na_ziemi.jpg" alt="" width="129" height="201" /&gt; miejsce na ziemi" &amp;#197;&amp;#65279;ke Edwardsona to piąty tom cyklu o komisarzu Winterze. I o ile nie ma chyba sensu czytać go, jeśli nie miało się w ręku wcześniejszych, o tyle przy znajomości poprzednich jest po prostu znakomity. Oczywiście, jak to u nas bywa, jest to pierwsza książka Edwardsona wydana w Polsce, i bardzo się cieszę, że nie sięgnęłam po nią od razu. Tyle jest tu odniesień do poprzednich tomów, przewija się masa bohaterów, z których żaden nie jest specjalnie przedstawiany, że zapewne łatwo się pogubić, a i przyjemność żadna, jeśli nie zna się kontekstu wydarzeń. Na szczęście zaczęto wydawać Edwardsona jeszcze raz, tym razem po kolei, i dzięki temu mogłam polubić tego eleganckiego Erica Wintera i jego często ekscentrycznych współpracowników.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; W najnowszej części splatają się dwie historie kryminalne, pozornie ze sobą niezwiązane. Córeczka Erica jest już w przedszkolu, i można się spodziewać, że Eric znowu zostanie osobiście wmieszany w historię mężczyzny, który zaprasza przedszkolaki do swojego samochodu. Nie zdradzę, że córeczkę Erica spotka coś złego, ale powiem, że autor nie zdecydował się na żadne tanie chwyty, i chwała mu za to. Intryga jest nie najgorsza, chociaż oczywiście możemy się domyślić rozwiązania sporo przed końcem, za to tło jest jak zwykle znakomite. Oczywiście, tak samo jak w przypadku innych serii kryminalnych, wszystko rozbija się o to, czy polubimy bohaterów, czy też nie. Winter da się lubić, w dodatku oprócz rozmyślania o zbrodni, duma też nad życiem i częstokroć jego refleksje wydają się równie ciekawe, jak dochodzenie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img style="float: left; margin: 3px;" src="http://miastoksiazek.blox.pl/resource/altana.jpg" alt="" width="128" height="204" /&gt; Kolejna lektura, niestety, okazała się słabsza. Kupiłam "Altanę" Mary Nichols, bo pamiętałam dość zachęcające recenzje na blogach angielskich. Zapowiadała się znakomicie - angielska rezydencja, dziewczyna z wyższych sfer zmuszona do oddania dziecka z nieprawego łoża, rodzinne sekrety i pierwsza wojna światowa w tle. Niestety, z realizacją było nieco gorzej, chociaż może nie powinnam narzekam, bo ubawiłam się przednio. Co dwie - trzy strony przepowiadałam, co będzie dalej, i trafiałam bez pudła za każdym razem. Każdym! Przyznajcie sami, nic tak nie poprawia humoru, jak trafianie w cel za każdym razem;) Oczywiście, gdyby tak było do końca, szybko znudziłaby mi się lektura, na szczęście po kiepskim początku jest już trochę lepiej. Zamiast kolejnych, średnio zaskakujących zwrotów akcji, autorka skupia się na bohaterach, akcja spowalnia, z korzyścią dla całości. I choć żadnych niespodzianek raczej wam fabuła nie sprawi, jeśli lubicie Kate Morton, to i Mary Nichols powinna się sprawdzić w charakterze lekkiego, wciągającego czytadła z klimatem.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img style="float: right; margin: 3px;" src="http://miastoksiazek.blox.pl/resource/jeff_w_wenecji.jpg" alt="" width="136" height="209" /&gt; Po przewróceniu ostatniej kartki stwierdziłam jednak, że mam ochotę na coś odrobinę lepiej napisanego, i wyjęłam z półki książkę, którą już dawno chciałam przeczytać, ale dopiero ukazanie się polskiego tłumaczenia dało mi impuls. "Jeff w Wenecji, śmierć w Waranasi" Geoffa Dyera ma intrygujący tytuł (angielski brzmi nieco lepiej - "Jeff in Venice, death in Varanasi"), klimatyczną okładkę, dobre recenzje i w dodatku część akcji toczy się w Indiach. Byłam przekonana, że mi się spodoba, a tymczasem - wielkie rozczarowanie. W pewnym momencie byłam wręcz przekonana, że jej nie skończę, i właściwie dobrnęłam do ostatnich stron z poczucia obowiązku. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Na książkę składają się dwie paralelne opowieści. W pierwszej, Jeff, angielski dziennikarz z kryzysem wieku średniego, jedzie na Biennale do Wenecji. Tam poznaje piękną Amerykankę, która z niewyjaśnionych przyczyn idzie z nim do łóżka. Uprawiają dziki seks (opisany z dość niesmacznymi szczegółami, niesmacznymi być może głównie dlatego, że Jeff ani nie wzbudził mojej sympatii, ani mi nie pasował do roli namiętnego kochanka i nie miałam ochoty zagłębiać się w szczegóły jego pożycia intymnego), chodzą na kilka imprez dziennie, wciągają kokainę i od czasu do czasu toczą wyrafinowane dyskusje o sztuce, które są jeszcze najciekawszą częścią całości. I tyle. Potem Biennale się kończy, a my trafiamy do Waranasi, z narratorem, który może być Jeffem, ale nie musi (tym razem narracja toczy się w pierwszej osobie). I właściwie historia się w pewnym stopniu powtarza, znowu zamiast zajmować się pisaniem, bohater wędruje po mieście i poznaje kolejnych imprezowiczów, z tym że ta część zdecydowanie bardziej przypomina przewodnik turystyczny. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Może gdybym była mężczyzną, który właśnie ufarbował swoje pierwsze siwe włosy i jego głównym zmartwieniem jest to, czy jest jeszcze atrakcyjny, znalazłabym w tej książce coś dla siebie, tymczasem jednak nie porwały mnie nawet opisy Waranasi - o dziwo, już Wenecja zaciekawiła mnie bardziej, być może dlatego, że obraz Biennale, które bynajmniej nie jest opisane jako wydarzenie artystyczne, a jako jedna niekończąca się impreza, której uczestnicy dbają tylko o to, aby zaliczyć wszystkie wydarzenia, na których "warto" być, i bynajmniej nie chodzi tu o wernisaże. Całość jednak zdecydowanie rozczarowuje.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Na szczęście kolejna lektura wynagrodziła mi to z nawiązką, ale o tym w następnym wpisie!&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>padma@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>dzielnica fikcji</category>
      <comments>http://miastoksiazek.blox.pl/2012/05/Raz-lepiej-raz-gorzej.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://miastoksiazek.blox.pl/2012/05/Raz-lepiej-raz-gorzej.html</guid>
      <pubDate>Mon, 7 May 2012 20:17:10 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Majówka</title>
      <link>http://miastoksiazek.blox.pl/2012/04/Majowka.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Znikam na cały tydzień - jak przyjemnie to napisać:) Recenzje muszą poczekać, a dodam, iż przeczytałam jeden dobry kryminał i dwie powieści, o których nie do końca wiem, co sądzić - może kilka dni oddechu pomoże mi wyrobić sobie zdanie. Pakuję torbę książek plus Kindle'a - wiedziałam, że Kindle nie przeszkodzi mi w zabieraniu papierowych książek, o ile oczywiście jadę samochodem, i jadę odetchnąć chłodniejszym, górskim powietrzem. Życzę Wam cudownej pogody, mnóstwo czasu na czytanie pod chmurką i udanych lektur!&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img src="http://miastoksiazek.blox.pl/resource/SurniakP_WzgorzaTrzebnickie_rzepak.jpg" alt="" width="509" height="333" /&gt;&lt;/p&gt;</description>
      <author>padma@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>wycieczki bez celu</category>
      <comments>http://miastoksiazek.blox.pl/2012/04/Majowka.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://miastoksiazek.blox.pl/2012/04/Majowka.html</guid>
      <pubDate>Mon, 30 Apr 2012 08:47:08 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Na Dzień Książki ulubione księgarnie</title>
      <link>http://miastoksiazek.blox.pl/2012/04/Na-Dzien-Ksiazki-ulubione-ksiegarnie.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Jako że śledziłam zapowiedzi wydarzeń na Światowy Dzień Książki w sieci, nie miałam specjalnych oczekiwań, wychodząc dzisiaj z pracy i kierując się w stronę księgarni. Mimo to jednak byłam mocno rozczarowana, a jeszcze bardziej zdziwiona, że można odwiedzić kilka księgarni w centrum miasta i nie zorientować się nawet, że dzisiaj jest jakieś książkowe święto. Tyle się mówi o spadku czytelnictwa w Polsce, organizowane są różne akcje, ale jeśli osoby, które powinny być najbardziej zainteresowane tym, czy Polacy czytają i kupują książki, czyli księgarze, nie korzystają z tak doskonałej okazji, aby sprzedać więcej, to chyba powinniśmy się przestać dziwić. W Wielkiej Brytanii, gdzie książki czyta znacznie większy procent społeczeństwa, w Światową Noc Książki rozdaje się tysiące darmowych egzemplarzy, przy każdej (KAŻDEJ) okazji księgarnie zachęcają ciekawymi promocjami, wystawami tematycznymi, Dzień Książki jest zaś szeroko reklamowany w prasie. U nas zaś promocje owszem, są, ale głównie z księgarniach internetowych. A to chyba chodzi o to, aby przypadkowy przechodzień poczuł się skuszony informacją, że jest święto książki i że można coś kupić po promocyjnej cenie, a w księgarni internetowej o przypadkowego przechodnia raczej trudno.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; W każdym razie rozczarowana brakiem jakiejkolwiek informacji o tym, że dzisiaj jest takie święto wróciłam do domu z pustymi rękami, w ramach poprawy humoru zamówiłam sobie kilka książek w księgarniach online (niewiele, bo nie lubię kupować książek na odległość), a na odtrutkę postanowiłam opowiedzieć o moich ulubionych księgarniach świata. Nie będzie to ranking księgarni najlepszych czy też najpiękniejszych, ale moja czysto subiektywna lista miejsc, do których koniecznie trzeba zajrzeć, będąc gdzieś w pobliżu.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; 1. Barter Books, Alnwick, Anglia &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wiele lat temu, gdy spędzałam wakacje w północnej Anglii i w Szkocji, odkryłam po razu pierwszy urok angielskiego antykwariatu. Wcześniej zdarzyło mi się odwiedzać sklepy z używanymi książkami, ale chyba źle trafiałam, tym razem jednak było inaczej. W Londynie trafiłam do słynnego antykwariatu The Quinto, jeszcze w starej lokalizacji, zaś jadąc na północ przeczytałam w przewodniku o Barter Books, i zapragnęłam tam trafić. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić, bo na poprzednim kempingu zostawiłam mapę i jechałam tylko po drogowskazach, których akurat było jak na lekarstwo. Zaczęłam więc wypytywać ludzi w mijanych miasteczkach, ale gdy pytałam o Alnwick, napotykałam na puste spojrzenia. Gdy byłam już bliska rezygnacji, uratował mnie pewien młody chłopak, na tyle błyskotliwy, by zorientować się, w czym leży problem - otóż Alnwick wymawia się bardziej jak "anyk" lub "enyk". Gdy w końcu trafiłam we właściwie miejsce, od razu wiedziałam, że warto było błądzić. Barter Books to magiczne miejsce. Ulokowany w budynku wiktoriańskiego dworca kolejowego antykwariat jest jednym z największych w Anglii i na pewno jednym z najpiękniejszych. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img src="http://miastoksiazek.blox.pl/resource/Barter_Books_bookshop.jpg" alt="" width="500" height="375" /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wnętrze wypełniają książki, sentencje, zaś pod sufitem jeździ mały, zabawkowy pociąg. Jest kafejka, wygodne kanapy i tysiące woluminów.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img src="http://miastoksiazek.blox.pl/resource/alnwick_bookshop.jpg" alt="" width="333" height="500" /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img src="http://miastoksiazek.blox.pl/resource/alwyck_bookshop.jpg" alt="" width="500" height="357" /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Zdjęcia z sieci: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; 2. The Strand, Nowy Jork&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Księgarnia - legenda. Podobno mieści 18 mil półek, gdy więc weszłam do środka i zobaczyłam, jak niewielką zajmuje przestrzeń, byłam nieco zdziwiona i przekonana, że 18 mil jest jednak przesadą. Gdy jednak po godzinie buszowania nie udało mi się przejrzeć dwóch regałów, zdałam sobie sprawę, że ciasno ustawione wysokie regały kryją w sobie nieprzeliczoną ilość książek. Dawkowałyśmy sobie Strand, ponieważ miała świadomość, że gdybym nie narzuciła sobie ostrej dyscypliny, mogłam tam wejść w poniedziałek i wyłonić się w piątek, trochę bledsza i nieco wychudzona, nie obejrzawszy w Nowym Jorku niczego więcej. Zaglądałam więc na godzinkę lub dwie codziennie, czasem co drugi dzień, i przez dwa tygodnie nie udało mi się przejrzeć w całości nawet jednego piętra. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img src="http://miastoksiazek.blox.pl/resource/the_strand.jpg" alt="" width="353" height="497" /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Strand nie jest zbyt tani, ale można wyszukać książki kosztujące 2-3 dolary. Trudno się po nim poruszać - jest tak ciasno, że wszyscy się potrącają, czasem trzeba też stoczyć walkę o drabinę, która jest absolutnie niezbędna, jako że znaczna część książek stoi bardzo wysoko. Ma jednak niesamowitą atmosferę i ma się tam poczucie, że da się tam znaleźć dosłownie wszystko. A w charakterze wisienki na torcie występuje obsługa, znakomicie zorientowana, oczytana i błyskotliwa.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; 3. Bookarest, Poznań &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Nie ma się co oszukiwać, Poznań nie jest mekką dla moli książkowych. Pomimo wspaniałych tradycji targowych, nie mamy targów książki, najbardziej klimatyczne księgarnie zostały zamknięte lub stoją na krawędzi. Mimo to, w samym sercu miasta, którym, o zgrozo, stało się centrum handlowe (przyznaję - wyjątkowo piękne centrum handlowe), prężnie rozwija się ambitna i przyjazna czytelnikowi księgarnia. Bookarest ulokowany jest w Starym Browarze, co z pewnością wpływa niekorzystnie na wysokość czynszu, za to pozytywnie na ilość klientów. Jest przestronny, nowoczesny, jasny - czyli jest przeciwieństwem tego, co w księgarniach lubię. A jednak czuję się tu dobrze, chłodna kolorystyka jest zrównoważona przez wielokolorowe grzbiety książek, obsługa zna się na książkach, a tytuły wystawione na stolikach są bardzo starannie wybrane. Gdy chcę się dowiedzieć, co ciekawego pojawiło się na rynku - idę do Bookarestu. W dodatku jest to miejsce przyjazne, otwarte na czytelnika - możemy mieć wpływ na przykład na to, jakie tytuły będą sprzedawane po cenach promocyjnych w danym miesiącu!&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img src="http://miastoksiazek.blox.pl/resource/bookarest.jpg" alt="" width="500" height="333" /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Zdjęcie: &lt;a href="http://www.bookarest.pl"&gt;www.bookarest.pl&lt;/a&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; 4.The Bookshop, Wigtown, Szkocja &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wigtown to szkockie miasto książek. Mniej znane niż walijskie Hay-on-Wye, ma przewagę w postaci dużo niższych cen. Jest tu około dwudziestu księgarni, najbardziej znana ma najprostszą nazwę - The Bookshop. Trafiłam tu zupełnie przypadkiem, i oczarowana spędziłam długie godziny. To tutaj po raz pierwszy widziałam antykwariat całkowicie samoobsługowy - był to po prostu otwarty na oścież dom, pełen książek. Nie było w nim nikogo - można było wejść, pobłądzić po wąskich korytarzykach, wejść na piętro, do piwnicy, wszędzie zaś były dziesiątki regałów z książkami. Wychodząc, zostawiało się należność na talerzyku postawionym przy drzwiach. Ciekawa jestem, czy wciąż tak samo to funkcjonuje - byłam tam ponad 10 lat temu...&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img src="http://miastoksiazek.blox.pl/resource/wigtown_bookshop.JPG" alt="" width="500" height="334" /&gt;&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; 5. Londyn &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Londyn jest dla mnie jedną wielką księgarnią - nie potrafię wybrać konkretnego miejsca. Gdy tam jestem, nie mogę nie odwiedzić ulubionych antykwariatów w Bloomsbury - The Scoob i Judd Books. Przy okazji zaglądam też do Oxfamu mieszczącego się naprzeciwko British Museum, często też wypuszczam się gdzieś dalej w poszukiwaniu ciekawych książek - do Notting Hill, Greenwich, czy nawet Stoke Newington, niewielkiej dzielnicy, w której mieści się aż kilka uroczych sklepików z książkami. Nie można zapomnieć też o Daunt Books, pięknego edwardiańskiego budynku mieszczącego książki poukładane geograficznie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Gdy o tym teraz myślę, okazuje się, że sporo fantastycznych księgarni odwiedziłam przez laty - byłam w bardzo klimatycznym, zakurzonym antykwariacie na Bali, gdzie można było kupić takie książki o Indonezji, których w Anglii próżno szukać, byłam w słynnym walijskim mieście książek, w dziesiątkach malutkich antykwariatów w Anglii. Moje ulubione polskie księgarnie często już nie istnieją, jak choćby poznańska Kapitałka czy wrocławska księgarnia przy ul. Jedności... Ale za to wciąż jest mnóstwo miejsc, których jeszcze nie odwiedziłam, jak choćby słynne Shakespeare and Company w Paryżu, czy antykwariat w starym młynie w Nowej Anglii, reklamujący się uroczym hasłem "Sprzedajemy książki, których nie potrzebujesz, w miejscu, do którego nie uda ci się trafić". &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Z okazji dnia książki życzę Wam zatem, abyście trafiali bezbłędnie w takie magiczne miejsca, w których można znaleźć książki, o których nawet nie wiecie, że istnieją, ale które raz kupione, staną się Waszymi najlepszymi przyjaciółmi!&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>padma@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>na zakupach</category>
      <comments>http://miastoksiazek.blox.pl/2012/04/Na-Dzien-Ksiazki-ulubione-ksiegarnie.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://miastoksiazek.blox.pl/2012/04/Na-Dzien-Ksiazki-ulubione-ksiegarnie.html</guid>
      <pubDate>Mon, 23 Apr 2012 23:01:18 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


